Autorka: Natasza Socha Wydawnictwo Dwukropek
Pierwszy tom cyklu „Lena i Hector”. Lena to 12-letnia dziewczynka, Hector jest koniem, który odmieni jej życie. Jak do tego doszło? Pewien żart Leny – całkiem poważnie zaaranżowany – dał się we znaki dyrektorowi szkoły podstawowej i to podczas przemówienia, które przeszło w ten sposób do historii placówki. Gdyby nie fakt, że z balonów nad dyrektorem wysypała się mąka wprost na jego sylwetkę, nikt nie pamiętałby z przemowy ani słowa. Oto dowód: „- Kochani uczniowie… – zaczął, a mikrofon zaskrzypiał, jakby sam jęknął z nudów”.
Trzeba powiedzieć, że Natasza Socha trafia w czułe punkty celnie i mocno. Za dobre żarty płaci się czasem dużą cenę. Lena jako winowajczyni zamiast do Hiszpanii trafia na wakacje do mieszkającej na wsi cioci Zuzy. Kara nie jest czystą zemstą. Rodzice Leny korzystają po prostu ze zbiegu okoliczności i wyjazdu naukowego do Niemiec jej taty – Michała. Sądzę, że takie dodatkowe uzasadnienie było potrzebne, aby nie czynić z wakacyjnego wyjazdu na wieś zupełnego zesłania. Na miejscu Lena musi odłączyć się od Wi-Fi, scrollowania filmików, wszystkiego co cyfrowe i co dotychczas zaprzątało jej głowę. Do cyfrowego detoksu należy dodać ważny obowiązek. Nietrudno się domyślić, że chodzi o opiekę nad Hectorem.
Adaptacja do nowego środowiska będzie więc długim procesem, ale za to jak opłacalnym. Posmakowanie spędzania wolnego czasu na starych zasadach, do tego na prowincji przywołało we mnie ducha serialu „Dziewczyna i chłopak” Stanisława Lotha na podstawie powieści Hanny Ożogowskiej. Tam jeszcze łudząco podobne rodzeństwo udawało siebie nawzajem, ale punkt wyjścia był podobny. Plany rodzinnego wyjazdu na Mazury nie wypaliły, ponieważ bohater Tomek miał poprawkę z historii, karą również był wyjazd na wieś. Całe lato na wsi bez komórki, internetu. Wielu dorosłych chciałoby tego doświadczyć na własnej skórze. Oprawa miękka, klejona. Bardzo polecam. Poprzednio na liście: „Hejterka. Historia pewnej nienawiści” (P. 7/2026).