Młodzi’44. Powstanie Warszawskie emocjami opisane

Autorka: Agnieszka Cubała                                    Wydawnictwo Moje Książki Agnieszka Cubała

 

Jak głosi podtytuł, jest to książka o Powstaniu Warszawskim opisanym emocjami. Emocjami ludzi młodych, bo tacy przede wszystkim byli żołnierzami ulic, barykad i ruin. Mężczyzn i kobiet, często chłopców i dziewcząt. Spragnieni wolności i odwetu na okupancie czekali na wybuch zrywu jak na zbawienie, nieświadomi ostrych sporów w dowództwie Armii Krajowej, czy już należy rozpoczynać, jak również tego, jak słabe będzie ich uzbrojenie.

Mieli zdobywać je na Niemcach, ale trudno to osiągnąć idąc niemal z gołymi rękami na uzbrojonego po zęby, zaprawionego w bojach na różnych frontach przeciwnika. Już pierwszego dnia rozpętało się piekło. Jeden z oddziałów ruszył, żeby odbić lotnisko. Liczył 150 żołnierzy i został krwawo odparty. Ocalało tylko 30 powstańców. Było wśród nich trzech braci w białych, odświętnych koszulach. Dopiero co wzięli ślub, wszyscy trzej jednocześnie. Szykowali się do wesela, a trafili na pogrzeb. Własny pogrzeb, bo wszyscy trzej zginęli. Wielu zresztą szło do Powstania jak na wesele. Na przykład, Krzysztof Kamil Baczyński, tuż po zjedzeniu ulubionych pierogów z jagodami w domu teściów. Ruszył radośnie, pełen optymizmu. Trzeciego dnia zginął trafiony w głowę przez snajpera, kiedy z wieży pałacu Blanka patrzył na słoneczną panoramę Warszawy. Ale inny poeta Tadeusz Gajcy miał złe przeczucia. Nie towarzyszył mu entuzjazm, ale przygnębienie i lęk. Poległ nie od kuli, lecz od gruzów, zasypany w ruinach trafionej bombą kamienicy w połowie sierpnia. Większość walczących to ludzie niemal anonimowi, wydobyci przez autorkę z rejestrów i archiwów. Z niektórymi spędziła długie godziny na rozmowach, bo i pamiętali wiele. Skupiała się na tym co czuli, odtwarzając dzień po dniu cały, ponad dwumiesięczny okres warszawskich walk.

Entuzjazm stopniowo topniał, w zapał wkradało się zwątpienie. Przestrzenie wolności, wydarte wrogowi w pierwszych dniach, kurczyły się, płonęły w ogniu bomb i pocisków. Jedyną drogą ewakuacji pozostały kanały, bo okupując Warszawę Niemcy zlekceważyli tę cuchnącą odchodami sieć podziemnych korytarzy. Topniała również nadzieja: na pomoc aliantów, na interwencję Armii Czerwonej stojącej po drugiej stronie Wisły. Ale mimo to decyzję o kapitulacji przyjmowali z niedowierzaniem i gniewem. Niektórych przed samobójstwem powstrzymywała tylko wiara religijna, lecz byli i tacy, którzy strzelali do siebie ostatnim nabojem, przeznaczonym w założeniu dla jakiegoś Niemca.

Agnieszka Cubała opisuje zawierane przyjaźnie, rodzące się miłości, koleżeństwo i poświęcenie. Bohaterstwo codzienności, nie tylko wyrażane w walce jako takiej, ale również w gaszeniu pożarów, pielęgnowaniu rannych i chorych, zdobywaniu żywności i wody. Także wydawaniu gazetek, bo tych było bez liku, z „Biuletynem Informacyjnym” Komendy Głównej AK na czele. Każda dzielnica, nawet niektóre osiedla, drukowały dwustronicowe, a niekiedy dłuższe, publikacje, jak „Żołnierz Starego Miasta” czy „Barykada Powiśla”. Ale dobrych wiadomości było w nich niewiele, chociaż autorzy tekstów starali się zachowywać coraz bardziej sztuczny optymizm. Z przytaczanych wspomnień wyłania się również obraz niechęci, z jaką odnosiła się do powstańców część cywilnej ludności stolicy. Nic dziwnego, dla niej to była prawdziwa apokalipsa, szczególnie, że tysiące rodzin miało małe dzieci, często skazane na opiekę bezradnych i przerażonych matek, bo ojcowie poszli walczyć albo zginęli wcześniej.

A oprócz bomb, kul i pocisków był także głód, często śmiertelny. Autorka nie ocenia militarnych i historycznych skutków Powstania Warszawskiego. Pisze o emocjach jego uczestników oraz o nagle przerwanych żywotach ludzi będących kwiatem narodu. W ostatnim dniu, tuż przed wymarszem z ruin stolicy, młodziutki wówczas Janusz Kozłowski, pseudonim Pilawa, zapisał w notatniku, że zawsze będzie pamiętać z dumą, że był powstańcem. To krzepiące zdanie zamyka książkę. Jednak tuż wcześniej jego zapiski brzmią inaczej: „Warszawa została pokonana, zdobyta, zmiażdżona i puszczona z dymem. Cisza”. Polecam – ku refleksji. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz