Przewrót. Rok 1926 w relacjach uczestników i świadków

Wydawnictwo Ośrodka KARTA

 

Książka ukazuje zbrojne przejęcie władzy przez Piłsudczyków w maju 1926 roku, zrealizowane w warunkach wojny domowej, chociaż ograniczonej wyłącznie do terenu stolicy, z pozycji osób reprezentujących różne punkty widzenia. Dotyczy to nie tylko przewrotu jako takiego, ale i poprzedzających go faktów historycznych, począwszy od utworzenia w Sejmie Bloku Mniejszości Narodowych, składającego się z Żydów, Ukraińców, Białorusinów, Niemców i Rosjan, który przesądził – wraz z głosami PSL – o wyborze nieakceptowanego przez prawicę Gabriela Narutowicza na prezydenta RP w 1922 roku.

Doprowadziło to do pożałowania godnego zabójstwa politycznego, które wstrząsnęło wieloma, w tym Józefem Piłsudskim. Zabójca, Eligiusz Niewiadomski, w składanych przed sądem wyjaśnieniach wyznał, że od jego kul miał zginąć właśnie Marszałek, który jednak w ostatniej chwili wycofał się z kandydowania do prezydenckiego urzędu. Schedę po Narutowiczu objął Stanisław Wojciechowski, przyjaciel Komendanta z lat konspiracji antycarskiej, ale jego nadzór nad kolejnymi, zwykle krótkimi rządami powoływanymi przez coraz to nowych premierów, prowadził do coraz większego chaosu w kraju. Najgorsze emocje w społeczeństwie wywołał Wincenty Witos jako prezes Rady Ministrów, który w listopadzie 1923 roku zmobilizował nie tylko policję, ale i wojsko do strzelania do manifestujących krakowskich robotników. Zginęło 15 manifestujących oraz 3 osoby przypadkowe.

Potem były kolejne nieudolne rządy, wynik niekończących się poselskich awantur w Sejmie, doprowadzające państwo do coraz większego chaosu społecznego i ubożenia gospodarczego. Obserwował to wszystko Piłsudski z Sulejówka jako osoba prywatna, pragnący z jednej strony surowej dyscypliny i porządku w kierowaniu krajem, a z drugiej zachowania ustroju opartego na zasadach demokracji. Przysłowiową kroplą przepełniającą puchar okazało się powołanie przez Wojciechowskiego po raz kolejny na premiera – Wincentego Witosa, człowieka skompromitowanego i antylewicowego, pragnącego zrehabilitować się w oczach prawicy za swój udział w wyborze nieszczęsnego Narutowicza, który jak się szybko okazało był wszystkim niewygodny. I wtedy Piłsudski powiedział: dosyć! Rozpoczął mobilizowanie wiernych sobie oddziałów, z zapałem meldujących się do jego dyspozycji. Łudził się przy tym, że do przewrotu nie dojdzie i wystarczy sama demonstracja siły, w wyniku której prezydent zdymisjonuje znienawidzonego Witosa.

Ale Wojciechowski uniósł się honorem, uznając, że to on, jako prezydent demokratycznego państwa, podejmuje decyzje, a nie osoba prywatna, choćby w randze Marszałka. I wydał rozkaz wojskom rządowym stawienie oporu „buntownikom”, nazywając wystąpienie Piłsudskiego „puczem”, czym w świetle prawa międzynarodowego rzeczywiście było. Obraz tamtych lat, począwszy od roku 1922, oraz gorących dni majowych, poznajemy za pomocą relacji świadków, odezw i przemówień mężów stanu, fragmentów wywiadów i artykułów prasowych, wspomnień. Są wypowiedzi głównych aktorów wydarzeń, a więc Piłsudskiego, Wojciechowskiego, Witosa, Felicjana Sławoja-Składkowskiego oraz osób których udział był epizodyczny lub drugorzędny.

Są wśród nich Hermann Liebermann, Maciej Rataj, Stanisław Grabski, Roman Dmowski, Maria Dąbrowska, a nawet Adolf Warski, współzałożyciel Komunistycznej Partii Polski, wzywający komunistów do poparcia oddziałów Piłsudskiego, którego jeszcze niedawno czerwone broszury nazywały faszystą, a teraz – rewolucjonistą walczącym z faszyzmem. Warski uznał bowiem, że im większy chaos w Polsce tym lepszy grunt dla przeprowadzenia rewolucji na wzór bolszewicki, a Marszałek może co najwyżej zostać nowym Kiereńskim. Są również fragmenty publikacji z gazet typu „Rzeczpospolita”, „Robotnik”, „Wola Ludu”, „Gazeta Warszawska”, „Kurier Poranny”, „Nowy Kurier Polski” czy „Gazeta Wileńska”. Brakuje materiałów z ówczesnej prasy wojskowej, jak „Polska Zbrojna” czy „Żołnierz Polski”. Książka bardzo interesująca, wnosząca wiele nowej wiedzy, tym bardziej, że jej redaktorzy, Agnieszka Knyt i Aleksiej Rogozin, zadbali o wszechstronny i wyważony dobór materiału, tworząc pracę w duchu historycznego obiektywizmu. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz