Wymieranie Ireny Rey

Autorka: Jennifer Croft
Wydawnictwo: Pauza

 

Nagrodzona Bookerem amerykańska tłumaczka Olgi Tokarczuk pisze powieść o ośmiu tłumaczach i wielbionej przez nich pisarce, tytułowej Irenie Rey. Literackie guru wymienione w tytule wydaje się wzorowane na naszej noblistce a akcja powieści toczy się w domu położonym w Puszczy Białowieskiej. Rodzime akcenty zdecydowanie mogą zaciekawić polskiego czytelnika a wątek wycinki drzew w puszczy poruszy tych, którym bliskie są postawy proekologiczne. Piękno przyrody i to, w jaki sposób traktuje ją człowiek to jeden z ważnych kontekstów utworu, drugim jest sława a trzecim i chyba najważniejszym język, znaczenie słów oraz ich siła. Wracając do fabuły, tłumacze przyjeżdżają do domu pisarki, by pracować nad przekładem jej najnowszego dzieła, które ma być też największym z dotychczas napisanych. Nie jest to pierwszy taki zjazd u Ireny Rey, lecz tym razem wszystko wygląda inaczej. Nigdzie nie ma męża artystki, Bogdana, który zawsze stoi u jej boku. Pisarka zachowuje się dziwnie, przede wszystkim nie daje do rąk swoim gościom książki. Wiadomo tylko, że ma ona tytuł „Szara eminencja” i traktuje o wspomnianej już puszczy, jednak nie ma pewności czy dzieło w ogóle powstało, czy jest ukończone i czy autorka jest z niego zadowolona. Bohaterowie czekają na rozwój wydarzeń, ten idzie w zupełnie niespodziewaną i ewidentnie złą stronę. Irena Rey znika, nie wiadomo czy stało jej się coś złego, czy uciekła a może została porwana. Wierni translatorzy rozpoczynają poszukiwania swojej idolki, przy okazji odkrywając nowe, szokujące informacje na jej temat. Prawda przytłacza, zaskakuje i zmienia wszystko, co do tej pory uważane było za pewnik. Zakończenie utworu jest nieprzewidywalne, tak jak i poprzedzające je zwroty akcji.

„Wymieranie Ireny Rey” to książka do żadnej innej niepodobna, prawdopodobnie zdobędzie tyleż fanów, co surowych krytyków. Nie sposób nie docenić subtelnego komizmu i celnej ironii w ukazaniu środowiska tłumaczy i ludzi pióra. Fabuła utworu krąży gdzieś pomiędzy chaosem a realizmem magicznym i nie wiem nawet czy to wada tekstu czy jego zaleta. Zawiązanie akcji i następujące po nim odsłanianie kolejnych sekretów Ireny Rey wciąga czytelnika, lecz właściwym tematem wydaje się rozsmakowanie w języku, kult słowa pisanego i zabawa znaczeniami a także nieokiełznana dzikość natury. Polecam – warto sięgnąć po książkę chociażby z ciekawości, dla nowych doznań, hipnotyzującej narracji i intelektualnej rozrywki. Oprawa miękka, klejona.