Autor: Jacek Stawiski Wydawnictwo Znak
Autor przedstawia transformację ustrojową od strony odkrywania prawdy historycznej i odzyskiwania pełnej tożsamości narodowej. Bo odchodzenie od komunizmu oznaczało nie tylko wolny rynek gospodarczy, w tym sklepy pełne towarów; oznaczało nie tylko likwidację cenzury oraz odejście do lamusa organizacji politycznej pod nazwą Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. To również przywrócenie naszemu krajowi nazwy Rzeczpospolita Polska, bez dopisku „ludowa”, a Orłu Białemu korony. Ale jeszcze zanim to nastąpiło, rozpoczął się proces likwidacji haniebnych nazewnictw oraz pomników. Największy rozgłos zdobył demontaż monumentu Feliksa Dzierżyńskiego na warszawskim placu noszącym jego nazwisko. Na cokole widniał napis: „Feliks Dzierżyński to chluba polskiego ruchu rewolucyjnego”. Podpisano: „Bolesław Bierut”.
Kiedy dźwig unosił figurę krwawego szefa bolszewickiej bezpieki, rozpadła się na kawałki, co zgromadzony tłum skwitował szyderczym śmiechem, a liczni reporterzy i filmowcy utrwalili ten moment obiektywami aparatów i kamer. Było to na jesieni 1989 roku, ale wcześniej, bo końcu lipca w podobny sposób mieszkańcy Lublina rozprawili się z pomnikiem towarzysza prezydenta Bieruta. Decyzję podjęła Rada Miasta, a co ciekawe jej skład był jeszcze dawny, sprzed wolnych wyborów czerwcowych, bo o demontażu pomnika postanowili w maju. Wraz z likwidacją postumentu zmieniono nazwę ulicy Bieruta, przywracając dawną czyli Lwowską. Ale najwcześniej z Bierutem próbował się rozprawić senat Uniwersytetu Wrocławskiego, któremu dolepiono jego osobę jako patrona uczelni.
Akademicy wrocławscy podjęli uchwałę o zmianie nazwy na po prostu Uniwersytet Wrocławski jeszcze w 1981 roku, w czasie tak zwanego pierwszego karnawału Solidarności. Oczywiście stan wojenny przekreślił na kilka lat tę inicjatywę. Powrócono jednak do niej w 1988 roku, kiedy Senat potwierdził ważność uchwały, a wcielono ją w życie na przełomie maja i czerwca 1989. Książka Jacka Stawiskiego przywołuje tamte fakty oraz kontekst społeczno-polityczny w jakim występowały. Poważne trudności nastręczały pomniki postawione na chwałę armii radzieckiej, bo ich demontaż mógł wywołać nieprzewidywalna reakcję ze strony Związku Radzieckiego, który niby znajdował się w trakcie pierestrojki, a na jego czele stał Michaił Gorbaczow, ale póki co jego wojska stacjonowały jeszcze w Legnicy i w innych punktach Polski. Monumenty wychwalające armię czerwoną okazały się najdłużej przechowywanym reliktem komunizmu, usuwano je stopniowo, powoli, z obawami.
Innym opornym symbolem stało się Godło Narodowe. Na ten temat odbyła się w sejmie burzliwa debata, bo okazało się, że nie wszystkim zależy, aby ten dzielny, szlachetny biały ptak odzyskał koronę, znak królewskiego dostojeństwa. Oprócz byłych członków PZPR sprzeciwiali się także niektórzy z ludowców. Sprawa została jednak szybko wyjaśniona w głosowaniu i zamknięta. Bardzo ciekawą częścią książki są fragmenty dotyczące odsłaniania prawdy o mordzie katyńskim. Rosjanie długo opierali się. Katyń był jednym z głównych tematów rozmowy premiera Tadeusza Mazowieckiego z Gorbaczowem podczas wizyty tego pierwszego na Kremlu. Gorbaczow przyznawał, że była to zbrodnia stalinowska, ale argumentował, że zabito tam w różnych okresach również tysiące osób z innych narodowości, na przykład ukraińskiej, i postulował, żeby upamiętnić miejsce pochówku ofiar pomnikiem z ogólną nazwą „ofiarom zbrodni stalinowskich”. Mazowiecki jednak nie ustępował uznając w imieniu polskiej racji stanu, że naszym wojskowym i policjantom należy się osobny pomnik i cmentarz. I dopiął swego. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz