- Pan Truskawaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Kinga Biernacka Wydawnictwo I.Kropka
Poziom: BD O/I
Prosta książka dla najmłodszych, której tematem jest coś, co prawie wszyscy lubią – truskawka. Mała Mela wychodzi wiosną do swojego ogrodu i niemal potyka się o odnóżkę krzaczka, którego nigdy wcześniej nie zauważyła. W ten sposób poznaje tytułowego Pana Truskawę, który opowiada dziewczynce, z jakim właściwie krzaczkiem ma do czynienia, tłumaczy jak rosną truskawki i jakich warunków potrzebują, wyjaśnia też skąd biorą się nowe krzaczki. Wszystko kończy się łatwym do przewidzenia happy endem – Mela zajada czerwone owoce prosto z krzaka i jest zachwycona ich smakiem.
Z kolei po zakończeniu fabułki natrafiamy na jeszcze kilka dodatkowych stron, na których znalazła się „informacja żywieniowa dla rodziców”, informacja o tym, jak można samodzielnie wyhodować truskawki, a także cztery przepisy na smaczne desery z truskawek. „Pan Truskawa” to jedna z tych książek, które przede wszystkim mają sprawić, że określona wiedza zostanie z dziećmi, a być może nawet zainspirować do samodzielnego posadzenia kilku krzaczków i zadbania o nie. Jeśli to się uda, chyba można uznać, że autorka odniosła sukces. Oprawa broszurowa, zszyta zszywkami. - Wokulskiprzez Paweł Jaskulski
Autor: Bogumił Wójcik Wydawnictwo Lira
Według notatek Bolesława Prusa pisarz planował ciąg dalszy „Lalki”. Gdyby ten projekt powiódł się, być może zupełnie inaczej wyglądałyby wszystkie adaptacje filmowe tej arcypowieści – łącznie z najnowszymi, które zdążyły narobić wiele hałasu. Gdzieś zdecydowanie na uboczu serialu Pawła Maślony i filmu Macieja Kawalskiego powstała rzecz chyba równie lub bardziej intrygująca. Bogumił Wójcik napisał bezpośrednią kontynuację „Lalki”.
Autor jest z wykształcenia prawnikiem, historykiem czuje się natomiast z zamiłowania. Widać to jak na dłoni w jego wysoko ocenionym cyklu powieści historycznych „Outremer” – „Ziemia obietnic” (P. 20/2024) oraz „Cienie Wenecji” (2025). Data premiery „Wokulskiego” z pewnością nie jest dziełem przypadku, ale trudno się dziwić. Prawdopodobnie już nigdy nie będzie lepszego czasu dla „Lalki”, Prusa i stworzonych przez niego bohaterów, którzy wdarli się do powszechnej świadomości. Historia literatury polskiej, ale i światowej, nie zna znowuż tak wiele tytułów rozpalających zbiorową emocję w narodzie.
Ważne, żeby „Wokulski” Wójcika nie przepadł, został dostrzeżony, ponieważ ta proza zasługuje na uznanie. Mam wrażenie, że autor w imieniu swoim, jak również licznych czytelników, wielbicieli „Lalki”, przywraca wiarę w szczęśliwe zakończenie – choć w sumie równie otwarte jak u Prusa. Ale najważniejsze, że Wokulski żyje. To przecież news z pierwszych stron gazet. Żyje, ale czy ma się dobrze? Niekoniecznie. Wójcik nie dokonuje twórczej zdrady, nie zmienia charakteru głównej postaci, która dalej zmaga się z sensem codzienności, jest bohaterem na krawędzi życia i śmierci. Niemniej podejmuje rękawicę i w głębi duszy pragnie wyzwolić się z uczuciowej porażki, na którą skazało go niegdyś spotkanie Izabeli Łęckiej, a następnie błędne przekonanie, że miłość przezwyciężyła konwenanse.
Wokulski decyduje się na kolejną współpracę z Suzinem polegającą na uzbrojeniu Afganistanu przeciwko Anglii (nawiązanie do II wojny brytyjsko-afgańskiej toczonej w latach 1878-1880). Bohater wybiera się w tym celu w niebezpieczną podróż przez Bliski Wschód aż do Japonii. Na horyzoncie ogromne zyski finansowe, ale – jak łatwo się domyślić – Wokulskiego pociąga w tym interesie coś innego. Ryzyko, przygoda, jakiś dramatyczny wypadek po drodze, a może śmierć, z którą już zdarzało mu się tańczyć. Całkiem obszerne fragmenty powieści są dynamicznym opisem egzotycznej wędrówki Wokulskiego na wodzie i lądzie, są to sceny pełne sensacyjnej akcji. Te awanturnicze cechy powieści mogą zaskoczyć, ale w jak najlepszym znaczeniu tego słowa. Zresztą nie oznaczają one przewagi nad egzystencjalną refleksją, która była przecież tak charakterystyczna dla monologów wewnętrznych Wokulskiego. Na kartach powieści wracają także Szlangbaum, Mraczewski, Szuman. Solą i największą siłą drugiego planu stają się jednak postaci kobiece: pani Stawska, Kazimiera Wąsowska i – last but not least – miss Izabela Łęcka. Ciekawie wypadają nowe postaci: podejrzanie bliska sercu Wokulskiego Anna Siergiejewna, a także Matsu Wasiliewna Marusowa – tłumaczka Wokulskiego w Japonii.
Autor bezbłędnie prowadzi równocześnie akcję w kilku krajach, miejscach, z łatwością przerzuca wydarzenia między jedną a drugą wiodącą akurat postacią. Wydaje się, że Wójcik świadomie stylizuje swoje pisarstwo na Prusa. Jest to naśladownictwo bardzo wysokich lotów, będące taktowną rekonstrukcją stylu „Lalki”, ukłonem dla Prusa i zarazem ożywieniem atrakcyjnym dla współczesnego czytelnika, który powinien być usatysfakcjonowany rozwiązaniem wszystkich wątków. Należy pamiętać, że „Wokulski” nie jest jedyną książką, której źródło bije w „Lalce”. Na rynku w podobnym czasie ukazały się jeszcze pozycje takie jak „Marionetka” Jakuba Jarno (istnieje możliwość, że wciela się w niego Remigiusz Mróz), a także trylogia Lecha Tkaczyka przedstawiająca dalsze losy bohaterów „Lalki”. Przyznaję, że nie miałem sposobności do kontaktu z tymi tytułami, ale nawet z pobieżnego śledztwa w ich sprawie wynika, że przetworzenie świata przedstawionego z oryginału poszło bardzo, bardzo daleko w rejony niekoniecznie wierne tekstowi Prusa. Sądzę, że to, jakże istotne zadanie, wykonał Bogumił Wójcik i jego powieść ma szansę zostać przykładem właściwego postępowania z klasyką literacką. Oprawa miękka, klejona. - Pożyczone wzgórzaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Scott Preston Wydawnictwo Czarne
Jest to powieść o życiu twardych mężczyzn zajmujących się hodowlą i wypasem owiec w północnej Anglii. Hrabstwo w którym rozgrywa się akcja nosi fikcyjną nazwę Kumbria i składa się z dzikich terenów, pełnych odludnych, skalistych miejsc, w pobliżu granicy ze Szkocją. Narratorem jest Steve Elliman, który po latach spędzonych na pracy kierowcy ciężarówki wraca na farmę prowadzoną przez zdziwaczałego ojca. Relacje między ojcem a synem są złe, ale Steve postanawia pomóc rodzicowi w obliczu nieszczęścia jakie dotknęło cały region, a była nim zabójcza dla owiec epidemia pryszczycy. Ministerstwo rolnictwa w Londynie podjęło decyzję o przymusowym uboju wszystkich owiec w Kumbrii i wcielały ją w życie specjalne oddziały wojska, uzbrojone jak do działań wojennych, w karabiny, hełmy i kamizelki kuloodporne, chociaż zachowujące się na ogół grzecznie.
Farmerzy próbowali ukrywać część swoich trzód, wyprowadzając je na odległe pastwiska, ale i tak większość zwierząt ginęła od strzałów. Jeden z sąsiadów Ellimanów – a odległości pomiędzy poszczególnymi farmami liczyły około dwudziestu mil – William Herne, stawił opór uzbrojonym przybyszom z karabinem w ręku, ale ci i tak zrobili swoje. Bankructwo farmerów, którzy – mocno związani emocjonalnie z owcami – nie uznawali możliwości uzyskania odszkodowania od rządu, popchnęło ich do radykalnego ruchu, jakim było związanie się z bandą złodziei owiec kradnących je w sąsiednim, południowym hrabstwie. Steve stopniowo przekonał się, że ludzie, z którymi przyszło mu współpracować, byli na wpół dzikimi, pozbawionymi skrupułów i sumienia, bezwzględnymi draniami, dla których zabicie owcy i rozprucie jej brzucha jest prawie tym samym co zabicie człowieka rzeźnickim nożem.
Postanowił wyrwać się z tego złodziejsko-bandyckiego kręgu i zadzwonił do znajomego policjanta, Reda, ale w trakcie rozmowy przyłapał go William. Policjant przybył wprawdzie pod wymieniony adres, lecz na własne nieszczęście sam. Na oczach Steve`a Red został okrutnie zamordowany, a los jego samego zawisł na cienkim włosku. Fabułę tej debiutanckiej książki osadził autor w czasach współczesnych. Ale pomimo akcesoriów w postaci telefonów komórkowych jesteśmy jakby w dawnym świecie, z jego oddaleniem cywilizacyjnym i okrutnymi instynktami. Atmosfera „Pożyczonych wzgórz” jest mroczna, pełna tajemniczych miejsc i niepokojących osób, którzy wydają się fizycznie i psychicznie zrośnięci ze swoim regionem. Spędzają w nim całe życie, a ich jedynym światem i sposobem zarabiania na życie są właśnie owce. Steve wyrywa się wprawdzie z tego zaklętego kręgu uzależnienia, ale jeżdżąc jako kierowca ciężarówki po całej Anglii, a nawet przekraczając kanał La Manche, niemal nie zauważa innych miejscowości mentalnie tkwiąc w świecie Kumbrii.
Wątek sensacyjny służy zobrazowaniu życia ludzi zrośniętych z tamtą ziemią i przyrodą, którzy niczym farmerzy na Dzikim Zachodzie w desperackich sytuacjach sięgają po strzelby i korzystają z pomocy rewolwerowców do wynajęcia oraz innego rodzaju awanturników. Ale Dziki Zachód nie przekłada się jednak na życie w Kumbrii, aczkolwiek wydawca stara się reklamować tę książkę jako współczesny western. To jednak nie ta konwencja. Mroczny świat w jakim działają bohaterowie nawiązuje do angielskiej, a nie amerykańskiej tradycji powieściowej. Jest w tym nieco z ducha Waltera Scotta, a jeszcze więcej z Roberta Louisa Stevensona. Stylizacja rzuca się jednak w oczy, szczególnie w języku jakim posługują się postaci. Niby prostym, niby regionalnym, kanciastym i nawet wydającym się cuchnąć łojem owczym i padlinami zwierząt, podobnie jak cuchną nim bohaterowie, długo nie mogący domyć się po wielogodzinnej pracy wśród spalonego truchła. W ogóle naturalistyczne opisy najbardziej udały się autorowi, pokazującemu smród, bród i ubóstwo w hrabstwie Kumbria, niczym wrzodzie na pozornie zdrowym ciele Matki-Anglii. A co do języka, to jednak autor nie może uwolnić się od literackości dialogów, brzmiących chwilami nazbyt gładko i elegancko jak na poziom umysłowy i w ogóle stan intelektualno-duchowy niektórych postaci.
Ale głównie mówi tak Steve, narrator i centralna postać opowieści, facet najbardziej okrzesany i cywilizowany spośród grona figur z którymi przyszło mu przebywać i działać w mrocznym świecie północnej Anglii, do którego pisarze za mało zaglądają, skupiając się na życiu w metropoliach oraz wielkim świecie elit rodowych, biznesowych i artystycznych. A przede wszystkim na blaskach i cieniach klasy średniej, z czego słynie angielska literatura. Lecz „Pożyczone wzgórza” nie opowiadają o klasie średniej, ani o elitach. Są obrazem dalekiej prowincji, która pomimo swojego górzystego charakteru jest obszarem bytowania ludzi z nizin społecznych, na których nikt nie zwraca uwagi, oddalonych od siebie w codziennym życiu dziesiątkami mil, dla których sensem życia jest lokalny pub, no i rzecz jasna owce, wokół których rozgrywają się losy twardych i brutalnych mężczyzn. Polecam. Oprawa miękka, klejona. - Cienie w Lustrzanejprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Monika Cieluch Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Po dobrze przyjętym „Szepcie w popiołach jutra” (P. 4/2026) przyszedł czas na „Cienie w Lustrzanej”. Prezentowana pozycja stanowi dobry przykład korespondencji powieści obyczajowej z historyczną. Co prawda dość łatwo jest pożenić z sobą te gatunki, ale jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Monika Cieluch dobrze układa fabułę, spaja wydarzenia w sposób logiczny, co jest bardzo ważne w kontekście łączenia II wojny światowej z współczesnością. To popularny model zestawienia „kiedyś a obecnie” – tym bardziej autorce należą się ukłony za stworzenie wciągającej opowieści i uniknięcie czołowego zderzenia z dużą ilością podobnych konceptów fabularnych na rynku książki.
Główna bohaterka Liwia Radecka zajmuje się konserwacją zabytków. Właśnie przyjmuje zlecenie, które okaże się najważniejszym w dotychczasowej karierze. Ma odrestaurować starą tytułową willę w miejscowości Borek Stary. Mathias Berg, nowy właściciel, jest Niemcem. Gdy Liwia przystąpi do pracy, napotka na rozmaite trudności, począwszy z trafieniem do celu, w czym nie pomagają – co znaczące – lokalni mieszkańcy. W trakcie dokumentacji i rozpoznawania terenu Liwia trafi na pozostałości dawnego świata i zacznie zadawać sobie pytania, czy aby na pewno jest on całkowicie miniony. Znalezione przedmioty to martwa natura, ale symbolizuje coś szalenie istotnego. Z kolei pamiętnik córki przedwojennych właścicieli posesji, żydowskiej rodziny Rosenfeld, staje się już bezpośrednią przepustką do badania przeszłości willi i jej prawowitych mieszkańców wyrzuconych z domu przez Niemców. Powieść trzyma w napięciu, co nie jest częstą cechą akurat tej gatunkowej hybrydy. Czuje się to zarówno w scenach retrospektywnych, jak i rozgrywających się współcześnie. Choć niektórych motywacji można się domyślić i tak w praktyce mile zaskakują. Tego typu powieści prowadzą subtelny dialog „tu i teraz” z „tam i kiedyś”. Oprawa miękka, klejona. - Polki w polu. Nieznana historia polskich chłopek we Francjiprzez Paweł Jaskulski
Wydawnictwo Marginesy
„Jestem sama, nie wiem gdzie, gdyby ptak na pustyni…” To zdanie, wyrwane z kontekstu, brzmi jak melancholijny, symboliczny głos podmiotu lirycznego doświadczającego dezorientacji i zagubienia. Tymczasem jest to rzeczywisty zapis stanu świadomości polskiej emigrantki ze wsi, która w latach trzydziestych XX wieku wyruszając „za chlebem”, trafiła do Francji, gdzie znalazła zatrudnienie jako pracownica rolna. To jedno zdanie wystarcza, aby uchwycić paradoks całego doświadczenia, które relacjonuje opisywana książka.
Wyjazd miał być szansą na poprawę losu, ale niejednokrotnie towarzyszyło mu poczucie osamotnienia, zależności i głębokiego wykorzenienia. Ta sytuacja była możliwa dzięki zawartej w 1919 roku konwencji miedzy rządami Francji i Polski, regulującej przepływ siły roboczej miedzy oboma państwami. Porozumienie uruchomiło falę emigracji z polskiej wsi w kierunku mniej egzotycznym i odległym niż Brazylia, choć wciąż słabo rozpoznanym przez samych emigrantów. Zasady zapisane w tej umowie były stosunkowo precyzyjne, regulowały sytuację pracowników, ale także obowiązki pracodawców, chroniąc prawa obu stron.
Szkopuł w tym, że polscy pracownicy, często niepiśmienni albo co najwyżej słabo wykształceni, nie mieli świadomości rzeczywistej treści tych zapisów. Skutki tej niewiedzy bywały dramatyczne, szczególnie w przypadku kobiet. O ile mężczyźni w sytuacji zagrożenia, konfliktu czy sporu mogli niekiedy odwołać się do argumentów siłowych, o tyle kobiety, trafiając do nieuczciwego czy agresywnego pracodawcy mogły znaleźć się w sytuacji niemal bez wyjścia. Jedyną instancją opiekuńczą były w tej sytuacji specjalnie powołane przez francuski rząd inspektorki odpowiedzialne za pomoc emigrantkom. Jedną z nich była Julia Duval, Polska z pochodzenia, absolwentka Sorbony, od wielu lat mieszkająca we Francji. Emigrantki pisały do Julii Duval przede wszystkim wtedy, gdy miały poważne problemy i potrzebowały jej wsparcia czy choćby rady. Ich listy nie są zatem reprezentatywnym zapisem całego doświadczenia emigracyjnego. Są raczej zapisem momentów kryzysowych.
Z narracji kobiet wyłania się obraz osób pracujących ponad miarę, nie znających języka i lokalnych uwarunkowań kulturowych., a przez to narażonych na różnego typu bariery komunikacyjne. Nieświadomość własnych praw wielokrotnie prowadziła do ich wykorzystywania ze strony pracodawców, którzy skrzętnie wykorzystywali sytuację na swoją korzyść. Płacili Polkom mniej niż ich francuskim odpowiedniczkom, a jednocześnie oczekiwali znacznie więcej, niż były w stanie unieść. Stałym elementem skarg były również próby lub już zaistniałe wykorzystanie seksualne ze strony gospodarzy, ich synów czy francuskich robotników rolnych.
„Polki w polu” warto czytać nie tylko jako książkę o emigracji Polek we Francji, ale również jako ważny dokument historii społecznej. Jest to opowieść o kobietach, których głosy pozostawały niemal niesłyszalne, a które dzięki zachowanym listom mogą dziś przemówić własnym językiem, nie zawsze poprawnym, nie zawsze uporządkowanym, ale bez wątpienia autentycznym. Jednocześnie ich doświadczenie pozostaje zaskakująco współczesne. W epoce kolejnych fal migracji, przemieszczania się ludzi za pracą i życia pomiędzy językami i kulturami pytanie o to, co dzieje się z człowiekiem po przekroczeniu granicy, ciągle jest aktualne. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Anna Karczewska - Cena czasu. Prawdziwa historia odsetekprzez Paweł Jaskulski
Autor: Edward Chancellor Wydawnictwo Znak Literanova
Odsetki są starsze od pieniądza jako takiego, bo istniały na długo przed wynalezieniem monety. Ludy prehistoryczne pożyczały sobie nawzajem ziarno oraz żywy inwentarz, a pożyczkobiorca zwracał pożyczkę z procentem. Tym procentem była wracająca do pożyczkobiorcy większa ilość ziarna niż wypożyczona lub zwrot zwierzęcia – kozła, cielaka lub konia – wraz z częścią lub całością jego potomstwa. Była to ówczesna forma odsetek, która przetrwała do czasów nowożytnych, na przykład jeszcze na początku dziewiętnastego wieku, w młodym państwie jakim były Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, na zasiedlanych terenach owce i krowy sprzedawano na kredyt.
Jego forma polegała nie na zapłacie w pieniądzach, lecz zwrocie podwójnej liczby zwierząt po określonym czasie ich użytkowania, zwykle po czterech lub pięciu latach. Pierwsze udokumentowane pożyczki miały miejsce w Mezopotamii, gdzie spisywano umowy na glinianych tabliczkach. Były to pionierskie podstawy dzisiejszych kredytów, pod względem merytorycznym niemal identyczne, bo spisywano tożsamość obu stron czyli wierzyciela i dłużnika, kwotę pożyczki i datę jej udzielenia, termin spłaty oraz wysokość odsetek. Także formę zabezpieczenia kredytu w postaci majątku pożyczkobiorcy, obejmującego oprócz ziemi i domu również jego niewolników – o ile rzecz jasna ich posiadał. Umowa mogła obejmować inną formę spłaty odsetek, chociażby w postaci pracy wykonanej na rzecz wierzyciela przez dłużnika, jego rodzinę oraz niewolników. Autor prowadzi czytelnika przez tysiąclecia istnienia odsetek.
Nazywa je „Ceną czasu”, gdyż pozbywając się swojej własności na pewien okres pożyczkodawca wycenia niejako jej wartość właśnie w tymże okresie i za to żąda rekompensaty, którą stanowią odsetki. I jeszcze zanim wynaleziono pieniądz jako taki, starożytny świat aż huczał od transakcji kredytowych, opartych na jęczmieniu, skórach czy metalach. Ba, w rolę prężnych przedsiębiorców wchodziły również kobiety. Pewna pani z Ur pożyczyła jęczmień i srebro trzem wspólnikom, żeby mogli wynająć statek wraz z załogą na wyprawę morską, po której spodziewali się zysku. Zostawmy jednak historię, bo Edward Chancellor dociera do czasów całkowicie nam współczesnych wydobywając z nich groźnie brzmiące zjawiska ekonomiczne jak „Represja finansowa po chińsku”, „Matka i ojciec wszelkiego zła” czy „Nowa droga do zniewolenia”. Kto chce, niech zagłębia się w ich treść, powiem tylko, że celem angielskiego finansisty oraz historyka było ukazanie w tej książce roli odsetek w nowoczesnej gospodarce, zarówno ich niskich stóp, jak i wysokich. Zręcznie żonglowanie nimi może przynieść harmonijną równowagę w gospodarkach państw i rynków, jak również skutecznie ją zakłócić doprowadzając do katastrofalnych niekiedy skutków, i to na skalę globalną.
Główną tezą jego książki jest przedstawienie stopy procentowej jako niezbędnej do właściwej alokacji kapitały i wyceny inwestycji. Odsetki, nazywane „nagrodą za wstrzemięźliwość”, są według niego zachętą do oszczędzania. A swoją opowieść rozpoczyna w biblijnym duchu słowami: „Na początku była pożyczka, a pożyczka przyniosła odsetki”. Kończy natomiast rozdziałem zatytułowanym „Świat stanął na głowie”, bliskim klimatowi zamykającej Biblię Apokalipsy czyli Objawienia św. Jana. Ale podobnie jak św. Jan Ewangelista, tak i Chancellor pozostawia nadzieję, a w jego przypadku są nią rozwijane przez banki centralne cyfrowe pieniądze, mające konkurować z nieuregulowanymi kryptowalutami. Ma to przynieść określone korzyści finansowe, co autor wyartykułował w brzmiącym optymistycznie, chociaż bardzo powściągliwym finale swego dzieła. Temat jest szalenie ciekawy, aczkolwiek złożony i niełatwy. Autor stara się jednak maksymalnie przybliżyć tytułowy problem osobom będącym ekonomicznymi laikami i trzeba przyznać, że nieźle mu się to udaje. Oprawa twarda, szyta. - Księga stworów mitologicznychprzez Paweł Jaskulski
Autor: Paweł Maj Ilustracje: Igor Żukowski Wydawnictwo SBM
Wydawnictwo encyklopedyczne, które znakomicie sprawdzi się jako lektura dla początkujących fanów dawnych wierzeń i mitologicznego strachu, ale również dla bardziej zaawansowanych sympatyków bestiariuszy będzie ciekawą lekturą. Wszystko w tej książce zostało dobrze zaplanowane. Tekst Pawła Maja opiera się na alfabetycznym układzie stu stworzeń wywodzących się z siedmiu tradycji: arabskiej, celtyckiej, germańskiej, helleńskiej, judaistycznej, nordyckiej i słowiańskiej; przy czym każda z tych tradycji jest najpierw odpowiednio scharakteryzowana. Decyzja o użyciu czarno-białych ilustracji była słuszna, te dwa wyraziste kolory korespondują z treścią bez zarzutu, po prostu pasują kontekstowo do tematyki.
Maj opiera się na autentycznych podaniach ludowych, legendach. Niczego nie wyssał z palca, jednocześnie z myślą o młodym czytelniku pisze z lekkim przymrużeniem oka, ale nie zapomina o nutach niepokoju, które przecież są tak pociągające w kulturze w zasadzie od najmłodszych lat życia człowieka. Sugestia, że nie tylko ludzie, zwierzęta i rośliny zamieszkują ziemię, wypada w tej publikacji bardzo przekonująco. Maj i Żukowski stworzyli kompendium grozy mitologicznej na bazie złożonej z ciekawostek i akcentów komicznych. Te drugie widać już na starcie każdego opisu zaczynających się od cytatów, np. „Bul, bul, tonę” – właśnie taką wypowiedzią uraczył świat najsłynniejszy francuski topielec. Ciekawie wypada też podział tekstu na „kiedyś” i „dziś”, rozróżniające dawne i współczesne formy występowania danego stwora. Warto zajrzeć do hasła „upiorzyca”. Polecam. Oprawa twarda, szyta. - Tajemnica cytadeliprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Joanna Jax Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Czwarty tom cyklu „Ferajna ze szkolnej ławki”. Nie prezentowaliśmy do tej pory tego pisarskiego oblicza Joanny Jax – popularnej autorki z dużym stażem i bogatym dorobkiem. To kolejny przykład w polskiej literaturze osoby piszącej dużo i szybko. Słynie przede wszystkim z powieści historycznych, w międzyczasie korzysta z tego gatunku w książkach dla dzieci właśnie w cyklu „Ferajna ze szkolnej ławki”. Dotychczas ukazały się „Wehikuł czasu” (2024), „Przygody psa Gryzaka” (2025) i „Nieproszony gość” (2025).
Tym razem bohaterowie przenoszą się w czasie do 10 sierpnia 1920 roku. Trafiają w sam środek wojny polsko-bolszewickiej, świata bez smartfonów, Internetu, ale dalej z ludźmi, którzy liczą na siebie w sytuacji krytycznej. Ta niecodzienna podróż staje się możliwa dzięki radiostacji przypominającej te z czasów wspomnianej wojny. Powód podróży jest dość prozaiczny. Surowy nauczyciel historii każe dzieciom przygotować referat o Józefie Herzogu (1901-1983) – polskim żołnierzu, który wsławił się udziałem w wojnie polsko-bolszewickiej jako czternastolatek po sfałszowaniu swojej metryki. Walczył również w kampanii wrześniowej, jego pogrzeb na początku lat osiemdziesiątych zamienił się w patriotyczną manifestację.
Oczywiście tych szczegółów już u Jax nie ma (byłby to nadmiar wiedzy historycznej i brak silnego związku z głównym wątkiem), ale w tekście chodzi bardziej o sam fakt szukania informacji historycznych. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby właśnie również do tej wiedzy dokopała się powieściowa ferajna, a wraz z nią jej fani. Ferajna przeżywa kolejną przygodę życia. Wojenne okoliczności są pełne napięcia, zagadek, dawnej Warszawy, pewnej tajemnicy związanej z postacią Herzoga, który okazał się mądrze rozegranym wyborem autorki. Takich podróży w czasie nigdy dosyć. Edukacja historyczna przepuszczona przez filtr literatury dla dzieci w wykonaniu Joanny Jax to gwarancja jakości. Oprawa twarda, szyta. - Gotujemy. Zrób zakupy i gotuj!przez Katarzyna Olszewska
Autor: Michał Nowosielski
Wydawnictwo: Labreto
Poziom: BD I/II
Bardzo ładnie wydana książka wielkoformatowa poświęcona gotowaniu. Publikacja stanowi doskonałe wprowadzenie do świata kulinariów, uczy jak robić zakupy, jak przygotować się do pracy w kuchni i jak bezpiecznie korzystać ze sprzętu kuchennego. Przygodę z książką rozpoczynamy od wyboru jednej z czterdziestu czterech kart z przepisami na danie, listą potrzebnych do jego wykonania produktów oraz skróconą instrukcją gotowania. Dania są zróżnicowania pod względem poziomu trudności, o czym informują ikony czapek kucharskich, zamieszczone przy każdym z przepisów. Następnie wyszukujemy potrzebne produkty na rozkładówkach, ilustrujących bazarkowe stragany i wybieramy naczynia oraz narzędzia potrzebne do pracy, zamieszczone w końcowej części książki.
Opisy różnych rodzajów noży czy talerzy, prosta informacja: „co do czego służy” rzeczywiście ułatwią dziecku wykonanie codziennych, kuchennych czynności i pomogą w nauce samodzielności. Wartościowe są również instrukcje, dotyczące restauracyjnego savoir-vivre, który sprawdzi się w wielu sytuacjach. Nie zabraknie garści porad i ciekawostek dla małych kucharzy, np. ile soli to szczypta, jak zapobiegać wykipieniu makaronu czy jak okiełznać wyciskającą łzy z oczu cebulę. Autor zachęca do przygotowania potraw nie tylko w wyobraźni, również w rzeczywistości a najlepiej razem z kimś dorosłym, kto będzie miał oko na początkujących mistrzów kuchni. Wspólne gotowanie zbliża, ale też uczy współpracy i odpowiedzialności – to nie tylko doskonała zabawa, to również trening wielu umiejętności. Książka jest wartościowa, a na dodatek atrakcyjna, starannie przygotowana, świetnie narysowana, pełna żywych kolorów i wielu zabawnych szczegółów. Tę propozycję wydawnictwa Labreto można tylko polecić, co niniejszym czynię z przyjemnością. Co prawda, w środku znajdują się pewne elementy niebiblioteczne tj. listy zakupów do uzupełnienia czy miejsca na wklejenie fotografii przygotowanych przez siebie dań, ale z powodzeniem można cieszyć i bawić się książką bez wykorzystania wyżej wymienionych. Publikacja powinna cieszyć się dużym powodzeniem – warto nie zwlekać z zakupem. Oprawa twarda, szyta.
- Świnki morskie same w domuprzez Katarzyna Olszewska
Autorka i ilustratorka: Joanna Kencka
Wydawnictwo: Media Rodina
Poziom: BD O/I
Niewielka, kolorowa książka o gryzoniach, wokół których dziesięć lat temu zrobiło się głośno z powodu afery nazewniczej. Świnkę morską nazywamy dziś kawią domową, chociaż pierwsze określenie wydaje się bardziej popularne i nadal funkcjonuje w powszechnym użyciu. Idzie tym tropem autorka publikacji, czyniąc jej bohaterkami właśnie świnki morskie a nie kawie domowe (z czego tłumaczy się na ostatniej stronie książeczki). Lisia i Lusia to tytułowe postacie, które zostają same w domu pod nieobecność ich opiekunki, Julki, która idzie do przedszkola. Świnki nie siedzą pokornie w swojej klatce, buszują po pokoju dziewczynki a nawet wychodzą przez otwarte okno do ogrodu, by podjadać przysmaki i korzystać z pięknej pogody. Sielską atmosferę burzy pojawienie się niespodziewanego gościa i zrobi się trochę niebezpiecznie, ale sprytne gryzonie z pomocą małego czytelnika unikną zagrożenia i szczęśliwie wrócą do domu.
Książka przedstawia jeden dzień z życia niesfornych świnek morskich. Tekst okraszony jest humorem i ozdobiony nasyconymi barwami, zabawnymi ilustracjami, które stanowią bardzo ważny element całości. Autorka ożywia opowieść, zachęcając czytelnika do wyszukiwania przedmiotów, liczenia zwierzątek czy pokonania labiryntów. Zabieg angażuje małego odbiorcę w lekturę, zapewnia mu dobrą zabawę i wzmacnia emocje towarzyszące wartkiej akcji tego prostego, ciepłego mini-opowiadania. Całość robi bardzo dobre wrażenie, zachęca do empatii wobec małych zwierzątek i uważności na ich potrzeby, przynosi też garść przydatnej, dostosowanej do wieku czytelnika wiedzy, związanej z hodowlą świnek morskich. Czego chcieć więcej? Bardzo polecam. Oprawa miękka, szyta.
- Kosmiczna zagadkaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Magda Stachula
Ilustrator: Łukasz Silski
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Poziom: BD I/II
Szósty tom przygodowego cyklu dla dzieci „Ekipa na tropie”. Czworo przyjaciół: Oliwka, Jagoda, Filip i Kuba tym razem mają do rozwikłania iście kosmiczną zagadkę. Utwór przenosi nas na chwilę do niedawno minionych wakacji. Bohaterowie, spędzając lato nad jeziorem, szykują się na niezwykły nocny spektakl czyli sierpniową noc Perseidów. Następnego dnia na pobliskim polu pojawiają się zbożowe kręgi. Wszyscy zastanawiają się, kto lub co odpowiada za to dziwne zjawisko. Dziennikarze wykluczają działanie człowieka, internauci podejrzewają, że to żart miejscowych dzieciaków a jeszcze inni oskarżają o wszystko przybyszów z kosmosu. Ekipa na tropie podejmuje wyzwanie zbadania tajemnicy i udokumentowania swojego śledztwa na youtubie. Dzieciaki, co prawda zawsze mogą liczyć na wsparcie dziadka i zaprzyjaźnionego z nim Profesora, ale ostatecznie ciężar rozwiązania zagadki spoczywa na barkach małych detektywów. Ci wymykają się pod osłoną nocy na pole z tajemniczymi kręgami i choć wiedzą, że nie jest to rozsądne postępowanie, odkrycie prawdy wydaje się bardziej kuszące. Bohaterowie przeżyją chwile strachu i chyba pożałują swojego pomysłu. Nocna eskapada narazi ich na spotkanie z nieznaną technologią, z którą zawalczy ich nieustraszony pies Kowboj, zdobywając przy okazji ciekawe trofeum.
Ekipa na tropie oczywiście rozwikła tytułową zagadkę, a przy okazji nauczy się wiele nowego nie tylko o kosmosie, również o ziemskiej technologii. Akcja rozwija się szybko i potrafi porwać czytelnika, który wraz z bohaterami śledzi kolejne tropy i dostrzega pobudzające myślenie nieścisłości. Autorka umiejętnie ukrywa sprawcę całego zamieszania, powoli buduje napięcie, serwując odbiorcy porządną literacką przygodę a przy okazji dba o zawartość merytoryczną publikacji. Pojawia się mnóstwo ciekawostek o gwiazdach, kometach i innych obiektach, które krążą w przestrzeni kosmicznej. Informacje zostają wplecione niejako przy okazji zwyczajnej rozmowy w absolutnie niepodejrzewanych o dydaktyzm fragmentach powieści. Dobra, mądra książka dla dzieci, nienachalnie realizująca postulat nauki poprzez zabawę. Bardzo polecam również tym, którzy nie znają poprzednich części cyklu. Oprawa twarda, szyta.
- A gdyby tak…?przez Katarzyna Olszewska
Autorka: Sandra Czoik
Wydawnictwo: ReWizja
Poziom: BD IV
Najnowsza książka młodej pisarki, skierowana do nastolatków powyżej szesnastego roku życia. Tematyka powieści jest dość ciężka i może przytłoczyć wrażliwego odbiorcę, ale autorka dba o pokrzepienie duszy oraz o pozytywny przekaz wzmacniający. Utwór ma za zadanie pokazać, że nawet z największych kłopotów można znaleźć jakieś wyjście a po najczarniejszej nocy zawsze przychodzi dzień.
Sandra Czoik znajduje na potwierdzenie tej tezy dziesiątki pobudzających refleksję cytatów, którymi rozpoczyna kolejne rozdziały książki. Ciekawa wydaje się sama konstrukcja utworu, zbudowanego z następujących po sobie wyznań bohaterów, występujących w powieści. W pierwszej części poznajemy grupę ludzi, których złączył ze sobą przypadek, w drugiej – kolejne pokolenie, które zastępuje wcześniej poznanych bohaterów. Co ważne, każdy z nich jest związany z Niebiańską Restauracją, więc łatwo zaobserwować, co myślą o sobie książkowe postacie, jak się oceniają, jak na siebie wpływają i jak nawzajem odbierają swoje zachowania a trzeba przyznać, że często robią to bardzo niesprawiedliwie. Właściciele restauracji obserwują z dystansu swoich pracowników, dając im szansę na pozbieranie się po życiowych zawirowaniach, choć sami również nie są wolni od kłopotów – książka opowiada o życiu bez lukru, które nie oszczędza naprawdę nikogo.
Utwór pokazuje, że zbyt łatwo przypinamy łatki innym ludziom, nie mając zielonego pojęcia jaki ciężar dźwiga każdy z nich na swoich barkach. Czytelnik oczywiście ma szansę się tego dowiedzieć, bo każda z powieściowych postaci szczerze wyznaje z jakim problemem się mierzy. A te są przenajróżniejsze – od uzależnień, trudnego dzieciństwa i chorób przez skomplikowane relacje rodzinne po trudności z akceptacją samego siebie. Wszyscy czują się tu samotni, choć mają wokół siebie grono osób, z którymi mogliby się podzielić zmartwieniami. Zazwyczaj jednak tego nie robią, poza tym podejmują wiele złych decyzji, dokonują wyborów, które prowadzą ich na manowce i ponoszą tego konsekwencje – ostatecznie każdy z nas jest panem swojego losu. O tym także opowiada ta książka, że choć nie zawsze mamy wpływ na to, co przyniesie przyszłość, to zawsze możemy na nią mądrze lub głupio zareagować. Dobra, dojrzała i dająca do myślenia lektura dla młodych dorosłych, zachęcająca do wzięcia życia w swoje ręce, nie poddawania się w obliczu przeszkód, budowania wartościowych relacji z drugim człowiekiem oraz do doceniania tego, co się ma. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona.
- Remontownia ciał i duszprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Błażej Ciarkowski
Wydawnictwo: Czarne
Reportaż o miejscach wypoczynku Polaków żyjących w PRL-u. Autor jest niepraktykującym architektem i historykiem architektury, który zjeździł dawne polskie kurorty, sanatoria oraz domy wczasowe a także dotarł do tego, co po niektórych z nich pozostało. Jakie to miejsca? – m. in. Szczawno, Krynica, Wisła, Łańsk, Arłamów, Ustka, Jastarnia, Kołobrzeg, Szczawnica czy wreszcie Zakopane oraz Sopot.
Czytelnik otrzymuje do rąk wciągającą, czasami zabawną a niekiedy dającą do myślenia opowieść o tym, jak dawna władza chciała uszczęśliwić cały naród a także o tym, dlaczego jej się to nie udało. Materiał źródłowy, na którym bazuje autor, składa się przede wszystkim z dokumentów przechowywanych w archiwach państwowych i wypowiedzi PRL-owskich wczasowiczów. Okazuje się, że początkowo Polacy nieufnie podchodzili do oferowanych przez zakład pracy propozycji spędzania wolnego czasu. Wielu z nich przekonało się do nowej formy wypoczynku dopiero, gdy odważyło się jej spróbować, ale duże grono osób nawet wtedy było rozczarowane. Uczciwie trzeba też w tym miejscu przyznać, że wielu pensjonariuszy było zadowolonych z pobytu na wczasach, pomimo drobnych niedogodności. Błażej Ciarkowski opowiada o tym, co chwalili i na co narzekali szczęśliwcy, którym przyznano skierowanie do sanatorium czy domu wczasowego, bo prawo do wypoczynku i odpoczynku (te pojęcia w książce nie znaczą to samo) należało się każdemu tyko w teorii. Praktyka opierała się na prawie dżungli, znajomościach, łapówkach, pozycji i odrobinie szczęścia. Wypoczynek dzielony między przedstawicieli klas robotniczych, mieszkańców wsi oraz inteligentów pokazał, że mimo deklarowanej ideowej równości, podziały klasowe były, są i będą nadal aktualne – to chyba największa porażka nie tylko poprzedniego systemu. Inna poruszona w reportażu sprawa to zarządzanie obiektami, które po kilku dekadach prowadzi do ich ruiny. Autor opisuje wnętrza i bryły obiektów, pokazuje powolne umieranie tytułowej remontowni ciał i dusz, jej przeobrażenia oraz modernizacje albo upadek. Czytelnik dowie się z kart książki jak wypoczywali zwykli pracownicy, ich dzieci, partyjny aktyw oraz wysoko postawieni dygnitarze, co jedli i czym wypełniali swój dzień. Publikacja dla niektórych odbiorców może być nostalgiczną podróżą do przeszłości, innych może zadziwić chociażby socjologiczną diagnozą – każdego zaciekawi. Bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Czerwony krzyżprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Sasza Filipenko
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Powieść napisana przez białoruskiego autora, tworzącego w języku rosyjskim. Sasza Filipenko z powodu swojej działalności oraz poglądów zostaje zmuszony do emigracji i osiedlenia się w Europie Zachodniej. Jego proza charakteryzuje się dynamiczną narracją i świetnie rozpisanymi dialogami a tematy, które najczęściej są w niej podejmowane, krążą wokół autorytaryzmu a także trudnej historii Białorusi oraz Rosji. „Czerwony krzyż” opowiada historię dwojga bohaterów, którzy przypadkowo stają się sąsiadami. Sasza po śmierci żony wprowadza się do nowego mieszkania wraz z kilkumiesięczną córką, Lizą, natomiast Tatiana mieszka tu od jakiegoś czasu i cierpi na chorobę Alzheimera. Kobieta zapomina wiele rzeczy, dlatego oznacza drogę do domu czerwonymi krzyżykami, ale podczas rozmów z nowym sąsiadem udaje jej się wydobyć z mroków pamięci tragiczną historię swojego życia. Kobieta wychowuje się bez matki za to z ojcem zafascynowanym Rosją i wszystkim tym, co dzieje się w niej na początku XX wieku. Trzeba przyznać, że Tatianie w kraju Stalina nie mieszka się wcale najgorzej, ojciec dba o względnie wysoki standard życia, bohaterka dość dobrze radzi sobie również po jego śmierci. Tania pracuje jako korespondentka w Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych i dzięki temu, gdy wybucha wojna a jej mąż trafia do niewoli, może ona śledzić jego losy i a nawet zatuszować pobyt w obozie jenieckim. Niestety pewnego dnia władza postanawia się po nią upomnieć, brutalnie depcząc wszystko, co kochane i cenne. Opowieść staruszki porusza Saszę. Mężczyzna również ma za sobą pewne bolesne doświadczenie a jego biografia to gotowy materiał na wyciskający łzy scenariusz filmowy, jednak to właśnie los sąsiadki (a nie własne życie) skłania go do refleksji nad egzystencją oraz kondycją człowieka, wplątanego w historię i politykę.
Powieść jest dobrze napisana z odwagą a także wrażliwością na detale. Sasza Filipenko ma rzemiosło w jednym palcu, sprawnie buduje fabułę utworu, umiejętnie prowadzi narrację, buduje napięcie i rozkłada akcenty emocjonalne. Wszystko to sprawia, że trudno oderwać się od książki. Literacki majstersztyk konstrukcyjny spodoba się miłośnikom ambitnej prozy a zadawane przez autora pytania o winę czy też pamięć, zachęcą do rozmyślań o ludzkiej naturze. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona.
- Krosno losuprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Magda Leszczyńska
Wydawnictwo: Silver
Wydawnictwo Silver oddaje do rąk czytelnika kolejną publikację – tym razem powieść historyczną, będącą całkiem udanym debiutem pisarki z Krosna Odrzańskiego. Autorka umieszcza akcję książki w rodzinnym mieście w pierwszej połowie XX wieku, zatem pojawią się wątki I i II wojny światowej, Zagłady oraz powojennego wysiedlenia ludności ziem później zwanych odzyskanymi. Co ciekawe, Magda Leszczyńska fundamentem swojej opowieści czyni nie fikcję literacką a prawdziwe historie mieszkańców Crossen and der Oder, które przez lata zbierała wraz z dziesiątkami starych fotografii, planów miasta czy rozmaitych ciekawostek i wiadomości o lokalnych wydarzeniach, tradycjach a nawet kulinariach. Ta osobliwa pasja kolekcjonerska, stanowiąca w istocie niezwykle rzetelny research, czyni z utworu prawdziwą kopalnię wiedzy o historii regionu, pozwala czytelnikowi niemal przeniknąć do świata przedstawionego i zajrzeć wgłąb duszy bohaterów. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że większość z nich żyła naprawdę. Pisarka inspiruje się losami prawdziwych ludzi i umieszcza ich w powieści pod zmienionymi nazwiskami. Tak ożywają na kartach książki nie tylko te główne postacie, których losy możemy obserwować, śledząc fabułę utworu m. in. Jens, Lotte, Max czy Willi, ale także bohaterowie drugoplanowi, tworzący barwne tło opowieści tj. sklepikarze, aptekarze, nauczyciele, rybacy oraz rzeźnik. Mieszkańcy Krosna Odrzańskiego są Niemcami i Żydami, którzy mieszkają obok siebie, zarówno ich przodkowie, jak i potomkowie bawią się i uczą w tej samej szkole, wspólnie spędzają czas, dojrzewają, przyjaźnią się i zakochują się w aż w końcu wielka historia stawia pomiędzy nimi mur uprzedzeń oraz nienawiści. Nie każdy Niemiec chce stanąć po jednej stronie muru, różnica zdań pojawia się nawet w zgodnych małżeństwach, takich jak Otto i Mathilde, dzieląc rodziny. Bezradność jednych miesza się ze strachem i cierpieniem drugich. Szczególnie bolesne wydają się dylematy młodych ludzi, którzy nie potrafią przeciwstawić się grupie rówieśników i muszą dokonać dramatycznych wyborów, by przetrwać.
„Krosno losu” to poruszająca historia bohaterów wplątanych w wielką politykę. Siłą powieści z jednej strony jest jej warstwa faktograficzna a z drugiej autentyzm emocji. Co więcej, utwór pokazuje proces powolnego kiełkowania zła. Czytelnik obserwuje jak z każdym kolejnym rokiem programowy antysemityzm oplata relacje międzyludzkie, zrywa więzi i deformuje postrzeganie otoczenia. Książka obnaża irracjonalizm wszystkich tych, którzy kierują się bezpodstawnymi uprzedzeniami i stereotypami, jednocześnie pokazując jak przyjęcie tychże stereotypów za swoje jest w ogóle możliwe. Nie ma tu mowy o bagatelizowaniu zjawiska, raczej o przestrodze, która brzmi niepokojąco aktualnie i przypomina o tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Dobra, mądra, nieepatująca okrucieństwem wojny czy osłabiającym przekaz sentymentalizmem książka w sam raz na dzisiejsze czasy. Szczególnie polecam. Oprawa miękka, klejona, duży i wygodny druk, na końcu fotografie oraz lista krośnieńskich ofiar Holokaustu.
- Szlak Akademii Superbohaterów. Popularnonaukowy przewodnik po Polsceprzez Katarzyna Olszewska
Wydawnictwo: Fundacja Nauka. To Lubię
Poziom: BD II/III
Publikacja powstaje w ramach projektu Akademia Superbohaterów, którego twórcą jest polski fizyk i jeden z najbardziej znanych popularyzatorów nauki, postać medialna, Tomasz Rożek. Ideą, która przyświeca projektowi jest przybliżenie dzieciom osiągnięć wybitnych, polskich naukowców i zachęcenie młodych ludzi do podążania w przyszłości drogą naukowej kariery. Okładka przewodnika po Polsce nasuwa zaś skojarzenia z kultową postacią Indiany Jonesa i sugeruje, że zdobywanie wiedzy może być pasjonującą przygodą. Tytułowy szlak Akademii Superbohaterów prowadzi śladami wybitnych rodzimych badaczy oraz odkrywców i umożliwia poznanie niezwykłego bogactwa naszego kraju a także jego interesującej oferty turystycznej. Pierwsza i największa część publikacji zawiera opisy ponad stu obiektów czy miejsc wartych uwagi, druga – przynosi gotowe scenariusze jednodniowych oraz weekendowych wycieczek. Dodatkowo na czytelnika czekają zagadki, które należy rozwiązać i misje terenowe, mające na celu zwiększenie zaangażowania w poznawanie nowych miejsc oraz ludzi i historii z nimi związanych.
Zabawa z książką może stanowić wartościową i porywającą rozrywkę, sprytnie wzmacnianą elementami grywalizacji. Przewodnik zawiera wiele praktycznych wskazówek. Pochwała należy się też z pewnością Marcinowi Wierzchowskiemu za szatę graficzną, która przyciąga uwagę i uprzyjemnia lekturę. Książka zawiera pewne elementy niebiblioteczne: na marginesach pojawia się Dziennik kadeta, w którym można zapisywać własne wrażenia z odwiedzanych lokacji a na końcu znajdują się rozmaite ćwiczenia oraz miejsce na specjalne pieczątki, które zdobywamy, podróżując wraz z przewodnikiem po Polsce (skompletowanie wszystkich upoważnia do otrzymania Certyfikatu Młodego Odkrywcy). Czy to jest dobry pomysł na popularyzację nauki? Myślę, że tak, lecz wymaga wsparcia dorosłego, który da się porwać wraz z dzieckiem podróżniczej przygodzie. Czy książka sprawdzi się w bibliotece? – z tym może być kłopot, ale publikacja wydaje się tak wartościowa pod względem merytorycznym, umiejętnie skomponowana, atrakcyjna i inspirująca, że żal ją przekreślić z powodu wspomnianych wyżej elementów. Polecam zakup książki poddać pod szczególną rozwagę. Oprawa miękka ze skrzydełkami, szyta. - Chłopiec i świat, czyli co było dalejprzez Edyta Kucharek
Autorka: Liliana Bardijewska
Wydawnictwo Bajka
Poziom: BD I
Liliana Bardijewska, ceniona autorka wielu nagradzanych książek, sztuk teatralnych i słuchowisk dla dzieci i młodzieży, laureatka Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren, tym razem proponuje pełną wyobraźni, językowego humoru i życiowych mądrości bajkę o kształtowaniu tożsamości.
Głównym bohaterem jest bezimienny chłopiec, który wędruje po świecie w poszukiwaniu swojego imienia. Towarzyszą mu gadatliwy szpak Notak oraz charakterna gruszka Klapsa, która urwała się z wierzby. Trójka wędrowców przemierzając baśniowe krainy i niezwykłe miejsca, spotyka m.in. Wielkoluda Wspaniałego, stugłowego smoka, królową Niedalię I Niezwykłą, jednorożca, słonecznego zajączka i gawrona. Każdemu z nich chłopiec poświęca swoją uwagę, wysłuchuje nurtujących go wątpliwości i pomaga w rozwiązaniu jego problemów. W podziękowaniu za okazane serce dostaje od każdego jedną literę, za którą kryją się różne słowa (np.: „H” jak hipopotam i harmonia, „P” jak pustynia, pamiątka, plaża i przyjaźń, „K” jak książę i komplement, „N” jak nie, nagroda i nadzieja).
Podczas podróży bohaterowie zbierają nie tylko litery, ale też uniwersalne wartości, takie jak: wdzięczność, solidarność, tolerancja, harmonia, nadzieja i przyjaźń. Wspólna wędrówka dostarcza też im wielu nowych doświadczeń, odkryć i niezwykłych przeżyć.
Wartościowa, napisana plastycznym, lekkim stylem, z dawką przewrotnego humoru, porcją poezji i szczyptą filozofii opowieść o poznawaniu i doświadczaniu świata. Książka rozwija wyobraźnię językową dzieci – z pewnością urzeknie wszystkich miłośników zabaw słowem. Baśniowy klimat opowieści znakomicie podkreślają ilustracje Piotra Rychela. Okładka twarda, szyta. Polecam.
Poprzednio na liście: „Los walizkos, czyli piramidalne wakacje” p. 15/2026. - Hulajpiesprzez Edyta Kucharek
Autor: Lo Cole
Wydawnictwo Dwukropek
Poziom: BD O
Kartonowa książka obrazkowa brytyjskiego ilustratora i grafika to wspaniała pochwała uważności.
Głównym bohaterem jest pełen energii pies Benio, który uwielbia szybką jazdę na hulajnodze. Pewnego razu kiedy zjeżdża z zawrotną prędkością ze stromego pagórka, zderza się ze swoją przyjaciółką, żółwicą Felicją. Bohater musi oddać hulajnogę do naprawy i wracać do domu na piechotę. W drodze powrotnej towarzyszy mu żółwica, będąca uosobieniem filozofii slow life, która pokazuje mu różne ciekawe rzeczy, np. „kota w muszce”, „kołatkę w kształcie słonia” i „krasnala ze ślimakiem na głowie”. Wkrótce również Benio zaczyna zwracać uwagę na otoczenie. Podczas niespiesznego spaceru po plaży, lesie i łące odkrywa, jak wiele rzeczy można zobaczyć, poczuć i usłyszeć.
Książka pokazuje, że czasem warto zwolnić i uważniej przyjrzeć się otaczającemu nas światu. Zachęca do czerpania radości z małych rzeczy. Z treścią świetnie współgrają wyraziste ilustracje w stylu retro. Doskonale ukazują one dynamikę opowieści – kiedy pies pędzi na hulajnodze, wszystko dookoła staje się rozmazaną smugą, a kiedy idzie z żółwicą, świat nabiera ostrości. Książka ma też pomysłowy układ stron. W części „spacerowej” na górze znajduje się obrazek przedstawiający kolejny etap wędrówki, a na dole – zbliżenia wybranych detali. Zachęca to małych czytelników do zabawy w wyszukiwanie.
Pomysłowa, atrakcyjna, skłaniająca do przemyśleń lektura. Całokartonowa. Polecam. - Epidemieprzez Edyta Kucharek
Autorka: Falynn Koch
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD II/III
Kolejna publikacja z serii wydawniczej „Naukomiks”, łączącej atrakcyjną formę komiksową z rzetelnie podaną wiedzą z różnych dziedzin nauki; poprzednio na liście: „Rakiety” p. 9/2026.
Prezentowany tom wprowadza młodych czytelników w świat drobnoustrojów, chorób zakaźnych i mikrobiologii. Falynn Koch, amerykańska ilustratorka i pisarka, przedstawia tu wizję przyszłości, w której naukowcy chcą zmienić groźne zarazki w tajnych agentów w służbie człowieka.
Czytelnik przenosi się do centrum dowodzenia KOMBAT. Jedna z pracujących tam badaczek, Elena, próbuje nawiązać współpracę z dwoma groźnymi mikrobami wybudzonymi ze stanu hibernacji – bakterią dżumy i wirusem żółtej febry. Za pomocą technologii ECHO (jej nazwa jest skrótem pochodzącym od słów: Edukacja, Centrum kontroli, Hologram, Obserwacja) przeprowadza symulacje, aby sprawdzić ich umiejętności mutowania.
Harde zarazki za nic w świecie nie chcą zgodzić się na zmianę swojego DNA. Wspominają swoje dni chwały, kiedy siały spustoszenie i wpływały na historię ludzkości. Dopiero pod wpływem groźby, że zostaną przeniesione z powrotem w stan hibernacji, decydują się na współpracę.
Autorka w zabawnej komiksowej opowieści z fantastycznymi elementami przemyca solidną dawkę wiedzy z zakresu mikrobiologii i historii epidemii. Pokazuje, w jaki sposób zarazki wywołują choroby. Przybliża tu dzieje dżumy, żółtej febry i ospy prawdziwej. Porusza też tematy dotyczące edukacji zdrowotnej, higieny i szczepień. Dodatkowo na końcu książki znajdziemy słowniczek, schematy budowy bakterii, wirusów, pierwotniaków i grzybów, a także dzieje pandemii przedstawione na osi czasu.
Publikacja zawiera przypisy od wydawcy oraz notę do wydania polskiego z garścią informacji o pandemii COVID-19 (jako że oryginalne wydanie komiksu powstało przed jej wybuchem). Uwagę czytelników przyciągną barwne, dynamiczne ilustracje z humorystycznymi elementami. Oprawa twarda, szyta. Ciekawa i wartościowa lektura. Polecam fanom serii. - Na placu budowy… wóz pożarowy!przez Edyta Kucharek
Autorka: Sherri Duskey Rinker
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD O/I
Kolejna odsłona cyklu o sympatycznych maszynach budowlanych tworzonego przez amerykańskich twórców; za rymowany tekst odpowiada Sherri Duskey Rinker, natomiast za ilustracje – AG Ford; poprzednio w cyklu: „Kłopot śmieciowy na placu budowy” p. 19/2025. W tej części maszyny z placu budowy walczą z niebezpiecznym pożarem. Podczas nocnej wichury uszkodzona linia energetyczna i wyciek paliwa doprowadzają do pożaru. Wkrótce na plac budowy przyjeżdżają wozy strażackie, w tym wóz dowodzenia, wóz drabinowy i gaśniczy wóz terenowy. Akcja gaśnicza trwa całą noc. Pomagają w niej też maszyny budowlane. Po ugaszeniu pożaru bohaterowie sprzątają pogorzelisko i odbudowują plac budowy. Podobnie jak w poprzednich częstych historyjka kończy się nocną rozkładówką, na której zmęczone ciężką pracą „autka” zasypiają. Mali fani cyklu z ciekawością będą obserwować w akcji swoich ulubionych bohaterów oraz straż pożarną. Dodatkowo na końcu książki znajdą wskazówki przeciwpożarowe. Oprawa twarda, szyta. Polecam. - Felusia. Bardzo fajny patykprzez Edyta Kucharek
Autorka: Katarzyna Wasilkowska
Wydawnictwo Bajka
Poziom: BD O
Nowa historyjka o Felusi autorstwa Katarzyny Wasilkowskiej z ilustracjami Jony Jung. Pierwsze dwie części cyklu („Dziura w płocie” i „Pomarańczowe kalosze w lwy”) prezentowaliśmy na przeglądzie 11/2026. Książki z tego cyklu skupiają się wokół codziennych spraw i emocji kilkulatka, idealnie oddając dziecięcy sposób przeżywania i odbierania świata. Kiedy Felusia znajduje w przydomowym ogrodzie patyk, nadbiega merdająca ogonem Nitka, która chce bawić się gałęzią w aportowanie. Dziewczynka chowa za plecy swój skarb i próbuje przekierować uwagę psa na szyszki. Rzuca mu je najdalej jak potrafi, ale po pewnym czasie zaczyna ją to frustrować. W dodatku nie może się doczekać, kiedy będzie mogła pobawić się swoim „bardzo fajnym patykiem”. W tej kłopotliwej sytuacji pojawia się mama, która przejmuje uwagę psa. Felusia w końcu może w spokoju zająć się swoim skarbem i odkrywać jego możliwości. Perypetie związane z patykiem i psem budzą w dziewczynce rozmaite emocje – od ekscytacji przez zdenerwowanie i złość aż po wyciszenie i radość. Książka pokazuje potęgę dziecięcej wyobraźni i kreatywności, dzięki którym zwykły patyk może stać się wachlarzem, pisakiem do malowania czy instrumentem muzycznym. Uczy zachwytu nad prostymi rzeczami i podkreśla wartość swobodnej, niespiesznej zabawy. Porusza też temat stawiania granic i asertywności. Pełną empatii, opowiedzianą spokojnym rytmem historyjkę dopełniają proste ilustracje w radosnej kolorystyce. Cykl został wpisany na Złotą Listę „Cała Polska czyta dzieciom”. Dobra propozycja dla przedszkolaków. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Godzina sercaprzez Edyta Kucharek
Autor: Irvin D. Yalom
Wydawnictwo: Czarna Owca
Książka Irvina D. Yaloma, wybitnego amerykańskiego psychiatry egzystencjalnego, emerytowanego profesora psychiatrii na Uniwersytecie Stanforda i psychoterapeuty, napisana we współpracy z synem Benjaminem Yalomem.
Ponad dziewięćdziesięcioletni psychoterapeuta z wrażliwością i wnikliwością analizuje tu przestrzeń emocjonalną między sobą a pacjentem, a także dotykający go proces starzenia. Książka łączy wątki osobiste (związane m.in. z chorobą żony Yaloma i jej śmiercią), refleksje egzystencjalne oraz historie pacjentów poznanych podczas swego rodzaju eksperymentalnych spotkań. Otóż kiedy profesor po sześćdziesięciu latach prowadzenia długoterminowej terapii zaczął zauważać coraz większe problemy z pamięcią, postanowił udzielać pacjentom jednorazowych, godzinnych konsultacji terapeutycznych.
Z ponad trzystu takich spotkań wybrał dwadzieścia dwie najciekawsze konsultacje. W książce opisał ich przebieg, związane z nimi przemyślenia oraz wyciągnięte z nich wnioski. Każdemu spotkaniu poświęcony jest osobny rozdział. Yalom z perspektywy czasu analizuje godzinną sesję z pięćdziesięcioletnią nauczycielką ze stanu Oregano, która zadręcza się wyrzutami sumienia z powodu przedwczesnej śmierci męża. Wspomina spotkanie z Julią – młodą doktorantką molestowaną seksualnie w dzieciństwie, która po przejściu licznych terapii twierdzi, że nie ma dla niej żadnej nadziei.
Wśród opisanych pacjentów mamy też samotną lekarkę ze Szkocji, która ma problemy z rozwijaniem związków z mężczyznami, geja zmagającego się z autodestrukcyjnymi myślami i poczuciem bezwartościowości, młodą kobietę, która ma obsesję na punkcie swojego psa, ponad sześćdziesięcioletnią nauczycielkę, która cierpi z powodu samotności i miewa częste ataki paniki.
Psychoterapeuta podczas tych krótkich, ale jakże esencjonalnych spotkań stara się tworzyć atmosferę zaufania, nawiązać głęboką, szczerą relację z pacjentem, zrozumieć, co on przeżywa oraz pomóc mu zmierzyć się z ważnymi wyzwaniami. Dobrze napisana, poruszająca, skłaniająca do refleksji lektura. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Via Flaminia. Opowieści z Umbriiprzez Edyta Kucharek
Autor: Bartek Kieżun
Wydawnictwo Czarne
Kolejna na naszej liście publikacja dziennikarza, podróżnika, fotografa, autora przewodników kulinarnych (poprzednio: „Barcelona. Łakomym okiem” p. 14/2025), to osobista opowieść o powolnym odkrywaniu Umbrii, która stała się jego drugim domem, oraz zapuszczaniu korzeni w tym miejscu.
Bartek Kieżun kilka lat temu kupił dom w Bevagnie – urokliwym, umbryjskim miasteczku zbudowanym z różowego kamienia, gdzie został przyjęty przez lokalną społeczność jak swój. Relacje sąsiedzkie są ważnym wątkiem opowieści, gdyż to właśnie sąsiedzi są jego przewodnikami po wielu ciekawych miejscach, a wspólne kolacje z nimi są bezcennymi lekcjami lokalnych zwyczajów, historii i kultury.
Podążając wzdłuż antycznej drogi przecinającej ze wschodu na zachód Półwysep Apeniński – Via Flaminia, zgłębia historię leżących przy niej miast oraz związanych z nimi sławnych postaci, w tym świętych, artystów i naukowców. Opisuje tu na przykład historię rzymskiej willi w pobliżu dzisiejszego Bastardo należącej w czasach starożytnych do Rufiona, syna wyzwoleńca, który zrobił wielka karierę dzięki protekcji Juliusza Cezara, czy też dramatyczne losy Jacoponego z Todi, autora utworu „Stabat Mater”.
Kieżun podczas umbryjskich wędrówek odwiedza liczne kościoły, kaplice, muzea, antyczne zabytki i targi. Odkrywa zapomniane dzieła sztuki, ciekawostki archeologiczne i umbryjską codzienność. Chętnie uczestniczy w lokalnych wydarzeniach, koncertach, degustacjach czy wykładach (np. o dzikich roślinach rosnących na Monti Martani).
Podąża też oczywiście tropami kulinarnymi. Odwiedza nagradzaną tłocznię ulokowaną na wzgórzach w pobliżu Trevi, przybliżając oliwną historię całego regionu. W poszukiwaniu najlepszej soczewicy trafia do Castelluccio, gdzie poznaje związane z okolicą średniowieczne opowieści o Sybilli Apenińskiej, królowej podziemnego świata (od której pochodzi nazwa gór i parku narodowego). W swoich relacjach z wycieczek i opowieściach o umbryjskim życiu przywołuje lokalne plotki, zasłyszane w restauracjach czy barach rozmowy, anegdoty i ludowe opowieści.
Książka składa się z ponad czterdziestu opowieści doskonale oddających klimat i urok Umbrii. Wzbogacają ją fotografie autora. Pozycja zawiera bibliografię. Okładka twarda, szyta. Polecam miłośnikom Italii. - Bądź jak wilk, a staniesz się człowiekiemprzez Edyta Kucharek
Autorka: Dorota Sumińska
Wydawnictwo Literackie
Kolejna książka lekarki weterynarii i publicystki to zbiór ciekawych opowieści o naturze zwierząt i ludzi. Autorka pokazuje tu, jak bliskie są nam zwierzęta i jak wiele zwierzęcych zachowań może stać się dla nas inspiracją.
Wśród opisanych zwierząt mamy wielkie czyściochy dbające o porządek i higienę, jak borsuki czy świnie, które w warunkach naturalnych nigdy nie załatwiają się w miejscu spania, a dopiero gospodarcza hodowla doprowadziła je do synonimu brudu w ludzkich oczach. Przykładem obrazującym miłość partnerską są gawrony, które łączą się w pary na całe życie, wiernie przy sobie trwając i wychowując kolejne pokolenia piskląt. Z kolei z głębokich więzi rodzinnych słyną słonie, małpy i krowy (te ostatnie „śpiewają” cielętom kołysanki). Umiejętności utrzymywania przyjaźni możemy się uczyć od szczurów, które pomagają sobie w trudnych sytuacjach.
Książka pokazuje też, jak zwierzęta czerpią radość z prostych, życiowych sytuacji. Wśród dzikich zwierząt takim radosnym zwierzęciem jest lis, który na widok partnera z daleka już wykonuje taneczne hołubce, by następnie czule się do niego tulić.
Autorka w przystępny sposób objaśnia zwierzęce zachowania i zwyczaje, pokazując, że wiele cech uważanych za typowo ludzkie jest codziennością w świecie zwierząt. Krótkie rozdziały łączą rozważania o ludzkiej naturze, osobiste historie autorki związane przede wszystkim z adoptowanymi zwierzętami, ciekawe fakty ze świata zwierząt oraz cenne życiowe lekcje.
Książka napisana jest gawędziarskim stylem, z dużą wrażliwością i empatią. Ciepła lektura, która skłania do refleksji. Okładka miękka, klejona. Polecam zainteresowanym tematem.
Poprzednio na liście: „Moje życie z Tomkiem” p. 19/2023. - Pod włoskim niebemprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Luna
Kolejna na naszej liście pozycja Krystyny Mirek, autorki, która na swoim koncie ma już ponad pięćdziesiąt powieści – głównie obyczajowych i romansów, ale w jej bibliografii znajdziemy też thrillery. „Pod włoskim niebem” opowiada o miłości od pierwszego wejrzenia – Liwia i Artur, którzy przypadkiem spotykają się w samolocie z Rzymu do Krakowa, prowadzą dość różne życie, ale od razu czują, że coś ich do siebie przyciąga. Może i nie jest to dla nich odpowiedni moment na nową miłość, ale są takie porywy serca, za którymi warto podążać. Ani Liwia, ani Artur nie są już naiwnymi dwudziestolatkami – mają swoje drogi życiowe, swoje odpowiedzialności i ludzi, o których muszą dbać – ale to przecież nie znaczy, że nie mogliby poczuć się razem szczęśliwi. Po pewnym czasie od przypadkowego spotkania, kiedy każde jest już zanurzone po uszy we własnej codzienności, Liwia i Artur postanawiają wrócić razem do Rzymu i właśnie tam, w Wiecznym Mieście, poznać się nieco lepiej.
„Pod włoskim niebem” to lekki, ale napisany z gracją romans. Wystarczy przerzucić kilka stron, by dać się wciągnąć. Krystyna Mirek od samego początku umiejętnie gra dramaturgią – powieść zaczyna się w chwili, kiedy Liwia, znana sopranistka, jest jeszcze na scenie podczas swojego rzymskiego koncertu, ale zamiast cieszyć się sukcesem i dobrym występem, myśli tylko o tym, czy nie spóźni się na lot do Polski, a następnie rzeczywiście udaje jej się zdążyć na samolot. Taki początek umożliwia autorce wyznaczenie odpowiedniego rytmu i tempa powieści, a czytelnik z łatwością za nimi podąża. W ogóle pod względem warsztatowym powieść robi dobre wrażenie – to zręczna, profesjonalna robota. Narracja prowadzona jest naprzemiennie z perspektywy Liwii i Artura, co stanowi popularny chwyt. Powieść można spokojnie polecić miłośnikom romansów, które pozwalają na chwilę oderwać się od codzienności. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Za późno na przebudzenieprzez Radosław Pulkowski
Autor: Slavoj Žižek
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
Na tylnej stronie okładki swojej najnowszej opublikowanej w Polsce książki Slavoj Žižek został nazwany „najbardziej prowokacyjnym filozofem naszych czasów”. Cóż, być może nim jest, choć prowokacyjność trudno zmierzyć. Żadnych kontrowersji nie powinno za to budzić stwierdzenie, że Žižek jest także jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najpopularniejszych filozofów naszych czasów. Choć jego myśl, wyrosła z marksizmu i psychoanalizy, w naturalny sposób nie przekonuje wszystkich, to rzeczywiście jest on myślicielem uważnie słuchanym i powszechnie komentowanym.
Tytuł „Za późno na przebudzenie” brzmi pesymistycznie, jednak Žižek wcale nie zachęca swoich czytelników,, żeby – skoro katastrofa jest nieunikniona – pogrążyli się w nihilizmie. Kryzysów w jego optyce nie sposób jednak ignorować: wojny coraz bardziej destabilizują sytuację międzynarodową, zagrożenie atakami nuklearnymi jest wyższe niż w ostatnich dziesięcioleciach, nierówności między ludźmi monstrualne, a klimat zmienia się o wiele szybciej niż jeszcze niedawno zakładały najbardziej pesymistyczne scenariusze, czego wpływ na nasze życie jest już widoczny gołym okiem. W takiej sytuacji Žižek wychodzi z założenia, że aby spróbować zapobiec katastrofie należy zaakceptować fakt, że ona już nadeszła. Tak jak z rasizmem można walczyć dopiero wtedy, kiedy już dopuściliśmy do jego zaistnienia, tak samo współczesny globalny kryzys możemy zażegnać, dopiero kiedy zrozumiemy, że dawno stał się on faktem – twierdzi Žižek. Jego argumentacja bywa oczywiście złożona, zaś lista globalnych problemów, którym się przygląda – długa, jednak główną tezę książki da się zawrzeć w jednym zdaniu: w obliczu kryzysu nie powinniśmy próbować dalej żyć tak, jak gdyby nic się nie działo, ale raczej wykorzystać go jako najlepszą okazję do wprowadzenia do gospodarki i życia społecznego daleko idących zmian. Innymi słowy, Žižek przekonuje, że sprawy należy wziąć w swoje ręce, a nie da się zrobić tego bez naruszenia zasad rządzących wolnym rynkiem, a nawet zasad demokracji.
„Za późno na przebudzenie” to kolejna książka, w której słoweński filozof wypowiada się na bieżące tematy (albo przynajmniej mniej więcej bieżące, bo światowa premiera publikacji miała miejsce w 2023 roku). Abstrahując od prób oceny – na pewno znajdą się czytelnicy chętni, by się z nią zapoznać, mamy jednak do czynienia ze współczesną filozofią, nie będzie to więc szerokie grono. Pozycja powinna się znaleźć w czytelniach naukowych i większych książnicach, które chcą śledzić nurty, jakimi płynie współczesna myśl. W osiedlowych bibliotekach – niekoniecznie. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Baśń o Bajarzuprzez Radosław Pulkowski
Scenariusz: Grzegorz Janusz
Rysunki: Ernesto Gonzales
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Poziom czytelniczy: BD II
W „Baśni o Bajarzu” dwaj uznani twórcy komiksów opowiadają młodszym czytelnikom o człowieku powołanym przez los do snucia opowieści, które nie tylko bawią, ale także pomagają. Mały czytelnik poznaje nie tylko Bajarza, ale także jego opowieści, które niejednokrotnie powstają z myślą o konkretnych mieszkańcach wioski Tchnienie – Zielarce, Bartniku czy Młynarce. Historie opowiadane przez Bajarza niejednokrotnie pełnią funkcję terapeutyczną, ale są też po prostu częścią codzienności mieszkańców Tchnienia. Problem pojawia się pod koniec komiksu, kiedy Bajarz nabawia się zapalenia krtani i przez jakiś czas nie może wymyślać i opowiadać historii. Dopiero wtedy Tchnienianie zaczynają rozumieć, że opowiadanie jest taką samą pracą, jak wszystkie inne, która przynosi równie namacalne efekty. Dlaczego więc nie doceniali Bajarza, który musi żyć w na tyle biednej chacie, że marznie w niej i choruje?
