Za chlebem. Polscy chłopi w poszukiwaniu ziemi obiecanej

Autor: Wojciech Lada                                              Wydawnictwo Wielka Litera

 

W 1890 roku z ówczesnej Galicji i Mazowsza zaczęli wyjeżdżać mieszkańcy wsi. Tym razem nie do większych miast czy do Prus, ale do kosmicznie – z ich punktu widzenia – odległej Brazylii. O ich losach i perypetiach w podróży opowiada książka Wojciecha Lady. Dla biednych chłopów powiedzenie „za chlebem” nie było metaforą, ale najbardziej elementarnym doświadczeniem codzienności. „Gorączka brazylijska” – jak nazywano ten nagły exodus – nie była egzotycznym epizodem migracyjnym, ani też czymś w rodzaju zbiorowej iluzji. Była desperacką próbą wyrwania się z rzeczywistości, która milionom ludzi nie oferowała właściwie żadnej przyszłości.

Głód, bieda, brak ziemi i zależność od dworu wypychały chłopów z rodzinnych stron bardzo skutecznie. Obszerne fragmenty reportażu dotyczą samej podróży, która zaczynała się formalnie w Toruniu. Stamtąd zatłoczone pociągi ruszają do kolejnych punktów tej wyjątkowej peregrynacji. Lada znakomicie rekonstruuje atmosferę tych miejsc przejściowych: dworców pełnych hałasu, brudu, płaczu dzieci i zapachu przepoconych ubrań. Wielu emigrantów po raz pierwszy opuszcza rodzinne strony i nie rozumie języka świata, w który nagle zostali wrzuceni. Sama podróż była dla nich doświadczeniem granicznym, czymś pomiędzy pielgrzymką, ucieczką a deportacją. Po przybyciu do Brazylii marzenie o ziemi obiecanej zaczynało pękać. Polscy chłopi liczyli na dom i gotową ziemię pod uprawę. Otrzymywali natomiast fragment dżungli, który trzeba było samodzielnie wykarczować.

Autor opisuje te sceny z dużą plastycznością: tropikalny upał, owady błoto, wilgoć i poczucie bezradności ludzi, którzy całe życie pracowali na roli, ale nigdy wcześniej nie mierzyli się z tak nieprzewidywalną naturą. Pomimo wielu nieprzewidzianych trudności, brazylijska emigracja nie była wyłącznie historią klęski. W wielu przypadkach stawała się doświadczeniem emancypacyjnym. Chłopi, którzy niegdyś byli zależni od dziedzica, proboszcza czy lokalnego urzędnika, w Brazylii zaczynali funkcjonować inaczej. Zyskiwali poczucie sprawczości i własnej wartości. Wojciech Lada operuje językiem reporterskim, bardzo dynamicznym i plastycznym, ale jednocześnie zachowuje historyczną dyscyplinę. Umiejętnie korzysta z materiałów źródłowych, nie zamieniając jednak książki w archiwalną syntezę. Autor ma duże wyczucie detalu i atmosfery. Potrafi jednym obrazem oddać więcej niż wielostronicowy historyczny komentarz. Zdecydowanie polecam. Oprawa twarda, szyta. Anna Karczewska