Kowbojskie tango

Autorka: Maggie Shipstead                                    Wydawnictwo Znak

 

Jest to zbiór opowiadań bardzo amerykańskich z ducha, nawet jeśli autorka umiejscowiła fabułę z dala od Stanów Zjednoczonych. Jest w nich coś z klimatu Faulknera i Caldwella, jak również Trumana Capote, a ów amerykański duch to niespieszna narracja prowincji, gdzieś w Kalifornii, Montanie lub Kansas, oraz mentalność bohaterów. Ton całości nadaje pierwszy, tytułowy utwór, którego powolna akcja rozgrywa się w ciągu piętnastu lat na ranczu, odziedziczonym przez pewnego młodego zucha z wielkiego miasta po jego wujku. Wuj był szorstki, niesympatyczny i śmierdział bydłem, które hodował. Nie miał żony ani dzieci, więc kiedy umierał zapisał wszystko swojemu jedynemu krewnemu, siostrzeńcowi. Zrobił to tylko dlatego, że siostrzeniec dobrze jeździł konno, ranczer uznał więc, że poradzi sobie z siodła z rogatym interesem.

Zapisując krewniakowi swój majątek kazał mu przyrzec, że niczego nie zmieni i Glen przyrzekł. Ale kiedy już pochował wuja i został panem na włościach, sprzedał większość bydła i zakupił konie. Zbudował też nowe budynki z myślą o agroturystyce. Interes wypalił. Fabuła rozpoczyna się, kiedy Glen zatrudnia do pomocy kowbojkę, dziewczynę jakoby z odległego Wyoming i jakoby 16-letnią, która jak podejrzewa uciekła z domu. Jest chuda, małomówna i niezgrabna, ale ma swoisty wdzięk, szczególnie kiedy jeździ konno, a robi to znakomicie. Daje jej pracę. Spędzają 15-lat w relacji szef – podwładna, ale Glenmarzy, aby się do niej zbliżyć. Powstrzymuje go od tego nieśmiałość i obawa, że zostanie odtrącony. Podejmuje jednak próbę i rzeczywiście dziewczyna mówi „nie”.

Obiecuje jej ranczo – bez rezultatu. Prostolinijnie wyjaśnia, że go nie kocha, a on to przyjmuje, bo nie ma wyjścia. Powracają do poprzednich relacji, lecz mężczyznę zżera namiętność. A kiedy na ranczo przybywa Harrison, młody krewniak Glena, żeby dojść do siebie po nieudanym małżeństwie, ranczer spostrzega, że przybysz i dziewczyna mają się ku sobie. Z zemsty postanawia sprzedać jej ulubionego konia.W utworach Maggie Shipstead powtarza się motyw ludzi wyobcowanych i nie mogących nawiązać ze sobą nawzajem kontaktu. Bohaterowie są na ogół prości, chociaż ich status materialny jest różny. Pisarka zestawia często bogatego mężczyznę z biedną kobietą lub odwrotnie. Nie szuka wielkich tematów zadowalając się zwykłym życiem, podpatrzonym niekiedy w sytuacjach niezwykłych. Na przykład w wiosce olimpijskiej gdzieś w Europie, gdzie leżą obok siebie na łóżku gimnastyk i płotkarka. Oboje już po starcie, oboje przegrani. On – pochodzący z wielodzietnej ubogiej rodziny – 22-letni blondyn z Kansas City. Ona – brązowoskóra Kubanka z Florydy, z dzielnicy willowej. Wspólny seks ich nie usatysfakcjonował, ale oboje to ukrywają.

Rozmawiają o sąsiadach, tym bardziej, że z góry dobiegają odgłosy agresywnej kopulacji homoseksualnej. Rozmawiają też o swoim życiu, kobietę, jedynaczkę, szokuje, że można mieć tyle rodzeństwa, co partner. Próbują się porozumieć, ale im nie wychodzi. Rozstają się.Trudne do przełamania przeszkody pomiędzy dwojgiem osób autorka wpisuje niekiedy w zaskakującą scenerię i dla odmiany wprowadza mocno zarysowaną, wręcz przerażającą puentę. Tak jest w opowiadaniu o parze nowożeńców, którzy wybrali się w podróż po Europie. Ich uczucia stygły z każdym dniem, aż uznali, że po powrocie do USA rozstaną się. Jednak skonsumowana namiętność w szopie gdzieś w rumuńskich górach – kłania się słynąca z legendy o Draculi Transylwania – sprawia, że oboje odżywają. Ale przewrotność losu sprawia, że następnego dnia pełen werwy pan młody prowadząc nieostrożnie wynajęty samochód potrąca dziecko przejeżdżając przez wieś.

A potem…Nie zdradzę ciągu dalszego, ale utwór „La moretta” różni się nastrojem i klimatem od pozostałych, podążając w kierunku grozy i szokującego zaskoczenia, co zresztą może być swoistego rodzaju grą z czytelnikiem i satyrycznym spojrzeniem na to, jak Amerykanie wyobrażają sobie rumuńską prowincję.Zwłaszcza tą z lat siedemdziesiątych, z epoki Nicolae Ceausescu, bo wtedy właśnie bohaterom tego utworu zachciało się wędrować po wioskach komunistycznej Rumuńskiej Republiki Ludowej. Opowiadania z tomu „Kowbojskie tango” z zawierają oprócz nostalgii i tęsknoty, także elementy ironii i humoru. Czyta się je bardzo dobrze i lekko, a fabuła każdego z nich po rozwinięciu mogłaby nawet stać się osnową mikropowieści, aczkolwiek umiarkowanie autorki i zredukowanie wątków do minimum ma swój artystyczny sens. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz