Autorka: Emilia Sułek
Wydawnictwo: Czarne
Emilia Sułek jest antropolożką i reportażystką zainteresowaną przede wszystkim Azją Środkową i Europą Wschodnią. Teksty prasowe publikowała dotąd m.in. w OKO.press, „Piśmie” i „Gazecie Wyborczej”, a zagranicą m.in. w „The Guardian”. „Baranie oko” to jej debiutancka książka. Jej tematem jest kraj, w którym w ostatnich latach Sułek spędziła najwięcej czasu i zarazem kraj, o którym przeciętny Polak zbyt wiele nie wie – Kirgistan.
Już choćby z uwagi na wspomnianą niewiedzę „Baranie oko” jest lekturą ciekawą. Sułek stara się pokazać Kirgistan w jego całokształcie, zwracając uwagę zarówno na ogół, jak i szczegół. Jeśli chodzi o ogół, to czytelnik „Baraniego oka” zyska orientację w historii Kirgistanu, zwłaszcza tej najnowszej. Okazuje się ona bardzo zajmująca – wspomnę tylko, że przez ostatnich trzydzieści lat w kraju miały miejsce trzy rewolucje. Z książki wyłania się obraz państwa w znaczący sposób różniącego się od innych państw regionu, na przykład Kazachstanu, Tadżykistanu czy Uzbekistanu. Kirgistan jest od nich o wiele bardziej demokratyczny, choć oczywiście pod wieloma względami różni się standardów znanych nam z Europy Zachodniej. Sułek bardzo stara się, by nie patrzeć na Kirgistan i Kirgizów okiem przybyszki z „lepszego świata” i nie orientalizować tamtejszych zwyczajów i tradycji, nawet jeśli są dla nas trudne do przyjęcia. Przede wszystkim dba o to, by oddawać głos samym Kirgizom, uznając, że najlepiej będzie, jeśli oni sami opowiedzą o sobie polskim czytelnikom, a czytelnicy samodzielnie wyrobią sobie zdanie.
Jak wspominałem, autorka lubi tez detal, co oczywiście wychodzi książce na dobre. W „Baranim oku” natkniemy się więc nie tylko na historie dotyczące porwań matrymonialnych, co jest chyba najpopularniejszym tematem reportaży dotyczących Kirgistanu, ale także m.in. na opowieść o jedynej żeńskiej drużynie hokejowej w kraju czy popularnego na północnym wschodzie kraju dorabianiu do domowego budżetu poprzez pozyskiwanie i sprzedawanie haszyszu z dziko rosnących konopi (co ciekawe, nie zajmują się tym żadne gangi, ale zwykli mieszkańcy wsi, którzy zazwyczaj sami w podobnych używkach nie gustują). W swoim całokształcie „Baranie oko” to bardzo ciekawa lektura i zarazem bardzo dobrze napisany reportaż – zwłaszcza jak na debiut. Polecam. Oprawa twarda, szyta.