Szmaty

Autorka: Karolina Lewestam
Wydawnictwo: Czarne

Świetna książka Karoliny Lewestam – filozofki, pisarki i publicystki współpracującej m. in. z „Dziennikiem Gazety Prawnej”, „Pismem” i „Gazetą Wyborczą”. „Szmaty” to rozbudowany monolog matki pisany czy może lepiej „myślany” do córki, ale w tej drugiej nie należy doszukiwać się żadnej autentycznej postaci. Książkowa córka nie istnieje naprawdę, stanowi figurę zbudowaną przez autorkę na własnym doświadczeniu dorastania i obserwacji jej dorastających dzieci. Ewentualnie w takim sensie należy szukać w tekście autobiograficznej proweniencji a publikację można postrzegać jako rozmowę artystki z samą sobą sprzed lat. Co innego sportretowane w utworze matki (jest ich więcej niż jedna i mają swoje pierwowzory w rodzinie pisarki). Matkami są wszystkie kobiety z najbliższego otoczenia, które towarzyszą autorce w dojrzewaniu, opiekują się nią, kształtują jej sposób myślenia, wreszcie kobiety, wobec których można a nawet trzeba się zbuntować, by odnaleźć własną tożsamość. A tożsamość to kluczowa kategoria opowieści. Karolina Lewestam szuka jej w relacji z matką oraz ciotkami, które pochylone nad tytułowymi szmatami, kupowanymi w lumpeksach, przerabianymi, przekazywanymi sobie z rąk do rąk są pierwszym i ostatnim wzorem kobiecości. Tenże wzór można powielać, można też go odrzucić – jedno i drugie na pewnym etapie życia staje się udziałem osoby mówiącej w tekście. Proces odkrywania i akceptowania siebie przebiega boleśnie, wymaga czasu i różnorodności doświadczeń, stając się przy okazji pretekstem do namysłu nad kulturowym obrazem kobiety, ciałem a także przemijaniem. Przełomowym momentem w życiu autorki-narratorki okazuje się ciąża i macierzyństwo, które przybliżają ją do wszystkich matek. Oglądane z nowej perspektywy szmaty symbolizują role, w które opisywane postacie wchodzą, by funkcjonować w rzeczywistości, są narzędziem obrony przed oceniającym spojrzeniem, aktem opieki, wyrazem troski oraz miłości, lecz przede wszystkim obrazują wspólnotę opartą na dzieleniu się, dawaniu i braniu.

Karolina Lewestam trafia w punkt z metaforą wskazaną w tytule, skuteczny wydaje się także nadający kształt książce narracyjny zabieg, który wzmacnia przekaz, ewokując atmosferę intymnego wyznania. Publikacja zmusza do refleksji, trochę uwiera i wybija z rytmu absurdalnym humorem. Wszystko po to, by przybliżyć prawdę o świecie i dotrzeć do istoty kobiecości a może nawet człowieczeństwa. Bardzo polecam zwłaszcza czytelniczkom lubiącym feministyczną, zaczepną literaturę. Oprawa twarda, szyta.