Blisko domu

Autor: Michael Magee                                            Wydawnictwo Czarne

Jest to opowieść osadzona w realiach Belfastu roku 2013. Realia te nie odgrywają jednak istotnego znaczenia, gdyż akcja nie dotyczy miasta jako podmiotu geograficznego. Owszem, pojawiają się określone miejsca i padają ich nazwy, jak Black Mountain czy Hollywood, przy czym to ostatnie nie oznacza wcale filmowej dzielnicy Los Angeles, lecz dzielnicę Belfastu, nie filmową wprawdzie, ale całkiem zamożną. Z fabuły wylania się inny obraz stolicy Irlandii Północnej, nie fizyczny, lecz duchowy. Noszą go w sobie bohaterowie tej debiutanckiej powieści pióra północnoirlandzkiego dziennikarza, absolwenta uniwersytetu w Liverpoolu. A są nimi ludzie młodzi, dwudziestokilkuletni, którzy nie mogą lub nie potrafią znaleźć sposobu na życie. Ich bytowanie jest doraźne, za pożyczone pieniądze i w mieszkaniu z nieopłacanym czynszem.

Ich życie to dorywcze zajęcia i wieczory spędzane w podrzędnych lokalach na popijaniu taniego piwa, podrywaniu dziewczyn i awanturowaniu się. To ostatnie jest w przypadku niektórych na tyle częste, że do wielu pubów odmawia im się wstępu, szukają więc nowych, coraz dalej od centrum miasta, a kiedy znajdują, zaczynają robić to samo. Powieść zaczyna się od słów: „To było bardzo proste. Zamachnąłem się, przywaliłem mu i upadł. Podleciała jakaś dziewczyna, pchnęła mnie: Po co to zrobiłeś? Chłopak leżał na ziemi, ja stałem nad nim, dookoła tłoczyli się ludzie, zrobił się harmider”. To tyle jeśli chodzi o cytat. Dodam, że tę dziewczynę wraz z jej koleżanką bohater spotkał następnego wieczora w barze i wybuchła kolejna awantura, tym razem wywołana przez nią. A bohaterem, a zarazem narratorem, jest Sean, mieszkający razem z przyjacielem, Ryanem, w wynajmowanym lokalu, za który już dawno przestali płacić.

Mieszkanie znajduje się nawet w niezłej dzielnicy, ale przypomina norę, do czego doprowadzili sami. Kolejny cytat: „W dużym pokoju panował kompletny syf. Wszędzie pety i kałuże po drinkach. Jakiś pieprzony niechluj strzepywał popiół do zakrętek od butelek, które potem spadły na podłogę”. Cytuję, żeby ukazać realia, jakie składają się na obraz życia duchowego bohaterów, a raczej jego braku. W trakcie lektury Sean okazuje się świeżo upieczonym absolwentem filologii angielskiej, co w pierwszej chwili przyjmujemy niemal z niedowierzaniem, ale okazuje się, że takich jak on w Belfaście jest więcej. Skończyli studia, wracają do rodzinnego miasta, nie mogą znaleźć pracy zgodnej z wykształceniem, chwytają się byle jakiej roboty, za grosze. Piją, szlajają się, staczają coraz bardziej. Kradną w supermarketach, oszukując kasy samoobsługowe. Niby są inteligentami, a nawet intelektualistami, lecz nic na to nie wskazuje. Ani sposób bycia, ani zainteresowania. Również nie język jakim się posługują na co dzień. Wrócili po studiach do domu, ale do niego nie dotarli. Zgodnie z tytułem niby są „blisko”, ale oddzieleni przepaścią. Według autora sytuacja, w jakiej znaleźli się młodzi mieszkańcy Belfastu, wynika z traumatycznych przeżyć poprzednich pokoleń i niezaleczonych ran tego miasta. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz