Wolff Tobias, „Stara szkoła”

Stara szkoła

Wolff Tobias, „Stara szkoła”Autor: Tobias Wolff
Wydawnictwo: Czarne

Amerykański pisarz Tobias Wolff w powieści „Stara szkoła” wraca do czasów młodości. Nie jest to wprawdzie dzieło autobiograficzne, ale pozostaje faktem, że sam twórca w podobnym okresie, co bohater uczęszczał do jednej z amerykańskich szkół z tradycjami. W szkole z jego powieści uczą się chłopcy z wyższych warstw amerykańskiego społeczeństwa, a także najzdolniejsi stypendyści. Jest początek lat sześćdziesiątych, John Fitzgerald Kennedy pokonuje Richarda Nixona w walce o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale głównego bohatera „Starej szkoły” i jego kolegów polityka interesuje w o wiele mniejszym stopniu niż literatura. Chłopcy czytają bitników i Hemingwaya, marząc przy tym, że kiedyś staną się podobni do nich, a po lekcjach żyją składaniem własnych wierszy i opowiadań. Szkoła zresztą podsyca ich ambicje – na przykład zapraszając słynnych pisarzy na wizyty, podczas których zwyczajowo jeden z uczniów ma szansę osobiście spotkać się z odwiedzającym ich twórcą. Aby rozstrzygnąć, kto spotka się z danym autorem, organizowane są konkursy literackie. Bohater „Starej szkoły” marzy o spotkaniu z jednym z wielkich amerykańskich pisarzy, bo wyobraża się, że byłby to dla niego rodzaj namaszczenia. A kiedy roznosi się wieść, że następnym gościem szkoły będzie jeden z jego literackich idoli, Ernest Hemingway, czuje, że tym razem musi wygrać.

„Stara szkoła” to elegancko napisana powieść, w której spokojna, a nawet nieco chłodna narracja przykrywa charakterystyczne dla okresu dojrzewania silne emocje i jeszcze silniejsze ambicje. Tobias Wolff, w Polsce pisarz jak dotąd mniej znany, ma w Stanach Zjednoczonych status mistrza prozy, od którego uczyli się tak uznani dziś twórcy jak George Saunders. I rzeczywiście, kiedy czyta się „Starą szkołę”, od razu widać, że to jeden z tych pisarzy, którzy świetnie panują nad literacką materią. Autor bynajmniej nie popisuje się, ani przesadnie nie rozpisuje – całość ma ledwie ponad dwieście stron – ale udaje mu się zamknąć w słowach pewien miniony świat. W tym akurat przypadku chodzi o świat, w którym tradycyjne wychowanie napotykało wielkie przemiany społeczne, świat wyraźnie zaznaczonych podziałów klasowych, płciowych czy rasowych, świat, w którym powodem do dumy była przede wszystkim umiejętność walki o swoje i wreszcie świat, w którym literatura naprawdę wiele znaczy. „Stara szkoła” to starannie skomponowana i intelektualnie wyrafinowana powieść o dojrzewaniu, która potrafi być i zabawna, i wzruszająca, a przy tym wciąga już od pierwszych stron. Zadowoleni z lektury będą przede wszystkim fani amerykańskiej prozy, choć nie tylko. Polecam. Oprawa miękka, klejona.