Zielona dziewczynka czyli popołudnie, którego nie było

Autorka: Anna Augustyniak
Ilustratorka: Kasia Augustyniak
Wydawnictwo: Albus
Poziom: BD III

Książka, której na pewno szybko nie zapomnę. Duet: Anna Augustyniak i Kasia Augustyniak to marker dobrej literatury dla dzieci – tym razem dla nieco starszych. „Zielona Dziewczynka” ukazuje jeden dzień z życia rodziny Zawadzkich a właściwie, zgodnie z podtytułem, jedno popołudnie, które jest pełne mocnych wrażeń i trudnych emocji. Akcja opowieści dzieje się na wsi, gdzie stoi Domeczek, mieszka w nim babcia, której coraz częściej zdarza się zadawać dziwne pytania i zapominać o różnych rzeczach. Ludka przyjeżdża tu z mamą i małą siostrą, Deborą, bo „babci trzeba pomóc”. Debora znika, gdy wszyscy są zajęci owym „pomaganiem”. Jedyny trop w poszukiwaniach, lekceważony przez dorosłych, ale podjęty przez babcię i Ludkę prowadzi do tytułowej dziewczynki i rodzinnej wierzby. Następnie bohaterki wyruszają w podróż w głąb ziemi a w zasadzie w głąb siebie, by zrozumieć co dzieje się z babcią i odnaleźć zagubioną Deborę (w pewnym momencie nie tylko ona, lecz wszyscy wydadzą się bardzo zagubieni i przestraszeni). Metaforą pamięci jest jama wydrążona pod drzewem, przetykana jego korzeniami i oświetlona światłem wpadającym przez prześwity. Babcia wie, że nie pamięta, Ludka też wie, że babcia zapomina, ale wiedzieć a pogodzić się z tym to zupełnie co innego.

Książka w piękny i łagodny sposób przekazuje trudną prawdę o tym, że życie to seria powitań oraz pożegnań, te drugie prawie zawsze przychodzą zbyt wcześnie. Autorka z dużym wyczuciem dotyka tematu choroby alzheimera u bliskiej osoby, uświadamiając młodemu czytelnikowi, że kochać to znaczy wziąć odpowiedzialność za kogoś, kto potrzebuje pomocy. „Zielona Dziewczynka” ukazuje taki moment w życiu, w którym przestajemy być dziećmi, lecz jeszcze nie jesteśmy dorosłymi – to literacka epifania, która z pewnością jest warta podkreślenia. Pisarka odważnie buduje klimat utworu i umiejętnie zagęszcza atmosferę. Poszukiwania Debory rodzą silne napięcie (również u czytelnika) a jednocześnie wyrywają książkowych bohaterów z codziennego rytmu dnia, dając im czas oraz przestrzeń do rozmowy o tym, jak zmienia się ich życie i jak mogą poradzić sobie z tym, co nadejdzie. Zwraca uwagę wielość perspektyw kształtujących postrzeganie choroby alzheimera. Głos zabiera zarówno babcia Anna, jak i jej córka oraz wnuczka – „damy sobie radę” (s. 86) ufnie brzmią pokrzepiające słowa, zapisane na ostatnich kartach opowieści. Publikacja powinna trafić do rąk wszystkich, zmagających się z podobnym co Ludka problemem, bo daje siłę. Jeszcze kilka słów o warstwie graficznej: ilustracje Kasi Augustyniak niosą ładunek emocjonalny. Niektóre z nich są niepokojące, inne sielankowe, wszystkie – konsekwentnie utrzymane w tych samych barwach żółci, brązu, różu i oczywiście zieleni doskonale komponują się ze słodko-gorzką opowieścią, którą szczególnie polecam. Ta książka nie powinna zostać przez biblioteki pominięta. Oprawa twarda, szyta.