Lato Thomasa Manna

Autorka: Kerstin Holzer                                          Wydawnictwo Filia

 

Książka opowiada o dwóch miesiącach wakacji spędzonych przez Tomasza Manna wraz z rodziną nad jeziorem Tegernsee w Bawarii. Wypoczynek ten miał miejsce od połowy lipca do połowy września 1918 roku, w kluczowym dla Niemiec momencie historycznym. Klęska militarna armii cesarza Wilhelma słusznie wydawała się bliska, tym bardziej, że sprzymierzeni Francuzi, Anglicy i Amerykanie szykowali się właśnie do nowej ofensywy, a w Monachium strajkowali robotnicy, buntowali się żołnierze, a komuniści opracowywali plan zrewoltowania Bawarii na modłę moskiewską.

A Herr Mann wraz ze swoją żoną, pięciorgiem dzieci, w tym późniejszym powieściopisarzem Klausem, guwernantką, kucharką i psem spędzali sielskie dni w wynajętej, dwupiętrowej luksusowej posiadłości nad samym brzegiem jeziora, z przystanią i łodzią, którą państwo Mannowie pływali każdego wieczora. Tomasz Mann był już wówczas znanym i cenionym pisarzem, autorem sagi rodzinnej „Buddenbrookowie”, za którą w 1929 roku otrzyma Nagrodę Nobla oraz dwóch wybitnych opowiadań, a raczej mini-powieści, „Tonio Kruegera” i „Śmierci w Wenecji”. Mannowie mieli do 1917 roku własny dom wiejski w nieodległej wiosce, ale na życzenie Tomasza sprzedali go, a pieniądze zainwestowali w obligacje wojenne. Bo Tomasz był wówczas gorącym zwolennikiem cesarza i prowadzonej przez niego wojny. Uważał, że swoje największe piękno Niemcy wyrażają właśnie w czasie walki zbrojnej. Zauroczony wybuchem wojny w 1914 roku napisał o niej pochwalną książkę „Rozważania człowieka apolitycznego”, gdzie z aprobatą przyjął zatopienie przez rodaków amerykańskiego statku pasażerskiego „Lusitania”, na którym zginęło wielu cywilów z dziećmi. Pracując nad tym dziełem, od którego wkrótce się odetnie, odłożył powieść, którą właśnie zaczął pisać. Była nią „Czarodziejska góra”. Wbrew pozornej idylli, wakacje u podnóża Alp nie były wcale łatwe.

Gospodarka kraju waliła się, panował głód, a oni sami, chociaż bogaci i ustosunkowani, nie mogli dostać mięsa. Dzieci zbierały ślimaki, które gotowano i stawiano na stole, ale nikomu nie smakowały. Kapusta była bardzo droga, przepisy zabraniały zbierania jagód na użytek własny, bo sok z nich państwo przeznaczało dla rannych i chorych. Gazety zachęcały natomiast do przyrządzania potraw z pokrzywy oraz niektórych innych polnych ziół. Tomasz był rozdrażniony, nie tylko z powodu bólu zęba. Miewał stany melancholii. Ciężko przeżywał klęski frontowe swojego kraju. Jako monarchista znajdował się w konflikcie z bratem Heinrichem, liberalnym demokratą, a także z teściową, pacyfistką. Nie mogąc znieść wakacyjnej bierności napisał książkę o swoim wiernym psie, z którym dużo spacerował. Dał się namówić na wyprawę na Hirschberg, szczyt położony na wysokości 1670 metrów nad poziomem morza, co dla wytrawnego turysty górskiego nie było wielkim wyzwaniem, ale dla niego owszem. Urodził się przecież w Lubece nad Bałtykiem i kochał morze, a góry tak sobie. Ale kiedy stanął na Hirschbergu przeszedł przemianę duchową. Wracając nad jezioro stał się innym człowiekiem, a po powrocie do Monachium zażądał od wydawcy wycofania z dystrybucji „Rozważań człowieka apolitycznego”, na co było za późno, i do gruntu zrewidował swoje poglądy na niemiecką mocarstwowość. A przede wszystkim na serio przystąpił do pisania wielkiej powieści „Czarodziejska góra”. Paradoksalnie, to nie za nią otrzymał Nobla, ale to właśnie ona przeszła do historii literatury jako jego największe dzieło.

Książka Kerstin Holzer jest rodzajem reportażu, a właściwie gawędy, o wakacjach Manna w 1918 roku. Zawiera dużo trafnych spostrzeżeń dotyczących bohatera jako człowieka i wiarygodnie ukazuje jego intelektualną i psychiczną przemianę. W sposób ciepły, przesycony humorem oraz liryzmem, przedstawia całą liczną rodzinę wielkiego pisarza, nie tylko jako jego tło, ale pewną całość, której on jest harmonijnym, chociaż zdecydowanie najważniejszym elementem. Autorka cofa się przy tym do początków wieku, kiedy Tomasz Mann kształtował się jako pisarz, tworząc nie tylko „Buddenbrooków”, ale również szereg innych powieści i esejów. Opowiadaniem „Krew Walsungów” wywołał skandal i naraził się teściowi, któremu nota bene zawdzięczał wysoki poziom materialny swój i rodziny. Teść wypłacał bowiem hojną gratyfikację finansową córce i zięciowi za każde urodzone dziecko, co sprawiało, że homoseksualista Tomasz aktywizował swoją biseksualną stronę natury i to z niezłym efektem, bo spłodził sześcioro pociech. Inna rzecz, że szczęście jako takie było w rodzinie Mannów rzadkością. Ale to już temat na inną książkę. Pozycja bardzo wartościowa. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz