Autor: Simon Parkin Wydawnictwo Znak Litera Nova
W oblężonym przez Niemców przez dwa i pół roku Leningradzie w czasie II wojny światowej tak drastycznie brakowało opału, że ludzie zamarzali w mieszkaniach, a nawet w fabrykach w czasie pracy. Jednak kiedy zimy ustępowały problem ten sam się rozwiązywał, przynajmniej czasowo. Zdecydowanie większą tragedią był totalny brak żywności, paradoksalnie mniej dotkliwy w ciągu zimy, gdyż umożliwiający dostawy po zamarzniętym jeziorze Ładoga. Dostawy okazywały się jednak niewielkie w stosunku do zapotrzebowania i dotyczyły głównie wojska, a przede wszystkim funkcjonariuszy partii i służb specjalnych. Zwykli obywatele umierali z głodu na ulicach, kiedy zabrakło szczurów jako materiału do konsumpcji. Tymczasem w Leningradzie znajdowały się ogromne zbiory ćwierci miliona odmian nasion i roślin z całego świata.
Zebrał je w ciągu wielu wypraw w różne rejony ziemskiego globu botanik Nikołaj Wawiłow wraz z ekipą naukowców. Kiedy nadeszła wojna w czerwcu 1941 roku rząd radziecki nie myślał w ogóle o ich ocaleniu, tym bardziej, że instytut Wawiłowa znajdował się w niełasce u Stalina, a jego założyciel w więzieniu. Oddanym swemu szefowi i mentorowi pracownikom udało się ocalić ten botaniczny bank zapewniając mu w ekstremalnie złych warunkach zewnętrznych możliwości przetrwania. Opierali się pokusie zjedzenia nasion, chociaż wielu z nich zmarło z głodu w otoczeniu pełnych ziaren kontenerów i wycieńczenia spowodowanego ekstremalnym wychłodzeniem gabinetów. Potężną siłą woli poświęcali się za roślinne zbiory, uważając, że są one cenniejsze od ich własnego życia. Gdyby przepadły, wielu próbek nie udałoby się odzyskać po wojnie, gdyż siedliska z których pochodziły przestały istnieć.
Ponadto niektóre z dzikich odmian zawierały nieznane genetyczne cechy, które z czasem okazały się niezwykle ważne dla uprawy roślin. Na przykład, próbki odpornej na choroby pszenicy przywiezione przez Wawiłowa z gór Dagestanu posłużyły brytyjskim i australijskim hodowcom roślin do stworzenia wysokoplonującej odmiany. Z kolei uratowane, odporne na infekcje wirusowe ziemniaki, wyhodowane z boliwijskich odmian, stały się częstą uprawą rosyjskich rolników. Okazało się, że do 1967 roku aż czterdzieści milionów gruntów w ZSRR zostało zasilonych nasionami pochodzącymi z botanicznego banku instytutu. Do roku 1979 areał ten uległ podwojeniu. Prace naukowe Wawiłowa, dotyczące hodowli ulepszonych odmian pszenicy, kukurydzy, ryżu, jęczmienia, owsa i żyta, przyniosły mu światową sławę.
Początkowo doceniano go również w ojczyźnie: został członkiem Akademii Nauk ZSRR, a następnie kierownikiem Instytutu Genetyki, zwanym potocznie, a po latach już oficjalnie, Instytutem Wawiłowa. Botanika była jego pasją, której poświęcał się bez reszty, wokół siebie zgromadził grono naukowców, swoich uczniów, oddanych nauce tak samo jako on. Niestety, Wawiłow miał potężnego wroga w osobie agrobiologa Trofima Łysenko, przeciwnika genetyki, twórcy pseudonaukowych koncepcji użyźniania gleby bez udziału nawozów lub jarowizacji zbóż, co miało zlikwidować głód, ale niczego nie poprawiło. Mimo to Łysenko stał się ulubieńcem Stalina, który wspierał go i forsował jego ekstrawaganckie metody antygenetyczne, dyskryminując jednocześnie Wawiłowa i doprowadzając do jego uwięzienia w 1940 roku, a następnie śmierci w trzy lata później.
Książkę czyta się niczym opowieść sensacyjną. Oparta na faktach, zawiera reporterski rozmach szczególnie w opisie wydarzeń, nie tylko wojennych. Ogromne wrażenie robią sceny głodu w Leningradzie, ale inne rodzaju groza wynika również z opisu czasów sprzed agresji Niemiec na ZSRR. Wtedy właśnie aresztowano Wawiłowa, nastąpiło to nagle, podczas służbowego wyjazdu do Kijowa, niemal na oczach jego współpracowników. Faceci w skórzanych kurtkach powiedzieli mu, że ma natychmiast lecieć do Moskwy i kazali wsiadać do samochodu, mającego zawieść go na lotnisko. Jego współpracownicy próbowali protestować, a potem ubiegali się o jego zwolnienie, ale bezskutecznie. Nie mieściło im się bowiem w głowach, że uczony światowej sławy, z pożytkiem pracujący na rzecz gospodarki rolnej ZSRR, może nagle zniknąć gdzieś w kazamatach NKWD bez słowa wyjaśnienia. Na szczęście ocalili jego botaniczny dorobek. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz