Szkoła bardzo prywatna. Moja elitarna brytyjska edukacja

Autor: Charles Spencer                                          Wydawnictwo Czarne

Autor, potomek arystokratycznego rodu angielskiego, opisał swój kilkuletni pobyt w elitarnej szkole z internatem dla chłopców z wyższych sfer. Było to w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, a owa szkoła to Maidwell Hall. Edukację rozpoczął w niej mając osiem lat, a zakończył w wieku trzynastu. Oprócz wysokiego poziomu nauczania, celem szkoły było wpojenie uczniom dyscypliny i posłuszeństwa oraz wartości moralnych mających ukształtować ich na wysoce wartościowych członków społeczeństwa funkcjonujących na wyższych szczeblach aparatu państwowego. Wspomnienia Charlesa Spencera zdzierają zasłonę obłudy jaka zakrywała przez długie lata, a może nawet przez wieki tego rodzaju prywatny system kształcenia. O ile ktoś wyobrażał sobie, że nauka w drogiej szkole z internatem polega na sielskim spędzaniu czasu i pławieniu się w luksusie, to mylił się bardzo. Relacja Spencera rozwiewa mity związane z tym tematem, chociaż autor nie neguje bynajmniej wysokiego poziomu nauczania, ani wysokiej jakości wyżywienia.

To ostatnie wprawdzie nie było szczególnie wymyślne, ale typowo angielskie, pożywne, niekiedy nawet smaczne. Uczniowie otrzymywali cztery posiłki dziennie, a osoba z personelu pilnowała, żeby zjedli wszystko. Talerze, jakie oddawali musiały być puste, dopiero wtedy konsument mógł opuścić jadalnię. Jeżeli nie zjadł wszystkiego wpisywano mu złą notę. Mógł ją otrzymywać praktycznie za wszystko, bo wszystko mogło stać się przewinieniem. Chociażby niedokładne umycie się, zbyt długie wypróżnianie, długie włosy lub moczenie się w nocy. Tego ostatniego doświadczało wielu, bo stresowało ich oddalenie od rodziny oraz represyjny system w jakim się znaleźli. Panował w nim niemal koszarowy rygor. Starsze roczniki poniżały kolegów z młodszych. Ale znęcanie się ze strony rówieśników to jedno, a nauczycieli, to drugie.

Oprawców z tytułami naukowymi, a nawet arystokratycznymi było trzech. Najbardziej zapadł chłopcu w pamięć niejaki Henry Maude, uczący łaciny jowialny dżentelmen robiący znakomite wrażenie na rodzicach, kiedy przyjeżdżali w odwiedziny do swych pociech. Rozmowny, dowcipny, uśmiechnięty i zgodnie z zasadami angielskiego dobrego wychowania zachowujący stoickie opanowanie. I tylko jego uczniowie wiedzieli jak kruchy był to spokój. Kiedy w czasie lekcji coś mu się nie spodobało, dostawał furii: ciskał w uczniów przedmiotami i wymyślał im od najgorszych. Bił ich po głowach otwartą dłonią i targał za uszy, a ich pełne bólu krzyki sprawiały mu widoczną przyjemność. Jednego z uczniów uderzył w potylicę z taką siłą, że ten spadł z ławki i stracił przytomność. Innego, drobnego dziewięciolatka, cisnął w kąt klasy niczym przedmiot, po czym wywrócił jego ławkę z której pospadały wszystkie przedmioty.

Jego wybuchowość była nieprzewidywalna, uczniowie bali się go panicznie i w czasie lekcji panowała śmiertelna cisza. Spacerował po klasie trzymając na ramieniu drążek do otwierania okien, którym bił uczniów po rękach i ramionach. Towarzyszące tym wybuchom hałasy niosły się po całej szkole, tym bardziej, że sala, w której Maude nauczał języka Rzymian, znajdowała się w samym centrum niewielkiego budynku szkoły. Żaden z pedagogów nie interweniował, a dyrektor udawał, że o niczym nie wie. Książkę czyta się łatwo niczym zbeletryzowaną opowieść opartą na faktach z życia. Oprócz opisu wydarzeń skandalicznych i sensacyjnych, zawiera również wiele informacji związanych z edukacją w Maidwell, na przykład jak wyglądał rozkład dnia ucznia, zarówno przeciętnego jak i świątecznego, oraz jakie czasopisma pozwalano im czytać, a wśród tych ostatnich były tytuły ekskluzywne, jakie znali ze swoich domów rodzinnych, chociażby „Country Life”. Dla zainteresowanych. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz