Metro Stefana Starzyńskiego?

Autor: Jakub Jastrzębski                                          Wydawnictwo Skarpa Warszawska

Autor opisuje dzieje przedwojennych przygotowań do budowy warszawskiego metra. W stołecznym ratuszu myślano o tym od dawna, jeszcze w czasach zaboru rosyjskiego, biorąc pod uwagę narastające trudności komunikacyjne wynikające z systematycznego napływu ludności do grodu Warsa i Sawy. Pierwszy projekt budowy kolei podziemnej powstał w roku 1917, kiedy Warszawa znajdowała się pod okupacją kajzerowskich Niemiec, a wykonał go Tadeusz Tołwiński. Plan metra składał się z dwóch linii biegnących na osi północ-południe.

Pierwsza linia miała przebiegać z Mokotowa na Muranów – od ulicy Puławskiej na wysokości Narbutta i Madalińskiego, do placu Muranowskiego. Znajdował się on u zbiegu dzisiejszych ulic Lewartowskiego i Stawki. Linia miała liczyć 12 stacji. Druga linia miała być równoległa do pierwszej i nie miała się z nią przecinać. Koncepcja takiej budowy upadła jeszcze w roku 1918.W latach dwudziestych powrócono do sprawy i sporządzono nowe plany, tym razem zakładające sześć linii. Nie będę w tym miejscu opisywać przebiegu każdej z nich, ograniczę się tylko do pierwszej, której przebieg poprowadzono na papierze od placu Unii Lubelskiej do placu Muranowskiego –przez Marszałkowską, plac Napoleona, plac Teatralny, ulicę Bielańską oraz Nalewki. Miała liczyć 5 km długości, ale w projekcie znajdowały się linie dłuższe. Na przykład, linia oznaczona jako F, w zamyśle będąca obwodnicą dwukrotnie przecinająca Wisłę, miała liczyć 11,5 km. Najwięcej zrobiono z myślą o metrze za prezydentury Zygmunta Słomińskiego, stojącego na czele magistratu w latach 1927-1934.

Ratusz jednak nie mógł liczyć na pieniądze państwowe, bo odnośne resorty rządowe nie były zainteresowane tą inwestycją. A ponieważ fundusze własne skarbu miejskiego były o wiele za małe, szukano kontrahentów za granicą. Sondowano możliwości współpracy ze spółkami francuskimi oraz belgijskimi, ale w konsekwencji z kooperacji nic nie wyszło. Zawiodły także rachuby na wsparcie ze strony Ligii Narodów. Ale władze miasta nie rezygnowały z zamiaru wybudowania kolei podziemnej, zawsze uwzględniając w projektach budżetowych tę inwestycję. Niestety, kryzys światowy zapoczątkowany na nowojorskiej giełdzie u schyłku lat dwudziestych znacznie oddalił te plany. Po Słomińskim, który podał się do dymisji po tym jak władze państwowe nie zatwierdziły budżetu miasta wiosną 1934 roku, wyznaczono prezydenta komisarycznego. Najpierw był nim krótko Zygmunt Zyndram – Kościałkowski, a po nim zagorzały piłsudczyk Stefan Starzyński. Ten ostatni rządził ratuszem twardą ręką i gdyby skupił się od początku na budowie metra być może osiągnąłby cel przed wybuchem wojny. On jednak inwestował w rozwój sieci tramwajowej i kolejek dojazdowych, następnie w sieć autobusową.

Do projektu budowy kolejki podziemnej powrócono w roku 1937, ale do września 1939 roku nie weszła w pierwszą fazę realizacji. Książkę czyta się pasjonująco. Przekazuje ona wiele mało znanych lub w ogóle nie znanych wcześniej faktów związanych z metrem oraz Warszawą jako taką, a także politykę prowadzoną przez włodarzy stolicy, ich konflikty z radnymi oraz władzami państwowymi. Także dwuznaczną rolę Starzyńskiego jako prezydenta, nie tylko w zakresie budowy metra. Ukuto swego czasu legendę, że to właśnie od niego rozpoczęto myślenie o tym przedsięwzięciu, a tymczasem było to dalekie od prawdy. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz