Złodzieje światła

Autorka: Helena Duggan
Wydawnictwo: Dwukropek
Poziom: BD III

Najnowsza powieść irlandzkiej pisarki, którą znamy z cyklu o miasteczku Perfect – ostatnio „Bitwa o Perfect” (P. 16/20). „Złodzieje światła” to książka przygodowa z elementami science-fiction oraz horroru a także z apokaliptyczną wizją gasnącego Słońca. Kłopoty zaczynają się trzy lata przed wydarzeniami opisanymi w utworze, kiedy dochodzi do niezwykle silnego trzęsienia ziemi, w wyniku którego nasza planeta zmienia swoje położenie a na Słońcu pojawia się niepokojąca czarna plama. Zmienia się klimat z powodu malejącej ilości światła i ciepła, które dociera na Ziemię. Pojawia się widmo katastrofy zagrażającej ludzkości, lecz pewien milioner ma pomysł jak ocalić świat przed zniszczeniem. Wystarczy zebrać w jednym miejscu (np. specjalnie wybudowanym w tym celu miasteczku) tak wielu ludzi, by ich ciężar przechylił glob na dawne miejsce. Wiele osób wierzy w plan bogacza. Howard Hansom to technologiczny geniusz i bożyszcze tłumów o statusie celebryty i opinii superbohatera. Wydaje się, że wszyscy (nawet dzieci) noszą na ręku produkowane przez niego zegarki, które są sparowane z czym tylko się da i wykorzystują sztuczną inteligencję na potęgę. Urządzenia te myślą za ludzi, udzielają porad, instruują w każdej sprawie, lokalizują innych członków rodziny, komunikując się z ich zegarkami – trudno bez nich funkcjonować w książkowym świecie, choć są tacy, którzy wyrzekają się nowoczesnej technologii np. żyjący w lesie Wilde’owie czy dziadek głównego bohatera. Wywołany do tablicy Grian jest outsiderem, któremu trudno odnaleźć się w relacjach z innymi. Wydaje się, że w przeszłości spotkało go wiele przykrości od rówieśników, nie dogaduje się także z nastoletnią siostrą, chociaż to akurat nie powinno aż tak bardzo dziwić. Pewnego dnia dziewczyna znika, zostawiając list. Dziadek wyrusza w ślad za nią, zostawiając w domu samego wnuka, jednak szybko okazuje się, że ten nie jest wcale sam, bowiem do środka zakradają się tajemnicze postacie w kapturach. Proktorzy – tak ich nazywają ludzie żyjący w lesie, o czym niebawem dowie się chłopak – ścigają go, więc najpierw ucieka do domu sąsiadów, później do wspomnianego lasu, zdobywając przy okazji chyba pierwszych w życiu przyjaciół. Jeffrey to chłopak z sąsiedztwa, natomiast Shelli to mała tropicielka z plemienia Wilde’ów. Dzieciaki postanawiają wspólnie odnaleźć dziadka i siostrę Griana, więc udają się do Tipping Point. Cel podróży, zbudowane przez Hansoma supernowoczesne miasto, okazuje się bardzo różnić od tego, co mówi o nim milioner. Coś tu nie gra, ktoś ciągle poluje na rodzinę Griana, kolejne osoby znikają, pojawia się podziemny ruch oporu i intrygujące tajemnice.

Fabuła bardzo szybko wciąga czytelnika, podobnie jak wartka akcja i dynamiczne dialogi. Książkę czyta się z zapartym tchem, jednak zakończenie nie przyniesie odpowiedzi na wszystkie pytania. „Złodziej światła” to początek cyklu. Bohaterów powieści czeka jeszcze wiele przygód i jeśli będą one tak dobrze przedstawione, jak w części pierwszej – z pewnością warto kupić publikację do biblioteki. Helena Duggan sprytnie podsuwa młodemu odbiorcy pytania o przyszłość naszej planety (wątek ekologiczny jest bardzo dyskretnie wpleciony w fabułę) oraz o miejsce sztucznej inteligencji w życiu człowieka, pokazując jak łatwo oddajemy kontrolę nad własnym życiem w zamian za złudne poczucie bezpieczeństwa. Powieść pozytywnie zaskakuje na wielu polach: od konceptu i klimatu przez styl i konstrukcję bohaterów po nienachalne dydaktyczne przesłanie. Gorąco polecam. Oprawa twarda, klejona.