Komiks Grzegorza Janusza i Ernesto Gonzalesa rzeczywiście może przekonać dzieci do tego, że opowieści miewają prawdziwą moc – główna w tym zasługa kolejnych baśniowych historii snutych przez Bajarza, a tak naprawdę wymyślanych przez Janusza (o wulkanie, któremu udaje się okiełznać swój gniew, o lustrze, które miało okazję przejrzeć się w innym lustrze, o sprytnej bibliotekarce, która przechytrzyła złego smoka itd.). A kiedy na końcu okazuje się, że najważniejszą lekcją do wyniesienia z lektury jest to, że opowiadaczy należy doceniać, także pod względem finansowym, można tylko przyklasnąć. „Baśń o Bajarzu” jest więc dla młodszych czytelników zarówno okazją do poprzebywania w świecie wyobraźni, jak i historią z ważnym i niestety nieoczywistym morałem. Polecam. Oprawa twarda, szyta. - Patyki, kamyki i robale!przez Edyta Kucharek
Autorzy: Błażej Brzeźny i Tomasz Rożek
Wydawnictwo: Nauka. To lubię
Poziom: BD I/II
Druga część popularnonaukowego cyklu dla dzieci tworzonego przez Tomasza Rożka, znanego popularyzatora nauki i autora kanału „Nauka. To lubię” (z wykształcenia doktora fizyki), oraz Błażeja Brzeźnego, rysownika i autora. Poprzednia część: „Dinozaury i nie tylko” (2025, do nas nie dotarła).
Książka łączy przygodową opowieść z naukowymi ciekawostkami oraz dawką humoru (zarówno w warstwie tekstowej, jak i ilustracyjnej). Bohaterami są: Frajda, jej starszy brat Franek, kosmiczny robot Sonda oraz Klops (buldog angielski). Ciekawe świata rodzeństwo zadaje mnóstwo pytań, na które w prosty sposób odpowiada Sonda.
Akcja najnowszej części związana jest z wykopaliskami w ogrodzie. W trakcie tego zajęcia Franek i Frajda odkrywają fascynujący świat owadów, pająków, dżdżownic, mrówek, ptaków, roślin i kamieni. Znajdują też kilka „skarbów”, czyli przedmiotów zakopanych niegdyś przez Klopsa, które trafiają do kapsuły czasu.
Opisane w książce przygody bohaterów, ich pomysły, obserwacje i dociekliwość są punktem wyjścia do omówienia ciekawych zagadnień z zakresu biologii i geologii. Młodzi czytelnicy znajdą ciekawostki dotyczące różnych gatunków owadów, niezwykłych strategii przetrwania zwierząt oraz sposobów komunikowania się roślin. Dowiedzą się, czy można jeść robaki, skąd się biorą kamienie i jak powstaje pajęczyna.
Wciągająca lektura przemycająca sporą dawkę wiedzy i rozwijająca ciekawość przyrodniczą. Okładka utwardzona, szyta. Polecam. - Srebrny Wążprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Lena Jones
Wydawnictwo: Kropka
Poziom: BD II
Trzeci tom przygód Agaty Szajby – nastoletniej detektywki, samotnie wychowywanej przez ojca po śmierci mamy. Akcja utworu toczy się w Londynie, co sprzyja przywołaniu klimatu klasycznych powieści detektywistycznych z Sherlockiem Holmesem albo Herkulesem Poirot na czele. Lena Jones – co ciekawe, to pseudonim artystyczny, pod którym ukrywa się pisarski kolektyw – serwuje nam jednak dziewczęcą wersję genialnego detektywa z niezwykłą spostrzegawczością jako najważniejszym atrybutem i znakiem rozpoznawczym. Agata uwielbia rozwiązywać kryminalne zagadki, nawet jeśli są one niebezpieczne a od jakiegoś czasu, oprócz niezawodnych przyjaciół: Brianny i Liama, wspiera ją w tym działaniu także tajemnicza Gildia Strażników (sekretna agencja do walki z przestępczością, której członkinią była mama Agaty). Sprawa opisana w „Srebrnym wężu” rozpoczyna się dosyć niewinnie od wizyty w National Gallery. Nastoletnia detektywka zauważa coś dziwnego na obrazie van Gogha a przy okazji poznaje interesującego chłopaka. Co więcej, Gildia wreszcie przydziela jej pierwsze oficjalne śledztwo w sprawie zaginięcia pracownicy galerii a wraz z nim partnera, z którym dziewczyna musi współpracować. Wszystkie ślady w śledztwie prowadzą donikąd, ale Agata zawsze potrafi poskładać pozornie niepasujące do siebie części układanki. Nie inaczej będzie i tym razem. Głównym przeciwnikiem i złoczyńcą w powieści jest oczywiście tytułowy Srebrny Wąż, którego tropem podążą bohaterowie, by przy okazji natknąć się na fałszerzy dzieł sztuki a także nowe fakty w sprawie śmierci mamy Agaty.
Dynamiczna akcja to duża siła książki, lecz w trzecim tomie największą rolę odgrywa zaskoczenie. Stare wątki zostają rozwiązane a czytelnik poznaje odpowiedzi na kilka nurtujących go pytań. Zakończenie całej historii jest emocjonujące, mamy tu przekręt na wielką skalę i plot twist, który dosłownie wbija w fotel. Niestety mam również złą wiadomość dla fanów Agaty Szajby. „Srebrny Wąż” to ostatni tom cyklu. Bardzo polecam tę przygodowo-detektywistyczną książkę, w której cenię nie tylko intelektualną rozrywkę i humor, lecz także ukryte przesłanie, mówiące o tym, że warto być sobą, nawet jeśli nie pasujemy do większości. Oprawa miękka, klejona.
- Na ratunek zamarzniętym wiewiórkomprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Beccy Blake
Wydawnictwo: Kropka
Poziom: BD I/II
Drugi tom „Kurzego Wzgórza” – komiksowego cyklu przygodowego dla dzieci (pierwsza część „Kaktus zombie atakuje” pojawiła się na przeglądzie P. 5/26). Miejsce akcji to niby zwykłe miasteczko ze szkołą, sklepami, restauracjami i – uwaga – teleportalem do innych światów. Mieszkańcy są świadkami różnych dziwnych wydarzeń i niezwykłych zjawisk a bezpośrednimi uczestnikami zdarzeń zazwyczaj są główni bohaterowie publikacji: Ferdek – nastolatek, który lubi odkrywać tajemnice i ciągle pracuje nad jakimiś nowymi wynalazkami, Dzwonek i Gryzia – zwierzęta domowe Ferdka, które potrafią nieźle namieszać oraz miejskie lisy – typki spod ciemnej gwiazdy, robiące przekręty i podejrzane interesy. Oczywiście nowe opowiadania, a jest ich trzy w niniejszym tomie, wprowadzają nowe, barwne postacie do świata przedstawionego. Pierwsza przygoda rozpoczyna się nieoczekiwanym opadem śniegu w środku lata. Miłośnikom śnieżnych bitew podoba się ta sytuacja, co innego wiewiórkom, które zamieniają się w „lody na patyku” i zostają uwięzione w podziemnym świecie, gdzieś pod Kurzym Wzgórzem wraz z mitycznym potworem – Zimną Stopą. Gryzia i Dzwonek oczywiście też tam trafiają a zatroskany Ferdek organizuje misję ratunkowo-poszukiwawczą. Nie inaczej w drugim opowiadaniu – chłopiec musi pomóc Gryzi, która szukając sposobu na zachowanie młodości, odmłodziła się do wieku szczenięcego a palce maczają w tym przeobrażeniu wspomniane wcześniej miejskie lisy. Jednak najlepsza w moim odczuciu jest trzecia przygoda, w której pojawia się tajemniczy graficiarz Łapksy i ozdabia całe miasteczko kolorowymi malunkami. Ferdek postanawia odkryć tożsamość artysty dzięki nowemu wynalazkowi – naddźwiękowemu rowerowi szpiegowskiemu, mamy więc i śledztwo, i pogoń, i tragiczno-komiczną historię niedocenianego malarza.
Komiks trzyma poziom poprzedniego tomu, fabuła aż kipi od humoru i absurdu. Zabawne ilustracje oraz szalone przygody bohaterów nie pozwalają na nudę. Autorka tworzy wyraziste postacie z komediowym sznytem. Dobra rozrywka dla małych fanów powieści graficznych. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona. Kolejna część „Kurzego Wzgórza” w przyszłym roku.
- Berlin 1936przez Radosław Pulkowski
Autor: Oliver Hilmes
Wydawnictwo: Znak
Druga na naszej liście książka niemieckiego autora i zarazem kolejna, którą poświęcił historii Trzeciej Rzeszy – podczas przeglądu 9 w 2025 roku gorąco polecaliśmy publikację zatytułowaną „Codzienność i groza. Trzecia Rzesza w 1943 roku”. Tym razem Hilmes przenosi czytelników do Berlina na szesnaście sierpniowych dni 1936 roku, kiedy to w stolicy Niemiec odbywają się niesławne Igrzyska Olimpijskie, będące w istocie nie tylko pełną rozmachu imprezą sportową, ale także bezprecedensowym pokazem siły rządzonego przez nazistów kraju, który za kilka lat rozpęta drugą wojną światową.
Choć tematyka sportowa siłą rzeczy jest w tej książce istotna, autora w dużo większym stopniu interesuje kontekst społeczno-polityczny. Stara się ukazać go możliwie jak najpełniej i z wielu punktów widzenia. „Berlin 1936” jest więc polifoniczną historią opowiadaną z perspektywy całego szeregu postaci historycznych. Wśród nich są m.in. Joseph Goebbels, który właśnie dowiaduje się o tym, że zdradza go żona, przebywający w Szwajcarii wybitny pisarz Thomas Mann, późniejszy minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop, przebywający wówczas w Berlinie amerykański pisarz Thomas Wolfe czy czarnoskóry lekkoatleta Jesse Owens, który wrócił z Igrzysk z aż czterema medalami olimpijskimi. Oliver Hilmes rekonstruuje krótkie fragmenty życia tych i wielu innych postaci na podstawie materiałów źródłowych, prywatnych zapisków, biografii czy korespondencji, ale robi to w taki sposób, by ani na chwilę nie stracić z pola widzenia swojego tematu, którym jest rosnąca w siłę Trzecia Rzesza i niemieckie społeczeństwo już na dobre pogrążone w nazistowskim szaleństwie.
Istotnym walorem tej książki jest właśnie sposób, w jaki opowiada się w niej o historii. Czas przed drugą wojną światową nie jest tu pokazany jako zbiór ważnych dat, ale jako przeplatające się ze sobą losy prawdziwych ludzi, którzy po prosu żyją – niektórzy aktywnie wspierając Hitlera, inni wręcz przeciwnie. Sięgnięcie do źródeł połączone z pewnym talentem literackim pozwoliło Hilmesowi na plastyczność opisu, dzięki której czytelnik może wręcz poczuć, że rzeczywiście znalazł się w Berlinie podczas kilkunastu letnich dni 1936 roku. Chyba nie trzeba przekonywać, że to zaleta tej publikacji – nie dość, że książka niemieckiego autora działa na wyobraźnię, to jeszcze wartko się ją czyta. To udana publikacja, która z pewnością może zainteresować czytelników – i to nie tylko tych, którzy na co dzień lubują się w literaturze historycznej. Z perspektywy biblioteki również warto się nią zainteresować. Oprawa twarda, szyta. - Mój dzieńprzez Edyta Kucharek
Autorka: Agata Matraś
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD O
Kartonowa książka obrazkowa ilustratorki Agaty Matraś stanowi pierwszą część serii „Mamo, tato, mów do mnie”, która wspiera rozwój mowy u małych dzieci. Przedstawia scenki z życia codziennego wielopokoleniowej rodziny koncentrujące się na najmłodszych jej członkach, bliźniętach – Ali i Aleksie. Maluchy nie chodzą jeszcze do przedszkola. Mieszkają w dużym, tętniącym życiem domu razem z siedmioletnią siostrą Wandzią, rodzicami, dziadkiem i trzema kotami. Ich dzień wypełniony jest codzienną rutyną i swobodną zabawą. Chętnie odwiedzają też atrakcyjne miejsca, takie jak na przykład sala zabaw i biblioteka. Książka zawiera duże, pełne detali i smaczków ilustracje, na których ukryte są elementy do odszukania. Autorka zachęca rodziców i opiekunów do opowiadania dziecku, co znajduje się na obrazkach oraz co robią bohaterowie. Dodatkowo na każdej rozkładówce znajdują się wskazówki oraz propozycje zadań i zabaw z książką. Wartościowa, angażująca dzieci publikacja. Większy format, całokartonowa, z zaokrąglonymi rogami. Polecam. - Leonard Cohen. Świadek upadku aniołówprzez Radosław Pulkowski
Autor: Christophe Lebold
Wydawnictwo: Znak
Książka Christophe’a Lebolda o Leonardzie Cohenie wykracza poza zwyczajowe ramy biografii. Oczywiście nikomu nie zabraknie w niej faktów, anegdot oraz historii powstania kolejnych piosenek, albumów i książek kanadyjskiego barda, publikacja nie ogranicza się jednak tylko do nich. Autor najwyraźniej stwierdził, że aby w sposób adekwatny opowiedzieć o poecie – bo chyba właśnie za poetę przede wszystkim uważa Cohena – należy obok wydarzeń z jego życia przedstawić czytelnikom coś w rodzaju duchowego krajobrazu meblującego wyobraźnię twórcy, a także determinującego jego życiowe wybory. Ten zaś jest bardzo bogaty: przede wszystkim składa się z silnych wpływów talmudycznych (Cohen urodził się w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiej), ukochanej poezji (na czele z wierszami Federico Garcíi Lorki) i elementów religijności wschodniej na czele z buddyzmem zen (faktem jest, że Cohen kilka lat życia spędził w zakonie buddyjskim). Lebold pisze o życiu Cohena jak gdyby nie było ono jedynie barwną, ale w gruncie rzeczy ograniczającą się do namacalnych faktów biografią – przedstawia je raczej jako Opowieść pisaną przez wielkie „O”, chwilami wręcz biblijną. Autor robi wiele, by po prostu Cohena zrozumieć – i to od razu na wiele sposobów. Sygnalizuje to już na samym początku, książka rozpoczyna się bowiem prologiem, składającym się z trzech różnych portretów duchowych Cohena, które – jak pisze autor – „otwierają troje różnych drzwi do jego świata”.
Cóż, książka jest po prostu bardzo ciekawa i sądzę, że polscy fani Cohena powinni być nią zachwyceni. Opisane powyżej wykraczanie poza ramy tradycyjnie pojmowanej biografii prawdopodobnie będzie dla nich wartością, bo takie podejście rzeczywiście świetnie koresponduje z twórczością artysty. Trzeba przyznać, że Christophe Lebold nie ogranicza się także pod względem językowym – sam stara się pisać nie tyle jak biograf, ile wręcz jak opowiadający cudzą biografię poeta, a tłumacz Filip Łobodziński robi co może, by oddać jego starania w polszczyźnie. Według mnie końcowy efekt jest chwilami nieco koślawy i manieryczny, ostatecznie jednak nie psuje to przyjemności z lektury, a zapewne znajdą się i tacy, którym się spodoba. Dla fanów Cohena – pozycja obowiązkowa. Dla ludzi szukających interesujących książek o muzyce i muzykach – niemal obowiązkowa. Sądzę, że warto mieć ją w bibliotece. Oprawa twarda, szyta. - Makowe dzieciprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Agata Sosnowska
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Druga odsłona „Mroków Podlasia”. Agata Sosnowska coraz bardziej wciąga czytelnika w swoją opowieść o dawnych winach i występkach, które skrywane przez lata, w końcu muszą ujrzeć światło dzienne. „Makowe dzieci” to fikcyjna, lecz bardzo dobrze oddająca realia epoki, powojenna historia Narwii i jej mieszkańców a wśród nich Janina, Lutek, Wania, wdzięczny temat kina objazdowego o nazwie „Melodia” i makabryczne zbrodnie, związane z rodziną Tarwińskich. Ci ostatni niestety nie dają się ani trochę polubić. Miejscowi mieszkańcy pamiętają, że choć współcześnie są oni wpływową i zamożną rodziną, ich droga do sukcesu oraz bogactwa wiedzie przez ludzką krzywdę i niczym nieuzasadnione cierpienie. Najpierw poznajemy wojenne i powojenne losy ich przodka – największego okrutnika we wsi, człowieka złego, fałszywego i zepsutego do szpiku kości. Bohater wychowuje godnych siebie następców, syna oraz wnuka, którzy, podobnie jak Władysław nie szanują kobiet i nie stronią od przemocy. Następnie dowiadujemy się, że członkini rodziny Tarwińskich wysłała maila do agencji prowadzonej przez Tildę, Krysię, Magdę i Patrycję, które znamy z „Córek moru” – pierwszej części cyklu podlaskiego (P. 7/26). Kobiety pomagają ofiarom przemocy domowej czy podobnym im postaciom, pokiereszowanym przez życie, wyruszają zatem do Narwii na spotkanie z nową klientką. Niestety to, co tam zobaczą kolejny raz wywróci ich życie do góry nogami.
„Makowe dzieci” to mroczny thriller w dobrym wydaniu. Autorka szybko rozwija swój warsztat pisarski, zręcznie splata ze sobą wątki starych zbrodni, II wojny światowej czy powojennego zdemoralizowania i PRL-owskiego chaosu ze współczesnymi wydarzeniami z 2017 roku, stojąc na straży przekonania, że nie ma winy bez kary, nawet jeśli na sprawiedliwość trzeba będzie długo poczekać. Aurę niezwykłości utworu generuje stała obecność zjaw, duchów i niepokojące natężenie mroku, którego nie da się wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Zło materializuje się w człowieku a może to człowiek je wytwarza – na to kluczowe dla tekstu pytanie chyba jeszcze długo nie uzyskamy odpowiedzi, bo cykl Agaty Sosnowskiej zdaje się dopiero rozkręcać. Potencjał pomysłu na „Mroki Podlasia” jest duży – pisarka nie marnuje go w ani jednym zdaniu powieści. Fabuła utworu nie daje się łatwo przewidzieć, co chwilę na jaw wychodzą wstrząsające odkrycia a zwroty akcji zaskakują na wysokim poziomie. Nie tylko jednak napięcie i makabra pojawiają się na stronach książki. Czytelnik ma szansę odetchnąć, śledząc ciekawe i przemyślane wątki romantyczno-obyczajowe. Szczerze polecam powieść jednak przede wszystkim tym, którzy lubią się bać i mają mocne nerwy – oni na pewno nie będą zawiedzeni. Oprawa miękka, klejona.
- Polski Paryżprzez Edyta Kucharek
Autor: Adam Chowański
Wydawnictwo Znak
Adam Chowański, popularyzator francuskiej kultury, autor profilu na Instagramie od lat mieszkający w Paryżu, z pasją opowiada o polskich punktach na mapie stalicy Francji.
„Paryżanin w wyboru” – jak się sam określa – proponuje czytelnikom nieszablonowy spacer po mieście i odkrywanie polskich miejsc, postaci oraz związanych z nimi historii. Książka podzielona jest według tropów tematycznych i biograficznych. Chowański podąża śladami polskich emigrantów, którzy po klęsce powstania listopadowego szukali w stolicy Francji schronienia. Przybliża tu historię Hôtelu Lambert stanowiącego wówczas nieformalny ośrodek polityczny skupiający środowisko Wielkiej Emigracji.
Prowadzi czytelników szlakiem wielkich wieszczów – Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Cypriana Kamila Norwida. Pokazuje, gdzie mieszkali i bywali oraz gdzie krzyżowały się ich drogi. Zagląda do dawnych pracowni wybitnych artystek – Olgi Boznańskiej, Anny Bilińskiej i Meli Muter, przedstawiając realia ich codziennego życia. Proponuje ścieżkę prowadzącą przez sale wykładowe i laboratoria Marii Skłodowskiej-Curie. Pokazuje muzyczny Paryż Fryderyka Chopina. Tropi polskie sekrety w Luwrze. Polskich akcentów i ukrytych detali szuka też w kościołach, na cmentarzach, w księgarniach oraz w parkach. Na koniec zaś opowiada o polsko-paryskiej codzienności.
Książka pokazuje wielowymiarowy wpływ Polaków na tożsamość stolicy Francji oraz przenikanie się naszych kultur. Autor oddaje klimat dawnych miejsc związanych z Polakami oraz konfrontuje je z aktualnym statusem i wyglądem. W opowieściach dzieli się też własnymi wrażeniami z życia w Paryżu i odkrywaniem jego zakątków.
Książka napisana jest gawędziarskim stylem. Wzbogacają ją ładne, kolorowe fotografie. Zawiera przypisy końcowe, spis adresów opisanych miejsc oraz bibliografię. Okładka miękka, klejona. Polecam. - Koszmarny braciszekprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Arttu Unkari
Ilustrator: Kai Vaalio
Wydawnictwo: Kropka
Poziom: BD I/II
Druga część przygód wszystko potrafiącego policjanta Tatamana, podobno najlepszego ojca na świecie i jego krnąbrnej, źle wychowanej, ciągle kłócącej się z dorosłymi córki, Olgi (zob. „Tataman i eksplodująca kupa” P. 11/26). Ważną rolę w tomie odgrywa tytułowy koszmarny braciszek czyli dwuletni Beniaminek, który wkracza w adekwatny do wieku okres buntu. Jakie szalone perypetie rodziny Wybickich czytelnik pozna tym razem? Wyciek eliksiru prawdy zmusza wszystkich do mówienia na głos tego, co naprawdę myślą, więc robi się zabawnie, ale też niebezpiecznie. Beniaminek ucieka z domu pod nieobecność rodziców a Olga próbuje ukryć ten fakt za wszelką cenę i odnaleźć młodszego brata. Dziewczynce pomaga w tym robot skonstruowany przez szaloną wynalazczynię Wiśnię – CyberMinek 2000. Śledztwo i pościg wreszcie doprowadzają bohaterkę do Beniaminka, który z minuty na minutę pakuje się w coraz większe tarapaty, a co gorsza ma w posiadaniu eliksir szczerości i nie waha się go użyć.
Książka w lekki sposób porusza problem kłamstw, jakimi dorośli raczą swoich podopiecznych. W tle wydarzeń rozgrywają się mistrzostwa wszechświata w grillowaniu, w których pragnie wziąć udział Tataman. Historia jest tak zwariowana i pełna absurdu, że momentami trudno się od niej oderwać. Publikacja znajdzie swoich fanów, także dlatego, że naprawdę śmieszy. Niegrzeczni dziecięcy bohaterowie są zazwyczaj lubiani przez małych czytelników a tu na szczęście nie przekraczają żadnych granic, które czyniłyby książkę szkodliwą. Chaos panujący w świecie przedstawionym utworu wydaje się kontrolowany na tyle, by nie zgubić się w fabule. Inna, duża zaleta to zabawne ilustracje, doskonale oddające klimat tekstu, który bardzo polecam jako lekturę niosącą dobrą rozrywkę. Oprawa miękka, klejona.
- Być jak Armaniprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Renata Molho
Wydawnictwo: Arkady
Biografia Giorgio Armaniego – jednego z najwybitniejszych włoskich projektantów mody, który zmarł rok temu. Renata Molho, dziennikarka i krytyczka mody, kreśli sylwetkę Armaniego jako człowieka bardzo pracowitego, nie do końca wierzącego w siebie, stroniącego od skandali, ale też tajemniczego. Bohater książki to osobowość złożona i fascynująca, nie do końca odkryta, czemu próbuje przeciwdziałać autorka, przybliżając Armaniego czytelnikom. Opowieść ma konstrukcję biografii, rozpoczyna się od dzieciństwa spędzonego na włoskiej prowincji, później w biedniejszych dzielnicach miasta. Giorgio dorasta w średniozamożnej rodzinie i początkowo nic nie zapowiada wielkiej, międzynarodowej kariery. Jednym z punktów zwrotnych w jego życiu jest porzucenie studiów medycznych i zatrudnienie w domu towarowym La Rinascente w Mediolanie. Tak rozpoczyna się jego modowa historia. Armani zostaje zauważony przez Nino Cerrutiego, u którego uczy się rzemiosła, by później rozpocząć pracę na własny rachunek wraz z przyszłym partnerem, miłością życia Sergio Galeottim. Mężczyznom udaje się zbudować od podstaw przynoszące milionowe dochody przedsiębiorstwo Emporio Armani i przy okazji zrewolucjonizować światowy przemysł ubraniowy. Równolegle z biografią projektanta rozwija się w książce historia świata mody. Giorgio zachwyca nie tylko swoim stylem bliskim zwykłemu człowiekowi, wychodząc naprzeciw potrzebom wyemancypowanych kobiet a jednocześnie symbolizującym szyk i ponadczasową elegancję, również ujmuje swoim podejściem do pracy oraz klientów. Kochają go gwiazdy filmowe (Armani projektuje kostiumy do wielu Hollywoodzkich filmów), ale bohater książki skutecznie wymyka się łatce projektanta dla celebrytów, projektuje dla ludzi, nie ulega chwilowym trendom, idzie pod prąd i zawsze podkreśla, że moda nie jest jego powołaniem, lecz zawodem, który stara się wykonywać jak najlepiej.
Renata Molhe, pisząc biografię tej kultowej postaci, korzysta z prywatnych archiwów projektanta, cytuje jego wypowiedzi, opiera się na rozmowach z ludźmi, którzy z nim współpracowali lub należeli do wąskiego kręgu jego znajomych. Dziennikarka stara się odsłonić skrawki życia prywatnego swojego bohatera, ale nie skupia się nadmiernie na wątku homoseksualizmu Armaniego, pokazuje natomiast jego pasję do urządzania domów, wrażliwość, potrzebę estetyki, skłonność do perfekcjonizmu, zadziwiającą kreatywność i elastyczność, przytacza również anegdoty i historie z tzw. domowego zacisza. Publikacja zaciekawi nie tylko miłośników stylu Armaniego, stanowi też wciągającą i inspirującą opowieść o człowieku, który zbudował coś od zera, potrafił osiągać sukcesy, ale też podnosić się po upadkach, poza tym jest oczywiście pozycją obowiązkową dla wszystkich zainteresowanych modą. Gorąco polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Imperium sztucznej inteligencji. Sny i koszmary w OpenAI Sama Altmanaprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Karen Hao
Wydawnictwo: Szczeliny
Dzięki swoim materiałom dotyczącym branży AI amerykańska dziennikarka Karen Hao jest dziś jedną z najbardziej znanych dziennikarek technologicznych na świecie. Poza licznymi artykułami prasowymi napisała jak dotąd jedną książkę – chodzi właśnie o „Imperium sztucznej inteligencji”, pozycję wydaną po angielsku w 2025 roku. Książka szybko stała się bestsellerem na amerykańskim rynku, przyniosła też autorce kilka nagród.
Karen Hao w reporterski sposób opisuje w niej sytuację wewnątrz OpenAI, a więc firmy odpowiedzialnej za ChatGPT, która jest dziś światowym liderem branży związanej z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji. A jak wygląda to od środka – może domyślić się każdy, kto słyszał to i owo o sytuacji wewnątrz firm-gigantów z Doliny Krzemowej. Z książki wyłania się obraz firmy przepełnionej niemal religijną wiarą w to, że jej pracownicy pracują nad przemianą świata na lepsze, nawet jeśli fakty coraz wyraźniej temu przeczą: rozwój sztucznej inteligencji okupiony jest wyzyskiem nisko opłacanych pracowników z krajów trzeciego świata i znacznymi stratami dla środowiska naturalnego, a poza tym coraz częściej mówi się, że pod wieloma względami jest on po prostu niebezpieczny i wymaga natychmiastowych regulacji. Niestety według Karen Hao koniec końców w OpenAI najważniejsze nie jest oczywiście poczucie odpowiedzialności za losy świata, ale dążenie założyciela i dyrektora generalnego firmy Sama Altmana do jak najbardziej nieograniczonej władzy.
Karen Hao nie demonizuje samej technologii, ale pokazuje jak staje się ona demoniczna wskutek złych, opartych na egoizmie decyzji ludzkich. W tej branży to tym bardziej problematyczne, że mowa o technologii, która faktycznie może w pewnym momencie wymknąć się spod kontroli (co pokazują głośne ostatnio sprawy związana z ujawnieniem, że modelom zdarza się już podejmować samodzielne decyzje i ukrywać je przed ludźmi). Co bardzo istotne, reportaż amerykańskiej autorki jest niemal monumentalny i bardzo dobry warsztatowo – czyta się go bardzo dobrze, a żeby go napisać autorka nie tylko przez pewien czas oglądała OpenAI od środka, ale także przeprowadziła około trzystu wywiadów z prawie dwustu sześćdziesięcioma osobami – głównie związanymi w firmą. W efekcie powstała ważna książka na ważny temat, którą warto się zainteresować. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Detektyw Stanley i królowa kamuflażu / Detektyw Stanley i rabuś roślinprzez Radosław Pulkowski
Scenariusz: Hannah Tunnicliffe
Rysunki: Erica Harrison
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom czytelniczy: BD I
Detektyw Stanley to bohater nowej serii komiksowych kryminałów dla dzieci. Choć ta narysowana jako pies postać jest już na emeryturze, wciąż podejmuje się rozwiązywania zagadek kryminalnych, w którymi policja ma trudność. Komiksy „Detektyw Stanley i królowa kamuflażu” i „Detektyw Stanley i rabuś roślin” można czytać niezależnie od siebie – to historie odrębne, choć obie oparte są na podobnym klasycznym schemacie charakterystycznym dla kryminałów w stylu Agathy Christie, oczywiście dostosowanym do wrażliwości i możliwości dzieci w wieku około 6 lat.
W pierwszej historii Detektyw Stanley ma do rozwiązania sprawę włamania do muzeum. Wprawdzie nic z niego nie zginęło (przynajmniej pozornie!), ale za to złodziej zostawił po sobie okropny bałagan. Zanim Detektywowi Stanleyowi udaje się rozwiązać zagadkę, sam trafia do więzienia, zostaje bowiem wrobiony. Na szczęście jego spryt i zdolność dedukcji pozwalają mu na udowodnienie swojej niewinności i winy kogoś innego. I tylko do naleśników, które zamierzał zjeść na śniadanie, ma szanse wrócić dopiero w porze kolacji, po dniu pełnym wrażeń.
Drugi komiks skupia się na zagadce kradzieży bardzo rzadkiego sabotka Rothschilda z ogrodu botanicznego w Kościewie. Roślina ginie, mimo że na miejscu nie ma żadnych śladów włamania, głównym podejrzanym zostaje więc przyjaciel głównego bohatera, wiewiór Oskar Orzeszek, który na co dzień pracuje w ogrodzie botanicznym i ma do niego klucz. Na szczęście Detektyw Stanley ma nie tylko przekonanie co do niewinności przyjaciela, ale także sokole oko i wielkie doświadczenie – dzięki temu udaje mu się udowodnić, że za kradzież odpowiedzialny jest ktoś inny. A wszystko to pod czujnym okiem prasy i nieprzychylnie nastawionego nadinspektora Rożca, policjanta, który obecny jest także w pierwszym komiksie.
Fabuła obu komiksów zgrabnie wprowadza małych czytelników w schematy rządzące klasycznym kryminałem. Jest bardzo prosta, ale w żadnym razie nie prostacka i dodatkowo inkrustowana subtelnymi żartami, które kierowane są także do dorosłych czytających te komiksy razem ze swoimi pociechami. Bardzo dobre wrażenie robią też eleganckie i stylowo zgeometryzowane, a do tego zabawne rysunki autorstwa Eriki Harrison. Oba komiksy polecam. Oprawa twarda, szyta. - Łatka i japrzez Radosław Pulkowski
Autorka: Beatrice Alemagna
Wydawnictwo: Levyz
Poziom czytelniczy: BD I
Kolejna, już czwarta na naszej liście książka wielokrotnie nagradzanej włoskiej twórczyni literatury dziecięcej. Ostatnio, podczas przeglądu 12/2017, omawialiśmy pozycję pt. „Tuli-Pucho-Kłaczek”. W książce „Łatka i ja” poznajemy bezimienną rudowłosą dziewczynkę, opowiadającą o przykrości, która się jej zdarzyła. Bohaterka przewróciła się i mocno obtarła kolano. Jak sama mówi, płakała jak dzidziuś, a z kolana ciekła jej krew, i to więcej niż kiedykolwiek wcześniej widziała. Po niedługim czasie na ranie wytworzył się strup, który długo nie chciał zniknąć, mimo że dziewczynka bardzo tego chciała – nie dość, że w ogóle jej się nie podobał, to jeszcze przypominał o bólu. Książka opowiada o życiu bohaterki ze strupem. Po jakimś czasie dziewczynka zaprzyjaźnia się z nim, nadaje mu imię Łatka, a kiedy ten w końcu odpada, jest jej nawet trochę przykro. O bliźnie, która wychynęła zza strupa od początku myśli już cieplej.
„Łatka i ja” to oczywiście historia, której nie powinniśmy czytać wyłącznie na najbardziej dosłownym poziomie. Książka opowiada w istocie o tym, że cierpienie bywa w życiu ważnym doświadczeniem – ani lepszym ani gorszym niż inne doświadczenia, ale z pewnością takim, o którym warto pamiętać i które w jakiś sposób na zawsze staje się częścią nas samych (choć oczywiście niedobrze, jeśli dominuje nad radosnymi doświadczeniami). Z pełną dziecięcej prostoty, ale i niepozbawioną głębi opowieścią korespondują świetne, bardzo malarskie ilustracje Alemagny, które powstały techniką mieszaną, przy użyciu m.in. gwaszu, farb olejnych i kredek woskowych. Artystycznym rzemiosłem autorki nietrudno się zachwycić, a w ilustracjach znajdziemy i ciepło, i emocje, i ślady ludzkiej ręki, które stają się coraz cenniejsze w dobie grafik generowanych przez AI. Zdecydowanie polecam tę przemawiającą dziecięcym językiem, ale jednocześnie mądrą książkę. Oprawa twarda, szyta, w obwolucie. - Borderline i co dalej? Poradnik z ćwiczeniamiprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Urszula Struzikowska-Marynicz Wydawnictwo RM
Tytułowe pojęcie oznacza w psychologii oraz w psychiatrii nastrój głębokiego kryzysu, objawiający się gwałtownie zmieniającymi się nastrojami, lękiem przed odrzuceniem, poczuciem wewnętrznej pustki, impulsywnym zachowaniem oraz skłonnością do autoagresji. Zgodnie z angielską nazwą jest to stan z pogranicza, między nerwicą a chorobą psychiczną, wymagający intensywnej terapii, zarówno psychologicznej, jak i farmakologicznej.
Borderline występuje u wielu osób, chociaż nie wszystkie zdają sobie z tego sprawę. Autorka adresuje swoją książkę do wszystkich, u których rozpoznano ten rodzaj zaburzeń psychicznych, jak również do tych znajdujących się na prostej drodze do przekroczenia tej destrukcyjnej linii granicznej. Książka jest podręcznikiem z ćwiczeniami. Urszula Struzikowska-Marynicz opisuje codzienne stany i zachowania typowe dla osób z borderline, a następnie przekazuje wiedzę jak wypracowywać w sobie dystans do sytuacji wywołującej destrukcyjne reakcje. Na przykład, kogoś zdenerwował przyjaciel i jego reakcją jest wyrzucenie części przedmiotów kojarzących się z nim, chociażby otrzymanej w prezencie książki.
Albo ktoś inny w poczuciu gniewu na szefa lub współpracowników ciska w emocjach na biurko wypowiedzenie pracy, nie poprzedziwszy tego kroku wcześniejszym rozejrzeniem się za innym zatrudnieniem. Pierwszym krokiem do wyjścia z takiej emocjonalnej matni jest zdanie sobie sprawy, że zachowując się w ten sposób robimy krzywdę samym sobie, poprzez podważenie własnego poczucia bezpieczeństwa w relacjach z innymi, zakłócenia wewnętrznej równowagi i uruchomienia katastroficznego myślenia o sobie. No i naruszenia dobrostanu finansowego poprzez utratę pracy oraz podjęcie kosztownej psychoterapii. Kolejnymi krokami są rozmaite propozycje ćwiczeń mających pomóc w zaradzeniu kryzysowi. Jedną z nich jest próba wyprostowania i wygładzenia zniekształceń myślowych, pojawiających się w chwilach działania stresu, poprzez oddzielenie emocji od faktów.
Autorka zaleca przykładowo przywołanie z pamięci sytuacji z bliższej lub dalszej przeszłości, której towarzyszyły silne negatywne emocje. Przywołaniu powinno towarzyszyć jak najwięcej szczegółów związanych z tamtym wydarzeniem, a więc gdzie się znajdowałeś, jaka była pogoda, jaka pora dnia, w co byłeś ubrany – i tak dalej. A przede wszystkim co się wówczas działo w tobie oraz wokół ciebie, co czułeś, jak zachowywały się inne osoby, co do ciebie mówiły, jaki miały wyraz twarzy i brzmienie głosu. Następnie, po odtworzeniu tego z pamięci, należy opisać tę sytuację na papierze lub w komputerze ze wszystkimi szczegółami. Po dokonaniu tych, dla niektórych osób być może niełatwych, czynności, czas na etap drugi. Polega on na ponownym wyobrażeniu sobie tej samej sytuacji, lecz tym razem z dystansu, jakby zza kamery, podczas gdy wcześniejsza była w polu widzenia obiektywu.
Ten etap ćwiczenia ma pokazać, co zarejestrowałaby kamera nie odczuwająca przecież emocji i nie wpadająca w stres, jaki obraz i dźwięk z tego wydarzenia by utrwaliła? To nowe wyobrażenie czyli przegląd tamtej sytuacji z pozycji zdystansowanej należy ponownie opisać. Finałem ćwiczenia jest porównanie obu opisanych obrazów, co ma dopomóc w oddzieleniu emocji, opinii i własnego przekonania od faktów jako takich. Taka konfrontacja może doprowadzić do skorygowania oceny wydarzenia, które być może nie było wcale takie straszne jak się mnie, tobie, nam lub im wydawało. Możliwe, że patrząc na jego przebieg z pozycji świadka, a nie uczestnika zauważymy, że nie było wcale czym się przejmować, a nawet jeśli było, to na pewno nie warto tego za sobą ciągnąć. Książka ma charakter fachowego podręcznika. Polecam ją bardziej studentom psychologii niż osobom próbującym za jej pośrednictwem pomóc samym sobie, bo łatwo mogą się pogubić w jej treści. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Jak polubić siebie. Przewodnik po samoakceptacjiprzez Paweł Jaskulski
Autor: Robert Pinkert Wydawnictwo RM
Zaproszenie do spokojnej, wyważonej pracy nad sobą. Tak określiłbym poradnik terapeutyczny autorstwa Roberta Pinkerta – psychologa i psychoedukatora. Pinkert jest skuteczny. Być może dlatego nie oszukuje ludzi, że zmienią swoje życie w kilkadziesiąt dni za pomocą jego książki. Prezentowana pozycja stanowi mądre wprowadzenie do poszerzania samoakceptacji krok po kroku, z rozwagą i właściwym pomiarem zmian, które faktycznie są w zasięgu człowieka zmagającego się z nadmiernym wpływem wewnętrznego krytyka. Czytelników można od razu uspokoić.
Pinkert rozróżnia samoakceptację od narcyzmu. Ten drugi kocha widownię, popisuje się przed kimś, upaja pozytywnymi reakcjami lub je sobie wmawia. Osoba akceptująca siebie potrafi stawić czoła codzienności z pogodą ducha, której nie rozmyje ani deszcz, ani pierwsze lepsze przykre doświadczenie. Pinkert namawia do śledzenia indywidualnych postępów, które prowadzą do oduczenia szkodliwego nawyku porównywania się z resztą świata (nieważne czy z umownie lepszymi czy z gorszymi od siebie). Autor postuluje metodę małych, ale systematycznych kroków w budowie relacji z samym sobą polegającej na uczciwości.
Niektóre surowe oceny mają podstawy, mogą wiązać się ze wstydem, niespełnieniem oczekiwań lub obietnicy, podatnością na negatywne reakcje otoczenia. Tak czy inaczej to droga do zatracenia podmiotowości. Pinkert pisze komunikatywnie, nie popada w akademicki ton, jednocześnie nie ignoruje badań naukowych. Czasem sięga do własnego życia, towarzyszy czytelnikowi w nauce samoakceptacji, nie ogranicza się do instruowania. Takie poradniki nie zmieniają niczego natychmiast, ale zasiewają ziarno. Plony zależą od podejścia zainteresowanych czytelników, którzy odnajdą tu właściwe drogowskazy. Pozycja zawiera bibliografię, jedną stronę miejsca na notatki. Oprawa miękka, klejona. - Maszkaraprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Katarzyna Mikiewicz Wydawnictwo LeTra
Debiut literacki Katarzyny Mikiewicz – Częstochowianki, absolwentki administracji, której droga zawodowa raczej do pisania nie doprowadziła. Zainteresowania za to już tak. Strzelnica, podcasty kryminalne, zagadki. Przypuszczam, że musi mieć też poczucie humoru. Do takiego wniosku skłania notka biograficzna i posłowie autorki. „Maszkara” reprezentuje gatunek komedii kryminalnej i stanowi bardzo dobry przykład tak ukierunkowanej prozy.
Być może łatwiej stworzyć dobrą komedię kryminalną niż dobry czysty kryminał. Wystarczy umiejętność wykorzystania własnych zdolności humorystycznych, dowcipu, które wplata się w dość lekką fabułę. Ale i tak trzeba się napracować. Sądzę, że w „Maszkarze” wszystko to widać jak na dłoni. Katarzyna Mikiewicz promuje w powieści swoje miasto. Wydarzenia fabularne rozgrywają się w Częstochowie. Główną bohaterkę Wandę czeka rozwód z mężem o wdzięcznym imieniu Bogdan. Mało w tym fakcie kryminalnego odcienia, ale ten pojawia się w nieoczekiwanym momencie, gdy Bogdan postanawia zrezygnować z decyzji o rozwodzie.
Powody tych szlachetnych wydawałoby się działań nie napawają Wandy optymizmem. Wręcz przeciwnie, kobieta zaczyna obawiać się o własne życie. W międzyczasie Wanda próbuje sił jako malarka. Gdy poznaje mecenasa sztuki widzącego w jej twórczości komercyjny potencjał, Wandzie wydaje się, że jej życie nabierze teraz niesamowitego blasku. Z jednej strony minimalizuje ryzyko śmierci z rąk albo z inicjatywy męża, z drugiej wplątuje się w inną kabałę związaną z marzeniem o byciu wielką malarką. Obie te strony są budowane na dobrym wyczuciu komizmu sytuacyjnego. Jednocześnie prowadzą do poważnych wniosków na temat ludzkiej natury czy małżeństwa. Oprawa miękka, klejona. - Kławkaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Maryna Hrymycz Wydawnictwo Warsztaty Kultury
Tytułowa Kławka jest 26-letnią Ukrainką mieszkającą w Kijowie w okresie tuż powojennym, kiedy stalinizm rozpoczyna kolejną czystkę, tym razem w środowisku literackim. Bohaterka pracuje jako sekretarka w Związku Pisarzy Radzieckich Ukrainy i jest kobietą bez mężczyzny. Pochodziła z tak zwanej byłej burżuazji, a jej rodziców wywieziono w 1937 roku i słuch po nich zaginął. I nie pomogło, że ojciec był inżynierem budującym w pocie czoła socjalizm. Dziewczyna zamieszkała z dziadkami, którzy nie przeżyli wojny. Potem znalazła dach nad głową w mieszkaniu komunalnym, dzieląc podzielony przepierzeniami pokój razem ze starym wujkiem i jego równie wiekową partnerką.
Nie była entuzjastką ustroju, ale angażowała się w oficjalne działania, na przykład sportowe: jako nastolatka zdobyła mistrzostwo w biegu na 100 metrów, jak również w pchnięciu kulą, w olimpiadzie dzieci i młodzieży stalinowskiego rejonu Kijowa. Teraz, a jest sezon jesienno-zimowy 1946/47, pracuje wśród ludzi pióra, podziwiając ich talent, inteligencję, czasem nawet mądrość, ale utrzymując rezerwę, jeśli chodzi o kontakty prywatne z mężczyznami. I chociaż marzy o księciu z bajki, takim socjalistycznym arystokracie, na przykład działaczu partyjnym wyższego szczebla, to nie cierpi zbytnio z powodu swojego panieństwa – zdaniem niektórych nawet staropanieństwa – żyjąc spokojnie i bez dużych emocji. Do jej obowiązków w organizacji literackiej sporządzanie protokołów z posiedzeń, co sprawia, że jest na bieżąco w sprawach politycznych, a zwłaszcza tych dotyczących życia literackiego na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, zjednoczonej, bo przecież przed 17 września 1939 roku rozbitej na wschodnią i zachodnią. O podziale tym jest mowa na kartach książki, kiedy młody oficer NKWD przydzielony do Związku jako pisarz, opowiada o repatriacji Ukraińców, którzy uciekli z Niemcami na Zachód i nie chcieli wrócić na łono socjalistycznej ojczyzny.
Trzeba było zrobić to siłą, ale we współpracy z krajami zachodnimi, a taka Anglia uparła się i nie zgodziła na przekazanie stronie sowieckiej tych uchodźców, którzy przed wybuchem II wojny światowej czyli 1 września 1939 roku (dla Rosjan zaczęła się ona 22 czerwca 1941 roku) mieszkali na tak zwanej Ukrainie Zachodniej, bo byli oni obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Wydarzenia przedstawione w fabule oglądamy oczyma Kławki, a rozgrywają się one zarówno w jej życiu zawodowym, jak i prywatnym, chociaż bardziej tym pierwszym. Jako protokolantka zjazdów, zebrań i konferencji, a także sekretarka przewodniczącego, jest ona świadkiem coraz bardziej agresywnie wdzierającej się do spokojnego życia ludzi pióra polityki kremlowskiej. Dzieje się to w głośnym okresie potępienia przez Moskwę Anny Achmatowej i Michaiła Zoszczenki za odstępstwo w twórczości od oficjalnej linii ideologicznej wyznaczonej przez najwyższy organ partyjny ZSRR. Kreml naciska, aby ustosunkował się do tego Kijów, a kiedy pisarze ukraińscy przyklaskują owemu potępieniu, okazuje się, że to za mało.
Z Moskwy przyjeżdża aparatczyk, którego zadaniem jest przeprowadzenie czystek wśród twórców, a że jest to osobnik nie w ciemię bity nie daje się łatwo zbyć pozornymi samokrytykami. Maryna Hrymycz interesująco i wiarygodnie opisuje tamtą rzeczywistość, zagłębiając się w mechanizmy manipulacji. Pisarze chcąc się wykręcić od zbytniego ześwinienia aprobują na pozór to, czemu przytaknąć trzeba, ale robią to powierzchownie, na zasadzie „Macie i dajcie nam spokój”. Ale wyrachowane kremlowskie lisy nie dają się na to nabrać. Nie pomaga również dłuższa i bardziej hałaśliwa samokrytyka. Aparatczyk zarzuca ludziom pióra, że uprawiają teatr bijąc się piersi niczym u Stanisławskiego. Autorka umieszcza fikcyjną bohaterkę wśród autentycznych postaci świata literatury i sztuki, są wśród nich m.in. Maksym Rylski, Ołeksandr Kornijczuk, Iwan Zołotowerchy, Jakiw Gorodski czy Ołeksandr Dowżenko, reżyser filmowy, ale również scenarzysta, co wpasowało go w ramy ludzi pióra.
Ten ostatni znajdował się wówczas w wyjątkowej niełasce, bo Stalin na Kremlu rzucił mu prosto w twarz jadowite słowa po przeczytaniu najnowszego scenariusza. Obraz czystek politycznych ukazany od strony wnętrza organizacji literackiej nie przesłania bynajmniej innych realiów Kijowa tamtego okresu. Najbardziej wstrząsająca jest wywózka kalek, zwłaszcza ofiar wojny, w tym weteranów frontowych. Oficjalnie sławiono ich w pieśniach, powieściach i filmach, przyznawano ordery i odznaczenia, a chyłkiem, z dala od kamer i fleszy, zsyłano na Syberię, żeby nie przygnębiali swoim widokiem w dużych miastach, niech ich mieszkańcy cieszą się odbudową i socjalistycznym rozwojem. „Kławka” jest powieścią poruszającą, rozrachunkową i autentyczną w swym realizmie, zarówno historycznym, obyczajowym, jak i psychologicznym. A w finałowych scenach po prostu wstrząsającą. To 322 strony bardzo dobrej literatury. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Cienie Turynuprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Carlo Fruttero, Franco Lucentini Wydawnictwo Noir sur Blanc
Carlo Fruttero (1926-2012) i Franco Lucentini (1920-2002) to słynny włoski duet autorów, dziennikarzy i redaktorów, którzy wprowadzili na włoski rynek książki gatunek nowej powieści kryminalnej. „Cienie Turynu” należą do jednej z ich najznamienitszych powieści, były głośnym tytułem, oryginał ukazał się w roku 1972. Do Polski coraz rzadziej książki docierają z takim opóźnieniem. Nie pierwszy raz Oficyna Literacka Noir sur Blanc ma w tym kontekście spore zasługi.
Prezentowana pozycja jest czymś więcej niż kryminałem. Proza włoskich pisarzy odznacza się rozbudowaną warstwą satyryczną, za którą kryje się zaangażowanie w sprawy społeczne, opis faktycznego stanu ducha miasta i jego mieszkańców. Śmierć architekta Garrone’a stanowi pretekst do opowiadania o wielu innych kwestiach. Dodam, że ginie od ciosów kamienną rzeźbą fallusa. Szybko na plan pierwszy wybija się komisarz Santamaria, prowadzi śledztwo z dużym wdziękiem, chyba nadmierną taktownością, ale w jego eleganckim sposobie bycia jest coś ujmującego. Santamaria nie zważa na okoliczności, nie przypomina współczesnych ostrych, wulgarnych powieściowych śledczych, którzy tak jakby nie mogli pozwolić sobie na chwilę słabości lub elegancji. Niemniej dzięki takim cechom z łatwością porusza się po świecie śmietanki towarzyskiej Turynu; znudzonego środowiska niemającego nic do zaoferowania oprócz prowadzenia gier między sobą i przedstawicielami niższych warstw społecznych.
Zanim zagadka śmierci Garrone’a zostanie rozwiązana, czytelnicy przenikną niemal całkowicie do świata przedstawionego, poznają zakamarki i tytułowe cienie Turynu rzucające mrok na miast, które wciąż mości swoje miejsce w epoce transformacji i czasów powojennych. Tytuły rozdziałów są pierwszymi słowami, jakie w nich padają. Zabieg ten wywołuje fajne w swej ulotności wrażenie, bo kolejne słowa dopowiadające, o co właściwie chodzi (już w tekście rozdziału), zazwyczaj przyjemnie zaskakują. Np. „W tej chwili, zaledwie kilka metrów od bramy (tytuł piątego rozdziału), komisarz z przyjemnością napiłby się kawy”. W zdystansowanej narracji łączącej jednak obiektywizm z subiektywizmem z rozdziału na rozdział zmieniają się przedstawiane perspektywy. Bohaterowie z pierwszego planu, postaci poboczne… Wchodzą i wychodzą ciągle bohaterowie tego pogodnego dramatu. Mają na to sześć dni. Powieść zajmuje zasłużone miejsce w kanonie literatury włoskiej. Oprawa twarda, szyta.
- Klatka dla wilgiprzez Paweł Jaskulski
Autor: Wołodymyr Danyłenko Wydawnictwo Warsztaty Kultury
Niezwykle ciekawa poznawczo i literacko powieść psychologiczna z dużym dodatkiem historii – może niebezpośredniej, ale o wiele bardziej sugestywnej niż obrazy przełomów historycznych. Autor Wołodymyr Danyłenko (1959) to uznany ukraiński prozaik, wykładowca, urzędnik. Człowiek renesansu – będzie chyba właściwym określeniem po spojrzeniu w notę biograficzną. Pisarz jest też ważną postacią Żytomierza, w którym rozgrywa się większość akcji. Główna bohaterka Alina pracuje w bibliotece na wsi. Pewnego dnia zbiegiem okoliczności poznaje Mykołę Chomyczewskiego – wybitnego tłumacza tekstów antycznych, mającego za sobą pobyt w stalinowskim więzieniu. Jak dowiadujemy się z posłowia tłumacza (Andrij Saweneć – ukłony za przekład), Chomyczewski jest postacią autentyczną. W rzeczywistości pracował pod pseudonimem, Borys Ten.
Był mistrzem dla środowisk twórczych prowincjonalnego Żytomierza, z którym związał się na stałe po studiach. Forma obecności tego bohatera w „Klatce dla wilgi” jest dobrym przykładem współistnienia faktów historycznych z fikcją. To charakterystyczna cecha prozy Danyłenki, wypada bardzo naturalnie. Lektura pozostawia wręcz wrażenie doskonałości metody twórczej, tak jakby nie dało się tego inaczej napisać. Wszystko harmonijnie płynie i nachodzi na siebie, a świat przedstawiony przypomina najlepsze konstrukcje z czasów świetności powieści realistycznej; tyle że w ukraińskiej wersji, co oznacza wejście do nieznanego uniwersum, ale przez bliską czytelnikom pierwszoplanową postać. Alinę łatwo polubić, łatwo jej współczuć i kibicować. Okazuje się kobietą o niezwykłym talencie wokalnym, muzycznym, ma niesamowity słuch i pamięć do repertuaru. Danyłenko uwiarygadnia ten wątek, nasyca go własną muzyczną kompetencją związaną z techniką śpiewania (np. śpiewu operowego) czy doborem wykonawców wspomnianych w powieści.
Alina staje przed szansą wielkiej życiowej zmiany. Chomyczewski postanawia jej pomóc. O wszystkim opowiada kilkuletni syn Aliny, Władek. Jest świetnym narratorem. Można powiedzieć, że łagodzi obyczaje jak muzyka, ponieważ balansuje między dziecięcą naiwnością, wrażliwością, wyobraźnią, a znaczącą bystrością umysłu, uważnością na szczegół. W sumie relacjonuje wydarzenia jak wytrawny dokumentalista, bazujący na intuicji i wyczuciu. Do niego też należy ostatnie słowo w epilogu (rok 2013; większość rozdziałów toczy się w roku 1978). Echo złej historii jest wyraźnie słyszalne. Indywidualne losy Aliny są po trosze z nią związane, ale tak naprawdę wynikają z rozmaitych uwarunkowań społecznych. Dlatego „Klatka dla wilgi” będzie bliska wielu czytelnikom dzięki swojej uniwersalności – szczególnie wartościowej, budowanej bowiem na fundamencie faktów. Oprawa miękka, klejona.
- Powstanie warszawskie. Historie mówioneprzez Paweł Jaskulski
Wybór i opracowanie: Dominik Czapigo Wydawnictwo Karta
Materiały zebrane w tej książce są pokłosiem trwających ponad dwadzieścia lat prac Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Fundacji Ośrodka Karta. Są one nagranymi relacjami uczestników powstania warszawskiego, odzwierciedlającymi osobiste przeżycia oraz obserwacje w czasie całego niepodległościowego zrywu, od godziny W 1 sierpnia 1944 roku do jego zakończenia w pierwszych dniach października. O swoich powstańczych doświadczeniach opowiada pięcioro osób urodzonych w pokoleniu Kolumbów czyli w latach dwudziestych XX wieku. Najstarszą w tym gronie jest Halina Cieszkowska z rocznika 1921. Specyfiką relacji, z których nagranie najdłuższej trwało osiemnaście godzin, jest ich codzienność z punktu widzenia zwykłego, szarego członka walk. Redaktorzy książki starali się przy doborze materiałów oddać nie tylko jak najszerszą, czysto ludzką, atmosferę zrywu, ale również jego obraz w zależności od miejsc i działań oddziałów w których rozmówcy pełnili służbę.
Są więc relacje z – przykładowo – Mokotowa, Śródmieścia czy Żoliborza. Publikację otwiera relacja Janiny Gruszczyńskiej-Jasiak, posługującej się pseudonimami „Janka” oraz „Porzęcka”, a zamyka Jerzego Chlistunoffa, ps. „Jurek”. Pierwsza z nich rozpoczyna się od godzin poprzedzających wybuch, po czym obrazuje przebieg początku zrywu, jak również jego pierwszych dni. Ostatnia skupia się na końcówce walk, rozmowach kapitulacyjnych na szczeblu niższych dowódców oraz samej finalizacji przerwania działań zbrojnych, bo formalnie powstanie warszawskie zakończyło się honorowym przerwaniem walk, a nie kapitulacją. Stało się tak dlatego, bo dowództwu niemieckiemu zależało na jak najszybszym zajęciu Warszawy, aby z jej ruin stawiać opór stacjonującej na prawym brzegu Wisły armii radzieckiej, której zresztą jak wiemy wcale nie spieszyło się z ofensywą. Świadectwo głównej części działań powstańczych, a więc większości krwawych dni sierpnia i września dają przede wszystkim opowieści Witolda Bartnickiego („Wiktor”, „Kadłubek”), Haliny Cieszkowskiej („Alika”) i Jerzego Sienkiewicza („Rudy”), chociaż jest to rzecz umowna, gdyż każda z relacji zawiera fakty z całego zrywu, aczkolwiek ustny materiał został inaczej rozłożony przez redaktorów.
Książka wnosi wiele nowej wiedzy zarówno o powstańczej codzienności, jak i działaniach militarnych postrzeganych oczami uczestników. Na przykład, po 10 września, kiedy alianci aktywizowali swoje zrzuty broni, amunicji, żywności i lekarstw dla powstańców, z podobnymi działaniami wystąpili również Sowieci, aczkolwiek głównie dla celów propagandowych. Pomoc z ich strony okazała się jednak w praktyce bezużyteczna, gdyż worków z bronią nie zrzucali na spadochronach, jak Anglicy czy Amerykanie, lecz po prostu wywalali je z samolotów, co sprawiało, że sprzęt rozbijał się o ziemię i nie nadawał się do użycia. Osobną częścią publikacji jest Posłowie pióra Jarosława Pałki, omawiającego w sposób nietuzinkowy całość krwawego zrywu. Podając końcowe liczby, autor skupia się również na tym, o czym do tej pory nie wiedzieliśmy, przytaczając chociażby liczebność dziewcząt i chłopców wziętych przez Niemców do niewoli po zakończeniu walk. Było ich od ośmiuset do tysiąca, przy czym najmłodszy chłopiec, niemal symboliczny „mały powstaniec”, miał zaledwie 10 lat. Opublikowane relacje, starannie zredagowane przez Dominika Czapigo i jego współpracowników, zachowały cechy języka mówionego, prostego, co jest dodatkowym elementem wzmacniającym autentyzm opowieści o powstańczej tragedii Warszawy. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Kryminalne dzieje Piastów. Mroczna historia dynastiiprzez Paweł Jaskulski
Autor: Mariusz Samp Wydawnictwo Znak Horyzont
Wizerunek pierwszej polskiej dynastii prezentowany w podręcznikach szkolnych jest cokolwiek wyidealizowany, a z całą pewnością nadmiernie uproszczony. Można to zrzucić na karb samej formy edukacji historycznej, ale w jakiejś mierze wynika to zapewne również z naszej – uwarunkowanej psychologiczne czy społecznie – potrzeby pozytywnej waloryzacji przeszłości w celu budowania swojej tożsamości jednostkowej i wspólnotowej. W tej perspektywie Mieszko I jest ojcem założycielem państwa polskiego, jego syn Bolesław Chrobry wybitnym kontynuatorem jego spuścizny, a Kazimierz Wielki genialnym spadkobiercą swych słynnych poprzedników.
Tymczasem wszyscy ci przywódcy i ich potomkowie bądź antenaci byli synami swojej epoki, epoki w której walka o tron oznaczała uwikłanie w spiski, zdrady, trucicielstwo i polityczne morderstwa. Konflikty rodzinne były na porządku dziennym: brat występował przeciw bratu, syn przeciw ojcu, małżonkowie przeciwko sobie. Piastowie nie wyróżniali się pod tym względem na tle innych europejskich rodów, które swoją władzę budowały na przemocy, krwawej eliminacji przeciwników i bezwzględnej logice sukcesji. Mariusz Samp nie tworzy bynajmniej czarnej legendy, ale przywraca proporcje, pokazując Piastów jako ludzi zanurzonych w kulturze, gdzie przemoc była normą.
W tym sensie książka jest próbą demitologizacji: zamiast „ojców założycieli”, widzimy aktorów gry o władzę, którzy działali w systemie, gdzie moralność była funkcją interesu. Warto zauważyć, że autor swoją narrację buduje nie tylko w oparciu o polskie znane kroniki – Galla Anonima, Wincentego Kadłubka i Jana Długosza, ale także na podstawie zdecydowanie mniej znanych przekazów lokalnych i europejskich. To dodaje tej opowieści wiarygodności i uzupełnia wiedzę tam, gdzie powszechnie znane źródła milczą lub konfabulują. Fakt, że tematyka tej publikacji koncentruje się na wydarzeniach postrzeganych przez współczesnych jako kryminalne, może wprawdzie powodować, że będziemy interpretować przeszłość w barwach nieco zbyt ciemnych, niż na to zasługuje, ale to nieunikniony skutek uboczny takiej perspektywy, która skądinąd odświeża spojrzenie na polskie średniowiecze. Dla osób zainteresowanych historią Piastów to pozycja godna uwagi, fani true crime też znajdą w niej coś dla siebie. Oprawa twarda, szyta. Anna Karczewska - Złoto, srebro i krew. Historia starożytnego Rzymuprzez Paweł Jaskulski
Autor: Gareth Harney Wydawnictwo Poznańskie
Kluczem do historii imperium rzymskiego, opowiedzianej przez internetowego, brytyjskiego popularyzatora historii Garetha Harneya, są monety. System monetarny w tym starożytnym państwie był najwyżej rozwinięty wśród innych krajów, mniej lub bardziej cywilizowanych, i stanowił swoiste zwierciadło czasów. Władcy wypuszczali na rynek monety z różnych kruszców, ze złotem i srebrem na czele, zawierających ich wizerunki własne, jak również symbole atrybutów władzy oraz – niczym ówczesne fotografie – ważne wydarzenia historyczne oraz polityczne. A przede wszystkim wizerunki bogów i bogiń.
Na ich podstawie autor odtwarza tysiącletnie dzieje imperium, chociaż tak na dobrą sprawę monety jako takie są tylko pretekstem, punktem wyjścia, wynikającym z zaszczepionej mu w dzieciństwie przez ojca pasji numizmatycznej. W każdym razie rysunki monet ilustrują kolejne okresy dziejów Wiecznego Miasta, przykładowo autor prezentuje na kolorowym zdjęciu trzymany w dłoni pierwszy denar z wizerunkiem bogini Romy, a inne dwa denary ukazują wizerunki sławnych tragicznych kochanków czyli Marka Antoniusza i Kleopatry, wybite w roku 34 przed naszą erą, a więc jeszcze za ich życia. Jednym z problemów szeroko opisanych przez autora jest panowanie Juliusza Cezara i jego nagła śmierć na skutek zamachu. Nastąpiło to w idy marcowe czyli dokładnie w połowie tego miesiąca w roku 44 przed naszą erą.
Chociaż opis tych wydarzeń znamy w miarę dokładnie z licznych przekazów, tak historycznych, literackich, jak i filmowych, to Gareth Harney przedstawia w swojej opowieści wiele mało znanych faktów. Na przykład, Cezar planował na 18 marca rozpoczęcie kampanii wojennej przeciwko Parcie, mającej stać się jego największą z wypraw militarnych. Partyjska przepowiednia, w którą wierzyli również Rzymianie, głosiła jednak, że dokonać może tego tylko władca będący królem. I kiedy Cezar zwołał posiedzenie senatu na 15 marca, i to w miejscu zastępczym, bo w Teatrze Pompejusza – sama siedziba Senatu spłonęła kilka lat wcześniej i Cezar zamierzał odbudować ją według własnego projektu – dla opozycji politycznej był to sygnał, że w przededniu wyruszenia na wojnę z Partą zamierza zmusić senatorów, aby nadali mu tytuł królewski – Rexa. To właśnie stało się bezpośrednią przyczyną zamachu tuż przed rozpoczęciem obrad. Tolerowali jego dyktatorską władzę przejętą w wyniku wojny domowej, dopóki nie próbował sięgać po atrybuty króla, teraz uznali, że wojna z Partą jest tylko pretekstem do dokonania samo koronacji. I zabili go zadając mu około czterdziestu ciosów sztyletem, zmieniając w ten sposób losy historii, nie tylko rzymskiej.
Jeden z tych sztyletów, typu pugio, przedstawia autor i to bynajmniej nie na monecie, lecz w pełnej okazałości, jako obiekt muzealny. Bo nie tylko monety ilustrują omawiane wydarzenia, ale również pozostałości kulturowych, jak marmurowy portret Kaliguli, fragment fresku z balustrady amfiteatru rzymskiego ukazujący łowcę walczącego z lwicą, mozaikę z willi z walką gladiatorów, której przygląda się sędzia. Jest również fotografia centralnego dziedzińca wybudowanego w Splicie w Chorwacji monumentalnego pałacu cesarza Dioklecjana, w którym spędził dwa ostatnie lata życia, a także kamea z czarnym orłem dla uczczenia nadania Oktawianowi tytułu „August”. Książkę czyta się po prostu z wypiekami na twarzy, bo autor relacjonując wojny, intrygi polityczne, zamachy, zmagania gladiatorów, szaleństwa cesarzy czy ich romanse, robi to z ogromną pasją i zapałem w prezentowaniu tematu. Jest to ciekawa wycieczka przez dawną historię, idąca w parze w tamtejszą kulturą, obyczajami, religiami, zwyczajami i sposobami spędzania wolnego czasu przez wolnych obywateli rzymskich. Bo ci niewolni nie mieli wielkiego wyboru. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz - Gry pamięcią. O polityce historycznej, Polsce, Ukrainie i Rosjiprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Grzegorz Motyka, Andrzej Brzeziecki Wydawnictwo Literackie
Książka składa się z zapisów kilkuletnich rozmów dziennikarza, historyka, pracownika Ośrodka Studiów Wschodnich Andrzeja Brzezieckiego z prof. Grzegorzem Motyką, historykiem i politologiem, pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk oraz Wojskowego Instytutu Historycznego. Interlokutorzy szeroko omawiają ciągle palące problemy historyczne z dziejów relacji pomiędzy Polską a Ukrainą oraz Rosją. Ukazują przy tym wpływ tamtych tragicznych wydarzeń na współczesną politykę trzech krajów, z jej zakłamaniami i manipulacjami. Wydobywają na światło dzienne – między innymi – kulisy zbrodni katyńskiej, nie tyle od strony opisów samego faktu, który znamy całkiem nieźle, ile od strony jej oficjalnego ujawnienia przez ekipę Michaiła Gorbaczowa.
Okazuje się, że do wyjaśnienia pozostaje jeszcze bardzo wiele elementów, w tym nazwiska sprawców, bo te, które podano do publicznej wiadomości dotyczą tylko decydentów, ze Stalinem i Berią na czele. Sięgają także do zbrodni popełnianych na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich, w tym do złowieszczej postaci Stepana Bandery, o którym ostatnio stało się głośno ze względu na nadanie nazwy „Bohaterów UPA” jednej z walczących z Rosjanami jednostek ukraińskich. A Bandera był ideologicznym ojcem tej właśnie ludobójczej formacji zbrojnej, chociaż sam nie brał udział w masakrach, bo w tym czasie siedział w niemieckim obozie koncentracyjnym, aczkolwiek na bloku dla więźniów uprzywilejowanych. Dostał się tam po agresji Niemiec hitlerowskich na ZSRR, kiedy ogłosił powstanie niepodległej Ukrainy, co nie spodobało się Berlinowi. Wcześniej spędził kilka lat w polskim więzieniu jako organizator śmiertelnego zamachu na ministra Bronisława Pierackiego w czerwcu 1934 roku.
Skazano go wprawdzie na śmierć, ale wyrok zamieniono na odsiadkę, z której zwolniono go na mocy amnestii w 1938 roku. A po wybuchu wojny władze polskie zwalniały z więzień wszystkich ukraińskich nacjonalistów, co było decyzją na pewno humanitarną, ale fatalną w skutkach, bo wzięli oni czynny udział w późniejszym, wołyńskim ludobójstwie. Rozmówcy oddalają się czasem od wielkiej polityki, żeby mówić o sobie nawzajem, zwyczajnie, od ludzkiej strony. Na przykład, Brzezieckiego interesuje, jak to się stało, że Motyka, uczeń technikum rolniczego, mający prawo jazdy na traktor i kombajn, został humanistą i profesorem historii?
Okazuje się, że zadecydowała o tym już jego pierwsza przeczytana książka, w pierwszej klasie szkoły podstawowej, którą była „Szosa piotrkowska”, autorstwa Leszka Moczulskiego, późniejszego lidera KPN, o którym zapewne mało kto wie, że przez wiele lat współpracował z wydawnictwem Ministerstwa Obrony Narodowej. Książeczkę edytowano w popularnej serii „Żółtego tygrysa”, a opisywała w barwny sposób walki armii „Łódź” i „Prusy” w pierwszym tygodniu września 1939 roku. Po zakończeniu drugiej klasy przeczytał powieść Jana Gerharda „Łuny w Bieszczadach” o zbrodniach UPA, połykając bakcyla najnowszej historii Polski. Po latach zdecydował się zdawać na wydział historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wbrew opiniom osób odradzających mu to posunięcie. Ludzi ci uważali po prostu, że nie da sobie rady. Książka jest bardzo ciekawa, gdyż autorzy zajmująco opowiadają o trudnych okresach ze wspólnej historii polsko-ukraińsko-rosyjskiej, a robią to bez emocjonalnego zacietrzewienia, w sposób wyważony i rzeczowy, jak przystało na uczciwych historyków. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Sekrety sławnych ludziprzez Paweł Jaskulski
Autor: Piotr Łopuszański Wydawnictwo Lira
Autor wydobywa z biografii wybitnych pisarzy, a także jednego uczonego i jednego aktora, nieznane fakty, rewidując naszą wiedzę na ich temat, polemizując z narosłymi od dawna dogmatycznymi ocenami oraz jednostronnymi obrazami. Pewne rzeczy odkrywa, inne przewartościowuje. Żadnej z postaci nie odejmuje zasług i ważności, lecz ukazując ich oblicza w nowym świetle czyni je mniej pomnikowymi, a za to bardziej ludzkimi. Na przykład nasz wieszcz narodowy numer dwa, Juliusz Słowacki. Ile narosło mitów na temat jego rzekomej aseksualności lub homoseksualizmu, a okazuje się, że były to bujdy na resorach. Łopuszański przekonująco pisze, iż w Paryżu poeta płacił za usługi panienkom lekkich obyczajów, a i kochał się również w pannach z dobrych domów, tyle że nie miał szczęścia. Jego rzekoma zniewieściałość to również powierzchowny osąd, wynikający z zamiłowania Juliusza do modnych strojów, na które było go stać, bo z powodzeniem robił interesy na giełdzie i w ogóle miał talent do spraw biznesowych.
W rzeczywistości był twardzielem, chociaż niewątpliwie bardzo wrażliwym, który trenował boks oraz zapasy. Nie wycofywał się również w obliczu pojedynków na pistolety. Na emigracji zazwyczaj szydzono z jego aspiracji, aby dorównać Mickiewiczowi, i nie doceniano jego twórczości. Taką „Balladynę” – przykładowo – wyśmiano po jej opublikowaniu. I nie pomogła Słowackiemu przynależność do zaklętego koła bractwa zgromadzonego wokół Andrzeja Towiańskiego. O podrzędnych poetach pisano i mówiono w emigracyjnym gronie lepiej niż od autorze „Mazepy” i „Ojca zadżumionych”, a sam Mickiewicz nie raczył o nim w ogóle wspomnieć w swoich wykładach o współczesnej literaturze polskiej. Spuściznę po Słowackim zaczęto cenić dopiero w 10 lat po jego śmierci, a nad jego składaną do grobu na cmentarzu Montmartre trumną w dniu 5 kwietnia 1849 roku nie padło nawet jedno słowo pożegnania. Inna postacią, której Łopuszański poświęca dużo uwagi jest Mikołaj Kopernik. Polemizuje on z wieloma mitami i legendami związanymi z wielkim astronomem, chociażby z przypisywanym mu zwlekaniem z wydaniem życiowego dzieła „O obrotach sfer niebieskich”, co miało wynikać z obawy przed Inkwizycją, potępieniem, a nawet spaleniem na stosie.
Jak słusznie zauważa autor, w słynącej z tolerancji I Rzeczypospolitej nie było żadnych instytucji o charakterze inkwizycyjnym, a świat uczonych, reprezentowanych przez Akademię Krakowską, był otwarty na wszelkie rewolucyjne idee, tak naukowe, jak i religijne. Na wielu stronach swojej książki skupił się Łopuszański na zagadce etnicznego pochodzenia Kopernika, o którym niektórzy już dawno pisali, że był Niemcem. Zwłaszcza nacjonalistyczni naukowcy niemieccy, a z drugiej strony polscy, którzy uparcie robili z niego Polaka. Tymczasem nie ulega wątpliwości, ze matka Kopernika była Niemką z domu Watzenrode, a jej brat Lukas (Łukasz) został biskupem warmińskim, umożliwiając Mikołajowi zrobienie kariery jako kanonikowi. Niejasne jest natomiast pochodzenie ojca astronoma. Niemcy twierdzą, że pochodził ze śląskiej, zamieszkałej przez ich ziomków, wsi Koperniki. Polacy twierdzą z kolei, że owszem, śląskiej, ale zamieszkałej przez ludność polską, a nazwa wsi oraz nazwisko rodowe wywodzi się od „kopru”.
Autor stawia z kolei inną, niemal rewolucyjną tezę. Ojciec Kopernika, także Mikołaj, pochodził z innej wsi, o podobnej nazwie. Była nią Kopernia znajdująca się w pobliżu Pińczowa, a nazwa pochodzi od funkcjonującego w staropolszczyźnie słowa „kopernik”, oznaczającego górnika wydobywającego miedź. W innych rozdziałach swojej książki autor zajmuje się nie tylko kolejnymi postaciami polskich twórców, jak Henryk Sienkiewicz, Bolesław Leśmian, Władysław Reymont, Jan Parandowski i Andrzej Łapicki, ale i zagranicznymi, badając kulisy życia George Sand oraz Gustawa Flauberta. Osobą z pogranicza dwóch narodów był Jan Potocki, autor „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, który pisał po francusku i we Francji spędził dużo czasu. W każdym razie Francuzi uznali go za swojego, podczas gdy my za Polaka, gdyż pochodził ze starego polskiego rodu magnackiego, a urodził się w Radzyniu Podlaskim. „Sekrety sławnych ludzi” czyta się po prostu z wypiekami na twarzy. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Wielokropek i przyjaciele. Opowieści o interpunkcji dla najmłodszychprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Alicja Krzanik Ilustracje: Maciej Szymanowicz Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Poziom: BD I/II
Zbiór opowiadań Alicji Krzanik – autorki wierszy dla dzieci, współpracowniczki takich pism jak „Świerszczyk” czy „Dzieci”. Interpunkcja często staje się zmorą polskich uczniów. Oczywiście dobrze gdy dłuższe wypracowanie lub inny tekst zawiera więcej błędów interpunkcyjnych niż ortograficznych, ale warto ćwiczyć od najmłodszych lat. Potem będzie o wiele łatwiej. Bohaterami prezentowanych opowiadań są upersonifikowane znaki przestankowe, które opowiadają o swojej roli w języku pisanym, w praktycznym użyciu w zdaniach. Zaczyna się od wielokropka, który został zilustrowany przez Macieja Szymanowicza jako przybysz z kosmosu.
Wielokropek poznaje następnie kolejne znaki, rozmawiają z sobą w pięknych okolicznościach przyrody, np. w wielkim ogrodzie. Panuje przyjazna atmosfera, rozwój wydarzeń jest logiczny i bardzo funkcjonalny z perspektywy nauczania interpunkcji przez zabawę. Naprawdę trudno znaleźć lepszą metodę. Każdy rozdział kończy się krótkim, podsumowującym zadaniem do wykonania. Utrwalą one zdobytą wiedzę w praktyce. Np. „Przyjrzyj się poniższym słowom. Wybierz z nich pięć par, które tworzą zdania, i zakończ je kropką”. W moim odczuciu „Wielokropek i przyjaciele” to niezbędna lektura w bibliotekach publicznych i szkolnych. Będzie cennym zakupem bibliotecznym. Oprawa twarda, szyta. - Kapibary. Operacja „Flaming”przez Paweł Jaskulski
Autor: Matthaus Bar Ilustracje: Anika Voigt Wydawnictwo Kropka
Poziom: BD I/II
Drugi tom komediowo-detektywistycznego cyklu o, przeżywających chyba obecnie szczyt popularności, kapibarach. Tom pierwszy „Kapibary na gigancie” (P. 9/2026). Tym razem znane z jedynki kapibary mieszkające w ogrodzie zoologicznym: Emmy, Raul i Tristan podejmą śledztwo w sprawie zniknięcia flamingów. Ten punkt zwrotny nadaje wydarzeniom dynamiczny bieg, któremu towarzyszy przyjemne wrażenie wyprawy za kulisy wycieczek do zoo, przy czym po świecie zwierząt nie oprowadzają pracownicy ogrodu, a same zwierzęta.
Do tego dzieje się to niejako po godzinach, po zamknięciu bram, gdy wreszcie można wymknąć się bez obawy o ludzkie spojrzenia. Zniknięcie flamingów z jednej strony jest tajemniczą zagadką do rozwiązania, z drugiej pokazuje warunki, w jakich powstają plotki, pogłoski, które przybierają często rozmiary absurdu. Kapibary próbują zachować chłodny osąd sytuacji i ustalić fakty na podstawie poszlak, rozmów z innymi mieszkańcami zoo. Rozwiązanie sprawy flamingów staje się dla wszystkich wspólnym, szlachetnym celem. Jest w tym lekkość, ale i pewne napięcie podporządkowane percepcji młodszych dzieci. nosa. Warstwa plastyczna to zasługa Aniki Voigt, która bardzo dobrze nadąża za najważniejszymi wydarzeniami, ilustrując je w komicznej tonacji. Solidna dawka przygody z niegłupim przesłaniem. Oprawa twarda, szyta. - Odzyskać pożądanieprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Alix Garin
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
W swoim jawnie autobiograficznym komiksie młoda belgijska autorka wykazuje się nie lada odwagą, opowiadając o własnych problemach związanych z seksem. Mimo że pozostaje w bardzo satysfakcjonującym związku z partnerem, w pewnym momencie życia zaczyna czuć ból podczas stosunków, a następnie problem tylko się pogłębia. Alix zmaga się z nim przez kilka lat, chociaż stara się robić co może, by wyleczyć niechciane zaburzenie. Czytelnik komiksu ma okazję śledzić tę drogę – od miernej psychoterapeutki i wręcz szkodliwej seksuolożki, aż po właściwą diagnozę medyczną i ekspertki, które naprawdę pomagają: zarówno od strony czysto fizjologicznej, jak i psychologicznej. Najważniejsze kroki na drodze do zdrowia i odzyskania satysfakcji seksualnej, a także po prostu radości życia, musi jednak wykonać sama Alix, a prowadzą one m.in. przez podważenie wielu kulturowych tabu związanych z miłością i seksualnością. Bo czy kiedy kogoś kochamy, to naprawdę nie możemy pożądać kogoś innego? I czy życie seksualne naprawdę musi być obwarowane całym systemem zakazów, nakazów i nie do końca uświadomionych zasad, które w skrajnych przypadkach potrafią doszczętnie je zrujnować?
„Odzyskać pożądanie” to dzieło sprawiające wrażenie bezwstydnie szczerego, wręcz ekshibicjonistycznego. To epitety, które w niejednym kontekście mogłyby być zarzutem, ale w tym wypadku nie są, owa szczerość jest bowiem bezpretensjonalna i wyzwalająca. Owszem, czytanie o wstydliwych problemach autorki i bohaterki – zarówno tych seksualnych, jak i uczuciowych – może być miejscami wręcz niekomfortowe, zwłaszcza że nie ukrywa ona własnych wstydliwych błędów, choćby tych wynikających z niedojrzałości. Z drugiej jednak strony popełnianie błędów to czasami jedyna droga do zyskiwania cennej samowiedzy – i właśnie tak jest w tym przypadku. A wraz z bohaterką komiksu uczą się także czytelnik i czytelniczka. Żeby było to możliwe wcale nie muszą mieć tych samych problemów, co ona – najróżniejsze wątpliwości związane ze sferą uczuciowo-seksualną są przecież zjawiskiem uniwersalnym.
Im dalej w fabułę komiksu Alix Garin, tym robi się ciekawiej. O ile bowiem jego pierwsza część, zatytułowana „Leczenie”, opowiada o zmaganiu się z problemem pochwicy z raczej medyczno-psychologicznego punktu widzenia, o tyle w części drugiej, zatytułowanej „Wyzdrowieć”, Alix zmaga się już także z bardziej uniwersalnymi tematami, takimi jak próby pogodzenia własnych pragnień z kulturowymi konwenansami. Bohaterka stara się tak lawirować pomiędzy rozmaitymi tabu tak, by odzyskać satysfakcję, i to nie tylko seksualną. A z racji, że komiks opowiada o wydarzeniach z życia jednej konkretnej osoby, autorka bodaj ani razu nie zatrzymuje się na żadnej z najłatwiejszych odpowiedzi – bo prawdziwe życie jest przecież skomplikowane.
Według mnie „Odzyskać pożądanie” to intrygujący i bardzo ciekawy komiks, choć pewnie nie dla każdego. Polecam. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Homer na nasze czasyprzez Radosław Pulkowski
Autor: Marek Węcowski
Wydawnictwo: Znak
Czy można sobie wyobrazić lepszy moment na wydanie książki o Homerze niż w okolicach premiery głośnej kinowej adaptacji „Odysei” w reżyserii Christophera Nolana? Raczej nie. Marek Węcowski, polski historyk, znawca antyku i profesor związany z Uniwersytetem Warszawskim, twierdzi jednak, że o Homerze warto teraz mówić i pisać nie tylko z powodu filmu, ale z przyczyn o wiele szerszych i poważniejszych – chodzi o moment dziejowy, w którym znaleźliśmy się jako cywilizacja, a zatem moment wyraźnego przesilenia, niepokojów i wojen, w którym fundamentalna niepewność jutra staje się doświadczeniem nas wszystkich. Jak pisze, „To dobry moment, żeby wrócić do Homera”.
W swojej niezwykle interesującej książce Węcowski spogląda na Homera i jego dzieło z najróżniejszych stron, zawsze mając jednak na uwadze możliwość odniesienia go do współczesności. Publikacja składa się z pięciu części – pozornie nieprzystających do siebie, ale jednak wspólnie tworzących konstelację. W pierwszej badacz pokazuje, w jaki sposób dotychczas odczytywano „Iliadę” i „Odyseję” w historii naszej cywilizacji – szczególnie właśnie w momentach wojen i kryzysów – i jak te dzieła wykorzystywano. W drugiej opowiada o ludziach, którzy przez wieki najbardziej interesowali się Homerem, a byli wśród nich nie tylko badacze czy poeci, ale także politycy i ideolodzy. Część trzecia poświęcona jest autorskiemu odczytaniu przez Węcowskiego obu poematów Homera – oczywiście w sposób daleki od banału czy ortodoksji (ani jedno ani drugie nie przystoi przecież naukowcowi tej klasy). W czwartej części Węcowski próbuje dać pojęcie o historycznym i intelektualnym tle, na którym tworzył Homer. Oczywiście badacz może tylko rekonstruować je ze skrawków, nie odbiera to jednak powagi jego staraniom. W piątej i ostatniej części autor już całkiem wprost odnosi czasy, w których tworzył Homer do naszej współczesności – po to, by udowodnić, że lektura „Iliady” i „Odysei” naprawdę może być dla współczesnego czytelnika niezwykle cenna i pouczająca.
Jak widać ambicje Węcowskiego nie są małe. Mimo to autor, który za poprzednią książkę „Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy” był nominowany do Literackiej Nagrody Nike, snuje swoje rozważania ani na chwilę nie zapominając o czytelnikach, którzy przecież niekoniecznie zjedli zęby na uważnej lekturze dzieł Homera czy historii antyku. Innymi słowy, „Homer na nasze czasy” stanowi rzadkie połączenie – jest książką jednocześnie ambitną poznawczo i przystępną w lekturze. Nie oszukujmy się: i tak trafi ona raczej do przedstawicieli inteligencji, ale za to nie tylko tych, którzy szczególnie interesują się literaturą starożytnej Grecji. W bibliotekach na pewno się przyda! Oprawa twarda, szyta. - Manga. Przewodnikprzez Radosław Pulkowski
Autorzy: Shige Suzuki, Ronald Stewart
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
„Manga. Przewodnik” to kulturoznawcza publikacja naukowa poświęcona japońskiemu komiksowi, która jednak może zainteresować nie tylko studentów i innych kulturoznawców. Z powodzeniem da się ją czytać także jako podstawowe kompendium wiedzy na temat mangi, a zatem kulturowego fenomenu, który jest już dobrze rozpoznaną, choć dla niektórych wciąż obcą, częścią światowej popkultury.
Publikacja jest możliwie wszechstronna. Podczas lektury czytelnik zyska pojęcie o historii mangi – dowie się skąd wziął się japoński komiks i jak się kształtował. W sumie autorzy poświęcili dziejom gatunku najwięcej miejsca i według mnie to dobra decyzja. W dalszej części publikacji omawiają także wpływ społeczny i kulturowy mangi na japońskie społeczeństwo, a także sposoby na jakie manga funkcjonowała w tamtejszej kulturze w różnych okresach. Najkrótsza z czterech głównych części książki nosi tytuł „Zastosowania krytyczne” i ma wspierać wysiłki dydaktyków, chcących omawiać mangę na zajęciach ze studentami. Około czterdziestu ostatnich stron, jeśli nie liczyć dodatków, jest z kolei poświęconych krótkiemu omówieniu najważniejszych japońskich komiksów w historii, ich twórców, a także najpopularniejszych podgatunków i grup docelowych (mangi często są bowiem precyzyjnie adresowane – inne tytuły są kierowane do nastoletnich chłopców, inne do nastoletnich dziewcząt, inne do dorosłych itd.). Wśród wspomnianych dodatków znalazły się m.in. przydatny słowniczek pojęć związanych z mangą, a także spis muzeów, bibliotek i archiwów, które mogą być przydatne osobom bliżej zainteresowanym japońskim komiksem.
„Manga. Przewodnik” to wartościowa publikacja dla wszystkich osób zainteresowanych tematem – w tym po prostu dla czytelników mangi, a tych przecież nie brakuje. Nie da się oczywiście zagwarantować, że każdy nastolatek gorączkowo wertujący japońskie komiksy będzie miał cierpliwość na tego typu lekturę, ale z pewnością będą tacy, którzy się nią zainteresują i sporo z niej dowiedzą. Dlatego uważam, że to publikacja godna uwagi również z perspektywy bibliotek – i to nie tylko czytelni naukowych, ale także tych, w których czytelnicy regularnie pytają o mangi. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Graficzki. Nieopowiedziane historie polskich projektantek grafiki użytkowej 1945–1989przez Radosław Pulkowski
Autorka: Alicja Kobza
Wydawnictwo: Karakter
Wydawca określa tę publikację mianem „smakowitej wizualnie, a zarazem pionierskiej merytorycznie”. Może i mało to skromne, ale nie sposób się nie zgodzić. Graficzka Alicja Kobza postanowiła przybliżyć w swojej książce postaci najciekawszych polskich projektantek graficznych epoki PRL-u, w zasadzie bez wyjątku zapomnianych. Pomimo że tzw. polska szkoła plakatu od dawna jest ceniona na całym świecie, a w ostatnich latach wydawano także publikacje i organizowano wystawy zbierające najciekawsze spośród powstałych wtedy okładek książek i innych przejawów grafiki użytkowej, pamięć dotyczy niemal wyłącznie mężczyzn-artystów. Tymczasem wśród wybitnych graficzek były też kobiety – i publikacja Alicji Kobzy zdecydowanie to udowadnia. Autorka wybrała łącznie dwadzieścia siedem artystek, a cierpliwie zebrane przez nią przykłady ich projektów udowadniają, że mamy do czynienia z wielkimi talentami. Zamieszczone w książce Kobzy prace nierzadko zachwycają i nie ma wątpliwości, że co najmniej dorównują plakatom i okładkom powszechnie znanych i cenionych grafików-mężczyzn.
Książka została podzielona na dwie części. W pierwszej znalazło się piętnaście artystek, których twórczość jest według Kobzy szczególnie warta uwagi. Autorka poświęca im po prostu więcej czasu i miejsca – wybór ich prac jest szerszy i towarzyszą im interesujące i dające lekturową satysfakcję, niemal reporterskie opowieści o ich biografiach, zwykle spisane na podstawie rozmów z samymi artystkami albo ewentualnie członkami ich rodziny. W drugiej części znalazło się dodatkowo dwanaście artystek – przykładów ich prac jest już mniej, a informacje o nich sprowadzają się zazwyczaj do zwięzłych biogramów. Jeśli chodzi o same projekty graficzne, których jest w tej albumowej publikacji mnóstwo, to najwięcej jest wśród nich plakatów filmowych, afiszów zapowiadających różnego typu wydarzenia kulturalne oraz okładek książek, ale zdarzają się także przykłady znakomitej grafiki użytkowej, która z kulturą nie ma zbyt wiele wspólnego – na przykład etykiety spożywcze albo ulotki informacyjne dołączane do leków. Jedna z prezentowanych w książce graficzek jest na przykład twórczynią słynnego logo Peweksu.
„Graficzki” to bardzo satysfakcjonująca w odbiorze i w dodatku bardzo potrzebna publikacja, którą szczerze polecam, jednocześnie mając świadomość, że nie w każdej bibliotece będzie ona stanowić artykuł pierwszej potrzeby. Książka nie powinna rozczarować chyba żadnego wrażliwego na sztukę i zainteresowanego polską kulturą odbiorcy ani odbiorczyni. Oprawa twarda, szyta, większy format i ogółem wydanie zarówno trwałe, jak i piękne. - Jaś i Małgosiaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Stephen King
Ilustrator: Maurice Sendak
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom czytelniczy: BD II
Nowa, choć zbliżona do oryginału, interpretacja baśni o Jasiu i Małgosi, którą świat poznał dzięki braciom Grimm. Główną atrakcję dla czytelników stanowi duet autorski, który za nią stoi – ani Stephena Kinga ani Maurice’a Sendaka, autora klasycznej już książki dla dzieci „Tam, gdzie żyją dzikie stwory”, nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać. Ilustracje Sendaka powstały w 1997 roku, kiedy to autor podjął się opracowania scenografii i kostiumów do nowej adaptacji scenicznej XIX-wiecznej opery o Jasiu i Małgosi. W 2025 roku poproszono Stephena Kinga o dopisanie do tych ilustracji swojej wersji klasycznej baśni, a ten nie wahał się zbyt długo, od dawna cenił bowiem twórczość Sendaka. W taki właśnie sposób narodziła się ta książka.
Baśń o Jasiu i Małgosi zna chyba każdy. Nierzadko jest ona opowiadana kolejnym pokoleniom dzieci w wersji nieco uładzonej i mniej drastycznej. Jak można się było spodziewać, King, ceniony autor literatury grozy, raczej nie jest zbyt delikatny i przedstawia tę historię w wersji dość drastycznej, choć jednocześnie niepozbawionej magii. Prawda jest jednak taka, że największą wartość tej wersji „Jasia i Małgosi” stanowią ilustracje Sendaka. Autor zrobił dobry użytek ze swojego pełnego wyobraźni i jedynego w swoim rodzaju stylu. Wykreowane przez niego obrazy tchną podskórnym niepokojem, choć z drugiej strony są barwne i pełne detali. Zwłaszcza natura, a więc gęsty las, pod którym wraz z ojcem i macochą mieszkają Jaś i Małgosia, sprawia wrażenie złowrogiej i przepełnionej grozą. Z kolei takie obrazy, jak lecąca na miotle wiedźma z przewieszonym przez plecy workiem pełnym porwanych dzieci albo dom z piernika, który zmienia się w demoniczną twarz, kiedy tylko dzieci odwrócą od niego wzrok, z pewnością mogą zostać z czytelnikami na dłużej.
Dla wrażliwych dzieci książka może pewnie okazać się zbyt straszna, a według polskich wydawczyń kierowana jest do czytelników w wieku powyżej siedmiu lat. Tak naprawdę jednak ta wersja „Jasia i Małgosi” adresowana jest także do dorosłych fanów twórczości Kinga i Sendaka. Jeśli chodzi o biblioteki: kupować według uznania. Oprawa twarda, szyta, w obwolucie. Duży format. - Palominoprzez Radosław Pulkowski
Autor: Michaël Escoffier
Ilustrator: Matthieu Maudet
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom czytelniczy: BD O/I
Ta skierowana do dzieci w wieku przedszkolnym publikacja w zabawny sposób odwraca sytuację dobrze znaną z wielu domów. Prawie wszystkie dzieci w pewnym momencie życia marzą bowiem o zwierzątku domowym, zaś wiele dziewczynek – o kucyku. Bohater książki Michaëla Escoffiera i Matthieu Maudeta, kucyk Palomino, chciałby z kolei mieć dziewczynkę. Rodzice nie chcą się na to zgodzić, bo niby kto będzie ją karmił i się nią opiekował, zwłaszcza kiedy wyjadą na wakacje… Na ich decyzję nie wpływa nawet fakt, że najlepszy kolega Palomina, czyli kucyk Kolorado już ma swoją dziewczynkę (ma na imię Roxy). Kolorado pokazuje koledze, skąd można wziąć własną dziewczynkę i Palomino nawet wybiera sobie taką, która podoba mu się najbardziej, ale niestety natychmiast wpada w tarapaty. Czy fakt, że to właśnie dziewczynka imieniem Scarlett pomaga mu wyjść cało z opresji będzie miał wpływ na ostateczną decyzję rodziców? Tego już niestety mały czytelnik się nie dowie!
Publikacja Michaëla Escoffiera i Matthieu Maudeta jest krótka, prosta i zabawna, a obok głównej narracji pojawiają się w niej także dymki komiksowe. Rysunki również są bardzo proste i pod wieloma względami przypominają komiksy dla dzieci, wyglądają też trochę jakby zostały stworzone w programie Paint, choć nie wiem czy w istocie tak było – równie dobrze Matthieu Maudet mógł narysować je odręcznie. Książka z pewnością może się podobać, ale z drugiej strony chyba nie jest pozycją obowiązkową. Warto dodać, że „Palomino” to pierwsza część cyklu – dwie kolejne noszą tytuły „Zwolnij, Palomino!” i „Sto lat, Palomino!”. Oprawa twarda, szyta. - Zarzewie mrokuprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Mateusz Libera
Wydawnictwo: Replika
Trzecia powieść Mateusza Libery, porównywana do Netflixowego hitu „Stranger Things”. Skojarzenie nasuwa się od razu po zerknięciu na okładkę książki a lektura utworu pozwala dostrzec kolejne powiązania, choć należy podkreślić, że „Zarzewie mroku” ma swój niepowtarzalny i od nikogo nie skopiowany klimat. Powieść należy do literatury młodzieżowej, kierowanej do starszych nastolatków, ale może bardziej trafi do serc dorosłych czytelników, których dzieciństwo upłynęło w pierwszych latach XXI wieku. Autor miał wówczas dwa lata i nie może pamiętać tamtej rzeczywistości, ale z godną szacunku skrupulatnością i pasją odtwarza realia „nowego tysiąclecia”. Młodzieżowy slang, dawne rozrywki, takie jak kolekcjonowanie karteczek z segregatora, gra w gumę czy zbieranie tazosów, sklepowe półki albo muzyka to tylko kilka elementów świata przedstawionego, które u młodych mogą wzbudzić ciekawość a u dorosłych wywołają trochę sentymentu. Publikacja nie jest jednak nostalgiczną podróżą wstecz przez dwie dekady a pełną napięcia powieścią fantasy z elementami horroru, w którym ożywają słowiańskie legendy i straszą alternatywne światy. Historia rozpoczyna się mocnym akcentem makabrycznego zabójstwa pary nastolatków. Zbrodnia ma miejsce w lesie niedaleko małego miasteczka. Strychowice to spokojna miejscowość, w której wszyscy się znają, więc budzące trwogę wydarzenie odbija się tu szerokim echem – nie uchodzi również uwadze grupce głównych bohaterów. Miejscowe dzieciaki postanawiają dowiedzieć się czegoś więcej o zabójstwie i zbadać czy ma ono związek ze zdemolowaniem ich tajnej bazy w lesie. Mamy początek wakacji, z jednej strony letnią, leniwą aurę i pozorny marazm, z którego wyrywa nas od czasu do czasu jakieś dziwne zdarzenie, niepokojąca sytuacja, z drugiej – stale towarzyszy nam niepokój i niejasne poczucie zagrożenia. W tle majaczą życiowe problemy nastolatków, związane z ich sytuacją rodzinną bądź towarzyską. Fabularnym punktem ciężkiej wagi niewątpliwie jest pojawienie się we wspomnianej już bazie bezdomnej dziewczyny, która twierdzi, że pochodzi z przeszłości i opowiada o tajemniczej bestii, polującej w lesie. Akcja od tego momentu nabiera coraz szybszego tempa, lecz sprawy się komplikują za sprawą wątków magiczno-słowiańskich, którymi bardzo zręcznie żongluje Mateusz Libera.
Książka wciąga, czasami wręcz wbija w fotel, momentami także porusza – autor tworzy wielowymiarową opowieść z autentycznymi postaciami o przemyślanej konstrukcji. Co więcej, „Zarzewie mroku” stanowi świetną, literacką przygodę, idealne wspomnienie lata na mroczne, wrześniowe wieczory. Bardzo polecam. Oprawa twarda, klejona, barwione brzegi.
- Cześć, bestyjki!przez Katarzyna Olszewska
Autorka: Amandine Piu
Wydawnictwo: Dwukropek
Poziom: BD O
Urocza, kartonowa publikacja dla najmłodszych czytelników, którzy dopiero poznają świat i uczą się siebie. Książeczka odwołuje się do znanych dziecku sytuacji, pokazuje zwykłe czynności, elementy dnia codziennego oraz proste zabawy, zestawiając je z zachowaniami zwierząt. Mały odbiorca odkryje podczas lektury, że bawi się w kałużach zupełnie tak, jak żabka, biega jak lampart, przemieszcza się w nosidełku jak mały kangurek i skacze po trawie niczym konik polny. Nie zdradzając wszystkich zabawnych i sympatycznych porównań, podkreślę jedynie, że zastosowany przez autorkę książeczki zabieg uświadamia, że człowiek (nawet malutki) jest częścią większej całości zwanej przyrodą albo naturą. Budowanie poczucia wspólnoty ze światem, który nas otacza sprzyja pielęgnowaniu empatii i kształtowaniu wartościowych postaw proekologicznych. Prosty, lecz trafiający w punkt koncept stanowi siłę napędową całej publikacji a najsilniejszą stroną kartonówki są ilustracje, które na zasadzie kolorystycznej odwrotności i lustrzanego odbicia pięknie prezentują ideę utworu. Prosta kreska i miły dla oka dobór barw, widoczny na kolejnych rozkładówkach to elementy szczególnie zasługujące na pochwałę. Książeczka świetnie sprawdzi się podczas wspólnej lektury z dzieckiem w domowym zaciszu a także głośnego czytania z grupą młodych słuchaczy. Bardzo polecam. Oprawa twarda, klejona.
- Encyklopedia Larousse’aprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Sophie de Mullenheim
Ilustratorka: Amélie Falière
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD I/II
Ładnie wydana, bogato ilustrowana encyklopedia dla dzieci, nawiązująca do publikacji słynnego francuskiego wydawnictwa. Założyciel oficyny jest kojarzony przede wszystkim z ukazującym się od stu lat słownikiem encyklopedycznym, jednak mało kto pamięta, że początki jego działalności to podręczniki szkolne i literatura dydaktyczna, skierowana do najmłodszych czytelników. Konstrukcja książki opiera się na zapowiedzianych w tytule pytaniach i odpowiedziach. Autorka encyklopedii zadaje ich aż pięćset a odpowiada na nie skrótowo, konkretnie, ale wyczerpująco, czyniąc z publikacji prawdziwą kopalnię ciekawostek. Wiedza zaserwowana zostaje w przystępnej formie, dostosowanej do wieku odbiorcy tak, by go nie znużyć i nie przytłoczyć nadmiarem faktów. Sprzyjają temu nie tylko zabawne, kolorowe ilustracje, lecz również podział graficzny tekstu i posegregowanie zawartych w nim informacji w dziesięciu cyklach tematycznych. Mamy wśród nich i kosmos, i Ziemię, rośliny, zwierzęta oraz ciało człowieka, świat, życie codzienne, historię, sztukę a także naukę. Autorka tekstu zadaje ciekawe, intrygujące i pobudzające wyobraźnię pytania – odpowiedzi na niektóre z nich mogą naprawdę zaskoczyć, np. jakiego koloru są gwiazdy, jak umarło Morze Martwe, czy roślina może zjeść zwierzę i gdzie śpią goryle, jakie jest najniebezpieczniejsze zwierzę świata, ile lat ma najstarsze drzewo, kto „pamięta” dinozaury, ile godzin życia przesypiamy, jakim środkiem transportu w miastach przemieszcza się najwięcej ludzi czy ile litrów wody zużyjemy, kiedy odkręcimy kran na jedną minutę. Wymieniać można by o wiele więcej. Fascynująca lektura z pewnością wciągnie małego czytelnika, rozbudzi w nim ciekawość świata i zapewni doskonałą, kilkugodzinną rozrywkę. Warto włączyć tę pozycję do księgozbioru dziecięcej biblioteki. Zdecydowanie polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Jak się odstresowaćprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Joanna Zaręba Wydawnictwo RM
Książka „Jak się odstresować” stanowi dobry przykład użytecznego poradnika, w którym autorka porządkuje wiedzę na temat mechanizmów stresowych – choroby cywilizacyjnej naszych czasów. Joanna Zaręba łączy doświadczenie liderki w międzynarodowej korporacji z ciepłem i zrozumieniem coachki – tak czytamy w notce biograficznej, która w tym przypadku nie jest tylko wabikiem na odbiorców. Czytelnicy mogą być spokojni, są w naprawdę dobrych rękach i mogą wyciągnąć wnioski z tekstu, a także spróbować zmierzyć się ze stresem, w pewnym sensie stanąć z nim twarzą w twarz i zarządzić kryzysową sytuacją, przewlekłym napięciem – zwłaszcza gdy doraźne działania nie pomagają, a stres jest już odczuwany somatycznie.
Zaręba dokonuje wyraźnego podziału między zjawiskami, które człowiek może objąć kontrolą, a tymi, które leżą poza jego zasięgiem. W tym drugim wątku człowiek często pogrąża się, poddaje się kompulsywnym odruchom (zakupy, jedzenie słodyczy), po których jest ostatecznie jeszcze gorzej. Autorka zaszczepia w czytelnikach myślenie o szukaniu wsparcia psychologicznego bez poczucia wstydu, podpowiada akceptację niektórych faktów (np. wojna, susza, czy możliwa redukcja etatów w pracy), a następnie przygotowanie mentalne i czynne w razie zaistnienia/urealnienia takiej sytuacji. Warto zmniejszać ryzyko, jak również pracować z ciałem. Ten element jest obecny w ćwiczeniach sprowadzających się do konkretnie opisanych poleceń – bez elementów niebibliotecznych. Oczywiście nie można powiedzieć, że prezentowana pozycja przejdzie do kanonu poradników. Część rozwiązań, typologii, czytelnicy zainteresowani tematem mogą znać z innych książek czy podcastów. Niemniej całość zachowuje niezmiennie przystępny poziom, który sprawdzi się szczególnie jako pierwszy etap dla początkujących w zwalczaniu stresu osób. Oprawa miękka, klejona.
- Paryska sukienkaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Gabriela Feliksiak Wydawnictwo Skarpa Warszawska
W literaturze popularnej panuje moda nie tylko na co najmniej dwa punkty widzenia w narracji, ale też na łączenie historii z teraźniejszością. Dzięki temu powieść historyczna nie jest już tylko powieścią historyczną, ale też powieścią współczesną. Dobry przykład takiego pisarstwa znajdziemy w „Paryskiej sukience” Gabrieli Feliksiak (I raz na liście). Wiktor de Lamartin dziedziczy po zmarłym dziadku (Adamie de Lamartin – znanym projektancie mody) połowę majątku. To i tak bardzo dużo, ale na łożu śmierci dziadek przekazuje Wiktorowi w sumie jeszcze ważniejszą wiadomość – o wiele bardziej intrygującą niż wszystkie pieniądze świata. Wiktor ma odszukać w Warszawie Rozalię Lemańska, ponieważ druga połowa majątku została zapisana właśnie tej młodej Polce.
Rozalia planuje akurat przenosiny ze stolicy do Trzebini, rodzinnego miasteczka swojej zmarłej babci Heleny, która należała do jej zdecydowanie ulubionej osoby w rodzinie. W tym samym czasie śmierć dziadka i babci wywołuje spory zamęt w życiu jeszcze nieznających się bohaterów. Rozalia zacznie studiować pamiętniki i listy Heleny z czasów wojny. Gdy okaże się, że babcia korespondowała z Adamem, a oczom Rozalii ukaże się Wiktor, sprawy nabiorą szybkiego tempa. Skala nieprawdopodobieństw budzi lekki uśmiech, ale fikcji literackiej nie takie rzeczy się wybacza. W sumie „Paryska sukienka” jest na pewnym poziomie przyjemną w lekturze bajką, co nie oznacza, że inne odczytania są niemożliwe.
Autorka pisze jednak o dramacie wojennym, trudnych wyborach w akcji prowadzonej współcześnie, o wyrokach historii oddzielających od siebie ludzi na resztę życia. Doceniam też, że najpierw poznajemy Rozalię i Wiktora niezależnie, uzyskujemy ich charakterystykę, co początkowo nie napawa optymizmem w kontekście ewentualnego romansu/związku paryskiego dandysa z ułożoną Rozalią. Kiedy już wspólnie zgłębiają prawdę o Helenie i Adamie, zdają sobie sprawę, jak wiele o nich nie wiedzieli. Każdy człowiek pozostaje do końca zagadką – nawet dla bliskich. O tym również traktuje powieść Gabrieli Feliksik. Całość jest mocno eskapistyczna, ale nie udaje, że ma takową nie być. Lektura na pocieszenie, chwilę refleksji i zadumy. Do wyboru. Oprawa miękka, klejona.
- Młodzi’44. Powstanie Warszawskie emocjami opisaneprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Agnieszka Cubała Wydawnictwo Moje Książki Agnieszka Cubała
Jak głosi podtytuł, jest to książka o Powstaniu Warszawskim opisanym emocjami. Emocjami ludzi młodych, bo tacy przede wszystkim byli żołnierzami ulic, barykad i ruin. Mężczyzn i kobiet, często chłopców i dziewcząt. Spragnieni wolności i odwetu na okupancie czekali na wybuch zrywu jak na zbawienie, nieświadomi ostrych sporów w dowództwie Armii Krajowej, czy już należy rozpoczynać, jak również tego, jak słabe będzie ich uzbrojenie.
Mieli zdobywać je na Niemcach, ale trudno to osiągnąć idąc niemal z gołymi rękami na uzbrojonego po zęby, zaprawionego w bojach na różnych frontach przeciwnika. Już pierwszego dnia rozpętało się piekło. Jeden z oddziałów ruszył, żeby odbić lotnisko. Liczył 150 żołnierzy i został krwawo odparty. Ocalało tylko 30 powstańców. Było wśród nich trzech braci w białych, odświętnych koszulach. Dopiero co wzięli ślub, wszyscy trzej jednocześnie. Szykowali się do wesela, a trafili na pogrzeb. Własny pogrzeb, bo wszyscy trzej zginęli. Wielu zresztą szło do Powstania jak na wesele. Na przykład, Krzysztof Kamil Baczyński, tuż po zjedzeniu ulubionych pierogów z jagodami w domu teściów. Ruszył radośnie, pełen optymizmu. Trzeciego dnia zginął trafiony w głowę przez snajpera, kiedy z wieży pałacu Blanka patrzył na słoneczną panoramę Warszawy. Ale inny poeta Tadeusz Gajcy miał złe przeczucia. Nie towarzyszył mu entuzjazm, ale przygnębienie i lęk. Poległ nie od kuli, lecz od gruzów, zasypany w ruinach trafionej bombą kamienicy w połowie sierpnia. Większość walczących to ludzie niemal anonimowi, wydobyci przez autorkę z rejestrów i archiwów. Z niektórymi spędziła długie godziny na rozmowach, bo i pamiętali wiele. Skupiała się na tym co czuli, odtwarzając dzień po dniu cały, ponad dwumiesięczny okres warszawskich walk.
Entuzjazm stopniowo topniał, w zapał wkradało się zwątpienie. Przestrzenie wolności, wydarte wrogowi w pierwszych dniach, kurczyły się, płonęły w ogniu bomb i pocisków. Jedyną drogą ewakuacji pozostały kanały, bo okupując Warszawę Niemcy zlekceważyli tę cuchnącą odchodami sieć podziemnych korytarzy. Topniała również nadzieja: na pomoc aliantów, na interwencję Armii Czerwonej stojącej po drugiej stronie Wisły. Ale mimo to decyzję o kapitulacji przyjmowali z niedowierzaniem i gniewem. Niektórych przed samobójstwem powstrzymywała tylko wiara religijna, lecz byli i tacy, którzy strzelali do siebie ostatnim nabojem, przeznaczonym w założeniu dla jakiegoś Niemca.
Agnieszka Cubała opisuje zawierane przyjaźnie, rodzące się miłości, koleżeństwo i poświęcenie. Bohaterstwo codzienności, nie tylko wyrażane w walce jako takiej, ale również w gaszeniu pożarów, pielęgnowaniu rannych i chorych, zdobywaniu żywności i wody. Także wydawaniu gazetek, bo tych było bez liku, z „Biuletynem Informacyjnym” Komendy Głównej AK na czele. Każda dzielnica, nawet niektóre osiedla, drukowały dwustronicowe, a niekiedy dłuższe, publikacje, jak „Żołnierz Starego Miasta” czy „Barykada Powiśla”. Ale dobrych wiadomości było w nich niewiele, chociaż autorzy tekstów starali się zachowywać coraz bardziej sztuczny optymizm. Z przytaczanych wspomnień wyłania się również obraz niechęci, z jaką odnosiła się do powstańców część cywilnej ludności stolicy. Nic dziwnego, dla niej to była prawdziwa apokalipsa, szczególnie, że tysiące rodzin miało małe dzieci, często skazane na opiekę bezradnych i przerażonych matek, bo ojcowie poszli walczyć albo zginęli wcześniej.
A oprócz bomb, kul i pocisków był także głód, często śmiertelny. Autorka nie ocenia militarnych i historycznych skutków Powstania Warszawskiego. Pisze o emocjach jego uczestników oraz o nagle przerwanych żywotach ludzi będących kwiatem narodu. W ostatnim dniu, tuż przed wymarszem z ruin stolicy, młodziutki wówczas Janusz Kozłowski, pseudonim Pilawa, zapisał w notatniku, że zawsze będzie pamiętać z dumą, że był powstańcem. To krzepiące zdanie zamyka książkę. Jednak tuż wcześniej jego zapiski brzmią inaczej: „Warszawa została pokonana, zdobyta, zmiażdżona i puszczona z dymem. Cisza”. Polecam – ku refleksji. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Co wiedzą sowy?przez Paweł Jaskulski
Autorka: Jennifer Ackerman Wydawnictwo PWN
Jennifer Ackerman jest autorką poczytnych książek popularnonaukowych, publikuje też w czasopismach (np. „National Geographic”, „The New York Times”). W 2017 roku ukazała się w Polsce jej książka „Geniusz ptaków”. Można powiedzieć, że tym razem dalej pisze o geniuszu, ale już tylko pojedynczego wyjątkowego ptaka – sowy.
Sądzę, że wystarczy jedno spojrzenie, aby mieć duże oczekiwania od tej pozycji. Prezentuje się świetnie, do tego została wydana w PWN-ie. Przede wszystkim budzi zainteresowanie ze względu na bohaterów. Sowy fascynują, są mocno osadzone w kulturze (weźmy takie „Miasteczko Twin Peaks”), jednocześnie ciężko je badać, do czego przyczynia się nocny tryb życia i wrodzona skrytość. Tym bardziej wszystko, co wpada w ręce i dotyczy sów, staje się podwójnie ciekawe. Tak doświadczona autorka jak Ackerman nie mogła tego zepsuć.
W monograficznym ujęciu przedstawia zbiór cennych wiadomości na temat zachowania sów, ich życiu w sowiej gromadzie, sposobach komunikacji. Ackerman nie pokazuje tylko prawdy o zwierzętach, ale też prawdę o nauce, ustalaniu faktów o sowach, powołuje się m.in. na badania francuskich naukowców analizujących wokalizy puchaczy zwyczajnych, co pomaga w zrozumieniu populacji. W moim odczuciu książka „Co wiedzą sowy?” poza oficjalną kategoryzacją jako publikacja popularnonaukowa (w domyśle dla czytelników dorosłych) tak naprawdę znosi ograniczenia wiekowe i już nastolatkowie interesujący się ornitologią odnajdą u Ackerman świetny przykład takiego pisania, wykorzystującego w pełni naukowo-kulturowy potencjał samych sów. Pozycja zawiera literaturę uzupełniającą, skorowidz, źródła ilustracji. Oprawa twarda, szyta. - Droga kości. Podróż śladami Gułaguprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Ville Ropponen, Ville-Juhani Sutinen Wydawnictwo ArtRage
Autorzy, dwaj reporterzy z Finlandii, wyruszyli tropem gułagów czyli tytułową „Drogą kości”, obozów pracy przymusowej, z których wracali tylko niektórzy. Zjeździli te części współczesnej Rosji, na których zachowały się pozostałości po miejscach barbarzyństwa, odbyli podróże od Wyspy Sołowieckiej do archipelagu łagrów, przez Kanał Białomorski ku Gułagowi, od Karagandy po Kołymę. W niektórych z tych miejsc powstały muzea lub izby regionalne, utrzymywane z własnych środków osób prywatnych, często byłych więźniów, lub kapryśnych dotacji państwowych, bo władze Federacji wprawdzie oficjalnie potępiają zbrodnicze poczytania dawnych komunistycznych decydentów, ale w praktyce cenią ich imperialne zapędy, co sprawia, że polityka rozliczeniowa z czasami Związku Radzieckiego, a zwłaszcza z okresem stalinizmu, pełna jest dwulicowości.
Reporterzy rozmawiali z osobami więzionymi i pracującymi w łagrach, dotarli do zapomnianych pomników, ruin i cmentarzy, a swoje doświadczenia wpisali w kontekst historii społeczeństwa rosyjskiego, bez którego bierności, o ile nie aprobaty, niemożliwa byłaby dyktatura, zarówno ówczesna, jak i obecna. Chociaż książka Ropponena i Sutinena ukazała się w roku 2019, a więc na parę lat przez agresją Kremla na Ukrainę, to zawarta w niej diagnoza Rosji jako państwa dążącego do odbudowy swojej imperialnej pozycji jest bardzo trafna. Pierwsze łagry wprowadził Władimir Lenin, ale dopiero Stalin przekształcił je w Gułagi czyli gigantyczne zespoły obozowe, swoiste państwa w państwie, rządzące się własnymi prawami i patologiczną, więzienną moralnością. Ich rozwój rozpoczął się w okresie kolektywizacji rolnictwa, a głównym trzonem zsyłanych ludzi byli chłopi buntujący się przeciwko okradaniu ich przez państwo oraz tak zwani kułacy, ci, którzy nie buntowali się wprawdzie, ale wyróżniali się pod względem materialnym na tle wioski, posiadając przykładowo konia lub dwie krowy, co stanowiło zły przykład dla reszty lokalnej społeczności, bo władze dbały o to, żeby wszyscy byli równi pod względem biedy.
Do obozów trafiali także działacze partyjni postrzegani przez sekretarza generalnego partii komunistycznej Józefa Stalina jako prawdziwi lub rzekomi przeciwnicy jego polityki, urzędnicy państwowi na których zwalał winę za wszechobecną nędzę i w ogóle wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób narazili się reżimowi. Na przykład, za opowiedzenie dowcipu o Stalinie lub innym dostojniku można było dostać od pięciu lat wzwyż w obozie pracy. Zresztą specyfika czasów stalinowskich polegała na tym, że nie trzeba było nic robić przeciwko ustrojowi, żeby trafić do łagru na zasadzie przypadkowości, na tym polegała właśnie siła wszechobecnego terroru. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie, ani robotnik, ani dygnitarz. O ile początkowo wolno było mówić i pisać o obozach, bo z formalnego punktu widzenia redukowały osadzonych poprzez pracę, aby mogli oni wrócić do socjalistycznego społeczeństwa jako wartościowe jednostki, to okresie największej furii czystek stalinowskich, w drugiej połowie lat trzydziestych, Gułagi zostały utajnione, podobnie jak formy i rodzaje wykonywanej w nich pracy.
Ta ostatnia przestała być już wzorem, a nawet rodzajem propagandowego kultu, bo jej charakter stał się wyniszczający i śmiertelny. O żadnym wychowywaniu nie było już mowy, za to więźniowie padali jak muchy. Oczywiście, obozy pracy były tajemnicą poliszynela, ale otwarcie zaczęto o nich mówić dopiero w latach sześćdziesiątych za sprawą głośnej powieści Aleksandra Sołżenicyna. A dojście do władzy Michaiła Gorbaczowa, którego rodzina, jak również krewni żony, przeszli przez piekło Gułagów, i wdrożenie przez niego polityki opartej na głasnosti oraz pierestrojce znacznie zredukowało tego rodzaju ośrodki. Opowiada o tym jeden z ostatnich rozdziałów noszący tytuł „Koniec Gułagu i nowe życie łagru”, bo te ostatnie nadal funkcjonują, chociaż w epoce Władimira Putina nazywa się je koloniami karnymi. Duch Gułagu unosi się nad współczesną Rosją. W ludzkiej mentalności obozy spełniały pożyteczną rolę, bo miliony rąk budowały przecież i rozwijały państwo. A że ginęli z wycieńczenia, głodu i chorób to tylko przykra uboczna konsekwencja. Rozumowanie zwykłego obywatela jest takie, że władza i tak wie, co robi, więc po co ja, szary, ale dumny mieszkaniec tak ogromnego państwa, mam się do tego wtrącać? Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Lato Thomasa Mannaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Kerstin Holzer Wydawnictwo Filia
Książka opowiada o dwóch miesiącach wakacji spędzonych przez Tomasza Manna wraz z rodziną nad jeziorem Tegernsee w Bawarii. Wypoczynek ten miał miejsce od połowy lipca do połowy września 1918 roku, w kluczowym dla Niemiec momencie historycznym. Klęska militarna armii cesarza Wilhelma słusznie wydawała się bliska, tym bardziej, że sprzymierzeni Francuzi, Anglicy i Amerykanie szykowali się właśnie do nowej ofensywy, a w Monachium strajkowali robotnicy, buntowali się żołnierze, a komuniści opracowywali plan zrewoltowania Bawarii na modłę moskiewską.
A Herr Mann wraz ze swoją żoną, pięciorgiem dzieci, w tym późniejszym powieściopisarzem Klausem, guwernantką, kucharką i psem spędzali sielskie dni w wynajętej, dwupiętrowej luksusowej posiadłości nad samym brzegiem jeziora, z przystanią i łodzią, którą państwo Mannowie pływali każdego wieczora. Tomasz Mann był już wówczas znanym i cenionym pisarzem, autorem sagi rodzinnej „Buddenbrookowie”, za którą w 1929 roku otrzyma Nagrodę Nobla oraz dwóch wybitnych opowiadań, a raczej mini-powieści, „Tonio Kruegera” i „Śmierci w Wenecji”. Mannowie mieli do 1917 roku własny dom wiejski w nieodległej wiosce, ale na życzenie Tomasza sprzedali go, a pieniądze zainwestowali w obligacje wojenne. Bo Tomasz był wówczas gorącym zwolennikiem cesarza i prowadzonej przez niego wojny. Uważał, że swoje największe piękno Niemcy wyrażają właśnie w czasie walki zbrojnej. Zauroczony wybuchem wojny w 1914 roku napisał o niej pochwalną książkę „Rozważania człowieka apolitycznego”, gdzie z aprobatą przyjął zatopienie przez rodaków amerykańskiego statku pasażerskiego „Lusitania”, na którym zginęło wielu cywilów z dziećmi. Pracując nad tym dziełem, od którego wkrótce się odetnie, odłożył powieść, którą właśnie zaczął pisać. Była nią „Czarodziejska góra”. Wbrew pozornej idylli, wakacje u podnóża Alp nie były wcale łatwe.
Gospodarka kraju waliła się, panował głód, a oni sami, chociaż bogaci i ustosunkowani, nie mogli dostać mięsa. Dzieci zbierały ślimaki, które gotowano i stawiano na stole, ale nikomu nie smakowały. Kapusta była bardzo droga, przepisy zabraniały zbierania jagód na użytek własny, bo sok z nich państwo przeznaczało dla rannych i chorych. Gazety zachęcały natomiast do przyrządzania potraw z pokrzywy oraz niektórych innych polnych ziół. Tomasz był rozdrażniony, nie tylko z powodu bólu zęba. Miewał stany melancholii. Ciężko przeżywał klęski frontowe swojego kraju. Jako monarchista znajdował się w konflikcie z bratem Heinrichem, liberalnym demokratą, a także z teściową, pacyfistką. Nie mogąc znieść wakacyjnej bierności napisał książkę o swoim wiernym psie, z którym dużo spacerował. Dał się namówić na wyprawę na Hirschberg, szczyt położony na wysokości 1670 metrów nad poziomem morza, co dla wytrawnego turysty górskiego nie było wielkim wyzwaniem, ale dla niego owszem. Urodził się przecież w Lubece nad Bałtykiem i kochał morze, a góry tak sobie. Ale kiedy stanął na Hirschbergu przeszedł przemianę duchową. Wracając nad jezioro stał się innym człowiekiem, a po powrocie do Monachium zażądał od wydawcy wycofania z dystrybucji „Rozważań człowieka apolitycznego”, na co było za późno, i do gruntu zrewidował swoje poglądy na niemiecką mocarstwowość. A przede wszystkim na serio przystąpił do pisania wielkiej powieści „Czarodziejska góra”. Paradoksalnie, to nie za nią otrzymał Nobla, ale to właśnie ona przeszła do historii literatury jako jego największe dzieło.
Książka Kerstin Holzer jest rodzajem reportażu, a właściwie gawędy, o wakacjach Manna w 1918 roku. Zawiera dużo trafnych spostrzeżeń dotyczących bohatera jako człowieka i wiarygodnie ukazuje jego intelektualną i psychiczną przemianę. W sposób ciepły, przesycony humorem oraz liryzmem, przedstawia całą liczną rodzinę wielkiego pisarza, nie tylko jako jego tło, ale pewną całość, której on jest harmonijnym, chociaż zdecydowanie najważniejszym elementem. Autorka cofa się przy tym do początków wieku, kiedy Tomasz Mann kształtował się jako pisarz, tworząc nie tylko „Buddenbrooków”, ale również szereg innych powieści i esejów. Opowiadaniem „Krew Walsungów” wywołał skandal i naraził się teściowi, któremu nota bene zawdzięczał wysoki poziom materialny swój i rodziny. Teść wypłacał bowiem hojną gratyfikację finansową córce i zięciowi za każde urodzone dziecko, co sprawiało, że homoseksualista Tomasz aktywizował swoją biseksualną stronę natury i to z niezłym efektem, bo spłodził sześcioro pociech. Inna rzecz, że szczęście jako takie było w rodzinie Mannów rzadkością. Ale to już temat na inną książkę. Pozycja bardzo wartościowa. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Gdzie oczy poniosąprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Sasza Hady Ilustracje: Małgosia Piątkowska Wydawnictwo :Dwukropek
Poziom: BD O/I
Pierwszy tom cyklu „Dusia i jej świat”. Tytułowa dziewczynka mieszka z rodzicami na wsi. Jest to ciekawa decyzja autorki mieszkającej w Krakowie; ponoć z tatarskimi korzeniami. Na co dzień musi być bardzo pragmatyczna, ponieważ pracuje jako starsza scenarzystka w firmie CD PROJEKT RED. Poza tym Sasza Hady to pseudonim literacki, za którym ukrywa się Aleksandra Motyka. Stawianie w centrum rodzin mieszkających na wsi nie jest już chyba tak często spotykane w nowej literaturze dla dzieci. A tutaj po podwórku biegają kury, stoi stodoła, mama gotuje obiad, tata wraca z pracy. Trafia się nawet postać epizodyczna charakterystyczna dla dawnej wsi. Łazik Powsinoga – bo o nim mowa – zaskarbi sympatię Dusi podczas jednej tylko wizyty. Bohaterka tak jak ten ekscentryk pragnie wyruszyć w świat, zobaczyć jego bezkres. Mama z nią nie pójdzie, bo akurat gotuje wspomniany obiad. Dusia może jednak liczyć na starszego, dorosłego już kuzyna (Remka) mieszkającego nieopodal. Obydwoje wyruszają w wędrówkę po pobliskich łąkach i polach, które świetnie sprawdzają się w roli metafory całego świata. Dusia i tak zdąży się nieźle zmęczyć, a nawet zatęsknić za domem. Krótka, acz dająca do myślenia opowieść w bardzo starym stylu, co może zaskakiwać, ale i zauroczyć. U Saszy Hady czas płynie wolniej, inaczej, nietypowo jak na standardy XXI wieku. Dzięki takim lekturom dzieci mogą złapać oddech i poznać zarówno inny styl literatury, jak i inny styl życia. Oprawa miękka, klejona. - Kukang i słowo „nie”przez Paweł Jaskulski
Autorzy: Artur Gębka Ilustracje: Monika Kucharska Wydawnictwo Magiczne
Poziom: BD O
Psycholog dziecięcy Artur Gębka ma już pokaźny dorobek literacki, zasłynął „Butelką taty” (P. 10/2023), publikuje regularnie i mądrze. Prezentowana pozycja jest kolejną jego książką, którą można potraktować jako narzędzie współpracy dorosłego z dzieckiem. Warto zadbać o lekturę familijną, ponieważ nie mamy do czynienia ze zwykłą bajką na dobranoc. Sprawa jest poważna, chodzi dokładnie o naukę odmawiania. To trudna sztuka również w życiu dorosłym. Odmawiać jednak na pewno łatwiej, jeśli poćwiczy się warsztat w dzieciństwie. Ważna informacja! Gębka nie pokazuje odmowy, która prowadzi do tymczasowej wygody, ukrycia się przed światem zewnętrznym, zamknięcia na obcość i inność.
Główny bohater to kukang – niezwykły gatunek ssaka naczelnego z rodziny lorisowatych. Znamy go z mnóstwa memów, w ilości których przebija popularnych polityków. Jego duże oczy z jasnym paskiem biegnącym między nimi są nie do zapomnienia. Kukang uwielbia swoje spokojne życie. Pewnego dnia zostaje jednak całkowicie zakłócone. Do tropikalnego lasu przybywa grupa turystów (w tej roli występują ciekawskie zwierzęta), zaczepiają kukanga, łaskoczą, krzyczą. Zszokowany kukang, przewidując że na jednej wizycie się nie skończy, postanawia ukryć się w gęstwinie. Rozwiązanie skuteczne tylko doraźnie. Potrzeba czegoś więcej, potrzeba dialogu i kompromisu. Bo „zwierz, choć uroczy, nie jest do zabawy”. Łatwo odnieść tę zwierzęco-bajkową symbolikę do rzeczywistości dzieci otoczonych rodziną, męczącymi czasem znajomymi rodziny, etc. Gębka tym razem stworzył tekst rymowany – prosty i komunikatywny. Na pewno z pożytkiem dla najmłodszych czytelników. Oprawa twarda, szyta. - Rower. Dwa kółka, które zmieniły światprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Ondrej Buddeus, Jindrich Janicek Wydawnictwo Dwie Siostry
Bogato ilustrowana publikacja popularnonaukowa dla dzieci o rowerach, czyli najczęściej pierwszych pojazdach w życiu każdego człowieka. Pełna szczegółów, detali łączących zakresy wielu dziedzin, ale zawsze stawiających w centrum jednośladowy pojazd – prawdziwy król szos, dróg leśnych i polnych. Publikacja zawiera elementy historyczne, sportowe, mamy też opis reakcji ludzkiego ciała podczas jazdy rowerem. Przekrój tematów imponuje, zostaje wyznaczony przez tytuły trzech rozdziałów: 1) Rama, koła i siodełko, 2) Rower i ciało, 3) Łono natury, miasto i świat.
Zanim oczom ukaże się strona tytułowa, czeka nas nietypowy rozbieg w formie kilku ilustracji, które jak w animacji poklatkowej pokazują postać na rowerze ukazywaną w coraz większym zbliżeniu, w otoczeniu wspaniałego krajobrazu. To świetny, metaforyczny skrót całej książki, która przedstawia jazdę na rowerze i same rowery jako wielką przygodę. W sekwencji ekspozycyjnej poznajemy ponadto możliwe wyglądy rowerów, wśród których warto wyróżnić tallbike – bardzo wysoki, zazwyczaj celowo podwyższany we własnym zakresie wręcz widokowy pojazd. Potem trochę historii. Kamieniem milowym był wynalazek Niemca Karla Draisa (1785–1851) z 1817 roku. Mowa o drewnianej maszynie do biegania, pierwowzorze roweru bez hamulców i łańcucha. Odkrycie Draisa wyewoluowało w pojazd zwany drezyną – użytkowany dziś często jako atrakcja, np. w okolicach Grójca.
Nie brakuje wiedzy mechanicznej o częściach i podzespołach z kapitalną ilustracją pana z warsztatu pochylającego się nad jakimś problemem do tego stopnia, że aż lekko obsuwają mu się spodnie, odkrywając małą cząstkę wielkiej tajemnicy (s. 43). Historia, budowa i rozwój rowerowych konstrukcji stanowią oczywiście istotną część książki, ale wcale nie jedyną. W którymś momencie czytelnik orientuje się, że czyta o czymś więcej. Obok wspomnianego już wpływu jazdy na ciało pojawiają występują również zagadnienia z fizyki, ekologii transportu (z przykładem Amsterdamu – rowerowej stolicy świata) i poczucia specyficznej wolności odczuwanej tylko na rowerze. Stronice są wypełnione bogatą w treści opowieścią dynamizowaną przez mądrze rozmieszczane ilustracje. Podczas lektury można odczuć lekkość karbonowej ramy. Jest naprawdę komfortowo, interdyscyplinarnie i rzeczowo. Oprawa twarda, szyta. - Uważność. Mindfulness i bliskość w relacjachprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Margie Ulbrick Richard Chambers Wydawnictwo RM
Autorzy poradnika to fachowcy w temacie uważności. Margie Ulbrick jest certyfikowaną terapeutką relacji, dr Richard Chambers psychologiem klinicznym, trenerem kadr kierowniczych. Tekst stworzyli w oparciu wiedzę, doświadczenia zawodowe oraz zapoznane historie ludzi, którzy mieli problem z uważnością przed pozytywną zmianą w życiu. Ba, nawet nie zastanawiali się nad istnieniem i sensem takiego pojęcia. Ale szukali pomocy, bo zbyt często odpływali myślami w przeszłość lub przyszłość, zapominając o teraźniejszości, pełni ludzkiego doświadczenia tu i teraz.
Książka składa się z pięciu rozdziałów, wachlarz tematyczny wypada więc dość szeroko, zapewniając dostateczną dawkę wiedzy zarówno w zakresie życia zawodowego, jak i osobistego. Co ważne, punkt wyjścia – jak gdyby obowiązkowy punkt programu – polega na spojrzeniu w głąb siebie. Autorzy przypominają czytelnikowi, że człowiek ma wnętrze i może swobodnie nim operować ku chwale ogólnego dobrostanu ciała i ducha. Jeśli uporządkujemy siebie, swój oddech, zaczniemy medytować (wiele tu zachęt do medytacji), możemy podążać dalej, do innych ludzi (bliskich i dalekich, ale z tymi drugimi mogą nas przecież łączyć ważne relacje służbowe). Spokojna praca z tekstem może skutkować pracą nad sobą, pozytywną regulacją emocji, komunikowaniem się z resztą świata na zdrowych zasadach bez uciekania się do manipulacji. Nie oznacza to, że autorzy coś zatajają. Wcale nie.
Piszą też o konieczności konfliktów, sporów, wystąpienia odmiennych zdań. Nawet jednak sporne sytuacje można rozstrzygać uczciwie. Uczciwa kłótnia. Owszem, właśnie takie pojęcie napotkamy w książce. Warto zwrócić uwagę (tak a propos uważności) na ćwiczenia – bez elementów niebibliotecznych. Mają one strukturę poleceń do wykonania, zaobserwowania, chłonięcia ważnego, ale łatwego do przeoczenia momentu. Np. „Rozejrzyj się i zauważ, co jest najprzyjemniejsze w sytuacji, w jakiej znajdujesz się w tej chwili”. „Jeśli skupiamy się na czymś przyjemnym przez 10 sekund albo dłużej, to doświadczenie zostaje zapisane w naszym układzie nerwowym. Wówczas mamy większą szansę dostrzec kolejne pozytywne doświadczenia (…). W ten sposób dosłownie przeprogramowujemy nasz mózg na przyswajanie szczęścia”. Pozycja zawiera przypisy końcowe i bibliografię. Polecam zainteresowanym. Oprawa miękka, klejona.
- W gąszczu kłamstwprzez Paweł Jaskulski
Autor: Tommaso Pagano Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Sycylijski kryminał autorstwa włoskiego prokuratora i pisarza Tommaso Pagano. Oficyna Literacka Noir Sur Blanc słynie z eleganckich powieści kryminalnych, bardziej stonowanych od większości przykładów tego gatunku literackiego na polskim rynku książki, co nie oznacza, że nie mają one oczekiwanego stopnia intensywności, zagłębienia się w – oprócz śledztwa – sprawy społeczne często na granicy prawa. Novum powieści stanowi punkt wyjścia, który polega na wznowieniu śledztwa w sprawie śmierci komisarz policji Anny Musumeci. Oficjalna wersja mówi o samobójstwie.
Mija od niego właśnie dziesięć okrągłych lat. Syn Anny (Tommaso – imię otrzymał na cześć dziadka) ma teraz trzynaście lat. Poruszy niebo i ziemię, aby jakimś cudem wyjaśnić zagadkę śmierci matki. Może liczyć na pomoc dziadka. Ich relacja będzie jednym z piękniejszych wątków pobocznych. Młody Tommaso wysyła między innymi anonimowe listy adresowane do byłego współpracownika Anny – zastępcy komisarza policji, Vito Prestii. Śledztwo zostaje na nowo otwarte. Są poszlaki wskazujące na to, że samobójstwo jest dla wielu (także dla skorumpowanych policjantów) wygodnym wyjściem, zapobiega krytycznej sytuacji. Stąd już tylko krok do tematów takich jak mafia. Autor gra wszystkimi kartami niezbędnymi do zaistnienia kryminału, ale warstwa psychologiczna jest naprawdę takoż zaawansowana i widać, że bardziej pociąga Pagano. Być może to sprawia, że powieść wydaje się świeża i wyróżniająca na rynku. Prowadzi też do nieoczywistych rozwiązań akcji. Oprawa miękka, klejona. - Bestiariuszprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Tania Malarczuk Wydawnictwo Warsztaty Kultury
Chyba można powiedzieć, że Ukraina nam spowszedniała. Nie ulega wątpliwości – bez wchodzenia w szczegóły związane z wojną, migracją (tą zarobkową i tą przymusową po wybuchu wojny) – że jesteśmy w momencie, który wymusza nowe spojrzenie na południowowschodniego sąsiada. Takie spojrzenie za pomocą literatury pięknej wydaje się jednym z ciekawszych, pokojowych rozwiązań. Dzięki „Bestiariuszowi” Tani Malarczuk możemy poznać ukraińską codzienność na długo przed wojną, bo oryginał ukazał się w 2009 roku. Do tego mamy niepowtarzalną okazję do obcowania z literackim zaklęciem, ponieważ autorka wszystko filtruje przez nawiązującą do średniowiecza formułę tytułowego „Bestiariusza”.
Alegoryczne opowiadania o kurze, psie, meduzie, szczurze, wronie, ślimaku, świni, zającu, pumie i motylu ukrywają wiele ludzkich znaczeń. Malarczuk w otwarty sposób posługuje się tym kamuflażem. Żadnego z tych zwierząt tak naprawdę w sensie fizycznym nie spotkamy (również pumy; jakże aktualny z polskiej perspektywy wątek). Są one surrealistyczno-groteskowym narzędziem do opowiadania na temat ludzi zmarginalizowanych, maluczkich. Takich, którymi zainteresowaliby się Jezus i św. Franciszek, gdyby przypadkiem przechodzili. Na takie szczęście prawdziwi bohaterowie „Bestiariusza” liczyć nie mogą. Pisarka przedstawia ich w krzywym zwierciadle, ale z czułością. Są wykolejeńcami, posprzeczani z sobą i społeczeństwem, ale dają się lubić, wyzwalają w odbiorcy empatię jak Kapitolina (z pierwszego opowiadania), która „nie przeczytała zbyt wielu książek”.
Nie wszyscy muszą czytać. Wystarczy, że sami w odpowiedniej książce wystąpią lub przynajmniej będą wzmiankowani. Malarczuk upomina się o potrzebujących – niekoniecznie w najbardziej potocznym rozumieniu tego słowa. Najczęściej stoi za tym nie potrzeba materialna, ale potrzeba ducha wynikająca z tęsknoty za uczuciem i wyjściem z samotności (np. „Szczur”). Ten poczet ekscentryków naprawdę dobrze się czyta. Tania Malarczuk (rocznik 1983) ukończyła filologię ukraińską na Podkarpackim Uniwersytecie Narodowym im. Wasyla Stefanyka. Ma już spory dorobek literacki, w Polsce wydano również jej powieść „Zapomnienie” (2019; Wydawnictwo Warstwy; Książka Roku BBC) oraz zbiór opowiadań „Jak zostałam świętą” (2024; podobnie jak „Bestiariusz” wydany przez Warsztaty Kultury). Warto śledzić karierę tej pisarki. Oprawa miękka, klejona. - Tajemnica Wenusprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Sonia Lleonart Dormua Wydawnictwo Znak Koncept
Intryga tej fascynującej powieści rozgrywa się wokół poszukiwań zaginionego obrazu Sandro Botticellego. Szukają go profesor Domenico Belletti z Galerii Uffizi, jeden z najlepszych specjalistów w zakresie konserwacji renesansowych obrazów, oraz hrabia Arnaldo Verini, potomek starego rodu florenckiego. Obaj panowie serdecznie się nie znoszą, ale łączą siły, żeby osiągnąć swój cel. Niezbędna jest im do tego pewna młoda historyczka sztuki, Carla, Włoszka pracująca w jednym z muzeów w Barcelonie. Praca nie jest satysfakcjonująca, bo jej przełożona, zawistna, przemądrzała i bezczelna osóbka w mocno średnim wieku, ciągle ją kontrolowała i przydzieliła do wykonywania mało ważnych zadań. Zagrożona zwolnieniem, z radością przyjęła przesłaną z Florencji propozycję pracy w Uffizi pod kierunkiem Belletiego, którego znała sprzed kilku lat, gdy odbywała naukowy staż pod jego kierunkiem.
Zauroczona nowym miejscem pracy i znakomitymi warunkami jakie stworzył jej profesor, przystępuje do swoich obowiązków polegających na przygotowaniu wystawy dzieł Botticellego, nietypowej, bo złożonej z jego mniej znanych obrazów. Trzeba je wypożyczyć z różnych instytucji we Włoszech i nie tylko, a niektóre odszukać. Szczególnie jeden, do czego Carla przymierza się z detektywistyczną ambicją. W Galerii poznaje nobliwego starszego pana, posiadającego ogromną wiedzę na temat artystycznego dorobku florenckiego mistrza. Jest nim hrabia Verini. On oraz Belletti uważnie obserwują Carlę i jej działania, bo przypomina im kogoś z przeszłości, od dawna nieżyjącego, powiązanego z tajemnicą tytułowej Wenus. Akcja debiutanckiej powieści katalońskiej autorki rozgrywa się w różnych miejscach i o różnym czasie. Miejscami są Florencja, Barcelona, Genua, San Gimignano, Mediolan, Rzym oraz Madryt, a czasem lata współczesne, a konkretnie rok 2023, także rok 1970 oraz – a właściwie przede wszystkim – 1475, kiedy Sandro Botticelli maluje piękną arystokratkę z rodu Vespuccich, Simonettę. Malarz właśnie zdobył sławę i poważanie obrazem „Pokłon Trzech Króli”, którym nadał rysy twarzy wpływowych, chociaż niekoniecznie godnych utrwalenia na płótnie, i to w kontekście Narodzin, florenckich możnowładców. Teraz jeden z nich, Julian Medyceusz, składa mu propozycję nie do odrzucenia: ma namalować portret Simonetty, co łamie ówczesne zasady moralne, gdyż jest ona mężatką. Ale nie takie zakazy łamał przecież w historii potężny ród Mediccich.
Mistrz Sandro zgadza się, nie wiedząc, że Julian ma w tym swój perfidny cel. Malując, przekonuje się, że wykonując zlecenie i tworząc artystyczne arcydzieło, zapuszcza się w uczuciowe sfery, do których jako ubogi artysta nie tylko nie ma prawa, ale mogą się one bardzo źle dla niego skończyć. Dowiaduje się także o rzeczach, o których wolałby nie wiedzieć, a które mogą zniszczyć ród Medyceuszy, a wraz z nimi całą Florencję. To ostatnie ostrzeżenie wyraża na łożu śmierci wobec ojca Sorvino, duchownego z Kościoła Ognissanti, któremu zleca w ostatniej woli przekazanie listu synowi Simonetty, kiedy osiągnie on dojrzałość. A także pewnego obrazu. Scena ta, rozgrywająca się 17 maja 1510 roku, wypełnia pierwszy rozdział książki, której fabuła skacze z rozdziału na rozdziału o jakieś pięćset lat.
Początkowo to nawet nieco irytuje, ale później wciąga, bo składa się na stopniowo ujawnianą tajemnicę bohaterów opowieści, rozdzielonych wprawdzie setkami lat, ale wydającymi się figurami ponadczasowymi. No i poprowadzenie akcji niejako od końca także ma swój udział w budowaniu napięcia. Sensacyjność tej powieści nie polega na szybkiej akcji oraz mnożeniu zapierających dech w piersiach wydarzeń. Fabuła toczy się powoli, a intryga rozwija się w atmosferze spokoju i liryzmu, bo nastrojowość obrazów Botticellego i w ogóle renesansowej kultury udziela się bohaterom. A także czytelnikowi. Co prawda ów spokój i liryzm co jakiś czas ujawniają swoje podskórne napięcie, co nadaje temu thrillerowi nową jakość, bliską podtekstom, znakom i szyfrom zawartym w niektórych obrazach mistrzów pędzla epoki Medyceuszów. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz - Pensjonat pod Tańczącymi Gwiazdamiprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Urszula Gajdowska Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Urszula Gajdowska to pisarka szukająca połączeń między gatunkami literackimi. W „Pensjonacie pod Tańczącymi Ogniami” nie jest inaczej. Synkretyzm gatunkowy zbiera wątki obyczajowe, kryminalne i miłosne w jedno. To ciekawa kompozycja, nic tu się nie wyklucza, a mimo momentów grozy, cierpienia niektórych postaci, nad całością unosi się jakaś lekkość. Jednocześnie nie ma nudy. W powieści siłą rzeczy dzieje się dużo. W sumie wszystko za sprawą Emilii, absolwentki psychologii, która obecnie zajmuje się pisaniem książek o lokalnych legendach. Do tego pracuje w biurze detektywistycznym. Jej wizyta w tytułowym pensjonacie – uroczo położonym na skraju Puszczy Knyszyńskiej – łączy się bezpośrednio ze sprawą zaginionego męża właścicielki, niejakiego Wawrzyńca Potockiego. Emilia dostała zlecenie wyjaśnienia tej zagadki.
Na miejscu, żeby zapewnić sobie większą skuteczność, działa pod przykrywką zatrudnionej jako pomocy w przygotowaniach pensjonatu do sezonu, który będzie pierwszym po kilku latach przerwy. Emilia przy okazji zasięga języka w sprawie tutejszych legend, realizuje więc swoje pasje, ale czyni to jedynie w wolnych chwilach, których wcale nie będzie tak wiele. Oto bowiem w okolicy dochodzi do serii podpaleń, aktów wandalizmu, a nawet do znęcania się nad zwierzętami. Podejrzenia padają na nastoletniego Natana wychowywanego przez bogatego wujka. Ten wątek może zmrozić krew w żyłach dzięki kontrastowi do idyllicznych, baśniowych fragmentów wynikających wprost z miejsca akcji. Z kolei postać Piotra, byłego policjanta i byłego Emilii, wprowadzi do powieści ducha miłości. Bo duch puszczy jest w niej od początku. Oprawa miękka, klejona. - Louis Vuitton. Opowieść o wielkim marzeniuprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Eva-Maria Bast Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Jest to powieść o życiu dziewiętnastowiecznego przedsiębiorcy i projektanta Louisa Vuittona, którego wyroby wyznaczyły nowe trendy francuskiej, a co za tym idzie, światowej mody. Wsławił się innowacyjnością w wypuszczaniu na rynek nowoczesnych kufrów na bagaż podróżny, eleganckich, wytworzonych z lekkiego materiału trianon, płaskich. Ta ostatnia cecha pozwalała na ich piętrowe układanie, czego nie posiadały kufry poprzednie, wypukłe, ciężkie nawet bez zawartości. Z czasem w miejsce swojego firmowego sklepu powołał dom mody pod znakiem firmowym LV, będącym dzisiaj wyznacznikiem najwyższej marki wyrobów luksusowych, rozszerzając ofertę o torebki, obuwie, zegarki czy biżuterię. Wynalazł także pierwsze skrzynie stawiane pionowo. Jego innowacyjność objawiła się również w kolorystycznych wzorach, w jakie zaopatrywał swoje wyroby, a były one pionierskie w stosunku do współczesnego wzornictwa przemysłowego, oparte na beżowo-czerwonej tkaninie w paski, a następnie na tkaninie w paski jasne i ciemne, w końcu na ciemnych i jasnych kwadracikach szachownicy.
Bohatera poznajemy w 1835 roku w małej górskiej wiosce rodzinnej we wschodniej Francji, gdzie po śmierci matki mieszka z rodzeństwem, ojcem i macochą. Nowa pani domu, egoistyczna, władcza i bezwzględna, daje się wszystkim we znaki traktując dzieci swojego męża jak niewolników. 13-letni Louis ucieka z domu i przez dwa lata podąża do Paryża, po drodze dorywczo pracując i sypiając pod różnymi dachami. Rozwija swoje wrodzone zdolności manualne i kształci odporność na trudy, mając we wspomnieniu błogosławieństwo umierającej matki, mówiącej mu w ostatnich słowach, że jego przeznaczeniem jest osiągnięcie wybitnej pozycji. W Paryżu, krok po kroku, buduje swoją zawodową wartość, żeni się z Emilią Parriaux, a ich jedyny syn, Georges, po śmierci ojca owocnie rozwinie rodzinny interes. Losy Louisa ukazuje autorka na tle ważnych okresów w dziejach Francji, co prawda raczej tylko zarysowanych niż zawartych w rozwiniętych i pogłębionych opisach.
Są nimi zwłaszcza wojna francusko-pruska oraz będąca następstwem haniebnej – jak uważali niektórzy – przegranej Francji upiorna Komuna Paryska, wyniszczająca i krwawa wojna domowa, aczkolwiek ograniczona do granic samej stolicy. Kataklizmy zbrojne stały się największym wyzwaniem dla bytu rodziny Vuitton, której groziło bankructwo, bo w odizolowanej od reszty kraju piekielnej codzienności pozbawieni normalnej żywności ludzie jedni koninę, szczury, koty, psy, a nawet mięso zabitego w ogrodzie zoologicznym słonia. W takiej sytuacji trudno liczyć na klientelę wyrobów luksusowych, ale rodzina przetrwała. Opowieść kończy się pełnymi optymizmu słowami Louisa do rodziny: „Miłość zawsze ostatecznie zwycięża”. Zanim bohater zmarł w 1892 roku, spełnił swoje marzenie, jakim było otwarcie oddziału rodzinnego domu mody w Londynie. Książkę czyta się dobrze, ma lekki styl i dużo dialogów. Autorka rozpisała ją na 54 niezbyt długie rozdziały. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz - Gdy odnajdziemy drogęprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Laura Barrow Wydawnictwo Literackie
Laura Barrow robi niezłą karierę literacką. Rozgłos przyniósł jej powszechnie dobrze przyjęty debiut prozatorski „Gdy powrócą kanarki” (P. 16/2025). Nie wygląda na to, żeby autorka obniżyła loty. Prezentowana pozycja powinna przysporzyć pisarce nowych fanów; zwłaszcza ceniących twórcze poszukiwania w literaturze obyczajowej. Pisząc najprościej, „Gdy odnajdziesz drogę” jest powieścią bardzo życiową, o życiu jako takim traktuje wraz z plusami i minusami samego faktu, że żyjemy. Brzmi mało zachęcająco, prawda? Ale jak to jest zrobione, to już inna rzecz. Barrow zrealizowała w fabule ciekawe pomysły. Główna bohaterka (Effie – matka trójki dzieci) po odejściu męża do dużo młodszej kochanki decyduje się na intrygujący ruch.
Mianowicie, ukojenie w bólu ma przynieść operacja plastyczna. Zabieg upiększający nie przebiega jednak normalnie. W jego trakcie Effie przeżywa coś zbliżonego do stanu śmierci klinicznej, ma wizję, w czasie której widzi nieżyjącą artystkę country Patsy Cline wypowiadającą następujące słowa: „Czas zrobić to, co należy”. Okazuje się, że babcia Effie (Lola) w młodości była wielką fanką tej piosenkarki, a nawet pisała do niej listy. Mamy więc element metafizyczny, który wynosi to, co spotkało Effie ponad standardową sytuację. Warto od razu dodać, że czytelnik otrzymuje dostęp do owych listów. Lola pisywała je również po śmierci Patsy Cline (ta zginęła w katastrofie lotniczej 5 marca 1963 roku). Życiorysy babci i wnuczki mają więcej wspólnego niż można byłoby się spodziewać, są zbieżne, przecinają się w miejscu niektórych życiowych wyborów. Effie wstaje z kolan, podejmuje próbę przejęcia ponownej kontroli nad własnym życiem. „Gdy odnajdziemy drogę” na poziomie sensu jest powieścią jakich wiele, ale pod względem formy na pewno uwzniośla prozę obyczajową, ożywia ją. Użyteczność biblioteczną książki wzmacniają bardzo dobre – umieszczone na końcu – materiały dla klubów książki: pytania i tematy do dyskusji, a także zadania pisarskie. Oprawa miękka, klejona. - Utracony kompas. O europejskiej lewicyprzez Paweł Jaskulski
Autor: Arturt Troost Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Autor omawia zagadnienia związane z Unią Europejską z perspektywy lewicowej. Jego zdaniem czas najwyższy, aby dokonać tego rodzaju konfrontacji, gdyż organizacja ta ma w gruncie rzeczy charakter neoliberalny i o wiele większym stopniu przykłada wagę do afirmowania interesów wielkiego biznesu niż wspomagania ludzi pracujących na rzecz tegoż kapitału. Zastosowanie takiego klucza jest sporym wyzwaniem, tym bardziej, że większość respondentów różnego rodzaju ankiet dotyczących UE nie ma tak naprawdę swojej stałej opinii w tym temacie.
Owszem, prawica ciska gromy i demonizuje Brukselę, ale przeciętny obywatel sam nie wie, co jest w Unii dobre, a co złe. Pewne posunięcia mu się podobają, inne nie. Europa daje pieniądze na infrastrukturę – bardzo dobrze, ale czy w zamian nie za bardzo wtrąca się do naszego wewnętrznego, polskiego życia, dyktując nam co wolno, a czego nie? Poglądy na ten temat są chwiejne, a nawet zmienne. Bywa, że dawni euroentuzjaści, stają się eurosceptykami, i odwrotnie. Artur Troost spogląda na zjawisko Unii Europejskiej przede wszystkich z perspektywy lewicy krajów określanych jako „Stara Europa”, głównie Francji, Niemiec i Włoch. Integracja społeczeństw naszego kontynentu leżała w sferze zainteresowania organizacji lewicowych od Wielkiej Rewolucji Francuskiej, kiedy niektórzy myśliciele szkicowali wizje Europy jako pokojowego związku bratnich republik, a w drugiej połowie XIX wieku ich poglądy rozwinęli socjaliści i radykalni demokraci. Włoch Giuseppe Mazzini pisał o przyszłej Europie jako republikańskiej federacji, natomiast Francuz Wiktor Hugo głosił potrzebę utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Próbę wcielania w życia koncepcji integrujących społeczeństwa podjęto po zakończeniu II wojny światowej, kiedy powołano Europejską Wspólnotę Gospodarczą, będącą podstawą późniejszej UE.
Autor omawia elementy działania unijnej machiny, zajmując się zarówno tymi popieranymi przez lewicę, jak i przez nią krytykowanymi. Wszystkie „za” i „przeciw” przedstawia z naukowym dystansem, posługując się politologicznym aparatem badawczym. Jednym z najciekawszych omawianych problemów jest analiza argumentów, czy UE ma stać się jedną wielką Republiką Europejską, pod hasłem „Precz z Europą ojczyzn!”, czy może spełnieniem najgorszych prognoz prawicy czyli nowym tworem totalitarnym w rodzaju Socjalistycznego Związku Republik Europejskich? Z jednej strony przytacza poglądy na rzecz kontynentu miodem i mlekiem płynącego po tym, jak integracja społeczeństw stanie się na tyle silna, że zatarciu ulegną wszelkie różnice narodowe, a nawet powstanie jeden światowy rząd rodzaju ludzkiego – nadmienię, że Troost nie kryje sceptycyzmu i dostrzega utopijność wielu propozycji ładnie prezentujących się na papierze.
Z drugiej strony prezentuje punkty widzenia tych, którzy uważają, ze Unia jest sojuszem imperialistycznych państw kapitalistycznych służącym wyłącznie interesom korporacji i wielkich monopoli. Co ciekawe, bardzo radykalne stanowisko zajmują w tym temacie greccy komuniści, uważający, że UE powinna zostać zniszczona, bo jej wszelkie propozycje i działania na rzecz rzekomego wspierania rozwiązań socjalnych są tylko mydleniem oczu i niczym innym jak założeniem imperialistyczno-kapitalistycznemu molochowi fałszywej, jakoby ludzkiej, maski. Autor pyta jednak: no dobrze, ale jeśli nie UE, co w zamian? I jest to faktyczna puenta tej książki. Od siebie dodam, że Winston Churchill zajął kiedyś stanowisko wobec krytyki ustroju demokratycznego, mówiąc, że doskonale zdaje sobie sprawę, jak wadliwy i zawodny jest to system, ale wie również, iż jak dotąd nie wynaleziono niczego lepszego. Dla zainteresowanych tematem. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Polacy. Opowieści niepoprawne politycznie VIIprzez Paweł Jaskulski
Autor: Piotr Zychowicz Dom Wydawniczy Rebis
Jest to kolejny tom z wydawanego od wielu lat niepoprawnego politycznie cyklu znanego dziennikarza specjalizującego się w publicystyce historycznej. Jest on szczególnie dla nas ważny, gdyż dotyczący naszego narodu, a poprzednie poświęcił autor – między innymi – Niemcom, Ukraińcom, Sowietom i Żydom. Zychowicza, jak twierdzi, interesuje historia realna, stojąca w opozycji do polityki historycznej, uprawianej w czasach PRL, a następnie w III Rzeczypospolitej. Zmieniły się tylko niektóre treści i symbole. Kult Armii Ludowej i Batalionów Chłopskich zastąpiono kultem Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych; Bieruta-Piłsudskim, marszałka Rolę-Żymierskiego – generałem Borem-Komorowskim. Piewców i zwolenników polityki historycznej nazywa Zychowicz arcykapłanami dogmatów, reagujących zaciekłą agresją wobec każdego, kto ma inne zdanie. Elementami tej agresji są oskarżenia o pracę na rzecz obcych mocarstw, typu Rosja, Niemcy lub Izrael oraz zaprzaństwo narodowe.
To ostatnie wyraża się najczęściej w postaci kalania własnego gniazda poprzez podważanie polityczno-historycznych dogmatów, za czym stoją osoby kierujące się – zdaniem owych koryfeuszy – nędznymi i przyziemnymi potrzebami, z chęcią zrobienia kariery za wszelką cenę na czele. Z kolei celem autora jest dotarcie do obiektywnej prawdy i wyjaśnienie tego, co naprawdę się wydarzyło. Innymi słowy, odbrązowienie faktów oraz osób. Książkę „Polacy” pisze zgodnie z założeniem, że w naszym narodzie, tak jak w każdym innym, byli bohaterowie i tchórze, ludzie podli i wzniośli, mądrzy i głupi, uczciwi i wiarołomni, szczerzy i zakłamani, szlachetni i nędzni. Przenosząc to na okres ostatniej wojny, byli tacy co ratowali Żydów oraz tacy, którzy ich wydawali w ręce gestapo; byli partyzanci walczący z poświęceniem w swoich leśnych oddziałach, podczas gdy inni popełniali zbrodnie wojenne. To samo dotyczy decyzji politycznych, konstruktywnych lub fatalnych, podejmowanych na różnych szczeblach władzy w różnych okresach historycznych.
Książka składa się z artykułów i wywiadów opublikowanych przez autora na łamach gazet i czasopism typu „Rzeczpospolita” „Do Rzeczy” czy „Historia Realna”. Są także teksty wcześniej nie publikowane. Wśród rozmówców Zychowicza znajdują się historycy, politycy i weterani wojenni, na przykład uczestnicy Powstania Warszawskiego. Jest między innymi prof. Paweł Wieczorkiewicz, prof. Sławomir Cenckiewicz, dr George Friedmann, Adam Zamoyski czy Radosław Sikorski, przy czym ten ostatni wypowiada się na temat udziału polskich najemników po stronie mudżahedinów w wojnie sowiecko-afgańskiej. A w całej książce Zychowicz zagłębia się w tajemnice okupacji Moskwy przez polskie wojska na początku XVII wieku, zagląda za kulisy bitwy pod Lenino, bada decyzje o przedwczesnym wybuchu Powstania Warszawskiego, szuka przyczyn nie udzielenia nam pomocy militarnej przez Anglię na początku II wojny światowej oraz porzucenia nas u jej schyłku, porusza temat Polaków służących w Waffen-SS.
Zajmuje się również katastrofami lotniczymi i morskimi w PRL-u oraz maniakami martyrologii, uparcie podtrzymującymi mit 6 milionowych polskich strat osobowych w czasie ostatniej wojny. Dzisiaj już wiemy, że połowę tej liczby stanowili Żydzi, a wymyślił ją i wrzucił do propagandowego obiegu nie kto inny jak stalinowski aparatczyk Jakub Berman. Publikacja zawiera wstawkę zdjęć kolorowych i czarno-białych ukazujących – przykładowo – ministra Józefa Becka i lorda Halifaksa ściskających sobie dłonie w Londynie w kwietniu 1939 roku, bombowiec Heinkel III zrzucający bomby na Warszawę, ambasadora ZSRR w Wielkiej Brytanii Iwana Majskiego stojącego na tle ogromnego portretu Stalina w budynku ambasady, generała Sikorskiego uczestniczącego w lunchu wydanym przez tegoż Majskiego przy kawiorze i szampanie w Ogrodzie Zimowym sowieckiej ambasady w Londynie z udziałem m.in. Winstona Churchilla. Jest także mało znane zdjęcie delegacji amerykańskiej piechoty morskiej uczestniczącej w uroczystości pożegnania ciał członków reprezentacji bokserskiej USA, która zginęła w katastrofie samolotu Ił-62 Mikołaj Kopernik, rozbitego na Okęciu podczas podchodzenia do lądowania w marcu 1980 roku. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Podglądałem twoją żonę. Z notatnika prywatnego detektywaprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Anna Sobolewska, Paweł Boguszewski Wydawnictwo RM
Są to opowieści z życia wzięte, a konkretnie z pracy polskiego prywatnego detektywa, Pawła Boguszewskiego, współautora książki. Napisał ją wspólnie z siostrą Anną Sobolewską, publicystką. Treścią relacjonowanych historii są ludzkie dramaty, na które nie poradzi psychoterapeuta, ani prawnik, ani policjant. Ale może pomóc detektyw, dysponujący czasem, odwagą, wytrwałością w dążeniu do celu oraz nowoczesnym sprzętem do fotografowania, nagrywania, jak i wykrywania podsłuchów, ukrytych kamer wielkości guzika, a także analizowania zdjęć. Publikacja zawiera czternaście spraw rozwiązanych przez Boguszewskiego, a następnie opisanych w formie reportażu relacjonowanego przez narratora, którym jest sam detektyw. Po niewielkich przeróbkach i rozwinięciach każda z tych historii mogłaby stać się kanwą utworu literackiego, a nawet fabularyzowanego serialu dokumentalnego typu „Ukryta prawda” lub „Detektywi”. Nie wszystkie rozgrywają się wokół tytułu, prowokacyjnie brzmiącego „Podglądałem twoją żonę”.
Owszem, autor przyjmował zlecenia polegające na udowodnieniu zdrady małżeńskiej, zarówno ze strony żony, jak i męża, ale większość reportaży dotyczy spraw bardziej złożonych. Na przykład, negatywny bohater jednego z nich, Marek, prowadził podwójne życie i chciał rozwodu, ale z winy Bogu ducha winnej żony, Alicji. W tym celu wmawiał żonie, że ma ona romans, do którego nie chce się przyznać, że zapomina o tym co robiła i w ogóle jest niestabilna emocjonalnie. A nawet, że ma halucynacje i urojenia. Ci, z czytelników, którzy znają film oraz spektakl „Gasnący płomień”, oparty na sztuce Patricka Hamiltona, wiedzą, jak perfidny może okazać się mąż czy partner sączący w umysł drugiej osoby przekonanie o jej mocno zaburzonej psychice. Ma to nawet termin medyczny „gaslighting”, bo w angielskim oryginale sztuka Hamiltona, której akcja rozgrywała się w Londynie w epoce wiktoriańskiej, nosiła tytuł „Gaslight” czyli po prostu „Światło gazowe”.
Paweł Boguszewski pomógł klientce demaskując sprawcę wraz z jego perfidnymi metodami i przekazując sprawę policji. Inna opowieść dotyczyła młodej kobiety mieszkającej w bloku w wynajmowanym mieszkaniu wraz z córeczką. Dramat kobiety polegał na tym, że przychodziły do niej pisma z różnych banków żądające spłaty kredytów, których nigdy nie zaciągnęła. Wydzwaniali do niej pracownicy bankowi, nachodzili windykatorzy. Po dokładnym wypytaniu poszkodowanej przez detektywa, okazało się, że jej częstym gościem jest sąsiadka z naprzeciwka, kobieta w jej wieku, również z małą córką. Sąsiadka tak sprytnie omotała poszkodowaną swoją rzekomą życzliwością, że ta w pełni jej zaufała i pozwalała opiekować się swoją córeczką we własnym mieszkaniu, kiedy sama była w pracy. W tym czasie perfidna kobieta włamywała się do jej komputera i posługując się danymi personalnymi ofiary oraz podrabiając jej podpis elektroniczny zaciągała kredyty, z których sama korzystała.
Detektyw zdemaskował ją instalując w mieszkaniu klientki utajniony monitoring oraz aparaturę rejestrującą pracę komputera. Była jeszcze sprawa oszusta matrymonialnego, współczesnego „Tulipana” żyjącego na koszt bogatych i przedsiębiorczych pań, a także kandydata na wójta, którego ktoś zastraszał przysyłając mailowe oraz listowne groźby, ale te oraz inne historie pozostawiam już czytelnikom do obowiązkowej lektury. Bo książka o sprawach prowadzonych przez detektywa Boguszewskiego jest wglądem w życie toczące się wokół nas, z którego każdy może wydobyć elementy przestrogi, aby uniknąć tego co spotkało bohaterów tych opowieści, albo jak poradzić sobie, gdyby znalazł się na ich miejscu. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Roman Polański Nie biec! Iść! Ryszard Polański Listy do synaprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Roman Polański, Ryszard Polański Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria
Książka ma dwóch autorów i składa się z dwóch części. Na pierwszą składają się wspomnienia z czasów wojny Romana Polańskiego, światowej sławy reżysera filmowego urodzonego w Paryżu jako Raymond Thierry Liebling, syn Mojżesza Lieblinga. Rodzice byli polskimi Żydami, którzy wyemigrowali do Francji, ale w 1936 roku powrócili wraz z synem do Krakowa. Pod nazwiskiem Polański ojciec i syn funkcjonowali od roku 1945. Matka Bella Katz-Przedborska zginęła w Auschwitz. Wspomnienia Romana, bo tak nazywali go polscy koledzy, odtwarzają jego życie w Polsce, bo z pobytu we Francji niewiele pamięta. Dotyczą głównie Krakowa, chociaż miał również epizod warszawski we wrześniu 1939 roku, dokąd wysłał go ojciec razem z matką i przyrodnią siostrą, wierząc, że stolica obroni się przed Niemcami. Wkrótce wrócili z powrotem do grodu Kraka. Razem z rodziną trafili do getta, z którego mały Roman o słowiańskim wyglądzie wydostawał się dziurami pod drutem kolczastym i chodził do kina oglądając niemieckie filmy. To wówczas przeżył wielką fascynację dziesiątą muzą, aczkolwiek kino lubił już przed wojną.
Okupację spędził na wsi o nazwie Wysoka, u obcych ludzi, biednych polskich chłopów, których jałówka ani razu nie wydała mleka. Potem znalazł schronienie u innej rodziny, a ich nazwisko, Wilk, nosił także krótko po wojnie. W czasie okupacji wielokrotnie ocierał się o śmierć, a kiedy wojenna apokalipsa wreszcie się zakończyła starał się nie oglądać w przeszłość, lecz z determinacją i głodem życia szedł do przodu robiąc w zawrotnym tempie imponującą karierę filmową. Opublikowane wspomnienia funkcjonowały początkowo jako wywiad udzielony przedstawicielce Fundacji Pamięci o Zagładzie Catherine Bernstein w 2006 roku, a dopiero jesienią 2024 roku Polański zgodził się przekształcić tę rozmowę w jednolity tekst, który poprawił i autoryzował. Jego wspomnienia rozdzielają śródtytuły informujące o głównej, przejmującej zawartości treściowej poszczególnych części, jak „Bombardowania”, „Głód i samotność”, „Społeczność getta” czy „Łapanki i aresztowanie mamy”. Cześć drugą książki stanowią wspomnienia jego ojca, przed wojną Mojżesza Lieblinga, a po niej Ryszarda Polańskiego. W liście do syna z 1973 roku opowiedział o swoich przerażających przeżyciach wojennych, czym bardzo go zainteresował. Aczkolwiek nie od razu, gdyż Polański wrzucił list od szuflady bez czytania, a kiedy w długi czas później wreszcie to zrobił poprosił ojca o rozszerzenie relacji.
I pan Ryszard tak uczynił, a to, co przeżył w obozie koncentracyjnym w Płaszowie, którego komendantem był osławiony austriacki esesman Amon Goeth, psychopatyczny morderca z upodobaniem strzelający do więźniów, a następnie w obozie w Mauthausen, jest bardziej drastyczne niż opowiadania oświęcimskie Tadeusza Borowskiego. Listy Polańskiego seniora z historycznego punktu widzenia są ciekawym uzupełnieniem do obrazu płaszowskiego getta zawartego w filmie Stevena Spielberga „Lista Schindlera”, bo wspomnienia Ryszarda wnoszą więcej wiedzy o obozowej codzienności, w tym o okrucieństwie oprawców. Nie tylko o samym Goeth’ie, ale i o jego podwładnych. O jednym z nich Polański napisał, że większą trudność sprawiało mu wypalenie papierosa niż zastrzelenie dziesięciu osób.
Relacje obu świadków historii są wyważone. Obaj unikają wrzucania do jednego worka całych nacji i społeczności. Piszą, zwłaszcza ojciec, również o żydowskich odszczepieńcach żerujących na nieszczęściu rodaków, jak i o tych Niemcach i Austriakach, którzy odnosili się do Żydów w sposób ludzki, a nawet im pomagali. O Polakach Polańscy piszą na ogół ciepło i życzliwie, a wyjątkiem jest wspomnienie pobytu małego Romana w Wysokiej, kiedy słuchał jak chłopi mówią o Żydach, co było jego zdaniem zaszczepianą katolikom przez tysiąc lat propagandą Watykanu. Jednak na koniec swej relacji, podkreśla, że przeżył wojnę dzięki Polakom i jest im za to wdzięczny. Nie neguje przy tym faktu, że niektórzy Polacy czerpali korzyści z nieszczęścia Żydów, ale jak zaznacza, były to jednostki, podczas gdy wielu pomagało. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Reszta jest historią. Odpowiedzi na najbardziej intrygujące pytania z przeszłościprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: Tom Holland, Dominic Sandbrook Wydawnictwo Filia
Książka składa się z ujętych w drukowanej formie podcastów, dzięki którym autorzy zrobili karierę w Wielkiej Brytanii. Skupiając się na historii świata i wydobywając z niej różne, często zaskakujące wydarzenia, opisują je w sposób niekonwencjonalny, przesycony złośliwym humorem, niekiedy nawet skandalizującym obrazowaniem czy dosadnym komentarzem. Zgodnie z naturą podcastu, integralnej części Internetowego przekazu, bawią się wydarzeniami dziejowymi, z jednej strony objaśniając je, a z drugiej doprowadzając do absurdu, jakby chcieli powiedzieć: „nie przejmujcie się za bardzo, to są po prostu dzieje człowieka, a ten jest taki jak widać. Nic na to nie poradzimy.”
W książce dominuje pewien anglocentryzm, nie będący zresztą niczym nowym w ujmowaniu dziejów naszego ludzkiego rodu przez autorów brytyjskich. Zajmują się – przykładowo – próbą rozwikłania najbardziej tajemniczego morderstwa w historii Anglii, którego ofiarą padli dwaj młodzi książęta, synowie króla Edwarda IV, Ryszard i następca tronu Edward. W 1483 roku otruwszy brata, nowy król, pamiętny chociażby z tragedii Szekspira, tytułowy „Ryszard III”, kazał ich uwięzić w Tower. I nikt ich więcej nie zobaczył. Tom Holland i Dominic Sandbrook snują historyczne domysły mające charakter kryminalnego śledztwa: czy zostali zabici? A jeśli tak, to przez kogo? Było to już przedmiotem dociekań wielu ludzi pióra, nie tylko Szekspira, czy George`a Bidwella, ale również autorów powieści kryminalnych.
A omawiani mistrzowie podcastów niczego nie odkrywają i kończą swoje dochodzenie stwierdzeniem w stylu czeskim, a mianowicie, że „nikt nic nie wie”. Prawdopodobnie zabić kazał Ryszard III, bo miał w tym największy interes i możliwości, no i kazał ich przecież uwięzić, ale pewności brak. Innymi wydarzeniami, na które próbują rzucić nowe światło, są – między innymi – zabójstwo Juliusza Cezara; Perski wkład w historię naszej cywilizacji; Rządy kobiety faraona; Dzieje kameruńskiego niewolnika, który został rosyjskim generałem, a nawet dziadkiem poety Puszkina; Tajemnice Dzikiego Zachodu z ich bohaterami, którymi ich zdaniem byli „Kowboje, Indianie oraz idioci”. Dociekają, kto zamieszkiwał mityczną Atlantydę oraz jaki był prawdziwy kod Leonarda da Vinci. A nawet towarzyszą sekcji zwłok Rasputina. Zagłębiają się w sekrety angielskiej wojny domowej Dwóch Róż, podążają tropami legendarnego Robin Hooda, zadają kłam opowieściom o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, badają zagadki sukcesji Tudorów, szukają śladów potwora z Loch Ness.
Tworzą także rankingi, typu „Dwunastu najlepszych premierów Australii”, „Dziesięć największych gdybań” czy „Dziesięć najważniejszych kochanek w historii”. Na ten ostatni ranking załapała się nasza Maria Walewska, wielka miłość Napoleona, dzięki czemu zapewne wielu czytelników spoza Polski dowiedziało się, czym było Księstwo Warszawskie, jak również, że Polacy nie byli tak do końca w ciemię bici i wzorem bohaterów Starego Testamentu potrafili podsuwać swoje piękne kobiety wielkim i wpływowym mężczyznom tego świata dla określonych celów polityczno-patriotycznych. Jest i mocno wystudiowane „gdybanie”, na przykład, co by było, gdyby Hitler zginął podczas I wojny światowej, w czasie której był kilkakrotnie ranny? Autorzy oddają głos historykom, którzy wygłaszają rozległy wywód, w tym kontekście, że i tak doszłoby do II wojny światowej, ale być może nie byłoby Holokaustu, a następnie przytaczają krótki i treściwy, zwykle absurdalny komentarz bywalców pubu. W tym przypadku brzmi on: „Nie wydano by pewnie Vaterland Roberta Harrisa”. Książka wciąga, czyta się ją dobrze dzięki krótkim, lekkim przekazom. Jest co prawda powierzchowna i epatująca sensacyjnością, ale na tym właśnie polega jej konwencja promowania historii powszechnej jako takiej czyli zainteresować, zaintrygować i rozbudzić ciekawość. No i poszerzyć wiedzę. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz - Rewolucja ambicji. Jak zmienia się Polska?przez Paweł Jaskulski
Autor: Jakub Dymek Wydawnictwo Port
Bardzo dobra książka Jakuba Dymka – czołowego polskiego publicysty w duchu lewicowo-patriotycznej inteligencji, współtwórcy opiniotwórczego podcastu „Dwie lewe ręce” wraz z Marcinem Giełzakiem. Prezentowana pozycja jest próbą podsumowania aktualnego stanu rzeczy w Polsce. Podstawowa teza książki zawiera się w zdaniu „Dogoniliśmy Zachód”. Dymek wskazuje te przestrzenie, w których nawet jest u nas zdecydowanie lepiej niż na Zachodzie, co nie oznacza, że sukcesy nie mają swojej ceny. Może mi brakować kompetencji w zakresie problematyki poruszanej przez Dymka. Bazuję na wyczuciu oraz intuicji podpowiadających mi, że autor bardzo celnie wskazuje na zjawiska pozytywne, demitologizuje pewne sprawy (np. obala krytykę programu „500+; czyni to w stylu, który można określić sformułowaniem „raz na zawsze”).
Nie dostrzegam w przekazie Dymka wskazówek na przyszłość. Prawdopodobnie to przytomna asekuracja, brak bezpośredniego zaangażowania politycznego, wreszcie dążność do opisu, dokumentacji tego co tu i teraz. Dymek proponuje dość symetryczne ujęcie. Wspomniałem, że broni programu socjalnego PiS, ale tę samą partię punktuje za kompletny brak konsekwencji między oficjalnym stanowiskiem w polityce migracyjnej, a rzeczywistością z ośmiu lat rządów PiS, gdy „wydano rekordową liczbę praw pobytu dla migrantów spoza Europy”. Dobrze sobie niektóre fakty przypomnieć, odświeżyć lub po prostu uświadomić. „Rewolucja ambicji” umożliwia takie procesy. Dymek nie zatrzymuje się w pół kroku.
Po stwierdzeniu faktu (choćby tego wspomnianego przed chwilą) przechodzi do wyjaśnienia, że imigrantów coś przyciąga (np. rosnąca płaca minimalna), dlatego ożywiają się hotele i kwatery pracownicze kojarzone z duchem PRL-u. „W proporcji cudzoziemca na obywatela polskie miasteczko, w którym mieści się duży zakład mięsny albo fabryka, jest równie lub bardziej multikulturowe od Paryża”. W książce pada wiele efektownych (lecz nie efekciarskich), napisanych żywym językiem zdań, które przemawiają do rozumu. Jako naród mamy się z czego cieszyć, więcej rodaków wraca do Polski niż z niej wyjeżdża. Ale nie możemy przespać kolejnych szans, nie możemy być rozleniwieni – w przeciwnym razie nie zauważymy ryzyka, powinniśmy czytać takie książki jak „Rewolucja ambicji”. Dymek porusza wiele zagadnień, również problem dzietności czy małych miast/miasteczek pełnych „starzejącej się infrastruktury i siwiejących głów. Toskania bez słońca”. To jedno z tych efektownych zdań. Bardzo mi zresztą bliskiego jako osoby o prowincjonalnych korzeniach i silnie z prowincją związanej. Dymek pisarsko jest mądry, przystępny, gawędziarski i rzeczowy. Pozycja zawiera przypisy końcowe. Oprawa miękka, klejona. - Czy konie da się lubić?przez Paweł Jaskulski
Autorka: Natasza Socha Wydawnictwo Dwukropek
Pierwszy tom cyklu „Lena i Hector”. Lena to 12-letnia dziewczynka, Hector jest koniem, który odmieni jej życie. Jak do tego doszło? Pewien żart Leny – całkiem poważnie zaaranżowany – dał się we znaki dyrektorowi szkoły podstawowej i to podczas przemówienia, które przeszło w ten sposób do historii placówki. Gdyby nie fakt, że z balonów nad dyrektorem wysypała się mąka wprost na jego sylwetkę, nikt nie pamiętałby z przemowy ani słowa. Oto dowód: „- Kochani uczniowie… – zaczął, a mikrofon zaskrzypiał, jakby sam jęknął z nudów”.
Trzeba powiedzieć, że Natasza Socha trafia w czułe punkty celnie i mocno. Za dobre żarty płaci się czasem dużą cenę. Lena jako winowajczyni zamiast do Hiszpanii trafia na wakacje do mieszkającej na wsi cioci Zuzy. Kara nie jest czystą zemstą. Rodzice Leny korzystają po prostu ze zbiegu okoliczności i wyjazdu naukowego do Niemiec jej taty – Michała. Sądzę, że takie dodatkowe uzasadnienie było potrzebne, aby nie czynić z wakacyjnego wyjazdu na wieś zupełnego zesłania. Na miejscu Lena musi odłączyć się od Wi-Fi, scrollowania filmików, wszystkiego co cyfrowe i co dotychczas zaprzątało jej głowę. Do cyfrowego detoksu należy dodać ważny obowiązek. Nietrudno się domyślić, że chodzi o opiekę nad Hectorem.
Adaptacja do nowego środowiska będzie więc długim procesem, ale za to jak opłacalnym. Posmakowanie spędzania wolnego czasu na starych zasadach, do tego na prowincji przywołało we mnie ducha serialu „Dziewczyna i chłopak” Stanisława Lotha na podstawie powieści Hanny Ożogowskiej. Tam jeszcze łudząco podobne rodzeństwo udawało siebie nawzajem, ale punkt wyjścia był podobny. Plany rodzinnego wyjazdu na Mazury nie wypaliły, ponieważ bohater Tomek miał poprawkę z historii, karą również był wyjazd na wieś. Całe lato na wsi bez komórki, internetu. Wielu dorosłych chciałoby tego doświadczyć na własnej skórze. Oprawa miękka, klejona. Bardzo polecam. Poprzednio na liście: „Hejterka. Historia pewnej nienawiści” (P. 7/2026).
- Biała kartka Elki Żelkiprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Ewa Chotomska Ilustracje: Anna Simeone Wydawnictwo Literatura
Poziom: BD I/II
Wakacyjna opowieść Ewy Chotomskiej, która wraz z nadchodzącym wrześniem nabiera nowych znaczeń bazujących bardziej na wspominaniu i oczekiwaniu na kolejny czas wolny, kolejne lato. Gdy spojrzymy na kalendarz, tekst może zasmucić, ale właściwe jego odczytanie może dać wytchnienie. Dlaczego? Ano dlatego, że bohaterka, Elka Żelka (zdała właśnie do czwartej klasy), rozpoczyna wakacje z oryginalnym prezentem od babci – pamiętnikiem pełnym białych kartek, które zapełnia potem opisami letnich przygód i podróży.
Z czasem odkrywa, że pisanie przynosi jej niesamowitą frajdę, pozwala na uzewnętrznienie i upamiętnienie ulotnych przecież wydarzeń, które – gdyby nie zapisane – z biegiem dni uległyby rozproszeniu, a najpewniej w końcu całkiem wygasły. Sądzę, że to największa uniwersalna wartość książki, udana próba zachęty do chwycenia za pióro i pisania. Pamiętnik na dobry początek jest świetnym pomysłem, narzędziem. Zapiski Elki wiodą przez rozmaite zakątki świata. Bohaterka wspomina bowiem również przeszłe lata i wyjazdy do Australii, Kanady. Często te kierunki są uzasadnione kryteriami rodzinnymi. Książka rozbudza ciekawość świata, pisania i czytania. Wiadomo przecież, że jedno leży obok drugiego. A przynajmniej tak być powinno. Oprawa twarda, szyta. - Dwudziestolatkowieprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Meg Jay
Wydawnictwo: Relacja
Meg Jay jest psycholożką, która specjalizuje się w pracy z osobami w wieku dwudziestu kilku lat i autorką kierowanych do tej grupy cenionych poradników psychologicznych. Dwa poprzednie już omawialiśmy – książkę pt. „Supernormalsi” podczas przeglądu 23/2022, a książkę „Decydująca dekada” podczas przeglądu 15/2025. „Dwudziestolatkowie” to pozycja poświęcona podobnej tematyce, a zatem przeznaczony dla tytułowej grupy wiekowej poradnik dobrego życia.
Brzmi to oczywiście ogólnikowo, ale książka Meg Jay wcale nie sprawia wrażenia pozycji o wszystkim i o niczym. Szeroki zakres tematyczny ma sens o tyle, że dekada od dwudziestego do trzydziestego roku życia dla wielu ludzi rzeczywiście okazuje się decydująca – to wtedy większość z nas realnie staje na własnych nogach i zyskuje całkowitą samodzielność, świadomie się kształci, rozpoczyna karierę zawodową, dokonuje wyboru życiowego partnera i w ogóle w dużym stopniu staje się osobą, którą będzie w późniejszym życiu, choćby dzięki wypracowanym poglądom, zwyczajom czy nawykom. Jednocześnie osoby w tym wieku wciąż bywają traktowane mniej poważnie. Oczywiście niesprawiedliwie, bo presja, jakiej są poddane, jest niemała, a problemy bywają nie mniejsze niż w późniejszych dekadach życia.
Zgodnie z tytułem, autorka „Dwudziestolatków” skupia się na poradach dotyczących świadomego budowania życia i odnajdywania jego sensu wśród młodych dorosłych. Meg Jay poświęca rozdziały różnym sferom naszej egzystencji – pochyla się nad sposobami myślenia, pracą, pielęgnowaniem przyjaźni, życiem romantycznym, sferą seksualną, podejmowaniem decyzji, ale także choćby aktywnością fizyczną i zwyczajami kulinarnymi. Ważny fragment poświęca lekom psychiatrycznym – oczywiście nie chce nikogo do nich zniechęcać, zwraca jednak uwagę, że współcześnie bywają one nadużywane, w szczególności właśnie przez dwudziestoparolatków.
Książka Meg Jay z pewnością może przydać się czytelnikom z grupy docelowej, którzy na co dzień doświadczają różnego typu trudności i chcieliby przeczytać skierowany specjalnie do nich poradnik psychologiczny. Do bibliotek kupować według zapotrzebowania, przy czym sądzę że książka może zainteresować czytelników. Oprawa miękka, klejona. - Sztuczna inteligencjaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Tom Jackson
Wydawnictwo: PWN
Proste i relatywnie przystępne ilustrowane kompendium wiedzy o sztucznej inteligencji, a więc – jak mówi podtytuł – wszelkich rozwiązaniach technologicznych naśladujących pracę ludzkiego mózgu. Napisał je Tom Jackson, ceniony autor książek popularyzujących naukę – ostatnio na naszej liście gościł z publikacją „Krótka historia nauki” (przegląd 8/2025). Szeroki zakres wiedzy został tu przedstawiony w formie niemal hasłowej – jedno zagadnienie zajmuje tu dwie strony, a autor chętnie korzysta z ramek, schematów, wykresów itp. Co jednak najważniejsze, Tomowi Jacksonowi nade wszystko zależy na odpowiedzialnym przekazaniu rzetelnej wiedzy. W jego książce nie uświadczymy ani przesadnego straszenia nas rozwojem AI (choć oczywiście autor odnotowuje mnóstwo związanych z nim niebezpieczeństw), ani hurraoptymistycznych prognoz, według których dzięki sztucznej inteligencji już niedługo nasza planeta spłynie mlekiem i miodem. Jacksona interesuje raczej to, aby czytelnik jego książki dobrze zrozumiał z jakimi technologiami mamy tak naprawdę do czynienia, jakie są ich ograniczenia, jak powinniśmy je kontrolować, ale i jakie niedostępne wcześniej szanse przed nami otwierają. Ciekawa, wyjątkowo adekwatna i godna polecenia publikacja. Ze względu na wagę tematu spokojnie można ją polecić także jako zakup biblioteczny. Co ważne: książka będzie interesująca zarówno dla dorosłego, jak i bystrego nastolatka, nawet młodszego. Oprawa utwardzana, szyta. - Kryminalistykaprzez Radosław Pulkowski
Autorzy: Tom Jackson, Paul Knepper
Wydawnictwo: PWN
Ilustrowane i wzbogacone o cały wachlarz różnorodnych infografik kompendium wiedzy o naukowych metodach pomagających w kryminalnych śledztwach – od analizy miejsca popełnienia przestępstwa, poprzez identyfikację ofiar i sprawców, aż po rodzaje dowodów i techniki śledcze przydatne w przypadku cyberprzestępstw. Tym razem ceniony popularyzator nauki Tom Jackson połączył siły z ekspertem w temacie – Paulem Knepperem. Książka należy do tej samej serii, co omawiana podczas tego samego przeglądu „Sztuczna inteligencja” Toma Jacksona i pod względem konstrukcji jest bardzo podobna. Mamy tu osiem rozdziałów tematycznych podzielonych na bardziej szczegółowe zagadnienia – każdemu z nich poświęcono dwie strony, na których autorzy nie szczędzą czytelnikowi ilustracji i najróżniejszych pomocy graficznych. Wiedza przedstawiona jest tu w sposób jak najbardziej przystępny, ale jednocześnie konkretny i wcale nie nadmiernie uproszczony – sądzę, że książka może zainteresować nie tylko wszystkie osoby chcące dowiedzieć się tego i owego o kryminalistyce, ale i, dla przykładu, początkujących autorów powieści kryminalnych (mam nadzieję, że brzmi to jak rekomendacja). Publikacje Toma Jacksona są wartościowe, bo autor potrafi pisać prosto, a jednocześnie niepotrzebnie nie spłycać omawianych zagadnień i przekazywać realną wiedzę. Czytelnicy zainteresowani tematem powinni być zadowoleni, a sądzę, że ich nie zabraknie – powieści, seriale i filmy kryminalne są wszak popularne zawsze, a w ostatnich latach do fikcji dołączyły jeszcze treści typu „true crime”. Sądzę, że omawiana książka mogłaby znaleźć miejsce na półkach wszystkich ich zwolenników. Bibliotekom również polecam zainteresować się tą publikacją. Oprawa utwardzana, szyta.
- Lato z Don Kichotemprzez Radosław Pulkowski
Autor: William Marx
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Kolejna książka z wydawanej przez Noir Sur Blanc serii „Lato z…”. Wcześniej na naszej liście znalazły się „Lato z Homerem” (przegląd 24/2019), „Lato z Montaigne’em (przegląd 14/2024) i „Lato z Baudelaire’em” (przegląd 18/2025). O powszechnie znanym arcydziele Cervantesa opowiedział William Marx, uznany francuski eseista, krytyk literacki i historyk literatury. Nie przypadkiem używam słowa „opowiedział” zamiast „napisał” – minieseje, z których składa się ta książka pierwotnie powstały jako odcinki poświęconej „Don Kichotowi” audycji radiowej.
Tak samo, jak to było w poprzednich książkach z tej serii, William Marx opowiada o „Don Kichocie” w luźnej, letniej formie, jednocześnie ani na moment nie tracąc z oczu tego, co w powieści Cervantesa arcydzielne: jej uniwersalności, doniosłości i piętrowych znaczeń, które są w niej obecne. Don Kichot jest postacią, która w wieku około pięćdziesięciu lat, rozczarowana powtarzalnością i nudą codziennego życia, postanowiła zmienić je w literaturę. Czy coś podobnego nie zdarza się przypadkiem nam wszystkim, kiedy sami sobie opowiadamy na najróżniejsze sposoby własne życie? A czy gdybyśmy zrobili to tak jak Don Kichot – bez wahania i w sposób całkowicie jawny – to czy nie stalibyśmy się przypadkiem szczęśliwsi? To tylko niektóre z wielu pytań, jakie zadaje czytelnikom swojej książki William Marx, inspirując się ponadczasowym dziełem Cervantesa.
Autor pozostaje blisko oryginalnego tekstu – cytuje dużo fragmentów „Don Kichota”, w ciekawy sposób je omawiając. Widać, że jest literaturoznawcą, ale jednocześnie w tej książce nie do końca chce nim być. Bardziej niż zwykła analiza dzieła literackiego interesują go tym razem próby przykładania tego dzieła do życia, które dzieje się tu i teraz. Pozostaje przy tym erudytą i nie boi się od czasu do czasu podążyć śladami wcześniejszych interpretatorów „Don Kichota”, wśród których można wymienić chociażby Thomasa Manna, Vladimira Nabokova czy Milana Kunderę.
„Lato z Don Kichotem” to – podobnie jak wcześniejsze książki z tej serii – udana publikacja, mogąca zainteresować wszystkich tych, którzy lubią poszukiwać ponadczasowych znaczeń w arcydziełach literatury. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Outsiderzy. Czego pacjenci neurologa nauczyli go o mózguprzez Radosław Pulkowski
Autor: Masud Husein
Wydawnictwo: Znak
Wydawca chwali się, że książka „Outsiderzy” Masuda Husaina otrzymała w 2025 roku prestiżową nagrodę Trivedi Science Book Prize dla najlepszej książki naukowej, przyznawaną co roku przez Royal Society, czyli towarzystwo naukowe pełniące funkcję brytyjskiej akademii nauk. Doprawdy trudno się dziwić temu wyróżnieniu – książka jest świetna. Jej autor, światowej sławy profesor neurologii i neurokognitywistyki, napisał ją tak, że trudno się od niej oderwać. W teorii pomysł był prosty – Masud Husein postanowił opisać przypadki trudnych do zdiagnozowania pacjentów, którym udało mu się pomóc (łącznie jest ich osiem). Są to jednak przypadki tajemnicze, które jak na dłoni pokazują, że ludzki mózg jest skomplikowaną strukturą, wciąż będącą w stanie zaskoczyć każdego eksperta, zaś przypadków niestandardowych schorzeń czy przypadłości nie brakuje.
Autor opisuje na przykład sprawę pacjenta, któremu wydaje się, że w nocy odwiedzają go goście i choć jest pewien, że halucynuje, to nie jest w stanie nad tymi halucynacjami zapanować. Poznajemy także młodego mężczyznę, którego do psychiatry, a później do neurologa, zaprowadzili jego współlokatorzy zaniepokojeni faktem, że kiedyś prężnie działający facet teraz nie może wykrzesać z siebie ani grama motywacji do dosłownie żadnego działania (w końcu okazuje się, że winna tego stanu rzeczy wcale nie jest depresja, ale dwa niewielkie wylewy, które uszkodziły konkretne części mózgu). Autor pisze o tych i innych przypadkach zaskakująco zrozumiale i wprost, ale jednocześnie rzetelnie objaśnia czytelnikom tajniki pracy ludzkiego mózgu. Wydawca porównuje go do serialowego doktora House’a i doprawdy wcale nie jest to porównanie na wyrost. A trzeba przy tym pamiętać, że Masud Husein opisał w swojej książce tylko prawdziwe przypadki, które w dodatku przytrafiły się jemu samemu w jego karierze klinicysty.
Krótko mówiąc, „Outsiderzy. Czego pacjenci neurologa nauczyli go o mózgu” to książka, w której o skomplikowanej nauce mówi się w sposób fascynujący – napisana z talentem, z prawdziwą pasją, a jednocześnie ogromną wiedzą i otwartością na ciągłe poszerzanie jej granic. Łatwo odnieść wrażenie, że dla Masuda Husaina jego kariera medyczna jest przede wszystkim wspaniałą przygodą – i ta atmosfera przygody udziela się czytelnikowi, co z kolei stwarza idealne warunki do przekazywania wiedzy. „Outsiderzy” to jedna z najlepszych publikacji popularyzujących naukę, jakie wpadły mi ostatnimi czasy w ręce – dlatego polecam tę książkę jako zakup biblioteczny. Oprawa twarda, szyta. - Tajniakiprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Tuutikki Tolonen
Ilustratorka: Anne Vasko
Wydawnictwo: Widnokrąg
Poziom czytelniczy: BD O/I
Okruszkołap, wełnogryzek, kłaczkołuch i gwoździołek – tak nazywają się stworki, które tropi i pokazuje czytelnikom główna bohaterka tej książki. Wszystkie mieszkają w domach, tuż obok nas, ale mało kto wie o ich istnieniu. Żeby je dostrzec, trzeba być wyjątkowo czujnym i spostrzegawczym, mimo że skutki ich pobytu w naszych domach są widoczne gołym okiem. Na przykład gwoździołek jest odpowiedzialny za to, że obrazy i zdjęcia na ścianach naszych mieszkań są wiecznie przekrzywione. Za sprawą kłaczkołucha we wszystkich zamieszkanych domach można napotkać drobne kłaczki, które nie wiadomo skąd się biorą. Z kolei wełnogryzek jest stworzeniem ukrywającym się w dywanie, które niezauważalnie wygryza dziury w skarpetkach chodzących po nim osób. I tak dalej.
Pisarka Tuutikki Tolonen i ilustratorka Anne Vasko stworzyły nadrealistyczną, ale raczej nie straszną opowieść dla małych dzieci, która może zarówno bawić, jak i pobudzać ich fantazję. Nietrudno wyobrazić sobie małego czytelnika, który pod wpływem tej książki wyrusza na własne poszukiwanie zamieszkujących w jego domu stworków – zarówno tych, o których pisze Tolonen, jak i zupełnie innych. Słowo klucz w przypadku tej publikacji to „wyobraźnia” – to właśnie ją można tu docenić w pierwszej kolejności, choć przełożenie wymyślonych przez Tolonen stworzeń na rysunkowe postacie również udało się Anne Vasko jak najlepiej (książka w ogóle prezentuje się świetnie pod względem czysto estetycznym). „Tajniaki” mogą się spodobać zarówno dzieciom, jak i ich opiekunom, więc polecam tę publikację. Oprawa twarda, szyta. - Tato, co to znaczy kochać?przez Radosław Pulkowski
Autorka: Claire Pisarra
Ilustratorka: Nathalie Ragondet
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom czytelniczy: BD O/I
Niepozbawiona uroku publikacja oparta na schemacie, który wydaje się znajomy. Na pierwszej stronie, podczas śniadania, mały miś Michaś pyta tatę, co to znaczy kogoś kochać, a na wszystkich następnych tata niedźwiedź odpowiada, wymieniając: „Kochać – to spędzać z tobą czas. Gdy bawimy się w lesie albo czytam ci książkę, kiedy, przytuleni, siedzimy w naszej gawrze. (…) Kochać – to znaczy często mówić ci TAK, ale też często mówić NIE, byś się uczył i dorastał. (…) Kochać – to co chwila spoglądać na zegarek, kiedy biegnę, biegnę, biegnę… żeby się nie spóźnić na spotkanie z tobą. (…) Kochać – to tańczyć i się śmiać, aż nas zakłuje w boku!” itd. itp. Wyliczance taty niedźwiedzia towarzyszą sympatyczne ilustracje, które przypominają nieco znaną kreskówkę o „Kubusiu Puchatku”, ale jednocześnie nie stanowią taniej imitacji. Wprawdzie miłość jest tu wyjaśniona głównie z perspektywy rodzica, ale nic w tym złego – to wręcz cenne, że dziecko ma okazję poznać punkt widzenia ojca, a jednocześnie podczas lektury jak gdyby usłyszeć potwierdzenie jego miłości. Lektura może wręcz rozczulić i najlepiej nadaje się do czytania na głos – oczywiście przez tatę. Oprawa twarda, szyta. Większy format. - Mors w ogrodzieprzez Radosław Pulkowski
Autor: Alex Nogués
Ilustratorka: Sonia Pulido
Wydawnictwo: Tatarak
Poziom czytelniczy: BD O/I
Pełna abstrakcyjnego humoru i lekko surrealistyczna książka dla dzieci. Jej fabuła zasadza się na tym, że pewnego dnia w przydomowym ogrodzie pewnej katalońskiej rodziny ni z tego ni z owego ląduje mors na spadochronie. Bohaterowie chcieliby wprawdzie o niego zadbać, nie jest to jednak zadanie łatwe. Morsy nie nadają się bowiem ani do mieszkania w ogrodach, ani do życia w ciepłym, południowoeuropejskim klimacie. Mors, w końcu nazwany przez rodzinę „Gienio”, od początku generuje problemy, które bezimienna mała dziewczynka, narratorka i zarazem jedna z bohaterek tej opowieści, opisuje dość plastycznie: „Smarki morsa są prawie tak samo obrzydliwe jak szpinak, tylko dużo bardziej lepkie” albo „Oddech morsa pachnie tak samo jak wnętrze śmieciarki”. Tata stara się robić wszystko, by jakoś utrzymać morsa przy życiu, na przykład ładuje go do wanny (ta natychmiast pęka) albo karmi go ogromną ilością ryb i owoców morza (niestety mors je tak dużo, że na dłuższą metę rodzinie trudno byłoby go utrzymać). Dzieci z kolei, dla przykładu, uczą morsa jeździć na rowerze (ku zaskoczeniu wszystkich idzie mu całkiem nieźle). Mama wprawdzie przez prawie cały czas milczy zszokowana, ale w końcu to ona wpada na pomysł, jak przetransportować zwierzę z powrotem na rodzimą Arktykę – będzie do tego potrzebny wielki balon z gondolą.
Zarówno historia wymyślona przez Aleksa Noguésa, jak i barwne, pełne zabawnych detali ilustracje Sonii Pulido mają moc pobudzania dziecięcej wyobraźni – i zdaje się, że właśnie taki jest najważniejszy cel tej publikacji. Można ją polecić wszystkim dzieciom, które podczas lektury lubią przede wszystkim porządnie się zdziwić i nieźle pośmiać. Oprawa twarda, szyta. Duży, kwadratowy format. - Gringo. Gwiazda, która nie spadłaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Szymon Banaszczyk
Ilustratorka: Patrycja Bryszewska
Wydawnictwo: Centryfuga
Poziom czytelniczy: BD II
„Gringo. Gwiazda, która nie spadła” to powieść napisana przez psychoterapeutę i nie sposób to zignorować. Jej autor, Szymon Banaszczyk, przede wszystkim chce powiedzieć młodym czytelników parę rzeczy, a może nawet czegoś ich nauczyć. Na przykład tego, że czasami cisza jest nam bardzo potrzebna albo tego, że nie na każdą przeciwność losu musimy od razu mieć odpowiedź – wystarczy, że akceptujemy sami siebie i dobrze się ze sobą czujemy. I jeszcze parę innych rzeczy.
Głównym bohaterem powieści jest Gringo – uczłowieczony pies, którego wszędzie jest pełno i którego bezustannie rozpiera energia. Bohater ma ADHD, w związku z czym wytrzymanie czterdziestu minut lekcji jest dla niego bardzo trudne i w szkole czuje się jak w więzieniu (nawet pomimo tego, że lubi dowiadywać się nowych rzeczy i spędzać czas z rówieśnikami). Pewnego dnia w jego klasie znika kasetka ze składkami uczniów. Nikt nie wie, co się z nią stało, albo przynajmniej nie chce się do tego przyznać. Szukając winnego, nauczycielka sugeruje, że to może być sprawka Gringo, bo przecież to on jest tym „niegrzecznym” uczniem. Taka odpowiedź najwidoczniej wystarcza większości uczniów, niestety najwyraźniej nikt nie pomyślał o tym, co czuje w tej sytuacji sam Gringo. A on, co oczywiste, poczuł się fatalnie – tym bardziej, że przecież jest niewinny!
Mama stara się pomóc bohaterowi jak tylko potrafi, zapisuje go więc na spotkania nazywane SPONT, co stanowi skrót od Spotkania Piesków o Niespotykanych Talentach. Szybko okazuje się to strzałem w dziesiątkę. Może i SPONT nie sprawi, że wszystkie problemy Gringo znikną, w tym te szkolne, ale już po kilku spotkaniach daje się zauważyć, że sam bohater się zmienia – wreszcie czuje się rozumiany i akceptowany, co prowadzi do tego, że zaczyna rozumieć i akceptować sam siebie. W pewnym momencie powieść zmienia się w coś w rodzaju dziecięcego kryminału, bo pieski ze SPONT-u postanawiają rozwiązać zagadkę zniknięcia kasetki. Co prawda ostatecznie im się to nie udaje, ale mimo to sytuacja się zmienia. Nauczycielka i uczniowie zyskują też pewność, że zbyt szybko osądzili Gringo.
Powieść Banaszczyka nie jest dla każdego. Jak na powieść dla dzieci, bardzo dużo w niej nieoczywistej refleksji. Właśnie proporcje mogą tu stanowić problem, a i przesłanie (lub przesłania) nie należy do łatwych – gdyby procesy terapeutyczne były łatwe, to przecież nikt by terapii nie potrzebował. A jednak nietrudno sobie wyobrazić, że dziecku, które znalazło się w podobnej sytuacji do bohatera, taka lektura może pomóc. Powieść Banaszczyka to interesująca i mądra pozycja – nawet jeśli nieidealna pod względem literackim. Można ją rozważyć w kontekście zakupu bibliotecznego. Oprawa twarda, szyta. - Kto tu rządzi?przez Radosław Pulkowski
Autorka: Lisen Adbåge
Wydawnictwo: Widnokrąg
Poziom czytelniczy: BD O/I
Lisen Adbåge jest przede wszystkim znaną ilustratorką, więc trudno mieć pretensje, że jej w pełni autorska pozycja pod względem fabularnym nie jest zbyt skomplikowana. Zresztą wcale nie musi być, bo oszczędna opowiastka wystarczyła jej, by dotrzeć do małych czytelników z ważną lekcją. W „Kto tu rządzi?” autorka pokazuje, że czasami wystarczy jedno „nie”, by całkowicie odwrócić relacje władzy. W tym wypadku chodzi o relacje władzy wśród bawiących się na podwórku dzieci.
Fabuła wygląda z grubsza tak: na podwórku jest grupa dzieciaków, które wyganiają innych z kolejnych miejsc, rozkazują im i nie pozwalają bawić się razem z nimi. Jest też grupka dzieciaków uległych, które pozwalają sobie rozkazywać i dają się wyganiać tym, które rządzą: z huśtawek, z małpiego gaju, z pobliskiego lasku itp. Burzą też na przykład szałas zbudowany przez grupkę, która nie rządzi czy zabierają im piłkę. Ten ostatni postępek okazuje się punktem kulminacyjnym – po chwili rządzący orientują się, że jest ich za mało, żeby rozegrać mecz, rozkazują więc uległym, żeby zagrali z nimi. Ci jednak, którzy mają już serdecznie dosyć grupy rządzącej, wreszcie mówią im „nie”. I niespodzianka: teraz to rządzą oni! Zaś ci, którzy rządzili do tej pory, mogą poczuć się wykluczeni.
Proste? Owszem. Ale działa! Taka szkicowa i króciutka historyjka w zupełności wystarczyła Lisen Adbåge, żeby stworzyć angażującą historię z życia wziętą. Tym bardziej, że świetnie grają z nią jej charakterystyczne ilustracje – niby bazgrołowate, ale jednak staranne, niby miejscami aż brzydkie, ale jednak z powodzeniem przekazujące wszystko, co ich autorka chce przekazać. Książkę jak najbardziej polecam, bo to zarazem atrakcyjna, jak i mądra lektura dla najmłodszych, która ze zdumiewającą prostotą odsłania przed nimi jeden z odwiecznych mechanizmów rządzących ludzkimi społecznościami. Oprawa twarda, szyta. Duży format. - Szczęśliwa dorosła córkaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Marta Suska
Wydawnictwo: RM
Poradnik dla matek, będących często także dorosłymi córkami, które z dzieciństwa wychodzą poranione i po latach próbują dojść do ładu z samą sobą. Publikację przygotowuje doświadczona terapeutka i psycholożka, specjalizująca się w zagadnieniach traumy, regulacji emocji oraz w trudnościach z relacjami. Celem autorki jest wyjaśnienie tego, w jaki sposób pierwsza, arcyważna relacja z opiekunem, w którą wchodzi noworodek wpływa na jego całe późniejsze życie. Temat oglądamy z dwóch perspektyw: dziecka oraz rodzica, co wyraźnie podkreśla podział książki na dwie części. Pierwsza przynosi wiele skondensowanych i przydatnych informacji, dotyczących rozwoju dziecka w poszczególnych latach życia oraz stylów wychowywania, popularnych w minionym stuleciu. Druga natomiast zachęca do analizy więzi z matką, poszukania w tejże relacji miejsc niezaopiekowanych i zajęcia się nimi z troską oraz czułością. Autorka posługuje się pojęciem wewnętrznego dziecka, które traktuje nie jako metaforę czy trend popkulturowy a jako realną część ludzkiej psychiki. Matka otrzymuje w tej części portret zbudowany z funkcji, które pełni. Marta Suska, omawiając każdą z nich, wskazuje na skutki wadliwych lub niewystarczających realizacji kolejnych matczynych zadań i możliwości ich późniejszego złagodzenia bądź usunięcia. Ciekawe są spostrzeżenia na temat relacji matki i dziecka oraz zaburzeń odżywiania, występujących u tego drugiego. Psycholożka dostrzega także zależność między tym, czego doświadczyliśmy w dzieciństwie a tym, jaki związek romantyczny tworzymy w dorosłości. Publikacja jest bardzo ciekawa, wiele wnosząca do omawianego zagadnienia, oparta na wiedzy naukowej i zawodowym doświadczeniu. Poradnik może nie rozwiąże wszystkich problemów, ale zawiera wiele jasnych i konkretnych wskazówek postępowania w celu poprawy jakości życia i relacji ze sobą oraz innymi ludźmi. Bardzo polecam wszystkim zainteresowanym tematem. Oprawa miękka, klejona.
- Dziki Beskid Niskiprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Krzysztof Bzowski
Wydawnictwo: Bezdroża
Krzysztof Bzowski, autor przewodników turystycznych i pilot wycieczek z historycznym wykształceniem kolejny raz zachęca czytelnika do wyprawy w nieznane rejony Beskidu Niskiego. Autor prezentuje w książce pięćdziesiąt lokalizacji, które odsłaniają piękno beskidzkiej fauny i flory a także stanowią dowody dawnej obecności rdzennych mieszkańców. Beskid Niski jest pełen wyłaniających się z krzaków i traw krzyży, cmentarnych pomników, pozostałości po opuszczonych wsiach i cerkwiach, piwnicach oraz chyżach czyli zagrodach łemkowskich. Historie z nimi związane są niezwykle wciągające i w większości dramatyczne. To cenne, że autor stara się przybliżyć nie tylko atrakcje turystyczne czy ciekawostki geograficzne oraz przyrodnicze, związane z rzadko występującymi gdzie indziej gatunkami roślin czy zwierząt. Krzysztof Bzowski, jak na historyka przystało, nawiązuje również do historii regionu, który ewidentnie darzy sentymentem. Teksty zawarte w książce czyta się bardzo przyjemnie. Poza tym wszystkie mini-rozdziały są opatrzone przydatnymi wskazówkami, dotyczącymi dojazdu do opisywanych miejsc. Publikacja jest bogato zdobiona atrakcyjnymi fotografiami regionu, wykonanymi w większości przez autora książki. Całość rzeczywiście zachęca do odwiedzenia Beskidu Niskiego, zatem w pełni realizuje funkcję, jaką powinien pełnić dobry przewodnik. Polecam. Oprawa miękka, szyta.
- Sto lat szczęściaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Paulina Płatkowska
Wydawnictwo: Silver
Najnowsza powieść Pauliny Płatkowskiej jest jak zastrzyk pozytywnego myślenia, lekcja optymizmu, dawka dobrej energii i solidna porcja wiary w siłę kobiet. Dwie główne bohaterki książki początkowo nie pałają do siebie sympatią, wiele je dzieli począwszy od stylu życia po charakter i sposób patrzenia na świat. Nagle zbliża je do siebie niespodziewana tragedia, która wywraca ich życie do góry nogami. Adela od razu przechodzi w tryb działania, Zofii o wiele trudniej podnieść się po bolesnej stracie, na szczęście starsza i bardziej doświadczona sąsiadka wyciąga pomocną dłoń do tej bardziej zagubionej. Tak z prostego odruchu serca rodzi się przepiękna przyjaźń, która pozwala przenosić góry i ocala. Czytelnik od początku lektury wie, że relacja Adeli i Zofii będzie trwać latami, ponieważ obie kobiety poznajemy w prologu jako seniorki, by za chwilę przenieść się trzy dekady w czasie (do lat dziewięćdziesiątych XX wieku) i odkryć całą ich historię. A ta niby zwyczajna, taka, jaka mogłaby przydarzyć się każdemu, lecz gdy jest opowiadana przez Paulinę Płatkowską, wprost trudno się od niej oderwać. Tło wydarzeń to sielska, polska wieś z pięknymi widokami, lasem i jeziorem, pysznym, swojskim jedzeniem oraz leniwie płynącym czasem (czego chcieć więcej). Tak ulokowany Hotel Zacisze, prowadzony przez Zofię i Adelę, staje się synonimem wytchnienia i wypoczynku, pozwala naładować baterie nie tylko gościom przybytku, również dwóm doświadczonym przez życie właścicielkom. Oczywiście los rzuca pod nogi kolejne przeszkody, w pokonywaniu których czytelnik szczerze kibicuje wszystkim książkowym postaciom. Nie sposób ich nie polubić, zwłaszcza, kiedy odkryje się ich zaskakujące zamiłowania, chowaną przed światem drugą naturę, małe talenty i ciche marzenia. Mało tego, dzięki perypetiom Adeli i Zofii łatwo uwierzyć w to, że od życia warto chcieć czegoś więcej niż względny spokój i „jakotakość”. Być może tak właśnie brzmi najważniejsze przesłanie utworu, choć znajdziemy w nim również wiele pomniejszych, inspirujących przekazów, które podnoszą na duchu, motywują do czynienia dobra i budowania własnego świata tak, by naprawdę chciało się w nim zamieszkać.
Zdecydowanie polecam „Sto lat szczęścia” każdemu, kto potrzebuje książkowego relaksu i fabularnej przygody, wywołującej uśmiech na twarzy a także czegoś, co nastroi pozytywnie do codziennych zmagań z prozą życia. Nienaganny styl, ciepły klimat utworu, subtelne poczucie humoru autorki, pobrzmiewająca w tle pochwała przyjaźni i bezinteresownej życzliwości wobec drugiego człowieka, wreszcie zaskakujące zwroty akcji i godna podziwu determinacja, otwartość oraz pogoda ducha, z jaką bohaterki stawiają czoła kolejnym wyzwaniom składają się na bardzo udaną powieść obyczajową – w sam raz na wakacyjne wieczory. Publikacja z pewnością znajdzie swojego odbiorcę i sprawdzi się w osiedlowych bibliotekach. Oprawa miękka, klejona i oczywiście – jak to u Silvera – wygodny, duży druk.
- Rewolta AIprzez Katarzyna Olszewska
Autorzy: Marcin Faliński, Rafał Barnaś
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
„Rewolta AI” to kolejna wspólna publikacja Marcina Falińskiego i Rafała Barnasia. Poprzednio panowie stworzyli „W czerwonej sieci” (P. 12/22) i „Obcy horyzont” (P. 8/23) – obie książki zebrały pozytywne recenzje wśród czytelników, my także wystawiliśmy im dobrą ocenę. Autorzy kolejny raz stawiają na to, co już się sprawdziło tj. na wątek szpiegowski i klimat lekkiego dreszczowca. Główną bohaterką utworu jest Joanna – specjalistka w dziedzinie nowych technologii i zagorzała fanka sztucznej inteligencji. Kobieta ma dużą wiedzę i doświadczenie, które doceniają nie tylko zagraniczne korporacje, dla których pracuje, lecz również polski wywiad, świat mediów i polityki. Bohaterka często pojawia się w telewizji czy radio, udziela wywiadów a jednocześnie przechodzi ściśle tajne szkolenie wojskowe, które ma z niej uczynić agentkę do zadań specjalnych. Łatwo się domyślić, że jej popularność i praca szybko przyciągają uwagę ludzi zainteresowanych działaniami prowadzonymi w cyberprzestrzeni oraz przedstawicieli nieprzyjaźnie nastawionej Federacji Rosyjskiej (zatem wróg także jest dobrze znany i chyba w tej roli lubiany). Zrobi się niebezpiecznie, ktoś śledzi Joannę i z każdą kolejną kartką powieści zostaje mniej osób, którym można w pełni zaufać. Autorom jednak nie wystarczą tarapaty, które sprowadzają na bohaterkę, więc dokładają jej prywatnych zmartwień. Skomplikowana relacja z ojcem oraz partnerem naraża Joannę na pewne nieprzyjemności, na domiar złego kobieta coraz głębiej wchodzi w wirtualny świat aplikacji, wykorzystujących AI i przynoszących namiastkę kontaktu z drugim człowiekiem.
Publikacja obok wątków sensacyjnych i obyczajowych, zawiera namysł nad rolą nowoczesnej technologii w ludzkim życiu a także nad uzależnieniem człowieka od internetowych aplikacji. Powieść powinna spodobać się miłośnikom gatunku również dlatego, że zaciekawia fabularnym konceptem i wciąga misternym splotem wydarzeń. Tekst nie przytłacza, choć będący jak najbardziej na czasie temat sztucznej inteligencji, początkowo może wydawać się potencjalnym odbiorcom dość skomplikowany. Nic bardziej mylnego. Tu mówi się o nim przystępnie, nie powinien odstraszać, choć podkreślam, że zostaje potraktowany przez autorów bez lekceważenia i spłycania, stając się czymś więcej niż tylko przyciągającym uwagę tłem czy motywem literackim. Faliński i Barnaś wiedzą o czym piszą, poza tym z powodzeniem projektują zahaczającą o science fiction wizję rozwoju cywilizacji. Książka trzyma w napięciu, bohaterowie dają się zrozumieć i lubić. Dobra propozycja lekturowa dla fanów sensacji oraz powieści szpiegowskich. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona.