Autor: Jakub Żulczyk Wydawnictwo Świat Książki
Jakub Żulczyk to taki współczesny Marek Hłasko. I z wyglądu, i z twórczości. Dobrze, że jest wymieniany wśród popularnych pisarzy. Żulczyk zajmuje miejsce między gatunkiem, rozrywką, a istotnym przesłaniem, nade wszystko jakimś dokumentem czasów, w jakich żyjemy: otaczającej nas obyczajowości, jej daleko idących przemian, etc. Tym razem autor zajął się polityką w wersji political fiction połączonej z satyrą, thrillerem, sensacją, być może też przypowieścią. Element satyry i przypowieści zaprowadzi czytelników do odczytania w stylu „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Ten jest tym, ta tą etc. Im dalej w tekst, tym więcej aluzji napotkamy. Oczywiście można było się tego spodziewać. Żulczyk poinformował odpowiednio wcześniej o planach wydania „Kandydata”. Jest przykładem pisarza, który umie się sprzedać, wylansować. Ilość i szybkość adaptacji jego utworów musi robić wrażenie – niezależnie od ich nierównego przecież poziomu. Niewykluczone, że i „Kandydat” zostanie szybko zekranizowany.
Temat zawsze na czasie, gorący, a nawet parzy. Punkt wyjścia jest osadzony w tradycji literatury gatunkowej. Bohater (Reporter), kiedyś wzięty dziennikarz, wchodzi w posiadanie materiałów, które mogą zniweczyć szanse aktualnie urzędującego Prezydenta na reelekcję. Żulczyk kondensuje czas akcji do dnia drugiej tury wyborów prezydenckich.Reporter ma zabójczego newsa, ale dotąd Prezydent prowadzi w sondażach. Trzeba przyznać: brzmi frapująco. Teraz jego ponowna wygrana wisi na włosku. Ale obaj bohaterowie – to znaczy Reporter takoż – spacerują po linie, ponieważ autora interesują najnowsze mechanizmy władzy i mediów. Oba staczają się, pikują w dół, sięgają Różewiczowskiego dna. Stawka gry jest najwyższa: ryzyko totalnej kompromitacji, banicja i szansa na powrót do tuz dziennikarstwa.
Czas akcji jest krótki, ale wydarzenia rozgrywają się w różnych miejscach: na Helu w rezydencji prezydenta RP, w Pałacu Prezydenckim, w redakcjach, w Warszawie. Dobrze, że nie ma klasycznej jedności czasu i miejsca akcji. W przeciwnym razie „Kandydat” byłby kameralnym dramatem, teatrem telewizji. A tak jest pełnokrwistą powieścią o współczesnej Polsce, których za dużo nie ma lub prawie nie ma wcale. W każdym razie „Kandydat” powinien zostać włożony z pełną świadomością. Choć wszystkich założeń powieści realistycznej oczywiście Żulczyk nie był w stanie w „Kandydacie” spełnić. Niemniej nieśmiało uważam go za kandydata do napisania współczesnej „Lalki”. Oprawa miękka, klejona.