Nie dać się poczuciu winy. O tym co nam przeszkadza w życiu

Autorka: Mona Chollet                                            Wydawnictwo Karakter

 

Tytuł może sugerować, że książka jest poradnikiem udzielającym praktycznych wskazówek w jaki sposób zwalczać tkwiące w nas poczucie winy, jak sobie z nim radzić i wykorzenić z naszych emocji i myśli. Jest to jednak sugestia błędna, gdyż praca Mony Chollet nie ma w sobie niczego poradnikowego. Nie udziela rad, ani wskazówek, nie informuje, co należy zrobić, i jak myśleć, żeby sprawić ulgę w udręce. Nie oferuje zestawów ćwiczeń i innego rodzaju praktyk o charakterze terapeutycznym.

Ci, którzy na to liczą, nie powinni po nią w ogóle sięgać. Publikacja jest bowiem rozległym esejem kulturowo-psychologicznym analizującym źródła nieuzasadnionego czucia się winnym, tkwiące w zakorzenionych w nas emocjach typu wstyd, strach przed karą, krytyką i oceną, hamowanie skłonności do samodzielności i niezależności przy jednoczesnej pokusie podporządkowania się autorytarnej jednostce oraz obowiązującym zasadom i regułom postępowania. Ziarna, które wydały te nie zawsze zdrowe owoce tkwią w naszej przeszłości i nie mieliśmy wpływu na to, kiedy i w jaki sposób je w nas zasiewano. Dziecko bowiem nie ma wpływu na to, co robią z nim dorośli, a zwłaszcza rodzice, dziadkowie, także starsze rodzeństwo. Dziecku zaszczepia się obowiązujące wzory zachowań nie dając żadnego wyboru.

„Masz być grzeczny lub grzeczna” strofują swoją latorośl rodzice, przedszkolni wychowawcy, nauczyciele szkolni „Jeśli się złościsz, jest to złe. Tak samo, kiedy ciskasz przedmiotami, niszczysz zabawki, bijesz kolegów”. Słowem, ujawniając to co czujesz, narażasz się na karę. A nawet jeśli zdołasz jej uniknąć, to i tak poczucie, że zrobiłeś coś niewłaściwego, generuje w tobie poczucie winy. Powstaje ono w dzieciństwie, a u wielu ciągnie się przez całe życie. Oczywiście są to odkrycia psychoanalizy, wielokrotnie, od ponad stu lat, przekazywane przez psychologię, pedagogikę czy socjologię. Także kulturoznawstwo. Ale książka francusko-szwajcarskiej eseistki dotyczy wielu przestrzeni. W codziennym życiu sterują nami podświadome mechanizmy wynikające z roli patriarchatu, obowiązującej w społeczeństwie w którym wzrastaliśmy, jak również społecznego systemu jakim jest kapitalizm. Ten pierwszy dyktuje nam, że mamy być twardzi, silni i odporni, bo tego wymagał od nas surowy ojciec, powołując się na wyzwania jakie stawia przed nami życie, które jest brutalne, okrutne i bardzo wymagające. Drugi mechanizm, ekonomiczno-społeczny, wymaga od nas dawania z siebie wszystkiego w celu zarabiania pieniędzy, będących punktem wyjścia oceny nas jako ludzi w oczach innych. Uleganie mu może doprowadzić do pracoholizmu, postawienia siebie w roli konia roboczego, wyzbycia się satysfakcji z życia osobistego, zaburzenia życia rodzinnego, także do wystąpienia różnorodnych chorób. A nawet do przedwczesnej śmierci.

Zrozumienie tego szerokiego kontekstu może przyczynić się jednak do wypracowania w sobie większego dystansu do naszych własnych – a jednocześnie cudzych, bo przecież w nas zaszczepionych przez innych – wewnętrznych oczekiwań, atakującym nas ciągłą krytyką, że nie jesteśmy dobrymi mężami i ojcami, za mało zarabiamy, za mało z siebie dajemy. W tym kontekście karzemy siebie za każdą chwilę relaksu. Kiedy dajemy sobie prawo do odpoczynku i odczuwamy ulgę, przyjemność, a nawet radość, od razu pojawiają się niepokojące myśli, że coś jest nie tak, że coś nam zagraża, że nie mamy prawa czuć się dobrze. Wszystko to sprawia właśnie zakorzenione w nas poczucie winy. Zrozumienie tego mechanizmu, rozbudowanego przez lata do jakiegoś wielostrukturowego potwora zżerającego nas od zewnątrz, potrafiącego zaburzać nasz życiowy komfort i przeszkadzać w odczuwaniu zwykłej codziennej satysfakcji, może stać się pierwszym krokiem do pokonania tego złośliwego gnoma. Tym bardziej, że często okazuje się on King-Kongiem na glinianych nogach.

Ale nie tylko patriarchat i kapitalizm są przedmiotem badań autorki. Są nimi także – między innymi – problemy związane z religią i pojęciem grzechu, a szczególnie próba znalezienia odpowiedzi na pytanie w jaki sposób religijne myśli, nakazy oraz idee oddziałują na nasze współczesne rozumienie pojęcia winy. Inna sprawa to obwinianie ofiar, zwłaszcza kobiet, które doświadczyły na sobie przemocy oraz gwałtu. „Ona sama tego chciała” mówią niektórzy, a często również niektóre „Niepotrzebnie prowokowała, kusiła i wkurzała”. Autorka jest zdania, że patriarchalny system wychowawczy należałoby zastąpić matriarchalnym, a kult surowości, bezwzględnego wymagania, jak również usprawiedliwiana bicia jako konieczności prowadzącej do dobra dziecka, zlikwidować, wraz z innymi przejawami represyjności.

Dla mnie najciekawsze okazało się ostatnie pole badań eseistki, jako stosunkowo nowe i mało jeszcze znane. Nazwała je „Moralną wyższością w ruchach aktywistycznych”. Ich działacze bowiem uważają siebie za symbole postępu i wzoru do jakich powinni dążyć inni. I nie ma znaczenia, czy chodzi o ruchy antyrasistowskie, antywojenne, wegetariańskie czy na rzecz praw człowieka. Coraz bardziej się rozwija zjawisko zastępowania jednej tyranii przez inną, poprawną moralnie i politycznie, dyktującą innym jak i co mają myśleć, co wolno im mówić i robić. Potępianie mających inne zdanie na tyle zakorzeniło się w naszej codzienności, że niektórzy Anglicy lub Francuzi boją się używać takich słów jak black lub noir w obawie, że mogę one zostać źle zinterpretowanie i posłużyć do posądzenia o rasizm. Czyniąc swojej wywody autorka często posługuje się odniesieniami do kultury popularnej, do seriali, filmów i literatury rozrywkowej. Swoje spostrzeżenia i wnioski przekazuje na ogół stylem lekkim, przesyconym humorem, rodzajem narracji gawędziarskiej. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz