Jabłońska Sofia, „Czar Maroka”

Czar Maroka

Jabłońska Sofia, „Czar Maroka”Autorka: Sofia Jabłońska
Wydawnictwo: Warsztaty Kultury

Sofia Jabłońska, ukraińska pisarka, reporterka, fotografka i operatorka kamery, w latach trzydziestych XX wieku wybrała się w podróż dookoła świata. Owocem jej wojaży, poza niezliczonymi zdjęciami, są trzy książki podróżnicze. Pierwsza z nich, zatytułowana „Czar Maroka” została właśnie po raz pierwszy wydana w Polsce. To skromny objętościowo tom, napisany jednak na tyle plastycznie, że czytelnik może z łatwością wyobrazić sobie, jak wyglądał Marrakesz i jego okolice przed niemal stu laty. Książka sprawia wrażenie dość spontanicznego zapisu przygód, które Jabłońska przeżyła w Maroku – autorka pozwala sobie na zachwyt, na irytację (zwłaszcza w stosunku do francuskich kolonizatorów oraz turystów, którzy odwiedzają Maroko wraz z grupowymi wycieczkami), czasami pisze dość konkretnie, innym razem rozpływa się w zmysłowych impresjach. Czyta się to wszystko dobrze, bo na każdym kroku czuć szczere zainteresowanie Jabłońskiej miejscem, w którym się znalazła, a szczególnie ludźmi tam żyjącymi. Z drugiej jednak strony trudno oprzeć się wrażeniu, że w kilku miejscach autorka mogła solidnie podkoloryzować to, co naprawdę się jej przydarzyło.

Powiedziałbym, że największą wartość „Czaru Maroka” stanowi pewna naiwność autorki, która z jednej strony nie lubi turystów, ale z drugiej – aż tak bardzo się od nich nie różni. Która z jednej strony intuicyjnie zwraca się przeciwko dwóm porządkom – kolonialnemu i patriarchalnemu – ale z drugiej sama jest nimi przesiąknięta (co jest zrozumiałe i oczywiście nie może stanowić żadnego zarzutu). A jednak być może to właśnie dzięki temu naiwnemu, nieuprzedzonemu spojrzeniu Jabłońska była w stanie zobaczyć Maroko takie, jakim wówczas było. A co właściwie widzi autorka „Czaru Maroka”? Połykaczy ognia w akcji, ciekawskich Arabów odwiedzających „europejskie” kawiarnie na północy Afryki, harem potężnego kaida od środka, nieokiełznaną chaotyczną energię marokańskiego targowiska, zupełnie dla niej obcy, ale hipnotyzujący taniec Senegalczyków, groźną, gorącą Saharę i wiele więcej. Książka Sofii Jabłońskiej bez wątpienia stanowi interesującą lekturę, jednak miłośników współczesnych reportaży podróżniczych wypada ostrzec, że warto przyłożyć do niej zupełnie inną miarę. Jedno jest pewne – takiego Maroka, jakie jest opisane w tej książce, dziś już nie ma. Osobiście podczas tej lektury bawiłem się bardzo dobrze, ale do bibliotek kupować wedle zapotrzebowania. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami.