Chwila przed podróżą. Reportaże z PRL

Autorka: Małgorzata Szejnert                                Wydawnictwo Znak

Potężne tomisko jest obszernym zbiorem reportaży znanej dziennikarki z czasów Polski Ludowej. To wówczas stawiała pierwsze kroki w tym trudnym gatunku dziennikarskim penetrując peerelowską rzeczywistość na różnorodnych płaszczyznach jej słabiutkiego bytowania. Pierwszy reportaż nosił tytuł „Czy ikona powróci?” i powstał w 1966 roku. Ukazał się na łamach tygodnika „Polityka” i dotyczył procesu pięciu studentów w wieku od 20 do 26 lat oskarżonych o wywóz za granicę ikon z bieszczadzkich cerkiewek. Z kolei ostatni z materiałów, „Łączka na Powązkach”, opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” w 1989 roku, to prywatne śledztwo autorki w sprawie pochówków ofiar stalinowskich mordów.

Pomiędzy tymi dwoma tematami jest cała masa codzienności z życia w PRL-u. Ale jest także niecodzienna codzienność, chociaż wtopiona w szablon socjalistycznego bytowania. Chociażby obraz żyjących w ludowym państwie potomków świetnych niegdyś rodów arystokratycznych, mieszkańców blokowisk i kamienic, często mających za sąsiadów zwykłych proletariuszy, w nocy wysłuchujących pijackich śpiewów z ulicy lub hałasów młodzieży zasiadającej na podwórkowych ławkach. Albo materiał o staroobrzędowcach. Do obu cenzura miała zastrzeżenia, w prasie ukazały się w okrojonej postaci, dopiero w tej książce autorka mogła wydrukować je w pierwotnej wersji. Na trop swoich tematów Szejnert często wpadała przypadkiem. Na przykład reportaż „Ulica z latarnią” z 1975 roku dotyczył niewidomej kobiety, mieszkanki Łodzi, która urodziła i wychowywała troje dzieci, a także – a może przede wszystkim – cieszyła się życiem. Reporterka dowiedziała się o niej pewnej niedzieli, kiedy po audycji „W Jezioranach” odczytano list od niewidomej słuchaczki. Postanowiła dotrzeć do niej i zbadać, jak to możliwe, że dotknięta takim nieszczęściem, samotnie wychowująca troje dzieci, potrafi cieszyć się życiem. Reporterka nie pisała otwarcie na tematy polityczne.

Nie potrzebowała, gdyż polityka pojawiała się na każdym kroku. Chociażby w stołówce opisywanej fabryki, gdzie wydawali noże do posiłków wyłącznie za okazaniem przepustki. Zrobiono tak, bo noże ginęły. Nawet do pięćdziesięciu dziennie. Przecież w ludowej ojczyźnie wszystkiego brakowało. W innym materiale dokonała analizy zawartości leksykalnej „Gazety Białostockiej”: pierwszego numeru jaki pojawił się na rynku 1 września 1951 roku oraz numeru bieżącego z 2 października 1974. W tym pierwszym słowo „walka” pojawiło się 48 razy w odniesieniu do klasy robotniczej w kraju, w drugim – tylko jeden raz, i to w kontekście manifestacji mas pracujących w Lizbonie. W materiale „Okolice tragedii” analizuje mechanizmy jakie doprowadziły do wypadku tramwajowego przy rondzie Waszyngtona w Warszawie, w którym były ofiary śmiertelne.

Sąd szybko wydał wyrok i skazał na cztery lata więzieni 59-letniego motorniczego. Ale czy rzeczywiście tylko on ponosił winę? W prowadzonym przez dziennikarkę dochodzeniu pojawiają się inne tropy, chociażby zaniedbania ze strony Miejskich Zakładów Komunikacyjnych, a także przedstawicieli psychologii pracy. Instytucje te robiły autorce liczne trudności, ale dopięła swego. Materiał ukazał się w „Literaturze” na początku 1974 roku. Tom reportaży Małgorzaty Szejnert jest pasjonującą wędrówką przez lata i klimaty PRL-u, niby przez jego groteskowość, a w sumie przez zwyczajność. W odrealnieniu autorka szukała szczegółów, okruchów tego co ludzkie, zwyczajnych człowieczych uczuć, bolączek, pragnień, frustracji. I przejawów normalności, bo w zaburzonym świecie były one cenniejsze od złota. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz