Autorka: Sylwia Bies Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Thriller w sam raz na wakacje. Dlaczego? Oto główna bohaterka Diana Drozd (lat 35) podejmuje pracę w ośrodku kolonijnym nad jeziorem w Beskidach. Służbowy pobyt w reaktywowanym miejscu ma być również reaktywacją Diany po życiowym zakręcie. Wierzy, że jako opiekunka na wakacyjnym obozie zajmie się codziennością w stopniu doskonale unieruchamiającym przeszłość. Zwyczajne życie. Czy można chcieć czegoś więcej? W każdym razie Diana więcej nie oczekuje, ale dostaje z nawiązką wszystkiego: skrajnych stanów emocjonalnych, niepokoju, no i letniej przygody, której bliżej jednak do „Koszmaru minionego lata” niż do sielankowego obrazka z pocztówki. Diana szybko orientuje się, że funkcjonowanie ośrodka nie mieści się w normie.
Na pozór działa w nim wszystko. Ale tu nie chodzi o prąd czy wodę lub podstawowe kwestie organizacyjne. Nieprzyjazny, wręcz wrogi klimat tworzy to, co między wierszami, coś co narasta, nie chce się redukować. Nawet jeśli mowa o czymś dającym się jakoś wyjaśnić – jak dziwaczne rysunki chłopca cierpiącego na mutyzm – to w połączeniu z innymi zjawiskami (np. niespodziewany wyjazd jednego wychowawcy), mrocznymi odkryciami z dawnych lat, nawet najmniejsza rzecz wydaje się groźna. Diana odczuwa ten świat niemal somatycznie, stopniowo traci poczucie rzeczywistości, która przechodzi w sferę wyobraźni.
Niewątpliwie istotna warstwa psychologiczna kreuje profil odbiorcy. Powieść spodoba się czytelnikom szukającym w literaturze gatunkowej opisów dziwnych, przede wszystkim pozarozumowych przeżyć i doświadczeń, które przypominają, że życie potrafi zmylić mędrca szkiełko i oko. Przestrzeń, w jakiej znalazła się Diana, definiuje tę postać. Tworzą razem silny, wyzwalający związek. Najpierw jednak trzeba się jednak trochę przestraszyć. Oprawa miękka, klejona. Polecam. Poprzednio na liście: „Echo kłamstw” (P. 4/2026).