Autorka: Zofia Król Wydawnictwo Karakter
Autorka wielokrotnie wędrowała z mapą internetową. Docierała do terenów wywołujących w niej określone skojarzenia geograficzne, historyczne lub kulturowe. Za pomocą małego ludzika, googlowego wędrowniczka, podpatrywała człowieka umiejscowionego w przestrzeni: najpierw niezwykle rozległej, o wymiarze makro, potem zredukowanej do mikro, na przykład mieszkania w warszawskim bloku lub schodów do kamienicy w Gnieźnie. Zofia Król, doktor filozofii, napisała bowiem „Sześć esejów o przestrzeni”, którym nadała na użytek książki wspólny tytuł – „Droga przez łąkę”. Ale inną łąkę, niż tę do której przyzwyczaiła nas odwieczna tradycja. Nasi przodkowie mieszkający na wsi znali jak własną kieszeń, albo nawet lepiej, pobliskie łąki, każde ździebełko trawy, zakwitający lub zwiędły kwiatek, liczbę kroków od krańca do krańca. Autorka pokazuje, że taką drogą przez łąkę może stać się cały świat, jeśli tylko zagłębić się w los, a raczej w dzieła człowieka mającego w nim swoje miejsce i rolę. Pod jej piórem łąka staje się czasoprzestrzenią, do której kluczem stawały się obrazy Cezanne`a i van Eycka, także prace filozofów oraz utwory pisarzy.
Właśnie, pisarzy, w tym polskich. Na przykład Zofii Nałkowskiej. Zofia Król wydobywa bowiem z prozy autorki „Granicy” oraz „Romansu Teresy Hennert” elementy świadczące o odczytywaniu przez nią czasoprzestrzeni codzienności, powołując się na „Dzienniki” oraz „Mojego ojca”. Odwiedza w nich dawne mieszkania i domy odtwarzając pełną życia przestrzeń wypełniającą niegdyś wnętrze domu w podlubelskiej wsi Wrotków czy warszawskim rodzinnym lokum. Przestrzenie te, szczególnie ta druga, zawisły anonimowo gdzieś nad gruzowiskiem czy parkanem, a autorka przygląda się pustemu miejscu z okna przejeżdżającego autobusu. W podobny sposób zagłębia się w przestrzeń mieszkania Mirona Białoszewskiego w ostatnich lata jego życia. Dociera na Syberię śledząc drobne poczynania anonimowych osób na przykładzie „Biegunów” czy „Przestrzeni” Georgesa Pereca. Oto obraz utrwalony w czasie i przestrzeni: z syberyjskiej chaty wychodzi ktoś i patrzy w niebo.
W tym samym momencie ktoś inny, budzi się w samolocie jedenaście tysięcy metrów wyżej i patrzy w dół. Przez chwilę obaj znajdują się na tej samej linii. Z kolei nieistniejące, rodzinne mieszkanie Nałkowskiej przy ul. Wspólnej pod wnikliwym okiem pani doktor filozofii nabiera wymiarów sześcianów niegdysiejszych pokojów nadal wiszących nad powierzchnią planety. Książka interesująca, ale hermetyczna. Polecam ją czytelnikom o dużym wyrafinowaniu intelektualnym. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz