- Wielki skokprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Carrie Seim
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom: BD II/III
Druga część obyczajowego cyklu dla dzieci i młodszych nastolatków z modnym ostatnio wątkiem miłości do koni. Carrie Seim nie traktuje tematu pobieżnie a z książki rzeczywiście wiele można się nauczyć o rasach tych pięknych zwierząt, ich hodowli oraz o jeździectwie. Autorka wyjaśnia specjalistyczne słownictwo, które pojawia się w tekście, wplata w dialogi i przemyślenia bohaterów wiele ciekawostek w sam raz dla zapalonych koniar i koniarzy. Główna bohaterka, Willa, to nastolatka, która od niedawna jeździ na koniu i bywa straszliwie nieporadna, upadki w błoto to jej prawdziwa specjalność, podobnie jak gafy towarzyskie, których jest niepokonaną mistrzynią. Najważniejszym wątkiem powieści są wakacyjne perypetie dziewczyny, której szczęśliwie udaje się dostać na letni obóz na Ranczu wśród Jałowców i od razu pechowo narobić sobie problemów. Już pierwszej nocy znika koń Amary – barwnej postaci, „królowej wszystkich koniar”, która delikatnie mówiąc nie grzeszy uprzejmością wobec koleżanek, ale w gruncie rzeczy chyba ma dobre serce. Willa jako ostatnia widzi zaginionego rumaka, bo nocą zakrada się do stajni i teraz czuje się winna zniknięcia Srebrnego Promienia. Bohaterka postanawia na własną rękę przeprowadzić śledztwo i odnaleźć zwierzę. Konsekwencją tego szalonego postanowienia jest rozwój fabuły, który przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Zagadka zniknięcia Srebrnego Promienia komplikuje się z każdym rozdziałem i prowadzi do kolejnych tajemnic, które wciągają czytelnika do książkowego świata, trzymając w napięciu a nawet wzruszając w niektórych momentach.
Ważnym tłem powieściowych wydarzeń są relacje rodzinne Willi i jej siostry, sypiącego sucharami taty oraz mamy, której ciągle nie ma w domu, bo od roku odbywa misję jako pilot wojskowy. Autorce udaje się wykreować bohaterów z krwi i kości, którym nie wszystko się udaje i nie zawsze postępują tak, jak powinni. Willa to sympatyczna, dzielna dziewczyna, która mimo lęku i porażek ciągle próbuje pokonywać własne słabości – właśnie za to czytelnicy polubią tę postać i będą jej kibicować, zapewne dostrzegając w niej cząstkę siebie. Bardzo polecam tę książkę, która nie tylko opowiada dobrą, zabawną i mądrą historię, ale też pokazuje jak radzić sobie z potknięciami, zachęca do akceptacji swoich niedoskonałości, inspiruje do walki o własne marzenia i podkreśla wartość relacji międzyludzkich. „Wielki skok” to jedna z lepszych koniarskich propozycji lekturowych ostatnich lat. Kupować bez obaw do bibliotek dla dzieci i młodzieży. Oprawa miękka, klejona ze skrzydełkami.
- Krzyżacy. Rycerze i zbójeprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Paweł Wakuła
Ilustrator: Mikołaj Kamler
Wydawnictwo: Literatura
Poziom: BD II
Kolejna publikacja znanego z poczucia humoru popularyzatora historii w wersji dla dzieci. Paweł Wakuła tym razem postanawia opowiedzieć co nieco o Krzyżakach. Książka rozpoczyna się genezą powstania Zakonu Krzyżackiego. Czytelnik wyrusza wraz z autorem do Akki (dzisiejszego Izraela) ze schyłku dwunastego wieku, by obserwować jak rodzi się siła Braci Szpitala Domu Niemieckiego Najświętszej Marii Panny (tak brzmi pełna nazwa zakonu) a następnie jak jego wpływy rozlewają się po całej Europie, docierając również do Polski. Autor opowiada o strukturze zakonu, który tworzą tytułowi rycerze i zbóje (nie należy też zapominać o duchownych i braciach służebnych), przybliża także regułę czyli zbiór zasad obejmujących wszystkie obszary życia – od kulinariów po duchowe obrzędy. Pojawia się wiele ciekawych epizodów, np. ten związany z powstaniem Torunia czy zamku w Olsztynie, Elblągu, Braniewie a także z polskimi władcami. Paweł Wakuła nie zapomina także o zabawnych anegdotkach, wspomina rycerskie turnieje, ale przede wszystkim mówi o bitwach i wojnach z poganami, bez których sens istnienia zakonu byłby poważnie zagrożony. Opowieść zamyka oczywiście hołd pruski, który ostatecznie kończy epokę wojen polsko-krzyżackich, choć nie kończy istnienia zakonu, który przeobraża się w rozmaite formy i trwa.
Warto zauważyć, że Krzyżacy ukazani w publikacji Pawła Wakuły jawią się jako skorzy do bitki wojownicy, ale też świetni organizatorzy i miłośnicy nowinek technicznych. Zamki, w których mieszkają mają toalety i centralne ogrzewanie (wiele sprytnych rozwiązań wprowadzają do swojej codzienności, z niektórych z nich korzystamy jeszcze dziś). Publikacja znakomicie realizuje swoją funkcję edukowania młodego odbiorcy poprzez zabawę. Lektura książki będzie niezłą rozrywką i doskonałą szansą na połknięcie przez czytelnika sprytnie podsuniętego bakcyla historii. Widać, że autor jeszcze nie wypalił się w swoim koncepcie. Luzacki styl narracji Wakułowych postaci połączony z solidną wiedzą historyczną nadal działa. Książkę można zupełnie bez ryzyka kupować do bibliotek dziecięcych – znajdzie swojego odbiorcę. Bardzo polecam. Oprawa miękka, szyta.
- Balmainprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Karen Homer
Wydawnictwo: Arkady
Historia kolejnego kultowego domu mody, założonego po II wojnie światowej przez paryskiego projektanta Pierre’a Balmaina. Tworzone przez niego kreacje były rozchwytywane przez hollywoodzkie aktorki (tu m. in. Elizabeth Taylor, Brigitte Bardot czy Sophia Loren). Jedna z nich, Audrey Hepburn, zleciła mu zaprojektowanie sukni ślubnej, ceniła go również królowa Tajlandii. Pierre Balmain może odhaczyć w swojej karierze liczne wzloty oraz upadki, podejmuje kilka nietrafionych decyzji biznesowych, jednak stworzona przez niego marka początkowo broni się sama dzięki jakości produktu czy oryginalnym krojom ubrań pełnych wdzięku i klasy. Śmierć projektanta powoduje spadek popularności firmy a po kilku nieudanych próbach reanimacji, dom mody staje na skraju bankructwa. Jakimś cudem na początku XXI wieku udaje się przywrócić mu dawny blask i na powrót uczynić go synonimem luksusu oraz nowoczesności. Twórcą tego współczesnego sukcesu jest Olivier Rousteing – jeden z najmłodszych modowych dyrektorów kreatywnych w historii w dodatku o kolorze skóry innym niż biały. Zaprezentowana w ostatniej części książki historia tejże postaci jest równie ciekawa, co biografia ojca marki. A o nim przeczytamy oczywiście na samym początku. Publikacja ukazuje przebieg kariery Pierre’a Balmaina, który osiąga sukces dzięki ciężkiej pracy, ogromnemu talentowi oraz wytrwałości. Projektant na początku zawodowej drogi często bywa porównywany do Christiana Diora, z którym zresztą zna się bardzo dobrze a później nawet nie lubi. Nazywano go projektantem wyższych sfer, co nie wróżyło zbyt dobrze w świecie paryskiej mody. Kolejne rozdziały książki ukazują przemiany marki, rozwój stylu, różne estetyki narzucane przez kolejnych dyrektorów kreatywnych. Ciekawym wątkiem poruszonym w książce są związki Balmaina z teatrem. Artysta projektuje kostiumy i kreacje sceniczne, jego projekty możemy również podziwiać w wielu filmach z drugiej połowy XX wieku. Co ciekawe, wiele lat później ostatni dyrektor domu mody pójdzie w ślady twórcy marki i podejmie współpracę z Operą Paryską oraz Netflixem. Interesująca lektura dla fanów tematyki. Publikację wydano w małym formacie, twardej i szytej oprawie, na dodatek bogato ozdobiono fotografiami – bardzo polecam.
- Wioskaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Aleksandra Kalbarczyk
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Druga powieść Aleksandry Kalbarczyk to intrygujący thriller w wersji soft. Autorka umieszcza akcję utworu w malowniczych Tatrach. Pewnego wieczoru młoda kobieta gubi szlak podczas pieszej wędrówki i wpada w zaspę, która momentalnie wciąga ją pod warstwę śniegu. Następnie Marta – bo tak ma na imię pechowa turystka – budzi się ze skręconą kostką w obcym domu, zamieszkałym przez przyjazną, choć osobliwą Helenę. Chwilę później okazuje się, że nie tylko Helena jest osobliwa, ale całe otoczenie, do którego w nie do końca jasnych okolicznościach trafia bohaterka. Położona w głębi gór wioska to odcięte od świata miejsce, w którym czas się zatrzymał i z którego w zasadzie nie da się wydostać (przynajmniej tak twierdzą jego mieszkańcy). Jednak Marta nie zamierza łatwo się poddać w poszukiwaniu możliwości powrotu do domu, tym bardziej, że jej status w grupie komplikuje się z dnia na dzień. Kobieta szybko zauważa, że przez niektórych jest postrzegana jako intruz i zagrożenie, dlatego nie wszyscy są jej tak przychylni, jak początkowo deklarowali. Gdy wioskę nawiedza seria morderstw, Marta rozpoczyna śledztwo, które może ją ocalić lub doprowadzić do zguby. Pozornie spokojna, odizolowana od świata zewnętrznego społeczność kryje wiele tajemnic, których odkrycie będzie równie wciągające, co kryminalna zagadka seryjnego mordercy rodem z książek Agathy Christie.
Aleksandra Kalbarczyk sprytnie wykorzystuje motyw zamkniętej przestrzeni w postaci wioski ukrytej w sercu Tatr. Czytelnik nie ma pewności czy ma do czynienia z nadprzyrodzonym zjawiskiem, alternatywną rzeczywistością lub pętlą czasu czy ze świadomym działaniem człowieka, który prowadzi eksperyment społeczny. Pisarka z wprawą buduje świat przedstawiony powieści, wypełnia go wyrazistymi postaciami i od początku do końca konsekwentnie podsyca w czytelniku nastrój niepokoju i grozy. „Wioska” nie zapewnia odbiorcy mocnych wrażeń w postaci krwawych scen czy brutalnych morderstw, ale napięcie nie odpuszcza a zakończenie zaskakuje gwałtownym zwrotem akcji i łączy w spójną całość wszystkie podrzucane wcześniej przez autorkę tropy. Publikacja świetnie sprawdzi się jako wakacyjna lektura dla fanów zagadek detektywistycznych z nieoczywistym tłem. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona.
- Malowanie kamieniprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: F. Sehnaz Bac
Wydawnictwo: RM
Szalenie kolorowa, bogato ilustrowana publikacja, przybliżająca popularne ostatnio hobby czyli malowanie kamieni. Autorka dobrze zna się na kamieniach, wszak z wykształcenia jest archeologiem, poza tym ma bogatą wiedzę na temat konserwacji i restauracji dzieł sztuki a także może pochwalić się rysowniczym talentem. Owoce tegoż niebanalnego połączenia możemy podziwiać na facebookowym profilu artystki, na którym pojawiają się zdjęcia jej kamiennych malowideł. Malowane kamienie to małe dzieła sztuki, cieszą oko, lecz także wprowadzają do domu wyjątkowy nastrój odprężenia płynącego z obcowania z naturą. Już samo trzymanie kamienia w dłoni relaksuje a praca z nim wycisza, przywraca wewnętrzną równowagę i przynosi spokój. Zajęcie nie wymaga wielkich nakładów ani umiejętności – ozdobić kamyki mogą zarówno małe dzieci, jak i dorośli. Poradnik podpowiada, gdzie znaleźć najlepsze tworzywo do pracy, jakich pędzli i farb użyć, jak utrwalić swoje dzieło. Książka przybliża podstawowe techniki pracy i podsuwa trzydzieści gotowych wzorów i inspiracji, zróżnicowanych pod względem poziomu trudności – mamy więc coś dla każdego. Znajdziemy na kartach poradnika oryginalne propozycje inspirowane naturą, poza tym mandale, motywy zwierzęce, geometryczne, ludowe a także projekty całkowicie abstrakcyjne. Autorka przyjaźnie prowadzi czytelnika za rękę, pokazuje mu krok po kroku na czym polega sztuka zdobienia kamieni. Warto dać się zaprosić do jej barwnego świata – efekt magiczny gwarantowany. Myślę, że prezentowane hobby może stać się również trafionym pomysłem na kreatywne zajęcia w bibliotece. Warto rozważyć zakup publikacji. Bardzo polecam. Większy format, oprawa miękka, klejona.
- Ancymonek na tropie szczęściaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Liliana Bardijewska
Ilustratorka: Monika Feret
Wydawnictwo: Literatura
Poziom: BD O/I
Popularna autorka książek dla dzieci w najnowszej publikacji sięga po temat, który od wieków spędza sen z powiek etykom i filozofom. Szczęście – czym jest i jak je osiągnąć? Problem poruszył a następnie poróżnił kota Ancymonka i innych bohaterów publikacji. Paczka kocich (i nie tylko kocich) przyjaciół próbuje dojść do porozumienia w kwestii tego, które zwierzę jest najszczęśliwsze? Słoń, żyrafa, małpy – pomysłów jest wiele, wszystkie dobrze uargumentowane, jednak zamęt w dyskusji wprowadza figlarny wiatr, który pojawia się w najmniej spodziewanym momencie i porywa Ancymonka w powietrze. Porwany Ancymonek nie ma chyba zbyt wiele do powiedzenia w kwestii tego, czy chce czy nie chce frunąć razem z wiatrem Hulajduszą. Co więcej, frunąc, zaczyna się zastanawiać czy to aby nie wiatr jest najszczęśliwszy ze wszystkich. Kot zmienia zdanie poznawszy codzienne zabawy Hulajduszy, które w ogóle nie przypadają mu do gustu. Podobne rozczarowania czekają bohatera podczas spotkań z klanem małp, wielorybami, wielbłądem, kangurem czy żyrafami. Ancymonek rozumie, że poznane zwierzęta czerpią szczęście z różnych źródeł, jednak sam odnajduje je zupełnie gdzie indziej. Szczęściem okazuje się bycie sobą, życie w zgodzie z własnymi potrzebami i w otoczeniu bliskich przyjaciół.
„Ancymonek na tropie szczęścia” to ciepła i zabawna opowieść o tym, jak pięknie się różnimy a także o tym, że każdy ma prawo do indywidualności. Zakładanie masek, odgrywanie cudzych ról zamiast słuchania własnego serca z reguły nie przynosi niczego dobrego. I choć ciekawie jest poznawać innych i warto być otwartym na świat, nigdy nie powinniśmy zapominać o tym, kim jesteśmy. Książka pięknie opowiada o szczęściu, które można znaleźć w małych, codziennych radościach. Autorka dyskretnie porusza również inne tematy, takie jak problem złego traktowania zwierząt przez człowieka czy braku empatii w relacjach z innymi. Warto sięgnąć po tę mądrą dziecięcą publikację. Bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Kamienica pod Łapkąprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Kinga Biernacka
Ilustratorka: Karolina Kluczek
Wydawnictwo: Ikropka
Poziom: BD I/II
Ta książka jest pierwsza i to w wielu aspektach – stanowi debiut literacki autorki a Wydawnictwo Ikropka po zdaje się dłuższej przerwie wznawia nią swoją działalność (jedyna publikacja, do jakiej udało mi się dotrzeć to „Bałagan” z 2012 roku). Poza tym utwór jest początkiem nowego cyklu dla dzieci, poświęconego przygodom zwierzęcych i ludzkich mieszkańców tytułowej kamienicy (co ciekawe, niektórzy bohaterowie mają swój pierwowzór w pozaksiążkowym świecie). Fabuła przedstawia się następująco: pewnego dnia do Kamienicy pod Łapką wprowadza się rodzina Kowalów – Malina, jej tata (Jeremi) i mama (Kornelia). Nowi lokatorzy zostają mile przyjęci przez wszystkich sąsiadów, ale dowiadują się o oryginalnym oczekiwaniu, które muszą spełnić. Statut kamienicy jednoznacznie wymaga od właścicieli każdego mieszkania posiadania domowego pupila. Zaskakująca wiadomość od razu generuje stanowczy sprzeciw mamy, najczarniejsze myśli u Maliny i lawinę pomysłów u taty, który ostatecznie wpada na pewien genialny plan. Co ciekawe, tenże plan głowy rodziny Kowalów jest bardziej zaawansowany niż myślimy i doskonale wpisuje się w filozofię oraz misję Kamienicy pod Łapką. Przekonamy się o tym, wędrując wraz z Maliną od sąsiada do sąsiada. Dziewczynce bardzo szybko udaje się poznać wszystkich lokatorów oraz ich ulubieńców. Trzeba przyznać, że towarzystwo jest nieco zwariowane. Oprócz byłego sędziego, anglistki, weterynarza, policjanta czy projektantki ubrań na równych prawach żyją tu psy, koty, króliki, a nawet małpka oraz ptaki.
Książka opowiada o tym, co dobrego zwierzę może dać człowiekowi i jak ważne są relacje oparte na życzliwości, empatii oraz bezinteresownej trosce o kogoś innego. Kamienica pod Łapką to piękny przykład budowania sąsiedzkich więzi, które czynią lepszą naszą szarą codzienność. Publikacja rozbudza w małym czytelniku wrażliwość na krzywdę zwierząt oraz zachęca do większej otwartości na świat wokół nas a przy okazji podsuwa różne ciekawostki o domowych ulubieńcach. Widzę w utworze całkiem niezły potencjał. Ta ciepła, zabawna i przyjemna historyjka z intrygującymi postaciami i przemyślanym światem przedstawionym stanowi dobre wprowadzenie do kolejnych części, które zapewne niebawem się ukażą. Polecam. Oprawa miękka, klejona.
- Łowcy cieniprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Piotr Halicki
Wydawnictwo: Otwarte
Tytułowi łowcy cieni to owiana tajemnicą, jedna z najbardziej elitarnych formacji śledczych w polskiej policji. Zaś funkcjonariusze, którzy do niej należą to skrupulatnie wyselekcjonowani policjanci z całej Polski. Ich zadaniem jest łapanie najbardziej niebezpiecznych przestępców, tropienie ludzi latami ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości a także sprawy porwań dla okupu. Łowcy cieni, choć sami niewidoczni, od lat biorą udział w najgłośniejszych polskich śledztwach, których wątek przewija się w książce m. in. sprawa Kajetana P., Belmondziaka czy porwanego Kamilka. Autor opisuje spektakularne akcje zatrzymania gangsterów, ale przybliża także kulisy narodzin formacji, zakres i sposoby jej działania a także codzienne życie policjantów, wyzwania zawodowe oraz prywatne, z którymi muszą mierzyć się każdego dnia. Jednostka przyjmuje w swoje szeregi mężczyzn oraz kobiety – nie płeć ma tu znaczenie a pewne pożądane cechy osobowościowe. Nie każdy się nadaje i nie każdy sobie poradzi a tu nie ma miejsca na błąd.
Książka stanowi cenne, bo chyba jedyne, źródło wiedzy o łowcach cieni. Poza tym czytelnik dowie się z niej jak działają porywacze i jakie sposoby ukrywania się wybierają najgroźniejsi polscy przestępcy. Szeroko omówiono na łamach publikacji sprawę Krzysztofa Olewnika. Rozmówcy Piotra Halickiego punktują błędy, jakie zostały popełnione w trakcie śledztwa i formułują wnioski, które z tychże błędów wyciągnięto. Ta propozycja spodoba się fanom true crime, ale też odbiorcom poszukującym rzetelnego dziennikarskiego reportażu na oryginalny temat. Bardziej wrażliwych czytelników mogą odstraszyć niektóre, cięższe i opisowe partie testu, dotyczące morderstw czy tortur. Imponuje poświęcenie i pasja, z jaką bohaterowie książki mówią o swojej pracy. Nie bez powodu łowcy cieni zdobyli renomę wśród polskich gangsterów, którym akt aresztowania właśnie przez nich dodaje powagi oraz szacunku w światku przestępczym. Zdecydowanie polecam publikację – będzie dobrym wyborem zakupowym dla bibliotek osiedlowych i na pewno znajdzie swojego odbiorcę. Czyta się jednym tchem. Oprawa miękka, klejona.
- Opowieści o dawnej Warszawieprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Ida Żmiejewska
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Ta książka to wehikuł czasu, który przenosi czytelnika do XIX-wiecznej Warszawy. Podróży przewodzi pasjonatka historii, pisarka na co dzień mieszkająca w tytułowym mieście – Ida Żmiejewska. Autorka dzieli publikację na trzy części, w których kolejno opowiada o przedwojennych zwyczajach i obyczajach (świętach, balach, niesamowitych maskaradach, ślubach a także pogrzebach), o miejscach (Wilanów, Agrykola, Łazienki Warszawskie czy Dworzec Wiedeński i rozrzucone po mieście skocznie narciarskie) oraz o ludziach znanych lub mniej znanych, ale wywierających wpływ na oblicze dawnej Warszawy. Zasady zachowania, kulinaria, stroje, wszystko to, co wypada a co nie wypada wypełnia treść tej zdawałoby się niepozornej książki. Wiele z przywołanych w publikacji obyczajów należy już do przeszłości. Część opisanych przez autorkę tradycji jest jednak jeszcze dziś kultywowana w takiej samej bądź zmienionej formie – poznanie jej źródeł to nie lada gratka dla zainteresowanych. Przestrzenny obraz Warszawy również stanowi niespodziankę. Niektóre ulice już dziś nie istnieją, inne wyglądają zupełnie inaczej, lecz można je rozpoznać, co odbiorca prawdopodobnie uczyni z nieskrywaną satysfakcją. Idzie Żmiejewskiej udaje się przywołać nastrój i urok starego świata (nie bez znaczenia będzie tu literacki talent autorki i lekkie pióro, które sprawia, że „Opowieści o dawnej Warszawie” czyta się jak wciągające opowiadania a słucha jak hipnotyzującego bajania oraz gawędy).
Teksty zawarte w publikacji nie są nowe, bo w nieco innej formie pojawiały się w poprzednich latach na łamach „Skarpy Warszawskiej”. Wszystkie zostają na potrzeby książki poprawione i uaktualnione a także ułożone w harmonijną kompozycję. Całość jest ładnie wydana, zdobiona grafikami i fotografiami. Jedyny minus to brak przypisów, lecz mimo tego książka wciąż wydaje się bardzo dobrym wyborem zakupowym dla wszystkich bibliotek warszawskich. Polecam. Oprawa twarda, szyta.
- W tym domu już nie straszyprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Paweł Piotr Reszka
Wydawnictwo: Agora
Paweł Piotr Reszka kontynuuje podjęty w „Płuczkach” (P. 5/20) wątek wojennych relacji polsko-żydowskich i tego, co po nich zostaje, gdy opada holokaustowy kurz. Publikacja przybliża cztery tragiczne opowieści o ukrywaniu Żydów po aryjskiej stronie. Bohaterami pierwszej jest rodzina krawców, którzy zostają zaatakowani i zabici na podwórku chłopa, u którego wcześniej znaleźli schronienie. Druga narracja dotyczy trzyletniego chłopczyka, oddanego kobiecie, która za opłatą obiecuje przechować go do końca wojny. Dziecko ginie w niejasnych okolicznościach i to chyba jest najbardziej wstrząsający rozdział książki Reszki. Kolejna opowieść dotyczy dwóch braci, z których tylko jeden przeżyje, ponieważ uda mu się uciec przed ciosami polskiego oprawcy. Ostatnia historia przedstawia los rodziny kilkuletniej dziewczynki, która podczas Zagłady traci siostrę oraz matkę i nigdy nie otrząsa się z wojennego koszmaru.
Dziennikarz odtwarza niewygodne wydarzenia z przeszłości i dotyka zagadnienia, które przez dekady było silnie stabuizowane (może nadal jest). Fakty związane z tym, czego doświadczają podczas wojny bohaterowie publikacji są starannie zacierane albo przemilczane. Wszystkie przywołane na kartach książki żydowskie postacie łączy motyw poszukiwania pomocy na polskiej wsi i jego tragiczny finał, naznaczony polską zdradą, motywowaną zyskiem, strachem lub jeszcze innymi „racjami”. O nich między innymi autor rozmawia z przedstawicielami tej drugiej strony, potomkami Polaków, którzy czasami znają mroczne, domowe historie a czasem dowiadują się o nich dopiero od Pawła Piotra Reszki. Funkcjonowanie w rodzinie, która przeszła potworności wojny i której członkowie mieli w nich aktywny udział naznacza, nawet gdy jest nieuświadamiane. Konsekwencje złego uczynku trwają przez pokolenia i są niczym trauma przekazywana dzieciom oraz wnukom. Rozmówcy dziennikarza wspominają o dziwnych snach, chorobach i niepowodzeniach, które jak klątwa unoszą się nad ich życiem. Reportaż bez oceniania pokazuje, że przed przeszłością nie ma ucieczki, zarówno dla ofiar, jak i dla katów. Mocna, przejmująca, dająca do myślenia publikacja warta lektury a nawet publicznego dialogu na temat ciemnej strony ludzkiej duszy i postaw moralnych. Książka może wywołać kontrowersje u osób, mających problem z dopuszczeniem do świadomości tego, że Polacy byli nie tylko ofiarami II wojny światowej i w równej mierze, co inne narody poddali się demoralizacji zła. Bardzo polecam. Oprawa twarda, klejona.
- Grabkiprzez Edyta Kucharek
Autorka: Katarzyna Kazimierowska
Wydawnictwo Widnokrąg
Poziom: BD O/I
Katarzyna Kazimierowska, autorka książki „Wielkie zmęczenie. Osobista historia cukrzycy typu 1” (p. 18/2024), dziennikarka i redaktorka związana z miesięcznikiem „Pismo. Magazyn Opinii”, debiutuje na polu literatury dziecięcej. Proponuje dzieciom metaforyczną historię o grabkach porzuconych w osiedlowej piaskownicy, które pragną być potrzebne.
Tytułowy bohater trafia tam razem z innymi plastikowymi zabawkami (wiaderkiem, łopatkami, foremkami i sitkiem) na początku sezonu piaskownicowego. Od razu jednak zostaje rzucony w ponury kąt i tkwi tam samotnie i bezczynnie do późnej jesieni. Czuje się smutny, niepotrzebny i gorszy od innych. Jego samopoczucia nie poprawiają zabawkowi towarzysze, którzy zamiast wsparcia okazują mu niechęć – naśmiewają się z niego, że wszystko przelatuje mu przez palce i jest bezużyteczny. Smutna sytuacja czerwonych grabek zmieni się, kiedy jesienią znajdzie je pewna dziewczynka, wykorzysta do zabawy w ogród, a w dodatku zabierze je na zimę do domu.
Historia porzuconych grabek pokazuje, że pozorne wady w odpowiednim momencie mogą stać się zaletami, a jeden nieudany sezon w piaskownicy nie zwiastuje, że kolejny też taki będzie. Książka uczy, aby nigdy nie tracić nadziei. Przekazuje też ważne prawdy o poczuciu własnej wartości i samoakceptacji. Opowieść dopełniają utrzymane w ciepłych barwach lata i jesieni ilustracje Joanny Bartosik, która zantropomorfizowała piaskownicowe zabawki i otoczenie, nadając im ludzki wyraz twarzy.
Wartościowa, skłaniająca do refleksji książka. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Zielniczekprzez Edyta Kucharek
Autorka: Monika Čechová Golasovská
Wydawnictwo Literackie
Bogato ilustrowana publikacja nominowana do nagrody Zlatá stuha czeskiej sekcji IBBY, do której tekst napisała Monika Čechová Golasovská – zielarka, fitoterapeutka, założycielka szkoły tradycyjnego zielarstwa, a ilustracje stworzyła artystka Aneta F. Holasová.
Książka zachęca młodych czytelników do bliskiego kontaktu z naturą, wsłuchiwania się w głos ziół, drzew, krzewów i kwiatów oraz odkrywania ich leczniczych właściwości i związanych z nimi dawnych tradycji.
Przewodniczką po świecie ziół jest Katka, która wraz z młodszą siostrą Adelką czerpie wiedzę o roślinach od babci Prymulki. Dziewczynki uwielbiają spędzać czas w jej małym, pachnącym ziołami domku pod lasem oraz w bujnym, kolorowym ogrodzie. Wiosną razem z babcią zbierają kwiatostany pierwiosnka lekarskiego, wysiewają nasiona do ziemi w doniczkach, a potem przesadzają roślinki do ogrodu. Latem biegają boso po łące. Zbierają macierzankę, lebiodkę i mniszek lekarski. Pomagają w przygotowywaniu nalewek, olejków i maści. Suszą też rośliny do swoich zielników. Jesienią wykopują korzenie żywokosta lekarskiego i łopianu większego, a w domowym zaciszu parzą herbatkę z owoców dzikiej róży. Zimą zaś przygotowują się do świąt Bożego Narodzenia.
Babcia i jej wnuczki troszczą się nie tylko o rośliny, ale też o owady, ptaki i ekosystem. W ogrodzie są poidełka dla motyli, domek dla owadów, skalniak dla jaszczurek, kompostownik dla dżdżownic, karmnik dla ptaków, a do podlewania grządek używana jest deszczówka, która jest zbierana do beczki pod rynną.
Zielarskie przygody bohaterek, ukazane od wiosny do zimy, połączone są z pasjonującym przewodnikiem po ponad dwudziestu ziołach i roślinach leczniczych, odwołaniami do ludowych wierzeń i legend oraz przepisami na domowe nalewki, napary, syropy i maści. Autorka opisuje działanie i właściwości poszczególnych ziół. Wyjaśnia, jak prawidłowo je rozpoznawać, zbierać, suszyć i przechowywać. Podpowiada też, jak wykorzystywać je w codziennej pielęgnacji zdrowia i urody.
Tekst dopełniają piękne, akwarelowe ilustracje z baśniowymi i folklorystycznymi elementami, które znakomicie oddają sielskie klimaty, bogactwo natury i magię ziół. Do książki dołączony jest zielony notatnik babci Prymulki (przekazany wnuczkom w prezencie pod choinkę). Znajdziemy w nim informacje o budowie rośliny, liścia czy kwiatu.
Inspirująca, pełna ciekawostek botanicznych i praktycznych porad lektura, która promuje naturalny i zdrowy styl życia. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Pisz do mnie na Łódź!przez Edyta Kucharek
Autorka: Małgorzata Czyńska
Wydawnictwo: Marginesy
Książka Małgorzaty Czyńskiej, pisarki, dziennikarki, historyczki sztuki i kuratorki wystaw, to bogato udokumentowany reportaż historyczny poświęcony okresowi stołecznemu Łodzi.
Autorka rekonstruuje życie kulturalne, intelektualne i towarzyskie w tym mieście w latach 1945-1948. Ponieważ Warszawa była zburzona, to właśnie do Łodzi przeniesiono tymczasowo administrację państwową i zorganizowano w niej ośrodek życia kulturalnego. Na Piotrkowskiej lokowały się nowo powstające urzędy, redakcje gazet, wydawnictwa i kawiarnie. Do miasta przybywali pisarze, artyści, filmowcy i ludzie nauki. Zaczęto otwierać teatry, kina i biblioteki, a także organizować szkoły wyższe. Kiedy 15 czerwca 1945 roku muzycy filharmonii dali inauguracyjny koncert w sali Kina Bałtyk, Łódź zaczęła oficjalnie uchodzić za kulturalną stolicę kraju.
Duży wpływ na życie miasta miała Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, zarządzana wówczas przez Jerzego Borejszę. Działalność Czytelnika nie ograniczała się tylko do wydawania książek i gazet, obejmowała bowiem zakładanie bibliotek, walkę z analfabetyzmem, tworzenie kół głośnego czytania czy organizowanie wieczorów autorskich. Dowiemy się też, że pisarze zgłaszali się do wydawnictwa po garnki, jako że mieściło się ono w dawnej siedzibie firmy Siemens i Halske przy Piotrkowskiej 96.
Kolejne rozdziały książki opisują życie mieszkańców domu literata (mieszczącego się w okazałej, modernistycznej kamienicy na Bandurskiego 8), powstanie Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych, pierwszą powojenną ekspozycję Miejskiego Muzeum Historii Sztuki, działalność artystyczną Teatru Wojska Polskiego kierowanego przez wybitnego reżysera Leona Schillera (w tym wystawienie „Krakowiaków i Górali” Wojciecha Bogusławskiego), premierę „Elektry” w reżyserii Edmunda Wiercińskiego, a także filmową Łódź (powstał tam m.in. film „Zakazane piosenki” Leonarda Buczkowskiego, który w ciągu trzech lat od premiery obejrzało ponad 10 milionów ludzi). Życie artystyczne w powojennej Łodzi ukazane jest na tle ponurej rzeczywistości i sytuacji politycznej w kraju.
Małgorzata Czyńska ciekawie kreśli portret powojennej Łodzi, która stała się tymczasowym schronieniem dla wielu artystów, pisarzy i naukowców, jak czytamy – „miastem poczekalnią”. Okres stołeczny w dziejach miasta był wprawdzie krótki, ale bardzo owocny. Autorce znakomicie udaje się odtworzyć atmosferę tamtych czasów. Książka przybliża też sylwetki ważnych postaci na kulturalnej scenie Łodzi. Publikacja zawiera przypisy końcowe, bibliografię oraz czarno-białe ilustracje. Okładka miękka, klejona. Ciekawa lektura. Polecam zainteresowanym tematem. Poprzednio na liście: „Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej” p. 11/2025. - Kataklizm duszprzez Edyta Kucharek
Autor: David Baldacci
Wydawnictwo: Muza
Najnowsza powieść znanego amerykańskiego pisarza, z wykształcenia prawnika, przenosi czytelnika na salę sądową. Akcja książki rozgrywa się w Wirginii w 1968 roku, w czasach segregacji rasowej. Czarnoskóry mężczyzna Jerome Washington zostaje oskarżony o zamordowanie bogatego i poważanego, białego małżeństwa, u którego pracował. Wyrok wydaje się z góry przesądzony, tym bardziej że władze stanowe chcą wykorzystać proces do celów politycznych, jako manifestację sprzeciwu wobec władz federalnych nakazujących zniesienie wszelkiej dyskryminacji. Obrony oskarżonego podejmuje się pochodzący z tej samej okolicy prawnik Jack Lee. Wkrótce dołącza do niego doświadczona w walce o równouprawnienie prawniczka z Chicago – Desiree DuBose. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy o udział w zbrodni zostaje również oskarżona żona Jerome’a, a małżonkom grozi kara śmierci, której wykonywanie zostaje odwieszone przez władze. Baldacci bardzo sprawnie buduje charakterystyczne dla thrillerów sądowych napięcie związane z procesem, dokładając do tego kontekst społeczny i historyczny, który jest bardzo ważnym aspektem książki. Dobrze napisany, wpisujący się w klasykę gatunku thriller sądowy z głęboką refleksją nad naturą sprawiedliwości oraz ludzką odwagą. Polecam. Poprzednio na liście: „Stąpając po linie” p. 1/2021. - Czarnoskóry fordanser w Warszawieprzez Radosław Pulkowski
Autor: Krzysztof Karpiński
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
August Agboola Browne, z pochodzenia Nigeryjczyk, był perkusistą, który swoim talentem współtworzył krajobraz polskiego jazzu w okresie międzywojennym i pierwszych latach po drugiej wojnie światowej. Jako człowiek czarnoskóry stanowił wówczas niewątpliwą atrakcję dla mieszkańców Krakowa, a później Warszawy, do której przeniósł się w 1932 roku. Browne zasymilował się tak dobrze, że nie tylko mówił po polsku, ale także gwarą warszawską, a podczas wojny miał też wziąć udział w Powstaniu Warszawskim (mówi się, że był jego jedynym czarnoskórym uczestnikiem). Na wzmianki o nim mieszkańcy Warszawy mogli się tu i ówdzie natknąć, na przykład czytając książki Marka Nowakowskiego czy Stefana Wiecheckiego, miasto poświęciło mu nawet pamiątkowy obelisk znajdujący się u zbiegu ulicy Chmielnej i pasażu Wiecha. Dotąd nikt nie pokusił się jednak o próbę napisania jego biografii. Teraz zrobił to Krzysztof Karpiński, znany z łamów magazynu „Jazz Forum”, książkowej biografii Mieczysława Kosza zatytułowanej „Tylko smutek jest piękny” oraz książki „Był jazz. Krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce”, którą omawialiśmy podczas przeglądu 19 w 2014 roku.
Pozycja jest godna uwagi – Karpiński cierpliwie stara się oddzielić prawdę od mitu, docierając do osób, które znały Browne’a, a także wielu źródeł pisanych (muzykowi zdarzało się w swoim czasie bywać bohaterem artykułów prasowych). Jak wskazuje tytuł publikacji, jej bohater był nie tylko muzykiem – zarabiał także jako płatny partner do tańca w najbardziej luksusowych warszawskich restauracjach i kawiarniach, m.in. w Bristolu. Karpiński stara się pokazywać bohatera wraz z jego zaletami i wadami, przy okazji odmalowując barwny obraz świata polskiego jazzu przed i po drugiej wojnie światowej. Oczywiście w swoich czasach był Browne postacią w większym stopniu prywatną niż publiczną, przez co wiarygodnych źródeł dotyczących jego życia nie ma aż tak wiele. W związku z tym jego biografia jest z konieczności niekompletna, opowiedziana w zarysie i niepozbawiona ciemnych plam. By nie szukać daleko – nawet jego udział w Powstaniu Warszawskim budzi kontrowersje, a Karpiński bynajmniej nie rozstrzyga, jak było naprawdę. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy do czynienia z interesującą publikacją – tym bardziej dla mieszkańców Warszawy. I właśnie m.in. przez wzgląd na wątek warszawski poleciłbym zakup tej książki stołecznym bibliotekom. Oprawa twarda, szyta. - Król Wafelekprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Anna Onichimowska
Ilustratorka: Monika Feret
Wydawnictwo: Literatura
Poziom czytelniczy: BD I
Anna Onichimowska jest znaną autorką książek dla dzieci i młodzieży, która już niejednokrotnie gościła na naszej liście, choć od ostatniego razu minęło już sporo czasu – było to przy okazji książki „Listy od Jaśka”, którą omawialiśmy podczas przeglądu 1/2023. Najnowsza publikacja autorki składa się z osiemnastu krótkich opowiadań o codziennych perypetiach pewnego króla i jego rodziny.
Zarówno Król Wafelek, jak i jego żona oraz trójka dzieci, są zaskakująco zwyczajni. Właśnie na tym polega pomysł Onichimowskiej na te opowiadania – niby mamy do czynienia z monarchą, a jednak on i jego rodzina do złudzenia przypominają wszystkie inne rodziny, zapewne także te, w których żyją dziecięcy czytelnicy tej książki. Król Wafelek na co dzień korzysta z internetu, ma swoje słabości i pasje, czasami nie wie, co ma zrobić, a czasami po prostu czegoś nie potrafi, bo nigdy się nie nauczył – jak każdy i każda z nas. Na dobrą sprawę od tzw. zwykłych śmiertelników odróżnia go tylko pozycja społeczna, związane z nią obowiązki i fakt, że monarsze nie wszystko przystoi (co bywa eksploatowane w niektórych opowiadaniach).
Na przykład w jednym z tekstów okazuje się, że król nie potrafi jeździć na rowerze, co martwi niektóre wysoko postawione osoby na dworze – bo czy ktoś taki w ogóle może rządzić? Na szczęście udaje się znaleźć rozwiązanie – król zamawia przez internet rower trzykołowy, z którym radzi sobie świetnie, a przy tym wygląda godnie. W innym opowiadaniu król i królowa budzą się w środku nocy, by samodzielnie zebrać pieczarki i przyrządzić z nich smakowity posiłek (nie mogą zrobić tego za dnia, bo podobno parze królewskiej „nie wypada” wykonywać takich zwyczajnych czynności). W jeszcze innym tekście król idzie do biblioteki, by przygotować się do ważnej narady, ale tam, zamiast poszerzać wiedzę na tematy, które mają być omawiane, zaczytuje się w „Przypadkach Robinsona Crusoe” i ostatecznie w ogóle nie stawia się na naradzie. W kolejnym opowiadaniu, po wizycie na wystawie sztuki, Wafelek martwi się, że w ogóle nie jest utalentowany i niczego nie potrafi – na szczęście dzieci i żona przypominają mu, że wcale nie brakuje rzeczy, w których jest dobry. W jeszcze innym – po prostu udaje się z rodziną na wakacje. I tak dalej.
Sympatycznym tekstom, z których dzieci bez trudu wyłuskają zupełnie nienachalne morały, towarzyszą ilustracje Moniki Feret, które także robią dobre wrażenie. Ogólnie rzecz biorąc „Król Wafelek” to udana pozycja, która może podobać się małym czytelnikom i tym samym przydać w bibliotekach. Oprawa twarda, szyta. - Dzień z życia mumii, zarazków i różnych wynalazkówprzez Radosław Pulkowski
Autor: Mike Barfield
Ilustratorka: Jess Bradley
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Kolejna na naszej liście książka z serii tworzonej przez duet w składzie Mike Barfield i Jess Bradley. Wcześniej omawialiśmy już pozycje: „Dzień z życia skunksa, jelita i tego, kto to czyta” (przegląd 20/2023) i „Dzień z życia astronauty, kosmicznej kupy i ziemskiej skorupy” (przegląd 22/2024). Pomysł na publikację opiera się na tym, żeby o ważnych odkryciach naukowych (ale też na przykład geograficznych) opowiadać od nieoczywistej strony, wychodząc od potoczności, codzienności, żartu. Punkt wyjścia do opowiedzenia o kolejnych odkryciach często stanowią tu przedmioty, zwierzęta albo pojęcia abstrakcyjne. Mamy więc na przykład „Dzień z życia sporu” (takiego, w którym dwie osoby się o coś spierają), tak naprawdę opowiadający m.in. o „odkryciu” jeziora Wiktorii (oczywiście „odkryciu” przez białego człowieka, co zresztą autorzy bardzo wyraźnie akcentują, oddając szacunek autochtonom). A także: „Dzień z życia statku widmo”, „Dzień z życia ognia”, „Dzień z życia zmarłego króla”, „Dzień z życia trzech czaszek”, „Dzień z życia prezentu na gwiazdkę”, „Dzień z życia soi” itd. Opowiastki te, jak widać od razu po otwarciu tej książki, są rysunkowe, quasi-komiksowe (bardzo sympatyczna i zabawna, choć prosta kreska!). Wiedzy z kolei jest multum: podanej w sposób nieuporządkowany, ciekawostkowy, bez akcentowania, co czytelnik powinien zapamiętać, a czego nie. I może właśnie to stanowi jeden z możliwych kluczy do bezbolesnego przyswajania informacji przez młodszych czytelników? „Dzień z życia mumii, zarazków i różnych wynalazków” można z czystym sumieniem polecić, podobnie jak polecaliśmy poprzednie książki z serii. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. Duży format. - Jak kochać mimo wszystko. Życie z osobą z zaburzeniamiprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Katherine Ponte, Izzy Goncalves Wydawnictwo RM
Poradnik, obok którego trudno przejść obojętnie – zwłaszcza jeśli zna się lub może przeżyło/przeżywa podobną sytuację. Jego autorzy nie są lekarzami, psychologami, teoretykami. Jeżeli nawet czasem teoretyzują, czynią to w dobrym celu i wyłącznie na podstawie autopsji. Katherine Ponte wyszła z wieloletniego permanentnego cierpienia psychicznego w związku z chorobą afektywną dwubiegunową typu I z objawami psychotycznymi, a Izzy Goncalves to jej mąż, opiekun, największe wsparcie. W pewnym sensie prezentowana pozycja jest romansem, melodramatem, walką o przetrwanie uczucia i romantycznej relacji, która mogła lec w gruzach w wyniku choroby psychicznej. Ta przyszła nagle, wcześniej była kariera, namiętność, pociąg do luksusu.
Dwugłos, będący siłą napędową poradnika, pozwala wczuć się w losy obojga, ich nowe powinności wobec siebie i reakcję na najtrudniejszy sprawdzian w życiu, w którym nagle dominantą staje się kryzys, szukanie metod leczenia, lęki definiujące codzienność. Komunikacja z osobą cierpiącą psychicznie jest na ogół arcytrudna; co dopiero gdy taka sytuacja zachodzi w intymnej, bliskiej relacji dwójki osób. Podobnie nie wiadomo co zrobić, aby opiekun osoby chorej nie został sam z egzystencjalnym ciężarem. „Jak kochać mimo wszystko” jest utrzymaną w duchu poradnika o wspieraniu i chorobie, przy czym oba te poziomy są równorzędne. Nie ma mniej i bardziej ważnych problemów. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna są obciążeni w tej książce tak samo. Piękna historia miłosna, która wydarza się między wierszami tekstu poświęconemu przede wszystkim pomocy w codziennym funkcjonowaniu, pielęgnacji, nawrotach kryzysu w kontekście chorób psychicznych. Pozycja zawiera przypisy końcowe i bibliografię. Oprawa miękka, klejona.
- Jak ułożyć sobie życie z kotemprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Małgorzata Biegańska-Hendryk Wydawnictwo RM
Nowy poradnik kociej behawiorystki i zoodietetyczki, czołowej postaci wśród znawców kotów w Polsce. Poprzednio na liście: „Szczęśliwe kociństwo. Jak zadbać o kota w pierwszym roku życia” (P. 1/2024). Książka jest niezwykle rzeczowa, poziom merytoryczny stoi na najwyższym poziomie. Nie zdziwię się, jeśli niektórzy czytelnicy – na przykład bardziej nieświadomi posiadacze kotów – będą zaskoczeni samym faktem, że o czworonożnych pupilach można w ogóle tyle napisać, do tego w sposób w gruncie rzeczy naukowy, podparty bibliografią.
Od razu uspokajam: publikacja jest prosta w lekturze, autorka zadbała o komunikatywność, buduje więź z czytelnikiem, czasem sięga po bezpośrednie zwroty na Ty – choćby w kontekście pożywienia. Małgorzata Biegańska-Hendryk promuje karmę mięsną jako podstawową. Jest przeciw eksperymentom w ślad za eksperymentami ludzi, których organizmy przystosowują się łatwiej do trwałej redukcji mięsa z diety. Kot tego nie potrafi. Czytanie o twardych dowodach w tej sprawie jest w jakiś sposób budujące, przywraca wiarę w zdrowy rozsądek. W książce nie ma w zasadzie ani jednej zbędnej, nadprogramowej informacji.
Obszerne fragmenty o żywieniu, tworzeniu relacji i rozumieniu kociego języka dla wielu właścicieli kotów mogą być przełomem – zwłaszcza w kontekście kota adoptowanego ze schroniska. Wciąż przecież fachowa wiedza o kociej naturze, kocich potrzebach nie gości w każdym domu, w którym kot przebywa. To bardzo ważna wiedza, okazja do zdobycia narzędzi wydłużających kotu życie i sprawiających, że będzie ono szczęśliwe na każdym jego etapie, łącznie ze starością. Redefinicja prawidłowej opieki nad kotem – tak widzę syntetyczne podsumowanie treści tej mądrej książki. Oprawa miękka, klejona.
- Ojciec, którego miało nie byćprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Joanna Turkowska Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Thrillery z obyczajowym tłem przeważnie wypadają interesująco. Można powiedzieć, że to proza gatunkowa pozbawiona klasycznego śledztwa, policji, detektywów. Interpretacja poszlak należy do zwyczajnych postaci, niewykonujących na co dzień takich działań; postaci czymś zaniepokojonych, postawionych w obliczu sytuacji krytycznej. Główna bohaterka Marta wychowuje trzyletniego syna. Jest szczęśliwa i spełniona w macierzyństwie, nie przeszkadza jej w tym fakt nieobecności ojca dziecka. Właśnie tak miało być. Mężczyzna był potrzebny tylko na chwilę, teraz już nie. Przynajmniej tak się wydaje… A jednak pojawia się, wraca.
Czy to dobra, czy zła wiadomość? Może byłaby dobra, optymistycznie rokująca, gdyby nie to, że Krzysztof wyrósł na nowo na zasadzie deus ex machina. Poza tym ma coś ze stalkera. Wydaje się, że planuje coś złego, metodycznie krok po kroku zbliża się i uzależnia od siebie otoczenie. Czytelnik wie tyle co Marta, to ona prowadzi narrację. Wytwarza to efekt współodczuwania razem z bohaterką, domyślania się ciągu dalszego, przewidywania tak naprawdę w tym samym momencie co ona. Solidaryzowanie się z Martą dotyczy zarówno dobra i zła, nadziei i niepokoju. W pewnym sensie Joanna Turkowska stworzyła powieść interaktywną dla kobiet. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to płeć piękna odczuje być może nawet biologiczny związek z tą angażującą fabułą, w której gra zacznie się toczyć o najwyższą stawkę. „Ojciec, którego miało nie być” jest powieściowym debiutem Turkowskiej – anglistki, tłumaczki i autorki scenariuszy seriali. W moim odczuciu zwłaszcza ten ostatni element przełożył się na solidny tekst, który będzie cennym zakupem bibliotecznym. Oprawa miękka, klejona. - Czymże jest mężczyzna bez wąsów. Powieść humorystycznaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Ante Tomić Wydawnictwo Noir Sur Blanc
Jest to pełna humoru opowieść o życiu mieszkańców chorwackiej wioski o nazwie Smiljevo. Dodam od razu, że humor jest specyficzny, bo plebejski, bogato zaprawiony wyrażeniami uchodzącymi za brzydkie i nieprzyzwoite. Nie razi to jednak oczu czytelnika, bo autor zręcznie wpasowuje owe wyrażenia w opisywane sytuacje i ich klimat, tak że wulgaryzmy dodają przysłowiowego pieprzu zabawnym scenkom wzmacniając ich rubaszną wymowę i obraz.
Bohater jest zbiorowy, a jest nim lokalna społeczność, tym niemniej Ante Tomić eksponuje kilka postaci wokół których rozgrywa się fabuła. Jedną z nich jest ksiądz, na którego mówią don Stipan, wysoki, przystojny, po trzydziestce, z prostymi czarnymi włosami i świecącymi imponującą bielą zębami. Kocha się w nim młoda wdowa, Tatiana, której mąż wyjechawszy do pracy na budowie w Niemczech spadł z rusztowania prosto w dół z wapnem i zginął na miejscu. Teraz kobieta wyznaje duchownemu przy konfesjonale, że duch zmarłego przychodzi do niej w snach i chce położyć się obok niej do łóżka, ale ona nie pozwala, bo cały jest umazany wapnem. A w ogóle społeczność Smiljeva dzieli się na tych, którzy pracują w Niemczech i czyszczą sobie uszy kluczykami do Mercedesa, oraz na pracujących na miejscu, przy czym ci ostatni do grzebania w uszach używają zapałek. Jest także sklepikarz nazywany Miguelem, bo stoi za ladą w meksykańskim sombrero i co rusz wtrąca jakieś zdania i zwroty po hiszpańsku, którego uczy się z trzymanego pod ladą podręcznika.
Powieść Ante Tomicia składa się z rozdziałów, z których każdy opowiada o innym wydarzeniu z życia mieszkańców Smiljeva. Wydarzenia te zazębiają się tworząc ciągłość fabularną. Postaci wydają się funkcjonować w świecie bliskim realizmowi magicznemu rodem z czeskiej literatury spod znaku Jaroslava Haszka i Bogumiła Hrabala, ale poznając nieco bliżej literaturę chorwacką można zauważyć, że kultura obu narodów słowiańskich, szczególnie zamieszkujących wioski, miasteczka i w ogóle tereny prowincji, jest sobie bliższa niż można by się tego spodziewać. Ze specyficznym rodzajem rubasznego humoru idzie w parze postrzeganie świata jako swoistego absurdu, który trzeba zaakceptować i po prostu żyć. Tę napisaną lekkim piórem książkę, zawierającą wiele życiowej prawdy, tyle że przekazanej z farsowo-karykaturalnym wykrzywieniem, czyta się po prostu jednym tchem. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Czernicaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Sylwia Bies Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Thriller w sam raz na wakacje. Dlaczego? Oto główna bohaterka Diana Drozd (lat 35) podejmuje pracę w ośrodku kolonijnym nad jeziorem w Beskidach. Służbowy pobyt w reaktywowanym miejscu ma być również reaktywacją Diany po życiowym zakręcie. Wierzy, że jako opiekunka na wakacyjnym obozie zajmie się codziennością w stopniu doskonale unieruchamiającym przeszłość. Zwyczajne życie. Czy można chcieć czegoś więcej? W każdym razie Diana więcej nie oczekuje, ale dostaje z nawiązką wszystkiego: skrajnych stanów emocjonalnych, niepokoju, no i letniej przygody, której bliżej jednak do „Koszmaru minionego lata” niż do sielankowego obrazka z pocztówki. Diana szybko orientuje się, że funkcjonowanie ośrodka nie mieści się w normie.
Na pozór działa w nim wszystko. Ale tu nie chodzi o prąd czy wodę lub podstawowe kwestie organizacyjne. Nieprzyjazny, wręcz wrogi klimat tworzy to, co między wierszami, coś co narasta, nie chce się redukować. Nawet jeśli mowa o czymś dającym się jakoś wyjaśnić – jak dziwaczne rysunki chłopca cierpiącego na mutyzm – to w połączeniu z innymi zjawiskami (np. niespodziewany wyjazd jednego wychowawcy), mrocznymi odkryciami z dawnych lat, nawet najmniejsza rzecz wydaje się groźna. Diana odczuwa ten świat niemal somatycznie, stopniowo traci poczucie rzeczywistości, która przechodzi w sferę wyobraźni.
Niewątpliwie istotna warstwa psychologiczna kreuje profil odbiorcy. Powieść spodoba się czytelnikom szukającym w literaturze gatunkowej opisów dziwnych, przede wszystkim pozarozumowych przeżyć i doświadczeń, które przypominają, że życie potrafi zmylić mędrca szkiełko i oko. Przestrzeń, w jakiej znalazła się Diana, definiuje tę postać. Tworzą razem silny, wyzwalający związek. Najpierw jednak trzeba się jednak trochę przestraszyć. Oprawa miękka, klejona. Polecam. Poprzednio na liście: „Echo kłamstw” (P. 4/2026).
- I zdarzyła się Hiroszima. Wyścig po bombę atomową i fatalna decyzja, która zmieniła losy świataprzez Paweł Jaskulski
Autor: Iain MacGregor Wydawnictwo Muza
Książka opowiada o działaniach zbrojnych Stanów Zjednoczonych w wojnie z Japonią w czasie II wojny światowej, a jej główny wątek dotyczy prac nad wytworzeniem bomby atomowej. Sprawa była pilna i początkowo nie chodziło wcale o to, aby śmiertelnie ugodzić japońskiego wroga, ale żeby wygrać wyścig z Niemcami do przełamania tajemnic atomu.
Już w grudniu 1938 roku niemieccy chemicy Otto Hahn i Fritz Strassmann odkryli rozszczepienie jądra uranu, a w sierpniu roku następnego Albert Einstein i Leo Szilard wystosowali list do prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta ostrzegający przed dążeniem Trzeciej Rzeszy do budowy broni jądrowej. W 1940 roku rząd Stanów Zjednoczonych powołał Narodowy Komitet Badań nad Obronnością, mający na celu przystosowanie amerykańskiego zaplecza naukowego na potrzeby wojny, w tym podjęcia intensywnych badań nad atomem i rozszczepieniem uranu. Autor opisuje rok po roku i miesiąc po miesiącu prace naukowców, a także poszczególne etapy wojny japońsko-amerykańsko-brytyjskiej. Przy okazji warto wiedzieć, że Japonia była jedynym krajem, któremu w XX wieku Polska wypowiedziała wojnę.
Uczynił to emigracyjny rząd gen. Władysława Sikorskiego pod naciskiem aliantów po 7 grudnia 1941 roku czyli dniu napaści powietrznych sił zbrojnych Cesarstwa na amerykańską flotę wojenną w Pearl Harbor. Brytyjski historyk Iain MacGregor ukazuje naloty amerykańskich bombowców na Tokio i inne miasta japońskie, odmalowując również punkt widzenia drugiej strony. W ogóle wszystkie opisywane działania wojskowe i cywilne poznajemy poprzez losy osób znajdujących się najbliżej tajnego Projektu Manhattan, jak również tych, którzy przygotowywali plan jego realizacji. A także poprzez losy ofiar. Na przykład przez przypomnienie zapomnianej przez historię postaci Senkichiego Awayiego, burmistrza Hiroszimy, który objął urząd w lutym 1943 roku, a w pamiętnikach dał obraz zarówno wzlotu, jak i upadku Japonii imperialnej. Najbardziej przerażające sceny nastąpiły po 8 maja 1945 roku, kiedy skapitulował sojusznik Japonii, Niemcy. Naloty amerykańskie z użyciem bomb zapalających nasilały się, a Awayi, który za specjalnym zezwoleniem pojechał do Tokio, żeby spotkać się z córką, zobaczył surrealistyczny krajobraz swojego rodzinnego miasta.
Po powrocie do Hiroszimy próbował zabiegać o ewakuację cywilów i zwiększenie zaopatrzenia w żywność, ale tę ostatnią zabierało wojsko. O ile przed wojną było w Hiroszimie dwa tysiące sklepów, to w lecie 1945 zostało ich tylko 150. W miejscowym zamku stacjonowała kilkuset osobowa policja polityczna Kempeitai, mająca uprawnienia do aresztowania każdego cywila i żołnierza krytykującego poczynania tokijskiego rządu oraz dowództwa wojskowego. Sam moment eksplozji bomby atomowej autor opisał z różnych punktów widzenia na podstawie relacji świadków, chociażby dziewczynek idących do szkoły. Jedna z nich nuciła melodię piosenki, kiedy niebo pociemniało, a ona ujrzała nad miastem coś w rodzaju gigantycznego płomienia gazowego. Potem straciła przytomność. Jednym z bohaterów książki jest także urodzony w Chinach amerykański dziennikarz John Hersey, który w 1946 roku jako pierwszy opublikował w amerykańskiej prasie, a konkretnie w „New Yorkerze” reportaż o apokaliptycznych skutkach wybuchu bomby atomowej. Artykuł ten nosił prosty tytuł: „Hiroszima”, który natychmiast stał się złowrogim symbolem masowej zagłady i jest nim do dzisiaj. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Trzy dni Marszałkaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Wojciech Lada Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Jest to kolejna pozycja ukazująca się w stulecie zamachu majowego. Rzuca ona sporo nowego światła na ten zbrojny fakt historyczny, bowiem Wojciech Lada posłużył się innym kluczem niż poprzedni autorzy, skupiając się na okrucieństwie samych działań wojennych. Jego bowiem zdaniem to, co wydarzyło się w stolicy w dniach 12-15 maja 1926 roku, było regularną bitwą, a nie puczem czy zamachem stanu.
Te dwa ostatnie określenia są w jego mniemaniu zbyt łagodne, bo nad Wisłą polała się krew porównywalna ze skutkami wcześniejszej o 6 lat bitwy z bolszewikami, którzy o mały włos nie zajęli Warszawy, w ostatniej chwili rozbici manewrem znad Wieprza, przypisanym Piłsudskiemu, a w rzeczywistości współtworzonym przez innych sztabowców, z generałem Rozwadowskim na czele. Porównując obie bitwy nazywane przez Ladę „warszawskimi” uważa on, że ta sprzed stu lat była bardziej niszcząca dla miasta, które ucierpiało o wiele mocniej w infrastrukturze niż na skutek najazdu czerwonej armii. I ma rację, aczkolwiek wynika to z prostych faktów odparcia najeźdźcy zanim zdążył on przekroczyć Wisłę i dostać się do głównej, lewobrzeżnej części stolicy.
Porównując przygotowania do obrony wiślanych mostów autor stwierdza, że gdyby w sierpniu 1920 roku równie lekceważąco potraktowano ich zabezpieczenie jak w maju 1926, to bolszewicy przeszliby przez środkową i zachodnią Polskę jak nóż przez masło i zatrzymali dopiero w Berlinie. Opisując udział Marszałka w zamachu majowym w książce napotykamy co rusz na krytykę jego postaci, zarówno jako wojskowego, jak i człowieka, co zresztą aż nadto często zazębia się. Autor zgadza się z innymi historykami, że Piłsudski liczył do ostatniej chwili, że obejdzie się bez użycia siły, bo główny postulat opozycji dotyczył odwołania znienawidzonego przez dużą część społeczeństwa, w tym całą lewicę, rządu Wincentego Witosa. Ale prezydent Wojciechowski uparł się, że nie ustąpi i nakazał wojskom rządowym stawienie oporu.
No i krew polała się, przy czym początkowo siły zbrojne stojące po stronie demokratycznego państwa polskiego wykazywały się zdecydowaną przewagą, właśnie dzięki silnemu obsadzeniu głównych mostów. Kiedy Legioniści przedostali się jednak na lewy brzeg przez most praski, i tak dalecy byli od zwycięstwa, bo śródmieście stolicy zajmowały wojska przeciwnika. Ale popełnione przez wojska rządowe błędy, z których najgorszym w skutkach było niezrozumiałe wycofanie się z centrum miasta w ciągu pierwszej nocy, spowodowały, że Piłsudski natychmiast uderzył, i pomimo nocnych ciemności przejął inicjatywę. Obie strony walczyły zażarcie. Była to prawdziwa wojna domowa, bo żołnierze strzelający do siebie nosili te same mundury i byli wierni Polsce, chociaż ich dowódcy różnie tę wierność rozumieli. Początkowo panował zamęt, obie strony niechętnie i opornie otwierały ogień do siebie nawzajem. Szybko jednak wziął górę typowy instynkt wojenny i zapomniano o narodowym i społecznym pokrewieństwie. Strona przeciwna stała się wrogiem, którego należało zabić, żeby samemu nie zginąć. Wtedy to również Warszawa dostąpiła pierwszych w swojej historii lotniczych bombardowań z powietrza, nie licząc ładunków zrzucanych przez sterowce w czasie I wojny światowej, i to bombardowań zbrodniczych. Wojciech Lada bowiem opisuje rozliczne przypadki rażenia bombami cywilnych budynków i ostrzeliwania przez lotników z karabinów maszynowych ludzi na ulicach.
Legioniści nie zdołali przejąć lotnisk i powietrzne siły zbrojne pozostały w rękach rządu. Na jego rozkaz lotnicy mieli bombardować i ostrzeliwać buntowników, ale w praktyce robili to na tyle niecelnie i niefrasobliwie, że dostawało się zwykłym warszawiakom. A od walk ulicznych, zwłaszcza od pocisków artyleryjskich i serii z ciężkich karabinów maszynowych ucierpiały ściany budynków a z okien wylatywały szyby. Wśród ulic, o których pisze Lada, że zostały poszatkowane przez kule, znajdowała się również Koszykowa, autor nie wspomniał jednak, czy ucierpiał budynek Biblioteki. Na plus zwycięzców trzeba zapisać, że po objęciu władzy błyskawicznie przystąpili do usuwania szkód i wypłacania odszkodowań. I dokonali tego sprawnie, po wojskowemu. Ofiarom obu stron wyprawili honorowe pogrzeby, nie dokonali czystki w wojsku, a nielicznych uwięzionych wypuścili najpóźniej po roku. Inna rzecz, że gen. Rozwadowski wkrótce zmarł na wolności wycieńczony pobytem w wileńskim więzieniu, gen. Malczewski w histerycznym płaczu błagał Marszałka o wybaczenie, a gen. Zagórski zaginął i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało. Piłsudski nie był mściwy.
Autor często pisze o jego megalomanii: chciał żeby go uwielbiano i czerpał siłę z tego przekonania. Dlatego nie pchał się do stanowisk, bo nie musiał. Jego zdanie, jako osoby prywatnej z Sulejówka, i tak było najważniejsze. Zwłaszcza, że miał po swojej stronie fanatycznie mu oddanych Legionistów, a po zamachu majowym również resztę wojska, z którym obszedł się aż nadto wspaniałomyślnie. Był na tyle silny, że nie zlikwidował wolności prasy, aczkolwiek cenzura potrafiła być surowa. Tym niemniej o wielu trudnych dla władzy sprawach wolno było pisać mniej lub bardziej otwarcie, w tym o zaginięciu Zagórskiego, przy czym reporterzy wielu dzienników prowadzili nawet w tej kwestii własne śledztwa dziennikarskie. Zdaniem Lady był to najbardziej krwawy przewrót w Europie w dwudziestoleciu. Zginęło ponad 400 osób, żołnierzy i cywilów, przy czym ofiary wśród tych ostatnich były najczęściej przypadkowe. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Dziesięć pomidorów, które zmieniły światprzez Paweł Jaskulski
Autor: William Alexander Wydawnictwo Feeria
Jest to książka o podążaniu dziejami tytułowego czerwonego warzywa przez amerykańskiego reportera. William Alexander porusza się po półwyspie apenińskim wynajętym samochodem, a towarzyszy mu w tej wędrówce niejaka Anna, której zadedykował swoją pracę. Potem objeżdża rozległy teren ojczystych Stanów Zjednoczonych, mających w czasach współczesnych więcej do powiedzenia w temacie pomidora niż Europa, chociaż nie zawsze w pozytywnym kontekście. Zbiera materiały, rozmawia z hodowcami, botanikami i lokalnymi urzędnikami do spraw rolniczych. Kiedyś nazwanie pomidora warzywem było mocno dyskusyjne, bo niektórzy przyrodnicy uważali go za owoc.
Stało się to nawet przedmiotem sprawy sądowej w Ameryce Północnej, kiedy jednemu panu pomidor w czymś zawadził, a miał umowę z firmą obejmującą ubezpieczeniem wszelkie warzywa, z kolei pozwany próbował dowieść na wokandzie, że jest to owoc, a więc podmiot nie wchodzący w zakres ubezpieczenia. Głos zabierali botanicy przedstawiając argumenty na rzecz jednej lub drugiej strony, co wprowadzało spory zamęt i przemieniało się w rodzaj dysputy przyrodniczej, tyle, że coraz bardziej mętnej, a gazety miały uciechę, gdyż czegoś takiego jeszcze nie relacjonowały. Sąd jednak ustalił jednogłośnie, że pomidor jest warzywem, a nie owocem, i tak powszechnie mniema się do dzisiaj. Przywędrował do Europy z Meksyku razem z konkwistadorami i hodowali go Włosi, głównie w Neapolu i Pizie, począwszy od szesnastego wieku, z tym, że na stoły trafił w celach konsumpcyjnych dopiero w pierwszej połowie wieku osiemnastego. Stało się tak dlatego, bo przez pierwsze trzy stulecia uważano go za sadzonkę trującą, pokrewną belladonie.
Dopiero w okresie Romantyzmu przekonanie to uległo gruntowej rewizji. Pomidor wraz ze swoimi wartościami witaminowymi, a więc zdrowotnymi coraz częściej trafiał na stoły konsumentów. Z czasem eksploatowano go coraz bardziej, jako dodatek do sałatek, pizzy oraz materiał na sos do spaghetti, do potraw fasolowych (np. fasolki po bretońsku czy w sosie pomidorowym), no i jednej z najpopularniejszych zup, jaka stała się poczciwa pomidorówka. Pomidor zrewolucjonizował przemysł żywieniowy stając się przedmiotem hodowli szklarnianych na niewyobrażalną skalę, chociażby w amerykańskim stanie Ontario, obiektem rywalizacji pomiędzy koncernami, a nawet organizacjami mafijnymi inwestującymi i ciągnącymi zyski z masowej produkcji coraz to nowych odmian. A jedną z takich jest pomidor z Florydy, mający zadziwiająco złą reputację, wyśmiewany i oczerniany na wiele sposobów od mniej więcej pół wieku. Dlaczego? Bo stał się konkurencją dla rynku.
Na Florydzie pomidory produkuje się masowo bez potrzeby zakładania gigantycznych przestrzeni szklarniowych. I na przestrzeni trzech sezonów, od jesieni aż do późnej wiosny, a nawet wczesnego lata Floryda dostarcza je w ogromnych ilościach i po niskiej cenie całym sieciom supermarketów. A ich ośmieszanie i demonizowanie wynika też z faktu, iż pod względem smakowym są rzeczywiście gorsze od tych szklarniowych i produkowanych pod gołym niebem w sezonie letnim. Autor nazywa je nawet „uosobieniem bezsmakowej i pozbawionej duszy żywności fabrycznej”. Zrewolucjonizowały jednak sposób odżywiania się Amerykanów trafiając do fast foodów jako elementy produkowanej przez nie żywności masowo pochłanianej przez klientów. A na pomidory naturalne mogą sobie pozwolić tylko konsumenci o zasobnych portfelach, przynajmniej w USA. Szukając odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że odmiana tego warzywa, charakteryzująca się mdłym smakiem i mączystą konsystencją, przypominającymi styropian i tekturę, stała się najczęściej jedzonym rodzajem pomidora, autor wyruszył na Florydę. Rozdział, w którym opisał wyniki swojej reporterskiej dociekliwości, nosi tytuł „Kto zabił pomidora?”. I pomyśleć, że w pierwszych wiekach obecności pomidora na naszym kontynencie ludzie posługiwali się nim wyłącznie w celach zaczepnych, ciskając warzywem w twarze przeciwników i pozostawiając na nich ślady bardziej dosadne niż argumenty słowne. Dla zainteresowanych tematem. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Historia alternatywnaprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Andrzej Pilipiuk, Andrzej Dolniak Wydawnictwo Fabryka Słów
Czy wiedzieli Państwo, że Adolf Hitler przeżył II wojnę światową i ukrywał się wraz z Ewą Braun i synem o imieniu Freder na Wyspach Alandzkich, gdzie prowadził farmę? W 1959 roku namierzył go polski wywiad i uprowadził w dniu urodzin czyli 20 kwietnia. W akcji porwania byłego dyktatora byłej Wielkiej Rzeszy Niemieckiej wziął udział pierwszy polski lotniskowiec noszący imię Marszałka Józefa Piłsudskiego. Operacja nosiła natomiast nazwę „Królik z Kapelusza”. Hitlera przewieziono do Warszawy, gdzie stanął przed sądem, a materiały dowodowe były na tyle niezbite, że proces trwał tylko dwie godziny. Relacjonowali go dziennikarze z całego świata, a korespondent „Timesa” domniemywał, że podsądny zostanie zesłany na nową Wyspę Świętej Heleny.
Eks kanclerza skazano jednak na śmierć. Protest złożyła Liga Narodów, postulując postawienie go przed trybunałem międzynarodowym, ale Polska będąca potężnym i bardzo liczącym się krajem, dysponującym koloniami afrykańskimi, mogła te fochy zignorować. Adolfa Hitlera powieszono na placu Teatralnym 1 września 1959 roku, dokładnie w dwudziestą rocznicę wybuchu II wojny światowej. Rzecz jasna, podobnie jak Państwo, nie wiedziałem o tych rewelacjach, dopóki nie przeczytałem rekomendowanej właśnie książki. Wykreowana przez autorów fikcyjna historia naszego kraju, a przy okazji ponad połowy świata, rozpoczyna się w połowie lat dwudziestych, kiedy zagrożona przez Związek Sowiecki Rzeczpospolita wkracza na wielką arenę polityki wschodniej. Wojska polskie, w sojuszu z Rusią czyli państwem dysponującym siłami zbrojnymi nowej Ukrainy oraz rosyjskimi dowodzonymi przez carskiego potomka, zdobyły Ural i opanowały część Syberii.
A co z zagrożeniem z zachodu? Kluczowe rozstrzygnięcie po stronie polskiej zapadło 20 sierpnia 1939 roku na Zamku Królewskim w Warszawie. Prezydent Ignacy Mościcki zwołał posiedzenie rządu, żeby zadecydować jak postąpić wobec coraz bardziej agresywnych żądań niemieckiego sąsiada i na posiedzeniu tym nastąpił zamach stanu. Dyktatorską władzę objął osławiony, psychopatyczny generał, a właściwie marszałek Wacław Kostek-Biernacki, który wielokrotnie ostrzegał przed niemieckimi apetytami, ale bezskutecznie. Teraz wziął sprawę w swoje ręce powołując się na sfałszowany testament Piłsudskiego, a rządy rozpoczął od zamknięcia prezydenta i członków rządu w najcięższym więzieniu w Polsce, w dawnym klasztorze na Świętym Krzyżu na Kielecczyźnie. A wojna, owszem, wybuchła, ale jej rozstrzygnięcie nastąpiło już 22 września po tym, jak polskie samoloty typu Ju 86 zrzuciły bomby atomowe na trzy niemieckie miasta: Berlin, Lipsk i Hamburg. Ufff! Starczy już tych mocnych wrażeń.
Fantazje na temat wariantów dziejów ludzkości można mnożyć bez końca. Pomysłów jest po prostu bez liku, na przykład, co by się stało, gdyby Hannibal pokonał Rzym, a Napoleon Rosję? Albo gdyby niejaki Josif Dżugaszwili ukończył seminarium i został popem, a Adolf Hitler odniósł sukces jako malarz i aktor, zostając gwiazdorem niemieckich filmów ekspresjonistycznych? Książka Filipiuka i Dolniaka przytacza fikcyjne wypowiedzi mężów stanu oraz takie same artykuły z gazet typu „Kurier Warszawski”. Najciekawsze są jednak triki zdjęciowe, ukazujące spotkania polityków, którzy nigdy nie stanęli obok siebie, a także fotka przedstawiająca związanego Hitlera na krótko przed egzekucją. Książka może zainteresować wielbicieli historyczno-politycznych baśni lub osoby lubujące się w intelektualnych zjawiskach, które w ślad za przysłowiem można nazwać marzeniami ściętych głów. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz - Milan Kundera. Życie za zasłonąprzez Paweł Jaskulski
Autor: Aleksander Kaczorowski Wydawnictwo Muza
Książka nie jest typową biografią, ale noszącym cechy reportażu esejem o twórczości czeskiego prozaika. Tytuł „Życie za zasłoną” jest kluczem do zrozumienia nie tyle jego dramatów, nowel i powieści, ile życia – nie jako człowieka, lecz twórcy. Bo wiele jest niejasności w jego prozie, podobnie jak postawie, zarówno społecznej, jak i politycznej, a także czysto ludzkiej. Z jednej strony odcinał się od ojczyzny, a z drugiej chciał zostać pochowany w rodzinnym Brnie, dokąd urny z prochami zmarłego w 2023 roku w Paryżu pisarza, oraz jego żony Very, zmarłej w roku następnym również we Francji, trafiły w 2025 roku i spoczęły na Cmentarzu Centralnym.
O losach autora „Nieznośnej lekkości bytu” Aleksander Kaczorowski opowiada w ścisłym kontekście historycznym, w tym środowiskowym czyniąc liczne analogie, a nawet prowadząc niekiedy równolegle do życia swojego bohatera wątki związane z pisarstwem jego rówieśników, na przykład Vaclava Havla. Wiele ich łączyło, bo obaj wyrośli w elitarnych środowiskach intelektualnych, aby następnie – w czasach stalinizmu – wtopić się w komunistyczną młodzieżówkę, a potem, w okresie „odwilży”, przyjąć postawę kontestacyjną. Milan Kundera szybko stał się znany, również za granicą. Nie od razu we Francji, ale paradoksalnie w Związku Radzieckim, kiedy jego sztuka „Właściciele kluczy”, po obiegnięciu scen na terenie Czechosłowacji, doczekała się premiery w prestiżowym moskiewskim Teatrze im. Majakowskiego. Przełomem w jego życiu jako artysty pióra stała się Praska Wiosna, zapoczątkowana dojściem do władzy Aleksandra Dubczeka na stanowisku I sekretarza czechosłowackiej partii komunistycznej w styczniu 1968 roku. Kiedy w osiem miesięcy później wojska krajów Układu Warszawskiego zajęły Pragę, Kundera wyjechał do Paryża, gdzie ukazała się jego powieść „Żart”, opowiadająca o tym jak antykomunistyczny dowcip przyczynił się do ludzkiej tragedii. Po części było to oparte na własnym doświadczeniu pisarza, którego wyrzucono z partii w 1950 roku za to, że w prywatnym liście źle się wyraził o pewnym partyjnym notablu. Ciekawym, ale niewyjaśnionym do końca faktem, bardzo korespondującym z tytułem książki, jest domniemany udział studenta Kundery w aresztowaniu czeskiego kolegi przekazującego informacje amerykańskiemu wywiadowi.
Zapewne z czasem i to wydarzenie wypełznie, wyjdzie lub wyskoczy z hukiem zza owej zasłony. W każdym razie po Praskiej Wiośnie Kunderę zaczęto wydawać na Zachodzie, a on sam dzielił życie między Francją a Czechosłowacją, aż władze tej ostatniej odmówiły mu wjazdu do ojczyzny, odbierając tym samym paszport i obywatelstwo. Reakcja pisarza była wyjątkowo demonstracyjna, chociaż nie pozbawiona infantylizmu: wyrzekł się w swojej twórczości języka czeskiego przechodząc na francuski i zabraniając tłumaczyć swoje dzieła na czeski. Ale kiedy Czechy stały się niepodległym państwem przyjechał do ojczyzny i chociaż jego domem była nadal Francja to, jak wspomniałem na początku, zarówno on, jak i Vera Kunderova, wyrazili wolę pośmiertnego powrotu na ojczystą ziemię.
A pod koniec życia i tak mówił tylko po czesku, bo…zapomniał francuskiego. Stało się to na skutek wypadku zimą 2021 roku, kiedy przewrócił się i złamał kość udową. W wyniku długiego pozostawania pod narkozą nabawił się amnezji, a wraz z pamięcią utracił znajomość francuskich słów. W ogóle Kundera był trochę jak kot, uroczy, ale nieprzewidywalny, niewierny i spadający na cztery łapy. Zręcznie kreował własną legendę. Na przykład, kiedy Sowieci zajęli Pragę, trochę ją nawet niszcząc, bo ich czołgi rozwaliły kilka zabytkowych krużganków i wgniotły w asfalt samochody, jakie nieopatrznie znalazły się na ich drodze, do mieszkania Milana ktoś zaczął gwałtownie się dobijać. Był to sąsiad, który głośno i z przejęciem przekazał mu wieść o militarnej inwazji. Na to pisarz, roześmiał się z ulgą, mówiąc: „Ach, to tylko Rosjanie!” Bał się bowiem, że do drzwi dobija się jego żona, a on akurat miał w łóżku kochankę .Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz - W co się bawią dziki i inne zwierzętaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Dawid Popończyk Ilustracje: Ola Krzanowska Wydawnictwo Tatarak
Dawid Popończyk w Internecie jest znany bardziej jako Leśny Kawaler. Nie chodzi wcale o nick na portalu randkowym, tylko nazwę kanału na YouTube. Co na nim znajdziemy? Przede wszystkim obserwacje codziennego życia zwierząt w lesie: borsuków, lisów, wilków, bobrów, saren, dzików. Dzięki kodom QR czytelnicy mogą zresztą szybko przeskoczyć z książki do starannie wybranych nagrań Leśnego Kawalera. Niemniej najważniejszy jest tekst, którego dość sporo, ale jego lektura to czysta przyjemność.
Dawid Popończyk nie pomija akademickiej wiedzy, ale przekazuje fakty jakby mimochodem, koncentrując się na emocjach i oryginalnej charakterystyce spotkanych zwierząt, z której przebija pasja, zaangażowanie, wreszcie miłość do fauny, zwłaszcza tej żyjącej w symbiozie z naturą. Osiem różnych gatunków dostało dzięki autorowi szansę na zafascynowanie sobą kolejnych osób – głównie z najmłodszego pokolenia. Dlaczego? Dlatego, że informacje o długości życia, wadze, wielkości śladów, miejscach występowania czy pożywieniu są załatwione zręczną infografiką, a potem następuje część właściwa, która zawiera osobistą historię Popończyka, np. z pierwszego spotkania z lisem. Dodam, że autor ogląda/podgląda zwierzęta od wczesnych lat dzieciństwa – o tym dowiemy się z błyskotliwego wstępu.
Zaznaczenie silnej więzi przyrodnika z danym gatunkiem nie stwarza problemu dla płynnego przejścia do wątków opisowych, bardziej ogólnych, w których na szczęście mało powtórzeń z wiedzy powszechnej. Jeśli już, to autor zawsze dba o rozrachunek z przekłamaniami, mitami, zafałszowanym obrazem choćby wilków i bobrów. Gdy wiedza wynika ze zdobywanego latami doświadczenia, książki przyrodnicze nabywają niesamowitego uroku. Prezentowana pozycja jest tego przykładem. Końcowe rozdziały zawierające wskazówki dotyczące przygotowania wyprawy do lasu w celu bezpiecznego w każdym aspekcie poszukiwania zwierząt są świetnym „rozwiązaniem akcji” i mądrą zachętą do wyruszenia śladami Leśnego Kawalera. Treść zaszczepia prawdziwą miłość do zwierząt, wzbudza zainteresowanie ich uporządkowanym życiem. Estetyka wydania, układ treści, bajkowe a jednocześnie szczegółowe ilustracje Oli Krzanowskiej są znakiem rozpoznawczym Wydawnictwa Tatarak i kolejną dobrą wiadomością dla czytelników. Oprawa twarda, szyta. - Orkiestra ze śmietnikaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Renata Piątkowska Ilustracje: Robert Konrad Wydawnictwo Literatura
Poziom BD I/II
Wzruszająca i nieprawdopodobna historia, która wydarzyła – a właściwie wydarza się wciąż – naprawdę. Renata Piątkowska (poprzednio na liście „W trawie może być ciekawie”, P. 8/2025) przedstawia dzieje Orkiestry Instrumentów z Recyklingu z siedzibą w Paragwaju. Ten wyjątkowy zespół powstał na obrzeżach stolicy, Asuncion. Mieści się tam komunalne składowisko odpadów Cateura – jest ogromne, stało się miejscem zarobku i domem dla wielu tysięcy osób, które założyły w okolicy jedną z najbiedniejszych dzielnic Ameryki Południowej. Na wysypisku pracują też dzieci. Chyba nie trzeba wspominać o warunkach takiego zajęcia. Można sprzedać znalezione, sortować, etc., ale konteksty niesprawiedliwości dziejowej, klasowości świata nasuwają się same. W 2006 roku sprawie przyjrzał się argentyński muzyk z misją, Favio Chavez.
Rozpoczął on edukację muzyczną dzieci z wysypiska, które stało się również źródłem pozyskiwania instrumentów: czasem znalezionych, często jednak skonstruowanych z różnych porzuconych przedmiotów, śmieci. Tak powstały trąbki i skrzypce, tak powstała cała orkiestra, która w końcu podbiła świat, skradła serca międzynarodowej widowni. W repertuarze można usłyszeć klasykę Mozarta, Beethovena, Bacha, a także ludową muzykę paragwajską. Takie happy endy są najpiękniejsze. Mnóstwo młodych ludzi „wyrwało się” z wysypiska dzięki muzyce, dzięki mecenatowi Chaveza. Ich artystyczna działalność została spieniężona, zdobyte środki stanowią wsparcie dla dzieci przebywających aktualnie w okolicach wysypiska. Zostało ono również wyposażone w sprzęty pozwalające zredukować liczbę odpadów. „Inspirująca opowieść – gdyby to była fikcja, odrzucilibyśmy ją jako nieprawdopodobną” – tak pisano w „The New York Times”. Trudno się nie zgodzić. Oprawa twarda, szyta. - Śledztwo wrednego kotaprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz Ilustracje: Joanna Rusinek Wydawnictwo Literatura
Poziom BD II
Siódma część cyklu o psie Winterze i kocie Marianie. Ta dwójka bohaterów wymienia się miejscem na pierwszym planie w kolejnych książkach. W tomie szóstym również Marian wystąpił jako postać centralna. Mowa o tytule „Zapiski wrednego kota” (P. 13/2022). Wcześniej jednak, pięciokrotnie najważniejszy był pies, co na pewno nie podobało się Marianowi. Kocia narracja, do tego bezpośrednia, porusza od samego początku. „Dziś jest pierwszy dzień mojego nowego życia”.
Tak właśnie brzmi pierwsze zdanie prezentowanej powieści. Stało się. Kot Marian postanowił dokonać przewartościowań. Schodzi z kanapy, aby wyruszyć na poszukiwanie sensu życia, który szybko odnajduje w pracy detektywa. Wie, że właśnie takie działania są mu przeznaczone, w końcu musi „przejąć odpowiedzialność za swoje stado i resztę okolicy”. Oczywiście do stada należą też ludzie. Marian („dziki i wyjątkowo odważny kot z Bieszczad”) – lepiej nie da się go przedstawić niż on sam siebie. Drapieżny bohater podejmuje się różnych śledztw. A to w sprawie pewnej myszy, papugi, która dostała się na przechowanie do domu Mariana. Rozwiązuje zagadki spokojnym tempem, bez zbędnego pośpiechu, metodycznie i z kocim pazurem, który gdy trzeba służy do salwowania się ucieczką przed większym wrogiem. Ale! Dzięki temu, że czytelników kopnął zaszczyt i sam Marian referuje swoje życie, dowiedzą się oni, że ucieczka jest metodą wyłącznie wtedy, gdy wróg w porę nie zorientuje się, że nie ma szans w starciu z kotem. Marian wykazuje więc tak naprawdę litość innym i własną dumę nawet w wdrapywaniu się na drzewa. Widać, że oprócz wciągającej fabuły autorzy zadbali o rozlokowanie w tekście prawdziwej wiedzy o kociej, zdystansowanej naturze. Może się ona przydać w kontakcie na żywo z Marianem albo kotem o innym imieniu. Oprawa twarda, szyta.
- Kto by się spodziewał?przez Paweł Jaskulski
Autorka: Anna Brook-Mitchell Wydawnictwo Gorzka Czekolada
Debiutancka powieść brytyjskiej aktorki i scenarzystki Anny Brook-Mitchell. Anna Brook-Mitchell jest pisarką, scenarzystką i aktorką nagrodzoną w konkursie BAFTA Rocliffe Comedy. Jej krótkometrażowy film komediowy dla BBC „Man Eater”, napisany wspólnie z z Angelą Nesi, został pokazany w BBC Three w 2023 roku oraz zakwalifikował się do BFI London Film Festival i Raindance Film Festival. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Gorzka Czekolada i choć na pierwszy rzut oka kusi krzykliwą okładką sugerującą lekką, wręcz absurdalną komedię, w rzeczywistości dostarcza znacznie głębszych, słodko-gorzkich refleksji. Główna bohaterka, Barri Brown, to nauczycielka mieszkająca na małej, wyspiarskiej społeczności Guernsey.
Można powiedzieć, że jej życie właśnie spektakularnie legło w gruzach: mąż porzucił ją za pomocą jednej wiadomości SMS, a w pracy czuje się pomijana, niedoceniana i wykorzystywana (częściowo ze względu na to, że jako bezdzietna kobieta zawsze dostaje najgorsze dyżury i najwięcej obowiązków). Zdesperowana, zmęczona i pragnąca ucieczki, wpada na absolutnie szalony pomysł. Postanawia sfingować własną ciążę, aby zyskać rok płatnego urlopu macierzyńskiego, pieniądze i czas na poukładanie życia od nowa.Od celu dzieli ją tylko kilka miesięcy mistyfikacji, szafa ciążowych ubrań i… siedem sztucznych brzuchów o różnych rozmiarach. Szybko jednak okazuje się, że na małej wyspie, gdzie wszyscy się znają, budowanie przyszłości na tak wielkim kłamstwie rodzi lawinę nieprzewidzianych i trudnych konsekwencji. Autorka balansuje na granicy absurdu i realizmu.
Sytuacje, w których Barri panikuje, że jej sztuczny brzuch się przesunął, potrafią rozbawić, ale pod tą warstwą humoru kryje się bolesne poczucie samotności i zagubienia bohaterki. Brook-Mitchell w sumie dość mocno pod powierzchnią komizmu pokazuje, z jaką presją i marginalizacją mogą spotkać się kobiety we współczesnym świecie, które nie mają dzieci (niezależnie od tego, czy to ich świadomy wybór, czy zrządzenie losu).Ponadto powieść świetnie portretuje mechanizm „brnięcia w zaparte”. Plan, który miał dać Barri wolność i czas na oddech, z każdym kolejnym miesiącem (i coraz większym sztucznym brzuchem) zaczyna ciążyć jej bardziej niż prawda, generując potężne wyrzuty sumienia. Akcja osadzona w małej społeczności dodaje historii specyficznego uroku. Brak anonimowości potęguje napięcie – czytelnik cały czas zastanawia się, kiedy i w jaki sposób prawda wyjdzie na jaw. Sądzę, że to lektura dla osób, które szukają w literaturze coraz rzadszej komedii pomyłek, jak również nieszablonowych historii obyczajowych z rysem psychologiczno-społecznym. Oprawa miękka, klejona. - Zmowa tarotaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Barbara Baraldi Wydawnictwo LeTra
Akcja tej sensacyjnej fabuły rozgrywa się w Trieście, mieście nieczęsto wykorzystywanym jako sceneria zarówno przez pisarzy, jak i filmowców, może dlatego, że mającym opinię jednego z najbezpieczniejszych w Europie, zwłaszcza południowej. Postanowiła zmienić to pisarka włoska, Barbara Baraldi, i pod jej piórem Triest stał się przestrzenią na której działa seryjny morderca. Jego pierwszą ofiarą stał się 54-letni agent nieruchomości oferujący mieszkania bogatym i ustosunkowanym klientom, Alfredo Ottolini.
Znaleziono go martwego, po tym jak wypchnięto go z 6-ego piętra dopiero co ukończonego budynku. Kolejnym trupem okazała się kobieta, 50-letnia Nicole Ruzzier, której zadano potężne, śmiertelne ciosy w głowę w jej mieszkaniu. Zamordowani nie byli ze sobą powiązani, ani personalnie, ani zawodowo, a łączącym je elementem były znalezione przy nich pojedyncze karty do tarota. Śledztwo prowadzi ambitna policjantka, Emma Bellini, która rozpoznaje karty jako pochodzące z oryginalnej talii zaprojektowanej przez jej siostrę, Maię. Obie kobiety nie kontaktowały się ze sobą od dwóch lat, kiedy podzieliły je traumatyczne przejścia osobiste. Od tamtego czasu Maia nienawidzi Emmy, ale ta dzwoni do niej podejrzewając, że karty mogą pochodzić od kogoś bliskiego siostrze, komu kiedyś je podarowała.
Problem w tym, że Maia twierdzi, iż zaprojektowana przez nią talia była tylko jedna, a tę spaliła dawno temu w ramach rytuału oczyszczającego po bolesnych doświadczeniach. Ale czy mówi prawdę? Design tarotowych wizerunków pochodził na pewno od niej. Ona sama utrzymywała, że nie używała ich do przepowiadania przyszłości, lecz jako klucz do własnej psychiki. Codziennie rano wyciągała z tali jedną kartę i odkładała nie patrząc na nią, dopiero wieczorem to robiła i konfrontowała z tym co wydarzyło się w ciągu dnia. Zaprzestała jednak tych praktyk, a karty jakoby spaliła. Lecz dwie z nich, całe i nienaruszone ogniem, znaleziono przy zwłokach. A wkrótce pojawia się kolejna ofiara, a wraz z nią trzecia karta.
Zawodowa frustracja pani inspektor Emmy narasta, tym bardziej, że przydzielono jej do współpracy emerytowanego kryminologa, eksperta sądowego, który działa jej na nerwy. Silny stres przeżywa również Maia – dowiadujemy się, że imię rodzice nadali jej na cześć jednej z bohaterek serialu science-fiction „Kosmos 1999” – rozpoczynająca śledztwo na własną rękę. Jej tropy stopniowo zazębiają się z tymi na które wpada siostra. A swoją rolę w dochodzeniu do prawdy odgrywają karty tarota. Psychologicznym wątkiem fabuły jest relacja pomiędzy dwie siostrami, z których jedna obwinia drugą o spowodowanie nieszczęścia. Nietrudno jednak przewidzieć, że opowieść zakończy się odbudowaniem ich siostrzanych relacji. W finale, kiedy Maia odkrywa, kto jest mordercą – dodajmy, że głównym, bo było ich kilku – i nie może wyrwać się z jego rąk, z pomocą przybywa Emma i skutecznie posługuje się służbowym pistoletem. Strzał prosto w serce i zabójca, zdążywszy spojrzeć na powiększającą się na piersi plamę krwi, osuwa się na ziemię. Koniec napięcia. Trzeba jednak przyznać, że towarzyszy ono akcji od początku i robi swoje czyli przyciąga uwagę czytelnika. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Życie seksualne chłopówprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Katarzyna Frankowska Wydawnictwo RM
Katarzyna Frankowska prowadzi na Facebooku profil „Babskie gusła”, w którym porusza tematy związane z historią pogaństwa, wierzeniami ludowymi, magią, przesądami i tradycjami wiejskimi. Prezentowana publikacja jest jej debiutem książkowym. Autorka proponuje w niej fascynującą i odważną podróż w głąb ludowej wyobraźni, gdzie seksualność nie jest ani tabu, ani grzechem, lecz integralnym składnikiem codzienności, splecionym z rytmem przyrody, pracy i wspólnotowego życia. To, co cechuje tę publikację, to holistyczne podejście do tematu, wrażliwe zarówno na kontekst oficjalny (akta sądowe, kazania), jak i nieoficjalny (pieśni, relacje etnograficzne).
Autorka konsekwentnie burzy stereotypy jakoby przednowoczesna wieś miałaby być jednoznacznie pruderyjna lub przeciwnie, totalnie rozpasana pod tym względem. Według niej seksualność ludowa funkcjonowała obok takich podstaw życia, jak praca, modlitwa czy jedzenie, a jej ocenie towarzyszył nie tylko praktyczny rozsądek, ale też humor, rytuał i magia. Właśnie część poświęcona magii i rytuałom zasługuje na szczególną uwagę. Frankowska opisuje jak poprzez zioła, zaklęcia i obrzędy próbowano zdobyć przychylność partnera, chronić płodność lub zabezpieczać miłość. Równolegle autorka nie unika trudnych tematów: tabu menstruacji, kazirodztwa jako realnego problemu społecznego, choć owianego milczeniem czy też obecności diabła jako kusiciela, który w ludowych wyobrażeniach miał wpływ na losy kochanków. Autorka przekonuje też, że normy dotyczące seksualności miały charakter zmienny terytorialnie. Inne zwyczaje panowały na Podhalu, inne na Mazowszu. Taka regionalna mozaika pokazuje, że kontekst geograficzny i kulturowy wpływał na życie intymne ludzi.
Autorka śledzi także historyczne przemiany omawianego zjawiska. Stopniowe wciąganie moralności kościelnej od XVIII wieku i coraz surowsze normy wobec seksualności pokazują, że życie seksualne nie było zjawiskiem niezmiennym, ale dynamicznym obszarem działania ludzkich wyobrażeń i instytucji. „Życie seksualne chłopów” to książka, która przełamuje wiele kulturowych tabu, oferując świeże i rzetelne spojrzenie na intymność zwykłych ludzi. To propozycja, która może zaciekawić zarówno badaczy historii społecznej, jak i zwykłych czytelników, którzy są zaintrygowani tym, jak wyglądała codzienna seksualność w kulturze ludowej, w całej jej złożoności, sprzecznościach i bogactwie. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Anna Karczewska
- Przewrót. Rok 1926 w relacjach uczestników i świadkówprzez Paweł Jaskulski
Wydawnictwo Ośrodka KARTA
Książka ukazuje zbrojne przejęcie władzy przez Piłsudczyków w maju 1926 roku, zrealizowane w warunkach wojny domowej, chociaż ograniczonej wyłącznie do terenu stolicy, z pozycji osób reprezentujących różne punkty widzenia. Dotyczy to nie tylko przewrotu jako takiego, ale i poprzedzających go faktów historycznych, począwszy od utworzenia w Sejmie Bloku Mniejszości Narodowych, składającego się z Żydów, Ukraińców, Białorusinów, Niemców i Rosjan, który przesądził – wraz z głosami PSL – o wyborze nieakceptowanego przez prawicę Gabriela Narutowicza na prezydenta RP w 1922 roku.
Doprowadziło to do pożałowania godnego zabójstwa politycznego, które wstrząsnęło wieloma, w tym Józefem Piłsudskim. Zabójca, Eligiusz Niewiadomski, w składanych przed sądem wyjaśnieniach wyznał, że od jego kul miał zginąć właśnie Marszałek, który jednak w ostatniej chwili wycofał się z kandydowania do prezydenckiego urzędu. Schedę po Narutowiczu objął Stanisław Wojciechowski, przyjaciel Komendanta z lat konspiracji antycarskiej, ale jego nadzór nad kolejnymi, zwykle krótkimi rządami powoływanymi przez coraz to nowych premierów, prowadził do coraz większego chaosu w kraju. Najgorsze emocje w społeczeństwie wywołał Wincenty Witos jako prezes Rady Ministrów, który w listopadzie 1923 roku zmobilizował nie tylko policję, ale i wojsko do strzelania do manifestujących krakowskich robotników. Zginęło 15 manifestujących oraz 3 osoby przypadkowe.
Potem były kolejne nieudolne rządy, wynik niekończących się poselskich awantur w Sejmie, doprowadzające państwo do coraz większego chaosu społecznego i ubożenia gospodarczego. Obserwował to wszystko Piłsudski z Sulejówka jako osoba prywatna, pragnący z jednej strony surowej dyscypliny i porządku w kierowaniu krajem, a z drugiej zachowania ustroju opartego na zasadach demokracji. Przysłowiową kroplą przepełniającą puchar okazało się powołanie przez Wojciechowskiego po raz kolejny na premiera – Wincentego Witosa, człowieka skompromitowanego i antylewicowego, pragnącego zrehabilitować się w oczach prawicy za swój udział w wyborze nieszczęsnego Narutowicza, który jak się szybko okazało był wszystkim niewygodny. I wtedy Piłsudski powiedział: dosyć! Rozpoczął mobilizowanie wiernych sobie oddziałów, z zapałem meldujących się do jego dyspozycji. Łudził się przy tym, że do przewrotu nie dojdzie i wystarczy sama demonstracja siły, w wyniku której prezydent zdymisjonuje znienawidzonego Witosa.
Ale Wojciechowski uniósł się honorem, uznając, że to on, jako prezydent demokratycznego państwa, podejmuje decyzje, a nie osoba prywatna, choćby w randze Marszałka. I wydał rozkaz wojskom rządowym stawienie oporu „buntownikom”, nazywając wystąpienie Piłsudskiego „puczem”, czym w świetle prawa międzynarodowego rzeczywiście było. Obraz tamtych lat, począwszy od roku 1922, oraz gorących dni majowych, poznajemy za pomocą relacji świadków, odezw i przemówień mężów stanu, fragmentów wywiadów i artykułów prasowych, wspomnień. Są wypowiedzi głównych aktorów wydarzeń, a więc Piłsudskiego, Wojciechowskiego, Witosa, Felicjana Sławoja-Składkowskiego oraz osób których udział był epizodyczny lub drugorzędny.
Są wśród nich Hermann Liebermann, Maciej Rataj, Stanisław Grabski, Roman Dmowski, Maria Dąbrowska, a nawet Adolf Warski, współzałożyciel Komunistycznej Partii Polski, wzywający komunistów do poparcia oddziałów Piłsudskiego, którego jeszcze niedawno czerwone broszury nazywały faszystą, a teraz – rewolucjonistą walczącym z faszyzmem. Warski uznał bowiem, że im większy chaos w Polsce tym lepszy grunt dla przeprowadzenia rewolucji na wzór bolszewicki, a Marszałek może co najwyżej zostać nowym Kiereńskim. Są również fragmenty publikacji z gazet typu „Rzeczpospolita”, „Robotnik”, „Wola Ludu”, „Gazeta Warszawska”, „Kurier Poranny”, „Nowy Kurier Polski” czy „Gazeta Wileńska”. Brakuje materiałów z ówczesnej prasy wojskowej, jak „Polska Zbrojna” czy „Żołnierz Polski”. Książka bardzo interesująca, wnosząca wiele nowej wiedzy, tym bardziej, że jej redaktorzy, Agnieszka Knyt i Aleksiej Rogozin, zadbali o wszechstronny i wyważony dobór materiału, tworząc pracę w duchu historycznego obiektywizmu. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Za chlebem. Polscy chłopi w poszukiwaniu ziemi obiecanejprzez Paweł Jaskulski
Autor: Wojciech Lada Wydawnictwo Wielka Litera
W 1890 roku z ówczesnej Galicji i Mazowsza zaczęli wyjeżdżać mieszkańcy wsi. Tym razem nie do większych miast czy do Prus, ale do kosmicznie – z ich punktu widzenia – odległej Brazylii. O ich losach i perypetiach w podróży opowiada książka Wojciecha Lady. Dla biednych chłopów powiedzenie „za chlebem” nie było metaforą, ale najbardziej elementarnym doświadczeniem codzienności. „Gorączka brazylijska” – jak nazywano ten nagły exodus – nie była egzotycznym epizodem migracyjnym, ani też czymś w rodzaju zbiorowej iluzji. Była desperacką próbą wyrwania się z rzeczywistości, która milionom ludzi nie oferowała właściwie żadnej przyszłości.
Głód, bieda, brak ziemi i zależność od dworu wypychały chłopów z rodzinnych stron bardzo skutecznie. Obszerne fragmenty reportażu dotyczą samej podróży, która zaczynała się formalnie w Toruniu. Stamtąd zatłoczone pociągi ruszają do kolejnych punktów tej wyjątkowej peregrynacji. Lada znakomicie rekonstruuje atmosferę tych miejsc przejściowych: dworców pełnych hałasu, brudu, płaczu dzieci i zapachu przepoconych ubrań. Wielu emigrantów po raz pierwszy opuszcza rodzinne strony i nie rozumie języka świata, w który nagle zostali wrzuceni. Sama podróż była dla nich doświadczeniem granicznym, czymś pomiędzy pielgrzymką, ucieczką a deportacją. Po przybyciu do Brazylii marzenie o ziemi obiecanej zaczynało pękać. Polscy chłopi liczyli na dom i gotową ziemię pod uprawę. Otrzymywali natomiast fragment dżungli, który trzeba było samodzielnie wykarczować.
Autor opisuje te sceny z dużą plastycznością: tropikalny upał, owady błoto, wilgoć i poczucie bezradności ludzi, którzy całe życie pracowali na roli, ale nigdy wcześniej nie mierzyli się z tak nieprzewidywalną naturą. Pomimo wielu nieprzewidzianych trudności, brazylijska emigracja nie była wyłącznie historią klęski. W wielu przypadkach stawała się doświadczeniem emancypacyjnym. Chłopi, którzy niegdyś byli zależni od dziedzica, proboszcza czy lokalnego urzędnika, w Brazylii zaczynali funkcjonować inaczej. Zyskiwali poczucie sprawczości i własnej wartości. Wojciech Lada operuje językiem reporterskim, bardzo dynamicznym i plastycznym, ale jednocześnie zachowuje historyczną dyscyplinę. Umiejętnie korzysta z materiałów źródłowych, nie zamieniając jednak książki w archiwalną syntezę. Autor ma duże wyczucie detalu i atmosfery. Potrafi jednym obrazem oddać więcej niż wielostronicowy historyczny komentarz. Zdecydowanie polecam. Oprawa twarda, szyta. Anna Karczewska - Nie dać się poczuciu winy. O tym co nam przeszkadza w życiuprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Mona Chollet Wydawnictwo Karakter
Tytuł może sugerować, że książka jest poradnikiem udzielającym praktycznych wskazówek w jaki sposób zwalczać tkwiące w nas poczucie winy, jak sobie z nim radzić i wykorzenić z naszych emocji i myśli. Jest to jednak sugestia błędna, gdyż praca Mony Chollet nie ma w sobie niczego poradnikowego. Nie udziela rad, ani wskazówek, nie informuje, co należy zrobić, i jak myśleć, żeby sprawić ulgę w udręce. Nie oferuje zestawów ćwiczeń i innego rodzaju praktyk o charakterze terapeutycznym.
Ci, którzy na to liczą, nie powinni po nią w ogóle sięgać. Publikacja jest bowiem rozległym esejem kulturowo-psychologicznym analizującym źródła nieuzasadnionego czucia się winnym, tkwiące w zakorzenionych w nas emocjach typu wstyd, strach przed karą, krytyką i oceną, hamowanie skłonności do samodzielności i niezależności przy jednoczesnej pokusie podporządkowania się autorytarnej jednostce oraz obowiązującym zasadom i regułom postępowania. Ziarna, które wydały te nie zawsze zdrowe owoce tkwią w naszej przeszłości i nie mieliśmy wpływu na to, kiedy i w jaki sposób je w nas zasiewano. Dziecko bowiem nie ma wpływu na to, co robią z nim dorośli, a zwłaszcza rodzice, dziadkowie, także starsze rodzeństwo. Dziecku zaszczepia się obowiązujące wzory zachowań nie dając żadnego wyboru.
„Masz być grzeczny lub grzeczna” strofują swoją latorośl rodzice, przedszkolni wychowawcy, nauczyciele szkolni „Jeśli się złościsz, jest to złe. Tak samo, kiedy ciskasz przedmiotami, niszczysz zabawki, bijesz kolegów”. Słowem, ujawniając to co czujesz, narażasz się na karę. A nawet jeśli zdołasz jej uniknąć, to i tak poczucie, że zrobiłeś coś niewłaściwego, generuje w tobie poczucie winy. Powstaje ono w dzieciństwie, a u wielu ciągnie się przez całe życie. Oczywiście są to odkrycia psychoanalizy, wielokrotnie, od ponad stu lat, przekazywane przez psychologię, pedagogikę czy socjologię. Także kulturoznawstwo. Ale książka francusko-szwajcarskiej eseistki dotyczy wielu przestrzeni. W codziennym życiu sterują nami podświadome mechanizmy wynikające z roli patriarchatu, obowiązującej w społeczeństwie w którym wzrastaliśmy, jak również społecznego systemu jakim jest kapitalizm. Ten pierwszy dyktuje nam, że mamy być twardzi, silni i odporni, bo tego wymagał od nas surowy ojciec, powołując się na wyzwania jakie stawia przed nami życie, które jest brutalne, okrutne i bardzo wymagające. Drugi mechanizm, ekonomiczno-społeczny, wymaga od nas dawania z siebie wszystkiego w celu zarabiania pieniędzy, będących punktem wyjścia oceny nas jako ludzi w oczach innych. Uleganie mu może doprowadzić do pracoholizmu, postawienia siebie w roli konia roboczego, wyzbycia się satysfakcji z życia osobistego, zaburzenia życia rodzinnego, także do wystąpienia różnorodnych chorób. A nawet do przedwczesnej śmierci.
Zrozumienie tego szerokiego kontekstu może przyczynić się jednak do wypracowania w sobie większego dystansu do naszych własnych – a jednocześnie cudzych, bo przecież w nas zaszczepionych przez innych – wewnętrznych oczekiwań, atakującym nas ciągłą krytyką, że nie jesteśmy dobrymi mężami i ojcami, za mało zarabiamy, za mało z siebie dajemy. W tym kontekście karzemy siebie za każdą chwilę relaksu. Kiedy dajemy sobie prawo do odpoczynku i odczuwamy ulgę, przyjemność, a nawet radość, od razu pojawiają się niepokojące myśli, że coś jest nie tak, że coś nam zagraża, że nie mamy prawa czuć się dobrze. Wszystko to sprawia właśnie zakorzenione w nas poczucie winy. Zrozumienie tego mechanizmu, rozbudowanego przez lata do jakiegoś wielostrukturowego potwora zżerającego nas od zewnątrz, potrafiącego zaburzać nasz życiowy komfort i przeszkadzać w odczuwaniu zwykłej codziennej satysfakcji, może stać się pierwszym krokiem do pokonania tego złośliwego gnoma. Tym bardziej, że często okazuje się on King-Kongiem na glinianych nogach.
Ale nie tylko patriarchat i kapitalizm są przedmiotem badań autorki. Są nimi także – między innymi – problemy związane z religią i pojęciem grzechu, a szczególnie próba znalezienia odpowiedzi na pytanie w jaki sposób religijne myśli, nakazy oraz idee oddziałują na nasze współczesne rozumienie pojęcia winy. Inna sprawa to obwinianie ofiar, zwłaszcza kobiet, które doświadczyły na sobie przemocy oraz gwałtu. „Ona sama tego chciała” mówią niektórzy, a często również niektóre „Niepotrzebnie prowokowała, kusiła i wkurzała”. Autorka jest zdania, że patriarchalny system wychowawczy należałoby zastąpić matriarchalnym, a kult surowości, bezwzględnego wymagania, jak również usprawiedliwiana bicia jako konieczności prowadzącej do dobra dziecka, zlikwidować, wraz z innymi przejawami represyjności.
Dla mnie najciekawsze okazało się ostatnie pole badań eseistki, jako stosunkowo nowe i mało jeszcze znane. Nazwała je „Moralną wyższością w ruchach aktywistycznych”. Ich działacze bowiem uważają siebie za symbole postępu i wzoru do jakich powinni dążyć inni. I nie ma znaczenia, czy chodzi o ruchy antyrasistowskie, antywojenne, wegetariańskie czy na rzecz praw człowieka. Coraz bardziej się rozwija zjawisko zastępowania jednej tyranii przez inną, poprawną moralnie i politycznie, dyktującą innym jak i co mają myśleć, co wolno im mówić i robić. Potępianie mających inne zdanie na tyle zakorzeniło się w naszej codzienności, że niektórzy Anglicy lub Francuzi boją się używać takich słów jak black lub noir w obawie, że mogę one zostać źle zinterpretowanie i posłużyć do posądzenia o rasizm. Czyniąc swojej wywody autorka często posługuje się odniesieniami do kultury popularnej, do seriali, filmów i literatury rozrywkowej. Swoje spostrzeżenia i wnioski przekazuje na ogół stylem lekkim, przesyconym humorem, rodzajem narracji gawędziarskiej. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Wybrańcy ukrytego świataprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Malina Prześluga Wydawnictwo Dwie Siostry
Poziom: BD II
Florentyna, zwana Florą, oraz Leopold, czyli Leo, są 11-latkami mieszkającymi obok siebie na tym samym piętrze kamienicy. Urodzili się w tym samym dniu i o tej samej godzinie, w dodatku w tym samym miejscu, bo na porodówce jednego szpitala. Potem ich rodzice kupili mieszkania w tym samym domu, również obok siebie. Trudno o lepsze pokrewieństwo dusz, zwłaszcza, że od najmłodszych lat bawili się razem i codziennie spędzali czas ze sobą jako najtrwalsi z przyjaciół. Nie oznacza wcale, że byli we wszystkim zgodni, bo kłócili się żarliwie o byle co, ale złość szybko mijała. A ponadto bardzo się różnili charakterologicznie. Florka to dziewczynka poukładana, ambitna, racjonalna i energiczna. Leo natomiast to chłopiec wiecznie znudzony, niezadowolony, niespokojny, mający skłonność do mówienia tego co myśli, co często sprawia, że wpada w kłopoty. A w ogóle wierci się często, jakby czekał na coś co przyjść powinno, ale nie nadchodzi. W miarę rozwoju fabuły okazuje się, że oboje czekali. A to co nadeszło okazało się bardzo niezwykłe. Granicę innego świata przekroczył Leo, którego matka zawiozła na letni obóz karate w okolicach Gdyni, a on natychmiast naraził się przemądrzałemu trenerowi, a także dopiero co zapoznanemu koledze, bezczelnemu Romanowi.
W Noc Kupały uciekł z obozu i snuł się po lesie, aż przyciągnął go tajemniczy niebiesko-zielony blask. Pochodził od dużego kwiatu, podobnego do wielkiego oka, wydającego się wsysać ciemność i przerabiać ją na energię. Pod jej wpływem Leopold zamienił się w gołębicę. Poleciał do swojej przyjaciółki, Flory, która zrozumiała jego mowę, chociaż z przeciętnym człowiekiem zamieniony w ptaka chłopiec nie mógł nawiązać kontaktu. Okazało się, że dziwna roślina była Kwiatem Poznania, który w każdą Noc Kupały czyli Świętojańską ujawnia swoją niezwykłą moc i przenosi wybrane osoby do tytułowego Animarium, przestrzeni, nazywanej również Żywo Światem. Animarium zasiedlają Animanty, a są nimi zarówno zwierzęta i rośliny, jak i kamienie. Są one obdarzone mową oraz świadomością, zupełnie jak ludzie. Mają uczucia, doświadczając tego co człowiek. Kochają, cierpią, tęsknią. Ale okazuje się, że Leopold jest czymś więcej niż Animant, bo jego byt nosi nazwę Anikamba. Anikamby występują w Żywo Świecie rzadziej niż Animanty, bo są czymś w rodzaju elity.
Mogą przeistaczać się w inne stworzenia, lecz tylko trzykrotnie. Leo jako człowiek przeistoczył się w gołębia, ma więc jeszcze jedną możliwość. Chciałby jednak wrócić do postaci ludzkiej, ale nie wie jak to zrobić. Podobno dowie się z czasem, a w każdym razie tak mówią niektórzy z jego nowych przyjaciół, także Anikambów. Ale nie wszystkie z tych istot są przyjazne, jak to ludzie / nie-ludzie. Leo ma w tym odmiennym, na pozór czarodziejskim świecie masę przygód, bo ciągle natyka się na coś nowego i zaskakującego, a towarzyszy mu Florka, która wprawdzie nie przeistoczyła się w Anikamba lub Animanta, ale dowiedziała się, że jest Widzącą czyli osobą dostrzegającą rzeczy niedostępne innym. W ten sposób dołączyła go grona wybranych.
Autorka wykreowała fascynujący, przesycony odmienną rzeczywistością świat adresowany do starszych dzieci, bo „Animarium” nie jest na pewno lekturą dla najmłodszych, lecz dla dojrzewających, uczących się poznawania otaczającej rzeczywistości na szczeblu wyższym niż te dolne. Książka uczy współczucia i szacunku dla wszelakiej odmienności, także słabości, która może kiedyś okazać się wielką siłą. Ukazując krainę Żywo Świata pokazuje wcale nie czary i nie magię, ale odmienność rządzącą się własnymi prawami, zaskakującymi dla przybyszów i początkowo niezrozumiałymi. Z czasem bohaterowie, przekraczając kolejne etapy poznawania, dotykają mega tajemnicy, w której każdy mikroświat jest częścią makroświata, czyli wszechświata, a zwykła ćma jest równie ważna i potężna jak największe z gwiazd. Książka bardzo wartościowa, rozbudzająca wrażliwość i wyobraźnię młodego czytelnika. Oczywiście polecam, również dorosłym, bo przekaz „Animarium” jest uniwersalny, podobnie jak styl autorki pasujący do różnych grup wiekowych. Pisarka i wydawnictwo zapowiadają już ciąg dalszy czyli tom drugi o tytule „Animarium: Pszczoły i płomienie”. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz - Dzikie plemię grzybówprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Wioleta Detyniecka Ilustracje: Aneta Szczypczyk Wydawnictwo Krótkie Gatki
Poziom: BD I/II
Drugi tom cyklu „Kroniki Wielkiej Puszczy”. Tom I „Tajemnica starszej pani” (P. 8/2025). To dzieło duetu: Wioleta Detyniecka (scenariusz) i Aneta Szczypczyk (rysunki). Część otwierająca otrzymała nagrodę za najlepszy komiks dla dzieci 2025 roku na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier. Historia rozpoczyna się niedługo po wydarzeniach z „jedynki”. Tym razem punktem wyjścia jest zniknięcie kota, Mańka. Dwie dzielne przyjaciółki – Rózia i Tashi – wyruszają na poszukiwania ulubieńca, co prowadzi je prosto w głąb Wielkiej Puszczy, gdzie natrafiają na tytułowe, ukryte dotąd dzikie plemię grzybów.
W intrygę mocniej angażowany jest tata Rózi. To ekscentryczny mykolog, którego „grzybowa nerdoza”, erudycja i specyficzny humor napędzają akcję i wprowadzają do komiksu dużo zabawy. Rysunki Anety Szczypczyk oddają klimat gęstego, tętniącego własnym życiem lasu. Wizualna kreacja tytułowego plemienia grzybów urzeka kreatywnością – antropomorficzne grzybki mają mnóstwo charakteru i uroku. Kolorystyka komiksu współgra z baśniowym, ale też przygodowym tonem opowieści. Dynamiczne kadrowanie świetnie sprawdza się w scenach akcji, których w tym tomie jest więcej niż w poprzednim. Wielką siłą tego komiksu jest fakt, że scenarzystka Wioleta Detyniecka z wykształcenia jest archeolożką i zielarką. Jej głęboka miłość do przyrody oraz inspiracje czerpane z ludowych wierzeń i biologii zostały przelane na papier. Polski komiks dziecięcy ma się dobrze, twórcom nie brakuje oryginalnych konceptów artystycznych i miejsc do publikacji. Oprawa twarda, szyta. - Trzy imiona Ludkiprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Gisela Pou
Wydawnictwo: Marginesy
Ludka Nowak, główna bohaterka powieści Giseli Pou, jest wprawdzie postacią fikcyjną, ale jej historia została skonstruowana w oparciu o historie prawdziwych osób, i to bardzo szczególnych. W 1946 roku do Barcelony przybyła bowiem grupa polskich sierot, które w trakcie wojny zostały odebrane rodzicom i były siłą germanizowane. Kiedy wojna się skończyła, dzieci znalazły się w polskiej szkole w Barcelonie, gdzie pod okiem pracownicy polskiego konsulatu Wandy Morbitzer-Tozer powoli przypominały sobie to, co wcześniej im odebrano – zarówno język polski i rodzime tradycje, jak i wspomnienia dotyczące rodziców i wczesnego dzieciństwa. Sytuacja była tym bardziej dramatyczna, że chodziło o małe dzieci. Bohaterka powieści Giseli Pou Ludka Nowak, gdzie indziej nosząca także nazwiska Ewa Jedynak i Hedda von Brandt, trafia do Barcelony w wieku dziewięciu lat.
Doświadczona katalońska pisarka i scenarzystka napisała tę powieść na zamówienie, również jako hołd dla Wandy Morbitzer-Tozer i jej działań. Autorka podeszła do zadania jak najbardziej poważnie: choć większość jej bohaterów to postaci fikcyjne, wykonała rzetelną pracę archiwalną i w efekcie jej powieść można traktować jako prawdziwy obraz pewnej dramatycznej sytuacji z przeszłości. Jeśli chodzi o styl, „Trzy imiona Ludki” to elegancko napisana powieść realistyczna, taka w której dba się i o urodę zdań, i o wciągającą fabułę, ale przede wszystkim o to, by czytelnik poczuł się pochłonięty przez świat przedstawiony. Powieściowe wydarzenia poznajemy z perspektywy pierwszoosobowej, ale Ludka Nowak nie jest tu jedyną narratorką, są jeszcze dwie. Istotne wątki powieści stanowią ukazanie podzielonej, w pewien sposób schizofrenicznej tożsamości głównej bohaterki, a także wątek międzykulturowego spotkania dzieci przybyłych z Polski przez Niemcy, z rodowitymi Katalończykami. Obie strony wydają się sobie nawzajem egzotyczne, przynajmniej na początku.
Gisela Pou wykonała kawał porządnej literackiej roboty, by opowiedzieć czytelnikom dramatyczną, ale koniec końców także budującą historię o dramacie II wojny światowej, tożsamości i człowieczeństwie. Polskiego odbiorcę jej powieść może zainteresować tym bardziej, że dotyczy właśnie Polek i Polaków, a historia Wandy Morbitzer-Tozer i jej podopiecznych jest w naszym kraju mało znana. „Trzy imiona Ludki” jak najbardziej mogą zatem sprawdzić się jako zakup biblioteczny. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Jezioro stworzeniaprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Rachel Kushner
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
„Jezioro stworzenia” rozpoczyna się niczym inteligentna powieść szpiegowska. Trzydziestoczteroletnia agentka występująca pod nazwiskiem Sadie Smith ma za zadanie zinfiltrować radykalną grupę anarchistycznych ekologów, która jest podejrzewana o wyrządzanie szkód biznesowi działającemu w jednym z tradycyjnie rolniczych rejonów Francji. Nieformalnym ojcem chrzestnym grupy jest stary filozof-prymitywista Bruno Lacombe, który w młodości był uczestnikiem studenckiej rewolty 1968 roku, a obecnie mieszka w jaskini i uważa, że neandertalczycy byli lepszą wersją człowieka niż homo sapiens. Według Lacombe’a jako cywilizacja powinniśmy dowiedzieć się o nich więcej i ich naśladować – być może wtedy doznamy uleczenia i wreszcie przestaniemy podpalać grunt, po którym sami stąpamy.
Sadie Smith jest bardzo inteligentna, cyniczna, sprawna w działaniu i pozbawiona moralnych zahamowań. Dzięki temu także skuteczna, choć zdarzają jej się wpadki – jedna sprawiła nawet, że wyrzucono ją z FBI. Teraz robi mniej więcej to samo, ale na rzecz prywatnych mocodawców. Tak naprawdę nie wie nawet dla kogo w danym momencie pracuje, ale nie przeszkadza jej to, bo zależy jej tylko na sobie i porządnym wykonywaniu swojej pracy, raczej nie zaprząta sobie głowy jej skutkami. W toku powieści ten stan rzeczy zaczyna jednak ulegać pewnej zmianie, a bohaterka – również za sprawą prowokacyjnych, ale ciekawych idei Lacombe’a – zaczyna dopuszczać do siebie możliwość spojrzenia ze znacznie szerszej perspektywy na sprawy, w których uczestniczy.
„Jezioro stworzenia” sprawnie łączy cechy trzymającej w napięciu powieści szpiegowskiej z rozważaniami na tematy cywilizacyjne. Chwilami pewnie mogą wydać się one nieco naiwne czytelnikom na co dzień zanurzonym w lekturach filozoficznych, jednak dla większości odbiorców prozy będą w sam raz. Tym bardziej, że fabularny punkt wyjścia jest nieoczywisty, bohaterowie intrygujący, a powieściowy świat przedstawiony – wraz z kolejnymi refleksjami bohaterki – utkany przez autorkę na tyle misternie, że czytelnik chętnie weń wsiąka. Na to wszystko składają się m.in. poszatkowana, achronologiczna narracja, przekonująca psychologia postaci, a także umiejętny dobór i ciekawe przedstawienie przez autorkę faktów naukowych i idei filozoficznych.
Polecam powieść Rachel Kushner jako zakup biblioteczny. Po pierwsze dlatego, że stanowi udane i wciągające dzieło sprawnego pisarskiego rzemiosła, a po drugie – bo im więcej mówienia o ekologii oraz szkodach, jakie człowiek wyrządza samemu sobie i planecie, tym dla nas lepiej. Najlepiej nie tylko w kolejnych książkach non-fiction, ale także w powieściach czy filmach fabularnych. A przy okazji: wydaje mi się, że „Jezioro stworzenia” mogłoby stanowić kanwę ciekawego filmu. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Odmieniona Ziemiaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Peter Frankopan
Wydawnictwo: W.A.B.
Peter Frankopan jest brytyjskim historykiem, którego polscy czytelnicy mogą kojarzyć przede wszystkim dzięki jego najbardziej znanej książce, zatytułowanej „Jedwabne szlaki. Nowa historia świata” (omawialiśmy ją podczas przeglądu nowości wydawniczych nr 20 w 2018 roku), a także swego rodzaju dodatkowi do niej, zatytułowanemu „Nowe jedwabne szlaki. Teraźniejszość i przyszłość świata” (przegląd 21/2021). W nowej publikacji badacz również podejmuje inny rozległy temat, a mianowicie przygląda się historii zmian klimatycznych. Frankopan zgadza się ze stwierdzeniem, że sytuacja, w której znajdujemy się obecnie, jest niecodzienna i stanowi zagrożenie dla przetrwania naszego gatunku, zauważa jednak, że zmiany klimatyczne, niekoniecznie wywołane przez człowieka, towarzyszyły nam od zarania dziejów. Ba, gdyby nie gwałtownie zmieniający się klimat, przed milionami lat na Ziemi nie mogłoby rozwinąć się życie. Badacz udowadnia też, że wiele później konsekwencje zmian klimatycznych powodowały upadki całych imperiów.
Choć publikacji towarzyszy przesłanie, według którego powinniśmy wyciągać lekcje w przeszłości i dostosować się do zmian klimatycznych tak, aby dać sobie szanse na przetrwanie, „Odmieniona Ziemia” jest przede wszystkim książką historyczną, a więc taką, w której autor skrupulatnie opowiada nam przeszłość – od początków dziejów świata, aż do współczesności, rozumianej tu jako okres od około 1990 roku do dziś. A opowiadanie o historii powszechnej pod określonym kątem zwykle ma tę zaletę, że nawet dobrze znający tę historię czytelnik może się z niej dowiedzieć czegoś nowego. By daleko nie szukać, zapewne nie wszyscy wiedzą choćby o tym, że okres od około 1550 do 1800 roku historycy klimatu nazywają „małą epoką lodowcową”, a ówczesne poważne ochłodzenie klimatu, głównie w rejonie północnego Atlantyku, nie umknęło także uwadze tzw. zwykłych ludzi.
„Odmieniona Ziemia” to publikacja, która może zaciekawić nie tylko wszystkich miłośników literatury historycznej (zwłaszcza tej, której autorzy starają się spoglądać na historię świata z jak najszerszej perspektywy), ale także czytelników sięgających po książki dotyczące zmian klimatycznych. Sądzę, że może przydać się także w bibliotekach. Oprawa twarda, szyta. - Patrząc na kobiety, patrząc na wojnęprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Wiktoria Amelina
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Wiktoria Amelina była ukraińską pisarką, autorką dwóch powieści, dwóch książek dla dzieci i zbioru wierszy. Nie przypadkiem używam czasu przeszłego – Amelina zmarła wskutek rosyjskiego ataku rakietowego na Kramatorsk, który miał miejsce w czerwcu 2023 roku. Miała trzydzieści siedem lat.
„Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę” to książka wydana pośmiertnie. Pisarka pracowała nad nią, kiedy zginęła. Podobno zdążyła napisać jakieś 60% planowanego tekstu, ale z pewnością to, co teraz mamy okazję przeczytać stanowi jeszcze jego surową wersję – pozbawioną ostatecznych poprawek autorki, nie mówiąc o poprawkach redaktorskich. Z kolei redaktorzy, którzy pracowali nad wydaniem nieukończonego tekstu, postanowili zostawić go jak najbliżej oryginalnej, autorskiej wersji. W tej sytuacji to decyzja jak najbardziej zrozumiała.
„Poszukiwanie sprawiedliwości przeobraziło mnie z pisarki i matki w badaczkę zbrodni wojennych. Od roku fotografuję wyrwy w ścianach bibliotek, ruiny szkół i domów kultury, rejestruję relacje świadków i ocalałych. Robię to, aby ujawnić prawdę, utrwalić pamięć, w imię sprawiedliwości i szansy na trwały pokój. Pod wpływem tego samego dążenia stopniowo wróciłam do roli pisarki, by móc wam opowiedzieć o ukraińskim poszukiwaniu sprawiedliwości” – w taki sposób już na samym wstępie Amelina pośrednio tłumaczy czytelnikom, czym właściwie miała być jej książka.
I rzeczywiście: jest ona trochę dziennikiem pisarki, a trochę bardzo fragmentaryczną, reporterską opowieścią o kilku kobietach, które zajmują się dokumentowaniem rosyjskich zbrodni wojennych w Ukrainie po to, by w przyszłości było możliwe pociągnięcie ich sprawców do odpowiedzialności. Oczywiście już ze względu na sam temat i kontekst – choćby fakt, że mówimy o wojnie, która wciąż trwa – jest to lektura przejmująca. Autorka celowo podjęła decyzję, by przesadnie nie estetyzować swoich zapisów, a chwilami pisze wręcz sucho. Co oczywiście nie znaczy, że nie da się dostrzec w jej książce prób tworzenia literatury przez wielkie „L”. Amerykańska pisarka Margaret Atwood, autorka przedmowy do tej książki, nie waha się przed zestawieniem dzieła Ameliny z utworami takich gigantów jak Fernando Pessoa czy Samuel Beckett.
Według mnie warto pozyskać tę książkę do bibliotek – choćby jako tragiczne świadectwo wojny, która wciąż toczy się za naszą wschodnią granicą. Ale także po prostu jako poruszającą lekturę skierowaną zarówno do Polaków z dziada pradziada, jak i do żyjących w naszym kraju Ukraińców. Oprawa twarda, szyta. - Jula, starszy brat i straszliwa zjeżdżalniaprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Maria Vilja
Wydawnictwo: Smart Books
Poziom czytelniczy: BD 0/I
Pierwsza książka z nowej, obiecującej serii książek dla dzieci o małej Juli, napisanej i zilustrowanej przez fińską autorkę Marię Vilję. Tytułowa bohaterka wraz ze starszym bratem, babcią i dziadkiem wybiera się do aquaparku. Dzieci od początku odgrażają się, że będą korzystać z największej zjeżdżalni, jednak kiedy już docierają na miejsce, mina nieco im rzednie. Są onieśmielone i zwyczajnie boją się zjechać z wielkiej zjeżdżalni, przypominającej Juli przerośniętego węża boa, do którego paszczy trzeba wskoczyć, by po jakimś czasie z pluskiem wylądować na dole. W końcu rezygnują, a babcia chwali ich, tłumacząc, że czasem potrzeba odwagi, by umieć dopuścić do siebie strach. I wtedy, nagle, dzieje się coś niespodziewanego! Nie Jula, nie jej brat, ale właśnie babcia przez przypadek wpada w paszczę zjeżdżalni. Mało tego: przypadkowy zjazd tak jej się podoba, że później trudno jest wyciągnąć ją z aquaparku.
Powiedziałbym, że „Jula, starszy brat i straszliwa zjeżdżalnia” to nie tylko udana, ale także dobrze wyważona książka – autorka znalazła w niej miejsce i na naukę, i na dziecięcą psychologię, i na śmiech. Historia jest zabawna i na początku nie sposób przewidzieć, że to właśnie babcia zostanie fanką ogromnej zjeżdżalni, co oczywiście stanowi sporą zaletę. Do tego udane ilustracje, które nie są klasycznie ładne, ale zdecydowanie przykuwają oko. Można powiedzieć, że bez pudła wpisują się w estetykę charakterystyczną dla współczesnych ilustratorów dziecięcych z Finlandii i krajów skandynawskich. Książkę spokojnie można polecać, także bibliotekom – jestem pewien, że spodoba się dzieciom. Oprawa twarda, szyta. - Czarny piesprzez Radosław Pulkowski
Autor: Levi Pinfold
Wydawnictwo: Tako
Poziom czytelniczy: BD 0/I
Levi Pinfold jest cenionym, wielokrotnie nagradzanym angielskim ilustratorem i autorem książek dla dzieci. To jego pierwsza autorska książka na naszej liście, chociaż omawialiśmy już kilka zilustrowanych przez niego publikacji – ostatnio „Odnaleźć niedźwiedzia” Hannah Gold (przegląd 23/2024). „Czarny pies” jest bez wątpienia autorską książką artystyczną, w której starannie przygotowana warstwa wizualna współgra z wymyśloną przez Pinfolda metaforyczną historią o lęku i odwadze.
Pewnego dnia obok domu państwa Nadziejaków pojawia się wielki czarny pies. Członkowie rodziny są przerażeni i każdy z nich postrzega demoniczne zwierzę jako jeszcze większe niż poprzednik – najpierw pies jest wielkości tygrysa, ale w końcu zdaje się przerastać niemały dom Nadziejaków. Wyjątkiem jest najmłodsze dziecko, zwane Małą. Mała się nie boi, wychodzi do psa i zaprasza go do wspólnej gonitwy, doradzając mu, że jeśli chce biec tam gdzie ona, musi się zmniejszyć. I tak też się dzieje. Mała nie tylko wychodzi cało ze spotkania, którego tak bali się wszyscy inni Nadziejakowie, ale przyprowadza psa – będącego już w normalnych, psich rozmiarach – do domu. Okazuje się, że od początku nie było się czego bać.
Opowieść jest uniwersalna, odwołuje się do języka baśni i archetypów, dzięki czemu ma swoją moc i może zapaść dziecku w pamięć. Malarskie, utrzymane w autorskim stylu ilustracje Pinfolda są na najwyższym poziomie, choć trzeba przyznać, że mogą niepokoić co wrażliwsze dzieci. Mali czytelnicy podobni do Małej-bohaterki mogą zostać nimi zaczarowani, jednak tych co bardziej wrażliwych (i młodszych) publikacja z pewnością może przestraszyć, więc warto uważać podczas wspólnej lektury. Nie zmienia to jednak faktu, że książka Pinfolda może się podobać zarówno dzieciom, jak i rodzicom i pewnie warto rozważyć ją także pod kątem zakupu bibliotecznego. Oprawa twarda, szyta. - Mój tata pisze książkęprzez Edyta Kucharek
Autor: Tomas Dirgėla
Wydawnictwo: Dwukropek
Poziom: BD O/I
„Mój tata pisze książkę” to pełna wyobraźni i humoru opowieść o tym, jak powstała ta książka. Tomas Dirgėla, litewski autor literatury dziecięcej, pokazuje proces twórczy z perspektywy dziecka oraz realia pracy w domu z perspektywy dorosłego.
Bohaterem utworu jest mały Alek, który z ciekawością (i pewną dozą podejrzliwości) obserwuje swojego tatę pracującego nad nową książką. Chłopiec, który dużo czas spędza z mamą i młodszą siostrą, szuka pretekstu do zabawy z tatą. Ten jednak ciągle zamyka się w swoim pokoju i prosi, aby mu nie przeszkadzać. Za każdym razem jednak, kiedy Alek tam wpada, okazuje się, że tata wcale nie pisze książki tylko sobie chodzi, słucha muzyki albo coś czyta. Po wielu próbach wywabienia taty z pokoju, w końcu to się udaje – cała rodzina spędza czas na wspólnej zabawie. Następnego dnia książka jest skończona, a tata fruwa ze szczęścia.
Świetny jest koncept skonfrontowania – zarówno w warstwie tekstowej, jak i graficznej – dwóch perspektyw: czarno-białego świata taty, który zmaga się z kryzysem twórczym i brakiem weny, oraz wielobarwnego świata dziecka, które ciągle coś tworzy, buduje skomplikowane pojazdy z klocków i wymyśla kreatywne zabawy. Piękna jest scena, kiedy Alek wprowadza tatę do swojego kolorowego świata. Książka pokazuje, jak cenny jest czas spędzony z rodziną. Zabawną, ciepłą opowieść perfekcyjnie dopełniają nowoczesne ilustracje Ingi Dagilė, które łączą świat fantazji z życiem codziennym książkowej rodziny.
Wspaniała lektura o sile wyobraźni, rodzinnej bliskości i wzajemnym zrozumieniu. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Billy w szpitaluprzez Edyta Kucharek
Autorka: Birgitta Stenberg
Wydawnictwo: Zakamarki
Poziom: BD O/I
Kolejna część cyklu o perypetiach kilkuletniego Billy’ego autorstwa szwedzkiej pisarki i scenarzystki; poprzednio na liście: „Billy i świnki” p. 7/2024. Książki o Billym ukazywały się w oryginale w latach 1989-2009, ale mimo upływu czasu nadal bawią kolejne pokolenia i cieszą się dużą popularnością.
Najnowsza historia zaczyna się od niefortunnego zdarzenia – Billy podczas zabawy z Lottą spada z drzewa i z bolącą ręką trafia do szpitala. Okazuje się, że ma pękniętą kość i musi zostać w szpitalu. W nocy nasz mały pacjent z ręką w gipsie wymyka się z sali i w głębi korytarza dostrzega niepokojący cień. Tropiąc „potwora” trafia do sali, w której spotyka groźnie wyglądającego, pokrytego kolorowymi tatuażami od stóp do głów mężczyznę. Tej noc Billy nie tylko pozna nowego sympatycznego znajomego, ale też zje w dyżurce najpyszniejszą na świecie kanapkę zrobioną przez pielęgniarza.
Książka udowadnia, że pobyt w szpitalu nie musi być straszny i nudny. Pokazuje, że strach często wynika z wyobraźni, a nie z rzeczywistości. Historię dopowiadają pełne szczegółów i subtelnego humoru ilustracje Matiego Leppa, które wyróżnia wyrazista kreska i bogata mimika. „Billy w szpitalu” to ciepła opowieść o sile dziecięcej ciekawości, która pomaga pokonać lęk.
Okładka twarda, szyta. Polecam fanom cyklu. - Kocham siebieprzez Edyta Kucharek
Autorka: Lucia Serrano
Wydawnictwo: Debit
Książka hiszpańskiej autorki i ilustratorki to obrazkowy poradnik dla małych dzieci na temat samoakceptacji.
Lucia Serrano proponuje zaszczepić małym dzieciom miłość i szacunek do samych siebie, wdrukować im bardzo ważną i przydatną zasadę – wartość człowieka nie zależy od jego wyglądu czy ocen innych ludzi. Zachęca, aby budować poczucie własnej wartości od jak najwcześniejszych lat.
Punktem wyjścia opowieści jest sytuacja, w której mały chłopiec mierzy się z wyśmiewaniem przez rówieśników. Negatywne komentarze dotyczące wyglądu smucą bohatera i zasiewają w nim ziarno niepewności. Autorka w prosty, obrazowy sposób wyjaśnia, jak przykre słowa negatywnie wpływają na postrzeganie siebie i rzeczywistości. Problem kompleksów związanych z ciałem ukazuje w szerszym kontekście społecznym. Demaskuje tu nierealistyczne, wyidealizowane wizerunki kreowane przez media społecznościowe, reklamy, filmy animowane i gry wideo. Pokazuje, jak na przestrzeni lat zmieniał się kanon piękna. Udziela też wskazówek dotyczących asertywności i traktowania siebie z życzliwością i czułością. Na końcu zaś podaje „przepis na szczęśliwe ciało”.
Mali czytelnicy dowiedzą się, jak radzić sobie z negatywnymi myślami i trudnymi sytuacjami (np. gdy ktoś im dokucza). Z tekstem świetnie współgrają ilustracje wykonane lekką, cartoonową kreską, które w pomysłowy sposób oddają dziecięce zmartwienia. Książka zostawia małych czytelników z przekazem, że „patrzenie na siebie z czułością to prawdziwa supermoc”. Stanowi doskonałe wsparcie dla dzieci w budowaniu poczucia własnej wartości.
Okładka twarda, szyta. Polecam. - Izrael. Co poszło nie tak?przez Katarzyna Olszewska
Autor: Omer Bartov
Wydawnictwo Literackie
Ostatnio z powodu zaostrzenia wojny na Bliskim Wschodzie ukazuje się coraz więcej książek o Izraelu, którego poczynania w Strefie Gazy są oceniane raz z odrobiną wyrozumiałości, raz z surowym potępieniem. Niniejsza publikacja może być jedną z ważniejszych na ten temat, bowiem stanowi głos i z zewnątrz, i ze środka, głos izraelskiego historyka, który choć mieszka na co dzień w Stanach Zjednoczonych, dorastał w kibucu jako Sabra z pierwszego izraelskiego pokolenia, wychowany w duchu idei syjonistycznych walczył o kraj w wojnie Jom Kipur a późniejsze życie zawodowe poświęcił badaniom nad Holokaustem. Pochodzenie i wiedza autora pozwala mu na bezkompromisowe, ale i być może najbardziej obiektywne spojrzenie na Izrael oraz jego dzisiejszą politykę. Historyk pyta jak to możliwe, że państwo, które powstaje, by uwolnić ludzi od prześladowań, dziś prześladuje inny naród i jak to się dzieje, że z pełnego ideałów syjonizmu, z marzenia o wolności i równości rodzi się nacjonalizm, który pozwala na ludobójstwo oraz dyskryminację. Omer Bartov szuka korzeni tej tragicznej, ideologicznej i światopoglądowej przemiany oraz głębszych przyczyn eksplozji przemocy, którą dziś każdego dnia możemy obserwować na ekranach telewizorów czy komputerów. Historyk analizuje przede wszystkim fakty (niektóre z nich porażają), ale pochyla się również nad nastrojami panującymi od trzech lat w izraelskim społeczeństwie. Istotne problemy poruszane w książce to polityka pamięci i upamiętnianie, Holokaust, kolonializm, demoralizacja żołnierzy i syndrom PTSD czy jak się okazuje zamrożony międzynarodowy system prawny oraz stosunek świata do tego, co Bartov wprost nazywa zbrodniami przeciwko ludzkości, popełnianymi przez żydowskie państwo w Strefie Gazy. Badacz zastanawia się nad dalszym losem Palestyńczyków i nad przyszłym charakterem Izraela (nie wszystkie układane przez niego scenariusze są pesymistyczne). Publikacja nie powstaje po to, by oskarżać czy bronić, raczej by otwierać oczy i być może przestrzec przed tym, co złego jeszcze może się wydarzyć na Bliskim Wschodzie. Ta książka to spokojny, wyważony głos w sprawie wojny, pochłaniającej coraz więcej istnień – bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Jesteśmy bezpieczni w sieciprzez Edyta Kucharek
Autorka: Ewa Borowska
Wydawnictwo: Nasz Księgarnia
Poziom: BD I
Kolejna propozycja z serii „Szkoła i ja”, która wspiera najmłodszych uczniów w adaptacji szkolnej i społecznej; poprzednio na liście: „Trenujemy umiejętności społeczne” p. 10/2026.
Autorka, doświadczona nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, tym razem skupia się na jednym z najważniejszych obszarów współczesnego dzieciństwa – bezpieczeństwie w internecie. Poprzez dynamiczne scenki z życia szkolnego i domowego uczniów trzeciej klasy, której wychowawcą jest nauczyciel informatyki, wyjaśnia kluczowe zagadnienia, takie jak: netykieta, cyberprzemoc i hejt, ochrona prywatności oraz zagrożenia online. Każdy temat jest przedstawiony na osobnej rozkładówce wypełnionej kolorowymi ilustracjami i krótkimi dialogami bohaterów.
Młodzi czytelnicy poznają najważniejsze zasady korzystania z internetu, higieny cyfrowej oraz kultury w sieci. Dowiedzą się, jak reagować na niepokojące treści, dlaczego nie wolno klikać w nieznane linki, jak rozpoznawać fałszywe informacje. Na końcu książki zamieszczone są wskazówki dla rodziców i opiekunów. Książka stanowi wartościowe wsparcie zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Będzie doskonałym punktem wyjścia do rodzinnych rozmów o cyfrowym świecie. Sprawdzi się również jako pomoc dydaktyczna dla nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej. Warta uwagi pozycja ucząca kompetencji cyfrowych. Okładka twarda, szyta. Polecam. - W pierwszej osobieprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Zygmunt Bauman
Wydawnictwo: Agora
Wybitny polski socjolog, filozof, naukowiec i eseista, jeden z twórców postmodernizmu, podsumowuje życie, którego pierwsza połowa przypada na trudny, dziwny czas wojen, dyktatur i totalitaryzmów, druga – na epokę zwaną przez niego samego płynną nowoczesnością. Nie udało mi się dotrzeć do informacji, dlaczego autobiografia ukazuje się dopiero teraz (prawie dekadę po śmierci autora), choć ze wstępnego rozdziału można wnioskować, że powstaje gdzieś pomiędzy 2006 a 2015 rokiem. Nie mniej jednak książka wydaje się bardzo świeża i niestety wciąż aktualna pod względem przekazu związanego z wykluczeniem czy społecznymi podziałami.
Zygmunt Bauman opowiada o swoim poznańskim dzieciństwie, dorastaniu w cieniu wojny, tułaczki i dwóch totalitaryzmów. Autor mówi również o trudnym dojrzewaniu idącym w parze z dotkliwym rozczarowaniem socjalizmem. Socjolog rozlicza się z młodzieńczych wyborów i ideałów, nie uciekając od kontrowersji narosłych wokół jego współpracy z władzą ludową. Wielkich sensacji w książce nie znajdziemy, raczej przemyślenia, na które pozwala dystans czasu, wiedza, intelekt i duże doświadczenie. Wydaje się, że Bauman wyjmuje tyle mądrości z własnej biografii, ile się da i wkłada całą tę życiową naukę w okładki publikacji, by podzielić się nią z czytelnikiem. Autor komentuje wydarzenia z przeszłości, analizuje swoje decyzje oraz przypadki, które kierowały jego losem, snuje refleksje o dobru i złu, o ludziach i społeczeństwach, o polskiej historii, o tożsamości w ogóle a także o żydowskości. Już po lekturze kilku początkowych stron widać, że „W pierwszej osobie” to nie jest tekst dla każdego, to autobiografia intelektualisty, który dzieli się nie tylko własnymi wspomnieniami, lecz także mądrą autorefleksją i głębokimi przemyśleniami na temat świata czy ludzkiej natury. Książka pokazuje jak socjolog przykłada własne teorie naukowe do narracji autobiograficznej, czyniąc z nich spójną całość. Czytelnik, sięgając po publikację, odkryje w niej prawdziwą studnię cytatów i gotowych do wzięcia sentencji. Wartościowa, poza tym świetnie napisana, błyskotliwa i bogata w celne spostrzeżenia lektura – bardzo polecam. Oprawa twarda, klejona.
- Droga przez mrokprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Victor Dixen
Ilustratorka: Noëmie Chevalier
Wydawnictwo: Kropka
Poziom: BD IV
Świetna, trzymająca w napięciu książka dla młodzieży, która otwiera cykl zatytułowany „Agencja Perdido”. Powieść ma zdecydowanie mroczny klimat zbliżony do horroru, momentami przestraszy nawet dorosłego. Pierwszy rozdział od razu pokazuje, z czym mamy do czynienia. Lucy, główna bohaterka, wracając ze szkoły do domu, dziwi się, że na progu jak zwykle nie wita jej mama. Dreszcz niepokoju, przebiegający nastolatce po plecach jest całkowicie uzasadniony, bowiem okazuje się, że matka zniknęła a na strychu znajduje się ktoś lub coś, co będzie przyczyną koszmarów Lucy przez najbliższy rok. Tyle czasu mija od dramatycznego wstępu. Bohaterka przeprowadza się do Nowego Jorku, gdzie żyje jej jedyna krewna – ciotka Doris. Kobieta źle traktuje siostrzenicę, zapewnia gorzej niż trudne warunki życiowe, zmusza ją do drobnych kradzieży i w małym ułamku nie daje się polubić, choć rozwój fabuły rzuca nieco jaśniejsze światło na jej postać. Pewnego wieczoru podczas złodziejskich wypraw Lucy znajduje wahadełko i to niepozorne znalezisko wywraca jej życie do góry nogami. Przedmiot wybiera ją na swoją właścicielkę i stawia na jej drodze niecodziennych ludzi. Pierwsza w galerii osobliwych postaci jest Rita Perdido, która wprowadza dziewczynę w groźny świat straszydeł, lochów, portali i odnajdywaczy. Ci ostatni należą do Gildii, choć po świecie chodzi także kilku wolnych strzelców. Odnajdywanie to moc niedostępna każdemu, dar, który pozwala nie tylko odzyskać rzeczy skradzione przez straszydła, ale też skutecznie z nimi walczyć (najlepiej mieczem). Lucy odnajduje w Agencji Perdido nie tylko wiedzę i przynajmniej teoretyczną możliwość odszukania matki, poznaje także nowych przyjaciół, którzy sprawią, że pierwszy raz od dłuższego czasu poczuje, że nie jest zdana wyłącznie na siebie. Tak rozpoczyna się wielka przygoda, bo choć książka ma ponad czterysta stron, nie wszystkie karty zostają odkryte. Lucy poznaje nieznane fakty o swoich rodzicach i odnajduje życiowy cel. Warto czekać na kolejne części. Powieść wręcz wbija w fotel, zaskakuje mnóstwem plot twistów i hipnotyzuje klimatem. Autor buduje ciekawy świat przedstawiony, przemyślany w każdym calu, który z powodzeniem mógłby stać się fundamentem gry komputerowej czy RPG. Wszystko tu się zgadza: dynamiczna akcja, zgrabnie napisane dialogi, intrygujące tajemnice i arcywróg, którego należy pokonać a nawet dopracowane, ciemne ilustracje. Bardzo polecam, choć z ostrzeżeniem, że niektóre sceny podnoszą poziom adrenaliny. Oprawa twarda, klejona.
- Na łąceprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Patrycja Murasicka
Ilustratorka: Katarzyna Zielińska
Wydawnictwo: BIS
Poziom: BD I
Sympatyczna książeczka dla dzieci do czytania przed snem. Pierwszym adresatem zawartych w niej opowiadań była córka autorki. Tak powstał cykl publikacji pt. „Dobranocki”, którego pierwszy tom to właśnie „Na łące”. Wydawca zapowiada kolejne tytuły, których akcja rozgrywa się w lesie, nad rzeką i w górach (na razie niedostępne) i myślę, że warto na nie zaczekać. Cały cykl jest godny uwagi, bo oprócz ciepłych, wyciszających i ciekawych historii zawiera treści edukujące małego czytelnika. Książkę tworzą cztery krótkie teksty, których akcja rozgrywa się w różnych porach roku na tytułowej łące. Bohaterami opowiadań są zwierzątka takie, jak zając, jeż, sarnie koźlątko oraz kret, więc nie tylko przechadzamy się po łące, czeka nas także wycieczka pod ziemię. Rozmaite przygody mają książkowe postacie: poszukują właściciela porzuconego jajka i piórka, poznają łąkowych muzyków, którzy pięknie cykają i odwiedzają sąsiednie norki, by wspólnie spędzić miło czas. Wiele można się dowiedzieć z tych niepozornych historyjek, np. który ptak ma błękitne pióra a który nie buduje gniazd, dlaczego żurawie odlatują na zimę do ciepłych krajów czy jak mieszka jeż i co zwierzątka robią w czasie, gdy łąka pokryta jest śniegiem. Zakończenie każdego z opowiadań to zaproszenie do zaśnięcia. Publikacja z powodzeniem realizuje funkcję wyciszającą i może być świetnym sposobem na przyjemne zakończenie dnia.
Nie tylko słowo zadziała tu na małego czytelnika relaksująco, podobny efekt da kontemplacja obrazu. Trzeba przyznać, że łąka namalowana przez ilustratorkę książeczki ma w sobie wiele uroku i oddziałuje na odbiorcę miłymi dla oka kolorami brązu, szarości i oczywiście zieleni. Dziecko rozpozna na ilustracjach te same kwiaty, trawy czy zioła, które można zaobserwować na polskich łąkach, takie jak mlecz, koniczyna, szczaw oraz dmuchawce i maki. Zachowania i zwyczaje książkowych zwierząt również mają odbicie w rzeczywistości. Widać, że autorka zna zna temat, ale też zwyczajnie lubi świat rodzimej przyrody. Opowiadania przybliżają go dziecku, lecz także uczą empatii i uważności, pokazują harmonię panującą pomiędzy zwierzętami, zachęcają do życzliwości wobec innych. Bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Komu burczy w brzuchu?przez Katarzyna Olszewska
Autor: Boguś Janiszewski
Ilustratorka: Nikola Kucharska
Wydawnictwo: Agora
Poziom: BD II
„Komu burczy w brzuchu?” czyli Kurzol w kolejnej odsłonie. Boguś Janiszewski jak mało kto potrafi tak przekazać wiedzę, by czytelnik nie nabrał podejrzeń, że przy okazji wciągającej lektury jest podstępnie edukowany. Sprytnie akompaniuje mu w tym Nikola Kucharska, która odpowiada za szatę graficzną tekstu tj. elementy komiksowe. Najnowsza przygoda Antka i Kurzola rozgrywa się w układzie pokarmowym, który okazuje się niezwykle groźnym miejscem. Niepokojące odgłosy, bulgoty i chlupoty, do tego trujące gazy i żrące kwasy nie przydają miejscu zacisznego charakteru – „układ trawienny to dziewięć metrów codziennych niebezpieczeństw” (s. 10). I właśnie gdzieś na tych dziewięciu metrach zgubiła się enzymka Tereska, którą bohaterowie postanawiają odnaleźć. Śledztwo robi się trochę dramatyczne za sprawą telegramu, który jednoznacznie wskazuje na to, że zaginionej grozi jakieś niebezpieczeństwo. Antek z Kurzolem próbują odczytać uszkodzoną wiadomość, przeżywają torsje, polityczny wiec i atak terrorystyczny. Rozpęta się niezła jatka, prawdziwa rewolucja, dzięki której chłopiec zrozumie jak ważne jest to, co ląduje w jego żołądku.
Publikacja nie tylko oprowadza małego czytelnika po krętych ścieżkach układu pokarmowego, przedstawia poszczególne narządy, przybliża ich funkcjonowanie i oswaja z trudnym słownictwem. Tekst także promuje dobre i zdrowe zwyczaje żywieniowe przy okazji rozśmieszając do łez zabawną historią, w której pojawia się nawet wątek romantyczny. Być może jest to podpowiedź dotycząca tematyki kolejnej części przygód Kurzola? Ostatnie spostrzeżenie dotyczy gier słownych autora, które tu osiągają najwyższy jak dotąd poziom komizmu – równie świetnie wypada w książce zabawa konwencją. Bardzo polecam. Oprawa miękka, szyta.
- Było sobie dzieckoprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Tamar Weiss-Gabay
Ilustratorka: Shiraz Fuman
Wydawnictwo: Kropka
Poziom: BD I/II
Historia ludzkości widziana oczami dzieci. Izraelski duet artystyczny nie ma zamiaru napisać kolejnej wielkiej historii, w której pierwsze skrzypce grają wojny, wybitne postacie oraz wielcy królowie. Autorki, zamiast tego stawiają na wersję mikro, interesują się codziennością, prozą życia i przestrzenią domu niezależnie od tego, czy jest on kawałkiem trawy pod gołym niebem, jaskinią, szałasem, chałupą czy murowanym zamkiem. Dzieje dzieciństwa pokazano w publikacji poprzez pryzmat doświadczeń dwudziestu małych bohaterów. Czas trwania każdego z opowiadań to jeden dzień z życia dziewczynek oraz chłopców urodzonych w kolejnych epokach historycznych. Wszystkie teksty, choć mają za zadanie pokazać różnice, przemiany i rozwój świata, korespondują ze sobą, tworząc spójną całość. Czytelnikom pewnie od razu nasunie się pytanie: skąd wiadomo co dzieci robiły półtora miliona lat temu w Afryce? Czym się bawiły? Co jadły i o czym marzyły? Książki nie należy traktować zbyt dosłownie, jako zbioru historii, które wydarzyły się naprawdę. Autorki, choć opierają się na odkryciach archeologicznych i obszernej historycznej wiedzy, wymyślają swoich bohaterów i opowiadają tylko o tym, co potencjalnie mogłoby im się przytrafić, gdyby istnieli naprawdę. Pierwszym etapem pracy nad książką jest odtworzenie tła i realiów opowiadań, dopiero później rodzi się dziecięca postać o uczuciach wzorowanych na świecie przeżyć wewnętrznych współczesnych małych ludzi. Artystki opisują rzeczywistość przez pryzmat własnych doświadczeń. Kto wie, być może gdyby dzieci z minionych wieków mogły nagle przemówić, opowiedziałyby nam o sobie coś zupełnie innego. A może dokładnie to samo, w końcu pewnie kiedyś, tak jak i dziś dzieci przeżywały strach, tęsknotę, radość albo płacz. Niemniej jednak teksty Tamar Weiss-Gabay wydają się bardzo wiarygodne i na pewno skuteczniej przemówią do najmłodszych czytelników niż suche fakty, podręczniki oraz encyklopedie. Wiele można się dowiedzieć z tej książki a jej układ ułatwia nakreślenie sobie w głowie ogólnego kształtu rozwoju świata albo cywilizacji. Pojawia się wiele ciekawostek i informacji o wynalazkach, niektóre z nich pozwolono w książce odkryć właśnie dzieciom. Ta niezwykła podróż w przestrzeni oraz czasie daje wyjątkową szansę na zrozumienie tego, że każdy człowiek jest równy, choć różnią nas wyznawane poglądy, bogowie, style życia i wychowania potomstwa, kultura stołu i kuchnia czy inne codzienne zwyczaje. Bardzo polecam. Publikacja trochę waży – fizycznie i merytorycznie. Oprawa twarda, szyta.
- Kundelprzez Paweł Jaskulski
Autor: Krzysztof Papiernik Wydawnictwo Muza
Fabułę swojej debiutanckiej powieści osadził Krzysztof Papiernik w roku 1942 w okupowanej przez hitlerowców Łodzi. Narratorem jest Albert Danner, niemiecki mieszkaniec miasta, który przed wojną służył w polskiej policji jako niższy rangą funkcjonariusz śledczy. Kiedy rozpoczyna się akcja poznajemy go jako policjanta Kripo czyli niemieckiej policji kryminalnej. Naziści zaproponowali mu tę pracę, ponieważ brakowało im fachowców, w dodatku mówiących biegle po polsku, do prowadzenia dochodzeń w sprawach niepolitycznych.
To właśnie on jest tytułowym „Kundlem”, bo przełożeni traktują go jako Niemca niepełnowartościowego, skażonego pracą dla państwa polskiego. Okazuje się, że przed wojną, kiedy odbywał kursy policyjne w jednostce na Kresach, także uważano go za „kundla”, bo jeden z instruktorów pogardliwie wyrażał się o jego niemieckiej narodowości. Teraz Albert zostaje oddany pod komendę Gestapo, aby wziąć udział w śledztwie w sprawie makabrycznego zabójstwa niemieckiego właściciela zakładu krawieckiego.
Danner, znajdujący się w stanie głębokiej depresji, funkcjonujący jedynie na silnych lekach psychotropowych oraz neuroleptykach, usiłuje prowadzić dochodzenie zachowując maksymalny obiektywizm. W jakimś stopniu czuje się bowiem Polakiem, a za hitlerowcami nie przepada. Gestapo chce jednak wykazać, że sprawcą zbrodni jest Polak i wbrew opinii Alberta typuje na niego 15-letniego krewnego ofiary. Chłopak jest oficjalnie Niemcem, ale mówi po polsku, a po niemiecku ledwo duka. No i nosi polskie nazwisko. Naginając fakty i dorabiając podejrzanemu motyw morderstwa z chęci zysku, stawiają go przed sądem. Rozprawa trwa siedem minut, po czym obwiniony zostaje skazany na śmierć i natychmiast powieszony. Wkrótce jednak w identyczny sposób zostaje popełniona kolejna zbrodnia, również na niemieckim przedsiębiorcy, a także na jego nastoletniej córce, która niechcący stała się świadkiem.
Gestapowcy uznają, że skazanie Polaka było błędem i dają Dannerowi więcej swobody w dalszym postępowaniu. Teraz jest to już tylko jego śledztwo. Badając poszlaki, policjant odkrywa, że tak jak w poprzednim przypadku, ślady prowadzą do łódzkiego getta, a w dalszej przestrzeni czasowej nawet do początku lat dwudziestych. Sensacyjna, nasycona okrucieństwem i brutalnością, a także językowymi wulgaryzmami, intryga szybko staje się pretekstem do odtworzenia świata Łodzi z 1942 roku, z resztkami jej wielokulturowości. Przed wojną żyły razem trzy nacje: polska, żydowska i niemiecka. Podczas okupacji panami życia i śmierci dwóch pozostałych stali się Niemcy. Żydów zamknięto w getcie, na czele którego stanął Chaim Rumkowski, ironicznie nazywany przez rodaków królem, nakazujący wywieszanie swoich oprawionych zdjęć w instytucjach samorządu żydowskiego oraz umieszczania wizerunku na banknotach dopuszczonych do obrotu na terenie getta. Polacy żyją na uboczu i pod presją śmierci, wykonując zawody usługowe wobec niemieckich panów.
A sami Niemcy traktują miasto jako swoją własność. Jest jednak rok przełomu w działaniach wojennych, trwa bitwa pod Stalingradem. Berlinowi zaczyna brakować żołnierzy, wywiera więc nacisk na Łódź oraz inne miasta, które weszły w skład tak zwanego Kraju Warty, aby dostarczały mięsa armatniego na front wschodni. Oficer, nadzorujący działania bohatera z ramienia łódzkiego Gestapo, stawia mu ultimatum: ma w ciągu dwóch tygodni schwytać sprawcę obu zbrodni, albo trafi na rosyjski teatr wojny. Podążając tropem zabójcy Albert Danner, z konieczności przynależący także do SS, gdzie ma stopień Scharführera czyli sierżanta, przemierza niemieckie śródmieście, żydowskie Bałuty i polski Widzew, świat przesycony fatalizmem i destrukcją, korupcją, pogardą i przemocą, w którym każdy ma dwie twarze i bardzo dużo do ukrycia. Autorowi udało się wykreować mroczną atmosferę życia w okupowanej Łodzi, w której aktualne życie przeplata się z tym, co było przed wojną.
Naturalizm i sugestywność tej atmosfery to mocne cechy tej powieści, korespondujące z krwawą intrygą oraz katastrofizmem samej wojny, na tle której samo miasto przypomina wielki obóz koncentracyjny, bo nawet jego funkcyjni czyli hitlerowcy oraz osoby będące w ich służbie są niewolnikami systemu, a w głębszym odniesieniu egzystencjalnym niewolnikami samych siebie. Finał fabuły okazuje się mocno zaskakujący, a umiejętność prowadzenia złowieszczej gry z czytelnikiem jest jedną z głównych zalet literackich autora. Książka intrygująca, wciągająca od początku do końca, oferująca wiele mało znanej lub wydobytej na światło dzienne po raz pierwszy wiedzy historycznej. Debiut z wyższej półki. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Obca agentkaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Titus Muller Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Akcja rozgrywa się na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku na terenie dwóch państw niemieckich: NRD i RFN. Nie ma jeszcze muru dzielącego Berlin na dwie nierówne części i mieszkańcy strefy komunistycznej mogą w miarę swobodnie przemieszczać się do zachodniej, z czego korzystają robiąc tam zakupy lub chodząc do kina. Bohaterką jest młoda mieszkanka Berlina wschodniego Ria Nachtmann, której rodziców aresztowało Stasi, kiedy miała 10-lat. Ślad po nich zaginął, a ją osadzono w rodzinie zastępczej. Utraciła również kontakt z młodszą siostrą, o której losie niczego nie mogła się dowiedzieć. Wzrastała w poczuciu krzywdy i nienawiści do komunistycznego reżimu. Kiedy osiągnęła pełnoletność udało jej się zdobyć lukratywną posadę sekretarki jednego z biur w ministerstwie handlu.
A wkrótce nieznajoma kobieta na ulicy, podająca się za koleżankę ze studiów jej byłego chłopaka, skłoniła ją, żeby pojechały metrem do zachodniej części Berlina. Tam w jednym z mieszkań młoda Niemka otrzymała propozycję współpracy z wywiadem zachodnioniemieckim, którą przyjęła. Nie chciała żadnego wynagrodzenia finansowego, ale odwetu na znienawidzonym reżimie. Ponadto liczyła, że być może uda jej się odnaleźć siostrę, a potem dopomóc jej w ucieczce na Zachód. Jednym z męskich bohaterów tej opowieści jest Fiodor Sorokin, agent KGB do zadań specjalnych, przybywający w październiku 1959 roku do Monachium, aby zabić Stepana Banderę. Przywódca ukraińskich szowinistów z czasów wojny działających w ramach ludobójczej Ukraińskiej Powstańczej Armii czyli UPA, mieszkał bowiem od lat w tym mieście pod przybranym nazwiskiem i udając Niemca, ojca rodziny, pracował dla zachodnioniemieckich tajnych służb.
Mieszkał w zwykłej, publicznej kamienicy, ale na zewnątrz pilnowało jej zawsze dwóch niemieckich agentów, chroniących Banderę, którego już kilkakrotnie próbowano pozbawić życia. Sorokin dokonał tego zabijając ukraińskiego zbrodniarza pod drzwiami jego mieszkania cichym wystrzałem spod gazety ze specjalnego pistoletu na naboje z cyjankiem. Do budynku dostał się podstępem, udając ojca pchającego wózek z dzieckiem, a właściwie z lalką. Ochroniarze dali się zwieść, za co otrzymali potem ostrą reprymendę od przełożonych. Monachijskie służby postawiły na nogi swoich ludzi w całej Republice Federalnej i dokładały wszelkich starań, żeby schwytać zabójcę. Z trudem, bo z trudem, ale Sorokinowi udało się przedostać do NRD, gdzie złożył raport swojemu przełożonemu z KGB. Mający dosyć służenia swojej socjalistycznej ojczyźnie poprzez dokonywanie skomplikowanych i ryzykownych mordów, Sorokin pragnął zwolnić się z KGB, założyć rodzinę i żyć normalnie, ale okazało się to o wiele trudniejsze niż sobie wyobrażał. A przecież obiecano mu, że zlikwidowanie Bandery, będzie ostatnią akcją sowieckiego agenta, po której przejdzie na zasłużony odpoczynek.
Teraz jednak skrytobójca nabrał przekonania, że przełożeni będą próbowali się go pozbyć, bo za dużo wiedział. Niespodziewanie jego los skrzyżował się ze ścieżką życia po której poruszała się Ria Nachtmann, a także jej siostra.„Obca agentka” jest zręcznie napisaną, trzymającą w napięciu opowieścią szpiegowską osadzoną w historycznych realiach Niemiec, podzielonych na dwa odrębne ustrojowo, wrogie sobie państwa. Nie jest to historia obfitująca w pogonie, walki i strzelaniny, aczkolwiek pierwszy rozdział, zawierający opis przygotowań do zabójstwa szefa UPA, a następnie jego wykonanie i ucieczkę sprawcy, skutecznie podrywa czytelnika. Potem następuje osłabienie napięcia, które jednak autor, urodzony w NRD Titus Müller, zręcznie dawkuje. Osobną wartością są dobrze ujęte realia życia w Niemieckiej Republice Demokratycznej, państwie w którym sukien ślubnych nie sprzedawano na wolnym rynku, ale można je było nabyć tylko po zarejestrowaniu się w odpowiednim urzędzie i uzyskaniu stosownego zaświadczenia. No i Rosjanie trzymali w NRD swoje 400-tysięczne wojska, nota bene na koszt wschodnioniemieckiego podatnika, podczas gdy wojsk alianckich było na terenie RFN dziesięciokrotnie mniej. Nic więc dziwnego, że zachodni Niemcy patrzyli na poczynania swoich rodaków ze wschodu oraz ich radzieckich protektorów z wyostrzona podejrzliwością. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Oddział dla zuchwałych. Nieznana historia SAS 1941-1945przez Paweł Jaskulski
Autor: Ben Macintyre Wydawnictwo Almapress
W 1941 roku niejaki kapitan Herbert Buck z wojsk brytyjskich został schwytany w Afryce przez Niemców i osadzony w obozie jenieckim. Jednak dzięki temu, że biegle znał język niemiecki zdołał rok później zbiec z niewoli przebrany w mundur oficera Afrika Korps. Wyszedł przez główną bramę i poszedł w kierunku angielskich pozycji. Łatwość z jaką tego dokonał podsunęła mu pomysł, który przedstawił potem brytyjskiemu wywiadowi wojskowemu.
Chodziło o sformowanie oddziału komandosów alianckich mówiących biegle w języku wroga i przebranych w jego mundury, który po przedostaniu się przez linię frontu mógłby krążyć wśród nieprzyjacielskich oddziałów i zdobywać tajne informacje oraz wykonywać zadania dywersyjne. Otrzymawszy zgodę, Buck sformułował taki oddział, złożony z niemieckich Żydów z Palestyny, z niemieckojęzycznych Francuzów i Czechów, i poddał ich intensywnemu szkoleniu w odizolowanym obozie. Podobne działania oglądaliśmy w wielu filmach wojennych, z „Parszywą dwunastką” na czele.
Opowieść autorstwa Bena Macintyre`a jest w całości oparta na faktach i relacjonuje dzieje i osiągnięcia bojowe Specjalnej Służby Powietrznej, w skrócie SAS, która z niewielkiego oddziału szturmowego rozwinęła się w budzącą postrach jednostkę do zadań specjalnych w II wojnie światowej, stając się podstawą i pierwowzorem nowoczesnych służb skrytobójczych na całym świecie. Ale to nie kapitan Herbert Buck stal się ich twórcą, ale porucznik David Stirling, bardzo wysoki i z wysokich progów pochodzący potem wpływowego rodu szkockiego, mającego swoich przedstawicieli w rządzie i elitach Londynu w okresie przedwojennym. Stirling, który nie miał w dotychczasowym życiu żadnych kłopotów osobistych, poza tymi, które sam wywoływał, bo źle się prowadził, co robił z nudów, bo sens jego życiu nadawały biesiady i zabawy, leżąc z szpitalu polowym ze złamaną kończyną, wpadł na genialny pomysł.
Taki sam jak kapitan Buck, z tym, że Stirling był pierwszy, bo nastąpiło to w 1941 roku, kiedy Buck znajdował się w obozie jenieckim. Tak powstała SAS, wcielona w życiu po wielu oporach ze strony przełożonych Stirlinga, uznających powołanie takiej formacji za złamanie wojennej etyki, jak również zasad prowadzenia wojny. Dopiero decyzja premiera Winstona Churchilla przesądziła sprawę. Oddziały SAS składały się ze świetnie wyszkolonych, płynnie mówiących po niemiecku, a przy tym bezwzględnych i pozbawionych skrupułów pustynnych wojaków, bo przez pierwsze dwa lata komandosi ci działali na terenie afrykańskim. Dopiero w 1943 roku, po przepędzeniu wojsk Osi z Czarnego Lądu i przeniesieniu teatru wojny na teren europejski, mogli się wykazać na Starym Kontynencie. Wbijali nazistom nóż w plecy, kiedy alianci dokonywali desantu na Sycylii, a następnie szli z południa na północ półwyspu apenińskiego; kiedy otworzyli drugi front we Francji w czerwcu 1944 roku, wreszcie kiedy weszli na teren Trzeciej Rzeszy.
Nawet nimi, tak bardzo odpornymi na okrucieństwa wojny mężczyznami, wstrząsnęło to, co zobaczyli w wyzwalanych obozach hitlerowskich, zwłaszcza w Bergen-Belsen. Książka trzyma w napięciu, bo autor napisał ją z beletrystycznym zacięciem. Materiał, na którym się oparł, a zdobywał go przez lata pokonując opory polityków i urzędników, nie zainteresowanych ujawnianiem zawartości archiwów i ułatwianiem kontaktu z osobami służącymi niegdyś w SAS oraz ich potomkami. A kiedy już miał na czym pracować, uczynił z historycznego, opartego na faktach materiału, pasjonujący reportaż z lat 1941-1945, który można by szyderczo zatytułować: „Gry i zabawy za plecami wroga”. Przy czym wiele z tych drastycznych czynności wykonywano z typowym angielskim wdziękiem i zachowaniem norm kultury. Kiedy jeden z oddziałów miał wysadzić niemiecki skład paliwa na pustyni, wystarczyło dwóch żołnierzy z pistoletami maszynowymi, żeby unieszkodliwić jego służbę wartowniczą, nie spodziewającą się zagrożenia w oddaleniu 800 km od linii frontu. Kilkunastu żołnierzy wroga znajdowało się w kantynie, do której weszło dwóch Anglików w niemieckich mundurach i z bronią w ręku. Jednym z nich był znany przed wojną z licznych zdjęć prasowych i kronik filmowych sportowiec. Anglicy powiedzieli grzecznie: „Dobry wieczór”, po czym otworzyli ogień, siekąc jedzących kolację i grających w karty hitlerowców. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Muskizm. Świat według Elona Muskaprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Quinn Slobodian, Ben Tarnoff Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Większość publikacji na temat Elona Muska koncentruje się raczej skupia się na jego życiorysie, dzieciństwie, ekscentrycznych nawykach, jak największej ilości kontrowersji. W tej książce nazwisko Muska daje początek, jak również nazwę nowemu ustrojowi gospodarczo-politycznemu. Mowa oczywiście o tytułowym muskizmie; systemowi charakterystycznemu dla XXI wieku. Odejście od klimatu plotkarskiego na rzecz głębszej analizy rzeczywistych wpływów ludzi typu Muska jest bardzo cenne, ale i jednolite, jednobarwne, zdecydowane ideologicznie, co wpływa na lewicowość eseju z pogranicza socjologii i ekonomii. Zamknięcie na inne strony świata, z wolnym rynkiem na czele, może być trudne w przyjęciu lub nawet niedopuszczalne przez liberałów.
Może jednak i oni sięgną z ciekawości po tę lekturę. Muskizm według autorów promuje narrację o potędze indywidualności oraz nienawiści do państwowych regulacji, podczas gdy imperium Muska (Tesla, X) wyrosło również dzięki potężnym publicznym dotacjom i rządowym kontraktom.Ruch ten przyciąga futurologią (weźmy tylko pod uwagę kolonizację Marsa), ale pod powierzchnią PR-ową oferuje dość radykalnie feudalną strukturę społeczną z bezwzględnym podejściem do empatii czy innych pozytywnych stron ludzkiej natury. Slobodian jest historykiem idei, Tarnoff fachowcem w dziedzinie technologii. Kompetencyjnie duet dopełnia się dobrze, wywoła zapewne wśród zainteresowanych czytelników wiele refleksji o kształt przyszłości, zależnościach spraw wagi państwowej od wąskiej grupy najbogatszych oligarchów. Publikacja uczy krytycyzmu, myślenia odwrotnego do kierunku prądu. Zawiera przypisy końcowe. Oprawa twarda, szyta.
- Wysokie niebo nad Madrytemprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Klaudia Pieszczoch Wydawnictwo Czarne
Książka z serii Sulina – jednego ze znaków rozpoznawczych Wydawnictwa Czarnego. Hiszpania to naturalny kierunek turystyczny, również dla Polek i Polaków. Kraj, który poddaje się pocztówkowym ujęciom, ale też głębszej analizie. To właśnie w kontekście Madrytu czyni iberystka Klaudia Pieszczoch. W tekście łączy elementy eseistyczne z reportażowymi, tworzy tym samym unikalny portret stolicy Hiszpanii – miasta mniej popularnego od Barcelony, co daje się odczuć zwłaszcza w ostatnich latach zarówno na poziomie kultury popularnej, sportu (kryzys Realu Madryt), jak i powszechnych wyobrażeń turystów. Autorka pokazuje metropolię, w której dominuje kultura ulicy, codzienne rytuały, chaos oraz unikalny stan ducha określany jako madrycki luz. Spacerujemy dzięki książce po dzielnicach będących nieoczywistymi wyborami jak wielokulturowy Lavapiés czy gejowska Chueca. Do tego obowiązkowe knajpki, targi, place z niemal niegasnącym nigdy życiem. Jako osoba gruntownie wykształcona Pieszczoch z łatwością sięga w dobrych miejscach po kontekst kulturowy i literacki (np. Grandes, Trapiello), dzięki czemu zainteresowani czytelnicy mogą przyswoić jeszcze większą dawkę oryginalnej wiedzy, czegoś na co nie mogą liczyć w przewodnikach. Sądzę, że „Wysokie niebo nad Madrytem” jest pozycją dla specyficznej grupy podróżników – poszukujących bardziej ducha niż palącego słońca. Oprawa miękka, klejona.
- Anom. Największa operacja FBI przeciwko światowej przestępczościprzez Paweł Jaskulski
Autor: Joseph Cox Wydawnictwo Czarne
Reportaż Josepha Coxa, jednego z czołowych dziennikarzy śledczych w zakresie cyberbezpieczeństwa, obszernymi fragmentami przypomina wciągającą fabułę, ale akurat ta historia wydarzyła się naprawdę i może zjeżyć włos na głowie, jeśli ktoś jeszcze o niej nie słyszał. A jeśli słyszał i czerpie wiedzę np. wyłącznie z sieci, weźmie w ręce mistrzowskie opracowanie jednej z najbardziej zuchwałych prowokacji w historii służb śledczych.
W 2018 roku FBI założyło własną firmę technologiczną Anom – reklamowaną jako ultrabezpieczną, bez szans namierzenia aplikację komunikacyjną wgrywaną na specjalnie zmodyfikowane smartfony. Właśnie takie ustrojstwo FBI wpuściło na czarny rynek. Rybki (ale też naprawdę wiele grubych ryb) połknęły haczyk i przez kolejne lata kartele narkotykowe, handlarze ludźmi, przemytnicy korzystali z aplikacji nawet w kontekście planowanych morderstw, wielkich transakcji i transportów niedozwolonych substancji.
To musiałaby być wspaniała lektura…Cox rekonstruuje tę operację w sposób drobiazgowy aż do wielkiego finału w postaci skoordynowanych nalotów na całym świecie. Udało się aresztować ponad 800 przestępców na całym świecie, przejęto mnóstwo ton kokainy, marihuany i haszyszu, gotówkę i kryptowaluty. Tekst Coxa należy uznać za obowiązkowy dla fanów literatury faktu i true crime. Można powiedzieć, że autor opisał rzeczywistą realizację hollywoodzkiego albo bardziej już netflixowego scenariusza, przy czym zachował sygnał ostrzegawczy. W świecie nowoczesnych technologii trzeba zapomnieć o anonimowości. Oprawa twarda, szyta.
- Tataman i eksplodująca kupaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Arttu Unkari Ilustracje: Kai Vaalio Wydawnictwo Kropka
Poziom BD I/II
Sięganie po fekalne żarty w literaturze dla dzieci nie jest niczym nowym. Co najmniej od kilku lat rynek wydawniczy podbijają opowieści (w zasadzie zawsze z komediowym charakterem) o potrzebach fizjologicznych zarówno w publikacjach popularnonaukowych, edukacyjnych, jak i prozie. Prezentowana pozycja należy do grupy tekstów narracyjnych, w których żartów fekalnych nie ma znowu aż tak dużo (i dobrze), choć tytuł sugeruje coś innego. Tak naprawdę odsyła jednak do sytuacji będącej punktem wyjścia fabuły. Oto siedząca na sedesie minister edukacji (obsadzona na to stanowisko po zdobyciu kwalifikacji sprowadzonych do nauki na pamięć wszystkich liter) zostaje wysadzona w kosmos, dociera z sedesem do samego Księżyca.
Trzeba przyznać, że taka scena jest spektakularnym początkiem opowieści. Wywołuje duży zamęt medialny, w tej gorączce śledztwo podejmuje policjant Prymus Wybicki (czyli Tataman). Jego postać ucieleśnia popularne schematy o mniej rozgarniętych przedstawicielach służb mundurowych. Faktycznie, Tataman nie błyszczy intelektem jak porucznik Borewicz. Na szczęście zawsze może liczyć na – chyba nieuświadomioną – pomoc mądrej córki, 9-letniej Olgi. Ten oryginalny duet na pewno ma szanse w starciu z tajemniczym zamachowcem, bo szybko okaże się, że pierwsza eksplozja nie będzie ostatnią. Udana lektura familijna, umiarkowanie niepoprawna, dobre proporcje. Oprawa miękka, klejona.
- Nasz nauczyciel robotprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Hanne Gjerde Ilustracje: Thea Jacobsen Wydawnictwo Kropka
Powieść bardzo na czasie, zostawia dużo miejsca na dyskusje z dziećmi po lekturze. Bohaterowie (Tone i Matteo) chodzą do tej samej klasy, przyjaźnią się. Już w pierwszej scenie otrzymują wraz z koleżankami i kolegami najważniejszą dla dalszego biegu wypadków wiadomość. Ich nauczycielka skorzystała z życiowej okazji i wyjechała w podróż dookoła świata… Odpowiedź na pytanie „czy to prawda” niech pozostanie słodką tajemnicą. W każdym razie nauczycielka pewnego dnia nie przychodzi do pracy, ale ma niezwykle oryginalne zastępstwo. Dyrektor szkoły przedstawia dzieciom robota – Arndt Ingar (w skrócie AI). To on od teraz przejmie obowiązki poprzedniczki.
Choć eksperyment zapowiada się doskonale, Hanne Gjerde bardzo sprawnie naświetla wszystkie strony tego zjawiska, wskazuje granice technologii, za którymi istnieje już tylko przesada, wyzerowanie emocji i uczuć. Oczywiście trzeba rozmawiać o walorach poznawczych, edukacyjnych związanych z możliwościami sztucznej inteligencji, lecz pod warunkiem obecności w debacie wątków takich jak: inwigilacja, tajemnica życia prywatnego, wszelkie zagrożenia. Wszystkie te kwestie są podstawą prezentowanej powieści, do tego udało się je ukazać w realnym działaniu, decyzjach i sytuacjach. Tę fantastyczną przygodę cechuje – oprócz wciągającej fabuły – wiarygodność, rzetelne pytania o coś, co jeszcze niedawno było futurospekcją. Oprawa twarda, szyta.
- Ekipa budowlana w akcji!przez Paweł Jaskulski
Autor: Robert W. Alley Wydawnictwo Debit
Poziom BD O/I
Bardzo udana książka obrazkowa łącząca walor poznawcze związane z budownictwem z biblioteką. Otóż, w Wietrznej Dolinie powstaje nowa biblioteka miejska. „Najwyższa pora, bo na regałach w tej starej nie ma już miejsca na nowe książki!” – czytamy. Czytamy i oglądamy jednocześnie akcję wyróżniającą się szczegółowością na tle podobnych wydawnictw, których skądinąd nie brakuje na rynku.
Tym razem otrzymaliśmy coś, co można określić mianem prawdziwego wprowadzenia do wiedzy o budowie od wizyty Bystrych Budowlańców (nazwa firmy) w składzie materiałów budowlanych, przez pierwsze wykopy po instalację klimatyzacji. W międzyczasie przed oczami przewija się mnóstwo narzędzi, maszyn, pracowników budowy. Wszystko to połączone tryby i elementy, bez których prace nie mogłyby być kontynuowane. A czasu jest dużo i mało. Konkretnie chodzi o 50 tygodni, czyli 350 dni – prawie rok roboczy wyłączając dni wolne. Na końcu wszyscy cieszą się piękną, nowoczesną biblioteką, korzystają z różnych działów, także ze strefy ciszy.
Ostatnie strony zachęcają również do spojrzenia raz jeszcze na główną akcję i wyszukanie np. czworonożnego reportera – sympatycznego psa, który uwiecznił postępy prac budowlanych dla lokalnej gazety. Prezentowana pozycja stanowi trzeci tom serii „Wietrzna dolina Akcja!”. Nie dotarły do nas pierwszy „Strażacy w akcji” (2024) i drugi „Ratownicy w akcji” (2024). Sądzę jednak, że reprezentują zapewne zbliżony, wysoki poziom do „Ekipy budowlanej w akcji”. Polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Mamunaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Helena Piecuch
Wydawnictwo: Czarne
Intrygujący debiut powieściowy krakowskiej pisarki. Helena Piecuch opisuje powstanie i rozpad rodziny Leyków. Wioletta – niespełniona artystka i Jerz – naukowiec, herpetolog pewnego dnia sprowadzają się do zagórzańskiej wsi z dużego miasta. Oboje nie są i nigdy nie będą tutejsi, choć początkowo wydaje się, że mężczyźnie dość łatwo przychodzi asymilacja. Jerz bada życie płazów, więc jego obecność na łąkach i podleśnych bezdrożach jest uzasadniona i usprawiedliwiona. Natomiast Wioletta, przyjeżdżając tutaj, zrywa wszelkie kontakty z dotychczasowym życiem – wybiera samotność, której nie rozprasza nawet obecność kochającego męża oraz dzieci. Kobieta rodzi kolejno trzy córki, ale za każdym razem nie znajduje spełnienia w macierzyństwie. Najstarszą Izę traktuje z chłodem, średnią Agatę całkowicie odtrąca a najmłodszą Rutę kocha, lecz z czasem wydaje się nią coraz bardziej rozczarowana. W końcu Wioletta zamyka się w świecie własnych myśli, nie dopuszcza do nich nikogo z domowników, uczy się zielarstwa i przejmuje lokalne wierzenia w mamuny, bogincorze oraz strzygi. Stare zabobony i mity stopniowo pochłaniają postać bohaterki a różnica między tym, co rzeczywiste i fantastyczne powoli się zaciera.
Powieść zdecydowanie ciąży w kierunku realizmu magicznego, wzmacnianego przez budujące niezwykły nastrój opisy dźwięków, kolorów czy aromatów. Detal to silna strona prozy Heleny Piecuch, podobnie jak umiejętne łączenie kłócących się ze sobą pierwiastków. Książka, której akcja toczy się głównie latem – sielankowym i wiejskim – ma w gruncie rzeczy bardzo mroczny klimat i generuje silne napięcie, nie mijające aż do ostatniego zdania. Smutna historia Leyków zostaje opowiedziana przez każdego członka rodziny, dzięki czemu czytelnik otrzymuje pełny obraz zdarzeń i samodzielnie może ocenić zarówno bohaterów, jak i otoczenie, w którym żyją. Ciekawe, że ich relacje prawie wcale się nie uzupełniają, nie chcą tworzyć harmonijnej całości i naświetlają kulminacyjny punkt fabularny z różnych pozycji. Pierwszym etapem rozpadu jest narastający brak porozumienia pomiędzy Wiolettą i Jerzem, którzy stają się całkowicie niezdolni do poprowadzenia ze sobą rozmowy. Wątek fatyczny powieści obejmuje zresztą nie tylko relacje między małżeństwem, dotyczy również kontaktów z sąsiadami. Język, którym posługują się tutejsi mieszkańcy nie gwarantuje naszym bohaterom pełnej komunikacji, Leykowie nie do końca go rozumieją, zgadują jego znaczenie i nie potrafią sami go użyć, co tylko pogłębia ich wyobcowanie ze społeczności. Najboleśniej odczuwają to dzieci. Książka ukazuje trzy różne warianty dorastania w domu, w którym brakuje bliskości, panoszy się stres i uwiera poczucie bycia zdanym wyłącznie na siebie. Powieść na długo pozostaje w pamięci, porusza problem trudnego macierzyństwa (ale też trudnego dzieciństwa), niedostatku miłości oraz stosunków międzyludzkich ograniczanych przez rozmaite psychiczne blokady. Wszystko tu jest dokładnie przemyślane, napisane pięknie i nastrojowo – szczególnie polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Samurajeprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Julien Peltier
Wydawnictwo: RM
Znawca historii japońskich wojowników podejmuje rozrachunek z mitem samuraja, który, choć rozmijający się z prawdą, od wielu lat ma się dobrze i funkcjonuje w zbiorowej świadomości dzięki licznym reprezentacjom w literaturze oraz kinie. Badacz buduje wciągającą opowieść, która choć nie pretenduje do miana wyczerpującej monografii, naświetla z wielu stron tytułowy problem, ukazując narodziny elitarnej grupy wojowników, jej przemiany i różne ścieżki rozwoju aż do ostatnich dni chwały. „Samuraj to nikt inny jak „ten, który służy”. Termin (…) początkowo określał sługę osoby szlachetnie urodzonej” (s. 17). Później rozpoczyna się proces militaryzacji samurajów, wzrostu ich popularności, następnie przychodzą sinusoidalne przemiany ich statusu społecznego oraz zawodowego. Niezmienną na przestrzeni dziejów cechą, kojarzoną z tytułowymi wojownikami jest lojalność, choć, jak wynika z książki i ta nie przechodzi każdej próby. Samuraje wysoko cenią sobie niezależność i mają buntowniczą naturę, być może właśnie dzięki której robią oszałamiającą karierę od ochroniarzy, najmowanych przez osoby szlachetnie urodzone przez najważniejsze tworzywo cesarskiej armii po rebeliantów, którzy cesarza obalają, wynosząc na piedestał szoguna czyli po trosze samych siebie. Autor przybliża sylwetki intrygujących postaci z burzliwymi biografiami, które dowodzą, że choć kodeks bushidō jest jeden to samurajów było wielu (wśród nich szlachetni wojownicy, włóczędzy, zbiry, mnisi, żołnierze i polityczni gracze).
Nie da się tak łatwo naszkicować wspólnego portretu japońskiego samuraja (pełno w nim sprzeczności), badaczowi jednak jakoś ta sztuka się ostatecznie udaje. Ukazanemu w książce wojownikowi na szczęście daleko do karykatury, dobrze też, że nie podlega on idealizacji. Oczywiście z jednej strony pozostaje symbolem honoru, prawości czy poświęcenia, ale z drugiej – elementem kultu siły oraz przemocy. Ciekawe są rozważania na temat postrzegania śmierci przez tytułowych bohaterów (tu pojawia się dobrze znany, makabryczny wątek samobójstwa poprzez rozpłatanie brzucha). Zaskakują niektóre fragmenty, poświęcone wykorzystywaniu postaci samuraja do politycznych celów a także wątek seksualności wojowników czy ich stosunku do sztuki. Julien Peltier snując opowieść o wojownikach, przy okazji dużo mówi o samej Japonii i kreśli barwny obraz społeczeństwa Kraju Kwitnącej Wiśni. Kto wie – być może książka zawiera klucz do zrozumienia dzisiejszych Japończyków, kultury i zjawisk zachodzących w ich państwie. Bardzo polecam zainteresowanym tematem. Oprawa miękka, klejona.
- Gdy sprzedaliśmy Oko Bogaprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Alex Cuadros
Wydawnictwo: Bo.wiem
Reportaż opublikowany w serii Mundus Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Alex Cuadros, niezależny dziennikarz piszący m. in. dla „New York Times Magazine” zabiera czytelnika do lasów deszczowych Amazonii, gdzie jeszcze dziś żyje rdzenna społeczność Cinta Larga. Tytułowe Oko Boga to ogromny diament, przed laty wydobyty na ich ziemiach i niestety niosący im zgubę. Odkryte tu złoża szlachetnych kamieni przyciągają rzesze żądnych zysku ludzi i jak soczewka skupiają na sobie cały destrukcyjny mechanizm korupcji, przemocy i niszczycielskiej działalności człowieka, czującego się panem świata przyrody.
Autor książki przygląda się zjawisku zderzenia unikalnego, indiańskiego świata ze współczesną cywilizacją z nieskrywanym smutkiem, pozbawionym sentymentalizmu współczuciem i reporterską dociekliwością. Praca nad tekstem zajmuje mu sześć lat, w trakcie których dziennikarz podróżuje, prowadzi badania źródłowe, lecz przede wszystkim rozmawia i obserwuje, poznaje dzieje ludu Amazonii, analizuje rozpad indiańskiej wspólnoty i jej postępujące zatracenie w pozornych dobrodziejstwach przynoszonych przez pozornie ucywilizowane społeczeństwo. Członkowie Cinta Larga poznają „białego człowieka” i jego wizję świata stosunkowo niedawno, bo w latach sześćdziesiątych XX wieku. Przybysze i osadnicy początkowo szukają w deszczowych lasach kauczuku, później egzotycznych drzew a następnie drogocennych kamieni. Chciwość i brak wyobraźni gubi zarówno tutejszych, jak i przyjezdnych – Alex Cuadros nie oszczędza i nie usprawiedliwia żadnej ze stron konfliktu, owocującego przemocą, degradacją środowiska, śmiercią i ludzkim cierpieniem. Trudno powiedzieć, co jest bardziej zaskakujące – czy bezwzględność przedstawicieli współczesnej, na co dzień kierującej się zasadami etyki cywilizacji czy to jak szybko amazońscy autochtoni, nieznający idei handlu, pieniądza czy własności prywatnej uczą się zasad kapitalizmu, bogacą się i obrastają w przedtem niepotrzebne im dobra oraz przedmioty. Pojawiają się w tej narracji pojedyncze jednostki, czujące niezgodę na niszczenie własnej tradycji, historii oraz na zacieranie tożsamości. Co ważne, książka opowiada historię Cinta Larga nie tylko z perspektywy zewnętrznego obserwatora. Alex Cuadros oddaje głos bohaterom, wywodzącym się z amazońskich plemion (wielokrotnie rozmawia z około czterdziestoma Cinta Larga a losy niektórych, przedstawionych czytelnikowi z imienia dominują w książce i nadają jej mocniejszy wyraz). Reportaż przybliża kulturę, zwyczaje i smutny los żyjących nad Rzeką Roosevelta Indian, ale wpisuje się również w inne kolonialne i postkolonialne opowieści o Ameryce Łacińskiej. Bardzo polecam, doceniając zarówno zawartość merytoryczną, jak i walory literackie tekstu. Oprawa miękka, klejona.
- Ukryte na widokuprzez Edyta Kucharek
Autor: Tomasz Szymański
Wydawnictwo: Znak
Debiutancka książka autora instagramowego profilu Solo Show to subiektywne spojrzenie na sztukę w przestrzeni publicznej.
Tomasz Szymański, absolwent finansów i rachunkowości oraz filozofii, który pasjonuje się sztuką współczesną, prowadzi czytelników szlakiem własnych poszukiwań i odkryć miejsc, obiektów oraz dzieł, które go zachwyciły, zaskoczyły czy wzbudziły w nim silne emocje. Pokazuje, że w wielu miejscach w Polsce sztuka jest integralną częścią miejskiego krajobrazu i codziennego życia. Udowadnia, że sztuka jest dostępna na co dzień i dla każdego.
Książka zawiera 101 opowieści o rzeźbach, pomnikach, muralach, instalacjach, galeriach, wnętrzach budowli sakralnych, parkach rzeźby i miejskich instytucjach kultury. Autor opisując poszczególne dzieła sztuki przybliża stojące za nimi historie, sylwetki ich twórców oraz lokalne konteksty. Dzieli się też własnymi wrażeniami i refleksjami.
W stworzonym przez niego katalogu znalazły się m.in. rzeźba „100 Ton” Zbigniewa Frączkiewicza w Szklarskiej Porębie, kościół Ducha Świętego w Tychach z polichromiami Jerzego Nowosielskiego, wrocławskie „Ptaki” Magdaleny Abakanowicz, pomnik Fryderyka Chopina Marii Jaremy na krakowskich Plantach, okładkowe poznańskie „Totemy” Alicji Białej, mozaiki Wojciecha Fangora na warszawskim Dworcu Śródmieście, Pomnik Neurotyków Rafała Bujnowskiego (trzycentymetrowe zagłębienie w chodniku przy Alejach Ujazdowskich, które w deszczowy dzień zmienia się w okrągłą kałużę), szczecińskie „Ogniste ptaki” Władysława Hasiora.
Opisy dzieł wzbogacają kolorowe zdjęcia. Publikacja zawiera przypisy oraz indeks. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Wszędzie widzę morzeprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Nadia Terranova
Ilustratorka: Serena Mabilia
Wydawnictwo: Widnokrąg
Poziom: BD I/II
Przykuwająca uwagę, refleksyjna opowieść dla dzieci, utrzymana w nostalgicznym klimacie wspomnień minionego lata. Akcja opowiadania toczy się późną jesienią. Pewnego mglistego poranka Tatú szykuje się do szkoły, choć cały czas jest pogrążona w sennych marzeniach. Dziewczynka myśli o morzu, o Wyspie Żarnowców i przede wszystkim o babci, która tam mieszka w małym domku na plaży. Wyspę owiewa magiczna aura, poza tym towarzyszy jej legenda o dziewczynie i czarnobrodym piracie, porywającym panny, które wpadną mu w oko. Mężczyzna zamienia je w hybrydy syren i orłów – biedaczki już nigdy nie wracają do swoich domów. Jak w każdej legendzie i tu ukrywa się ziarno prawdy, choć babcia Tatú nie zdradza jej wprost a wielu spraw karze się domyślać. Dziewczynka dociera do szkoły, ale droga, jaką pokonuje, wydaje się o wiele dłuższa niż trzy ulice, dzielące jej mieszkanie od szkolnej klasy. Co więcej, droga ta nie dobiega końca, bo Tatú sama jeszcze nie wie, dokąd podąża – cel na pewno ma związek z morzem, które przyciąga ją z niezwykłą siłą i woła, jakby chciało o czymś powiedzieć.
Wyspiarska przypowieść to piękna, choć smutna miłosna historia o uczuciu, łączącym postacie z dwóch różnych światów: morza i lądu, które nie dają się ze sobą pogodzić. To także opowieść o rodzinnych relacjach, więziach, które są wsparciem a nie obciążeniem, o prawdziwej miłości, która nie podcina skrzydeł i pozwala latać. Wspomnienia i myśli, sny i wyobrażenia mieszają się w książce z szarą codziennością, tworząc niecodzienny oniryczny nastrój, dodatkowo wzmocniony przez ilustracje Sereny Mabilii. Roztarta kreska, rozmyte kontury, bajkowe kolory – tego nie mogło zabraknąć w publikacji. Ważną kategorią dla jej interpretacji jest pamięć autobiograficzna, lecz małemu czytelnikowi niepotrzebne definicje. Myślę, że wystarczy to, iż utwór jest inny niż wszystkie, pobudza myślenie, czaruje nastrojem – warto polecić. Estetyczne i solidne wydanie w twardej i szytej oprawie. Wydawca stosuje zasadę „Zielonej Karty 3R”, więc wydaje oszczędnie, starannie oraz lokalnie, ograniczając w ten sposób produkcję śmieci i ślad węglowy. Polecam tym bardziej.
- Bon appétit!przez Edyta Kucharek
Autorka: Carolyn Boyd
Wydawnictwo: WAB
Carolyn Boyd, nagradzana brytyjska autorka specjalizująca się w kulturze Francji, wprowadza czytelników w niezwykle bogaty i różnorodny świat francuskiej kuchni oraz kultury kulinarnej.
„Bon appétit!” jest owocem jej licznych podróży po Francji, odkrywania lokalnych kuchni i kulinarnych zwyczajów, rozmów z setkami producentów, piekarzy i kucharzy oraz zbierania porad od szefów kuchni. Autorka przekonuje, że kuchnia Francji stanowi klucz do zrozumienia historii, kultury i tradycji tego kraju.
Książka jest gastronomicznym przewodnikiem po dwunastu regionach Francji. Każdemu z nich poświęcony jest osobny rozdział, który pokazuje specyfikę kuchni danego regionu, lokalne specjały oraz związane z nimi historie, legendy, anegdoty, bractwa pielęgnujące tradycję, muzea i festiwale kulinarne.
Autorka łączy barwne opowieści o najsłynniejszych lokalnych produktach, daniach, wypiekach i serach z osobistymi wątkami, doświadczeniami podróżniczymi i wspomnieniami kulinarnymi. Dzieli się też rekomendacjami, propozycjami wycieczek i przepisami kulinarnymi. Podpowiada na przykład, gdzie warto się zatrzymać, do jakiej zajrzeć restauracji i czego spróbować.
Wśród smakowicie opisanych produktów i potraw mamy m.in. różową cebulę z Roscoff, bretońskie solone masło, normandzki suflet z calvadosem, wędzonego śledzia zrzucanego z ratuszowych balkonów podczas karnawału w Dunkierce, deser inspirowany łzami Joanny d’Arc, musztardę dijon, fiołkowe makaroniki z Tuluzy, alzackie cukierki bergamotkowe, pastylki miętowe z Vichy czy cytryny z Mentony.
Książka napisana jest lekkim stylem, z pasją, ekspercką wiedzą i wszechstronną znajomością tematu. Ucieszy wszystkich frankofilów. Spodoba się też miłośnikom literatury podróżniczo-kulinarnej. Pozycja zawiera indeks. Okładka miękka, klejona. Polecam. - Dobrze być Twoją mamąprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Anna Jankowska
Ilustratorka: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD O/II
Ciepła, wzruszająca opowieść o macierzyństwie, pięknie zilustrowana przez Emilię Dziubak. Rozpoznawalny z daleka pędzel artystki zachęca do sięgnięcia po książkę. Ilustracje bardzo dobrze oddają łagodny klimat utworu, pomaga utrzymana w tonacji ziemi kolorystyka i sprytna zabawa światłocieniem, dająca efekt świetlistości obrazków. Kolejne rozkładówki tworzą przeplatankę scenek z codziennego życia mamy i synka. Wszystkie wspólne chwile są niby zwyczajne, lecz tak naprawdę wyjątkowe i – co ważne – nie każda z nich jest radosna. Jak to w życiu bywa, czasami komuś jest smutno, czasami brakuje siły. Anna Jankowska nie lukruje podjętego tematu, uczciwie mówi jak to jest być mamą, przy czym robi to w taki sposób, żeby właściwie zrozumiał to również mały czytelnik (bo do dorosłego odbiorcy, czytającego tekst z dzieckiem książka trafi bez dwóch zdań). Wszystkie ukazane w tekście trudne momenty czegoś uczą a trzeba zauważyć, że w opowiadaniu Anny Jankowskiej uczy się nie tylko maluch, uczy się także jego rodzic m. in. czerpania radości z małych rzeczy, cenienia wspólnego czasu, nawet jeśli nie wygląda on tak, jak to sobie wyobrażaliśmy czy planowaliśmy, cierpliwości i budowania autentycznej więzi. Miłość między synkiem i mamą rozkwita dzięki bliskości, czułemu towarzyszeniu w zwyczajnych zajęciach, ale też w sukcesach oraz porażkach. Długo można by rozwijać metafory i myśli ukryte w książeczce – niewielka ilość słów w żadnym razie nie oznacza tu ubóstwa znaczeń. Świetna publikacja dla dużych i małych do czytania, ale też oglądania, do rozmów z dzieckiem o tym, co my dorośli czujemy, gdy coś nam nie wychodzi w wychowywaniu małego człowieka. Książkę warto włączyć do bibliotecznego księgozbioru – oczarowały mnie i przekaz, i forma. Gorąco polecam. Poprzednio na liście również ciekawa propozycja od tej autorki: „Ojej, zguba!” (P. 6/ 26). Oprawa twarda, szyta.
- Oczyprzez Edyta Kucharek
Autor: Wojciech Grajkowski
Ilustrator: Wojciech Stachyra
Wydawnictwo: Dwukropek
Poziom: BD I
Wojciech Grajkowski, doktor biologii, autor książek popularnonaukowych, podręczników i gier planszowych, powraca na listę z nową publikacją z rozrywkowo-edukacyjnej serii dla dzieci; poprzednio: „Chorowanie” p. 19/2024.
Najnowsza część w prosty i zabawny sposób wprowadza małych czytelników w tematykę okulistyczną. Opowiada o pięcioletniej Łucji, która podczas wizyty w gabinecie okulistycznym dowiaduje się, że z powodu krótkowzroczności będzie musiała nosić okulary. Książka pokazuje drogę małej bohaterki od niechęci i złości do akceptacji i polubienia się z różowymi okularami.
W oswojeniu się z nową sytuacją pomagają Łucji spersonifikowane okulary taty, które wtajemniczają ją w działanie oczu. W obrazowy sposób wyjaśniają na przykład, jak zbudowane jest oko, jakie są wady wzroku, dlaczego widzimy kolory, do czego służą powieki, rzęsy i brwi, jak zachowują się oczy w ciemności, a jak w silnym świetle. Zapoznają też bohaterkę z okularową rodziną, do której należy m.in. „wujek Przeciwsłoneczny”, „ciocia Pływacka” i „babcia Narciarska”.
Z tekstem świetnie współgrają kolorowe, wesołe ilustracje. Lektura z pewnością przekona dzieci, że okulary są czymś naturalnym i potrzebnym. Będzie też cennym wsparciem przed pierwszą wizytą u okulisty. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Pierwszy dzień w Szczypawkachprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Paweł Beręsewicz
Ilustratorka: Magdalena Kozieł-Nowak
Wydawnictwo: Literatura
Poziom: BD I
Szczypawki to nazwa grupy w przedszkolu Radosny Robaczek, w którym właśnie rozpoczyna się kolejny rok przygód. Główna bohaterka, Marta, przechodzi z Pchełek do starszaków i choć czuje z tego powodu niewielki smutek, cieszy się na nowe, bardziej ekscytujące doświadczenia. Pierwsze z nich rozpoczyna się tuż po przywitaniu i trochę zabawnej autoprezentacji (dzieci jeszcze się nie znają, nie każdy zna też panią Ulę). Wystarczy chwila nieuwagi, gdy przedszkolanka wygląda na korytarz, żeby sprawdzić czy pani Irenka już wiezie na wózku śniadanie i rozpoczyna się akcja. Początkowo przeczuwa coś jedynie Marta, potem kolejne przedszkolaki zauważają, że dywan porusza się, trąca i lekko podskakuje, by wreszcie unieść siedzące na nim dzieci w powietrze. Niektórym udaje się zeskoczyć, jednak Marta i sześcioro pozostałych Szczypawek zostają na dywanie, który porywa ich w nieznanym kierunku. Dywan leci nad przedszkolnym ogrodem, nad miastem i dalej nad okolicznymi polami i lasami. Trzeźwo myślące maluchy próbują przewidzieć, co teraz się z nimi stanie i okazują się wielkimi pesymistami a w ich przeczuciach dominują wizje iście katastroficzne. „Spadniemy”, „rozbijemy się”, „zderzymy z samolotem”, „zjedzą nas wilki” – to tylko niektóre z możliwych zakończeń opowieści, lecz los ma dla małych bohaterów zdecydowanie inne plany. Pokrzyżować je wszystkie spróbuje tata Marty, pani Ula również nie pozostanie bezczynna. Oczywiście Szczypawki nie będą czekać bezradnie na ratunek, podejmą konkretne kroki w celu wyjścia z tarapatów. Ryzykowna przygoda uświadomi wszystkim, że im większy robaczek, tym większe wyzwania a czytelnik nieźle się ubawi, śledząc niecodzienną przygodę Marty, jej kolegów i koleżanek.
Ważną funkcję rozśmieszającą pełnią w książce zabawne ilustracje, zwłaszcza te niewielkie, na których widnieją rozmaite owady z uśmiechniętymi bądź zaskoczonymi minkami. Paweł Beręsewicz wymyśla absurdalnie fantastyczną i wciągającą historię a robi to tak, że chce się całkowicie w ową historię uwierzyć. O finalnym sukcesie publikacji może zadecydować sposób, w jaki autor buduje napięcie, stosując narratorskie wstawki w kulminacyjnych punktach fabuły (tu zdradzam, że jest ich dużo więcej niż jeden). Książka doskonale sprawdzi się podczas głośnego czytania najmłodszym miłośnikom literatury a wspomniane wstawki powinny wywołać w nich spontaniczne reakcje od lęku po śmiech oraz nadzieję, budzącą się po każdym kolejnym fiasku. Dobra, zabawna, zgrabnie napisana propozycja dla małego odbiorcy może nawet pomóc w rozładowaniu stresu związanego ze zmianą przedszkola bądź dołączeniem do nowej grupy – bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Sprawa kanarkaprzez Edyta Kucharek
Autor: Jean-Luc Fromental
Ilustratorka: Joëlle Jolivet
Wydawnictwo: Druganoga
Poziom: BD I/II
Francuski duet (autor książek i komiksów Jean-Luc Fromental oraz rysowniczka Joëlle Jolivet) powraca na listę z nowym cyklem komiksów detektywistycznych w nieco mrocznym skandynawskim stylu.
Na polskim rynku ukazały się dwa tytuły z tego cyklu. Komiksowe historie osadzone są w surowej scenerii Norwegii. Tytułowa bohaterka, Panna Kot, to młoda, sprytna detektywka w kocim kostiumie, która prowadzi własne biuro w opuszczonym lokalu po sklepie z nabiałem.
W pierwszym tomie detektywka zajmuje się sprawą kanarka porwanego z apartamentu starszego pana, Tytusa Tytuli. W trakcie śledztwa okazuje się, że jej klient jest emerytowanym słynnym magiem, który niegdyś jako Tytus Wspaniały dzięki magicznemu klejnotowi (Oko Radży) zmieniał zwierzęta w ludzi (i odwrotnie). Młoda detektywka, podążając tropem kanarka, odkrywa skrywane tajemnice rodzinne, dawne konflikty i przebiegły plan przestępstwa. Bohaterka nie tylko rozwiązuje zagadkę, lecz także pomaga bohaterom zmierzyć się z zagmatwaną przeszłością.
Autorzy brawurowo wykreowali galerię wyrazistych, niejednoznacznych postaci. Mamy tu na przykład dziwnie syczącą kobietę wyglądającą jak żmija oraz gadającego buldoga palącego fajkę. Intrygującą postacią drugoplanową jest ośmiornica, która jest barmanem w koktajlbarze Pod Ośmioma Mackami.
Komiks jest świetnie zilustrowany i napisany. Łączy wciągającą kryminalną intrygę z przygodami superbobaterki, motywami fantastycznymi, dawką tajemnicy i czarnego humoru. Pod warstwą detektywistycznej fabuły kryje się opowieść o akceptacji i byciu sobą. Książka zwraca też uwagę na to, że małe, niepozorne rzeczy mogą mieć wielkie znaczenie. Okładka miękka, klejona. Polecam. - Co czujesz, tato?przez Edyta Kucharek
Autorka: Katarzyna Biegańska
Wydawnictwo Kropka
Poziom: BD O/I
Twórczynie książek o pełnej bliskości relacji taty i synka powracają na listę z nową odsłoną cyklu, tym razem koncentrującą się na wspólnym odkrywaniu świata emocji; poprzednio: „Mój tata mistrz świata” p. 1/2026.
Najnowsza opowieść zbudowana jest z kilkunastu scen ukazujących codzienne sytuacje z życia taty i dziecka. Widzimy na przykład, jak tata w koszulce z napisem „zen” stara się zapanować nad złością z powodu tego, że syn nie posprzątał zabawek. Na innej rozkładówce zaś tata chodzi dumny jak paw po galerii, w której wystawione są obrazy jego żony. Każda ze scen eksponuje inne uczucie, tworząc wielowymiarowy portret taty. Ten korpulentny, przypominający wyglądem wikinga mężczyzna jest nie tylko kochającym, czułym i wspierającym tatą, ale też wrażliwym mężczyzną, który wzrusza się na filmie, współczuje sąsiadowi, któremu ukradziono samochód, oraz martwi się, kiedy jego mama trafia do szpitala.
Książka przełamuje stereotypy dotyczące męskości. Pokazuje, że tata, który potrafi przyznać się do własnych słabości i stara się panować nad trudnymi emocjami, może być ważnym przewodnikiem po świecie emocji. Warta uwagi lektura. Większy, kwadratowy format. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Stara szkołaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Tobias Wolff
Wydawnictwo: Czarne
Amerykański pisarz Tobias Wolff w powieści „Stara szkoła” wraca do czasów młodości. Nie jest to wprawdzie dzieło autobiograficzne, ale pozostaje faktem, że sam twórca w podobnym okresie, co bohater uczęszczał do jednej z amerykańskich szkół z tradycjami. W szkole z jego powieści uczą się chłopcy z wyższych warstw amerykańskiego społeczeństwa, a także najzdolniejsi stypendyści. Jest początek lat sześćdziesiątych, John Fitzgerald Kennedy pokonuje Richarda Nixona w walce o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale głównego bohatera „Starej szkoły” i jego kolegów polityka interesuje w o wiele mniejszym stopniu niż literatura. Chłopcy czytają bitników i Hemingwaya, marząc przy tym, że kiedyś staną się podobni do nich, a po lekcjach żyją składaniem własnych wierszy i opowiadań. Szkoła zresztą podsyca ich ambicje – na przykład zapraszając słynnych pisarzy na wizyty, podczas których zwyczajowo jeden z uczniów ma szansę osobiście spotkać się z odwiedzającym ich twórcą. Aby rozstrzygnąć, kto spotka się z danym autorem, organizowane są konkursy literackie. Bohater „Starej szkoły” marzy o spotkaniu z jednym z wielkich amerykańskich pisarzy, bo wyobraża się, że byłby to dla niego rodzaj namaszczenia. A kiedy roznosi się wieść, że następnym gościem szkoły będzie jeden z jego literackich idoli, Ernest Hemingway, czuje, że tym razem musi wygrać.
„Stara szkoła” to elegancko napisana powieść, w której spokojna, a nawet nieco chłodna narracja przykrywa charakterystyczne dla okresu dojrzewania silne emocje i jeszcze silniejsze ambicje. Tobias Wolff, w Polsce pisarz jak dotąd mniej znany, ma w Stanach Zjednoczonych status mistrza prozy, od którego uczyli się tak uznani dziś twórcy jak George Saunders. I rzeczywiście, kiedy czyta się „Starą szkołę”, od razu widać, że to jeden z tych pisarzy, którzy świetnie panują nad literacką materią. Autor bynajmniej nie popisuje się, ani przesadnie nie rozpisuje – całość ma ledwie ponad dwieście stron – ale udaje mu się zamknąć w słowach pewien miniony świat. W tym akurat przypadku chodzi o świat, w którym tradycyjne wychowanie napotykało wielkie przemiany społeczne, świat wyraźnie zaznaczonych podziałów klasowych, płciowych czy rasowych, świat, w którym powodem do dumy była przede wszystkim umiejętność walki o swoje i wreszcie świat, w którym literatura naprawdę wiele znaczy. „Stara szkoła” to starannie skomponowana i intelektualnie wyrafinowana powieść o dojrzewaniu, która potrafi być i zabawna, i wzruszająca, a przy tym wciąga już od pierwszych stron. Zadowoleni z lektury będą przede wszystkim fani amerykańskiej prozy, choć nie tylko. Polecam. Oprawa miękka, klejona. - Czarnek. Biografia nieedukacyjnaprzez Radosław Pulkowski
Autorzy: Justyna Suchecka i Piotr Szostak
Wydawnictwo: Otwarte
Justyna Suchecka i Piotr Szostak, dziennikarski duet związany z TVN24, stworzył książkę o Przemysławie Czarnku, czołowym polityku Prawa i Sprawiedliwości oraz byłym ministrze edukacji, który został namaszczony przez Jarosława Kaczyńskiego na kandydata PiS na premiera w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Chyba każdy wie, że Czarnek jest postacią niebywale kontrowersyjną – uwielbianą przez twardy elektorat PiS-u, ale znienawidzoną przez wyborców liberalnych lub lewicowych. Co oczywiste, Suchecka i Szostak również nie patrzą na byłego ministra łaskawym okiem.
W książce znajdziemy oczywiście najważniejsze związane z Czarnkiem tematy, którymi nie tak dawno temu żyła cała Polska – jak choćby pamiętną aferę Willa Plus czy kontrowersyjny projekt nowelizacji prawa oświatowego znany jako Lex Czarnek. Poza tym dziennikarze przekazują także sporo dotąd nieznanych albo mało znanych informacji o byłym ministrze, na czele z opisami jego poczynań, kiedy dopiero przebijał się do pierwszej ligi, działając przede wszystkim na szczeblu regionalnym. Poznamy także dwie twarze Przemysława Czarnka, które – ku zaskoczeniu postronnych obserwatorów – polityk najwyraźniej posiada. Były minister edukacji znany jest raczej z radykalizmu, zdecydowanych sądów i ostrych starć medialnych, tymczasem wielu spośród jego współpracowników przedstawia go jako postać zaskakująco ciepłą i przyjazną. A można zakładać, że mówią oni prawdę, ponieważ wielu spośród polityków PiS-u rozmawiało z Suchecką i Szostakiem anonimowo i nieoficjalnie. Dziennikarzom zależało na tym, by dowiedzieć się, kim naprawdę jest Czarnek i zdecydowali się zrobić to nawet kosztem uwiarygadniających ich przekaz nazwisk czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Takie podejście się opłaciło, bo czytelnik tej książki ma wrażenie, że naprawdę zagląda w kuluary politycznej gry i dowiaduje się o Czarnku więcej niż zazwyczaj wynika z doniesień medialnych.
W efekcie książkę Sucheckiej i Szostaka nie tylko ciekawie się ją czyta, ale z pewnością może ona zainteresować wszystkich, którzy chcieliby się dowiedzieć więcej o polityku, który ma przecież szanse stać się przyszłym premierem Polski. Sądzę, że publikacja może przydać się w bibliotekach. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Dzikaprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Sylwia Stano
Ilustrator: Józef Wilkoń
Wydawnictwo: Hokus Pokus
Poziom czytelniczy: BD I
Owoc współpracy pisarki Sylwii Stano, autorki między innymi polecanej przez nas w ubiegłym roku powieści „Morzeca” (przegląd 20/2025), z nestorem polskiej ilustracji Józefem Wilkoniem. Główną bohaterką tej kameralnej publikacji jest tytułowa Dzika – wspaniała klacz, którą przez całe życie coś gna do przodu. Dzika nie lubi ograniczeń, a świat odczuwa jako piękny i przeznaczony, by korzystać z niego wszystkimi zmysłami. Niestety nowoczesność sprawia, że jest w nim coraz mniej miejsca na prawdziwą dzikość, a to niepowetowana strata. Dzika zaprzyjaźnia się z małym chłopcem, Józiem, który jest marzycielem i nade wszystko lubi rysować – na szczęście on zawsze będzie potrafił narysować klacz wolną!
Wrażenie pewnej dzikości i wrażliwość na przyrodę rzeczywiście biją z tej książki. To komplement, bo kontakt z samoregulującą się harmonią natury i brak nadmiernej kontroli to chyba jedne z ważniejszych rzeczy, które można podarować współczesnym dzieciom. Z nowej książki Sylwii Stano płynie więc pewna mądrość, która wyraża się w takich fragmentach, jak m.in. „Niektórzy myślą, że dzikość jest groźna. Nie wiadomo, kiedy ugryzie, a kiedy kopnie. Ale dzikość jest radosna i nie przejmuje się tym, co o niej myślą inni. Nie ma się czego bać. Wystarczy mieć odwagę, żeby dotrzymać kroku galopującej Dzikiej.” A ilustracje Wilkonia tylko przydają temu wszystkiemu ruchliwej nieokreśloności i działają na wyobraźnię, nawet pomimo skromnej palety barw. Sądzę, że ta poetycka publikacja ma szansę dotrzeć do nieco szerszego grona dzieci – choćby dziewczynek zafascynowanych końmi i jeździectwem, a tych przecież nie brakuje. Polecam. Oprawa twarda, szyta, druk RISO. - Do widzenia, Bullerbyn!przez Radosław Pulkowski
Autorka: Barbara Gawryluk
Ilustratorka: Joanna Kłos
Wydawnictwo: Literatura
Poziom czytelniczy: BD II
Kontynuacja skierowanej do dzieci powieści „Moje Bullebryn” Barbary Gawryluk, znanej pisarki, dziennikarki i tłumaczki z języka szwedzkiego. Pierwsza część do nas nie trafiła, a szkoda, bo chociaż „Do widzenia, Bullerbyn!” da się czytać bez znajomości wcześniejszych perypetii głównej bohaterki Natalii, to z pewnością lektura chronologiczna byłaby w tym wypadku lepsza.
W poprzedniej części Natalia zostaje przez rodziców postawiona właściwie przed faktem dokonanym – wraz z rodziną musi przeprowadzić się do Szwecji, i to przynajmniej na dwa lata. Dziewczynka przyjmuje to źle, bardzo tęskni za rodzinnym Krakowem, a aklimatyzacja w nowym środowisku nie idzie jej najlepiej, w końcu jednak się udaje. Akcja „Do widzenia, Bullerbyn!” rozpoczyna się tuż przed wakacjami, czyli w momencie, kiedy Natalia dawno zdążyła poczuć się w Szwecji dobrze, zyskała oddane koleżanki, a nawet bardzo polubiła pewnego chłopca, Matsa (w dodatku z wzajemnością). Mimo to dziewczyna cieszy się na wakacje – wreszcie będzie mogła odwiedzić dziadków, zobaczyć swoje polskie przyjaciółki, spędzić czas w ukochanym Krakowie, pochodzić po Tatrach, a w dodatku pokazać Polskę jednej ze swoich nowych przyjaciółek. Mało tego, podczas letnich miesięcy wydarzy się także coś ekscytującego. Natalia wraz z rodziną uda się bowiem do Lwowa, by szukać tam śladów niedawno zmarłej staruszki Selmy, z którą dziewczynka zaprzyjaźniła się w Szwecji, przez większość czasu nie mając pojęcia, że w młodości była ona światowej sławy artystką baletową.
Większość powieści opowiada właśnie o pełnych wrażeń wakacjach Natalii, jednak pod koniec bohaterkę czeka jeszcze jeden niespodziewany zwrot akcji. Choć rodzice byli pewni, że zostaną w Szwecji jeszcze co najmniej przez rok, okazuje się, że muszą wracać do Krakowa. Niestety dla Natalii nie jest to najlepszy moment na powrót. Dziewczynka będzie musiała opuścić miejsce, w którym zdążyła poczuć się dobrze, rozstać z nowymi koleżankami i – co ważne – z Matsem, który stał się dla niej kimś ważnym. Czy w ogóle uda jej się jeszcze kiedykolwiek z nim spotkać?
Powieść Barbary Gawryluk to obyczajowa historia dla młodszych czytelników, a w szczególności czytelniczek, która może pomagać im w oswojeniu się z własnymi trudnymi doświadczeniami – przeprowadzkami, a także śmiercią i chorobami bliskich. Jednocześnie autorka wyraźnie kładzie nacisk na to, by pamiętać o tym wszystkim, co w życiu dobre i ciekawe – wszak problemy są po to, by sobie z nimi radzić. Myślę, że lektura może spodobać się docelowym odbiorcom. Oprawa twarda, szyta. - Śledzik i zwierzętaprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Anna Ehring
Ilustratorka: Moa Graaf
Wydawnictwo: Zakamarki
Poziom czytelniczy: BD I
Trzecia książka z serii o Hubercie Rasku, chłopcu, którego wszyscy nazywają Śledzikiem. Dwie pierwsze – zatytułowane „Śledzik czeka na dzidziusia” i „Śledzik idzie do szkoły” gorąco polecaliśmy podczas przeglądu 9 w 2025 roku. Ta najnowsza również jak najbardziej trzyma poziom. Przypomnę, że główny bohater ma sześć lat i właśnie do dzieci w podobnym wieku kierowana jest seria. Istotną informacją może być także fakt, że Śledzik jest chłopcem w spektrum autyzmu – nie jest to wprawdzie mocno akcentowane przez autorkę i niejeden czytelnik może w ogóle tego nie zauważyć, jednak dla dzieci neuroróżnorodnych i ich rodziców z pewnością będzie to dodatkowy walor.
Tym razem w odwiedziny do Śledzika i jego rodziców ma przyjechać najlepsza koleżanka chłopca – Hela. Bardzo możliwe, że dziewczynka wraz z mamą i jej partnerem wprowadzi się do opuszczonego domu w sąsiedztwie, co oczywiście byłoby wspaniałą wiadomością dla Śledzika. Jest tylko jeden problem – dotąd Hela mieszkała w mieście, więc kulisy życia na wsi mogą ją zaskoczyć, także w niemiły sposób. Śledzik postanawia zrobić wszystko, by podczas odwiedzin Hela zakochała się w tej okolicy. To możliwe, bo wieś ma wiele uroków, ale trzeba uważać, bo na każdym kroku na Helę czekają pułapki: dziewczynka wdeptuje w krowi placek, trochę boi się papugi Śledzika, zaś koza Matylda, próbuje zjeść jej umorusaną dżemem koszulkę. Czy dobra zabawa z najlepszym kolegą i słodkie kurczaczki dziadka zdołają przebić niedogodności i Hela zechce zostać sąsiadką Śledzika?
Narracja w „Śledziku i zwierzętach”, a także pozostałych książkach z cyklu, wiarygodnie przedstawia perspektywę sześciolatka. Mało tego: jest wręcz ujmująca. Bohaterowie zapadają w pamięć na dłużej, w szczególności przesympatyczny dziadek Śledzika i jego niesforna koza Matylda. Autorka znajduje też miejsce na przystosowane do możliwości dzieci refleksje – bywa, że całkiem poważne. W tej części na przykład bohater zastanawia się nad tym, że jedne zwierzęta w naturze zabijają drugie – na przykład lisy jedzą kurczaki – a wszystko zaczyna się od tego, że on sam pozbawia życia gryzącego go komara, z czym później nie czuje się najlepiej. Książki z cyklu da się czytać oddzielnie, choć oczywiście najlepiej byłoby pokusić się o lekturę chronologiczną. Polecam! Oprawa twarda, szyta. - Encyklopedia rzeczy, które się myląprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Jane Wilsher
Ilustratorka: Liz Kay
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD I/II
Świetny pomysł zestawienia pojęć, które zazwyczaj wszystkim z nas się mylą powstaje w głowie Jane Wilsher, brytyjskiej redaktorki i autorki książek dla dzieci. Z idei rodzi się publikacja, która uczy a jednocześnie bawi. Autorka szuka podobnych zjawisk w różnych obszarach wiedzy, czasami bardzo odległych, bo i kosmos pojawia się na kartach encyklopedii i ziemska fauna czy flora a także historia, jedzenie oraz technologia. Każdy rozdział rozpoczyna pytanie: czym się właściwie różnią… krokodyl i aligator (s. 64-65), galaktyka i droga mleczna (s. 16), rakieta kosmiczna i prom kosmiczny (s. 21), żaglówka i motorówka (s. 28), góra i wzgórze (s. 38), step i sawanna (s. 44), pogoda i klimat (s. 45), nos i pysk (s. 60), motyl i ćma (s. 74), królik i zając (s. 76) czy lunch i brunch (s. 81) albo zamek i pałac (s. 94). Różnice wyjaśnione są w sposób przystępny dla młodego odbiorcy, ale nie ma mowy o spłycaniu problemów. Książka zawiera wiele ciekawostek o dużym stopniu szczegółowości, wyselekcjonowanych tak, by nie powtarzać tego, co zazwyczaj pojawia się w publikacjach encyklopedycznych. Każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie, niektóre zagadnienia z pewnością skłonią do dalszych poszukiwań. Zgłębianie wiedzy o świecie przy pomocy „Encyklopedii rzeczy, które się mylą” to doskonała poznawcza przygoda. Znajduję w niej także wartość naddaną w postaci zachęty do pielęgnowania postawy proekologicznej. Ilustracje stanowią dodatkowy atut książki a kolorowe rozkładówki, utrzymane w przyjemnych dla oka kolorach, ułatwiają poruszanie się po kolejnych rozdziałach. Te zaś można czytać według porządku określonego przez wydawcę lub swobodnie podążać ścieżką wytyczoną przez ciekawość. Atrakcyjna propozycja z kategorii literatury dydaktycznej – bardzo polecam. Duży format, oprawa twarda, szyta.
- Spisek w metrzeprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Lena Jones
Wydawnictwo: Kropka
Poziom: BD II
Kolejna odsłona cyklu o Agacie – trzynastoletniej detektywce, wychowywanej samotnie przez ojca po śmierci mamy. Dziewczyna jest spostrzegawcza niczym Scherlock Holmes, choć jako wzór i patrona obiera sobie raczej Herkulesa Poirota. Bohaterka chętnie podejmuje się rozwiązywania trudnych zagadek a w poprzedniej części udało jej się nawet odkryć sekret związany z jej własną rodziną. Okazało się, że mama Agaty była członkinią Gildii Strażników. Organizacja zajmuje się ochroną mieszkańców Londynu przed różnymi niebezpieczeństwami. Bohaterka podejrzewa, że śmierć mamy może mieć związek z jej tajemną działalnością, więc sama postanawia zostać Strażniczką i poznać prawdę, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem. Członkostwo w Gildii otwiera przed Agatą także nowe możliwości, między innymi klucze i dostęp do podziemnych przejść łączących miasto. A że właśnie wypływa sprawa morderstwa popełnionego w Muzeum Brytyjskim, nastolatka chętnie korzysta, choć nie powinna, z nowego sposobu przemieszczania się między domem a wspomnianym przybytkiem kultury. Niestety w kanałach nie jest bezpiecznie, o czym szybko przekonuje się nasza bohaterka. Nie powinni jej tu także widzieć Strażnicy, ponieważ Agata oficjalnie jeszcze nie jest uprawniona do korzystania z przywilejów osoby należącej do Gildii. Poza tym nie ma pewności, czy każdy z nich jest godny zaufania. Nastoletnia detektywka rozpoczyna śledztwo, w trakcie którego włos nie raz zjeży się na głowie. Ważną rolę odegrają w nim zapomniane stacje londyńskiego metra. Nie sposób nie docenić również pomocy niezawodnych przyjaciół: Brianny oraz Liama.
Autorka tworzy wciągającą i wcale niełatwą do rozwiązania zagadkę. Czytelnik odnajdzie tu klimat, chwyty i motywy znane z klasycznej powieści detektywistycznej. Równolegle do wątku kryminalnego rozwija się wątek poszukiwań związanych z przeszłością mamy, za którą córka wciąż bardzo tęskni. Temat żałoby nie dominuje w tekście, bardzo subtelnie przenika fabułę, widać go jedynie w szczegółach, przedmiotach, drobnych gestach i codziennych decyzjach, podejmowanych przez książkowe postacie. O mamie dziewczyny wspominają też przypadkowo spotykane przez nią co jakiś czas osoby a dzieje się to zazwyczaj podczas rozmaitych prób, którym nastolatka zostaje poddana przez sekretne stowarzyszenie i które mogą zbliżyć ją do prawdy na temat tragicznego wypadku. Powieść całkiem na serio porusza problem śmierci jednego z rodziców i radzenia sobie z dotkliwym brakiem kogoś, kogo się kocha. Poza tym bawi, zachęca do gimnastyki umysłu, śmieszy dialogami czy sytuacjami – zatem i przygoda, i ważna refleksja. Warto docenić również przesłanie utworu o tym, że dobrze być sobą, nawet jeśli nie przystaje się do tego, co ogół nazywa normalnością. Uwaga: należy zachować kolejność wydawniczą w lekturze. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona.
- Zielona dziewczynka czyli popołudnie, którego nie byłoprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Anna Augustyniak
Ilustratorka: Kasia Augustyniak
Wydawnictwo: Albus
Poziom: BD III
Książka, której na pewno szybko nie zapomnę. Duet: Anna Augustyniak i Kasia Augustyniak to marker dobrej literatury dla dzieci – tym razem dla nieco starszych. „Zielona Dziewczynka” ukazuje jeden dzień z życia rodziny Zawadzkich a właściwie, zgodnie z podtytułem, jedno popołudnie, które jest pełne mocnych wrażeń i trudnych emocji. Akcja opowieści dzieje się na wsi, gdzie stoi Domeczek, mieszka w nim babcia, której coraz częściej zdarza się zadawać dziwne pytania i zapominać o różnych rzeczach. Ludka przyjeżdża tu z mamą i małą siostrą, Deborą, bo „babci trzeba pomóc”. Debora znika, gdy wszyscy są zajęci owym „pomaganiem”. Jedyny trop w poszukiwaniach, lekceważony przez dorosłych, ale podjęty przez babcię i Ludkę prowadzi do tytułowej dziewczynki i rodzinnej wierzby. Następnie bohaterki wyruszają w podróż w głąb ziemi a w zasadzie w głąb siebie, by zrozumieć co dzieje się z babcią i odnaleźć zagubioną Deborę (w pewnym momencie nie tylko ona, lecz wszyscy wydadzą się bardzo zagubieni i przestraszeni). Metaforą pamięci jest jama wydrążona pod drzewem, przetykana jego korzeniami i oświetlona światłem wpadającym przez prześwity. Babcia wie, że nie pamięta, Ludka też wie, że babcia zapomina, ale wiedzieć a pogodzić się z tym to zupełnie co innego.
Książka w piękny i łagodny sposób przekazuje trudną prawdę o tym, że życie to seria powitań oraz pożegnań, te drugie prawie zawsze przychodzą zbyt wcześnie. Autorka z dużym wyczuciem dotyka tematu choroby alzheimera u bliskiej osoby, uświadamiając młodemu czytelnikowi, że kochać to znaczy wziąć odpowiedzialność za kogoś, kto potrzebuje pomocy. „Zielona Dziewczynka” ukazuje taki moment w życiu, w którym przestajemy być dziećmi, lecz jeszcze nie jesteśmy dorosłymi – to literacka epifania, która z pewnością jest warta podkreślenia. Pisarka odważnie buduje klimat utworu i umiejętnie zagęszcza atmosferę. Poszukiwania Debory rodzą silne napięcie (również u czytelnika) a jednocześnie wyrywają książkowych bohaterów z codziennego rytmu dnia, dając im czas oraz przestrzeń do rozmowy o tym, jak zmienia się ich życie i jak mogą poradzić sobie z tym, co nadejdzie. Zwraca uwagę wielość perspektyw kształtujących postrzeganie choroby alzheimera. Głos zabiera zarówno babcia Anna, jak i jej córka oraz wnuczka – „damy sobie radę” (s. 86) ufnie brzmią pokrzepiające słowa, zapisane na ostatnich kartach opowieści. Publikacja powinna trafić do rąk wszystkich, zmagających się z podobnym co Ludka problemem, bo daje siłę. Jeszcze kilka słów o warstwie graficznej: ilustracje Kasi Augustyniak niosą ładunek emocjonalny. Niektóre z nich są niepokojące, inne sielankowe, wszystkie – konsekwentnie utrzymane w tych samych barwach żółci, brązu, różu i oczywiście zieleni doskonale komponują się ze słodko-gorzką opowieścią, którą szczególnie polecam. Ta książka nie powinna zostać przez biblioteki pominięta. Oprawa twarda, szyta.
- Syrenka bez ogonkaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Jessica Long
Ilustratorka: Airin O’Callaghan
Wydawnictwo: Harper Collins
Poziom: BD O/I
Wzruszająca książeczka dla dzieci zbudowana na autobiograficznym doświadczeniu adopcji oraz niepełnosprawności autorki, pływaczki, zdobywczyni trzydziestu jeden medali paraolimpijskich w tym złotego medalu oraz medali mistrzostw świata. Pisarka rodzi się z hemimelią strzałkową – chorobą, która deformuje jej kości nóg, dlatego lekarze podejmują decyzję o amputacji obu kończyn. Podobna historia spotyka bohaterkę opowiadania, która pewnego dnia zostaje znaleziona przez parę żółwi w muszli. Zwierzęta przygarniają ją do siebie, wychowują jak własne dziecko i kochają najbardziej na świecie, akceptując to, co odróżnia syrenkę od innych. Tońka nie ma syreniej płetwy, mimo tego marzy o byciu świetną pływaczką. Otoczenie wątpi czy bohaterka może osiągnąć sukces w tej sportowej dziedzinie, ale rodzice wspierają ją na każdym kroku, wierzą w nią i motywują do ciężkiej pracy oraz wytrwałości w dążeniu do celu. Syrenka ćwiczy pod okiem najlepszego trenera w morskich głębinach, od którego otrzymuje niezwykłą radę, pozwalającą jej uwierzyć we własne siły. Tońka, pomimo drwin, weźmie udział w najsłynniejszych zawodach pływackich w całym Siedmiomorzu i już sam ten fakt okaże się jej największym sukcesem. Reszta to tylko dodatki.
Publikacja opowiada o tym, że każdy z nas jest wyjątkowy i nie warto skupiać się na tym, czego nam brakuje, lepiej koncentrować się na tym, co mamy. Historia Tońki dowodzi, że ciężka praca przynosi satysfakcję i pozwala spełniać marzenia, nawet jeśli początkowo wydają się nierealne. Piękna, wzruszająca opowieść może podnieść na duchu małego czytelnika zmagającego się z chorobą, niepełnosprawnością czy jakąś odmiennością, podpowie również co nieco rodzicom, którzy chcą dmuchać dzieciom w żagle zamiast z powodu obaw czy troski nieświadomie podcinać skrzydła. Prosty, mocny, uwrażliwiający przekaz zawarty w małej liczbie słów; ładne ilustracje – zdecydowanie polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Organiczniprzez Edyta Kucharek
Autorka: Giulia Enders
Wydawnictwo: Otwarte
Giulia Enders, niemiecka lekarka, mikrobiolożka, popularyzatorka nauki, autorka książki „Historia wewnętrzna. Jelita – najbardziej fascynujący organ naszego ciała” (u nas na liście wznowienie p. 10/2025), pokazuje, w jak niezwykle złożony i inteligentny sposób działają ludzkie organy oraz jakie możemy czerpać z nich lekcje życiowe.
Autorka z pasją i polotem opowiada, co się dzieje wewnątrz ciała, które od tysięcy lat uczyło się, jak przetrwać, regenerować się i radzić sobie z różnymi wyzwaniami. Koncentruje się na płucach, układzie odpornościowym, skórze, mięśniach i mózgu. Każdemu z tych organów poświęcony jest osobny rozdział stanowiący barwną, wielowątkową opowieść, która łączy wiedzę naukową, refleksje o ludzkości i osobiste historie.
Enders zgłębiając tajniki poszczególnych organów, omawia ich rozwój, budowę, współdziałanie i znaczenie, pokazuje też, jak wpływają one na nasze życie i jakie potrzeby zaspokajają. Opowieść zaczyna od sportretowania prababci i zaprezentowania płuc z ewolucyjnego, biologicznego i filozoficznego punktu widzenia. Historia tego delikatnego organu zaspokajającego naszą najważniejszą potrzebę, jaką jest oddychanie, jest niesamowita i pokazuje, na co stać istoty żywe, kiedy czegoś chcą. Autorka w tym rozdziale porusza też temat rodników tlenowych, równowagi istnienia, technik oddychania, „dwujęzyczności” oddechu i zanieczyszczenia powietrza.
Ciekawa jest opowieść o skórze, organie, który „pośredniczy między nami a światem – ze wszystkim, co nas rani, i wszystkim, co piękne” (s. 159). Autorka zdradza też, co może nam powiedzieć układ odpornościowy o potrzebie bezpieczeństwa, mięśnie – o sile i działaniu, a mózg – o uczuciach i uzależnieniach. Jej spojrzenie na ludzkie ciało jest pełne fascynacji, jak też życzliwości i czułości.
Książka napisana jest lekkim, gawędziarskim stylem, z dawką humoru i barwnych metafor. Wzbogacają ją czarno-białe ilustracje Jill Enders (siostry autorki). Zawiera bibliografię. Okładka miękka, klejona. Polecam. - Historia ludzkiego ciałaprzez Edyta Kucharek
Autor: Daniel Lieberman
Wydawnictwo: PWN
Książka amerykańskiego paleoantropologa i biologa ewolucyjnego, profesora Uniwersytetu Harvarda, to przekrojowa praca o tym, jak kształtowało się ludzkie ciało – od pierwszych homininów po współczesnych mieszkańców miast.
Lieberman, znany z badań nad ewolucją ludzkiej głowy i biomechaniką ruchu, proponuje czytelnikowi fascynującą podróż przez miliony lat ewolucji, które ukształtowały naszą anatomię, fizjologię i podatność na choroby. Autor z jednej strony opisuje kluczowe momenty w historii gatunku – pojawienie się dwunożności, rozwój dużego mózgu, przejście od diety owocowej do wysokobiałkowej, narodziny kultury łowiecko-zbierackiej. Z drugiej zaś strony pokazuje, jak gwałtowne zmiany środowiskowe i kulturowe ostatnich kilku tysięcy lat doprowadziły do pojawienia się chorób wynikających z niedopasowania między naszym ciałem z epoki kamienia łupanego a współczesnym stylem życia. Wśród nich wymienia otyłość, cukrzycę typu 2, choroby serca czy osteoporozę.
Lieberman przekonująco argumentuje, że wiele współczesnych problemów zdrowotnych nie jest nieuchronnym skutkiem starzenia, lecz konsekwencją „dysewolucji”, czyli utrwalania niekorzystnych nawyków i leczenia objawów zamiast przyczyn. Ukazuje ciało jako precyzyjny mechanizm, którego możliwości i ograniczenia można zrozumieć tylko w perspektywie ewolucji. Jednocześnie zwraca uwagę na to, jak środowisko i kultura wpływają na ludzkie zachowania i zdrowie.
Wartościowa, świetnie udokumentowana i inspirująca lektura dla wszystkich zainteresowanych ewolucją człowieka, zdrowiem publicznym i współczesnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi. Książka zawiera czarno-białe ilustracje. Na końcu zamieszczone są komentarze i źródła. Oprawa miękka, klejona. Polecam. - Jak robić sztukęprzez Edyta Kucharek
Autorka: Kate Bryan
Wydawnictwo: Muza
Kate Bryan, brytyjska historyczka sztuki, kuratorka kolekcji sztuki Soho House i popularyzatorka kultury, odziera świat sztuki z patosu i elitarności, przekonując, że sztuka jest dla wszystkich (również dla dzieci i czworonogów), każdy może ją uprawiać i odbierać na własnych zasadach. Zachęca do wprowadzenia sztuki do swojego życia, uważa bowiem, że można się nią cieszyć jak muzyką, jedzeniem czy filmem.
Autorka w książce rozszyfrowuje kody „świata sztuki”, omawia działalność różnego rodzaju muzeów i galerii, analizuje słynne dzieła sztuki, przedstawia narzędzia potrzebne do zbudowania relacji ze sztuką oraz przeprowadza przez kluczowe aspekty związane ze światem sztuki. Podpowiada, jak czytać dzieło sztuki, jak stworzyć w domu kącik ze sztuką oraz jak zarabiać na życie jak artysta.
W opowieść wplata sporo wątków osobistych. Wraca na przykład do swoich wczesnych doświadczeń, kiedy jako pochodząca z robotniczej rodziny, świeżo upieczona absolwentka historii sztuki próbowała się odnaleźć w pretensjonalnym, snobistycznym świecie sztuki.
W książce znajdziemy krótki kurs rysunku dla początkujących, listę filmów i publikacji na temat sztuki i artysty, porady dotyczące wizyty w galerii z małym dzieckiem oraz słowniczek z przydatnymi terminami. Publikacja napisana jest przystępnym językiem. Wzbogacają ją ilustracje Davida Shrigleya.
Ciekawa propozycja dla osób chcących rozpocząć przygodę ze sztuką. Okładka twarda, szyta. Polecam. Poprzednio: „Sztuka w afekcie” p. 17/2022. - Mam mały problem, powiedział niedźwiedźprzez Edyta Kucharek
Autor: Heinz Janisch
Wydawnictwo: Muchomor
Poziom: BD I
Po dłuższej przerwie dzięki Wydawnictwu Muchomor wraca na naszą listę ceniony austriacki autor literatury dziecięcej, laureat m.in. Austriackiej Nagrody dla Książki Dziecięcej i Bologna Ragazzi Award (poprzednio: „Pan Jaromir i zagadka aniołów”, p. 13/2014).
Książka „Mam mały problem, powiedział niedźwiedź” ukazała się po raz pierwszy w 2007 roku, ale jej przesłanie o uważnym słuchaniu nadal jest aktualne i warto je przypominać, szczególnie w dzisiejszych czasach narzucających szybkie tempo życia. Tytułowe słowa przewijają się w opowieści niczym refren. Niedźwiedź ma pewien problem i szuka pomocy. Nikt jednak nie chce go wysłuchać ani zrozumieć.
Każdemu wydaje się, że wie najlepiej, o co tak naprawdę chodzi niedźwiedziowi, co go trapi i czego mu potrzeba. Wynalazca daje mu skrzydła, żeby poczuł się lekko, kapelusznik wciska mu kapelusz, aby miał porządnie osłoniętą głowę, lekarz wręcza mu kolorowe lekarstwa na rumieńce, a uliczny sprzedawca zawiesza mu na szyi amulet, który ma mu zapewnić szczęście. Tak oto niedźwiedź dostaje stos prezentów, których nie potrzebuje. Bezskutecznie podejmowane próby uzyskania pomocy w rozwiązaniu problemu, wyczerpują go i zniechęcają. Kiedy niemal traci nadzieją, spotyka małą muchę, która nie tylko go cierpliwie słucha, ale też oferuje mu pomoc.
Książka pokazuje, że uważne, empatyczne słuchanie jest kluczem do skutecznej komunikacji, zrozumienia potrzeb innych oraz rozwiązywania problemów (i to nie tylko tych małych). Filozoficzno-refleksyjną opowieść dopełniają oryginalne, klimatyczne, pełne uroczych detali ilustracje w kolażowej stylistyce.
Okładka twarda, szyta. Polecam. - Młotek, piła i wiertarkaprzez Edyta Kucharek
Autor: Ole Könnecke
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom: BD O/I
Ole Könnecke, wielokrotnie nagradzany autor i rysownik (laureat m.in. Bologna Raggazzi), w pomysłowy sposób wprowadza dzieci w tajniki budowy domu. Proponuje dowcipnie zilustrowaną historyjkę o niezwykle zaradnej artystce Owcy, która z pomocą przyjaciół buduje swój wymarzony dom z widokiem na morze.
Mali czytelnicy, śledząc perypetie sympatycznych zwierzaków, poznają proces budowy domu – od przygotowywania fundamentów przez budowanie ścian szkieletowych i pokrywanie dachu dachówką do wspólnego hucznego świętowania. Każdy z bohaterów, a jest ich tu spora, a do tego barwna gromada, jest świetnym fachowcem w swojej dziedzinie. Dzięki ich współpracy prace budowlane przebiegają bardzo sprawnie, chociaż zdarzają się pewne drobne wypadki i stresujące momenty, kiedy na przykład trzeba zdążyć z pokryciem dachu przed burzą. Nie brakuje też humorystycznych sytuacji – tu na pierwszy plan wysuwa się Wilk, mistrz ucinania sobie drzemek.
Autor w pełnej akcji i humoru opowieści przemyca sporo informacji o potrzebnych w budowie domu narzędziach, materiałach i maszynach. Czytelnicy dowiedzą się na przykład, jak działa świder glebowy, poziomica czy agregat prądotwórczy. Większy format. Okładka twarda, szyta.
Świetna propozycja nie tylko dla małych miłośników techniki. Polecam. - Ciekawostki i dowcipy dla supermózgówprzez Edyta Kucharek
Autorka: Mathilda Masters
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Kolejna na naszej liście publikacja belgijskiej popularyzatorki nauki, dziennikarki i podróżniczki. Autorka znana jest polskim czytelnikom z serii książek popularnonaukowych prezentujących fakty (od superciekawych i intrygujących do obrzydliwych i nieziemsko nudnych) z różnych dziedzin. Poprzednio omawialiśmy „321 niesamowitych faktów przyrodniczych” (p. 21/2025).
Najnowsza księga w pomysłowy sposób łączy edukację z rozrywką. Zawiera odpowiedzi na frapujące młode „supermózgi” pytania, ciekawostki oraz dowcipy (lub zabawne zagadki). Każdy taki zestaw zaprezentowany jest na atrakcyjnie zilustrowanej rozkładówce. Tom podzielony jest na siedem kategorii tematycznych. Znajdziemy tu ciekawostki o zwierzętach, kosmosie, historii, ciele człowieka, przyrodzie, świecie nauki i sporcie. Każdy rozdział kończy się quizem.
Młodzi czytelnicy dowiedzą się, jaka ryba wytwarza piasek, dlaczego faraonowie nosili brody, ile miodu wytwarza pszczoła miodna w ciągu całego życia, jak działają magnesy, czy na Księżycu można uprawiać sport. Wiedza podana jest w lekki i zabawny sposób. Książka wyróżnia się różnorodnością treści, humorem edukacyjnym, a także przyjemną dla oka szatą graficzną w wyrazistej palecie barw.
Rozbudza ciekawość świata młodych czytelników i zachęca ich do zdawania pytań. Stanowi atrakcyjną propozycję popularnonaukową dla dzieci w wieku szkolnym. Oprawa twarda, szyta. Polecam. - Toto kotka Ninja i katastrofa supergwiazdyprzez Edyta Kucharek
Autor: Dermot O’Leary
Wydawnictwo: Wilga
Poziom: BD I/II
Trzecia część cyklu o przygodach kociego rodzeństwa: niemal zupełnie niewidomej kociej wojowniczki ninja Toto i jej brata Sreberka; poprzednio: „Toto kotka ninja i zagadka skradzionego sera” p. 20/2025.
Najnowsza historia zaczyna się brawurową akcją, podczas której Toto, zastępczyni brytyjskiego oddziału Elitarnego Klubu Kotów Ninja, oraz jej brat Sreberko we współpracy ze Zwierzęcym Biurem Śledczym rozbijają psią szajkę handlarzy kośćmi. Udana misja zostaje zwieńczona wystawną kolacją zorganizowaną przez Kocipyszczka (ekscentrycznego szczura żyjącego jako kot), który proponuje rodzeństwu rekreacyjny wyjazd na najsłynniejszy zwierzęcy festiwal muzyczny – Koten’er.
Toto nie dane jednak będzie wykorzystać weekendowy wyjazd na odpoczynek, gdyż po raz kolejny będzie musiała zmierzyć się ze swoim odwiecznym wrogiem, Arcyksięciem Ferdykotem, wcielającym się tym razem w rolę menedżera słynnego zespołu rockowego (Stefan i Sierściuchy). Bohaterkę i jej przyjaciół czeka wiele niebezpieczeństw i trudnych wyzwań, ponieważ złoczyńca próbuje zrealizować nikczemny plan przejęcia kontroli nad światem zwierząt za pomocą teledysku wprowadzającego słuchaczy w stan hipnozy.
Pełna wartkiej akcji fabuła okraszona jest dużą dawką humoru oraz dynamicznymi czarno-białymi ilustracjami z komiksowymi wstawkami. Wciągająca powieść, która podkreśla wartość przyjaźni, współpracy i akceptacji. Nie trzeba zachowywać kolejności wydawniczej w lekturze. Okładka miękka, klejona. Duża czcionka.
Idealna propozycja dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Polecam. - Ziemniaki w roślinnej kuchni regionalnejprzez Radosław Pulkowski
Autor: Paweł Ochman
Wydawnictwo: Marginesy
Bez przesady można powiedzieć, że królem polskich stołów od wieków pozostaje ziemniak. Dziś również nim jest – nawet jeśli niektórzy traktują go zaledwie jako dodatek do kotleta. Takie podejście to oczywiście błąd, z ziemniaka można bowiem zrobić niemal wszystko i chyba nie ma drugiego warzywa o tak szerokim zastosowaniu kuchennym. Ceniony wśród polskich wegan bloger Paweł Ochman (w internecie znany jako Weganon) przygotował publikację, w której udowadnia, jak ważną rolę odgrywał ziemniak w polskiej kuchni regionalnej. Autor zadał sobie trud, aby odszukać zapomniane, znane dziś tylko w wąskich grupach przepisy i zaprezentować je w swojej książce. W tym celu jeździł po Polsce, pojawiał się na spotkaniach Kół Gospodyń Wiejskich, wertował dawne książki kucharskie. Jako że sam jest weganinem, wszystkie potrawy zaprezentował w wersji wegańskiej, choć wiele spośród nich również w oryginale nie zawierało mięsa, nabiału ani jajek.
Świetnie wyglądających przepisów jest w książce mnóstwo, zostały one rozdzielone między kilka rozdziałów: „Zupy”, „Kluski”, „Placki”, „Zapiekane”, „Pierogi”, „Kotlety”, „Na słodko” oraz „Inne potrawy ziemniaczane”. Niektórych z nich można się było w tej książce spodziewać – na przykład klusek śląskich, różnych wersji pyzów czy babki ziemniaczanej. Inne będą stanowiły niespodziankę chyba dla każdego – choćby przepis na wielkanocny marcepan ziemniaczany, który zdradziła Ochmanowi jedna z gospodyń z powiatu prudnickiego. Świetna publikacja będąca owocem autentycznego zainteresowania polską kuchnią regionalną i miłości do jedzenia. A przy tym znakomicie wyglądająca – bo warto wspomnieć, że książka została wydana w pięknej oprawie graficznej, która wykracza nawet ponad wysoki standard wyznaczany ostatnio przez wydawców nowoczesnych książek kucharskich. Oprawa twarda, szyta. Duży format. - Dieta przeciwzapalnaprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Agata Lewandowska
Wydawnictwo: RM
Praktyczna i rzetelna pozycja z zakresu dietetyki przeznaczona dla wszystkich, którzy chcieliby zadbać o to, by w ich organizmach nie rozwijały się szkodliwe stany zapalne ani stres oksydacyjny. Na pierwszych stu stronach autorka – doświadczona dietetyczka i autorka wielu książkowych poradników na temat dobrego żywienia – wyjaśnia jakie mogą być przyczyny i skutki stanów zapalnych w organizmie, tłumaczy czym właściwie jest stres antyoksydacyjny i jak sobie z nim radzić, a także przedstawia najważniejsze dla zdrowia składniki żywności, które wszyscy powinniśmy włączać do swojej diety. Agata Lewandowska pisze o tym wszystkim w sposób przystępny. Jednocześnie publikacja jest bardzo rzetelna – również dla profesjonalnego dietetyka może okazać się ona przydatnym kompendium wiedzy. Zarówno tej biologicznej, o funkcjonowaniu naszego organizmu, jak i bardziej praktycznej – o tym, na co powinniśmy zwracać uwagę, dobierając składniki diety. Czy dieta oparta na roślinach naprawdę jest zdrowa? Na co powinniśmy zwrócić uwagę, wybierając ryby, które włączamy do jadłospisu? Czy kawa i czekolada naprawdę nam szkodzą? Jaki rodzaj aktywności fizycznej będzie dla nas najkorzystniejszy? W książce Lewandowskiej znajdziemy odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Druga część publikacji, również licząca około stu stron, stanowi zbiór przepisów kulinarnych – zarówno na napoje, śniadania, obiady, kolacje, sałatki, jak i zdrowe desery i przekąski. Ogólnie rzecz biorąc książka Agaty Lewandowskiej robi jak najlepsze wrażenie i z czystym sumieniem można ją polecić wszystkim osobom zainteresowanym tematem zdrowego żywienia. Oprawa miękka, klejona. - Zabijemy Stellę / Piąty rokprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Marlen Haushofer
Wydawnictwo: ArtRage
Dwie dotąd niewydane w Polsce nowele austriackiej pisarki, która w ojczyźnie jest uznawana za klasyczkę dwudziestowiecznej literatury. Wcześniej w przekładzie na język polski ukazała się jedynie jej najbardziej znana powieść pt. „Ściana” – niestety nie omawialiśmy jej podczas żadnego z dotychczasowych przeglądów nowości wydawniczych. Skromny objętościowo tom składający się z nowel „Zabijemy Stellę” i „Piąty rok” daje jednak pojęcie o twórczości Haushofer, którą można porównywać z pisarstwem takich austriackich autorek jak Ingeborg Bachmann oraz Elfriede Jelinek (co zresztą robi sam wydawca). Jest to bowiem pisarstwo zainteresowane przede wszystkim złem, jako immanentnym elementem natury, pozbawione złudzeń, a nawet pozornie zimne.
Narratorką noweli „Zabijemy Stellę” jest Anna, kobieta w średnim wieku, pod której opiekę trafia na jakiś czas tytułowa dziewiętnastoletnia dziewczyna. Czytelnik szybko orientuje się, że w momencie, kiedy Anna stara się ukoić skołatane nerwy opowieścią, Stella już nie żyje – dziewczyna wpadła pod samochód, ale prawdopodobnie nie był to nieszczęśliwy wypadek. Co ją do tego skłoniło? Według Anny powodów było co najmniej kilka, w tym życie w poczuciu braku miłości, jednak do tragedii prawdopodobnie by nie doszło, gdyby Stella nie zamieszkała wraz z nią i jej rodziną. Podczas lektury stopniowo odkrywamy, kim są poszczególni bohaterowie i co właściwie się wydarzyło, jednak na pierwszym planie pozostaje sama Anna – narratorka nieczuła i bezlitosna, która w mieszczańskim świecie potrafi dostrzegać tylko czający się pod powierzchnią mrok. Bohaterką drugiej noweli, zatytułowanej „Piąty rok” jest z kolei dziecko – Maria, która wychowuje się blisko natury, ale zamiast postrzegać to życie jako idyllę, przedwcześnie zaczyna zauważać, że nie da się doświadczać natury, nie doświadczając tym samym trwogi i cierpienia. Podobnie jak w ogóle nie da się żyć, całkowicie odcinając się od tych uczuć. Autorka zastosowała tu inną strategię – historia dziewczynki opowiedziana została w trzeciej osobie. Dodatkowo nowelom towarzyszy solidne posłowie autorstwa tłumaczki Małgorzaty Gralińskiej, z którego czytelnik może dowiedzieć się co nieco o Marlene Haushofer, jej twórczości oraz recepcji, z którą się spotkała.
Bardzo dobra literatura, choć mroczna i nieprzyjemna. Do polecenia czytelnikom zainteresowanym nieznanymi dotąd w Polsce klasykami dwudziestowiecznej literatury. Jeśli chodzi o biblioteki – kupować wedle zapotrzebowania. Oprawa twarda, szyta, w obwolucie. - Bogowie i robotyprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Adrienne Mayor
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Interesująca publikacja, która ma na celu wykazanie, że marzenia o stworzeniu sztucznego życia – które dziś możemy utożsamiać z robotami, androidami czy technologiami AI – towarzyszyły ludzkości od dawien dawna, co najmniej od czasów starożytnych. Jej autorka – badaczka związana z Uniwersytetem Stanforda, która specjalizuje się w antyku i historii nauki – sięga do mitologii starożytnej Grecji, Rzymu, Chin czy Indii i znajduje mnóstwo przykładów na to, że ludzie zawsze chcieli zabawić się w Bogów i nauczyć się powoływać do życia rzeczy martwe.
Największy rezerwuar tego typu fantazji znajduje Adrienne Mayor w mitologii greckiej. Ich poczet otwiera Talos, strzegący Krety olbrzym z brązu, który został wykonany przez boskiego kowala Hefajstosa. Innym przykładem może być mityczny król Cypru Pigmalion, który poślubił ożywiony przez Afrodytę posąg kobiety z kości słoniowej – Galateę. Również dobrze znanego z innej opowieści Dedala powszechnie łączono z umiejętnością tworzenia żywych posągów, a Arystoteles skojarzył go z koncepcją przedmiotów naśladujących żywe stworzenia. Starożytna Grecja nie była jednak w tej materii wyjątkiem: na przykład w legendach o indyjskich władcach o imionach Adźataśatru i Aśoka pojawia się motyw strzegących ich dworów mechanicznych strażników.
Książka Adrienne Mayor jest więc poświęcona mitologiom świata, starannie przeszukanym przez autorkę pod kątem występowania konkretnych motywów – tych, które mogą kojarzyć się z literaturą science fiction, a obecnie również z naszą coraz bardziej przepełnioną technologiami rzeczywistością. To cenne, bo zrozumienie odwiecznych marzeń ludzkości może zapewne przyczynić się do lepszego zrozumienia czasów współczesnych. Lektura dla zainteresowanych tematem oraz dla miłośników starożytności. Oprawa twarda, szyta. - Jeżynowy Lis. Tajemnica Krańca Świataprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Kathrin Tordasi
Wydawnictwo: Kropka
Poziom czytelniczy: BD II
Dwunastoletnia Portia miała spędzić wakacje w Andaluzji. Niestety jej mama dosłownie na tydzień przed planowanym wyjazdem odwołała całe przedsięwzięcie. Rozczarowujące, ale dziewczyna mogła się tego spodziewać. Zamiast do Andaluzji Portia trafia do Walii, gdzie mieszkają jej ciotki, które ostatnio widziała, kiedy miała trzy lata (podobno). Szybko okazuje się, że wakacje w miejscu tak cichym, zupełnie innym niż Londyn, w którym mieszka na co dzień, wcale nie muszą być nudne. Wręcz przeciwnie – mogą przynieść największą przygodę, jaką do tej pory przeżyła.
Po początkowej niezręczności Portia zaprzyjaźnia się z Benem, chłopcem w jej wieku, który jest po uszy zaczytany w książkach pokroju „Hobbita”, „Harry’ego Pottera” czy „Mrocznych materii”. Zaczyna także zauważać, że okolicy wciąż kręci się lis, który w dodatku może wzbudzać swoim zachowaniem pewne podejrzenia. Okazuje się, że to nie lis, ale Puk – psotny elf, którego marzeniem jest powtórne otwarcie portalu, przez który mógłby wrócić do rodzimej krainy. Czy Portia i Ben mu w tym pomogą? Niestety dla ludzi ponowne otwarcie bramy między światami może wiązać się z wielkim niebezpieczeństwem.
Kathrin Tordasi napisała powieść wypełnioną tym, co już nieraz sprawdziło się w powieściach kierowanych do czytelników w wieku około 10-12 lat. Jednocześnie „Jeżynowy Lis” wyróżnia się pewnymi cechami dystynktywnymi, przede wszystkim staranną i przemyślaną kreacją fantastycznego świata oraz „walijskością”. Akcja zdecydowanie nie jest osadzona w przypadkowym miejscu – autorka, z urodzenia Niemka, chce oddać hołd Walii, w której zakochała się podczas studiów. Książka jest przepełniona walijskimi krajobrazami, a krajobrazy te – magią. Fabułę przepełniają ponadto motywy pożyczone z miejscowych legend, a także z literatury. Obok „Hobbita” ważnym odniesieniem dla autorki jest choćby także „Sen nocy letniej” Szekspira, czego można domyślić się już po imieniu pierwszego z poznanych przez bohaterów elfów – Puka.
Na intertekstualności i przetworzeniu walijskiego folkloru oczywiście się jednak nie kończy. Nie mniej ważne jest na przykład to, że Kathrin Tordasi potrafiła w swojej powieści wykreować żywych bohaterów, z którymi łatwo się utożsamić i snuć narrację tak, by ze strony na stronę wciągała coraz bardziej. Spokojne wakacje na odludziu? Co to, co nie – czytelnik może mieć raczej wrażenie, że w pewnym momencie zwrotów akcji robi się tu aż za dużo. W swoim całokształcie „Jeżynowy Lis” to bardzo udana powieść, która powinna spodobać docelowym czytelnikom. Innymi słowy: prawdopodobnie okaże się udanym zakupem bibliotecznym. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Pan Pancio Fikis w pogoni za Basiąprzez Radosław Pulkowski
Autor: Michał Nowosielski
Wydawnictwo: Labreto
Poziom czytelniczy: BD 0/I
Córka autora tej książki, Michała Nowosielskiego, jest terminalnie chora, a publikacja ma charakter cegiełki – kupując ją możemy dołożyć się do leczenia, które spowalnia rozwój choroby. Fabuła nawiązuje do autentycznych wydarzeń z życia rodziny – na pierwszej stronie Basia wraz z rodzicami są zmuszeni nagle pojechać do lekarza. Niestety w stresie zupełnie zapominają o tytułowym psie Fikisie i zostawiają go samego w domu. Psi bohater tej książki postanawia udać się za nimi w pogoń i odnaleźć Basię, nie będzie to jednak łatwe.
Publikacja ma charakter książki-gry. Poszczególne rozkładówki podzielone są na dwa typy: wyszukiwanka i labirynt. Na tych z wyszukiwanką mali czytelnicy muszą odnaleźć po kilka małych elementów na obrazkach, by przejść dalej i umożliwić Fikisowi dalszą drogę. Działania tych z labiryntem nie trzeba chyba tłumaczyć: zadaniem dzieci jest przeprowadzenie psa przez labirynt. Dodatkowo na kartach książki znalazło się jeszcze kilka zadań dodatkowych, polegających na odnalezieniu jeszcze kilku postaci. Poza tym dzieci powinny wystrzegać się grasującego po obrazkach Hycla Hycusia – może on złapać Fikisa i umieścić w schronisku, a tym samym uniemożliwić dalszą drogę do Basi. I to w zasadzie tyle, jednak trzeba przyznać, że dzięki bardzo fajnym, oryginalnym i pełnym zabawnych szczegółów ilustracjom książka prezentuje się bardzo dobrze i samą prezencją zachęca do dobrej zabawy.
„Pan Pancio Fikis w pogoni za Basią” to ładna i wartościowa publikacja, która może dostarczyć dzieciom rozrywki. Raczej nie maluchom, ale przedszkolakom i dzieciom w wieku wczesnoszkolnym, bo elementy wyszukiwankowe wcale nie są łatwe. A że przy okazji, kupując książkę, można pomóc prawdziwej dziewczynce i jej rodzicom – polecam tym bardziej. Oprawa twarda, szyta. Duży format. - Jamnik Jacenty w podróżyprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Juliette Lagrange
Wydawnictwo: Polarny Lis
Poziom czytelniczy: BD 0/I
Druga książka o przygodach mieszkającego w Paryżu Jamnika Jacentego, z zawodu artysty malarza. W pierwszej, zatytułowanej po prostu „Jamnik Jacenty”, bohater dopiero odkrywał swoje artystyczne powołanie – polecaliśmy ją podczas przeglądu 9/2023. Tym razem Jacenty, podczas rozmowy z przyjaciółmi-artystami, którzy wspominają swoje niewiarygodne wakacyjne przygody, uświadamia sobie, że on sam przez całe życie nie opuszczał Paryża. Ba, ograniczył swoje życie do zaledwie kilku dzielnic, które zna już na pamięć, bo wciąż je maluje. Czyż jego sztuka nie byłaby bogatsza, gdyby poszukał w podróży nowych tematów? Jacenty postanawia, że uda się na daleką północ, chociaż trochę się tego boi. Tak wiele rzeczy, które tam spotka, będą dla niego zupełną nowością, poza tym, będąc daleko od domu, na pewno natknie się na wiele niebezpieczeństw! Cóż, strachliwemu jamnikowi jakoś udaje się zapanować nad swoimi lękami i mimo wszystko wyrusza w nieznane. Traf chce, że już w pociągu do Kopenhagi zaprzyjaźnia się z Reniferem, który akurat wybiera się na daleką północ na spotkanie rodzinne. Jacenty dołącza do niego, w Kopenhadze korzysta z sauny, płynie statkiem do Laponii, trafia w okolice jednego z norweskich lodowców, a w końcu, będąc już w okolicach koła podbiegunowego, podziwia niewiarygodną zorzę polarną, której wprost nie może przestać szkicować.
Każde dziecko łatwo wyłowi z tej szczerze zabawnej i świetnie narysowanej książki jej najważniejsze przesłania. Otóż według niej warto podróżować, i to z wielu powodów. Po pierwsze, dla niesamowitych widoków, które zapadają w pamięć na zawsze. Po drugie, dla przyjaźni, które możemy nawiązać po drodze. Po trzecie, dla poszerzania horyzontów. Po czwarte, dla pokonywania swoich lęków i uświadomienia sobie, że jeśli tylko będziemy chcieli, możemy dokonać w swoim życiu wielu ciekawych rzeczy. Zresztą powodów, żeby podróżować i cennych wskazówek, które chciałaby dać swoim czytelnikom Juliette Lagrange znalazłoby się w tej książce więcej. Przede wszystkim jednak „Jamnika Jacentego w podróży” po prostu bardzo przyjemnie się czyta, i równie przyjemnie ogląda. Już samo to jest wystarczającym powodem, by polecić tę książkę jako zakup biblioteczny. Książka została wydana w podłużnym formacie, dzięki czemu – jak zauważono w recenzji pierwszej części – może przypominać jamnika jako takiego. Oprawa twarda, szyta. - Dźwig, koparka, betoniarkaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Ole Könnecke
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom czytelniczy: BD 0
Wydawnictwo Dwie Siostry nie byłoby sobą, gdyby nawet w tak opatrzonej kategorii jak przeznaczone dla maluchów książki o maszynach budowlanych, nie zaproponowało czegoś, co się wyróżnia. Tak samo jak wiele innych publikacji „Dźwig, koparka, betoniarka. Małe historie o wielkich maszynach” przedstawia dzieciom takie urządzenia jak koparka, kombajn, betoniarka, młot pneumatyczny czy harwester, a jednak niesie ze sobą coś więcej. Chodzi przede wszystkim o poczucie humoru, które rzeczywiście może się dzieciakom spodobać. Wystarczy wspomnieć, że w tej akurat książce betoniarka wcale nie zostaje użyta do mieszania betonu, jak to zwykle bywa, ale do wytworzenia ogromnej ilości ciasta na naleśniki.
Maszyny nie są w tej książce jedynie przedstawiane czytelnikom i czytelniczkom – towarzyszą temu krótkie opowieści, których głównymi bohaterami są sympatyczne zwierzęta. I tak na przykład ładowarka kołowa jest potrzebna słynnej rzeźbiarce Owcy, żeby mogła przewieźć ogromny kamień, który ma stać się surowcem do jej kolejnego wielkiego dzieła. Z kolei Krowa potrzebuje dźwigu, bo chce przetransportować na pastwisko pianino, na którym zamierza grać dla swoich sióstr. Naczepa niskopodwoziowa jest zaś potrzebna, by przewieźć w całości dom Pana Myszy. Kiedy Byk otrzymuje zamówienie przez telefon, nie domyśla się, że zaangażowanie tej maszyny może być nieco przesadne – słysząc o kilkupiętrowym domu jakoś nie pomyślał o tym, że skoro Pan Mysz jest dość mały, to i jego dom będzie proporcjonalny… Historyjek jest sporo więcej – książka, jak na podobną publikację, wydaje się bogata. Cóż jeszcze? Humorystyczne ilustracje Ole’go Könnecke’go zdecydowanie mają swój urok. Sądzę, że warto rozważyć zakup tej pozycji do biblioteki – w końcu które dziecko nie lubi obserwować wielkich maszyn przy pracy i dowiadywać się, jak działają? Oprawa twarda, szyta. Większy, podłużny format. - Moi przyjacieleprzez Paweł Jaskulski
Autor: Hisham Matar Wydawnictwo Czarne
Chalid jest Libańczykiem mieszkającym w Londynie. W jego kraju zostali rodzice i siostra. On uciekł przed reżimem pułkownika Muammara Kadafiego i przeżywa długie lata na angielskiej ziemi czekając na rewolucję w Libii. Ma dwóch przyjaciół, rodaków, Mustafę i Hosama. Mustafa, który mieszka w Londynie z rodziną, troszczy się o najbliższych i unika zaangażowania politycznego. Co innego Hosam, aktywnie działający w środowisku miejscowych Libijczyków. Chalid, który jest pisarzem, kibicuje libańskiemu ruchowi wolnościowemu, ale zachowuje dystans. Z perspektywy Londynu wszystko jednak wygląda inaczej, stal się on nawet stolicą emigrujących z krajów arabskich ludzi pióra.
Chalid czeka na rewolucję, niekiedy towarzyszy Hosamowi w jego demonstracjach. Ramy fabuły spinają dwa wydarzenia polityczne. Pierwsze rozgrywa się w kwietniu 1984 roku w Londynie przed ambasadą libańską w Londynie. Manifestację Libijczyków ostrzelano z karabinu maszynowego z okna placówki. 11 osób zostało rannych, a jednak zginęła. Śmiertelną ofiarą okazała się brytyjska policjantka, co mocno wzburzyło opinię publiczną i pociągnęło za sobą konsekwencje dyplomatyczne. Drugim wydarzeniem stała się rewolucja w Libii w lutym 2011 jako element przetaczających się przez kraje arabskie ruchów społecznych nazwanych Arabską Wiosną. Powstało państwo demokratyczne, lecz zupełnie do demokracji nie dojrzałe. Objawem tej niedojrzałości stały się silne wewnętrzne konflikty polityczne, które w kilka lat później przyniosły gorzki owoc w postaci kolejnej wojny domowej.
Narracja książki nie jest płynna, akcja nie toczy się w porządku chronologicznym. Na wydarzenia polityczne patrzymy oczami głównego bohatera, narratora, tak samo zresztą jak na współczesny Londyn. A szczególnie na funkcjonujące w nim środowiska uchodźców, zwłaszcza pisarzy, którzy chcąc nie chcąc zostają wciągnięci przez dysydenckich rodaków do świata polityki. Narrator kontestuje swój los oraz losy innych członków swojej etnicznej społeczności. Teraźniejszość, przeszłość i przyszłość mieszają się i przenikają, tworząc swoisty mikroświat stający się źródłem refleksji o współczesnym świecie oraz obrazem emigrantów na angielskiej ziemi, a przede wszystkim opowieścią o przyjaźni – jej sile, wzajemnym wspomaganiu oraz podtrzymywaniu na duchu. Pełen autentyzmu styl autora pozwala na zrozumienie bohaterów, a nawet na utożsamianie się z nimi.
Dzięki wrażliwemu pióru Hisham Matar potrafi sprawić, że codzienność libijskich emigrantów wzbudza w czytelniku empatię i chęć dopomożenia ich losowi. Skąpane w aurze zwykłej ludzkiej mądrości dzieje trzech przyjaciół eksponują podstawowe wartości humanistyczne, z nadzieją i odwagą na czele, co sprawia, że pomimo całej swojej egzotycznej odmienności i północnoafrykańskiego rodowodu, Chalid, Hosam i Mustafa są zwykłymi ludźmi, tyle że o innym kolorze skóry i własnych sprawach, przy czym te ostatnie wcale tak bardzo nie różniły się od naszych środowisk emigracyjnych w czasach PRL-u. Autorowi udało się realistyczne odtworzenie specyficznego rozbicia mentalnego emigrantów, ich duchowego dualizmu, swoistego rozdarcia między dwoma światami.
W Anglii czują się bezpiecznie, ale tamten, pozostawiony w Afryce świat nie daje o sobie zapomnieć, bo istnieje nie tylko we wspomnieniach sprzed lat, ale również w listach, rozmowach telefonicznych i połączeniach internetowych, chociaż te ostatnie okazują się trudne do zrealizowania, bo Kadafi kazał zablokować łącza online. Hisham Matar buduje swoją opowieść za pomocą kunsztownych, rozbudowanych zdań, których przerywnikami stają się zdania krótsze, łączące na zasadzie spójników leksykalną wytworność autorskiej narracji. „Moi przyjaciele” to literatura na najwyższym poziomie, w której o polityce jako takiej mówi się wbrew pozorom niewiele. Obcujemy natomiast z jej skutkami w ludziach: wygnanych, zagubionych, tęskniących, poszukujących. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Chwila przed podróżą. Reportaże z PRLprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Małgorzata Szejnert Wydawnictwo Znak
Potężne tomisko jest obszernym zbiorem reportaży znanej dziennikarki z czasów Polski Ludowej. To wówczas stawiała pierwsze kroki w tym trudnym gatunku dziennikarskim penetrując peerelowską rzeczywistość na różnorodnych płaszczyznach jej słabiutkiego bytowania. Pierwszy reportaż nosił tytuł „Czy ikona powróci?” i powstał w 1966 roku. Ukazał się na łamach tygodnika „Polityka” i dotyczył procesu pięciu studentów w wieku od 20 do 26 lat oskarżonych o wywóz za granicę ikon z bieszczadzkich cerkiewek. Z kolei ostatni z materiałów, „Łączka na Powązkach”, opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” w 1989 roku, to prywatne śledztwo autorki w sprawie pochówków ofiar stalinowskich mordów.
Pomiędzy tymi dwoma tematami jest cała masa codzienności z życia w PRL-u. Ale jest także niecodzienna codzienność, chociaż wtopiona w szablon socjalistycznego bytowania. Chociażby obraz żyjących w ludowym państwie potomków świetnych niegdyś rodów arystokratycznych, mieszkańców blokowisk i kamienic, często mających za sąsiadów zwykłych proletariuszy, w nocy wysłuchujących pijackich śpiewów z ulicy lub hałasów młodzieży zasiadającej na podwórkowych ławkach. Albo materiał o staroobrzędowcach. Do obu cenzura miała zastrzeżenia, w prasie ukazały się w okrojonej postaci, dopiero w tej książce autorka mogła wydrukować je w pierwotnej wersji. Na trop swoich tematów Szejnert często wpadała przypadkiem. Na przykład reportaż „Ulica z latarnią” z 1975 roku dotyczył niewidomej kobiety, mieszkanki Łodzi, która urodziła i wychowywała troje dzieci, a także – a może przede wszystkim – cieszyła się życiem. Reporterka dowiedziała się o niej pewnej niedzieli, kiedy po audycji „W Jezioranach” odczytano list od niewidomej słuchaczki. Postanowiła dotrzeć do niej i zbadać, jak to możliwe, że dotknięta takim nieszczęściem, samotnie wychowująca troje dzieci, potrafi cieszyć się życiem. Reporterka nie pisała otwarcie na tematy polityczne.
Nie potrzebowała, gdyż polityka pojawiała się na każdym kroku. Chociażby w stołówce opisywanej fabryki, gdzie wydawali noże do posiłków wyłącznie za okazaniem przepustki. Zrobiono tak, bo noże ginęły. Nawet do pięćdziesięciu dziennie. Przecież w ludowej ojczyźnie wszystkiego brakowało. W innym materiale dokonała analizy zawartości leksykalnej „Gazety Białostockiej”: pierwszego numeru jaki pojawił się na rynku 1 września 1951 roku oraz numeru bieżącego z 2 października 1974. W tym pierwszym słowo „walka” pojawiło się 48 razy w odniesieniu do klasy robotniczej w kraju, w drugim – tylko jeden raz, i to w kontekście manifestacji mas pracujących w Lizbonie. W materiale „Okolice tragedii” analizuje mechanizmy jakie doprowadziły do wypadku tramwajowego przy rondzie Waszyngtona w Warszawie, w którym były ofiary śmiertelne.
Sąd szybko wydał wyrok i skazał na cztery lata więzieni 59-letniego motorniczego. Ale czy rzeczywiście tylko on ponosił winę? W prowadzonym przez dziennikarkę dochodzeniu pojawiają się inne tropy, chociażby zaniedbania ze strony Miejskich Zakładów Komunikacyjnych, a także przedstawicieli psychologii pracy. Instytucje te robiły autorce liczne trudności, ale dopięła swego. Materiał ukazał się w „Literaturze” na początku 1974 roku. Tom reportaży Małgorzaty Szejnert jest pasjonującą wędrówką przez lata i klimaty PRL-u, niby przez jego groteskowość, a w sumie przez zwyczajność. W odrealnieniu autorka szukała szczegółów, okruchów tego co ludzkie, zwyczajnych człowieczych uczuć, bolączek, pragnień, frustracji. I przejawów normalności, bo w zaburzonym świecie były one cenniejsze od złota. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz