Autor: Titus Muller Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Akcja rozgrywa się na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku na terenie dwóch państw niemieckich: NRD i RFN. Nie ma jeszcze muru dzielącego Berlin na dwie nierówne części i mieszkańcy strefy komunistycznej mogą w miarę swobodnie przemieszczać się do zachodniej, z czego korzystają robiąc tam zakupy lub chodząc do kina. Bohaterką jest młoda mieszkanka Berlina wschodniego Ria Nachtmann, której rodziców aresztowało Stasi, kiedy miała 10-lat. Ślad po nich zaginął, a ją osadzono w rodzinie zastępczej. Utraciła również kontakt z młodszą siostrą, o której losie niczego nie mogła się dowiedzieć. Wzrastała w poczuciu krzywdy i nienawiści do komunistycznego reżimu. Kiedy osiągnęła pełnoletność udało jej się zdobyć lukratywną posadę sekretarki jednego z biur w ministerstwie handlu.
A wkrótce nieznajoma kobieta na ulicy, podająca się za koleżankę ze studiów jej byłego chłopaka, skłoniła ją, żeby pojechały metrem do zachodniej części Berlina. Tam w jednym z mieszkań młoda Niemka otrzymała propozycję współpracy z wywiadem zachodnioniemieckim, którą przyjęła. Nie chciała żadnego wynagrodzenia finansowego, ale odwetu na znienawidzonym reżimie. Ponadto liczyła, że być może uda jej się odnaleźć siostrę, a potem dopomóc jej w ucieczce na Zachód. Jednym z męskich bohaterów tej opowieści jest Fiodor Sorokin, agent KGB do zadań specjalnych, przybywający w październiku 1959 roku do Monachium, aby zabić Stepana Banderę. Przywódca ukraińskich szowinistów z czasów wojny działających w ramach ludobójczej Ukraińskiej Powstańczej Armii czyli UPA, mieszkał bowiem od lat w tym mieście pod przybranym nazwiskiem i udając Niemca, ojca rodziny, pracował dla zachodnioniemieckich tajnych służb.
Mieszkał w zwykłej, publicznej kamienicy, ale na zewnątrz pilnowało jej zawsze dwóch niemieckich agentów, chroniących Banderę, którego już kilkakrotnie próbowano pozbawić życia. Sorokin dokonał tego zabijając ukraińskiego zbrodniarza pod drzwiami jego mieszkania cichym wystrzałem spod gazety ze specjalnego pistoletu na naboje z cyjankiem. Do budynku dostał się podstępem, udając ojca pchającego wózek z dzieckiem, a właściwie z lalką. Ochroniarze dali się zwieść, za co otrzymali potem ostrą reprymendę od przełożonych. Monachijskie służby postawiły na nogi swoich ludzi w całej Republice Federalnej i dokładały wszelkich starań, żeby schwytać zabójcę. Z trudem, bo z trudem, ale Sorokinowi udało się przedostać do NRD, gdzie złożył raport swojemu przełożonemu z KGB. Mający dosyć służenia swojej socjalistycznej ojczyźnie poprzez dokonywanie skomplikowanych i ryzykownych mordów, Sorokin pragnął zwolnić się z KGB, założyć rodzinę i żyć normalnie, ale okazało się to o wiele trudniejsze niż sobie wyobrażał. A przecież obiecano mu, że zlikwidowanie Bandery, będzie ostatnią akcją sowieckiego agenta, po której przejdzie na zasłużony odpoczynek.
Teraz jednak skrytobójca nabrał przekonania, że przełożeni będą próbowali się go pozbyć, bo za dużo wiedział. Niespodziewanie jego los skrzyżował się ze ścieżką życia po której poruszała się Ria Nachtmann, a także jej siostra.„Obca agentka” jest zręcznie napisaną, trzymającą w napięciu opowieścią szpiegowską osadzoną w historycznych realiach Niemiec, podzielonych na dwa odrębne ustrojowo, wrogie sobie państwa. Nie jest to historia obfitująca w pogonie, walki i strzelaniny, aczkolwiek pierwszy rozdział, zawierający opis przygotowań do zabójstwa szefa UPA, a następnie jego wykonanie i ucieczkę sprawcy, skutecznie podrywa czytelnika. Potem następuje osłabienie napięcia, które jednak autor, urodzony w NRD Titus Müller, zręcznie dawkuje. Osobną wartością są dobrze ujęte realia życia w Niemieckiej Republice Demokratycznej, państwie w którym sukien ślubnych nie sprzedawano na wolnym rynku, ale można je było nabyć tylko po zarejestrowaniu się w odpowiednim urzędzie i uzyskaniu stosownego zaświadczenia. No i Rosjanie trzymali w NRD swoje 400-tysięczne wojska, nota bene na koszt wschodnioniemieckiego podatnika, podczas gdy wojsk alianckich było na terenie RFN dziesięciokrotnie mniej. Nic więc dziwnego, że zachodni Niemcy patrzyli na poczynania swoich rodaków ze wschodu oraz ich radzieckich protektorów z wyostrzona podejrzliwością. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz