Scotland Yard. Krwawa historia

Autor: Simon Read                                                  Wydawnictwo Astra

Tytułowa instytucja kojarzy się nam głównie z brytyjskimi powieściami i filmami kryminalnymi, które szeroko ją spopularyzowały czyniąc najbardziej znaną jednostką policyjną świata. Być może ktoś zastanawiał się, dlaczego jej nazwa w tłumaczeniu na polski brzmi „szkocki jard” lub „dziedziniec”, skoro siedziba firmy znajduje się w Londynie, a nie w Edynburgu lub Glasgow? Książka Simona Reada wyjaśnia to dokładnie. Kiedy Anglia wkroczyła w wiek XIX jej służby policyjne były w stanie opłakanym. Fatalnie opłacane i wyszkolone, źle wyposażone, nie wymieniające się między sobą istotnymi dla śledztwa informacjami, żeby ci drudzy nie zgarnęli sprawców i nie otrzymali profitów, sprzyjały swoją nieudolnością zuchwałości bandytów.

Niektóre z kolejnych rządów państwowych próbowały to zmienić wnosząc ustawy o podniesieniu uprawnień policjantów i zwiększeniu funduszy na bezpieczeństwo. Jednak przyzwyczajone do swobodnego wyrażania opinii gazety, pionierskie w Europie w zakresie wolności słowa, podnosiły larum, że władze zamierzają zniewolić Anglię wprowadzając rządy policyjne, a większość posłów Izby Gmin ulegała tej argumentacji. Ale wkrótce nastąpiła radykalna zmiana, a jej przyczyną stały się coraz bardziej drastyczne poczynania przestępców. Kroplą przelewającą brzegi pucharu okazało się makabryczne morderstwo przy Ratcliffe Street na londyńskim East Endzie w 1829 roku. Ktoś zabił rzeźnickim nożem właściciela niewielkiego sklepiku wraz z jego żoną i synem, a wkrótce dokonał w podobny sposób kolejnego mordu przy tej samej ulicy. Opinia publiczna zawrzała, a redakcje czasopism wyzbyły się w końcu swojej antydemokratycznej fobii, wychodząc z założenia, że nie da się dłużej zachowywać bierności wobec kryminalnego bestialstwa.

Parlament przyjął ustawę o ustanowieniu Policji Metropolitalnej Londynu, będącej pierwszym profesjonalnym i scentralizowanym departamentem policji na świecie. Strukturę jego organizacji zaczerpnięto od wojska, wraz z umundurowaniem, stopniami służbowymi oraz bezwzględnym systemem dyscypliny opartym na wydawaniu rozkazów. Początkowo Nowa Policja, jak nazywała ją prasa, składała się z ośmiu nadinspektorów (pułkowników lub podpułkowników), 20 inspektorów (majorów lub kapitanów), 88 sierżantów i 895 konstabli (szeregowców). Konstabl zarabiał trzy szylingi dziennie, co nie było wcale niską dniówką. Chętnych do służby było wielu, ale nie wszyscy się do niej nadawali. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy powołania Nowej Policji przyjęto do pracy 3200 mężczyzn, ale połowę szybko zwolniono za pijaństwo na służbie. A nazwa instytucji wzięła się po prostu od nazwy ulicy, przy której powstała, brzmiącej „Great Scotland Yard”. Książka ukazuje dzieje tej pierwszej profesjonalnej policji kryminalnej świata, na podstawie toczonych przez nią wybranych postępowań dochodzeniowo-śledczych.

Autor szczegółowo wyjaśnia na czym polegały poszczególne etapy ewolucji kryminalistyki opierając się na przykładach konkretnych zbrodni z terenu całej Wielkiej Brytanii, bo swoim zasięgiem Nowa Policja obejmowała nie tylko Londyn. To Scotland Yardowi służby policyjne świata zawdzięczają technikę zbierania i zabezpieczania dowodów, daktyloskopię, analizę śladów krwi, tworzenie portretów pamięciowych sprawców, szkolenie psów do podejmowania tropów, radiowęglowe datowanie zbrodni sprzed wieków. Na przykład, w 2010 roku robotnicy rozbudowujący dom dziennikarza i filmowca telewizyjnego Davida Attenborougha odkryli w ogrodzie za domem ludzką czaszkę. Biegli ustalili, że posiadała ślad pęknięcia, co sugerowało upadek ze schodów oraz niski poziom kolagenu, co mogło świadczyć o jej wygotowaniu. Dalsze badania przyniosły sensacyjne odkrycie: był to jeden ze szczątków Julii Thomas, zamordowanej w marcu 1879 roku przez swoją służącą Kate Webster.

Zrzuciła ona ze schodów chlebodawczynię, a następnie udusiła. Ciało poćwiartowała i – jak pisze autor – „ugotowała na papkę”. Kości zakopywała w różnych miejscach i wrzucała do Tamizy. Aresztowano ją i po procesie poszlakowym skazano na śmierć. Znalezisko w ogrodzie Davida Attenborougha pozwoliło po 130 latach na ustalenie brakującego ogniwa zbrodni, jakim był ślad po zwłokach ofiary. Pomijając drastyczne opisy mordów i stanów ofiar – można jej pomijać, bo nie wpływa to na narrację lektury – książka jest interesującą opowieścią o historii profesjonalnych działań policyjnych mających na celu ustalenie sprawców zabójstw. Każda z opisywanych spraw służyła w przeszłości jako kanwa fabularnej książki lub filmu kryminalnego. Nie są to jednak historie na miarę błyskotliwego rozumowania Sherlocka Holmesa lub Herculesa Poirota. Wypełnia je bowiem żmudna policyjna robota oparta nie na pełnej erudycji dedukcji, lecz na między innymi na rozpytywaniu posesyjnym i przesłuchiwaniu świadków oraz innych nudnych czynnościach, a jako taka bliższa jest realizmowi pracy literackich bohaterów w typie inspektora Lecocqa z powieści Emila Gaboriau czy komisarza Maigreta, powołanego do życia przez Georgesa Simenona. Dla miłośników tematu. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz