Ojciec, którego miało nie być

Autorka: Joanna Turkowska                                  Wydawnictwo Skarpa Warszawska

 

Thrillery z obyczajowym tłem przeważnie wypadają interesująco. Można powiedzieć, że to proza gatunkowa pozbawiona klasycznego śledztwa, policji, detektywów. Interpretacja poszlak należy do zwyczajnych postaci, niewykonujących na co dzień takich działań; postaci czymś zaniepokojonych, postawionych w obliczu sytuacji krytycznej. Główna bohaterka Marta wychowuje trzyletniego syna. Jest szczęśliwa i spełniona w macierzyństwie, nie przeszkadza jej w tym fakt nieobecności ojca dziecka. Właśnie tak miało być. Mężczyzna był potrzebny tylko na chwilę, teraz już nie. Przynajmniej tak się wydaje… A jednak pojawia się, wraca.

Czy to dobra, czy zła wiadomość? Może byłaby dobra, optymistycznie rokująca, gdyby nie to, że Krzysztof wyrósł na nowo na zasadzie deus ex machina. Poza tym ma coś ze stalkera. Wydaje się, że planuje coś złego, metodycznie krok po kroku zbliża się i uzależnia od siebie otoczenie. Czytelnik wie tyle co Marta, to ona prowadzi narrację. Wytwarza to efekt współodczuwania razem z bohaterką, domyślania się ciągu dalszego, przewidywania tak naprawdę w tym samym momencie co ona. Solidaryzowanie się z Martą dotyczy zarówno dobra i zła, nadziei i niepokoju. W pewnym sensie Joanna Turkowska stworzyła powieść interaktywną dla kobiet. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to płeć piękna odczuje być może nawet biologiczny związek z tą angażującą fabułą, w której gra zacznie się toczyć o najwyższą stawkę. „Ojciec, którego miało nie być” jest powieściowym debiutem Turkowskiej – anglistki, tłumaczki i autorki scenariuszy seriali. W moim odczuciu zwłaszcza ten ostatni element przełożył się na solidny tekst, który będzie cennym zakupem bibliotecznym. Oprawa miękka, klejona.