Lonergan Jesse, „Drom”

Drom

Lonergan Jesse, „Drom”Autor: Jesse Lonergan
Wydawnictwo: Kultura Gniewu

Miłośnikom komiksu zdarza się twierdzić, że ich ulubione medium ma większe możliwości niż tradycyjna literatura. Nie wiem czy większe – chyba nie ma sensu wartościować – ale z całą pewnością inne. Najbardziej widać to właśnie w takich dziełach jak „Drom” Jesse’go Lonergana. Zawarta w tym komiksie historia została opowiedziana przy użyciu śladowej liczby słów, autor przemawia głównie obrazem. W dodatku często robi to inaczej niż większość jego kolegów po fachu – „Drom” jest dziełem bardzo swoistym, przełamującym schematy i wychodzącym przed szereg.

Amerykański komiksiarz kreuje w swoim dziele mit o początkach pewnego świata – i robi to w tak udany sposób, że czytelnik rzeczywiście zastanawia się czy historia, którą Lonergan opowiada jest tu i ówdzie zapożyczona w naprawdę istniejących mitologiach, czy też jest wyłącznie dziełem wyobraźni jednego człowieka. Zaczyna się od stworzenia człowieka przez pewnego boga, niestety okazuje się, że – niczym w Księdze Rodzaju – jednym z pierwszych dokonań ludzkości jest zbrodnia. To zapoczątkowuje spiralę okrucieństwa i zmusza bogów do interwencji – aby było to możliwe, zsyłają oni na świat posłańców. Oczywiście okazuje się, że nawet ich obecność nie powstrzymuje ludzkiej pychy, żądzy władzy i morderczych instynktów. Z kolei po pewnym czasie staje się jasne, że również półbogom nieobce są całkiem ludzkie namiętności – na przykład miłość.

Lonerganowi udaje się stworzyć opowieść autentycznie przypominającą mit, co może budzić podziw. Przede wszystkim pozostaje on jednak artystą wizualnym, który poszerza granice wybranego przez siebie medium. Amerykanin ma własny styl kadrowania, co z grubsza oznacza tyle, że ma odwagę modyfikować same podstawy komiksowego rzemiosła (na przykład historię nie zawsze śledzi się u niego od lewej do prawej). I co najważniejsze – robi to w tak mistrzowski sposób, że większość czytających „Drom” osób intuicyjnie domyśli się, jak ma śledzić jego fabułę. Artysta lubi stawiać na kontrolowany chaos, dzięki czemu jego ilustracje bardziej się czuje, niż rozumie. W niczym nie przeszkadza to jednak śledzeniu akcji, a fabułą pozostaje jak najbardziej czytelna. Dzięki awangardowym zabiegom Lonergana można wręcz mieć wrażenie, że odczuwa się opowieść całym sobą. Najlepszymi przykładami będą choćby początkowe partie komiksu, w których widzimy boską kreację albo fragment, w którym półbogini odbywa halucynacyjną, jakby psychodeliczną podróż ku bogom. Jednocześnie czytelnik może mieć pewność, że Lonergan do perfekcji opanował bardziej klasyczne techniki komiksowej opowieści – jego rysunki są po prostu bardzo dobre nawet jeśli pominiemy wszelkie eksperymenty.

„Drom” to prawdziwa wizualna przygoda, komiks niecodzienny i imponujący. Bardzo polecam go wszystkim spragnionym nowych wrażeń fanom historii obrazkowych. Jednocześnie jednak całkiem możliwe, że odbiorca nie będący koneserem, nie doceni go w takim samym stopniu. Jako zakup biblioteczny polecam przede wszystkim tym bibliotekom, które lubią stawiać na komiksy i mają wśród odwiedzających zdeklarowanych fanów historii obrazkowych. Oprawa twarda, szyta. Duży format.