- Wymieranie Ireny Reyprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Jennifer Croft
Wydawnictwo: Pauza
Nagrodzona Bookerem amerykańska tłumaczka Olgi Tokarczuk pisze powieść o ośmiu tłumaczach i wielbionej przez nich pisarce, tytułowej Irenie Rey. Literackie guru wymienione w tytule wydaje się wzorowane na naszej noblistce a akcja powieści toczy się w domu położonym w Puszczy Białowieskiej. Rodzime akcenty zdecydowanie mogą zaciekawić polskiego czytelnika a wątek wycinki drzew w puszczy poruszy tych, którym bliskie są postawy proekologiczne. Piękno przyrody i to, w jaki sposób traktuje ją człowiek to jeden z ważnych kontekstów utworu, drugim jest sława a trzecim i chyba najważniejszym język, znaczenie słów oraz ich siła. Wracając do fabuły, tłumacze przyjeżdżają do domu pisarki, by pracować nad przekładem jej najnowszego dzieła, które ma być też największym z dotychczas napisanych. Nie jest to pierwszy taki zjazd u Ireny Rey, lecz tym razem wszystko wygląda inaczej. Nigdzie nie ma męża artystki, Bogdana, który zawsze stoi u jej boku. Pisarka zachowuje się dziwnie, przede wszystkim nie daje do rąk swoim gościom książki. Wiadomo tylko, że ma ona tytuł „Szara eminencja” i traktuje o wspomnianej już puszczy, jednak nie ma pewności czy dzieło w ogóle powstało, czy jest ukończone i czy autorka jest z niego zadowolona. Bohaterowie czekają na rozwój wydarzeń, ten idzie w zupełnie niespodziewaną i ewidentnie złą stronę. Irena Rey znika, nie wiadomo czy stało jej się coś złego, czy uciekła a może została porwana. Wierni translatorzy rozpoczynają poszukiwania swojej idolki, przy okazji odkrywając nowe, szokujące informacje na jej temat. Prawda przytłacza, zaskakuje i zmienia wszystko, co do tej pory uważane było za pewnik. Zakończenie utworu jest nieprzewidywalne, tak jak i poprzedzające je zwroty akcji.
„Wymieranie Ireny Rey” to książka do żadnej innej niepodobna, prawdopodobnie zdobędzie tyleż fanów, co surowych krytyków. Nie sposób nie docenić subtelnego komizmu i celnej ironii w ukazaniu środowiska tłumaczy i ludzi pióra. Fabuła utworu krąży gdzieś pomiędzy chaosem a realizmem magicznym i nie wiem nawet czy to wada tekstu czy jego zaleta. Zawiązanie akcji i następujące po nim odsłanianie kolejnych sekretów Ireny Rey wciąga czytelnika, lecz właściwym tematem wydaje się rozsmakowanie w języku, kult słowa pisanego i zabawa znaczeniami a także nieokiełznana dzikość natury. Polecam – warto sięgnąć po książkę chociażby z ciekawości, dla nowych doznań, hipnotyzującej narracji i intelektualnej rozrywki. Oprawa miękka, klejona. - Latające śledzieprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Artur Gębka
Ilustrator: Piotr Nowacki
Wydawnictwo: Widnokrąg
Poziom: BD I/II
Dziecięca przygodowa powieść z dreszczykiem. Artur Gębka tym razem postanawia trochę postraszyć czytelnika, przemieniając przestrzeń Gdyni w miejsce pełne dziwactw, magii, fantastycznych stworzeń i mających złe zamiary czarodziejów. Akcja dzieje się latem, Iwo i Amelia – rodzeństwo z Warszawy – zaproszeni przez rzadko odwiedzanego wuja Kryspina, przyjeżdżają nad morze. Pobyt zapowiada się nudnawo, ale już pierwsze spotkanie z wujem świadczy o tym, że coś tu nie jest tak, jak być powinno. Kryspin wydaje się zaskoczony widokiem dzieci, chociaż zapewnia, że cieszy się z ich odwiedzin. Zimne spojrzenie wuja jednak przeczy temu, co mówią usta. Iwo jako pierwszy dostrzega dysonans i zaczyna czuć słuszny niepokój, związany z czymś, co kryje się w wujowskiej piwnicy. Jakby tego było mało, ciągle słychać na mieście o zmutowanych zwierzętach, widzianych tu i ówdzie, o bujnej roślinności atakującej ludzkie ogrody i domy a także o odciskach wielkiej stopy na nadmorskim piasku. Bohaterowie najpierw słyszą dziwne rzeczy, potem widzą latające śledzie, ucinają sobie pogawędkę z panią z gniazdem na głowie i mówiącym po kaszubsku krasnym ludkiem a potem wędrują przez las, który jest zaczarowany, co w skrócie oznacza tyle, że „trudno się z niego wydostać i łatwo w nim umrzeć” (s. 118). Jednym słowem: tego lata lekko nie będzie. I gdy rodzeństwo już znajdzie się w samym środku chaotycznej walki dwóch światów: ludzkiego i magicznego, ich ostatnio słabnąca relacja zostanie poddana próbie. Ocalić świat podczas wakacji – to się nazywa dobre wspomnienie, o ile uda się przetrwać do końca lata.
Książka stanowi kolejny dowód na to, że Artur Gębka zna przepis na dobrą literaturę dla dzieci. Utwór trzyma w napięciu niczym horror lub thriller, atmosfera zagrożenia towarzyszy czytelnikowi od pierwszych zdań powieści, przerywa ją kilka zabawnych dialogów i sytuacji, jednak nie ulega wątpliwości, że czytając tę książkę należy się bać i jednocześnie szukać rozwiązania tajemnicy. Miło zaskakuje, że magiczne oblicze świata przedstawionego opiera się na kaszubskich podaniach i legendach, pojawia się język Kaszubów a także garść informacji o charakterze ciekawostek turystycznych. Subtelny wątek relacji pomiędzy bratem i siostrą, motyw dorastania to kolejne atuty utworu, nie wspominając o nauce płynącej z całej tej historii. Niezależnie od zakończenia awantury, chciwość zostaje potępiona, dobro pochwalone – zagranie pożyczone z klasycznej baśni w prozie Artura Gębki sprawdza się doskonale. Bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta. - Tajemnica fermy lisówprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Victor Nordahl
Wydawnictwo: Egmont
Poziom: BD II
„Tajemnica fermy lisów” to początek cyklu „Dzikie łapy”, który zebrał liczne pochwały w ojczyźnie norweskiego pisarza i ilustratora. Pomysł na komiks dojrzewał wiele lat, zakiełkował, gdy autor był jeszcze dzieckiem – jak widać – bardzo wrażliwym na los zwierząt. Bohaterami opowieści są lisy żyjące swobodnie w lesie. Pewnego dnia jeden z nich szukając pożywienia, trafia na lisią fermę i zostaje uwięziony w klatce. Trym – bo tak brzmi imię nieszczęśnika, o którym mowa – tęskni za wolnością. Wsparcia udziela mu kolega spod lisiej celi, Lukas, lis hodowlany, którego klatka sąsiaduje z klatką Tryma. Zwierzęta zaprzyjaźniają się i gdy nadarza się okazja, postanawiają wspólnie uciec wgłąb lasu. Zanim jednak opuszczą fermę, muszą przechytrzyć ludzi oraz wiernie służące im psy a także znaleźć w sobie dość odwagi na ryzykowne posunięcie.
Komiks przedstawia poruszającą historię dwóch lisów, które zmagają się z własnymi demonami. Trym to najsłabsze ogniwo sfory, wszyscy go mają za tchórza i nieudacznika, przez co sam myśli o sobie w ten sposób i czuje się gorszy. Z kolei Lukas, choć urodzony w niewoli, od dzieciństwa przeżywa fascynację lasem (ma ku temu nie byle jaki powód, którego teraz nie zdradzę, by zbyt wcześnie nie odkryć dobrej karty). Przekroczenie terenu fermy kusi go, lecz również przeraża, nie wiadomo też czy będzie umiał odnaleźć się poza ludzką „kuratelą”. Autor, budując fabułę komiksu, zręcznie wykorzystuje splot motywów: wolności, przyjaźni i lęku, by opowiedzieć nie tylko o smutnym losie zwierząt hodowlanych, zabijanych dla futra (choć jest to niewątpliwie bardzo ważne przesłanie utworu). W świecie lisich postaci jak w lustrze odbijają się ludzkie problemy, potrzeba zrozumienia oraz akceptacji czy prawo do bycia sobą albo przezwyciężanie własnych ograniczeń i strach przez nieznanym. Publikacja skłania do refleksji o empatii i odpowiedzialności, uwrażliwia na krzywdę, mówi o tęsknocie za wolnością i za tymi, których kochamy. Dobrze, że u Victora Nordahla słowo idealnie koresponduje z obrazem i ilustracje unoszą ładunek emocjonalny opowieści a dynamiczna kreska dotrzymuje tempa akcji, która momentami gwałtownie przyśpiesza. Czekam na kolejną część cyklu, pierwsza urywa się w kluczowym momencie, który chociaż mógłby być finałem, na szczęście staje się nowego początkiem. Bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta.
- Echo kłamstwprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Sylwia Bies
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Dobrze się czyta najnowszą powieść Sylwii Bies – autorki thrillerów psychologicznych i powieści kryminalnych. „Echo kłamstw” należy do pierwszego z wymienionych gatunków i przedstawia historię kilku kobiet, których życie przecina się ze sobą za sprawą jednego mężczyzny. Feliks to najbardziej podejrzana postać utworu, co nie znaczy, że jest sprawcą wszystkich nieszczęśliwych wydarzeń – prawda wyjdzie na jaw na końcu opowieści, zanim jednak do tego dojdzie, czytelnik pozna sekrety przeszłości wszystkich bohaterów. Tu każdy ma co nieco do ukrycia: Klara – ceniona stomatolożka, która wiedzie idealne życie u boku przystojnego męża i niesprawiającej kłopotów córki, Tosia – córka Klary do szaleństwa zakochana w koledze z klasy, Dominiku, Dominik – chłopak Tosi, wrażliwiec przeżywający żałobę po śmierci mamy, Dagmara – wychowana w domu dziecka dziewczyna boleśnie doświadczona przez życie oraz Martyna, polująca na przystojnego szefa pracownica dużej korporacji. Feliks również ma swoje tajemnice, jednak to kobiety wysuwają się na pierwszy plan tej skomplikowanej historii o kłamstwie, winie, strachu i dążeniu do szczęścia. Mocne uderzenie czeka czytelnika już po kilku stronach powieści. Makabryczne odkrycie w galerii handlowej wytwarza u odbiorcy mgliste przekonanie o tym, że w tej książce przypadków nie będzie. Autorka powoli potęguje napięcie, umiejętnie odsłania kolejne fabularne karty, pozwala snuć domysły, czasami myli tropy, by osiągnąć spektakularny efekt zaskoczenia w finale. Co więcej, nie ma tu jednego punktu kulminacyjnego. Ostatnie rozdziały utworu to prawdziwy kołowrotek zwrotów akcji. Sylwia Bies nie rozczarowuje czytelnika, wiarygodnie wyjaśniając wszystkie wątki i odkrywając motywacje swoich bohaterów. „Echo kłamstw” to konstrukcyjny majstersztyk, który silnie wciąga do świata przedstawionego i nie pozwala szybko o sobie zapomnieć – polecam miłośnikom prozy kryminalno-psychologicznej. Oprawa miękka, klejona. - Esmeralda i inne opowiadaniaprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Gerald Durrell
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Zbiór opowiadań nieżyjącego już pisarza a w dodatku zoologa, konserwatora przyrody i propagatora wiedzy przyrodniczej. Autor to czujny obserwator, który rzeczywistość opisuje czasami bezlitośnie wprost, tak, jak ją widzi a innym razem przetworzoną przez własną wyobraźnię, doprawioną szczyptą groteski, garścią absurdu i dużą dawką humoru. Zgromadzone w zbiorze opowiadania ukazują migawki z życia (oczywiście na autentyczność wydarzeń należy patrzeć z przymrużeniem oka, bo autor bardzo mocno zaciera granice między autobiografizmem a fikcją literacką). Akcja tekstów toczy się w różnych miejscach, odwiedzanych przez narratora w trakcie jego licznych podróży. Każda z nich przynosi nowe doznania i doprowadza do spotkań z niebanalnymi postaciami ludzkimi lub zwierzęcymi – w tym przypadku nie ma to większego znaczenia. Spotkanie to spotkanie i tak bohaterką tytułowego opowiadania staje się truflowa świnia Esmeralda o niezwykle czułym nosie i eleganckim wyglądzie. W galerii postaci Durrella spotkamy także papugę o ostrym języku, zakonnicę grzeszącą hazardem, kata z syndromem wypalenia zawodowego czy kapitana statku, który jest postacią tak idealną, że aż chciałoby się go uśmiercić. Wszyscy oni wchodzą w bliskie grotesce interakcje z narratorem, który z zimną głową przygląda się światu i opowiada go czytelnikowi, dookreśla, nie poddaje ocenie – ocenę pozostawia odbiorcy.
Opowiadania Durrella czyta się z wielką przyjemnością. Styl książki jest subtelny, słownictwo precyzyjne i wyważone, język nienaganny a zawarte w niej obserwacje – celne, zrodzone z dociekliwości, ale też wrażliwego charakteru autora. Oryginalne poczucie humoru pisarza stanowi oręż w walce z fałszem, ludzkimi przywarami i zakłopotaniem, w które czasami wprawia nas życie. Komizm dialogowy i sytuacyjny to siła publikacji i jej największy atut, choć muszę przyznać, że Gerald Durrell dla mnie jest również mistrzem opisów trochę poetyckich, bardzo sugestywnych, zwracających uwagę na to, co zazwyczaj umyka. „Esmeralda i inne opowiadanie” to arcyzabawne, gimnastykujące umysł dzieło, które warto przeczytać dla zabawy, rozrywki i pożywki intelektualnej. Zachęcam. Polecam. Oprawa miękka, klejona. - Mezopotamiaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Olivier Guez Wydawnictwo Sonia Draga
Powieść historyczno-biograficzna stawiająca w centrum zapomnianą raczej postać Gertrude Bell – brytyjskiej pisarki, archeolożki, szpiega, nade wszystko poszukiwaczki przygód, co było efektem jej stylu życia i podróżniczej pasji. Nie jest jednak tak, że mamy do czynienia z kimś totalnie anonimowym. W 2015 roku w Gertrude Bell wcieliła się Nicole Kidman w filmie fabularnym Wernera Herzoga. W dość zgodnej opinii krytyków prezentowana powieść jest najlepszą książką autora, który udanie łączy w niej perspektywę pasjonujących losów jednostki z dziejami historycznego regionu świata. A że akurat jedno łączyło się z drugim rzecz czyta się tym przyjemniej.
Autor prowadzi narrację w sposób przykuwający uwagę. Łączy los jednostki z dziejami świata. Bell na przełomie XIX i XX wieku miała wpływ na politykę Imperium Brytyjskiego w kontekście Bliskiego Wschodu. Miała duże zasługi w skonstruowaniu państwa irackiego po I wojnie światowej. „Mezopotamia” jest powieścią o fragmentarycznej wiedzy ludzi o przeszłości – zwłaszcza tej, która rozegrała się w egzotycznym z naszego punktu widzenia zakątku. Bell ukończyła Oksford, biegle znała języki arabski i perski. Dzięki temu uprawiała dyplomację na żywo, w bezpośrednim starciu w terenie. W tamtych czasach mało kobiet mogło równać się z życiorysem Bell. Mimo faktu, że wypada on imponująco na tle epoki, nie można ocenić jej osoby jednoznacznie i pozytywnie.
Owszem, kruchość i kobiecość Bell w połączeniu z konkretnymi osiągnięciami politycznymi, z przełamaniem wielu barier robią wrażenie nawet po latach. Idee antykolonialne mają już jednak mało wspólnego z ówczesną strategią Bell – zdecydowanie imperialną. Zmarła prawdopodobnie śmiercią samobójczą, odeszła jako osoba szalenie skomplikowana. Zmarła jako tajemnica. Dramatyczny koniec dopełnił jej intensywne życie. Oprawa miękka, wzmacniana, szyta.
- Sprawa Stalina. Niewyobrażalny sojusz, który pomógł wygrać wojnęprzez Paweł Jaskulski
Autor: Giles Milton Wydawnictwo Noir Sur Blanc
Tytuł książki autorstwa brytyjskiego pisarza i historyka może wprowadzać w błąd, gdyż żadnej „sprawy” radzieckiego dyktatora w niej nie ma, a przynajmniej nie w sensie prowadzonego przeciwko niemu postępowania prawnego. Jest natomiast zawarty w podtytule „Niewyobrażalny sojusz, który pomógł wygrać wojnę” oraz sam Józef Stalin, ukazany oczami nie jego najbliższych i dalszych współpracowników typu Mołotow, Mikojan, Litwinow, tłumacz Pawłow czy Andriej Wyszyński. I w ogóle nie oczami mieszkańców i obywateli Związku Sowieckiego. Czytelnik patrzy bowiem na kremlowskiego władcę oczami dyplomatów zachodnich, głównie amerykańskich i brytyjskich. Nie tylko zresztą dyplomatów, bo również specjalnych wysłanników Roosevelta i Churchilla oraz towarzyszących im wojskowych z obu krajów. Także dziennikarzy.
Wszyscy oni byli go bardzo ciekawi, bo prowadził styl życia odludka, nie tylko rzadko ukazując się publicznie, ale zaledwie sporadycznie przyjmujący osoby akredytowane przy moskiewskim rządzie czy udzielający wywiadów. A cala rzecz rozgrywa się podczas działań II wojny światowej, kiedy w zawrotnym tempie przetaczały się z zachodu na wschód i z północy na południe losy świata. Jednak główna narracja rozpoczyna się dopiero po napaści Hitlera na ZSRR, która nastąpiła 22 czerwca 1941 roku, bo dopiero wówczas państwo bolszewickie weszło w orbitę zainteresowań Zachodu jako potencjalny sojusznik. Wcześniej, od września 1939 roku, postrzegano Stalina jako wspólnika Hitlera: obaj zajęli Polskę w tym samym miesiącu, a wkrótce potem Sowieci napadli na Finlandię. Wiosną 1940 Niemcy podbiły Danię, Norwegię, Belgię, Holandię i Luksemburg, a w rok później napadły na Jugosławię i Grecję, prowadząc równocześnie wojnę przeciwko Wielkiej Brytanii w Afryce oraz na wodach Atlantyku.
W tym czasie Związek Radziecki zaanektował Litwę, Łotwę, Estonię oraz zajął dużą część Rumunii. Dzieje tego sojuszu urastają pod piórem autora do sensacyjnej opowieści, bo wcześniej Kreml uważał Amerykę i Anglię za wrogów, oczywiście z tak zwaną serdeczną wzajemnością, a teraz obie strony musiały przestawić swoją politykę, a co za tym idzie i stosunki personalne o sto osiemdziesiąt stopni. Na pierwszy rzut oka Stalin wyglądał całkowicie niepozornie. Widząc go na kremlowskim bankiecie w szarej bluzie i długich butach z wpuszczonymi w nie nogawkami, jeden z dyplomatów porównał go do ogrodnika wynajmowanego raz w tygodniu do porządkowania krzaków. Ale przy bliskim poznaniu Stalin robił wrażenie. Był wprawdzie niski, szczupły i miał ospowatą twarz, ale świeciły w niej żółto-zielone oczy przypominające drapieżnika z rodziny kotów. Miał też swoisty koci wdzięk, z nieprzewidywalnością na czele. Był rzeczowy, opanowany i sprawiał wrażenie szczerego, to znowu stawał się agresywny, krzykliwy i obraźliwy. Do nowo poznanych odnosił się z rezerwą, rzadko patrząc im w oczy, skupiając wzrok na tłumaczu. Ale kiedy już patrzył prosto na rozmówcę ten czuł się wyróżniony, zwłaszcza, że kremlowski władca potrafił – o ile oczywiście chciał – uśmiechać się z dużym wdziękiem. I ten uśmiech zjednywał mu sympatię. Potrafił również zadziwiać, i to jak! Ten niedouczony wieśniak z Gruzji, syn szewca, wprawił w zdumienie Churchilla i innych zachodnich przybyszów swoją wiedzą.
Był oczytany, znał się na historii i miał w małym palcu rodzaje wojskowej strategii i taktyki oraz wszelkie typy uzbrojenia stosowane przez walczące strony. Okazało się, że przewyższa wiedzą z tych dziedzin Anglików, absolwentów elitarnych szkół prywatnych. A brytyjskich polityków zszokował, kiedy okazało się, że wie więcej od nich na temat systemów samorządowo-kastowych w Indiach. Autor odkrywa przed czytelnikiem kulisy spotkań tak zwanej Wielkiej Trójki w Teheranie, Jałcie i Poczdamie oraz ich dyplomatyczne potyczki o powojenny kształt Europy. Niewiarygodną wręcz naiwnością okazał się zauroczony Stalinem Roosevelt, który zgadzał się niemal na wszystkie jego postulaty, ku rozpaczy o wiele bardziej realistycznego Churchilla. Co jakiś czas na kartach książki pojawiają się sprawy polskie i to nie tylko w kontekście zdradzenia nas przy stołach rokowań przez zachodnich sojuszników.
Pojawia się gen. Władysław Anders, jest mowa o Wrześniu 1939, działaniach rządu emigracyjnego oraz o Powstaniu Warszawskim. A także o zbrodni katyńskiej, a jedną z przejmujących części książki jest ta opisująca zorganizowaną przez Sowietów wizytę zachodnich dziennikarzy i dyplomatów nad grobami ze szczątkami polskich oficerów w styczniu 1944 roku, już po wyparciu Niemców z rejonu Smoleńska. Oczywiście wizyta ta miała przekonać gości, że zbrodni dokonali hitlerowcy, przy czym autor zręcznie obnaża manipulacyjne mechanizmy stalinowskiej propagandy. Manipulacja okazała się na tyle skuteczna, że wielu z zachodnich gości w nią uwierzyło. Zwłaszcza, że chcieli uwierzyć, bo Rosjanie byli przecież cennym sojusznikiem, a w dodatku wykazywali się dużą gościnnością. Byli też mili dla cudzoziemców. Czyta się jednym tchem. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Z nakazu Boga. Izraelczycy i wojna w Strefie Gazyprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Karolina Wójcicka Wydawnictwo Mando
Na książkę składa się zbiór reportaży autorstwa dziennikarki działu zagranicznego „Dziennika Gazety Prawnej”, zajmującej się od lat relacjami pomiędzy Palestyńczykami a Izraelczykami. Reportaże łączy wspólny obraz, a jest nim wojna, nazywana konfliktem, w strefie Gazy rozpoczęta terrorystycznym atakiem Hamasu na izraelskich cywilów. Odwet izraelskiego państwa, jego wojska i służb specjalnych, stał się niewspółmiernie brutalny i okrutny. Autorka opisuje straszliwe skutki wojny, z gruzami domów i dymiącymi ruinami miast. Obserwowała sama i obrazy te zawarła w reportażach, ale główną osią książki są rozmowy z osobami, których oczyma oglądamy zarówno wydarzenia, jak i tło wojny. Bo na to drugie składają się przyczyny mocno osadzone w tradycji żydowskiej, sięgające do zawartych w księgach starotestamentowych przekazów dotyczących obiecanej synom Izraela przez Boga ziemi. Na religijno-historyczne odniesienia powołuje się Chaim Silberstein, żydowski osadnik na zachodnim brzegu Jordanu.
Nie przeszkadza mu, że osiedle na którym mieszka zostało wzniesione z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Zgodnie z konwencją genewską z roku 1949 nie wolno wznosić osiedli dla ludności cywilnej na terenach okupowanych, a zachodni brzeg Jordanu zajmuje izraelskie wojsko. Jego zbrojna aneksja również była złamaniem rezolucji ONZ, ale władze Izraela kierują się innego rodzaju mentalnością. Wyraża ją w dużym stopniu sposób rozumowania samego Silbersteina, nacjonalisty, ale i we własnym mniemaniu dobrego człowieka. Chaim nie popiera bowiem przemocy na Palestyńczykach. Nie chce nikogo krzywdzić. Pragnie tylko, aby wynieśli się oni do Jordanii i innych państw arabskich. Ich ojczyzną nie jest bowiem Izrael. Twierdzi, że mają oni aż 22 ojczyzny, podczas gdy Żydzi tylko jedną. Gdyby wzięli to sobie do serca i dobrowolnie emigrowali, nic złego by się nie działo. Ale Palestyńczycy są uparci i nie chcą ustąpić z terenu, na którym żyją od pokoleń. Innym rozmówcą Karoliny Wójcickiej jest Itamar Greenberg, izraelski młodzian demonstrujący przeciwko obowiązkowej służbie wojskowej i publicznie palący karty powołania w centralnych miejscach Tel Avivu.
Takich buntowników jak on nie jest wielu, zaledwie stu, a przynajmniej tylu da się ustalić na podstawie ich aktywności. Biernych i nie rzucających się w oczy jest znacznie więcej. Itamar nie chce strzelać do palestyńskich cywilów, nie chce nikogo zabijać. Jego opór ściągał już na niego represje. Kilkakrotnie przysyłano mu karty powołania, a kiedy nie stawiał się w jednostce stawał przed sądem i lądował w więzieniu. Po kilku miesiącach wracał na wolność i znowu przysyłano mu wezwanie do odbycia służby. Ponownie odmawiał i trafiał za kratki. Ta swoista gra z władzami trwa od kilku lat, Greenberg twierdzi, że wygrał, a druga strona ustąpiła, lecz kto to może wiedzieć na pewno? Innego rodzaju obrazy przynosi rozdział „Małe wojenki”.
Autorka opisuje w nim prześladowania chrześcijan w Izraelu, a szczególnie w Jerozolimie, którą – pomimo statusu miasta trzech religii – chcą zawładnąć wyznawcy ultra ortodoksyjnego judaizmu. Z rozmów z zakonnicami z polskiego klasztoru Elżbietanek wyłania się smutna codzienność sióstr narażonych na prześladowania na tle religijnym. Należą od nich ataki na klasztor dokonywane przez żydowskich chłopców wychowanych w duchu szowinistycznym. Najpoważniejszym było zrzucenie krzyża z dachu budynku, a inne formy nękania to wybijanie szyb, przebijanie opon w autach czy wypisywanie obraźliwych haseł na klasztornym murze. Siostry zgłaszają te incydenty miejscowej policji, ale funkcjonariusze najczęściej rozkładają ręce, chociaż nietrudno jest ustalić sprawców. Siostry nawet zrobiły to na własną rękę filmując napastników. Lecz nawet wówczas trudno było skłonić policję do większej aktywności. Autorka porównuje bierność stróżów prawa z przypadkami antysemickich wystąpień w Polsce. Na przykład, kiedy ktoś wybił szybę w synagodze gdańskiej, natychmiast postawiono na nogi wszelakie służby w naszym kraju, a mass media zajęły się tym tematem jako jednym z najważniejszych. Jednak analogiczne działania przeciwko polskim katolikom w Izraelu nie natrafiają na przeciwdziałanie ze strony oficjalnych czynników.
Dotyczy to zresztą nie tylko Polaków, bo reporterka przytacza przykład niemieckiego księdza, którego grupa młodych Izraelczyków dwukrotnie opluła, wykrzykując przy tym bluźnierstwa pod adresem Jezusa. Kiedyś zaprzyjaźniona z Elżbietankami Żydówka zorganizowała sympozjum na temat sytuacji chrześcijan w Izraelu. Chciała, żeby odbyło się w prestiżowym miejscu jerozolimskiej starówki, jaką jest Muzeum Wieży Dawida, będące symbolem pokojowego współistnienia trzech religii. Jednak władze miasta zagroziły dyrektorowi tej placówki, że zostanie odwołany, jeśli się zgodzi. Odmówił więc. Sympozjum odbyło się, aczkolwiek w innym, mniej prestiżowym miejscu. Zdaniem niektórych rozmówców autorki, rząd Izraela dąży do przekształcenia religijnego wymiaru jerozolimskiego Starego Miasta w wyłącznie judaistyczny.
Inne wyznania, zwłaszcza chrześcijańskie i mahometańskie, zostałyby wówczas zepchnięte na margines. Posępny obraz wynikający z książki dotyczy nie tylko brutalnej wojny i rozlicznych ofiar, ale również narastającego żydowskiego szowinizmu narodowego, którego skutkami są coraz częstsze ataki na mniejszości religijne. Jest to z pewnością rezultat ciągłego stanu wojny, towarzyszącemu dziejom młodego państwa izraelskiego od jego powołania w 1948 roku. Książka warta przeczytania i przemyślenia. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazyprzez Paweł Jaskulski
Autor nieznany Wydawnictwo Znak Litera Nova
Na książkę składają się zapiski anonimowego Palestyńczyka, mieszkańca miasta Gazy, utrwalające codzienne zmagania w czasie konfliktu zbrojnego. Zmagania te nie dotyczą bynajmniej uczestnictwa w działaniach wojennych, lecz ich skutków, odczuwalnych przez zwykłego obywatela. Nie wiemy dokładnie, kim jest narrator. Sądząc z kontekstu zapisków jest on nieźle sytuowanym młodym człowiekiem mieszkającym z rodzicami i młodszą siostrą na jednym z osiedli. Zapiski rozpoczynają się 7 października 2023 roku, a kończą 2 marca 2024 i odzwierciadlają jego osobisty punkt widzenia, doświadczenia i refleksje. Zabrał się za nie, żeby nie zwariować. Prowadzenie dziennika pozwoliło mu bowiem na okiełznanie we własnej psychice rozgrywającego się wokół szaleństwa, którym są śmierć i spadające bomby. Pisze, że stan nieustannej czujności towarzyszy mieszkańcom Strefy od roku 2000, odkąd z różnym natężeniem śmierć wkracza w ich życie.
Ale w październiku 2023 roku nastąpiła eskalacja. Wieść o wojnie sprawiła, że w pierwszym odruchu zaczął szukać aktu własności domu. Nie wystarczy bowiem posiadać klucze do lokalu i zamieszkiwać w nim od pokoleń. Kiedy budynek zostanie obrócony w ruiny trzeba udowodnić, że było się jego właścicielem. Autor opisuje codzienność, w tym zdobywanie żywności i leków. Co do tych ostatnich, zależało mu szczególnie na jednym, który przyjmuje na stałe. Poszedł do jednej z aptek i okazało się, że farmaceucie zostało tylko kilka tabletek. Podziękował i poszedł szukać dalej, bo potrzebował znacznie więcej, ale nic nie osiągnął. Wrócił więc do apteki i wziął te, które były. I tak dobrze, że aptekarz nie sprzedał ich w międzyczasie. W mieście nie było prądu, ale jeden z osiedlowych sąsiadów miał agregat i pozwalał na podładowywanie urządzeń elektronicznych, w tym telefonów komórkowych. Narrator zauważył, że szary na co dzień sąsiad stał się teraz ważny i zaczął zadzierać nosa. Zresztą on sam najczęściej wyłączał telefon. Stało się to po tym, jak otrzymał wiadomość, że jego przyjaciel został zabity razem z całą rodziną. Ewakuowano go z siostrą na prowincję, ale tam nie było wiele lepiej. Mieszkali w pokoju jednej z rodzin przygarniających uchodźców.
Niewiele można było kupić, nie było nawet chusteczek do nosa. Owszem, niektórzy przedsiębiorczy miejscowi sprzedawali nadające się do tego celu kawałki materiałów, ale za horrendalne ceny. Życie osładzała im nieco przyjaźń z kotką Manarą, którą zabrali do pokoju, ale kiedy nadeszła ruja zwierzę dostawało szału, tym bardziej, że na zewnątrz czekał kocur Simba. Kotka robiła się tak hałaśliwa i agresywna, że nie mogli spać, w dodatku pogryzła i podrapała siostrę bohatera, kiedy ta starała się ją uspokoić. Musieli wypuścić ją, a Simba tylko na to czekał. Brakowało wody, a i kotkę trzeba było karmić. Autorowi udało się zdobyć i jedno i drugie, ale – jak napisał – nigdy nie przypuszczał, że nadejdzie okres, że za karmę i wodę w butelkach będzie musiał zapłacić tyle co za złoto. W porze jesienno-zimowej modlił się o słońce. Wcześniej nie lubił słońca, wolał deszcz i chłód. Ale kiedy zimno stało się dotkliwe, zmienił zdanie.
Napisał, że gdyby nie był Palestyńczykiem, chciałby być Finem, bo czytał, że Finlandia jest najszczęśliwszym krajem na świecie. Jednym z najbardziej wzruszających fragmentów „Dziennika” jest wpis z 1 grudnia adresowany do św. Mikołaja. Narrator i siostra są wprawdzie muzułmanami, ale obchodzą corocznie święta Bożego Narodzenia razem z chrześcijanami z udziałem choinki, stojącej zwykle do połowy stycznia. Zapisek na formę listu do św. Mikołaja, w którym autor prosi go o inne prezenty niż zwykle. Tym razem o koce, zamiast lalek i rowerów; o jedzenie i mąkę w miejsce ulubionej czekolady. Przecież dzieciom w Gazie jest zimno i cierpią głód. Finałem ich tułactwa, wykraczającego poza ramy dziennika, jest azyl, bynajmniej nie polityczny, lecz bytowy, zwyczajnie ludzki, na ziemi egipskiej. A tytuł książki jest cytatem z wiersza palestyńskiego poety Mahmuda Darwisza: „Robiąc sobie śniadanie, pomyśl o innych / Nie zapomnij nakarmić gołębi”. Bo bohaterowie przetrwali również dzięki pomocy innych ludzi. Książka do zadumy i refleksji. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- O tańcuprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Zuzanna Kisielewska Ilustracje: Małgorzata Nowak, Agata Dudek
W tej książce nie chodzi o naukę kroków, raczej o odpowiedź na pytanie dlaczego ludzie tańczą, skąd w ogóle wziął się taniec. Prezentowana pozycja to antropologiczna opowieść przez całe epoki i stulecia. Oczywiście jest odpowiednio skrótowa, aby dziecięcy czytelnik nie zasnął przytłoczony zbyt dużą ilością faktów. To, co jest, w zupełności wystarcza. Lektura uświadamia zmienne funkcje tańca od czasów najdawniejszych, prehistorycznych po dziś dzień.
Autorka przedstawia taniec jako zjawisko społeczne, biologiczne i historyczne – od rytuałów szamańskich, przez dworskie pląsy, aż po tiktokowe trendy i taniec robotów. Książka pokazuje jednocześnie rolę cenionej dziś interdyscyplinarności. Nie znajdziemy tu jednej nauki, jednego ujęcia. Byłoby za ubogo. Zuzanna Kisielewska spaja wiedzę z zakresu historii, psychologii, biologii i socjologii. Pisze o relacji taniec – mózg, taniec – zwierzęta, jak również taniec – polityka. Tekst nie byłby pełny, gdyby nie dynamiczna i nowoczesna oprawa graficzna duetu Małgorzata Nowak, Agata Dudek ze Studia Acapulco. Większy format sprawia, że książki trudno nie zauważyć. Dużym sukcesem twórczyń jest też efekt przekazu ponadpokoleniowego, jak również możliwości wykorzystania publikacji jako narzędzia animacyjnego w wystawach, częściowo w zajęciach ruchowych, czy po prostu w dyskusji o tańcu. Warto zakupić. Takie przybliżenie tanecznego zjawiska może roztańczyć społeczeństwo. Oprawa twarda, szyta.
- Nie znajdziesz mnie po śladach stópprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Sylwia Błach Wydawnictwo Albus
Nie znajdziesz mnie po śladach stóp jest piękną, sugestywną metaforą, przypowieścią o niepełnosprawności z autobiograficznym odniesieniem. Sylwia Błach jeździ na wózku inwalidzkim. Nie przeszkodziło to jej w ukończeniu studiów informatycznych na Politechnice Poznańskiej, zrobieniu kariery w branży IT i rozwinięciu literackich skrzydeł. Wszak jest też autorką kilku książek dla czytelników dorosłych. Tym razem kieruje swój przekaz do dzieci, które nieświadomie mogą zadać osobom niepełnosprawnym mnóstwo cierpienia i dobrze wiadomo, że nie chodzi o ból fizyczny.
W każdym razie nie tylko. Główna bohaterka, którą można uznać za alter ego Sylwii Błach, prowadzi rozmowę z sześcioletnią przyjaciółką, Dobrawą. Tłumaczy jej większość zawiłości związanych z byciem osobą niepełnosprawną. Jak już się domyślamy, w tym konkretnym przypadku chodzi o jazdę na wózku, którą poetycko zapowiada tytuł. Nie znajdziesz mnie po śladach stóp, ale to przecież nie wszystko, zostawiam mnóstwo innych śladów za sobą, rozsyłam mnóstwo znaków, z których dowiesz się o mnie czegoś więcej niż opinie budowane na stereotypach – zdaje się powiadać autorka. Jednocześnie w tekście nie ma cienia publicystyki, wymiaru interwencyjnego. To tylko i aż głos literacki, stylowa osobista odezwa z wnętrza Sylwii Błach, która widocznie uznała, że nie może dłużej milczeć. I bardzo dobrze, bo w tym wypadku milczenie nie jest złotem. Wspaniale rozwija się ta poetycka opowieść. Mała Dobrawa nie została sportretowana jako dziecko naiwne, śmieszkujące, niepoważne.
Okazuje się świetną rozmówczynią, staje na wysokości zadania i zadaje mądre pytania otwarte na równie mądre odpowiedzi. Nie zadowala się byle czym. Dobrawa wyzwala w Sylwii niespotykaną chyba dotąd ekspresję i wolność słowa. Odbiorcy mogą wczuć się w jej postać, w towarzyszące poczucie zawstydzenia, które się po prostu zdarza (lub zdarzało np. w latach szkoły średniej). „Wstyd zabrał mi kawałek życia. Już nie lubię wstydzić się tego, kim jestem” – mówi Sylwia, która przedstawia się w tekście całą sobą. Nie pomija w zasadzie niczego: ani wątków typowo osobistych, ani utrudnień w infrastrukturze. Natomiast nawet te drugie wtopione są w immanentne cechy literatury pięknej, które wzbogacają ilustracje Karoliny Jeske nastrojowo powiązane z daną sceną, poniekąd streszczające symbolicznie sens tekstu. Na koniec cztery zabawy przybliżające stan ducha i umysłu osoby niepełnosprawnej w sposób stawiający de facto znak równości między nimi… a nami. Na koniec jesteśmy wszyscy razem. Oprawa twarda, szyta.
- Milcząca planetaprzez Edyta Kucharek
Autor: Dave Goulson
Wydawnictwo: Marginesy
Dave Goulson, uznany brytyjski entomolog, profesor biologii na Uniwersytecie Sussex, działacz ruchu na rzecz ochrony przyrody oraz autor książek popularnonaukowych (poprzednio na naszej liście: „Dżungla w ogrodzie” p. 12/2022), przekonuje, że wciąż nie jest za późno, aby zatroszczyć się o owady i zapobiec nadciągającej katastrofie.
Stara się zarazić czytelników swoją miłością do owadów, uczulić na problem spadku ich liczebności oraz pokazać, jak uratować je przed zagładą z podtytułu. Swoje rozważania rozpoczyna od krótkiej historii owadów i objaśnienia znaczenia tych maleńkich stworzeń w przyrodzie. Z pasją opisuje tu różnorodność ich kształtów oraz mnogość zachowań i sposobów życia. Wśród omawianych przykładów mamy ćmę żyjącą na Madagaskarze, która wysysa słoną wydzielinę spod powiek śpiących ptaków. Autor przedstawia też argumenty za ochroną owadów. Jeden z nich odwołuje się do obowiązku moralnego i mówi, że wszystkie organizmy mają takie samo prawo do życia na Ziemi jak człowiek.
W dalszej części książki Goulson omawia przyczyny spadku liczebności owadów, a przede wszystkim drastycznego zmniejszenia zasięgu występowania dzikich pszczół, trzmieli i motyli. Opierając się na najnowszych badaniach i raportach, analizuje szkodliwy dla populacji owadów wpływ stosowania pestycydów i nawozów sztucznych, wycinki lasów tropikalnych, zmian klimatycznych, zanieczyszczenia światłem czy też nowoczesnych technologii.
Ostatnia część książki to apel do działania na rzecz ochrony przyrody, a w szczególności owadów. Autor przedstawia tu propozycje dotyczące kształtowania świadomości ekologicznej, zazieleniania miast, zrównoważonego i przyjaznego dla natury systemu rolnictwa oraz poprawy ochrony owadów i siedlisk. Znajdziemy też konkretne zadania dla rządu, władz lokalnych, właścicieli ogrodów i działek, jak też dla wszystkich ludzi.
Rozdziały przeplatane są ciekawymi, krótkimi opowieściami o osobliwych zwyczajach i zachowaniach różnych gatunków owadów. Bohaterami tych historii są m.in. robotnice australijskiej mrówki miodnej pełniące funkcję magazynu nektaru, strzel kanonier, nazwany chrząszczem artylerzystą, który z woreczka w odwłoku wyrzuca w stronę napastnika wrzącą, toksyczną substancję, a także osa szmaragdowa, która zmienia karaczana w zombie.
Książka napisana jest przystępnym językiem, z pasją, entuzjazmem i proekologicznym przesłaniem. Pełna jest ciekawych faktów, danych naukowych oraz osobistych refleksji autora. Zawiera bibliografię oraz czarno-białe ilustracje.
Znakomita propozycja dla czytelników zainteresowanych owadami i ochroną przyrody. Okładka miękka, klejona. Polecam. - Gdy tylko cię ujrzałamprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Paige Toon
Wydawnictwo: Albatros
Paige Toon to coraz popularniejsza, także na polskim rynku, autorka książek z pogranicza romansu i literatury obyczajowej. Na naszej liście gościła dotąd dwukrotnie: z powieścią „Nic nie rani tak jak miłość” (przegląd 17/2023) i powieścią „Ktoś, kogo znałam” (przegląd 5/2024). Obie polecaliśmy i nie inaczej będzie tym razem – „Gdy tylko cię ujrzałem” to po prostu porządna, nowoczesna książka potrafiącej pisać twórczyni, która swoją twórczością celuje raczej w czytelniczki takich autorek jak Jojo Moyes niż tanich Harlequinów.
„Gdy tylko cię ujrzałam” to historia napisana szczególnie z myślą o dzisiejszych dwudziesto-, trzydziesto- i ewentualnie czterdziestolatkach – bo to głównie oni będą mogli utożsamić się z bohaterami. Ci zaś są stosunkowo młodymi ludźmi sukcesu – są atrakcyjni i zadbani, prowadzą udane życie zawodowe i satysfakcjonujące (przynajmniej pozornie) życie prywatne, nie gardzą przyjemnościami (także fizycznymi), a ponad to wciąż starają się przeć do przodu i osiągać zamierzone cele. Z założenia są singlami, ponieważ nie chcą, aby ktoś ich ograniczał. Tylko czy przypadkiem nieświadomie nie tęsknią za bliską osobą, z którą mogliby stworzyć trwałą relację? I czy w momencie, kiedy miłość w zasadzie puka do ich drzwi będą mieli odwagę odmienić swoje życie i za nią podążyć?
Głównej bohaterce, Hannah, ogromny problem sprawia przyznanie przed samą sobą, że na Sonnym, mężczyźnie, który spodobał się jej od pierwszego wejrzenia, naprawdę jej zależy. Nie pomaga jej w tym fakt, że choć mężczyzna na pierwszy rzut oka wydaje się pewnym siebie, a wręcz przebojowym playboyem (w dodatku pracującym jako fotograf modowy), szybko okazuje się, że ma on w duszy także mroczne zakątki, a za sobą przeszłość, która bywała bolesna. Oczywiście w życiu Hannah również zdarzały się gorsze momenty – nawet jeśli ona sama na co dzień niechętnie o tym mówi, a nawet myśli. Co ciekawe, relacja bohaterów, którzy dotąd nie stronili od seksu bez zobowiązań, wcale nie rozpoczyna się od zbliżenia. Dzieje się tak głównie z tego powodu, że Sonny pod wpływem terapii postanowił na pewien czas zostać seksualnym abstynentem. Mężczyzna wierzy, że tylko taka postawa może pomóc mu zebrać swoje życie z powrotem do kupy. W konsekwencji Hannah i Sonny, zanim pójdą do łóżka, najpierw się ze sobą zaprzyjaźniają i budują relację opartą na zaufaniu. Jak się okazuje, to działa, a napięcie seksualne między nimi z biegiem czasu wcale nie opada.
Powieść można polecić czytelnikom podobnych romansów – jest dobrze napisana, wciąga, a z jej bohaterami da się łatwo współodczuwać. Czego w takim przypadku chcieć więcej? Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - (Nie) boję sięprzez Edyta Kucharek
Autorka: Anna Kang
Wydawnictwo: Mamania
Wydawnictwo: BD O
Książka obrazkowa amerykańskich twórców, prywatnie małżeństwa, stanowi część nieprezentowanego jeszcze na naszej liście cyklu o dwóch kolorowych stworkach; poprzednie tomy: „(Nie) jesteś mały” i „To (nie) moje” ukazały się w 2025 roku.
Tym razem bohaterowie – duży, brązowy stworek i mały, fioletowy stworek – są w parku rozrywki i przymierzają się do przejazdu kolejką górską. Zanim jednak zdecydują się wsiąść do Pętli Grozy toczą ze sobą rozmowę o różnych obliczach strachu. Mniejszy stworek stara się dodać odwagi przyjacielowi i przekonać go, że jest dużo rzeczy o wiele straszniejszych od rollercoastera. Tu czytelnicy na kolejnych stronach dostają listę wszelkiej maści potworności. A są na niej m.in.: „wanna pełna włochatych pająków”, „wulkan z gorącą lawą” oraz „patelnia smażonych mrówek”.
W końcu obaj przyjaciele (z nietęgimi minami) wsiadają do kolejki i razem stawiają czoła strachowi. Tu z kolei mali czytelnicy mogą śledzić ich szaloną jazdę. Okazuje się ona tak ekscytująca, że bohaterowie decydują się na nią jeszcze raz.
Książka w lekki, zabawny sposób pokazuje, że warto przełamywać strach i próbować nowych rzeczy. Rysownikowi doskonale udało się poprzez wyrazistą mimikę uchwycić emocje bohaterów i podkreślić humorystyczny wydźwięk historyjki. Ilustracje w stylu kreskówkowym wykonane są tuszem i akwarelą. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Monolokprzez Radosław Pulkowski
Autor: Paweł Sołtys
Wydawnictwo: Czarne
Paweł Sołtys, na scenie muzycznej znany też jako Pablopavo, rozpoczął swoją udaną karierę literacką od dwóch tomów opowiadań i krótkich próz (nazywały się „Mikrotyki” i „Nieradość”). Po kilku latach przerwy zaczął mocować się z formą bliższą powieści – najpierw pod koniec 2024 roku ukazała się książka pt. „Sierpień”, teraz przyszła pora na „Monolok”. Tak się składa, że czytałem trzy z czterech książek Sołtysa – ta jest według mnie najlepsza.
„Monolok” to rozpisany na jakieś sto dwadzieścia stron monolog fryzjera z Grochowa, który powoli zbliża się do końca życia. Jest wdowcem, wychował się w domu dziecka, w wolnych chwilach zawsze lubił czytać – tego i owego się o nim dowiadujemy, ale tak naprawdę to nie on jest głównym bohaterem tej książki. Jest raczej jej narratorem, przekaźnikiem. Ludzkiego głównego bohatera w zasadzie tu nie ma, bo główne skrzypce gra w tej książce jakby ponadindywidualny żywioł opowieści. Historie opowiadane przez fryzjera płyną nieprzerwanie, od jednej do drugiej, nie przejmując się tym, czy są prawdziwe, czy może zmyślone albo podkoloryzowane, i stanowią wartość samą w sobie. Choćby dlatego, że to właśnie opowieści mają moc zatrzymywania czasu, albo raczej utrwalania czegoś, co kiedyś było, ale zdążyło odejść.
Jedna historia wynika tu z drugiej, książka Sołtysa ma strukturę podobną do spotkania w barze czy właśnie u fryzjera, gdzie zainteresowani opowiadają sobie, co wydarzyło się im, albo ludziom, których lepiej lub gorzej znają. Czasami bohaterem jest warszawski pisarz czy profesor, innym razem robotnik lub złodziej, czasami nieśmiałe i otyłe dziecko, które zmieniło się w beneficjenta przemian ustrojowych, kiedy indziej trzy podstarzałe siostry, które dorabiają do emerytur stawianiem tarota i nade wszystko kochają swoje psy. Zdarza się, że akcja opowieści zahacza o Powstanie Warszawskie, kiedy indziej rozgrywa się w dziwnym PRL-owskim bezczasie albo niestabilnych latach transformacji. Wszystkie te historie mają jednak geograficzną cechę wspólną – monologujący fryzjer jest z Grochowa, więc opowiada o osobach, które mają coś wspólnego z tą warszawską dzielnicą (a niejednokrotnie spędziły w niej całe życie).
W efekcie dostajemy napisany żywym, przekonującym językiem literacki hołd dla zwyczaju snucia ustnych opowieści. W dodatku przesiąknięty starą Warszawą, w tym językiem jej ulicy, czego jako mieszkańcy tego miasta chyba nie możemy nie docenić. Czyta się jednym tchem, jak gdyby naprawdę słuchało się narratora, siedząc w fotelu fryzjerskim. Może zresztą ma on jakiś rzeczywisty pierwowzór? Tak, czy inaczej: bardzo polecam zakup tej książki wszystkim warszawskim bibliotekom, i nie tylko im. Oprawa twarda, szyta. - Proste rzeczyprzez Radosław Pulkowski
Autor: Marcin Wicha
Wydawnictwo: Agora
Marcin Wicha był powszechnie cenionym pisarzem i grafikiem, laureatem Nagrody Literackiej Nike za książkę „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”. Był, ponieważ zmarł przedwcześnie w styczniu ubiegłego roku. „Proste rzeczy” to prawdopodobnie ostatnia jego książka. Wicha nie pisał jej jednak tuż przed śmiercią, tak jak wydanego w zeszłym roku eseju pt. „Kamionek”. Mamy bowiem do czynienia ze zbiorem felietonów, które były publikowane w „Magazynie Świątecznym”, a więc weekendowym wydaniu „Gazety Wyborczej” w latach 2015-2018.
W światku literackim Wicha zdobył rozgłos, pisząc o dizajnie (patrz książka: „Jak przestałem kochać design” wydana w 2015 roku). Również w felietonach zawartych w „Prostych rzeczach” projektowanie bywa punktem wyjścia do pozornie luźnych, ale zawsze głęboko przemyślanych rozważań Wichy na tematy wszelakie. Jednak nie zawsze tak jest: Wicha na pewno nie ogranicza się do dizajnu. W sumie częściej porusza tematy społeczno-polityczne: snuje rozważania o edukacji, krytykuje konsumpcjonizm, upomina się o prawa mniejszości, pochyla nad rosnącymi podziałami społecznymi, zahacza o kryzys uchodźczy czy czarne protesty, które mają wówczas miejsce. Krótko mówiąc, myśli na piśmie – w sposób odpowiedzialny, niepozbawiony ironii, ale bez drapieżności. Po prostu mając jak najlepsze intencje.
Felietony Wichy są zabawne, ale pisanie na poważnie – problemy, które pisarz porusza, są zazwyczaj ważnymi problemami współczesności. Twórca obiera jednak strategię widzenia ich w indywidualnej skali, nikogo do niczego nie nawołuje. Raczej to i owo zauważa i się nad tym zastanawia. No cóż, mówiąc krótko, są to po prostu dobre felietony. W dodatku w większości poruszające sprawy, które po mniej więcej dekadzie wciąż są aktualne – nawet jeśli nazwisko wspominanej przez Wichę polityczki od tamtego czasu miało prawo wypaść nam z głowy, a serial o którym wspomina zastąpiły inne, nowsze seriale. „Proste rzeczy” to zarówno pożywna, jak i rozrywkowa lektura, a przy tym dzieło pisarza słusznie docenionego. W kategorii „felieton” zasługuje na najwyższe oceny i dlatego polecam ją jako zakup biblioteczny. Oprawa miękka, klejona. - Psie afirmacjeprzez Edyta Kucharek
Autorka: Andrea Cáceres
Wydawnictwo: Jaguar
Wenezuelska ilustratorka mieszkająca w Nowym Jorku z czułością i humorem portretuje psy i z psiej perspektywy pokazuje, co naprawdę liczy się w życiu.
Autorka od lat mieszka razem z pieskiem Tobim, który jest jej najlepszym przyjacielem. Interesuje ją jego wewnętrzny świat. Często w rozmaitych sytuacjach życiowych, zastanawia się, co sądzi o tym Tobi. Patrzenie na świat z psiej perspektywy pozwala jej lepiej rozumieć siebie i cieszyć się codziennością. Tobi widnieje na okładce jako uroczy słodziak przeglądający się w lustrze, znajdziemy go też w środku książki pośród innych sportretowanych psiaków.
Psi bohaterowie zachęcają czytelników do samoakceptacji, doceniania codziennych chwil, ufności, bliskości, uważności, wybaczania, optymizmu i dostrzegania piękna w drobiazgach. Przypominają o tym, by każdego dnia znajdować czas na aktywność, kontakt z naturą i odpoczynek. W zbiorze znajdziemy takie złote myśli, jak: „Dzisiaj będę szczekać, kiedy tylko najdzie mnie ochota”, „Zasługuję na wszystkie smaczki świata”, „Dzisiaj upoluję wielki patyk” czy „Jestem najlepszą wersją siebie”.
Afirmacje przeplatane są przemyśleniami autorki na temat wspólnego życia z psem oraz jej życiowymi poradami. Idealna propozycja dla miłośników psów, zarówno tych małych, jak i dużych. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Gwarno. O językach i gwarach w Polsceprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Martyna Skibińska
Ilustratorka: Aga Probola
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Ta wydana przez wydawnictwo Dwie Siostry we współpracy z Instytutem Różnorodności Językowej Rzeczypospolitej książka opowiada o czymś, co wcale nie musiałoby być dla młodego czytelnika zajmujące, jednak robi to w taki sposób, że zdecydowanie może zainteresować każdego. Chodzi o język, a w szczególności języki mniejszościowe i gwary, które są używane w naszym kraju – bo przecież nie każdy w Polsce mówi (i nie każdy musi mówić) literackim językiem polskim. W zasadzie prawie nikt z nas tego nie robi, i bardzo dobrze, bo to z niejednolitości i różnorodności bierze się językowa energia.
Autorka tej książki, Martyna Skibińska, zaczyna od podstaw, a zatem od dopasowanych do poziomu młodszego czytelnika refleksji o tym, czym właściwie jest język, po co jest nam potrzebny, z czego się składa i w jaki sposób z dnia na dzień się zmienia. Mniej lub bardziej uświadomione refleksje na temat języka nie są przecież obce nikomu – każde dziecko na pewno zauważyło choćby fakt, że nieco innym językiem rozmawia z rówieśnikami, innym z rodzicami, a jeszcze innym z nauczycielami. Jak pisze autorka, zwracając się do czytelnika: „Dla kolegów możesz być »ziomusiem« albo »mordeczką«, dla domowników »skarbem«, a dla szkoły – »zdolnym narybkiem, którego przyszłość rysuje się w jasnych barwach«.” W drugiej części książki Skibińska przygląda się najważniejszym gwarom obecnym w Polsce, m.in. krakowskiej, kurpiowskiej, podhalańskiej czy warszawskiej – przede wszystkim w pełen humoru sposób pokazuje, jak mniej więcej te gwary wyglądają, przytacza słowa i zwroty, charakteryzuje. Gwarantuję, że na przykład podczas lektury stron poświęconych gwarze warszawskiej trudno będzie ukryć uśmiech na twarzy. W ostatniej, trzeciej części autorka przygląda się wielu językom mniejszościowym używanym na terenie Polski: białoruskiemu, czeskiemu, hebrajskiemu i jidysz, karaimskiemu, kaszubskiemu, litewskiemu, łemkowskiemu, niemieckiemu, ormiańskiemu, romskiemu, słowackiemu, śląskiemu, tatarskiemu, ukraińskiemu, wietnamskiemu, wilamowskiemu, a także polskiemu językowi migowemu. Oczywiście na przestrzeni dwóch czy czterech stron nie może pozwolić sobie na wiele, ale pokrótce wyjaśnia, kto i gdzie mówi danym językiem, opisuje go, pokazuje ciekawe słowa lub często używane zwroty.
„Gwarno” to naprawdę udana publikacja edukacyjna, która według mnie powinna znaleźć się w bibliotekach nawet jeśli nie będzie w nich biła rekordów popularności. Z łatwością można też wyobrazić sobie ciekawe zajęcia biblioteczne przygotowane z jej pomocą, co stanowi dodatkową zaletę. Polecam zakup. Oprawa twarda, szyta. - Zagubiony wątekprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Daisy Dunn
Wydawnictwo Literackie
Książka aspirująca do tytułu nowej historii starożytnego świata, w której kluczową rolę odgrywają kobiety. Autorka zdaje sobie sprawę z ograniczeń badawczych – brakuje źródeł, które ukazałyby kompletny obraz kobiecej aktywności w dawnym greckim czy rzymskim świecie. Między innymi dlatego „Zagubiony wątek” nie rości sobie prawa do wyczerpania tematu czy całościowego opisu podejmowanego zagadnienia. Co więcej, Daisy Dunn nie umniejsza udziałowi mężczyzn w historii, więc oni także pojawiają się na kartach publikacji. Nie przeszkadza to realizacji głównego celu opracowania, którym jest rzucenie światła na te postacie, które stoją u boku mężczyzn, pomiędzy bohaterami, wojownikami, władcami i artystami tj. na żony, matki, córki, kochanki czy niewolnice. Autorka przez piętnaście lat szuka śladów kobiet w starożytnej literaturze i owocach odkryć archeologicznych. Odnajduje wiele wcześniej niedostrzeganych znaków, interpretuje je i łączy w spójną całość, tworząc doprawdy wciągającą historię. Kobiety, choć nie sprawują bezpośrednio władzy w starożytnych państwach, nie wydają rozkazów i nie tworzą prawa to kształtują bieg losu świata. Ich sylwetki inspirują – wystarczy wspomnieć poetkę Safonę, olimpijkę Kyniskę ze Sparty, dyplomatkę Atossę czy wojowniczkę Artemizję z Halikarnasu czy zaangażowaną politycznie żonę Marka Antoniusza, Fulwię. Podobnych postaci jest o wiele więcej, Daisy Dunn wydobywa je z cienia, przywraca należną im pamięć przechowaną przypadkowo w artefaktach przeszłości jako mało ważne wzmianki czy elementy tła. Książka przynosi także ciekawe analizy starożytnej literatury. Autorka to filolożka klasyczna, co wyraźnie zaznacza się w tekście publikacji. „Zagubiony wątek” to interesująca, ożywcza, spektakularnie napisana praca popularnonaukowa, która dzięki przystępnemu językowi i pełnemu charyzmy stylowi badaczki, może odnaleźć swoje miejsce nie tylko w czytelniach naukowych, również w bibliotece osiedlowej. Bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta. - Cuchnące śledztwoprzez Edyta Kucharek
Autor: Jean-Clade Mourlevat
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom: BD II/III
Trzeci tom cyklu detektywistycznego autorstwa cenionego francuskiego autora literatury dziecięcej, laureata Astrid Lingren Memorial Award (2021); poprzednio na liście: „Jefferson. Detektyw mimo woli” p. 12/2024.
Akcja najnowszej części toczy się zimą w dwóch krainach: zwierząt, które noszą ubrania, mówią, korzystają z telefonów komórkowych, oraz ludzi, którzy, no cóż, mają sporo na sumieniu i reprezentują czarne charaktery. Starszy o dwa lata jeż Jefferson, student ostatniego już roku geografii, powraca i podejmuje nowe dochodzenie.
Wszystko zaczyna się od znalezienia w śniegu przemarzniętego znajomego – głuchego kota fotografa Emila. Kot został napadnięty przez człowieka przebranego za zwierzę, który zrabował mu aparat fotograficzny. Jefferson prowadzi w tej sprawie śledztwo razem ze swoim przyjacielem, pogodnym prosiakiem Gilbertem, serwisantem centralnego ogrzewania. Pomagają im też głucha wiewiórka Agata oraz nutria Marcel.
Tropy prowadzą naszych bohaterów do lasu i nielegalnego składowiska odpadów końcowych. Wpadają tam jednak w łapy uzbrojonych strażników i ich szefa, którzy wtrącają ich do lodowatego więzienia. Wprawdzie śmiertelnie przerażonym i przemarzniętym więźniom udaje się stamtąd uciec, ale wkrótce po tym zostaje uprowadzony ze swojego domu Gilbert. Jefferson, chcąc uratować przyjaciela, musi się udać do krainy ludzi. W niebezpieczną przygodę wciąga grupę głuchych zwierząt i Marcela.
Autor łączy w tej pełnej akcji opowieści dość mroczną, a do tego śmierdzącą intrygę kryminalną z elementami sensacyjnymi i wątkiem ekologicznym. Zwraca uwagę przede wszystkim na niszczący wpływ nielegalnych składowisk odpadów na środowisko naturalne. Krytycznie, z ironicznym poczuciem humoru portretuje ludzkie środowisko, odznaczające się tu bezwzględnością, zachłannością i tępotą.
„Cuchnące śledztwo” to też opowieść o współpracy, sile przyjaźni i pokonywaniu lęków. Bohaterowie kilkakrotnie zostają postawieni w sytuacjach bez wyjścia, które prowokują ich do głębszego spojrzenia na siebie i zastanowienia się nad tym, co jest w życiu ważne. Powieść napisana jest plastycznym językiem, z polotem i humorem. Zawiera czarno-białe ilustracje. Niektóre sceny mogą być zbyt drastyczne dla wrażliwych czytelników. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Trzeba było graćprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Anne Sebba
Wydawnictwo: Znak
Książka opisująca niebywałe zjawisko dziewczęcej orkiestry obozowej z Auschwitz-Birkenau. Zespół powstaje z inicjatywy Marii Mandl, zwanej bestią z powodu wyjątkowego okrucieństwa. Makabryczny pomysł rodzi się z chęci rywalizacji i wzbudzenia szacunku u przełożonych Marii. Orkiestra kobiet ma za zadanie dorównać a nawet przewyższyć jakością orkiestrę funkcjonującą w męskiej części obozu. Ambicja i marzenie o splendorze nadzorczyni SS-Aufseherin staje się szansą na przeżycie dla więźniarek, które szczęśliwie potrafią grać na instrumentach muzycznych. Dyrygentką zostaje Zofia Czajkowska, która początkowo tworzy zespół z samych Polek, z czasem jednak dołączają do nich także Żydówki. Kiedy kierowanie zespołem przejmuje druga dyrygentka, wybitna skrzypaczka, Alma Rose, orkiestra rozrasta się do około czterdziestu kobiet. Taki skład liczbowy nie wynika z dużego zapotrzebowania na muzyczki w obozie. Wynika on z faktu, że esesmani, zezwalając na stworzenie żeńskiej orkiestry, stawiają warunek, by Żydówki nie zdominowały zespołu. Im więcej kobiet (w ogóle) dołącza do orkiestry, tym większa jest szansa na ocalenie tych, dla których pochodzenie stanowi wyrok śmierci. Prawie wszystkie członkinie zespołu (prócz samej Almy) przetrwały obozowe piekło i zawdzięczają to – jakkolwiek dziwnie i niestosownie by to nie brzmiało – muzyce. Jednak nie jest to opowieść o ocalającej sile sztuki, raczej o jej wypaczeniu przez hitlerowską machinę zła. Koncerty w obozie to jedno z wielu narzędzi dręczenia uwięzionych ludzi, stanowią ważny element obozowej rutyny, ale zamiast dawać przyjemność, zadają ból. Wspominają o tym zarówno ci, którzy grali, jak i ci, którzy musieli ich słuchać. Orkiestra wygrywa melodie przy wymarszu do pracy i podczas powrotu na koniec dnia, koncerty akompaniują egzekucjom i karom, służą kłamliwej propagandzie, czasami przynoszą rozrywkę ucztującym katom. Autorka publikacji analizuje wszystkie aspekty funkcjonowania zespołu, opisuje zjawisko zarówno z perspektywy więźniarek zmuszanych do słuchania muzyki, jak i z perspektywy muzyczek zgłaszających się do orkiestry dobrowolnie albo wcielanych do niej pod przymusem. Występy dla tych pierwszych są torturą i kpiną, zaś dla tych drugich sposobem przetrwania, polepszeniem warunków życia a ostatecznie ocaleniem, za które jednak płacą wysoką cenę. Publikacja wyczerpująco ukazuje nieznany bliżej fragment obozowej rzeczywistości, poza tym przybliża przedwojenne i powojenne biografie bohaterek. Ciekawa, dobrze napisana propozycja lekturowa dla zainteresowanych II wojną światową i Holokaustem. Bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta. - Historia pewnego sercaprzez Edyta Kucharek
Autor: Rachel Clarke
Wydawnictwo: Mando
Książka brytyjskiej pisarki i lekarki, specjalistki medycyny paliatywnej to historia dwójki dziewięcioletnich dzieci, które zostały połączone jednym sercem.
Keira była wesołą, pełną życia dziewczynką, która w wypadku samochodowym doznała rozległych obrażeń głowy i szyi. Doprowadziło to do śmierci mózgowej. Jej rodzice zdecydowali się oddać organy dziecka do transplantacji. Serce Keiry trafiło do Maxa, który od roku oczekiwał na transplantację z powodu kardiomiopatii rozstrzeniowej, czyli nieprawidłowego rozrostu komór serca. Stan serca Maxa był tak zły, że lekarze w oczekiwaniu na przeszczep, musieli wszczepić mu specjalną pompę wspomagającą pracę organu.
Praktyka transplantacyjna ukrywa dane dawcy i biorcy, ale w tym wypadku historia Maxa została nagłośniona przez telewizję i mama dziewczynki była niemal pewna, że to on dostał serce jej córki. Kiedy odszukała rodziców biorcy, obie rodziny postanowiły się spotkać. Na jednym ze spotkań rodzice dziewczynki mogli posłuchać bicia serca Keiry w piersi Maxa. Oprócz samej historii czytelnik poznaje również historię transplantologii, organizację całego systemu transplantologicznego oraz kulisy pracy pielęgniarek i lekarzy.
Bardzo poruszająca, pokazująca całą emocjonalną złożoność sytuacji: ból i tragedię jednej rodziny, napięcie towarzyszące całemu zespołowi transplantacyjnemu oraz nadzieję i radość rodziny biorcy. Clarke nie poszukuje sensacji, tylko w pełny empatii sposób opowiada historię o odwadze i człowieczeństwie. Okładka miękka, klejona. Polecam. - Czarodziej osobistyprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Dorota Gellner
Ilustrator: Piotr Fąfrowicz
Wydawnictwo: Bajka
Poziom czytelniczy: BD I/II
Najnowsza książka znanej autorki książek dla dzieci. Ostatnio na naszej liście „Sknera” – przegląd 11/2025. „Czarodziej osobisty” to zbiór utworów pisanych prozą i wierszem, które zasadniczo można podzielić na trzy typy. Pierwszy, to krótkie, podzielone na wersy i strofy wiersze. Drugi – niedługie opowiastki, które niby są pisane prozą, ale jednak w ryzach trzymają je rym i rytm. I w końcu trzeci – nieco bardziej rozbudowane, zajmujące zwykle 2-3 strony autorskie baśnie zapisane po prostu prozą. Najciekawsze są te ostatnie, głównie ze względu na to, że wyobraźnia autorki miała tu największe pole do popisu, ale i nad niektórymi z krótkich wierszy czytelnik lub czytelniczka mogą refleksyjnie przystanąć.
Dorota Gellner używa dość typowego baśniowego imaginarium – mamy tu do czynienia z czarodziejami, księżniczkami i książętami, pastereczką, wróżkami czy marzycielem. Oczywiście bohaterowie i bohaterki nierzadko są dziećmi. Czasami autorka odwraca najbardziej wyświechtany porządek – na przykład w historii, której bohaterem, w miejsce śpiącej królewny, jest śpiący królewicz. Kiedy indziej swobodnie bawi się kontekstami, jak w baśni „Odwracanie żuka”, która dorosłym czytelnikom może skojarzyć się z pewnym słynnym fragmentem z „Dziennika” Witolda Gombrowicza, a jeszcze kiedy indziej – komplikowaniem typowych baśniowych fabuł (tu za przykład może posłużyć baśń „Czarodziej osobisty i listy”).
Z tekstów zawartych w tej książce można wyczytać pewną życiową mądrość. Raz są one pogodne, innym razem raczej smutne, ale ich przekaz ma przede wszystkim umacniać małych czytelników w tym, aby byli sobą, patrzyli z życzliwością na innych, kochali, marzyli, zachwycali się, czasami płakali, ale zawsze żyli pełnią życia. A do lektury od najmłodszych lat używali zarówno wyobraźni, jak i wrażliwości. Według mnie teksty zawarte w tomie są dość nierówne, ale tym lepszym nie można odmówić uroku. Oprawa twarda, szyta. - Jutro będę dzielnyprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Sabine Bohlmann
Ilustratorka: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom czytelniczy: BD 0/I
Ciepła opowieść niemieckiej pisarki o dziecku, które potrzebuje nieco więcej czasu, by dojrzeć – co oczywiście w żaden sposób nie czyni go gorszym od rówieśników. Spośród pięciu jaj złożonych przez Ptasią Mamę wykluły się cztery, zaś piąte wciąż pozostaje nienaruszone. Ostatnie pisklę wykluwa się dopiero cztery dni później niż jego rodzeństwo. Podobnie jest z lataniem, czyli podstawową ptasią umiejętnością. Cztery małe ptaki pewnego dnia po prostu postanawiają wyfrunąć z gniazda i robią to, niewiele przy tym myśląc. Jednak nie ostatnie pisklę – ono czeka naprawdę długo. Choć inne ptaki już dawno w nie zwątpiły, a wręcz naśmiewają się z niego, Ptasia Mama i Ptasi Tata są pewni, że po prostu potrzebuje ono trochę więcej czasu niż inni i z pewnością któregoś dnia samo zapragnie latać. Nie poganiają więc pisklaka, nie martwią się o niego, nie wywierają presji. Zamiast tego cieszą się każdym dniem jego obecności w gnieździe. Aż któregoś dnia okazuje się, że to rodzice od początku mieli rację – młody ptak wreszcie czuje się gotowy i rusza w świat o własnych skrzydłach. W dodatku, jak pisze Sabine Bohlmann, bohater „poszybował wyżej i dalej niż inne ptaki”.
Dużą zaletą i dodatkowym wyróżnikiem tej prostej historii o ptaku, który długo nie mógł poczuć się gotowy, aby wyfrunąć z gniazda, są ilustracje Emilii Dziubak – popularnej polskiej ilustratorki książek dla dzieci, która współpracuje nie tylko z polskimi, ale i z zagranicznymi autorami. „Jutro będę dzielny” to doskonały przykład takiej współpracy, bo książka ukazała się na polskim rynku w przekładzie z niemieckiego. Dziubak jest artystką, której styl łatwo rozpoznać – w tej książce tym łatwiej, że robi ona dokładnie to, co lubi najbardziej, czyli maluje zwierzęta. W „Jutro będę dzielny” dominują zielenie, brązy i żółcie (nic dziwnego, skoro akcja rozgrywa się wśród koron drzew), a ptaki jak najbardziej przypominają rzeczywiste pierwowzory, choć są obdarzone oczami, z których da się wyczytać zupełnie ludzkie emocje. Książkę można polecić jako zakup biblioteczny. Oprawa twarda, szyta. Duży format. - Kobiece pisanie – trzy portretyprzez Edyta Kucharek
Autorka: Beata Walęciuk-Dejneka
Wydawnictwo Naukowe UwS
Publikacja dr Beaty Walęciuk-Dejneki, literaturoznawczyni, profesor Uniwersytetu w Siedlcach, koordynatorki projektu badawczego „Zapomniane pisarki polskie – odkrywanie utraconej historii”, wydana przez Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu w Siedlcach.
Niewielkiej objętości monografia poświęcona jest polskiemu pisarstwu kobiet, które działały w XIX i XX wieku. Autorka skupia się na nieznanych lub zapomnianych przez historię literatury pisarkach, przybliżając ich sylwetki i twórczość, jak też włączając je w przestrzeń kobiecego pisarstwa. Ich dorobek stanowią dość proste, niewymagające utwory (o niewyszukanym kunszcie artystycznym) z zakresu literatury popularnej, realistycznej, romansowej i autobiograficznej. Niemniej jednak zdaniem badaczki zasługują na dostrzeżenie, ponieważ stanowią ciekawy zapis ówczesnych realiów, pokazują też doświadczenia kobiet, ich sytuację egzystencjalną i prywatną, walkę o prawa, zaangażowanie społeczno-narodowe oraz proces emancypacji.
Bohaterkami szkiców są: Bibianna Moraczewska, autorka opowiadań, powiastek obyczajowo-historycznych i dziennika, Maria Morzycka-Obuchowska, autorka pamiętników pisanych w drodze na zesłanie syberyjskie i podczas pobytu na Syberii, a także Zofia Cieszkowska, pisarka, bojowniczka o prawa kobiet, nauczycielka Gimnazjum Państwowego im. Bolesława Prusa w Siedlcach. Monografia składa się z pięciu rozdziałów, napisana jest w przystępny sposób. Zawiera przypisy, bibliografię oraz indeks.
Propozycja dla czytelników zainteresowanych literaturoznawstwem i literackimi herstoriami. Okładka miękka, klejona. - Polska sarmackaprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Mateusz Wyżga
Wydawnictwo: Znak
Epoka nowożytna w dziejach Rzeczypospolitej bywa zazwyczaj opisywana przez pryzmat licznych konfliktów z sąsiadami, rosnącej potęgi magnaterii oraz stopniowej degeneracji systemu politycznego, której konsekwencją był upadek państwa pod koniec XVIII wieku. Mateusz Wyżga w swojej najnowszej książce idzie pod prąd tych wyobrażeń. Polska sarmacka – praca monumentalna, zarówno pod względem objętości, jak i bogactwa treści – pozwala spojrzeć na analizowany okres z zupełnie innej perspektywy. W studium obejmującym lata 1500 – 1800 autor oddaje głos tym, którzy w narracjach poświęconych tej epoce bywają pomijani: chłopom, mieszczanom, służbie oraz ubogiej szlachcie. Opowieść wybitnego historyka stanowi odejście od opisu skoncentrowanego na wielkiej polityce, słynnych bitwach i ich wodzach, na rzecz relacji o codziennym życiu zwykłych ludzi, ich zabiegach wokół poprawy swojej egzystencji oraz stosunkach międzyludzkich. Autor wielokrotnie oddaje głos swoim bohaterom, choć są to oczywiście świadectwa przefiltrowane przez specyfikę analizowanych dokumentów. W tym przypadku są nimi księgi sądów grodzkich i ziemskich. Charakter tych materiałów źródłowych sprawia, że przede wszystkim mamy do czynienia z opisem sytuacji konfliktowych, to one bowiem najczęściej trafiają na wokandę sądową, zarówno dziś, jak i w odległej przeszłości. Wyżga dokonuje również swoistej rewitalizacji pojęcia „sarmacki” przez długi czas utożsamianego wyłącznie ze szlachtą i przedstawianego w sposób karykaturalny. Tymczasem, jak przekonująco pokazuje ów styl życia nie był przynależny jedynie tej jednej grupie społecznej. Sarmacki wzorzec kulturowy okazywał się atrakcyjny również dla przedstawicieli innych stanów i funkcjonował jako model aspiracyjny, do którego można było się odwoływać i który można było naśladować. Inną istotną kwestią poruszaną w pracy jest dekonstrukcja mitu przedstawiającego warstwę chłopską jako bierną, całkowicie podporządkowaną i pozbawioną świadomości prawnej. Bogactwo przywołanych spraw sądowych pokazuje, że mieszkańcy wsi stosunkowo chętnie korzystali z drogi prawnej, a tym samym posiadali wyraźne możliwości egzekwowania swoich praw. Współczesnych czytelników może również zaskakiwać fakt, wyraźnie dostrzeżony i podkreślony przez autora, że znaczną sprawczością dysponowały także kobiety, w tym przedstawicielki warstw ludowych. Zgodnie z tą interpretacją nie były one jedynie biernym tłem wydarzeń, lecz aktywnymi podmiotami życia społecznego: podejmowały decyzje dotyczące własnego losu, potrafiły negocjować, nawiązywać relacje, prowadzące do realnej zmiany ich statusu, uzyskiwać zwolnienie z poddaństwa, a także skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem.
Jest to praca niezwykle wartościowa i ma wszelkie dane ku temu, aby z czasem stać się pozycją kanoniczną. Autor proponuje bowiem ambitną syntezę zjawisk, która wykracza poza proste schematy interpretacyjne: oddaje głos grupom marginalizowanym, a co więcej wsłuchuje się w ten głos z dużą uwagą i empatią. Polecam zdecydowanie. Oprawa twarda, szyta. Anna Karczewska - Skąd się biorą uczucia?przez Katarzyna Olszewska
Autorka: Sandra Grimm
Ilustratorka: Lena Ellerman
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD I
Ważna i potrzebna publikacja dla dzieci, wprowadzająca w zawiły świat emocji. Dwie niemieckie artystki – Sandra Grimm i Lena Ellerman łączą siły, by opowiedzieć małym czytelnikom czym są uczucia, które do nas przychodzą i co robią z naszym ciałem oraz umysłem, a także po co to wszystko i jaki pożytek ze smutku, radości, strachu albo gniewu. Oczywiście na tytułowe pytanie także znajdzie się odpowiedź. A że o uczuciach nie zawsze się łatwo rozmawia, pomysł autorek opiera się na odwołaniach do tego, co odbiorcy znane a także na prostych skojarzeniach z kolorami, kształtami i dźwiękami. Oczywiście obcowanie z tekstem książeczki wzbogaca także słownictwo związane z emocjami i przybliża zasady dobrej komunikacji, lecz gdy brakuje słów, metafora i porównanie bywają jedynym ratunkiem. Owocem gry znaczeń jest między innymi złość – czerwona w kształcie kłującego rogami trójkąta czy smutek – ciężki i szary jak słoń. Duże pole do popisu ma ilustratorka publikacji, której zadanie polega na zainicjowaniu sieci symbolicznych i znaczeniowych powiązań a także na pobudzeniu dziecięcej aktywności. Ważnym tematem książki jest mowa ciała, która zostaje poddana analizie i stanowi element gry w dopasowywanie. Chwyt znany i sprawdzony w literaturze dziecięcej nie tylko pomaga w przekazywaniu treści, lecz także uczy empatii i wspiera budowanie relacji z rówieśnikami.
Publikacja zatem pomaga zrozumieć i siebie, i drugiego człowieka, ale też pokazuje, że uczucia są sprawą bardzo osobistą. Autorki podkreślają, że jedna sytuacja może wywołać u kilku osób różne uczucia oraz reakcje. I to jest jak najbardziej normalne, podobnie jak pojawianie się emocji, których nie lubimy czy nie chcemy, bo są trudne, lecz nie zwalniają z obowiązku panowania nad sobą. Książka zawiera porady dotyczące tego, co robić, kiedy jest nam źle, jak zapanować nad emocjami, ale też uczciwie uprzedza, że czasami nie pomaga naprawdę nic. Taka szczerość komunikatu kierowanego do dzieci zawsze jest w cenie, zapobiega rozczarowaniu i często staje się sprawdzianem dla książki. Obstawiam, że w tym przypadku egzamin będzie zdany. Doceniam zamieszczoną na ostatnich stronach zachętę do rozmowy o silnych emocjach z kimś dorosłym z bliskiego otoczenia lub czekającym pod tzw. „numerem na zmartwienie” (telefon zaufania dla dzieci i młodzieży). Publikacja mądra, przydatna, dostosowana do możliwości poznawczych małego odbiorcy – bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta. - Powrót wyrzutkówprzez Edyta Kucharek
Autorka: Agata Loth-Ignaciuk
Wydawnictwo: Druganoga
Poziom: BD I
Agata Loth-Ignaciuk, założycielka Wydawnictwa Druganoga, ilustratorka i autorka książek dla dzieci, w swojej najnowszej publikacji opowiada historie tytułowych wyrzutków, czyli zużytych, niepotrzebnych przedmiotów, które dzięki ludzkiej wyobraźni dostają szansę na drugie życie.
Historie antropomorfizowanych śmieci splata z życiem codziennym Tosi, jej młodszego brata Zygi oraz rodziców. Jednym z tytułowych wyrzutków jest odrapany stolik balkonowy, który najpierw ląduje w śmietniku, a stamtąd trafia do ogrodu rodziny Tosi. Mama dziewczynki zdziera z niego szlifierką rdzę i maluje go wspólnie dziećmi. Odświeżony stolik znowu czuje się młodo. Drugą młodość przeżywa również poplamiona burakami biała spódnica Tosi, która zostaje przerobiona na wspaniały kostium na występ.
Godną podziwu bohaterką jest foliówka wyrzucona do kosza na śmieci, która nie chce się pogodzić ze smutnym losem i walczy o swoją wolność. Nie spodziewa się, że razem z innymi foliowymi koleżankami utworzy piękną, kolorową torbę. Poznamy też historię porzuconego w garażu pudła przerobionego na statek, słoika po dżemie, który po długiej podróży wraca do swojego domu jako przezroczysty klosz do lampy, czy też plastikowej butelki po wodzie, która niespodziewanie staje się elementem dzieła sztuki wystawianego w muzeach.
Książka przedstawia zaskakujące przygody odrzuconych, niechcianych i poniewieranych bohaterów, którzy chcą odmienić swój los. Ukazuje ich emocje, marzenia i charaktery. Wyrzutki przeżywają zarówno gniew, żal, smutek i zwątpienie, jak też radość, satysfakcję i szczęście. Książka pokazuje, jak bardzo ich los jest zależny od ludzi. Podkreśla znaczenie twórczej wyobraźni, kreatywności i ekologicznego myślenia. Autorka w pomysłowy sposób porusza temat recyklingu i zero waste. Historie wyrzutków ożywiają urocze, pełne emocji i humoru ilustracje Bereniki Kołomyckiej.
Wartościowa, inspirująca lektura, idealna do wykorzystania na warsztatach dla dzieci. Okładka twarda, szyta. Bardzo polecam. - Fałszywe nadziejeprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Kamila Majewska
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Poziom: BD III
Czytając „Złą przyjaciółkę” Kamili Majewskiej (P. 10/25), pierwszy tom cyklu „Zaplątane w grzywie”, życzyłam sobie, by w kontynuacji powieści wątek zerwanej relacji głównej bohaterki z ojcem został znacznie rozbudowany. Oto życzenie staje się rzeczywistością i przyjmuje postać „Fałszywych nadziei”. Zuza po czterech latach milczenia postanawia odnowić kontakt z tatą, który prowadzi stadninę koni w Karkonoszach. Dziewczyna, jak pamiętają czytelnicy poprzedniej części, uwielbia konie, dlatego propozycja spędzenia ferii u ojca podwójnie ją cieszy, choć przysparza też wielu zmartwień. Zuzie nic w życiu łatwo nie przychodzi. Wyjazd w góry poprzedza kłótnia z Krzyśkiem – chłopakiem, który podoba jej się od dłuższego czasu. Co prawda, ich przyjaźń od dawna zmierza w stronę czegoś więcej, lecz niepewność i lęk przed odrzuceniem sprawia, że nastolatkowie oddalają się od siebie. Podobnie sprawa ma się z ojcem, który stara się zbliżyć do córki, lecz napotyka z jej strony chłód i niezrozumienie. Ona zaś czuje się przez niego atakowana i krytykowana na każdym kroku. Niełatwo zburzyć mur, gdy więcej uników i niedomówień niż szczerej rozmowy. Boleśnie przekonują się o tym bohaterowie powieści, w której obok miłości do koni, toczy się trudna walka o uwagę drugiego człowieka, poczucie bycia kochanym i zaakceptowanym.
Dobre wrażenie, pozostawione przez pierwszy tom cyklu zostaje podtrzymane w jego drugiej części. Autorka temat koni traktuje na serio, nie jest on ani bladym tłem opowieści, ani nadmiernym obciążeniem dla fabuły. Portrety wielowymiarowych postaci są skonstruowane bez błędu, ich przeżycia wydają się autentyczne, bo ukazano je z wyczuciem i wrażliwością na detale. Książka przynosi czytelny dla młodego odbiorcy obraz skomplikowanego świata relacji międzyludzkich, w którym na szczęście jest i miejsce na pomyłki, i czas, by wszystko naprawić. „Fałszywe nadzieje” to mądra, młodzieżowa książka obyczajowa z psychologicznym twistem i subtelnym, romansowym akcentem. Bardzo polecam nie tylko fanom koniarskiego nurtu w literaturze. Oprawa miękka, klejona.
- Ornitoramaprzez Edyta Kucharek
Autorka: Lisa Voisard
Wydawnictwo: Element
Książka szwajcarskiej graficzki, ilustratorki i muzyczki to bogato ilustrowany przewodnik po świecie ptaków z praktycznymi wskazówkami dotyczącymi ich rozpoznawania i obserwacji.
Lisa Voisard z pasją portretuje osiemdziesiąt europejskich ptaków, inspirując młodych czytelników do samodzielnych obserwacji. W części wstępnej przedstawia podstawowe informacje na temat budowy ciała ptaków, ich różnorodnego wyglądu oraz różnych zachowań. Następnie prezentuje poszczególne ptaki według ich środowisk życia. Poznajemy tu przedstawicieli gatunków żyjących nad brzegiem wód, w górach i lasach, poza miastem oraz w miastach, parkach i ogrodach.
Każdemu ptakowi poświęcony jest krótki rozdział, który otwiera kolorowa, całostronicowa ilustracja z portretem ptasiego bohatera, zwięzły opis danego gatunku, któremu towarzyszą ikonki dotyczące rządu, trybu życia, aktywności i siedliska. Na kolejnej rozkładówce zaś znajdziemy obrazki przedstawiające samicę i samca, jajo i pożywienie, a także zbliżenie danego osobnika ze wskazaniem jego charakterystycznych cech.
Dodatkowo znajdziemy tu też informacje na temat występowania oraz wskazówki dla obserwatora. Osobny rozdział poświęcony jest najbardziej zadziwiającym ptakom, wśród których mamy na przykład krętogłowa przypominającego wyglądem i zachowaniem węża, zniczka ważącego zaledwie pięć gramów i pluszcza – mistrza nurkowania. W końcowej części książki znajdziemy wskazówki dotyczące wyposażenia początkującego ornitologa i identyfikowania ptaków.
Autorka zwraca też uwagę na zagrożone gatunki oraz podpowiada, jak pomagać ptakom. Młodzi czytelnicy znajdą w książce mnóstwo ornitologicznych ciekawostek, przemawiających do wyobraźni infografik i przydanych do obserwacji informacji. Dowiedzą się na przykład, że kaczka krzyżówka śpi z jednym okiem otwartym, a dzięcioły mogą w ciągu dnia wykonać około 10 tysięcy uderzeń dziobem.
Atrakcyjna, inspirująca i rozbudzająca ciekawość lektura. Zawiera indeks oraz źródła. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Chiny jednego dzieckaprzez Katarzyna Olszewska
Autorzy: Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska, Nadia Urban
Wydawnictwo: Znak
Książka napisana przez troje Polaków, którzy Chiny znają od podszewki i potrafią zajmująco o nich opowiadać, czego dowodzi popularność tworzonego przez nich podcastu „Mao powiedziane”. Tytuł publikacji nawiązuje do polityki jednego dziecka, która obwiązywała w Państwie Środka w latach 1979 – 2015 (aktualnie, choć z marnym skutkiem wprowadzono politykę trojga dzieci). Osobliwe narzędzie inżynierii demograficznej sprzyja bogaceniu się i rozwojowi kraju doświadczonego w swoim czasie przez plagę głodu, lecz odbywa się to ogromnym wysiłkiem, generującym wysokie koszty społeczne. Słono płacą za pomysł kontroli narodzin kolejne pokolenia chińskich jedynaków, którzy będąc całą nadzieją swych rodziców, otrzymują świetne wykształcenie, miłość i troskę a także przytłaczający ciężar olbrzymich oczekiwań i presji sukcesu, o który z roku na rok coraz trudniej. Autorzy książki przyglądają się współczesnym Chinom zarówno z perspektywy dzieci (nie tylko tych jedynych), jak i matek jednego dziecka, mieszkańców wsi oraz miast, rodzin a także osób żyjących samotnie. Wielość perspektyw pozwala na zaprezentowanie całego wachlarzu konsekwencji chińskiego Wielkiego Skoku Naprzód, zrodzonego z polityki ukierunkowanej na specyficznie pojętą nowoczesność (skutki to m. in. dysproporcja płci w społeczeństwie, związane ze statusem majątkowym bariery ślubne, stawiane przez rodziców, którzy pragną, by ich jedyne dziecko poślubiło dobrą partię – jedno i drugie prowadzi do samotności młodych, głównie mężczyzn, poza tym tragiczny los dzieci narodzonych i nienarodzonych czy zatrważająca liczba seniorów pozbawionych opieki i wsparcia, ale też graniczący z obsesją kult edukacji i kariery zawodowej). Co więcej, wydaje się, że kontrola urodzin całkowicie wymknęła się Chińczykom spod nadzoru. Współcześni obywatele Państwa Środka, pomimo zniesienia niedawnych obostrzeń, wcale nie pragną wielodzietnych rodzin z powodu zbyt wysokich kosztów wychowania i wykształcenia potomstwa, urbanizacji oraz ciągle rosnących cen mieszkań. Warto zauważyć, że znaczącej zmianie na przestrzeni ostatnich dekad uległ status chińskiej kobiety i teraz to chiński mężczyzna już wcale nie stąpa po pewnym gruncie. Reportaż przynosi obraz Chin, który szokuje, obnaża pułapki polityki uwiedzionej przez ideę, przestrzega przed krótkowzrocznością i poucza. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą książką, której zawartość oparto na rzetelnej wiedzy; czyta się lekko – bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta. - Wielka Brytaniaprzez Edyta Kucharek
Autorka: Jolanta Jaworska
Wydawnictwo: Mamania
Trzecia część popularnonaukowego cyklu „Kocie ścieżki” autorstwa Joli Jaworskiej, ilustratorki i projektantki graficznej; poprzednio na liście: „Skandynawia i Finlandia” p. 3/2023.
Tym razem autorka wprowadza młodych czytelników w kulturę i historię Wielkiej Brytanii. Książkowym przewodnikiem po brytyjskich ścieżkach jest kot-dżentelmen w eleganckiej muszce – sir Archibald Fluffington (zwany Archie). Proponuje on najpierw zapoznawczy spacer: od romantycznej Kornwalii przez walijską krainę zamków i szkockie wrzosowiska do irlandzkich pastwisk. Następnie przekazuje wiedzę o początkach Wielkiej Brytanii (przeprowadzając wywiady z kocimi ekspertami).
W kolejnym rozdziale przybliża tradycje i symbole narodowe Anglików, Walijczyków, Szkotów i Irlandczyków Północnych. Następnie prezentuje popularne dania kuchni brytyjskiej (rozkłada tu na czynniki pierwsze brytyjskie śniadanie, pudding i pie) oraz zdradza zasady etykiety popołudniowej herbaty. I znowu wraca do historii, tym razem koncentrując się na okresie imperium kolonialnego. W dalszej zaś części książki przedstawia najważniejsze brytyjskie wynalazki, uniwersytety i kluby piłkarskie. Na koniec zaś udaje się na audiencję u Głównego Myszołapa w służbie Sekretariatu Gabinetu Premiera Wielkiej Brytanii.
Poznawanie Wielkiej Brytanii okiem sympatycznego kota, który ma brytyjskie poczucie humoru i zadaje podchwytliwe pytania, z pewnością spodoba się młodym czytelnikom. Ich uwagę przyciągną też klimatyczne, akwarelowe ilustracje w pastelowych kolorach. Książka pełna jest ciekawostek, legend i nawiązań do literatury. Oprawa twarda, szyta. Polecam. - Nasze wieczoryprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Alan Hollinghurst
Wydawnictwo: Filtry
Świetna książka Alana Hollinghursta – angielskiego pisarza, który po ponad dekadzie nieobecności na rynku wydawniczym, powraca z powieścią poświęconą relacjom międzyludzkim. Główny wątek fabularny przedstawia historię Dave Wina. Bohatera poznajemy jako dojrzałego mężczyznę, który pod wpływem śmierci osoby, mającej olbrzymi wpływ na jego życie, opowiada czytelnikowi swoją historię. Ta rozpoczyna się, gdy trzynastoletni chłopiec, osierocony przez ojca i wychowywany przez matkę, krawcową z małego miasteczka, otrzymuje stypendium państwa Holdenów. To niezwykła szansa dla kogoś takiego jak Dave, który wyróżnia się nie tylko wyglądem – w połowie jest Birmańczykiem – ale też intelektem i talentem aktorskim. Zamożni przedstawiciele brytyjskiej klasy wyższej umożliwiają Dave’owi naukę w prestiżowej szkole i okazują mu wiele serdeczności. Chłopak nawet odwiedza ich podczas wiosennych ferii, niestety syn fundatora stypendium, nastoletni Giles Holden prześladuje go na każdym kroku. Bogaty nastolatek to jedna z najbardziej antypatycznych postaci utworu, jawi się jako sięgający po przemoc rasista i egocentryk. Chłopcy nie pałają do siebie sympatią, nigdy nie zostaną przyjaciółmi, lecz ich drogi będą przeplatać się ze sobą przez całe życie. Dave pójdzie za głosem serca i zostanie aktorem, Giles – politykiem zaangażowanym w brexit. Relacja tych dwóch, choć niezwykle istotna, nie wybija się na pierwszy plan opowieści. Zdecydowanie bardziej widoczny jest pełen ciepła i troski związek Dave’a z matką, która – moim zdaniem – stanowi jedną z ciekawszych postaci utworu. Zresztą u Alana Hollinghursta trudno znaleźć nieciekawe postacie. Tu każdy ma rozbudowaną osobowość, bogate życie wewnętrzne i jeśli nie spektakularną, to co najmniej intrygującą historię. Siłą książki są napięcia rodzące się między bohaterami. „Nasze wieczory” to proza psychologiczna w najlepszym wydaniu, momentami przybierająca kształt monologu wewnętrznego. Uczucia ukazane w utworze mają chyba wszystkie możliwe odcienie. Miłość, przyjaźń, ale też zazdrość, nienawiść – na nich przede wszystkim skupia się uwaga autora. Czytelnika z pewnością uderzy dramaturgia biografii głównego bohatera, którego egzystencja naznaczona jest odczuwanym wewnętrznie niedopasowaniem. Półkrwi Birmańczyk w brytyjskim społeczeństwie, wywodzący się z klasy robotniczej uczeń szkoły dla elit, homoseksualista (tu raczej nie trzeba nic dodawać), wreszcie utalentowany aktor, który nigdy nie otrzymał i nie otrzyma znaczącej roli, choć wciąż jest obecny na scenie – tak w skrócie można podsumować Dave’a, mistrza mimikry, będącej dla niego sposobem funkcjonowania w otoczeniu. Bohater zawsze wie, jak należy się zachować, co odpowiedzieć, kiedy zamilczeć, ale jego zachowanie nasuwa pytania o szczęście i życie w zgodzie ze sobą samym. O książce można napisać jeszcze niejedno słowo pochwały, pochylić się nad poruszanym w niej problemem uprzedzeń rasowych, przyjrzeć się portretowi Anglii z ostatnich dziesięcioleci. Warto po nią sięgnąć, jeśli nie dla samej historii, to dla przyjemności obcowania z doszlifowaną i elegancką prozą tego diabelnie zdolnego pisarza. Gorąco polecam. Oprawa twarda, klejona. - Banda Czworgaprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Tadeusz Nyczek
Ilustrator: Marcin Minor
Wydawnictwo: Bosz
Tadeusz Nyczek (rocznik 1946), człowiek z Krakowa, ale w Warszawie od lat związany z teatrami i różnymi czasopismami jako krytyk, redaktor oraz autor; miał galerię sztuki w rodzinnym mieście, wykładał (i wykłada) na uczelni, napisał kilkanaście książek – ostatnio na Przeglądzie 13/08 z „Salonem niezależnych”. „Bandę Czworga” Nyczek pisze pod wpływem inspiracji losami zwierząt, które uciekły z miejsc, w których je trzymano. Guziec Diego ucieka z warszawskiego zoo w 1996 roku. Krowa Limuzynka w 2017 porzuca gospodarstwo dla stada żubrów w Białowieży. Rok później pewien pyton wyrusza w świat z okolic Warszawy, umykając obławie dociera aż do Piotrkowa Trybunalskiego. Pumy od czasu do czasu pojawiają się w Polsce, nie zawsze wiadomo skąd przychodzą i dokąd idą – jedna trafia sześć lat temu do chorzowskiego ogrodu zoologicznego. Słyszeliśmy o tym w telewizji, czytaliśmy na stronach internetowych a pisarz umieścił wymienione stworzenia w świecie przedstawionym swojej opowieści – opowieści o tym, jak ludzie potrafią być samolubni, okrutni i nieczuli na krzywdę. Tytułowa Banda Czworga to „coś w rodzaju pogotowia dla dręczonych zwierząt” (s. 57). Tworzą ją – nie inaczej – guziec, pyton, puma i krowa – nietuzinkowi bohaterowie, którzy doznali wiele zła od człowieka, sprzeciwili się mu i postanowili pomagać innym ofiarom ludzkiej chciwości oraz głupoty. Banda grasuje po Polsce, uwalniając z rąk oprawców lisy, koguty czy daniele. Zwierzęta nie wiedzą, ale być może przeczuwają, że ich wysiłek jest tylko kroplą w morzu cierpienia i to jest chyba najbardziej poruszające oraz smutne w całej historii.
Książka Tadeusza Nyczka to apel o szacunek dla wszystkich żyjących stworzeń, sprzeciw wobec bólu i cierpienia oraz satyra na ludzkie wady. Zastosowane tu przez autora uosobienie na chwilę wywraca do góry nogami porządek świata, w którym człowiek przestaje zajmować najważniejsze miejsce i pozwala dostrzec to, co ludzie robią z innymi dla wygody albo uciechy… ale „Banda Czworga” to nie tylko wiadro zimnej wody na nasze głowy, to także piękna lekcja solidarności i narracja o przyjaźni ponad podziałami. Publikacja zaskakuje na wielu poziomach: od oryginalnego pomysłu na fabułę, przez bardzo dobre dialogi po mądre spostrzeżenia natury ogólnej. Poza tym wszystkim książka jest ładnie wydana w twardej i szytej oprawie ze znakomitymi, stworzonymi przez Marcina Minora ilustracjami, których styl i narracyjny charakter bardzo dobrze łączą się z tekstem. Polecam zdecydowanie i z czystym sumieniem. - Awantura na morzuprzez Edyta Kucharek
Autor: Alasdair Beckett-King
Wydawnictwo: Kropka
Poziom: BD II
Czwarty tom cyklu kryminalnego o przygodach dziesięcioletniej Bonnie, która potajemnie rozwiązuje zagadki kryminalne, wcielając się w postać wąsatego detektywa-dżentelmena – Montgomery’ego Bonbona. Powiernikiem tajemnicy Bonnie jest dziadek Banks, a od pewnego czasu również jej starsza przyjaciółka Dana.
W najnowszej opowieści Alasdair Beckett-King, wielokrotnie nagradzany brytyjski komik i pisarz, okrasza zagadkę detektywistyczną zabawnymi nawiązanymi morsko-pirackimi. Zatem sprawa, którą tym razem zajmuje się przebrana za detektywa bohaterka, miota nią jak sztorm statkiem. Akcja zaczyna się w dniu obchodów Nocy Kapitana Grimma, których główną atrakcją ma być rejs pirackim statkiem, nazwanym na cześć zatopionego przed stuleciami okrętu Grimma – „Łupieżcą”.
Ledwie zrekonstruowany statek wypływa z portu, dochodzi na nim do niekontrolowanego wybuchu wszystkich sztucznych ogni. W tym zamieszaniu pada trupem kapitan, jak się wkrótce okaże, wyjątkowo zuchwały i przebiegły „wilk morski”. Jako że za organizację pokazu fajerwerków odpowiedzialna była mama Bonnie, zostaje ona natychmiast aresztowana pod zarzutem sabotażu.
Bohaterka chce udowodnić niewinność mamy i wyjaśnić, co naprawdę zaszło na pokładzie „Łupieżcy”. Sprawa jednak robi się coraz bardziej skomplikowana, gdyż zwłoki kapitana w tajemniczy sposób znikają z zamkniętej na klucz kajuty, po czym odnajdują się w piwniczce pod portową tawerną. Bohaterka decyduje się prześwietlić członków Komitetu ds. Organizacji Nocy Grimma, z których prawie nikt nie jest tym, za kogo się podaje.
Intrygująca zagadka kryminalna rozgrywająca się w portowym miasteczku, barwna galeria postaci oraz duża dawka humoru sytuacyjnego i słownego sprawiają, że nie można się oderwać od lektury. Z wciągającą, napisaną dowcipnym językiem opowieścią detektywistyczną doskonale współgrają żywe, humorystyczne, czarno-białe ilustracje. Na końcu książki znajduje się słowniczek, w którym czytelnicy znajdą wyjaśnienia obcojęzycznych słów pojawiających się w tekście.
Każdą część cyklu można czytać osobno. Okładka twarda, szyta. Bardzo polecam.
Poprzednio na liście: „Tajemnica starego dworu” p. 18/2025. - Pierwsze wspomnienieprzez Edyta Kucharek
Autorka: Ana María Matute
Wydawnictwo: Cyranka
Polskie wydanie książki hiszpańskiej pisarki uhonorowanej jedną z najważniejszych nagród dla autorów hiszpańskojęzycznych Premio Cervantes (2010), która po raz pierwszy została opublikowana w 1959 roku.
Bohaterką i narratorką powieści jest Matia, czternastoletnia dziewczyna, która dorasta na Majorce w cieniu hiszpańskiej wojny domowej. Mieszka razem z zamożną, autorytarną babką, ciotką Emilią i piętnastoletnim kuzynem Borją. Osamotniona dziewczyna, znajdująca się wbrew swojej woli pod kuratelą surowej babki (dokładającej wszelkich starań, aby skorygować jej zły charakter), trzyma z Borją i jego bandą. Razem wymykają się, żeby pić skradziony babce alkohol i palić papierosy. Kiedy Matia zaprzyjaźnia się z Manuelem, synem niedawno zamordowanego przez popleczników babki zarządcy sąsiedniego majątku, Borja oskarża ją o zdradę i głupotę. Chłopak wymyśla pewną okrutną intrygę, której skutek ma zaboleć niepokorną kuzynkę.
Powieść ukazuje codzienność i dorastanie uwięzionej na wyspie zbuntowanej nastolatki, która odkrywa panujące tam napięcia społeczne, zepsucie moralne, hipokryzję świata dorosłych oraz ich sekrety. Jej relacje z kuzynem pełne są napięć. Borja domaga się od niej, żeby była mu posłuszna. Chłopak gra przed babką czarującego i niewinnego, a w rzeczywistości manipuluje wszystkimi dookoła.
Autorka znakomicie oddaje duszny, pełen niepokoju, społecznych napięć i wszechobecnej przemocy klimat miasteczka na wyspie w czasie wojny domowej. Napisana z poetycką wrażliwością, intensywna, nasycona emocjami proza. Okładka miękka, klejona. Polecam bardziej wymagającym czytelnikom. Poprzednio na liście: „Bezludny raj” p. 17/2011. - Opowieść o starym dzieckuprzez Radosław Pulkowski
Autorka: Jenny Erpenbeck
Wydawnictwo: Znak Literanova
Debiutancka minipowieść Jenny Erpenbeck powstała w 1999 roku, ale w Polsce została wydana dopiero teraz, na fali sukcesu najnowszej powieści pisarki zatytułowanej „Kairos”, za którą została ona nagrodzona Międzynarodową Nagrodą Bookera (omawialiśmy ją podczas przeglądu 21 w 2025 roku). „Opowieść o starym dziecku” to ledwie ponad sto stron, jest to jednak utwór zapadający w pamięć i nieoczywisty – taki, który można zarówno rozumieć całkiem dosłownie, jak i odczytywać alegorycznie.
Jego główną bohaterką jest czternastoletnie dziewczynka, która pewnego dnia zostaje znaleziona w środku miasta. Wydaje się nie pamiętać zupełnie nic ze swojego dotychczasowego życia, nie wie nawet dlaczego w ręku trzyma pusty kubeł, czyli jedyny przedmiot, z którym ją znaleziono. Dziewczynka trafia do domu dziecka. Jedyne czego chce, to nie robić zupełnie nic, płynąć z prądem zdarzeń, zwracać na siebie jak najmniej uwagi i pokornie podporządkowywać się wszystkiemu i wszystkim. Początkowo jest dręczona przez innych wychowanków domu dziecka, jednak z czasem przyzwyczajają się oni do niej, a nawet uczą się wykorzystywać jej istnienie – jest ona w końcu istotą, która zatrzyma dla siebie każdy sekret i podporządkuje się absolutnie wszystkiemu. Czy jednak dziewczynka aby na pewno jest osobą, za którą wszyscy ją uważają? Pewnej bardzo istotnej rzeczy o bohaterce czytelnik dowiaduje się dopiero na samym końcu tekstu…
„Opowieść o starym dziecku” można czytać jako opowieść o traumie, o powolnym dorastaniu lub ucieczce przed dorosłością, o unikowej strategii przetrwania w nieprzyjaznym świecie, o trudnej relacji z matką, o wymazanym doświadczeniu dorastania w Niemieckiej Republice Demokratycznej, która upadła niedługo po tym jak Jenny Erpenbeck sama weszła w dorosłość. Zresztą bez problemu znalazłoby się więcej ścieżek interpretacyjnych, bo powieść jest bardzo pojemna znaczeniowo. Lektura może zaintrygować, skłaniać do myślenia i prowokować do własnych odczytań – zwłaszcza tak zwanych wyrobionych czytelników, którzy lubią podobne zabawy z tekstem. Do bibliotek kupować wedle uznania i zapotrzebowania. Jeśli jednak czytelnikom podobała się powieść „Kairos”, to jak najbardziej warto – choćby po to, żeby pokazać im, że Erpenbeck potrafi pisać inaczej (i też ciekawie). Oprawa twarda, szyta. - Atlas finansów. Kartografia globalnej historia pieniądzaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Dariusz Wójcik i inni
Wydawnictwo: Post Factum
„Atlas finansów” to oryginalna i ciekawa publikacja. W założeniu miała stanowić połączenie dwóch dyscyplin – finansów i kartografii. W praktyce doszły do tego jeszcze inne sposoby graficznego przedstawienia wiedzy o świecie pieniądza: od wykresów, poprzez infografiki, aż po krótki komiks. Z dość nieoczywistego połączenia powstała solidna pigułka wiedzy, publikacja w stylu „wszystko, co musisz wiedzieć o finansach”. I rzeczywiście – przeciętny człowiek po przeczytaniu od deski do deski „Atlasu finansów” będzie wiedział o nich więcej, niż tak naprawdę kiedykolwiek będzie potrzebował, zaś dzięki atrakcyjnej, graficznej formie wiedza ta została przekazana w sposób raczej przystępny. Pod względem merytorycznym publikacja jest jak najbardziej godna zaufania – za książką stoi międzynarodowe grono ekspertów w swoich dziedzinach pod przewodnictwem Dariusza Wójcika, profesora geografii finansowej na Narodowym Uniwersytecie Singapuru. Polakowi towarzyszy grupa współautorów, specjalistów w dziedzinach takich jak ekonomia, geografia ekonomiczna, bankowość i finanse czy socjologia – wszyscy za stopniem doktora, często zdobytym na najbardziej prestiżowych uczelniach świata.
Zakres wiedzy przekazywanej w publikacji jest doprawdy szeroki: od początków pieniądza, aż po rynek kryptowalut, od teorii Johna Maynarda Keynesa po wizję świata zaprezentowaną przez Karola Marksa, od wiedzy o funduszach emerytalnych, po czynniki wpływające na siłę poszczególnych walut. Książka została podzielona na osiem tematycznych rozdziałów: 1. Historia i geografia, 2. Aktywa i rynki, 3. Inwestorzy i inwestycje, 4. Pośrednictwo i technologia, 5. Miasta i ośrodki, 6. Bańki i kryzysy, 7. Regulacje i zarządzanie, 8. Społeczeństwo i środowisko. „Atlas finansów” można potraktować jako porządne kompendium atrakcyjnie i odpowiedzialnie podanej wiedzy. Napisałbym, że w swojej klasie to bardzo ciekawa publikacja, gdyby nie fakt, że w pewnym sensie jest to przy okazji publikacja jedyna w swojej klasie. Do tego została starannie i estetycznie wydana. Poważnie rozważyłbym zakup „Atlasu…” do bibliotek. Oprawa twarda, szyta. Duży format. - Myśl jak Sherlock Holmes. Księga zagadek, które zaskoczą nawet największego detektywaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Gareth Moore
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Gareth Moore to uznana marka pośród autorów łamigłówek logiczno-kryminalnych. Książki z tego typu zagadkami stanowią z kolei rodzaj rozrywki umysłowej, który ma swoich miłośników – zwłaszcza wśród młodych czytelników, chociaż nie tylko. Ich niewątpliwą zaletą jest fakt, że nie jest to tylko czcza rozrywka. Podobne łamigłówki z pewnością rozwijają umysł i uczą zdolności logicznego myślenia. Wracając zaś do Garetha Moore’a – ostatnio na naszej liście ten autor gościł podczas przeglądu 12 w 2025 roku wraz ze zbiorem „Kto to zrobił? Łamigłówki kryminalne”.
Zbiór zatytułowany „Myśl jak Sherlock Holmes. Księga zagadek, które zaskoczą nawet największego detektywa” ma widoczną już na pierwszy rzut oka, zdecydowaną zaletę. Chodzi oczywiście o użycie lubianych postaci Sherlocka Holmesa i Johna Watsona. Po pierwsze, osoba biorąca tę książkę do ręki będzie rozwiązywała zagadki wcielając się właśnie w tę dwójkę, co na pewno stanowi dodatkową atrakcję. Po drugie, liczne łamigłówki są w książce przeplecione dwoma klasycznymi opowiadaniami Arthura Conan Doyle’a o słynnym detektywie („Sprawa dziedziców Reigate” i „Rytuał Musgrave’ów”). To świetny pomysł – z łatwością mogę wyobrazić sobie, że rozochocony rozwiązywaniem zagadek młody człowiek poznaje w ten sposób klasykę literatury detektywistycznej, przekonując się przy okazji, że czytanie prozy może być świetną rozrywką. Poza tym ta odrobina pisarskiej narracji dodanej do zagadek bardzo wpływa na immersyjność doświadczenia – po przeczytaniu opowiadań sami tym bardziej możemy poczuć się jak rozwiązujący zagadki Sherlock Holmes.
Jeśli zaś chodzi o same zagadki, to mamy tu po prostu do czynienia z pełnym zawodowstwem. Są one zróżnicowane pod względem stopnia trudności – raz łatwiejsze, raz trudniejsze – ale ogólnie rzecz biorąc na tyle trudne, że każdy będzie musiał pogłówkować, żeby je rozwiązać i zarazem nie aż tak trudne, by frustracja kazała nam zbyt szybko odłożyć książkę. Zresztą w razie czego na końcu publikacji znajdują się odpowiedzi na wszystkie zagadki – to chyba oczywiste w tego typu zbiorze. Tom „Myśl jak Sherlock Holmes” spokojnie można polecać fanom podobnych rozrywek. Jeszcze raz podkreślę: zwłaszcza młodocianym, ale nie tylko. Oprawa miękka, klejona. - Zaledwie momentprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Liane Moriarty Wydawnictwo Znak Litera Nova
Liane Moriarty przeszła do historii nowej literatury popularnej powieścią „Wielkie kłamstewka”. Teraz serwuje czytelnikom powieść w sumie w podobnym klimacie, ale też z wieloma różnicami. To zupełnie nowa, odrębna historia z absurdalnym zawiązaniem akcji. Oto pasażerowie – najzwyklejszego w świecie – lotu do Sydney doświadczają traumy. Ku być może zaskoczeniu czytelników nie chodzi o turbulencje, zepsuty silnik, czy ujawnienie terrorystów na pokładzie. Aczkolwiek o jakimś ujawnieniu może być mowa, ponieważ na publiczne wystąpienie decyduje się pewna starsza pani.
Zaczyna przepowiadać przyszłość pasażerom, skupiając się przede wszystkim na dacie i okolicznościach śmierci. Nawet jeśli bohaterowie na pytanie „czy chciałabyś/chciałbyś poznać swój termin ważności” odpowiadaliby dotychczas gromkim „NIE!”, od tej pory nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ kobieta wypadła na tyle przekonująco i demonicznie, że trudno o tym zapomnieć. Niektórzy usłyszeli przecież o nieodległych terminach zgonu. Są tacy, co chcą szybko zapomnieć o incydencie, ale nie pozwalają im na to zmartwieni znajomi, dopytujący co kilka dni o stan faktyczny. Rzecz rozwija się w sposób atrakcyjny dla czytelnika. Sądzę, że objętość powieści nikogo nie zaskoczy.
To współczesny standard dla osób chcących spędzić więcej czasu z jedną książką bez potrzeby szukania innej, bo ta pierwsza okazała się za krótka. Łatwo przeczuć, że przepowiedni staruszki nabiorą w pewnym momencie rzeczywistych kształtów. Prezentowana pozycja to przynajmniej o jeden krok dalej niż lekturowa rozrywka, ponieważ nie da się przy tej powieści nie zadać sobie samemu pytania/pytań o wyobrażenia kontekstu własnej śmierci. Jak ewentualna wiedza o tym rzutuje na formę spędzania czasu wolnego? Czy zmienia coś w sprawach zawodowych? „Zaledwie moment” przypomniał mi serial pt. „Zdarzyło się jutro”, w którym bohater (rola Kyle’a Chandlera – znanego też z „Wilka z Wall Street”, „Manchester by the Sea”, czy najnowszego filmu Jana Komasy „Rocznica”) każdego ranka jutrzejszą gazetę. Miał mało czasu, aby powstrzymać zły bieg wydarzeń, ale miał. Ciekawe co byśmy zrobili na jego i bohaterów powieści miejscu. Oprawa miękka, klejona.
- Historia komunizmu na świecie. Próba dochodzenia historycznego. Współsprawcy: prawda gorsza niż kłamstwoprzez Paweł Jaskulski
Autor: Thierry Wolton Wydawnictwo Literackie
Trzecia część trylogii francuskiego naukowca o dziejach komunizmu światowego dotyczy – po „Katach” i „Ofiarach” – „Współsprawców”. Tak jak w poprzednich niezwykle obszernych tomach, tak i w tym Wolton posługuje się kluczem dochodzenia historycznego czyli naukowego śledztwa detektywistycznego przynoszącego bardzo bogaty plon, w postaci nieznanych dotąd faktów, rzetelnych interpretacji, analiz oraz wniosków. Swoją opowieść, rozpoczynającą się w czasach przedrewolucyjnych, kiedy późniejsi kaci byli jeszcze ofiarami systemu carskiego, ubarwia anegdotami oraz błyskotliwymi spostrzeżeniami o charakterze psychologicznym, doprowadzając narrację do czasów współczesnych. Wymienieni w podtytule „Współsprawcy” nie są bynajmniej jednostkami, pomagającymi tyranom w dokonywaniu przez nich zbrodni, tak jak Beria pomagał Stalinowi, a wcześniej Dzierżyński Leninowi. O nich była szczegółowa i pełna detali mowa w pierwszym tomie. Tym razem chodzi głównie o świat zewnętrzny, istniejący poza granicami ZSRR. Niewątpliwie najbliższymi wspólnikami były partie komunistyczne, powstające niczym grzyby po deszczu na całym globie, po objęciu władzy w Rosji przez bolszewików.
Rozsiewały złowrogą ideologię na swoich terenach – np. w Japonii, Meksyku, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Bułgarii, Hiszpanii, Chinach – i podlegały w teorii Kominternowi, a w praktyce bezpośrednio Kremlowi. Głównym mechanizmem oddziaływania na masy w obcych krajach była oczywiście propaganda, organizowana w sposób niezwykle przebiegły. Na przykład, Moskwa finansowała gazety partyjne w Niemczech od początku lat dwudziestych. Zasięg ich był jednak ograniczony, a podtytuły typu „proletariusze wszystkich krajów łączcie się” zdradzały, iż jest to judzenie czerwonych. Dlatego zgodnie z instrukcjami z Kraju Rad, niemieccy komuniści, pozostając w tym przypadku w cieniu, założyli za sowieckie pieniądze na pozór neutralną agencję prasową wysyłającą depesze o rozmaitych wydarzeniach do szerokiego kręgu gazet.
Te ostatnie, czyli tak zwana prasa burżuazyjna, drukowały je, nie przywiązując większej wagi do tego, że co jakiś czas powtarzały się publikacje sławiące takich czy innych przywódców bolszewickich czy dokonujący się w Związku Sowieckim rzekomy progres gospodarczy, edukacyjny czy kulturalny. Zwykły, szary czytelnik biorąc do ręki np. „Frankfurter Allegemeine Zeitung” i czytając na jego łamach pochwałę nowej Rosji tracił krytycyzm i myślał sobie cos w rodzaju: widocznie nie wszystko jest tam takie złe. A może to rzekome zło to po prostu propaganda? Innymi współsprawcami okazywali się zachodni intelektualiści, wychowankowie elitarnych szkół, witający komunizm niczym ożywczy wiatr historii i opiewający go w swoich wykładach, artykułach i książkach.
Autor pisze również o innego rodzaju współsprawcach, a mianowicie zwykłych bandytach, pomagających bolszewikom w czasach carskich w napadach na banki i konwoje z pieniędzmi. Dzielono się potem łupami, część dla wspólników, część do partyjnej kasy. Nie wiemy tylko dokładnie kto brał więcej. Kiedy Dzierżyński zainstalował się w Piotrogrodzie, a następnie w Moskwie ze swoją CzeKą werbował do niej bandytów, którzy stawali się funkcjonariuszami bezpieki, tak zwanymi „worami w zakonie” (dosłownie: bandziorami na prawie). Ale to był dopiero początek, bo Wolton opisuje dokładnie i obszernie współpracę komunistów z organizacjami mafijnymi na całym świecie.
Sięga również do przykładu Polski, gdzie pojęcie to dotyczy postkomunistów po roku 1989. Polityka „grubej kreski” premiera Tadeusza Mazowieckiego oraz zaakceptowanie jej przez prezydenta Lecha Wałęsę, spowodowała rodzaj polskiej „schizofrenii” politycznej, w której z jednej strony istniało niby wolne i niepodległe państwo, a z drugiej kluczowe stanowiska zapełniali byli esbecy i pracownicy dawnego wywiadu wojskowego, nie mówiąc o aparatczykach PZPR, którzy błyskawicznie przefarbowali się na biznesmenów. W tej sytuacji robienie interesów z czysto kryminalnymi mafiami stało na porządku dziennym. Książka pasjonująca, chociaż jej grubość może w pierwszej chwili przerażać. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Świat zaginiony. Wyprawa do wnętrza PRLprzez Paweł Jaskulski
Autor: Jacek Piekara Wydawnictwo Zysk i S-ka
Jest to podróż po czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, której przewodnikiem, czy może pilotem, jak to się obecnie nazywa, został znany autor literatury fantasy. W pierwszej chwili może to zaskakiwać, ale przecież tytułowy „Świat zaginiony” to enklawa z innej epoki, niby realna, a miejscami nawet aktualna do dzisiaj, tym niemniej mająca w sobie coś z fantastycznej groteski. Obiektywne fakty Jacek Piekara przekazuje nie stylem monografisty historycznego, lecz własnym głosem naocznego świadka, żyjącego „tu” i „wtedy”, a w jego opowieściach jest kwintesencja tamtego ustroju, w tak silnym stopniu odbijającym się na codziennym życie obywateli. A właściwie nie tyle odbijającym się, co kreującym szarą, przypominającą klatkę przestrzeń, w której zwykły człowiek musiał się jakoś odnaleźć, bo po prostu nie miał innego wyjścia.
Autor omawia więc przede wszystkim to, co znajdowało się na porządku dziennym, czyli wielogodzinne kolejki w sklepach i przed nimi, ubogie kulinaria restauracji i barów mlecznych, chamstwo kelnerów i sprzedawczyń, dopisywanie do rachunków nie zamówionych wiktuałów, jakość żywności, sprzedawanie spod lady, samochody typu wołgi, warszawy, syreny, trabanty, oraz fiaty, zwłaszcza te zwane maluchami, handel walutą, spekulację, talony na samochody, reglamentację cukru, papierosów i tłuszczów, a także alkoholu. Jest mowa o stonce ziemniaczanej oraz mrówkach faraona nawiedzających mieszkańców blokowisk, jak również o bazarach, punktach skupu makulatury i opakowań szklanych.
Są zjawiska polityczne, społeczne i obyczajowe typu socrealizm, propaganda sukcesu, pielgrzymki, gry liczbowe, podziemie antykomunistyczne, cenzura, czasopisma, programy telewizyjne, sport, edukacja szkolna. Są i postaci, o jakich się mówiło, oglądało na małym ekranie oraz w kronikach filmowych lub słyszało głównie w zagranicznych rozgłośniach. Z jednej strony były to więc osoby typu Bolesław Bierut, Wojciech Jaruzelski, Jerzy Urban, a z drugiej Adam Michnik, Jacek Kuroń, Anna Walentynowicz czy Grzegorz Przemyk. No i Lech Wałęsa, po części oficjalny, przynajmniej do stanu wojennego, potem nieoficjalny, „osoba prywatna”, jak powiedział Urban w jednej z wtorkowych konferencji prasowych, a później znowu oficjalna i to mocno – aż za bardzo.
Ciekawie autor charakteryzuje fenomen ludzi typu Michnik, pokazujących – niczym doktor Jekyll i mister Hyde – swoje odmienne oblicza: inne w PRL-u, kiedy kreował się na bohatera, i potem już to właściwe, kiedy stanął na czele „Gazety Wyborczej”, teoretycznie mającej pełnić funkcję organu całej opozycji antykomunistycznej, a w rzeczywistości służącej jednej koterii. Pisząc o służbie wojskowej, zasadnicza trwała dwa lata, a w marynarce nawet trzy, Piekara przypomina różne sposoby mające na celu jej uniknięcie. Nie było to łatwe, ponieważ komisje poborowe były czujne, ale niektórym się udawało, zwłaszcza jeśli posiadali tak zwane żółte papiery, bo tych kadra wojskowa obawiała się panicznie.
Za unikanie wojska groziła kara więzienia: dwa albo trzy lata. Reżim był jednak na tyle perfidny, że po zapuszkowaniu delikwenta i odsiedzeniu przez niego wyroku, ponownie przesyłał mu wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej. A kiedy nieszczęśnik znowu odmawiał, po raz drugi wędrował za kratki. Piekara pochyla się również nad stanem umysłowym kadry zawodowej ludowego wojska polskiego, oficerami i żołnierzami, tymi, którzy nie z przymusu, lecz w własnej woli przywdziali mundury. Nie kryje pogardy do nich, bo przecież wysługiwali się „bratniej” armii radzieckiej, no i szkolono ich, żeby w razie czego strzelali do własnych obywateli, nie mówiąc o państwach NATO, kreowanych wówczas na wrogów, a Stany Zjednoczone na wrednego imperialistę, od którego jednak zarówno PRL, jak i ZSRR kupowały zboże i nie tylko. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Milan Kundera. „Pisać, cóż za dziwny pomysł!”. Biografiaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Florence Noiville Wydawnictwo W.A.B.
Jest to bardzo osobista opowieść o Milanie Kunderze, czeskim pisarzu i dysydencie politycznym, który odcinał się od związków z polityką i przypisywaniu jego prozie antykomunistycznych podtekstów. Uważał siebie po prostu za powieściopisarza, komentującego rzeczywistość. Tuż po wojnie uległ euforii Czechów witających wkraczające wojska radzieckie jak wyzwolicieli i stał się sympatykiem komunizmu. Wkrótce wstąpił do partii, ale po dwóch latach wyrzucono go z niej za pewien żart pod adresem koleżanki, która natychmiast doniosła o tym sekretarzowi organizacji partyjnej. Wyrzucono go również ze studiów. Po śmierci Stalina i „odwilży” przyjęto go ponownie do grona towarzyszy, a opuścił je w roku 1968, podczas Praskiej Wiosny.
Swoje losy jako młodego partyjniaka i studenta opisał w powieści „Żart”. Ustrój komunistyczny kontestował w najgłośniejszym swoim utworze – powieści „Nieznośna lekkość bytu”, którą wydał na emigracji we Francji w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych i na podstawie której powstał film produkcji amerykańskiej z Danielem Day-Lewisem, Juliette Binoche i Leną Olin w rolach głównych. Nie spodobał się autorowi pierwowzoru literackiego, który zabronił ekranizowania swoich utworów. Odciął się również od swojego języka ojczystego porzucając pisanie po czesku i tworząc wyłącznie po francusku. Zabronił nawet tłumaczenia swych napisanych po francusku książek na czeski, ale po latach zmienił zdanie. Milan Kundera był człowiekiem tajemniczym, chociaż przelewał na bohaterów wiele cech własnych, jak również fragmentów losu. Targały nim sprzeczności i potężne namiętności, nie tylko seksualne, chociaż seks pełnił ważną rolę w jego utworach, podobnie jak istotny był dla samego Kundery.
Florence Noiville uległa w młodych latach zafascynowaniu prozą Kundery. Kiedy udało jej się poznać pisarza osobiście i zaprzyjaźnić z nim oraz jego żoną, stała się do pewnego stopnia ich powiernicą, co pozwalało jej na zagłębianie się w życie Kundery i rozumienie go jako człowieka, twórcę i dysydenta. Również, a może nawet przede wszystkim jako Czecha. Czecha, który na pewnym etapie swojego emigracyjnego życia postanowił przestać być Czechem, podobnie jak sto lat wcześniej niejaki Józef Konrad Korzeniowski postanowił przestać być Polakiem, po tym jak zdobył światową sławę powieściami marynistycznymi pisanymi po angielsku i pod nazwiskiem brzmiącym: Joseph Conrad. Książka Florence Noiville ma budowę mozaikową. Składa się z krótszych lub dłuższych notek zaopatrzonych w tytuły i daty, opisujących i komentujących poszczególne fragmenty życia bohatera. Są one wynikiem, strzępami wieloletnich z nim rozmów, nie ujętych w konwencję monograficzną ani w jednolitą opowieść biograficzną.
Są to ułożone w chronologiczną całość impresje i refleksje autorki dotyczące Milana Kundery, przy czym chronologia ulega często zakłóceniu, bo reporterka posuwając się tropem jakiegoś motywu skacze w daleką przyszłość śledząc metamorfozę interesującego ją zagadnienia w kolejnych etapach życia pisarza. Potem wraca jednak do czasu, od którego oddaliła się, aby kontynuować posuwanie się śladami autora „Nieznośnej lekkości bytu”. Jak twierdzi, odwiedziła go w szpitalu na krótko przed jego śmiercią. Kiedy powiedziała, że przygotowuje o nim książkę, skwitował to napisanymi na kartce słowami: „Pisać, cóż za dziwny pomysł!”. Książka bardzo ciekawa, ale głównie dla koneserów literatury. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Rowerem na Wschód 1937. Unikalny reportaż z podróży po Starym Kontynencie u progu II wojny światowejprzez Paweł Jaskulski
Autor: Bernard Newman Wydawnictwo Znak Horyzont
Autor był angielskim pisarzem i podróżnikiem, który zasłynął z tego, iż na rowerze o imieniu George zjeździł przed wojną kraje całej Europy. Nie były to proste wyprawy turystyczne, lecz dogłębne penetracje przestrzeni geograficznej wzdłuż i wszerz, od granicy do granicy, głównymi drogami oraz podrzędnymi szlakami, gdzie poznawał miejscowych, dużo z nimi rozmawiał na różne tematy, słowem: z ujmującą i przyjazną postawą łaskawego angielskiego lorda zagłębiał się w świat obcych i maluczkich. Nie tylko zresztą maluczkich, bo na swojej drodze natrafiał na towarzystwo wytworne i obyte w wielkim świecie ówczesnej Europy, które zawsze służyło mu pomocą. Podobnie jak jego rodacy z brytyjskich konsulatów, misji lub agencji prasowych.
Miewał przygody, chociaż dalekie od tych, opisywanych w sławnych książkach podróżniczych, nie strzelał więc i nie walczył, a jego uśmiech, zabytkowy rower oraz podróżny strój brytyjskiego dżentelmena, a zwłaszcza szorty, zaciekawiały i zjednywały mu nowych znajomych. Podobno samotny podróżnik nie wzbudza agresji, w przeciwieństwie do grupy, i Newman odważnie korzystał z tego psychologicznego przywileju, wykonując przy okazji drobne zadania wywiadowcze zlecone przez brytyjskie służby. Pamięć miał znakomitą, a do tego wzmacniał swoje spostrzeżenia i uzyskiwane informacje obfitymi notatkami, składającymi się później na grube, wychodzące w dużych nakładach i tłumaczone na wiele języków, książki o charakterze reportażu. Interesowało go wszystko, szczególnie dzieje ludów i języków na danym obszarze, zwyczaje i mentalność danego narodu, jak również życie mniejszości. Chociażby Żydów.
W każdym kraju obserwował ich zachowania i zwyczaje. Na przykład, jadąc pociągiem z Rusi Zakarpackiej do Warszawy dzielił przedział z kilkoma Izraelitami i obserwował jak jedzą. A robili to przez pięć godzin bez przerwy, dysponując wiktuałami typu arbuzy, winogrona, mięso, konserwy rybne oraz wino. Kiedy pociąg zatrzymał się na granicy z Czechosłowacją, poszli natychmiast do bufetu, żeby kontynuować konsumpcję. Następnego dnia, w kilka godzin po przyjeździe do Warszawy, kiedy Anglik spacerował po dzielnicy żydowskiej, napotkał jednego z tych współpasażerów i obaj przyjaźnie się pozdrowili. Newman notował niemal wszystko: składniki kulinariów, wygląd ulic i uliczek, krajobrazów, sposób stawiania chat i cerkiewek wraz rodzajem budulca, sposób zachowania mieszkańców, ich ubiór, wygląd, cechy anatomiczne, poziom wykształcenia. A kiedy już przelał to wszystko na papier powstawały absorbujące, niemal sensacyjne relacje, wraz z szeroką, wypełnioną zarówno planem ogólnym, jak i mnóstwem szczegółów, panoramą danego kraju. A że posługiwał się stylem lekkim, pełnym humoru, obfitym w dialogi i często zmieniające się plany, mógł liczyć na zainteresowanie odbiorców. Polskę upodobał sobie szczególnie i poświęcił jej trzy książki.
Najpierw opisał wyprawę z roku 1934, potem z 1945, wreszcie – już po PRL-u – z 1957 roku. Również jego reportaż książkowy „Rowerem wokół Bałtyku” (1938) fragmentarycznie rozgrywa się na naszych ziemiach pomorskich. W „Rowerem na wschód 1937” podróżnik zagłębia się w geograficzne i mentalne wnętrze Niemców coraz bardziej gotowych do wojny, Rumunów, Czechów, Słowaków i Rusinów. Próbuje również i Rosjan, ale jego podróże po Odessie i Kijowie natrafiły na liczne ograniczenia ze strony policji politycznej. Kontrolowano go na każdym kroku, przydzielano opiekunów z Inturistu, a nawet dwukrotnie aresztowano, aczkolwiek na krótko.
Jego wyprawa rosyjska, w roku 1937 czyli czasie największego nasilenia masowego terroru, nieco rozczarowuje, bo niemal w ogóle nie daje się odczuć w relacji grozy ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. Podobnie z podróżą przez nazistowskie Niemcy: dostrzega wprawdzie germański nacjonalizm, ale jest pełen uznania dla osiągnięć gospodarczych i przemysłowych Trzeciej Rzeszy, jak również dla inteligencji, zdyscyplinowania i pracowitości jej przeciętnego mieszkańca. Sprawia to, że końcowa wymowa jego książki jest optymistyczna: wojny raczej nie będzie, bo narody Europy do tego nie dopuszczą. A ponadto autor cieszy się, że po zakończonych wojażach wraca do kochanej, starej Anglii, jedynym kraju w którym chce żyć dalej, bo chociaż zjeździł ich 25, to lepszego nie znalazł. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Wańkowicz. Życie na kraterzeprzez Paweł Jaskulski
Autor: Łukasz Garbal Wydawnictwo Czarne
Wydawca nazwał tę książkę biografią totalną sławnego reportera, ale ja użyłbym innego określenia. W moim odczuciu jest to bowiem biografia tytaniczna, bo autor z niezwykłą ambicją, jak również imponującą pasją dotarł do wszystkiego, do czego na temat Wańkowicza można było dotrzeć w dniu dzisiejszym. Zapewne jakieś fakty wyjdą jeszcze na jaw, lecz na obecną chwilę Łukasz Garbal wykonał pracę tytaniczną, polegającą na osobistej, śledczej niemal, wyprawie w historię życia swojego bohatera. Dokonał tego w oparciu o listy, dokumenty archiwalne oraz rozmowy z osobami, które znały Wańkowicza. Wykorzystał publikacje książkowe i prasowe, audycje radiowe oraz filmy, a przede wszystkim samą twórczość tego autora, analizując to, co jawne oraz ukryte. Stworzył mega biografię, iście tytaniczną, tym bardziej, że osoba bohatera również była tytaniczna.
Ale i kontrowersyjna. Melchior Wańkowicz, którego obraz odtwarza autor książki był człowiekiem trudnym w odbiorze, tym bardziej że sam mocno komplikował swój wizerunek. Jako pisarz, reporter i dziennikarz, niezwykle płodny i pracowity. Odważny, energiczny, aktywny, sprytny. Potrafił zręcznie promować samego siebie oraz swoje publikacje, jak również zarabiać pieniądze. Miał dobrego nosa, wyczuwając, o czym warto napisać. Co przyniesie dochód oraz innego rodzaju wymierne korzyści. Co się opłaci. Ale kiedy już się za to zabrał, dawał z siebie wszystko, angażując talent, inteligencję, czas i wszelaki trud. Pracując dla Związku Cukrowników otrzymał na początku lat trzydziestych najwyższe honorarium, jakie ktokolwiek dostał w dziejach za napisanie dwóch słów. Brzmiały one: „cukier krzepi” i okazały się mistrzowską manipulacją medialną, gdyż nie chodziło bynajmniej o właściwości zdrowotne białych kryształków, ale o wypromowanie ich dla celów handlowych.
A znał się świetnie na fake newsach, bo wcześniej jako publicysta sam je zwalczał ciętym piórem. Kiedy jednak wyczuł świetny interes, potrafił je tworzyć, a za słowa „cukier krzepi” otrzymał pięć tysięcy przedwojennych złotych czyli o dwa tysiące więcej niż wynosiła miesięczna pensja prezydenta RP. Od razu stał się najwyżej cenionym specjalistą od reklamy, jeździł z wykładami, a nawet założył własną szkołę kształcącą w tym zakresie. Właściwie to tworzeniem chwytliwych sloganów reklamowych zajmował się przez całe życie, a ostatni, również znany, spłodził pod koniec życia czyli na początku lat siedemdziesiątych. Slogan ten powstał na zamówienie linii lotniczych LOT i brzmiał „LOT-em bliżej”. Rzecz jasna Wańkowicz był przede wszystkim pisarzem, autorem książkowych reportaży o wyprawach do dalekich krajów, jak „Kościoły w Meksyku” czy „Opierzona rewolucja”, w której pozytywnie napisał o państwie bolszewików i dzięki której po wojnie mógł wrócić do Polski Ludowej bez narażenia się na represje, chociaż na wszelki wypadek uczynił to dopiero po „odwilży”, w roku 1956. Ale nie dzięki tym książkom, ani sloganom handlowym, przeszedł do historii polskiej literatury.
Stało się to za sprawą publikacji typu „Westerplatte”, „Monte Cassino”, „Ziele na kraterze” czy „Karafka la Fontaine`a”. A zwłaszcza „Na tropach Smętka”, wielkiego dzieła reportażowego z podróży z córką po Prusach Wschodnich i tropieniu śladów polskości, mocno zespolonymi z ziemią wchodzącą niegdyś w skład Rzeczypospolitej. Dzieło to hitlerowcy wpisali na swoją czarną listę i przetłumaczyli na niemiecki, ale nie po to, żeby sprzedawać, lecz szkolić swoich funkcjonariuszy w zakresie zwalczania polskich metod narodowej promocji. A kiedy we wrześniu 1939 roku Wańkowicz uciekał z Polski do Rumunii przez rzekę graniczną trzymając nad głową maszynę do pisania, ścigał go głos polskiego dziennikarza-zdrajcy, który na falach radia wrocławskiego (wówczas Breslau) straszył: „Uciekaj, ale i tak cię dopadniemy, tropami Smętka”. Pozycja bardzo wartościowa. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Pou wychodzi z jaskiniprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Nazheli Perrot Wydawnictwo No Bell
Tytułowy Pou to tajemniczy ludzik tudzież stworzonko mieszkające w jaskini. Jest mu w niej dobrze i komfortowo. Pewnego dnia jednak w sumie przypadkowy impuls nie daje mu zapomnieć o tym, że powinien wyjść, aby poszukać czegoś więcej. Prezentowaną pozycję widzę jako wprowadzenie do wiedzy o filozofii w wersji dla dzieci. Ta bogato zilustrowana publikacja pozwoli zrozumieć czy też wytłumaczyć najmłodszym czytelnikom ideę platońskiej jaskini, której abstrakcyjne zawiłości obłaskawiają rysunki i prosty, acz metaforyczny i mądry, tekst. Nie mamy do czynienia z typową bajką.
To absolutnie coś innego i inny poziom niż np. utwory o Stasiu Pętelce. One są oczywiście potrzebne, przydają się chociażby w życiu codziennym dziecka, ale historia Pou jest równie konieczna i powinna być obecna w rozwoju umysłowym maluchów. Pou porzuca wygodę – a raczej jej złudzenie – aby odnaleźć pewien istotny dla siebie drobiazg. W efekcie odnajduje o wiele więcej. To nagroda za odwagę. Nagroda w formie poznania obcej dotychczas rzeczywistości poza jaskinią, pełnej barw i przygód. Pou nie będzie żałował, ale zanim zrobił pierwszy krok, minęło sporo czasu. Sądzę, że takie książki mają potencjał rozpalić w dzieciach żar i głód wiedzy, wytworzyć bergsonowski pęd życia. Przykład niezwykle twórczej lektury familijnej. Oprawa twarda, szyta.
- Wilkiprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Rena Ortega Wydawnictwo Libra PL
Ciekawa publikacja dydaktyczna dla dzieci na temat wilków – wspaniałych, dostojnych stworzeń, wokół których krąży wiele fałszywych mitów. Gatunek sam w sobie ma też interesującą historię chociażby w kontekście Parku Yellowstone. Pierwotnie w 1926 roku wytępione, aby w 1995 triumfalnie powrócić. Obie decyzje były decyzjami ludzi; nie zrządzeniem losu czy zbiegu okoliczności. Dopiero powrót wilków przywrócił równowagę w ekosystemie. Tylko ten jeden przykład wystarcza tak naprawdę do prawidłowej oceny sytuacji i roli, jaką odgrywają wilki w naturze.
Dzięki prezentowanej pozycji dzieci zgromadzą szeroką wiedzę w odpowiednio skromnych, nieprzytłaczających, proporcjach. Zróżnicowanie informacji jest bardzo korzystne z perspektywy poznawczej. Ciekawostki np. o możliwym rozwinięciu prędkości biegnącego wilka do 65 km łączą się łączą się z wiedzą o jego wyglądzie, strukturze sierści, gatunkach i podgatunkach, zostawianych tropach, komunikacji watahy i supermocach jak wybitne wzrok i słuch. Bardzo udana lekcja przyrody. Trochę mniej podrasowana graficznie i konceptualnie niż „Wilki. Historie prawdziwe” Michała Figury z ilustracjami Aleksandry i Daniela Mizielińskich wydane w Dwóch Siostrach (P. 23/2022), ale nie oznacza to, że mniej przydatna. Może fakt, że nie trzeba do niej instrukcji obsługi, przemawia nawet na jej korzyść. Oprawa twarda, szyta.
- Wilczyca i reniferprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Hanna Buch Wydawnictwo Nowa Baśń
Hanna Buch jest lekarzem weterynarii. Od kilku lat z powodzeniem wykorzystuje zawodową wiedzę i wrażliwość na los zwierząt w twórczości literackiej dla dzieci. Poprzednio na liście: „Orka w wannie” (P. 9/2019) i „Mały błękit” (P. 1/2020). W prezentowanej pozycji chyba nawet nie zdradza – jeśli nawet, czyni to subtelnie – wyuczonego fachu. Poza odautorską odezwą z samego końca mamy do czynienia z literaturą w stanie czystym. Oto niespodzianie rodzi się przyjaźń między wilczycą Fiją a reniferem Sale’em. Poznali się jeszcze jako maluchy. Ten wybryk natury dało się wtedy wytłumaczyć młodym wiekiem, początkowym etapem życia, gdy dorosłe instynkty nie dają o sobie tak mocno znać. Z czasem jednak na horyzoncie pojawiły się problemy.
Przywódca wilczej watahy i zarazem ojciec Fiji rzekł: – Nie baw się więcej z ofiarami. Zabrzmiało poważnie, w rzeczywistości słowa te miały dalsze konsekwencje związane z przeprowadzką stada. Tak doszło do przymusowego rozstania wilczycy i renifera. Gdy upłynęło odpowiednio dużo czasu, wydawało się, że zapomną. Oboje mieli co robić. Fija nauczyła się polować, Sale z kolei miał arcyważne zadanie, ponieważ należał do zaprzęgu Świętego Mikołaja. Był magicznym reniferem wybrańcem. Dostąpił zaszczytu skazującego na chwałę i zazdrość – dwa przeciwstawne stany, ale wyrastające z jednego pnia. Lekarstwem na samotność i odtrącenie z grona zazdrosnych rówieśników była właśnie Mija.
Ich przyjaźń jest metaforą, przez zaprzeczenie naturze pokazuje przekroczenie granicy, co można uznać za nieostrożność, ale jednocześnie za akt walki o prawdziwą, wieczną więź ponad podziałami. Świadomie pomijam napomknięcie o rozwoju fabularnych wydarzeń po wyprowadzce wilków. Lektura jest wzruszającym doświadczeniem i warto przeżyć ją w pełni samemu. Historia wymyślona i zilustrowana przez Hannę Buch broni się jako dobrze skomponowana całość. Bardzo polecam do lektury familijnej. Oprawa twarda, szyta.
- Wiem, kiedy umrzesz. Morderca, który nie istniałprzez Paweł Jaskulski
Autor: Robert J. Szmidt Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Kryminał, którego warto nie zlekceważyć. Gdy słyszymy o wydaniu kolejnej powieści kryminalnej, możemy odczuwać już jeśli nie znużenie, to na pewno obojętność. No chyba że ktoś czeka na nową prozę ulubionego pisarza. Rynek książki jest jednak tak mocno nasycony literaturą kryminalną, że informacja o wyróżniającej się powieści może być szczególnie cenna. Robert J. Szmidt – poprzednio na liście: „Ostateczne rozwiązanie” (P. 20/2021) – napisał rzecz z dużym naddatkiem społecznym, czyli zbliżył się do tego poziomu, z którego słyną najlepsze tradycje powieści kryminalnej, kiedy skądinąd wciągające fabuły służą portretowi pamięciowemu, ale nie tylko sprawcy czy podejrzanego, ale całych społeczeństw i czasoprzestrzeni. Może właśnie nawet bardziej od zbrodniarza podejrzane są przyjęte normy, zasady, złotówkowe mierniki moralności. Autor umiejscowił wydarzenia w fikcyjnym miasteczku na granicy Górnego Śląska i Zagłębia. Nazwa symboliczna – Złoczyn. Łatwo przygotować wariacje wokół tego słowa, np. w trybie rozkazującym „Zło czyń”.
Miasteczko stanowi integralną częścią fabuły, wyzwala potencjał na bardzo dramatyczną, desperacką próbę uzasadnienia zła czynionego w jakimś sensie innemu złu. Dawno tego nie grali. W tej perspektywie „Wiem, kiedy umrzesz” jest ożywcze względem najczęstszych twórczych rozwiązań w tym gatunku, jest jak dawno niesłyszana, zapomniana, a ceniona piosenka. Czytelnik doprawdy może mieć dylemat. Szmidt podsuwa odbiorcom sytuacje skłaniające do refleksji na temat społecznego marginesu – zwłaszcza tej jego części, która sama decyduje się na zasilenie niskiej warstwy. Przez lenistwo, głupotę, nałogi, etc. W Złoczynie coś się zmienia. Dotąd tylko nazwa miasteczka straszyła, ale mieszkańcy dostali w końcu od losu nowy temat do rozmowy. Chodzi o dziwne zgony narkomanów sugerujące przedawkowanie. Chyba nie muszę więcej dodawać. Jako że akcja rozgrywa się na Śląsku czytelnicy mogą sięgnąć do aneksu ze słowniczkiem i listą wyrażeń przetłumaczonych z dialektu śląskiego z odniesieniem do strony, na jakiej dane wyrażenie występuje. Toteż czytelnik, gdy takowe napotka, może od razu przejść do aneksu, aby szybko wyłapać sens i nie stracić lekturowej dynamiki. Oprawa miękka, klejona.
- Odkupienie Morgan Brightprzez Paweł Jaskulski
Autor: Chris Panathier Wydawnictwo Czarna Owca
Horror psychologiczny wysokiej klasy. Pewne motywy mogą zmylić czytelnika i sugerować gatunek thrillera, którym ostatecznie powieść ta nie jest. Niemniej mamy coś w rodzaju śledztwa – tyle że prowadzonego z zupełnie innych niż zazwyczaj pobudek, jak również w zupełnie inny niż standardowy sposób. Przede wszystkim główna bohaterka (Morgan) nie jest policjantką. Jednocześnie jest bardzo zaangażowana w wyjaśnienie zagadki śmierci swojej siostry, która przed kilkunastoma miesiącami zmarła w drodze ze szpitala psychiatrycznego Hollyhock. Brak postępów w śledztwie generuje w Morgan niesamowicie silną chęć wzięcia spraw w swoje ręce.
Protagonistka decyduje się na karkołomny krok i sama zostaje pacjentką tejże placówki w celu odkrycia tajemnicy. Coś jej mówi, że odpowiedź znajduje się właśnie w Hollyhock. Przyjmuje fałszywą tożsamość i zabiera się do działania (historia psychiatrii zna zresztą takie eksperymenty medyczne w badaniu chorób psychicznych). Śledztwo prowadzone w takich warunkach jest oczywiście niezwykle specyficzne. Nie ma innej możliwości. Atmosfera gęstnieje, napięcie rośnie błyskawicznie chociażby z dwóch powodów. Morgan musi być skuteczna podwójnie: nie może popełnić błędu i ujawnić prawdziwej tożsamości, jednocześnie nie ma czasu na czekanie na ułożenie rozsypanej układanki, w której póki co pogrążona jest śmierć siostry. Wiele rozgrywa się wewnątrz umysłu Morgan. Autor operuje techniką zbliżoną do psychoanalizy. Morgan ma szansę na odkrycie prawdy przy równoczesnym oddalaniu od dawnej siebie. Dobra książka. Oprawa miękka, klejona.
- A świat trwaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Laszlo Krasznahorkai Wydawnictwo Czarne
Jest to książka dla bardzo zaawansowanych intelektualistów, koneserów literatury trudnej w odbiorze. Autor podążał ścieżkami wykreowanymi w ubiegłym stuleciu przez takich tytanów prozy jak James Joyce czy Samuel Beckett, mówiących o zagubieniu człowieka i absurdalności otaczającego go świata. Jak widać, opłaciło się nawiązywanie do tych klimatów, bo węgierski prozaik otrzymał za tom „A świat trwa” literacką nagrodę Nobla 2025, a więc uhonorowanie najwyższe o jakim może marzyć człowiek pióra. Książka jest zbiorem opowiadań, w których prawie nie ma fabuły. Są za to egzystencjalno-filozoficzne dociekania i komentarze pisarza związane z określonym wydarzeniem, na tyle migawkowym, że przemknęło niczym meteor. Ludzie dostrzegli, wydali z siebie och i ach, po czym przeszli do swoich stałych codziennych tematów zapominając o tym co ich poruszyło. Dla Krasznahorkaiego może być to fakt historyczny, o którym wyczytał, lub współczesny.
Tego ostatniego sam mógł być świadkiem lub usłyszeć, przeczytać w gazecie lub Internecie. Na przykład, incydent jaki miał miejsce na pewnej stacji metra. Na peronie znajdowała się niewielka, zaledwie półtorametrowa pusta strefa. Pomiędzy ścianą będącą końcem peronowej przestrzeni, a nieznacznie poprzedzającym ją wielkim lustrem ze światłem sygnalizacyjnym. W lustrze maszynista widział wsiadających i wysiadających pasażerów, a zielone światło było dla niego sygnałem do kontynuowania jazdy. W oczach autora pusta strefa nabrała niemal magicznego znaczenia, bo wielokrotnie bywając na peronach metra dostrzegł jej swoistą autonomię nie naruszaną przez kogokolwiek.
Po prostu nikt tam nie wchodził, nawet na chwilę. Aż do pewnego razu pisarz doznał szoku. Widział bowiem – ewentualnie ktoś mu opowiedział, a on uczynił z tego narrację pierwszoosobową z pozycji świadka – stojącego w pustej strefie kloszarda sikającego na tory. Kloszard miał udrękę na twarzy jakby oddawanie moczu sprawiało mu ból. Szło mu to powolnie. I opornie. Ludzie przyglądali się lub odwracali głowy. W dodatku na przeciwległym peronie pojawił się patrol policjantów z psem. Funkcjonariusze oniemieli na ten widok, a potem starszy z nich podniesionym głosem kazał kloszardowi przerwać jego czynność fizjologiczną. Ale ten nie przerwał. Robiłto nadal z tą samą udręką. Odległość pomiędzy peronami
wynosiła około dziesięciu metrów i autorowi wydała się nie do pokonania, niczym przepaść dzieląca nie tylko światy fizyczne, ale i czasowe, kulturowe, metafizyczne. Przez tory nie mogli przejść także funkcjonariusze, bo zabraniały tego przepisy, jak i własny instynkt samozachowawczy. Mogli jednak skorzystać z przejścia podziemnego, kilkanaście schodów w dół, potem pozioma przestrzeń płaska i kilkanaście schodów do góry. Ale oni stali i patrzyli, a jeden krzyczał nie ruszając z miejsca. Jakby nietykalność gwarantowała kloszardowi owa pusta strefa, niedostępna i magiczna. Utwory węgierskiego laureata Nobla pełne są refleksji nad człowiekiem. Są nimi do tego stopnia przesycone, zagęszczone, skondensowane, iż można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z jakimś intelektualnym ekstraktem. W dodatku język autora jest trudny, przypominający emocjonalny monolog wewnętrzny lub szybki strumień myśli. I to rozbudowany leksykalnie.
Pisarz posługuje się niezwykle długim zdaniami, rzadko kończonymi znakiem interpunkcyjnym w postaci kropki. Niektóre utwory w ogóle zbudował tylko z jednego zdania, ciągnącego się przez kilka stronic, nadrzędnie i podrzędnie złożonego na wszelkie sposoby składniowej gramatyki. Ale jest także utwór całkowicie odmienny. Nosi tytuł „Łabędź ze Stambułu” oraz podtytuł „79 akapitów na pustych stronach”. Również dedykację: „Ku pamięci Konstandinosa Kawafisa”. I zgodnie z zapowiedzią opowiadanie składa się z szesnastu pustych stron, białych niczym tytułowy ptak. Książka „A świat trwa” zawiera prozę ciężką w odbiorze, hermetyczną, przeładowaną intelektualnie, zbudowaną z trudnej formy redukującej do minimum pierwiastek fabularny, jak również udział bohaterów. W pewnym sensie jest to znak naszych czasów, w których literatura, a być może i ludzkość, doszła do pewnego szczytu rozwojowego i nie wiedząc co ma dalej z sobą zrobić zaczyna gubić się w różnych formach autodestrukcji. I być może tak właśnie odczytali to jurorzy ze sztokholmskiej akademii, ale tego do końca nie wiemy, gdyż oficjalne uzasadnienie mówiące o próbie opisania człowieka we współczesnym świecie jest jak zwykle w werdyktach Noblowskich patetyczne i wieloznaczne. Dla wyjątkowo wyrafinowanych koneserów. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Łabędź i nietoperzprzez Paweł Jaskulski
Autor: Keigo Higashino Grupa Wydawnicza Relacja
Jest to kryminalna opowieść o śledztwie w sprawie morderstwa. Akcja rozgrywa się jesienią 2017 roku, głównie w Tokio, ale niekiedy również w położonym o ponad 300 km od stolicy Aichi. Oficer śledczy z komendy głównej policji, Tsutomu Godai, prowadzi postępowanie związane z zabójstwem adwokata, Kensuke Shiraishi`ego, którego ciało znaleziono w bagażniku skradzionego samochodu. Zginął od ciosu nożem w klatkę piersiową. Godai, wraz ze swoim współpracownikiem, młodszym oficerem śledczym, Nakamachim, postępują zgodnie z rutynowym scenariuszem policyjnej pracy: rozmawiają z żoną i córką ofiary, z jego znajomymi, sąsiadami, badają bilingi rozmów telefonicznych, zaglądają do osobistego notatnika. Rozmowy niewiele dają, ale ze względu na fakt, że wszyscy mówili o zmarłym w samych superlatywach, rodzi się w nich pytanie: dlaczego tak dobry człowiek został zabity? Więcej wnosi badanie jego nawyków, odkrywają bowiem, że przesiadywał samotnie w jednej z kawiarni i cały czas patrzył w okno.
Czy czekał na kogoś, kto nie przychodził? A może obserwował wyjścia z budynków położonych naprzeciwko lokalu? Jeden z tropów prowadzi ich do Aichi, gdzie odwiedzają emeryta o nazwisku Kuraki. Przyjeżdża on czasem do Tokio, w odwiedziny do syna, ale okazuje się, że syn jest tylko pretekstem, a tak naprawdę mężczyzna spędza długie godziny w pewnym barze prowadzonym przez matkę i córkę. Wychodzi na jaw, że przed wielu laty ich mąż i ojciec został niesłusznie aresztowany przez policję pod zarzutem zamordowania pewnego oszusta i po brutalnym przesłuchaniu popełnił samobójstwo wieszając się w celi na okiennej kracie. Prokuratura nie podjęła nawet śledztwa w sprawie śmierci aresztanta. To tragiczne wydarzenie miało miejsce w roku 1984 właśnie w Aichi. Godai jest pewien, że mordercą adwokata jest właśnie ów siwy pan, drobny staruszek. A kiedy ten przyznaje się do zabójstwa adwokata, a także oszusta z 1984 roku, i dokładnie opisuje przebieg i motywy obu zabójstw, śledczy aresztują go i przekazują sprawę prokuraturze w Tokio.
Wydaje się, że sprawa zostaje zamknięta, bo jest przecież sprawca, który miał motyw i sposobność i w dodatku się przyznał, ale nic bardziej mylnego. Właściwie to od momentu aresztowania Kurakiego wszystko zaczyna się gmatwać i komplikować. Bo teraz sprawę biorą w swoje ręce jego syn, Kazuma, oraz córka samobójcy z Aichi, Orie Asaba. Ich prywatne śledztwo pozwala na dotarcie do faktów, o jakich oficerowie śledczy nawet nie pomyśleli… „Łabędź i nietoperz” jest znakomicie skonstruowaną powieścią kryminalną japońskiego autora wtopioną w realia i obyczaje Kraju Kwitnącej Wiśni. Realia te nie są jednak nachalnie eksponowane i równie dobrze fabuła mogłaby rozgrywać się w Danii, Bułgarii lub na Florydzie.
Uniwersalność wzmacnia również obraz policyjnej roboty polegającej na wywiadzie posesyjnym, badaniu śladów, rozmów telefonicznych, zapisów monitoringowych, takiej samej w Niemczech, Polsce czy Brazylii. Pod piórem autora czynności te bynajmniej nie nużą, gdyż każdy rozdział przynosi coś nowego. Niby nic takiego, ale Keigo Higashino potrafi zaintrygować każdym szczegółem, co sprawia, że czytelnik czeka w napięciu, co będzie dalej i nie może oderwać się od lektury. Tym bardziej, że styl pisarza ma lekki charakter, obfituje w dialogi i nie zawiera scen drastycznych. Nie operuje również inwersjami i przeskokami czasowymi, chociaż biorąc pod uwagę istotę wydarzeń sprzed lat autor bez trudu mógłby poprowadzić akcję dwutorowo: rok 2017 na przemian z 1984. Na szczęście nie uległ pułapce w jaką wpada wielu autorów thrillerów, bo dzięki temu narracja jest bardziej spójna i jednolita. Świetny, mistrzowski kryminał. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Trzecia transformacja, czyli historia odzyskana. Polska 1989-1995przez Paweł Jaskulski
Autor: Jacek Stawiski Wydawnictwo Znak
Autor przedstawia transformację ustrojową od strony odkrywania prawdy historycznej i odzyskiwania pełnej tożsamości narodowej. Bo odchodzenie od komunizmu oznaczało nie tylko wolny rynek gospodarczy, w tym sklepy pełne towarów; oznaczało nie tylko likwidację cenzury oraz odejście do lamusa organizacji politycznej pod nazwą Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. To również przywrócenie naszemu krajowi nazwy Rzeczpospolita Polska, bez dopisku „ludowa”, a Orłu Białemu korony. Ale jeszcze zanim to nastąpiło, rozpoczął się proces likwidacji haniebnych nazewnictw oraz pomników. Największy rozgłos zdobył demontaż monumentu Feliksa Dzierżyńskiego na warszawskim placu noszącym jego nazwisko. Na cokole widniał napis: „Feliks Dzierżyński to chluba polskiego ruchu rewolucyjnego”. Podpisano: „Bolesław Bierut”.
Kiedy dźwig unosił figurę krwawego szefa bolszewickiej bezpieki, rozpadła się na kawałki, co zgromadzony tłum skwitował szyderczym śmiechem, a liczni reporterzy i filmowcy utrwalili ten moment obiektywami aparatów i kamer. Było to na jesieni 1989 roku, ale wcześniej, bo końcu lipca w podobny sposób mieszkańcy Lublina rozprawili się z pomnikiem towarzysza prezydenta Bieruta. Decyzję podjęła Rada Miasta, a co ciekawe jej skład był jeszcze dawny, sprzed wolnych wyborów czerwcowych, bo o demontażu pomnika postanowili w maju. Wraz z likwidacją postumentu zmieniono nazwę ulicy Bieruta, przywracając dawną czyli Lwowską. Ale najwcześniej z Bierutem próbował się rozprawić senat Uniwersytetu Wrocławskiego, któremu dolepiono jego osobę jako patrona uczelni.
Akademicy wrocławscy podjęli uchwałę o zmianie nazwy na po prostu Uniwersytet Wrocławski jeszcze w 1981 roku, w czasie tak zwanego pierwszego karnawału Solidarności. Oczywiście stan wojenny przekreślił na kilka lat tę inicjatywę. Powrócono jednak do niej w 1988 roku, kiedy Senat potwierdził ważność uchwały, a wcielono ją w życie na przełomie maja i czerwca 1989. Książka Jacka Stawiskiego przywołuje tamte fakty oraz kontekst społeczno-polityczny w jakim występowały. Poważne trudności nastręczały pomniki postawione na chwałę armii radzieckiej, bo ich demontaż mógł wywołać nieprzewidywalna reakcję ze strony Związku Radzieckiego, który niby znajdował się w trakcie pierestrojki, a na jego czele stał Michaił Gorbaczow, ale póki co jego wojska stacjonowały jeszcze w Legnicy i w innych punktach Polski. Monumenty wychwalające armię czerwoną okazały się najdłużej przechowywanym reliktem komunizmu, usuwano je stopniowo, powoli, z obawami.
Innym opornym symbolem stało się Godło Narodowe. Na ten temat odbyła się w sejmie burzliwa debata, bo okazało się, że nie wszystkim zależy, aby ten dzielny, szlachetny biały ptak odzyskał koronę, znak królewskiego dostojeństwa. Oprócz byłych członków PZPR sprzeciwiali się także niektórzy z ludowców. Sprawa została jednak szybko wyjaśniona w głosowaniu i zamknięta. Bardzo ciekawą częścią książki są fragmenty dotyczące odsłaniania prawdy o mordzie katyńskim. Rosjanie długo opierali się. Katyń był jednym z głównych tematów rozmowy premiera Tadeusza Mazowieckiego z Gorbaczowem podczas wizyty tego pierwszego na Kremlu. Gorbaczow przyznawał, że była to zbrodnia stalinowska, ale argumentował, że zabito tam w różnych okresach również tysiące osób z innych narodowości, na przykład ukraińskiej, i postulował, żeby upamiętnić miejsce pochówku ofiar pomnikiem z ogólną nazwą „ofiarom zbrodni stalinowskich”. Mazowiecki jednak nie ustępował uznając w imieniu polskiej racji stanu, że naszym wojskowym i policjantom należy się osobny pomnik i cmentarz. I dopiął swego. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Czerwona fala. Amerykanka w rockowym radzieckim undergroundzieprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Joanna Stingray Wydawnictwo Ośrodka Karta
Niesamowita książka, fascynująca historia, w którą trudno uwierzyć. Pięknie określił ją mianem „romantycznej bajki” w słowie wstępnym Konstanty Usenko – znawca rosyjskiej kultury alternatywnej. Joanna Stingray (rocznik 1960) pochodzi z Los Angeles. Z Miasta Aniołów do Rosji nigdy nie było blisko, a odległość miewała najróżniejsze konteksty. Zawsze istniało też większe/mniejsze ryzyko. Może właśnie ta niepewność, wrażenie zakazanego owocu pociągało autorkę w Rosji, w której ostatecznie osiadła na długie lata. Kto wie, czy na pierwszy rzut oka czytelnik nie odczuje zdziwienia na myśl o dość swobodnym przemieszczaniu się między głównymi rozgrywającymi państwami zimnej wojny. Ten wątek (i oczywiście nie tylko ten) pozwala na rozwinięcie naszej wiedzy historycznej w kwestiach nieoczywistych. Okazuje się, że już w latach prezydentury Jimmy’ego Cartera między USA a Rosją kwitła wymiana uczniowsko-studencka.
Nawiasem mówiąc, symboliczna postać tej próby międzynarodowego porozumienia dziecięca aktorka Samantha Smith zginęła tragicznie w dość niejasnej katastrofie lotniczej. Choć mógł to być i dramatyczny zbieg okoliczności. Na początku lat osiemdziesiątych po raz pierwszy w Rosji, dokładnie w Petersburgu (wtedy wdzięcznie zwanym Leningradem) znalazła się też Stingray. Prezentowaną pozycję napisała wespół z córką, Madison, którą spłodził de facto perkusista rosyjskiego zespołu „Center” Aleksandr Wasiliew. Stingray marzyła o karierze nowofalowej wokalistki (dziś pracuje jako agentka nieruchomości), większą szansę na realizację celu widziała właśnie w Rosji, w której się zakochała, zakochiwała się w rosyjskich mężczyznach, zakochała w podziemnej scenie muzycznej. Co najważniejsze, w kontekście rozpoznania kulturowego mocarstwa w ostatnich latach istnienia ZSRR wykonała naprawdę dużą pracę. Przede wszystkim spopularyzowała na Zachodzie sowiecką muzykę rockową.
Sowieci muzycznie kojarzą się prędzej z piosenką Kultu zamykającą koncerty grupy Kazika Staszewskiego i śpiewaną a capella. A jednak. W radzieckich mieszkaniach, piwnicach, garażach rozgorzała rewolucja muzyczna, która znalazła swojego mecenasa. Za sprawą Stingray w 1986 roku w Stanach Zjednoczonych został wydany dwupłytowy album „Red Wave. 4 Underground Bands from the Soviet Union” z utworami legend radzieckiego podziemia muzycznego: Akwarium, Kino, Alisa i Strannyje Igry. Nie każda premiera płytowa stawała się wówczas wydarzeniem artystycznym komentowanym przez Davida Bowiego.
Album poprawił sytuację sowieckich muzyków w ZSRR. Mowa o prawdziwym przełomie przypieczętowanym przez Michaiła Gorbaczowa, który utorował łatwiejszą drogę do publicznego zaistnienia rockowej sceny muzycznej w Rosji. Działalność Stingray nie umknęła czujnym oczom służb zarówno po stronie radzieckiej, jak i amerykańskiej podejrzewającym autorkę o szpiegostwo. Jak córka pracownika Kongresu Stanów Zjednoczonych była łatwym celem i można ją było podejrzewać w zasadzie o wszystko. Z pewnych źródeł wynika, że planowano wobec niej rozmaite werbunki. Wygląda jednak na to, że rzecz nigdy nie wyszła poza muzykę, poza mediacje między narodami za pomocą dialogu kulturowego, na który niestety nie ma obecnie szans. Na szczęście książka ukazała się po angielsku i po rosyjsku. Znakomitego przekładu na język polski dokonała Ewa Horodyska. Nieprawdopodobna lekcja historii z pierwszej ręki. Oprawa miękka, klejona.
- Szkoła bardzo prywatna. Moja elitarna brytyjska edukacjaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Charles Spencer Wydawnictwo Czarne
Autor, potomek arystokratycznego rodu angielskiego, opisał swój kilkuletni pobyt w elitarnej szkole z internatem dla chłopców z wyższych sfer. Było to w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, a owa szkoła to Maidwell Hall. Edukację rozpoczął w niej mając osiem lat, a zakończył w wieku trzynastu. Oprócz wysokiego poziomu nauczania, celem szkoły było wpojenie uczniom dyscypliny i posłuszeństwa oraz wartości moralnych mających ukształtować ich na wysoce wartościowych członków społeczeństwa funkcjonujących na wyższych szczeblach aparatu państwowego. Wspomnienia Charlesa Spencera zdzierają zasłonę obłudy jaka zakrywała przez długie lata, a może nawet przez wieki tego rodzaju prywatny system kształcenia. O ile ktoś wyobrażał sobie, że nauka w drogiej szkole z internatem polega na sielskim spędzaniu czasu i pławieniu się w luksusie, to mylił się bardzo. Relacja Spencera rozwiewa mity związane z tym tematem, chociaż autor nie neguje bynajmniej wysokiego poziomu nauczania, ani wysokiej jakości wyżywienia.
To ostatnie wprawdzie nie było szczególnie wymyślne, ale typowo angielskie, pożywne, niekiedy nawet smaczne. Uczniowie otrzymywali cztery posiłki dziennie, a osoba z personelu pilnowała, żeby zjedli wszystko. Talerze, jakie oddawali musiały być puste, dopiero wtedy konsument mógł opuścić jadalnię. Jeżeli nie zjadł wszystkiego wpisywano mu złą notę. Mógł ją otrzymywać praktycznie za wszystko, bo wszystko mogło stać się przewinieniem. Chociażby niedokładne umycie się, zbyt długie wypróżnianie, długie włosy lub moczenie się w nocy. Tego ostatniego doświadczało wielu, bo stresowało ich oddalenie od rodziny oraz represyjny system w jakim się znaleźli. Panował w nim niemal koszarowy rygor. Starsze roczniki poniżały kolegów z młodszych. Ale znęcanie się ze strony rówieśników to jedno, a nauczycieli, to drugie.
Oprawców z tytułami naukowymi, a nawet arystokratycznymi było trzech. Najbardziej zapadł chłopcu w pamięć niejaki Henry Maude, uczący łaciny jowialny dżentelmen robiący znakomite wrażenie na rodzicach, kiedy przyjeżdżali w odwiedziny do swych pociech. Rozmowny, dowcipny, uśmiechnięty i zgodnie z zasadami angielskiego dobrego wychowania zachowujący stoickie opanowanie. I tylko jego uczniowie wiedzieli jak kruchy był to spokój. Kiedy w czasie lekcji coś mu się nie spodobało, dostawał furii: ciskał w uczniów przedmiotami i wymyślał im od najgorszych. Bił ich po głowach otwartą dłonią i targał za uszy, a ich pełne bólu krzyki sprawiały mu widoczną przyjemność. Jednego z uczniów uderzył w potylicę z taką siłą, że ten spadł z ławki i stracił przytomność. Innego, drobnego dziewięciolatka, cisnął w kąt klasy niczym przedmiot, po czym wywrócił jego ławkę z której pospadały wszystkie przedmioty.
Jego wybuchowość była nieprzewidywalna, uczniowie bali się go panicznie i w czasie lekcji panowała śmiertelna cisza. Spacerował po klasie trzymając na ramieniu drążek do otwierania okien, którym bił uczniów po rękach i ramionach. Towarzyszące tym wybuchom hałasy niosły się po całej szkole, tym bardziej, że sala, w której Maude nauczał języka Rzymian, znajdowała się w samym centrum niewielkiego budynku szkoły. Żaden z pedagogów nie interweniował, a dyrektor udawał, że o niczym nie wie. Książkę czyta się łatwo niczym zbeletryzowaną opowieść opartą na faktach z życia. Oprócz opisu wydarzeń skandalicznych i sensacyjnych, zawiera również wiele informacji związanych z edukacją w Maidwell, na przykład jak wyglądał rozkład dnia ucznia, zarówno przeciętnego jak i świątecznego, oraz jakie czasopisma pozwalano im czytać, a wśród tych ostatnich były tytuły ekskluzywne, jakie znali ze swoich domów rodzinnych, chociażby „Country Life”. Dla zainteresowanych. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Droga przez łąkę. Sześć esejów o przestrzeniprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Zofia Król Wydawnictwo Karakter
Autorka wielokrotnie wędrowała z mapą internetową. Docierała do terenów wywołujących w niej określone skojarzenia geograficzne, historyczne lub kulturowe. Za pomocą małego ludzika, googlowego wędrowniczka, podpatrywała człowieka umiejscowionego w przestrzeni: najpierw niezwykle rozległej, o wymiarze makro, potem zredukowanej do mikro, na przykład mieszkania w warszawskim bloku lub schodów do kamienicy w Gnieźnie. Zofia Król, doktor filozofii, napisała bowiem „Sześć esejów o przestrzeni”, którym nadała na użytek książki wspólny tytuł – „Droga przez łąkę”. Ale inną łąkę, niż tę do której przyzwyczaiła nas odwieczna tradycja. Nasi przodkowie mieszkający na wsi znali jak własną kieszeń, albo nawet lepiej, pobliskie łąki, każde ździebełko trawy, zakwitający lub zwiędły kwiatek, liczbę kroków od krańca do krańca. Autorka pokazuje, że taką drogą przez łąkę może stać się cały świat, jeśli tylko zagłębić się w los, a raczej w dzieła człowieka mającego w nim swoje miejsce i rolę. Pod jej piórem łąka staje się czasoprzestrzenią, do której kluczem stawały się obrazy Cezanne`a i van Eycka, także prace filozofów oraz utwory pisarzy.
Właśnie, pisarzy, w tym polskich. Na przykład Zofii Nałkowskiej. Zofia Król wydobywa bowiem z prozy autorki „Granicy” oraz „Romansu Teresy Hennert” elementy świadczące o odczytywaniu przez nią czasoprzestrzeni codzienności, powołując się na „Dzienniki” oraz „Mojego ojca”. Odwiedza w nich dawne mieszkania i domy odtwarzając pełną życia przestrzeń wypełniającą niegdyś wnętrze domu w podlubelskiej wsi Wrotków czy warszawskim rodzinnym lokum. Przestrzenie te, szczególnie ta druga, zawisły anonimowo gdzieś nad gruzowiskiem czy parkanem, a autorka przygląda się pustemu miejscu z okna przejeżdżającego autobusu. W podobny sposób zagłębia się w przestrzeń mieszkania Mirona Białoszewskiego w ostatnich lata jego życia. Dociera na Syberię śledząc drobne poczynania anonimowych osób na przykładzie „Biegunów” czy „Przestrzeni” Georgesa Pereca. Oto obraz utrwalony w czasie i przestrzeni: z syberyjskiej chaty wychodzi ktoś i patrzy w niebo.
W tym samym momencie ktoś inny, budzi się w samolocie jedenaście tysięcy metrów wyżej i patrzy w dół. Przez chwilę obaj znajdują się na tej samej linii. Z kolei nieistniejące, rodzinne mieszkanie Nałkowskiej przy ul. Wspólnej pod wnikliwym okiem pani doktor filozofii nabiera wymiarów sześcianów niegdysiejszych pokojów nadal wiszących nad powierzchnią planety. Książka interesująca, ale hermetyczna. Polecam ją czytelnikom o dużym wyrafinowaniu intelektualnym. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Prokuratorprzez Paweł Jaskulski
Autor: Aleksander Herzog Wydawnictwo Ośrodka Karta
Wspomnienia Aleksandra Herzoga są ciekawą przygodą czytelniczą. Frapująco i świadomie dobrane fakty z życia wybitnego prawnika, współtwórcy „Solidarności” w krakowskiej prokuraturze, po 1989 pierwszego zastępcy prokuratora generalnego. Herzog zajmował się wtedy sprawami wagi państwowej, takimi jak skutki stanu wojennego, śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej. Autor raczej szybko prześlizguje się przez lata młodzieńcze, widać, że dążył przede wszystkim do utrwalenia tego, co najbardziej zaangażowane społecznie i politycznie, a więc też historycznie nośne. Herzog wspomina niektóre intrygujące zagadki kryminalne z epoki PRL, w jakich rozwikływaniu wziął udział, np. kradzież pieniędzy z Urzędu Pocztowego w Nowej Hucie – 13 grudnia 1978 roku. Fajnie, że autor datuje konkretnie takie zdarzenia, do tego interesująco je opisuje. W efekcie długie fragmenty czyta się jak pamiętnik true crime.
Gwoździem programu są jednak czasy po 1989 roku. Wówczas Herzog dostał narzędzia do zmieniania świata. Może brzmi to patetycznie, ale trochę tak było. Natomiast taka misja nigdy nie należy do prostych. Herzog szybko zderzył się z aparatem nowej władzy, przepychanką polityczną Tadeusza Mazowieckiego z Lechem Wałęsą, naciskami ze strony gabinetu premiera w sprawie postawienia zarzutów Stanowi Tymińskiemu. Wszystko ok, ale na jakiej dokładnie podstawie – podobne pytanie Herzog zadawał nie raz, nie dwa. Brak dowodów lub ich zatarcie czasem przyprawiał o zawrót głowy, bo przecież często chodziło o sprawy mordów politycznych za komuny, czy kwestię odpowiedzialności karnej Czesława Kiszczaka. Dlaczego on jeszcze nie siedzi? Z tak wielkim pytaniem telefonował do Herzoga ówczesny prezydent. Sądzę, że mimo pewnej dozy hermetyczności „Prokurator” jest książką do czytania, do wyciągania z półki. Zawiera wątki wciągające, została dobrze skonstruowana i napisana. Grona odbiorców upatrywałbym nie tylko wśród środowiska prawnego, ale też wśród entuzjastów historii politycznej Polski drugiej połowy XX wieku i początków XXI stulecia. Pozycja zawiera indeks, zdjęcia. Oprawa miękka, klejona.
- Nikt, tylko japrzez Edyta Kucharek
Autorka: Sara Lundberg
Wydawnictwo Wytwórnia
Poziom: BD I
Książka obrazkowa wielokrotnie nagradzanej szwedzkiej pisarki, ilustratorki i artystki wizualnej, która otrzymała w 2025 roku wyróżnienie Bologna Ragazzi Award w kategorii fiction. Poprzednio na liście: „Zapominalski dzień” p. 6/2025.
Sara Lundberg tworzy malarską, metaforyczną i oszczędną w słowa opowieść, w której fantazja i rzeczywistość przenikają się nawzajem. W pewien letni, słoneczny dzień chłopiec i jego mama wybierają się na plażę. Zabierają ze sobą pomarańczowy ponton, który przywiązują do pomostu. Scena ta ma symboliczne znaczenie, gdyż – jak mówi chłopiec – mama jest pomostem, a on przywiązaną do niego mocnym węzłem łódką. W pewnym momencie mały bohater rozwiązuje ten węzeł, podkreślając, że „nikt tak nie umie”, i wyrusza pontonem w niezwykłą podróż wzdłuż rzeki, podczas gdy jego mama zostaje na brzegu.
Płynąc z prądem chłopiec odkrywa pełen magii, zmysłowych doznań i fantastycznych krajobrazów świat. Mija gęsty las, sielską wioskę, gwarne, ruchliwe miasto, pełną dzikich zwierząt dżunglę i wodospad. Po drodze spotyka dziewczynkę, od której dostaje nasionko. Za chłopcem podążają trzy baśniowe istoty, które go obserwują, czuwają nad nim i wspierają w potrzebie. Bohater wraca do mamy, która nadal stoi na brzegu rzeki rozmawiając z inną kobietą. Po powrocie do domu sadzi nasiono w donicy. Kiedy zasypia, na balkonie wokół donicy tańczą trzy baśniowe istoty.
Magiczna przygoda chłopca stanowi jego pierwsze kroki ku niezależności, samodzielności, odkrywaniu siebie i świata. Historia ukazana jest za pomocą sugestywnych, malarskich obrazów w większości wypełniających całe rozkładówki, a w niektórych partiach podzielonych na mniejsze kadry. Minimalistyczny tekst, mający formę dialogu między mamą a synem, pojawia się tylko na początku i końcu książki. Sara Lundberg swobodnie łączy świat realny ze światem snu i wyobraźni, pokazując, że eksploracja fantazji nie ma granic i że warto podążać za swoimi marzeniami już od najmłodszych lat. Znakomicie oddaje letni nastrój opowieści, grę świateł i atmosferę ekscytującej przygody.
Pobudzająca wyobraźnię, zachwycająca wizualnie książka. Większy format, okładka twarda, szyta. Polecam. - Pies detektywprzez Edyta Kucharek
Autorka: Julia Donaldson
Wydawnictwo: Tekturka
Poziom: BD O/I
Kolejna na liście książka nagradzanej brytyjskiej twórczyni literatury dziecięcej, autorki bestsellerowego „Gruffalo”, tym razem we współpracy z ilustratorką Sarą Oglivie.
„Pies detektyw” to zabawna rymowana opowieść o psie uwielbiającym wąchać książki, która w pomysłowy sposób promuje biblioteki i czytelnictwo. Tytułowy bohater jest psem nieco roztargnionego chłopca, Stefana, któremu pomaga w znajdowaniu zgubionych rzeczy. Swój doskonały węch wykorzystuje również do rozwiązywania intrygujących go spraw, takich jak na przykład skradziony pszczołom miód czy niesprzątnięta kupa na trawniku. W każdy poniedziałek nasz bohater towarzyszy chłopcu w szkole, gdzie z entuzjazmem słucha czytanych przez dzieci książek, rozkoszując się ich zapachem.
Podczas jednej z wizyt zastaje klasę Stefana i nauczyciela pogrążonych w smutku, ponieważ ktoś ukradł ze szkolnego regału wszystkie książki. Psi detektyw natychmiast wyrusza w pościg za złodziejem. Okazuje się, że jest nim ubogi pan Zenek, który – jak się tłumaczy – chciał tylko pożyczyć książki i zwrócić je następnego dnia. Wówczas nasz pies detektyw wpada na genialny pomysł, aby zaprowadzić Zenka do biblioteki, gdzie można za darmo wypożyczać książki. Zenek jest zachwycony znajdującym się tam księgozbiorem i od tej pory legalnie zaspokaja swój głód czytelniczy. Z kolei nasz pies detektyw wraca do swoich ulubionych poniedziałkowych zajęć czytelniczych.
Z pełną akcji opowieścią detektywistyczną osadzoną w szkolno-bibliotecznej rzeczywistości świetnie współgrają dynamiczne, pełne zabawnych szczegółów ilustracje akwarelowe z wyrazistymi konturami. Książka w fantastyczny sposób pokazuje, jak wielką radość daje czytanie książek i jak wspaniałym miejscem są biblioteki. Znakomita propozycja dla starszych przedszkolaków i wczesnoszkolniaków.
Okładka twarda, szyta. Polecam. Poprzednio na liście: „Co usłyszała biedronka” p. 22/2025. - Koniaraprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Carrie Seim
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom: BD III
Powieść dla prawdziwych fanów koni albo dla tych, którzy chcą bliżej poznać sugerowaną w tytule tematykę. Pomoże w tym „Koniara” Carrie Seim, opublikowana w wydawnictwie Dwie Siostry. Główną bohaterką utworu jest Willa – sympatyczna, czasami trochę niezdarna dziewczyna, która nie najlepiej radzi sobie w relacjach z rówieśnikami, być może z powodu częstych przeprowadzek, spowodowanych pracą mamy. Wills w nowym miejscu nie znalazła jeszcze przyjaciół, choć należałoby podkreślić, że nie znalazła ich wśród przedstawicieli gatunku homo sapiens. Nastolatka zaprzyjaźnia się bowiem z koniem, na którym trenuje w pobliskiej stadninie. Pewnego dnia członkowie klubu jeździeckiego o nazwie Skrzydlata Załoga proponują Willi drużynowy start w zawodach, ale tutejsza gwiazda jeździectwa na każdym kroku wytyka jej brak doświadczenia i umiejętności. Docinki Amary sprawiają, że dziewczyna nie czuje się lubiana i akceptowana przez kolegów i koleżanki, jednak gdy ktoś podrzuca jej sympatyczne liściki, Wills zaczyna wierzyć, że ma tu przynajmniej jedną życzliwą osobę. Bohaterka próbuje odkryć tożsamość tajemniczego autora wiadomości. Prowadzone przez nią śledztwo obfituje w kłopotliwe, choć zabawne wpadki. Rozwiązanie intrygi zaskakuje i potwierdza tezę, że najciemniej pod latarnią, choć oczywiście nie zdradzę czyja ręka pisze wspomniane listy.
Obok wciągającej zagadki, najważniejsze w powieści jest przesłanie, mówiące o tym, jak daleko od prawdy leży to, co nam się wydaje. Książka porusza problem relacji międzyludzkich i rywalizacji, ładnie pokazuje więzi rodziny, która mimo codziennych siostrzanych kłótni, obciachowych żartów taty i tęsknoty za mamą, trzyma się razem i pomaga sobie w trudnych chwilach. Dodatkowym atutem utworu są informacje dotyczące życia koni w stadninie, opieki nad nimi, jazdy konnej czy zawodów jeździeckich. Czytelnik pozna fachowe słownictwo, zgłębi tajniki pielęgnacji i przeczyta o trudnościach związanych z hodowlą oraz pracą ze zwierzętami. Mogłoby się wydawać, że książka Carie Seim płynie na fali popularności koniarskich klimatów, ale autorka rzeczywiście zgłębia temat, uświadamia odbiorcy, że prawdziwa fascynacja i miłość do koni polega na czymś więcej niż zaplatanie grzywy w koreczki z warkoczyków. Polecam „Koniarę” wszystkim zainteresowanym oraz tym, którzy choć nie są ciekawi wierzchowców różnej maści, to lubią pełną humoru, mądrą i wciągającą literaturę obyczajową – a wcale niełatwo taką znaleźć wśród tytułów proponowanych dziś młodzieży. Oprawa miękka, klejona. - Lu i Lei. Prehistoryczna przygodaprzez Edyta Kucharek
Autor: Stefan Dziekoński
Wydawnictwo: Miasto Książek
Poziom: BD II
Debiutancka powieść dla dzieci Stefana Dziekońskiego, publicysty internetowego i autora zbioru opowiadań dla dorosłych, to poruszająca historia, która dzieje się trzydzieści tysięcy lat temu na Półwyspie Iberyjskim.
Opowiada o wielkiej, głębokiej przyjaźni między ośmioletnim chłopcem Lu i dziewiętnastoletnią dziewczyną Lei. Pochodzą oni z dwóch różnych plemion, które każdego lata spotykają się w dolinie na tak zwanym Zgromadzeniu. Podczas jednego z takich spotkań wybucha pożar. Chłopiec uciekając przewraca się i zostaje rozdzielony ze swoimi rodzicami. Jego życie ratuje nieznajoma dziewczyna, która też zgubiła swoje plemię.
Lu i Lei, chcąc wrócić do swoich bliskich, wyruszają na długą wędrówkę w kierunku gwiazdy świecącej na północy. Na swojej drodze spotykają podejrzliwą grupę „drugich ludzi” (neandertalczyków) i stado mamutów. Razem przeżywają wiele zagrożeń i stawiają czoła niebezpiecznym wyzwaniom. Dzielą się też swoimi plemiennymi opowieściami (np. o odważnym mamucie).
Wspólna wędrówka zbliża ich do siebie, a między nimi rodzi się silna więź. Są bowiem dla siebie jak siostra i brat. Dla chłopca pełna niebezpieczeństw podróż jest też drogą ku dojrzałości. Podczas wędrówki pomaga Lei w polowaniu, a kiedy dziewczyna zostaje ranna w walce z hieną jaskiniową, opiekuje się nią, samodzielnie rozpala ogień i zdobywa pożywienie. Z każdym dniem staje się coraz bardziej pewny siebie.
Autor ciekawie oddaje mroźny, niebezpieczny klimat epoki lodowcowej, ocieplając go piękną relacją bohaterów, ich odwagą, miłością i współpracą. W pomysłowy sposób opisuje prehistoryczne zwyczaje, tradycje i przekazywane drogą ustną legendy.
Okładka miękka, klejona. Polecam. - Pralniaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Jois Mertens
Wydawnictwo: Egmont Polska
François, główny bohater komiksu „Pralnia”, jest do bólu zwyczajnym facetem. Pracuje jako kierowca w pralni rozwożącej klientom uprane rzeczy, po pracy chętnie raczy się piwem w pobliskim barze i prawdopodobnie na co dzień czuje się samotny. Namiętnie gra w lotto i marzy, że jego szara egzystencja odmieni się pewnego dnia, kiedy wreszcie uda mu się wygrać (obstawia zawsze te same liczby). Jak obiecuje, kiedy tak się stanie, kupi kioskarce Maryvonne i jej córce Romy piękny dom nad morzem. W ogóle gołym okiem widać, że François darzy je ogromną sympatią. W komiksie wprawdzie taka aluzja nie pada, ale trudno nie wpaść na ten pomysł samodzielnie – być może jeśli by wygrał, odważyłby się zaproponować Maryvonne wspólną przyszłość, nawet pomimo różnicy wieku, która ich dzieli? Tak czy inaczej pewnego dnia, bohaterowi komiksu, temu zupełnie zwyczajnemu mężczyźnie, przydarza się coś bardzo, bardzo niezwyczajnego, co sprawia, że jego życie błyskawicznie przyspiesza (a razem z nim akcja komiksu).
Fabuła komiksu Joisa Mertensa jest prosta, ale bardzo zgrabna, opowiedziana tak, że z jednej strony trzyma w napięciu, a z drugiej pozwala na chwilę utożsamić się z bohaterami. Główną zaletą albumu zdecydowanie jest jednak strona wizualna. „Pralnia” jest kapitalnie narysowana, po brzegi wypełniają je pełne detali i zarazem ekspresyjne malarskie kadry. Mertens jest mistrzem w pokazywaniu miasta (akcja dzieje się prawdopodobnie w Brukseli w latach siedemdziesiątych) – widok dziesiątków narysowanych samochodów przetaczających się w deszczu po brukowanych ulicach ma szanse zostać z czytelnikiem na długo. Podobnie z widokiem wiecznie zmokłego bohatera z zaczeską na łysinie, który notorycznie zapomina wziąć ze sobą parasola. Pod względem estetycznym – piękna rzecz. Pod względem fabularnym – udana. W konsekwencji „Pralnię” spokojnie można polecać fanom porządnej komiksowej rozrywki. Oprawa twarda, szyta. Duży format. - Dzienniki 1913-1945przez Katarzyna Olszewska
Autorka: Jadwiga Beaupré
Wydawnictwo: Fundacja Ośrodka Karta
Nakładem wydawnictwa Fundacja Ośrodka KARTA ukazuje się pierwszy tom dzienników Jadwigi – ginekolożki, pionierki nowoczesnego położnictwa, społeczniczki i uczestniczki Powstania Warszawskiego. Książka obejmuje trzydzieści dwa lata życia autorki. Cezurę stanowi zakończenie II wojny światowej. Czytelnik poznaje Jadwigę jako młodą dziewczynę – jeszcze dziecko – później pannę z dobrego domu, przygląda się jej dorastaniu w epoce, która dawno odeszła w zapomnienie. Autorka z sympatycznego podlotka powoli staje się kobietą, która szuka w życiu celu i żoną, której ambicja oraz energia nie pozwalają zamknąć się w czterech ścianach. Jadwiga, choć jak wszystkie współczesne jej dziewczęta, przygotowywana do tradycyjnej roli żony i matki, sprzeciwia się społecznym ograniczeniom i oczekiwaniom otoczenia, szuka dla siebie innej drogi, choć nie ucieka przed miłością czy małżeństwem. Związek z Feliksem ma lepsze i gorsze etapy, o jednych i drugich autorka szczerze opowiada w dzienniku. Przepisem na szczęście okazują się studia medyczne, które przynoszą satysfakcję i poczucie spełnienia. Przedwojenna biografia Jadwigi to odbicie życia wielu współczesnych jej kobiet zarówno w kontekście (nie)równości płci, jak i w wymiarze obyczajowym, który jest niezmiernie ciekawy i wartościowy poznawczo dla dzisiejszego czytelnika. Codzienność mieszkańców majątku w Sygneczowie, krakowskie bale, relacje damsko-męskie to obszar życia, który stopniowo straci na znaczeniu w obliczu II wojny światowej. Autorka działa w konspiracji, niestety nie zachowują się żadne zapiski dotyczące tego okresu (być może ze względów bezpieczeństwa nigdy nie powstają). Natomiast wiele dowiemy się z dziennika o Powstaniu Warszawskim, w którym Jadwiga bierze czynny udział, dobrze udokumentowany jest także okres niewoli w niemieckim obozie Zeithain.
Publikacja stanowi oryginalny splot osobistych, intymnych przemyśleń Jadwigi Beaupré na temat życia i współczesnego jej świata oraz celnych spostrzeżeń, dotyczących polskiej sytuacji politycznej, wydarzeń historycznych czy przemian światopoglądowych. „Dzienniki” są cennym świadectwem epoki przełomów, czasu przewrotu społecznego i kulturowego, wreszcie wojny, która redukuje wszystko do poziomu przetrwania i z której rodzi się nowa rzeczywistość. Historia Jadwigi to także opowieść o emancypacji, o wolności i kobiecej sile – w tym kontekście powojenne losy autorki wydają się równie ciekawe. Pozostaje tylko czekać na drugi tom – pierwszy bardzo polecam. Oprawa twarda, szyta. - Izabela. Opowieść o niezłomnej księżnejprzez Edyta Kucharek
Autor: Adam Zamoyski
Wydawnictwo: Czytelnik
Adam Zamoyski, brytyjski historyk i pisarz polskiego pochodzenia, portretuje swoją praprapraprababkę, księżną Izabelę Czartoryską (1745-1835), na szeroko zarysowanym tle epoki.
Biografia księżnej oparta jest na licznych dokumentach archiwalnych, korespondencji oraz wspomnieniach z tamtych czasów. Zamoyski opisuje losy Izabeli chronologicznie od wydania jej za mąż w wieku szesnastu lat za brata stryjecznego jej matki, księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Pokazuje ewolucję skromnej, niewykształconej dziewczyny wychowanej na litewskiej wsi w tytułową „niezłomną księżną”, która wywarła głęboki wpływ na rozwój polskiej kultury. Istotną rolę w tym procesie odegrały podróże po Europie, stanowiące lekcje ówczesnej dyplomacji i kultury, a także samodoskonalenie się.
Autor opisuje zarówno burzliwe życie osobiste księżnej, jej skomplikowaną relację małżeńską, romanse, bujne życie towarzyskie, jak również jej zaangażowanie w politykę, walkę o niepodległość kraju, działalność literacką i kolekcjonerską. Pokazuje Izabelę jako wzorową matkę, dbającą o staranną edukację swoich dzieci, oraz wzorową obywatelkę pielęgnującą polskie tradycje i zaangażowaną w działalność polityczną kraju. Podkreśla znaczenie pałacu w Puławach, który dzięki Izabeli stał się ośrodkiem polskiego życia kulturalnego i społecznego.
Ciekawie napisana książka przybliżająca postać księżnej i historię rodziny Czartoryskich. Pozycja zawiera przypisy końcowe, bibliografię, indeks osób, tablice genealogiczne, mapy oraz wkładki ze zdjęciami.
Okładka twarda, szyta. Polecam zainteresowanym tematem. Poprzednio na liście: „Napoleon. Człowiek mit” p. 18/2019. - Zmierzch magówprzez Radosław Pulkowski
Autor: Daniel Muzyczuk
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
W książce „Zmierzch magów” Daniel Muzyczuk śledzi zjawisko, które mogłoby wydawać się dziwne, gdyby nie to, że wśród osób interesujących się sztuką jest już chyba oswojone. Autor pokazuje mianowicie na przykładach jak spora grupa silnie związanych z kontrkulturą, zbuntowanych i poszukujących artystów oraz myślicieli, z pozycji awangardowych przeszła na stronę konserwatywną. W książce interesują go dwa kraje: Polska i Rosja. Jeśli chodzi o polskich artystów, omawia m.in. losy Zbigniewa Sajnóga, lidera trójmiejskiej grupy artystycznej Totart, a pośrednio także niektórych twórców związanych ze słynnym pismem „Brulion”. Jeśli chodzi o Rosję, pośród wielu bohaterów tymi głównymi są m.in. słynny w Rosji muzyk jazzowy Sergiej Kuriochin czy myśliciel i polityk Aleksander Dugin, którego dziś kojarzymy przede wszystkim jako głównego ideologa Kremla – to właśnie stworzone przez niego, wywodzące się z okultyzmu eurazjatyckie idee stanowią podstawę dzisiejszej polityki imperialnej Rosji.
Jak to się właściwie stało, że buntownicy, którzy w sztuce poszukiwali przede wszystkim przekroczenia, stali się zaciekłymi promotorami najbardziej konserwatywnych wartości? Muzyczuk jak chyba nikt przed nim, przynajmniej w naszym kraju, pokazuje drogę, jaką przebyli ci ludzie – okazuje się bowiem, że ich życiowe przemiany mają ze sobą wiele wspólnego. Książka jest erudycyjna: autor zdradza zarówno znajomość dwudziestowiecznej historii Rosji, zachodnich ruchów kontrkulturowych, wschodnioeuropejskiej literatury i sztuki, ruchów ekstremistyczno-prawicowych, jak i anglosaskiej tradycji okultystycznej. O wszystkim tym pisze ze znawstwem, wskazując w dodatku nieoczywiste miejsca spotkań pozornie tak odległych od siebie zjawisk. A co jeszcze ciekawsze – udowadnia, że te niby dziś dość marginalne zjawiska świata artystycznego tak naprawdę miały istotny wpływ na to, co dzieje się z dzisiejszym społeczeństwem, by wspomnieć tylko charakterystyczną dla naszej współczesności głęboką ideologiczną polaryzację czy coraz powszechniejszą wiarę w najbardziej absurdalne teorie spiskowe.
„Zmierzch magów” to pasjonująca lektura, choć oczywiście erudycja autora i poziom refleksji, który prezentuje, znacznie podwyższają tak zwany „próg wejścia”. Właściwie nic w tym dziwnego, bo podstawę książki Muzyczuka stanowi jego rozprawa doktorska (to musiał być znakomity doktorat!). W efekcie powstała książka świetna i bardzo ważna, ale skierowana do nielicznych czytelników. W czytelniach naukowych to pozycja obowiązkowa, polecałbym ją także bibliotekom, którym zależy na atrakcyjnych zbiorach z zakresu historii kultury i sztuki, ale w zwykłych osiedlowych wypożyczalniach niestety może nie doczekać się zainteresowania. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami.
- Stos Heraklesaprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Jan M. Długosz
Wydawnictwo: Centryfuga
Niecodzienna propozycja od młodego wydawnictwa Centryfuga, którego profil obejmuje powieści historyczne i fantastykę. „Stos Heraklesa” to książka inicjująca działalność oficyny. Lepszego wyboru chyba nie można było dokonać. Powieść Jana M. Długosza to majstersztyk ukazujący znane z mitologii historie w zupełnie nowej odsłonie. Fabuła utworu koncentruje się na przygodach tytułowego bohatera, który jest jednocześnie narratorem opowieści. Herakles przedstawia prawdę o własnym życiu, która różni się od heroicznego mitu znanego z literatury i rozmaitych wersji filmowo-serialowych. Nie o niezgodność faktów tu chodzi, diabeł tkwi w szczegółach. Herakles występuje w tekście jako postać niezwykle tragiczna i w zasadzie od poczęcia naznaczona złym losem. Umiłowany syn Zeusa, znienawidzony przez Herę za sprawą zazdrosnej bogini sprowadza cierpienie i śmierć na osoby, które kocha. Walka, która staje się treścią jego życia i wszystkie wielkie czyny, których dokonuje nie dają mu szczęścia, gdyż zamiast niszczyć od zawsze pragnie budować. Nieludzka siła, dzięki której zasłynął, staje się jego przekleństwem a boskie pochodzenie wyrzuca go poza nawias ludzkiego świata, nie dając nic w zamian, bo i dla niego zamknięty jest Olimp.
„Stos Heraklesa” to niezwykle wciągająca, mitologiczna opowieść, która jak na mity przystało, obok przygodowej fabuły, obfitującej w wojny, krwawe pojedynki i boskie intrygi, przynosi gorzką prawdę o człowieku i świecie. Książka ukazuje pogoń za fałszywymi wartościami, niszczycielską siłę gniewu i bezradność jednostki wobec ról, w których obsadza ją życie. Niełatwo tak opowiedzieć dobrze znaną historię, by zaskoczyła i stała się nośnikiem nowych treści. Ta sztuka udaje się warszawskiemu pisarzowi, którego najnowszą książkę gorąco polecam. Oprawa twarda, klejona. - Ciężar naturyprzez Edyta Kucharek
Autor: Clayton Page Aldern
Wydawnictwo: Bo.wiem
Książka amerykańskiego dziennikarza i naukowca, absolwenta Uniwersytetu Oksfordzkiego w zakresie neurobiologii i nauk społecznych, to próba przyjrzenia się, jak zmiany klimatyczne wpływają na zachowania pojedynczych osób oraz całych społeczeństw.
Globalne ocieplenie to nie tylko zmiany w przyrodzie, w postaci topnienia lodowców czy migracji gatunków, ale dotyka ono bezpośrednio ludzkiej psychiki. Obrazowym przykładem jest wpływ upału na ludzi. Wysoka temperatura prowadzi do szybkiego zmęczenia, obniżenia koncentracji oraz zdolności poznawczych, może powodować szybszą irytację oraz wzmożenie zachowań agresywnych.
Autor na potwierdzenie tych tez przytacza wyniki badań statystycznych dotyczących między innymi ocen z egzaminów czy orzeczeń sędziowskich w sprawach imigracyjnych. To, co się dzieje z klimatem, a szczególnie wzrost ekstremalnych zjawisk pogodowych, może wśród ludzi powodować stany lękowe, a nawet depresyjne. Zmieniające się otoczenie przyrodnicze prowadzi również do zmian w postrzeganiu klimatu i języku służącym do jego opisu. Łagodne zimy powodują, że młode pokolenia mogą nie znać lub nie rozumieć sformułowań opisujących duże mrozy lub intensywne opady śniegu.
Ciekawa, dobrze napisana książka, pozostawiająca czytelnika z licznymi pytaniami dotyczącymi kondycji natury i człowieka jako jednostki. Pozycja zawiera przypisy końcowe oraz indeks. Okładka miękka, klejona. Polecam zainteresowanym tematem. - Którędy do wyjścia?przez Radosław Pulkowski
Autorka: Katarzyna Boni
Wydawnictwo: Agora
Kolejna książka reportażystki i pisarki, autorki polecanych przez nas w przeszłości książkowych reportaży „Ganbare! Warsztaty umierania” (przegląd 14/2016) i „Auroville. Miasto z marzeń” (przegląd 22/2020). Choć „Którędy do wyjścia?” zawiera w sobie elementy reportażu, książce bliżej jest do eseju, który w podobnej mierze co na lekturach, oparty jest na osobistych przeżyciach autorki. Nastrój jest wręcz intymny – autorka zaprasza czytelników do wnętrza własnej wrażliwości, dzieli się osobistymi lękami i nie kryje za innymi bohaterami. Główną bohaterką jej najnowszej książki jest ona sama.
Tematem „Którędy do wyjścia?” jest natomiast lęk. Wywołany przede wszystkim katastrofą klimatyczną, która już na dobre się rozpoczęła, ale jednocześnie będący dziś wspólnym doświadczeniem wielu osób, także tych, które na co dzień niekoniecznie myślą o skutkach zmian klimatu (autorka przyznaje, że – tak jak u wielu innych osób – jej stan psychiczny pogorszył się w czasie pandemii koronawirusa). Boni pisze o poczuciu beznadziejności wywołanym świadomością, że w ciągu jej życia wyginie większość stworzeń zamieszkujących naszą planetę, okolice równika staną się niemożliwe do zamieszkania, a miejsca takie, jak gdańska starówka, na zawsze znikną pod wodą. Oczywiście nie jest gołosłowna – swoje twierdzenia popiera badaniami naukowymi, a także własnymi obserwacjami. Na przykład z racji, że uwielbia nurkować, może na własne oczy przekonać się, że rafy koralowe, te przepiękne świątynie bioróżnorodności, naprawdę giną.
Na żałobie po umierającej planecie czy panice związanej z katastrofą klimatyczną się jednak nie kończy, bo Boni stara się w jakiś sposób odnaleźć nadzieję i żyć mimo wszystko. I przede wszystkim to właśnie tym jest jej książka – osobistym świadectwem poszukiwania sposobu na życie w katastrofie i pomimo katastrofy (istotnym wątkiem jest macierzyństwo autorki). Uniwersalnych recept oczywiście brak, jest jednak osobiste doświadczenie, o którym można opowiedzieć. Nie mniej istotny niż treść „Którędy do wyjścia?” jest oczywiście fakt, że Katarzyna Boni pisze starannym literackim językiem i z dużą wrażliwością. Jej książka również pod względem językowym nie jest napisana jak reportaż – raczej jak połączenie prywatnych zapisków z esejem, który zwracająca uwagę na własną formę.
„Którędy do wyjścia?” to pozycja, którą trudno streścić i odpowiednio podsumować w tak krótkim tekście. Warto ją jednak polecić – bibliotekom również. Oprawa twarda, szyta. - Zagubionaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Bryan Lee O’Malley
Wydawnictwo: Nagle Comics
Poziom czytelniczy: BD IV
Podczas naszych przeglądów omawialiśmy już kilka komiksów Bryana Lee O’Malleya: było wśród nich kilka części jego flagowego cyklu o Scottcie Pilgrimie (przeglądy 9/2024, 2/2025 i 5/2025) i jego jak dotąd ostatnie dzieło – „Seconds” (przegląd 10/2025). „Zagubiona” to komiksowy debiut artysty – w oryginale wydany w 2003 roku. Rzeczywiście to rzecz nieco mniej dopracowana od tych, które omawialiśmy wcześniej, ale i tak warta uwagi i co najmniej sympatyczna.
Główną bohaterką komiksu jest osiemnastoletnia Raleigh, wracająca samochodem z Kalifornii do Kanady razem z trójką znajomych ze szkoły, z którymi dotąd znała się jedynie przelotnie. Dziewczyna wcale nie wyjeżdżała do Stanów razem z nimi – trafili na siebie trochę przypadkiem. Zgodnie z tytułem Raleigh czuje się bardzo zgubiona. Uważa, że „nie ma duszy”, wygląda na osobę w depresji, jest nieśmiała, a w dodatku jeszcze – jak okazuje się w toku narracji – nieszczęśliwie zakochana. Krótko mówiąc, dziewczyna ma niełatwy czas. Jednak dla trójki swoich towarzyszy, z którymi w końcu się zaprzyjaźnia, mimo wszystko jest bardzo atrakcyjną osobą: bystrą, ładną, zabawną i, jak mówią, po prostu cool.
Fabuła komiksu koncentruje się właśnie wokół podróży-powrotu z Kalifornii, ale obok wydarzeń bieżących opowiada także o szerszym kontekście życia nastolatki: o problemach sercowych, utracie najlepszej przyjaciółki, rozwodzie rodziców itp. Niby klasyczne, wręcz banalne problemy nastolatków i O’Malley wcale nie sili się, by przydać im oryginalności, ale zostały one przez twórcę ukazane w sposób na tyle bezpretensjonalny, że nietrudno się z nimi utożsamić. Na tym właśnie polega największa siła komiksów O’Malleya, „Zagubionej” też – na bezpretensjonalności, szczerości i ujmującej prostocie.
Wydawca na tylnej stronie okładki reklamuje komiks słowami: „To idealny zbiór dla każdego, kto był kiedyś młody”. Rozumiem, ale – nieco inaczej niż w przypadku „Scotta Pilgrima” – sam podsunąłbym ten komiks raczej nastolatkom i młodym dorosłym. Im bowiem jeszcze łatwiej będzie utożsamić się z główną bohaterką lub innymi bohaterami. Z tzw. negatywnych wzorców mamy tu jedynie palenie papierosów i niezbyt elegancki, czasami wulgarny język, ale tak naprawdę bohaterowie są słodcy i to dobre dzieciaki. „Zagubioną” jak najbardziej można polecić bibliotekom szukającym fajnych komiksów dla nastolatków. