Zarzewie mroku

Autor: Mateusz Libera
Wydawnictwo: Replika

Trzecia powieść Mateusza Libery, porównywana do Netflixowego hitu „Stranger Things”. Skojarzenie nasuwa się od razu po zerknięciu na okładkę książki a lektura utworu pozwala dostrzec kolejne powiązania, choć należy podkreślić, że „Zarzewie mroku” ma swój niepowtarzalny i od nikogo nie skopiowany klimat. Powieść należy do literatury młodzieżowej, kierowanej do starszych nastolatków, ale może bardziej trafi do serc dorosłych czytelników, których dzieciństwo upłynęło w pierwszych latach XXI wieku. Autor miał wówczas dwa lata i nie może pamiętać tamtej rzeczywistości, ale z godną szacunku skrupulatnością i pasją odtwarza realia „nowego tysiąclecia”. Młodzieżowy slang, dawne rozrywki, takie jak kolekcjonowanie karteczek z segregatora, gra w gumę czy zbieranie tazosów, sklepowe półki albo muzyka to tylko kilka elementów świata przedstawionego, które u młodych mogą wzbudzić ciekawość a u dorosłych wywołają trochę sentymentu. Publikacja nie jest jednak nostalgiczną podróżą wstecz przez dwie dekady a pełną napięcia powieścią fantasy z elementami horroru, w którym ożywają słowiańskie legendy i straszą alternatywne światy. Historia rozpoczyna się mocnym akcentem makabrycznego zabójstwa pary nastolatków. Zbrodnia ma miejsce w lesie niedaleko małego miasteczka. Strychowice to spokojna miejscowość, w której wszyscy się znają, więc budzące trwogę wydarzenie odbija się tu szerokim echem – nie uchodzi również uwadze grupce głównych bohaterów. Miejscowe dzieciaki postanawiają dowiedzieć się czegoś więcej o zabójstwie i zbadać czy ma ono związek ze zdemolowaniem ich tajnej bazy w lesie. Mamy początek wakacji, z jednej strony letnią, leniwą aurę i pozorny marazm, z którego wyrywa nas od czasu do czasu jakieś dziwne zdarzenie, niepokojąca sytuacja, z drugiej – stale towarzyszy nam niepokój i niejasne poczucie zagrożenia. W tle majaczą życiowe problemy nastolatków, związane z ich sytuacją rodzinną bądź towarzyską. Fabularnym punktem ciężkiej wagi niewątpliwie jest pojawienie się we wspomnianej już bazie bezdomnej dziewczyny, która twierdzi, że pochodzi z przeszłości i opowiada o tajemniczej bestii, polującej w lesie. Akcja od tego momentu nabiera coraz szybszego tempa, lecz sprawy się komplikują za sprawą wątków magiczno-słowiańskich, którymi bardzo zręcznie żongluje Mateusz Libera.

Książka wciąga, czasami wręcz wbija w fotel, momentami także porusza – autor tworzy wielowymiarową opowieść z autentycznymi postaciami o przemyślanej konstrukcji. Co więcej, „Zarzewie mroku” stanowi świetną, literacką przygodę, idealne wspomnienie lata na mroczne, wrześniowe wieczory. Bardzo polecam. Oprawa twarda, klejona, barwione brzegi.