Autor: Albert Świdziński Wydawnictwo Literackie
Nasza wiedza o bronie jądrowej, będącej w posiadaniu niektórych państw świata, jest nie tylko płytka, ale przede wszystkim bardzo ograniczona. Kiedy Polska formalnie znalazła się w obozie zwycięzców II wojny światowej, a faktycznie wśród przegranych czyli tych, którzy znaleźli się pod nową okupacją tym razem sowiecką, snuto u nas nadzieje związane z bombą atomową.
Po 8 maja 1945 roku czyli po kapitulacji Rzeszy niemieckiej, toczyła się jeszcze wojna z Japonią, i na jej dwóch miastach, Hiroszimie i Nagasaki, prezydent USA Harry Truman zdecydował się wypróbować broń masowego rażenia. Skutek okazał się przerażająco skuteczny i wielu Polaków pragnęło, aby nasz wojenny sojusznik zza oceanu za jej pomocą wyciągnął nas ze szponów Moskwy. Ale przez pierwsze lata powojenne nic się nie działo, poza tym, że z każdym rokiem pogarszały się stosunki pomiędzy wschodem a zachodem. Dopiero na przełomie czterdziestych i pięćdziesiątych, kiedy rozpoczęła się wojna koreańska, nadzieje odżyły i w konspiracji śpiewano u nas następujący wierszyk:„Truman, Truman, spuść ta bania, Bo to nie do wytrzymania. Jedna bomba atomowa I wrócimy znów do Lwowa”. Ale Truman nie zrzucił „tej bani” na Moskwę, ani żaden z jego następców.
Nie uczynił tego również Stalin, ani Chruszczow, jak również żaden z tych, którzy stanęli później na radzieckiego państwa i partii. Nikt nie był bowiem zainteresowany w rozpętywaniu globalnego konfliktu, mogącego zakończyć się likwidacją ludzkiego życia na ziemskim globie. A już nie na pewno z powodu Polski. Były jednak konflikty o zupełnie innej wadze, jak próba zainstalowania wyrzutni jądrowych na Kubie przez Związek Radziecki, kiedy świat stanął na krawędzi wojny i obie strony sięgnęły po atomowego straszaka lub w roku 1973, kiedy wojska Egiptu i Syrii zaatakowały Izrael w święto Jom Kippur zyskując przez pierwsze dni agresji znaczną przewagę. To wówczas premier Izraela Gołda Meier, stojąc na czele obrony państwa, postraszyła użyciem broninuklearnej. Ale nie agresorów, lecz Stany Zjednoczone, próbując je sprowokować do pomocy.
Ameryka wysłała posiłki, ale zanim te dotarły na miejsce Izrael poradził sobie sam. Jak wynika z badań opinii publicznej, większość mieszkańców naszego kraju boi się broni jądrowej, ale uważa, iż Polska powinna nią dysponować. Do tej chwili jest ona przede wszystkim w posiadaniu silnych, aczkolwiek z Koreę Północną czy Pakistan trudno nazwać państwami silnymi gospodarczo, tym niemniej ich ranga na arenie międzynarodowej znacznie wzrosła odkądwystarczy „nacisnąć guzik”. Swoją książkę Albert Świdziński podzielił na trzy części noszące tytuły: „Dlaczego bomba?’, „Droga do bomby” i „Jaka bomba?” W ich ramach omawia zagadnienia typu „Dyplomacja przemocy”, „Eskalacja i deeskalacja”, „Nasza droga do bomby” czy „Doktryny jądrowe państw średnich”.
Wymowa książki nie odpowiada jednoznacznie na zawarte w podtytule pytanie „Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej?”, lecz wskazuje na pilną potrzebę rozmawiania na ten temat na wysokich szczeblach. Autor wykłada bowiem na stół poważne argumenty, zarówno „za”, jak i „przeciw”, proponuje podjęcie debat. A na razie debatą jest ta właśnie książka, adresowana przede wszystkim do rządzących oraz tych, którzy mają na nich wpływ, a więc polityków, naukowców i dziennikarzy. Dla zainteresowanych tematem. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz