Autor: Harriet Evans
Ilustratorka: Chaaya Prabhat
Wydawnictwo: Wilga
„Wikingowie” to ciekawy przypadek kartonikowej książki z okienkami, która niekoniecznie jest skierowana do najmłodszych dzieci. Ta wydana w bardzo dużym formacie publikacja nie skrywa bowiem w okienkach zwierzątek czy przedmiotów życia codziennego, ale informacje, których adresatem jest, według mnie, dziecko co najmniej sześcio-, siedmio- czy ośmioletnie. „Wikingowie” to nie tyle pigułka, ile raczej solidna piguła wiedzy o ludach normańskich, zamieszkujących głównie Półwysep Skandynawski i basen Morza Bałtyckiego, ale – jak wiemy – w czasach swojej świetności podbijających także Ziemie na całym świecie – od basenu Morza Śródziemnego, poprzez Bliski Wschód, aż po Amerykę Północną (na długo przez Krzysztofem Kolumbem i tzw. „odkryciem Ameryki”).
Mały czytelnik dowie się z tej książki niemało o zwyczajach Normanów, o tym jak i z kim handlowali, w jaki sposób walczyli (a wszystko wskazuje na to, że byli w tym świetni), z jakich struktur składało się ich społeczeństwo, jak i gdzie mieszkali, a także co produkowali. W książce takiej jak ta nie dało się też oczywiście pominąć tego, co być może najważniejsze: kwestii związanych z wierzeniami, jak wiadomo rozwiniętymi i oryginalnymi w porównaniu z innymi światowymi mitologiami. Czytelnik tej książki zapewne zapamięta więc, że według Normanów bogowie mieszkali w Asgardzie, elfy w Alfheimie, a olbrzymi w Jotunheimie, nieobce powinny także stać się im także imiona bogów takich jak Odyn, Thor, Loki czy Freja, a także nazwa mitycznego drzewa jesionowego – Yggdrasila, które według wikińskich wierzeń miało przetrwać nawet dzień zagłady zwany Ragnarok. Choć nazwa „Wikingowie” jest w książce, tak samo jak w całej popkulturze, używana wymiennie z nazwą „Normanowie”, to tak naprawdę Wikingami zwano skandynawskich wojowników – i o nich oczywiście też w tej książce jest niemało informacji: o tym, jak walczyli, o ich słynnych łodziach czy o wikińskiej elicie, nazywanej Berserkerami. Wojownicy ci znani byli z tego, że potrafili zapadać w rodzaj bitewnego transu, podczas którego nie tylko odznaczali się wyjątkowym okrucieństwem, ale też w ogóle nie zważali na odnoszone obrażenia.
Według informacji znajdującej się na okładce okienek jest w książce aż osiemdziesiąt. Nie liczyłem, ale w każdym razie jest ich mnóstwo – w tym okienka umieszczone w okienkach, czyli rozwiązanie, z którym chyba nie zetknąłem się w innych tego typu publikacjach. Według mnie „Wikingowie” to ciekawa i po prostu fajna książka, która może rozwinąć w dzieciach zamiłowanie do mitologii, historii, antropologii i ogólnie rzecz biorąc ciekawość świata – zwłaszcza tego, którego dziś już nie ma. Polecam.