Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB

Autorzy: Witold Jurasz, Marcin Terlik, Katarzyna Barczyk-Sikora, Magdalena Rigamonti, Monika Waluś, Tomasz Mateusiak, Diana Wawrzusiszyn, Alicja Staszak Wydawnictwo: Ringier Axel Springer

 

Jest to zbiór ośmiu reportaży różnych autorów o naszych relacjach z mieszkańcami krajów ościennych. O tym, jak my postrzegamy ich, ale bardziej jak oni nas. Niektóre materiały mają charakter typowo pograniczny, a nawet relacjonowany w oparciu o wiadomości zebrane wyłącznie na terytorium polskim, ale autorzy innych zapuszczają się bardziej w głąb obcego terytorium. Na przykład Alicja Staszak penetruje Berlin pod kątem osób bezdomnych. Są wśród nich Polacy, często wzbudzający negatywne emocje.  Jedna z bezdomnych, Milena, nie ma jednak kompleksów.

Jej zdaniem za to, co Niemcy zrobili podczas wojny niech teraz przynajmniej pomagają Polakom. Wojenna przeszłość nie stanowi natomiast wielkiego problemu dla rdzennych mieszkańców państwa niemieckiego. Było, minęło. Takie były czasy. Nie czują się winni lub winę tę starannie wypierają. W szkołach uczą historii tylko przez godzinę w tygodniu i to często  w sposób zakłamujący istotę odpowiedzialności. Niemcy mordowali inne narody? To propaganda, inni robili to samo. Owszem, istniały obozy koncentracyjne, ale cóż robić? Porządek przecież musiał być. Tak, wydarzyło się wiele rzeczy przykrych i niepotrzebnych, ale to była przecież wojna. A czy Niemcy ją wywołali? Różne są na ten temat zdania. Są i takie, które powtarzają slogany propagandy Goebbelsowskiej, że to Polska podjudzona przez Anglię napadła na Trzecią Rzeszę, a Rzesza tylko się broniła.  Podobno więcej prawdy na temat zbrodni niemieckich można wyczytać na blogach internetowych niż w podręcznikach szkolnych. A czy te straszne czasy mogą się powtórzyć? Wyniki badań na ten temat są zastanawiające.  Polacy wykazują się w tym zakresie większym optymizmem, bo większość uważa że nie. Z kolei większość Niemców jest odmiennego zdania.

O ile jednak relacje  z Niemcami nie są szczególnie  zaskakujące, bo wiele o nich pisano, to prawdziwą egzotyką jest należący do Rosji teren obwodu kaliningradzkiego. Autor, Marcin Terlik, skonstruował reportaż na terenie Polski, nie przekroczył granicy rosyjskiej, która po agresji na Ukrainę w 2022 jest pilnie strzeżona. Tak jak za czasów ZSRR, kiedy tak zwane bratnie narody izolowano od siebie identycznie jak teraz. Reportaż Terlika obala wiele mitów, na przykład taki, że należący do Rosji teren byłych Prus wschodnich zamieszkują Niemcy pospołu z Rosjanami. Niemców tam nie ma od zakończenia wojny, jedni uciekli, inni zostali wywiezieni. Pustą przestrzeń zapełniali Polacy i Białorusi.

Po konferencji w Poczdamie Polakom kazano przejść do „swojej” części Prus, a na rosyjskiej pozostali Białorusini, trudniący się rybołówstwem i pracami technicznymi na kutrach. Ściągano tam Rosjan, zwłaszcza wojskowych z rodzinami i cywilny personel pomocniczy. Zmilitaryzowany okręg odseparowano od świata. Zmiany zaszły w latach 90. Mieszkańcy enklawy łatwo otrzymywali wizy do Polski, przyjeżdżali z towarami do Olsztyna i do przygranicznych miasteczek, gdzie je sprzedawali, a za polskie pieniądze kupowali żywność, z którą wracali do siebie. Po latach, kiedy sytuacja gospodarcza okrzepła, jeździli na weekendy do Sopotu, a przy okazji do Gdańska na zakupy w supermarketach. Polska była dla nich lepszym światem.

A Litwini z reportażu „Myślisz po polsku czy po litewsku?” Zazdroszczą Polakom, na przykład otwartości i umiejętności zintegrowanego życia. Podobno na Litwie żyje się w izolacji, na osiedlach czy wsiach każdy sobie rzepkę skrobie. Litwini są nieufni, pełni rezerwy w stosunkach międzyludzkich. A czy lubią Polaków? Tutaj historia rzuca długi cień, chociaż powinna łączyć, tworzyliśmy przecież jedno państwo – Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Książkę czyta się znakomicie. Wnosi dużo wiedzy, i to nie tylko tej historycznej z gatunku mało znanej i przez dziesięciolecia uparcie przemilczanej, ale także pochodzącej od zwykłych ludzi. A ich spostrzeżenia mogą czasem  zadziwiać. To, co krytykujemy u siebie na co dzień, na przykład organizację komunikacji, w oczach wielu przybyszów uchodzi za nowoczesne rozwiązanie, niczym na Zachodzie. Bo dla mieszkańców Białorusi, Ukrainy czy okręgu kaliningradzkiego Polska jest Zachodem, i to nawet nie jego namiastką.

Polecam. Piotr Kitrasiewicz