Autor: David Szalay
Wydawnictwo: Pauza
David Szalay to kanadyjski pisarz średniego pokolenia, od lat ceniony przez czytelników współczesnej prozy – nie tylko anglojęzycznych. Podczas naszych przeglądów polecaliśmy już jego powieści „Czym jest człowiek” (przegląd 4/2018), „Turbulencje” (przegląd 23/2020) i „Londyn” (przegląd 7/2022). Za najnowszą powieść, zatytułowaną „Ciało”, autor otrzymał w ubiegłym roku prestiżową Nagrodę Bookera.
Opowiada ona o życiu Istvána, którego poznajemy jako apatycznego piętnastolatka, jakby bez udziału własnej woli wtajemniczanego przez o wiele starszą sąsiadkę w sprawy seksu i opuszczamy w chwili, kiedy umiera jego matka, a on – mieszkający z nią mężczyzna w średnim wieku – od tej pory będzie mieszkał sam. Brzmi to co prawda jak życie, w którym nie wydarzyło się zupełnie nic godnego uwagi powieściopisarza, jednak nic bardziej mylnego – biografia Istvána obfituje w zwroty akcji. By mniej więcej streścić: jako nastolatek bohater niechcący doprowadza do śmierci męża swojej kochanki i trafia do poprawczaka, później wstępuje do wojska i jedzie na misję do Iraku, przenosi się do Londynu, gdzie zostaje ochroniarzem bardzo bogatego człowieka, nawiązuje romans z jego żoną, a po śmierci bogacza żeni się z nią i pędzi luksusowe życie wśród finansowych elit, a w końcu traci wszystko – zarówno bliskich, jak i majątek, który w gruncie rzeczy nigdy nie należał do niego. I co w tym wszystkim najciekawsze: to wszystko również dzieje się jak gdyby bez udziału jego woli! István nie jest człowiekiem, który działa, jest raczej osobą, której przydarzają się różne sytuacje.
Bohater „Ciała” w zasadzie prawie o sobie nie mówi – choć powieść składa się w dużej mierze z dialogów, z jego ust padają głównie słowa takie jak: „tak”, „nie”, „dobrze” czy „okej”. Jest ostentacyjnie bierny, a jego uczucia czytelnik musi sobie wyobrażać, bo zwykle nie uzyskuje do nich bezpośredniego dostępu. Bardzo prawdopodobne, że dostępu do nich nie ma przez większość czasu także sam István. Napięcie między dynamicznym, obfitującym w wydarzenia życiem zewnętrznym i pustką życia wewnętrznego jest tą cechą „Ciała”, która najmocniej przykuwa uwagę czytelnika. Czy bohater powieści jest pogrążony w depresji? Czy uosabia apatię charakterystyczną dla wielu mężczyzn wywodzących się z Europy Środkowo-Wschodniej? A może w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy trochę jak István – różne rzeczy po prostu nam się przytrafiają, a my możemy co najwyżej na nie reagować, nawet jeśli czasami wydaje nam się, że możemy sami decydować o własnym losie? To tylko najprostsze z pytań, które mogą przyjść do głowy po lekturze „Ciała”.
Dzięki zastosowanemu przez Szlaya narracyjnemu minimalizmowi powieść czyta się szybko i łatwo, jednak z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, by potraktować ją jako literacki eksperyment – bo w gruncie rzeczy „Ciało” właśnie nim jest. To interesująca i w gruncie rzeczy zaskakująco intymna proza, która może poruszyć w odbiorcach głębsze emocje, mimo że sama napisana jest ostentacyjnie chłodno. Warto się z nią skonfrontować, tym bardziej, że „Ciało” to książka głośna i nagradzana, taka, o której mówi się zarówno w Polsce, jak i na świecie. Polecam ją jako zakup biblioteczny. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami.