Prus. Ukryte życie pisarza

Autorka: Iwona Kienzler                                        Wydawnictwo Lira

Autorka odsłania kulisy życia autora „Lalki”, „Emancypantek” i „Faraona” i trzeba przyznać, ze jest za nimi co oglądać. Oczywiście każdy pisarz, podobnie jak każdy człowiek, ma swoje życie ukryte, o którym mało kto wie, jednak trzeba przyznać, że o Bolesławie Prusie i jego życiu pozaliterackim wiemy stosunkowo niewiele. Kojarzący się z nudnym pozytywizmem i mało porywającymi powieściami, wydawał się jako osoba prywatna mało interesujący, przypominający statecznego mieszczanina zrośniętego z Warszawą jak Rzecki z Krakowskim Przedmieściem. Jednym z nieznanych elementów biografii młodego Olka Głowackiego, bo pseudonim literacki przybrał sobie później, jest jego udział w Powstaniu Styczniowym, do którego przystąpił jako 16-latek wraz z kilkunastoma kolegami z gimnazjum.

Dzielił z powstańcami trudy bytowania, śpiąc w mroźne i śnieżne noce na ziemi z głową opartą na torbie lub kamieniu, mając na sobie ubranie w którym dołączył do partyzantów. A na śniadanie spożywał to co inni czyli kromkę czerstwego chleba i kieliszek wódki. Po klęsce powstania powrócił do nauki, pasjonując się matematyką i z rezerwą odnosząc się do literatury. A jednak z Aleksandra Głowackiego, fanatyka królowej nauk, przedzierzgnął się w pisarza Bolesława Prusa, na którym udział w powstańczym zrywie pozostawił traumę w postaci zaburzeń nerwicowych. Możliwe jest również, że tkwiły w nim już wcześniej, a ich zarodkiem stały się doświadczenia z trudnego dzieciństwa, bo matka Olka zmarła kiedy miał on zaledwie trzy lata, a ojciec kiedy syn był dziewięciolatkiem.

Prus cierpiał na agorafobię, do której z czasem doszedł lęk wysokości. Nie był w stanie przejść samodzielnie przez duży plac, na przykład warszawski Teatralny, a napadu paniki dostawał stając przed koniecznością przejścia lub przejechania przez most. Jechał kiedyś konnym omnibusem w Berlinie i kiedy spostrzegł, że wjeżdża on na most, przerażony wyskoczył z pojazdu doznając licznych potłuczeń. Jego stan psychiczny znacznie się pogorszył, po tym jako spoliczkował go warszawski student. Chodziło o artykuł Prusa w ramach cyklu „Kronika tygodniowa” na łamach „Kuriera Warszawskiego”. Opisał on atmosferę podczas pewnego odczytu na temat Wincentego Pola, w którym prelegent z aprobatą odniósł się do poglądów poety dotyczących wychowywania młodzieży. Obecni na sali studenci szyderczo go wyklaskali, a Prus w swoim artykule skrytykował ich zachowanie. Z drobiazgu zrodziła się poważna sprawa, gdyż studenci obrali sobie Prusa za cel zemsty. Wygrażali mu tak bardzo serio, że koledzy z redakcji odprowadzali go do kamienicy przy Grzybowskiej, gdzie mieszkał. Raz jednak eskorta nie odprowadziło go do samej bramy i czatujący na niego gnębiciele wykorzystali ten fakt.

Otoczyli go i doszło do szarpaniny. Przyciskał dzwonek do stróża, ale zanim ten przybył z pomocą jeden ze studentów dał pisarzowi po twarzy. Według jednej z relacji Prus zemdlał. Według innej, na miejsce zdarzenia przybyła policja, której wspaniałomyślnie oświadczył, że nic się nie stało. Jest wersja, że po tym zdarzeniu doznał tak silnego szoku, że trzeba było umieścić go w klinice psychiatrycznej i to aż na trzy lata. Inne wersje jednak temu przeczą, chociaż wszystkie są zgodne, że był to dla Prusa wstrząs, po którym przez kilka miesięcy bał się wyjść z domu. Po latach znalazł azyl w Nałęczowie, gdzie rozkwitał jako mężczyzna przeżywając liczne romanse i gdzie nie dręczyły go napady lęku. Jedynym wyjątkiem była podróż omnibusem ze stacji kolejowej do uzdrowiska: Prus pokonywał ją z zaciśniętymi powiekami.

Autorka ukazuje życie Bolesława Prusa na tle zmieniających się wydarzeń historycznych w zaborze rosyjskim. Tu również odkrywa rzeczy ukryte, a ciekawe. Na przykład, kiedy po nagłej śmierci znienawidzonego przez Polaków cara Aleksandra III tron objął Mikołaj II, który na początku swego panowania wykonał kilka gestów o charakterze propolskim, w Warszawie uważano, iż jego polityka będzie korzystna dla naszego kraju. Krążył wówczas następujący wierszyk: „Jeszcze Polska nie zginęła, / Bo Mikołaj żyje / Kto nie kocha Mikołaja / Tego w pysk się bije.”. Książka interesująca i wartościowa. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz