Autorzy: Grzegorz Motyka, Andrzej Brzeziecki Wydawnictwo Literackie
Książka składa się z zapisów kilkuletnich rozmów dziennikarza, historyka, pracownika Ośrodka Studiów Wschodnich Andrzeja Brzezieckiego z prof. Grzegorzem Motyką, historykiem i politologiem, pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk oraz Wojskowego Instytutu Historycznego. Interlokutorzy szeroko omawiają ciągle palące problemy historyczne z dziejów relacji pomiędzy Polską a Ukrainą oraz Rosją. Ukazują przy tym wpływ tamtych tragicznych wydarzeń na współczesną politykę trzech krajów, z jej zakłamaniami i manipulacjami. Wydobywają na światło dzienne – między innymi – kulisy zbrodni katyńskiej, nie tyle od strony opisów samego faktu, który znamy całkiem nieźle, ile od strony jej oficjalnego ujawnienia przez ekipę Michaiła Gorbaczowa.
Okazuje się, że do wyjaśnienia pozostaje jeszcze bardzo wiele elementów, w tym nazwiska sprawców, bo te, które podano do publicznej wiadomości dotyczą tylko decydentów, ze Stalinem i Berią na czele. Sięgają także do zbrodni popełnianych na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich, w tym do złowieszczej postaci Stepana Bandery, o którym ostatnio stało się głośno ze względu na nadanie nazwy „Bohaterów UPA” jednej z walczących z Rosjanami jednostek ukraińskich. A Bandera był ideologicznym ojcem tej właśnie ludobójczej formacji zbrojnej, chociaż sam nie brał udział w masakrach, bo w tym czasie siedział w niemieckim obozie koncentracyjnym, aczkolwiek na bloku dla więźniów uprzywilejowanych. Dostał się tam po agresji Niemiec hitlerowskich na ZSRR, kiedy ogłosił powstanie niepodległej Ukrainy, co nie spodobało się Berlinowi. Wcześniej spędził kilka lat w polskim więzieniu jako organizator śmiertelnego zamachu na ministra Bronisława Pierackiego w czerwcu 1934 roku.
Skazano go wprawdzie na śmierć, ale wyrok zamieniono na odsiadkę, z której zwolniono go na mocy amnestii w 1938 roku. A po wybuchu wojny władze polskie zwalniały z więzień wszystkich ukraińskich nacjonalistów, co było decyzją na pewno humanitarną, ale fatalną w skutkach, bo wzięli oni czynny udział w późniejszym, wołyńskim ludobójstwie. Rozmówcy oddalają się czasem od wielkiej polityki, żeby mówić o sobie nawzajem, zwyczajnie, od ludzkiej strony. Na przykład, Brzezieckiego interesuje, jak to się stało, że Motyka, uczeń technikum rolniczego, mający prawo jazdy na traktor i kombajn, został humanistą i profesorem historii?
Okazuje się, że zadecydowała o tym już jego pierwsza przeczytana książka, w pierwszej klasie szkoły podstawowej, którą była „Szosa piotrkowska”, autorstwa Leszka Moczulskiego, późniejszego lidera KPN, o którym zapewne mało kto wie, że przez wiele lat współpracował z wydawnictwem Ministerstwa Obrony Narodowej. Książeczkę edytowano w popularnej serii „Żółtego tygrysa”, a opisywała w barwny sposób walki armii „Łódź” i „Prusy” w pierwszym tygodniu września 1939 roku. Po zakończeniu drugiej klasy przeczytał powieść Jana Gerharda „Łuny w Bieszczadach” o zbrodniach UPA, połykając bakcyla najnowszej historii Polski. Po latach zdecydował się zdawać na wydział historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wbrew opiniom osób odradzających mu to posunięcie. Ludzi ci uważali po prostu, że nie da sobie rady. Książka jest bardzo ciekawa, gdyż autorzy zajmująco opowiadają o trudnych okresach ze wspólnej historii polsko-ukraińsko-rosyjskiej, a robią to bez emocjonalnego zacietrzewienia, w sposób wyważony i rzeczowy, jak przystało na uczciwych historyków. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz