Autorka: Barbra Streisand Wydawnictwo Marginesy
Jest to autobiografia sławnej aktorki i piosenkarki amerykańskiej, której debiutem filmowym była ekranizacja musicalu „Zabawna buzia”, z końca lat sześćdziesiątych. Film ten nie tylko przyniósł jej rozgłos, ale i Oscara za rolę pierwszoplanową, co od razu ustawiło artystkę na hollywoodzkim topie. Wkrótce przyszła główna rola w ekranizacji innego musicalu „Hallo Dolly!”, potem komedia „No i co doktorku?”, dramat obyczajowy „Tacy byliśmy” oraz psychologiczno-muzyczne „Narodziny gwiazdy”. Rozwijając się coraz bardziej jako aktorka i w ogóle artystka filmowa zdecydowała się zadebiutować jako reżyserka i scenarzystka kręcąc film „Yentl”, w którym zagrała tytułową dziewczynę przebraną za chłopca, żeby móc uczęszczać na zajęcia do ortodoksyjnej szkoły żydowskiej. Zanim zdobyła sławę jako aktorka, Streisand była piosenkarką i nagrała kilka płyt.
Wokalna sława nigdy nie przebiła tej aktorskiej, aczkolwiek jej piosenka „Woman in Love” znalazła się na czołowych miejscach list przebojów i co jakiś czas można usłyszeć ją w programach radiowych nawet dzisiaj. Z biegiem lat odchodziła jednak od śpiewu skupiając się na samym aktorstwie Streisand opisuje swoje życie od dzieciństwa w nowojorskiej, żydowskiej rodzinie rodem z polskiej Galicji po czasy współczesne. Imponuje ambicja i wytrwałość z jaką dziewczyna o asymetrycznej twarzy, z wydatnym nosem, o której mówiono od najmłodszych lat, że jest brzydka, dotarła na szczyt sławy i bogactwa, aczkolwiek o swoich dochodach pisze niewiele, jakby mimochodem. Zaznacza za to, że za scenariusz do „Yentl” nie dostała ani grosza, a za wyreżyserowanie tego filmu tylko najniższą przewidzianą dla reżysera stawkę. Pisze, że była gotowa dopłacić do produkcji, żeby tylko ten film powstał, bo był tak nietypowy, że producenci nie wróżyli mu kasowego sukcesu.
Streisand mogła się w nim jednak sprawdzić jako aktorka nie komediowa, a także scenarzystka i reżyserka. „Na imię mam Barbra” to opowieść o ciężkiej pracy i długiej drodze do sukcesu, pełnej obrazów zza kulis produkcji filmowych, a także wiedzy o tym jak powstaje film, bo autorka niekiedy prowadzi czytelnika przez niemal cały proces jego powstawania. Są także anegdoty o hollywoodzkich gwiazdach, chociażby o Marlonie Brando, który miał jej jakoby powiedzieć na początku pierwszego spotkania, że chciałby ją przelecieć, a ona odparła, że wolałaby pójść do muzeum, bo to bardziej romantyczne, na co ten się zgodził. Streisand kreuje się nieco na Kopciuszka, który wprawdzie nie dzięki królewiczowi, lecz sobie samej trafił na piedestał. I nie potrzebował do tego dobrej wróżki. Pomimo dłużyzn książkę czyta się dobrze, bo pióro autorki jest lekkie i obfituje w dialogi. Polecam – szczególnie miłośnikom opowieści o gwiazdach filmowych. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz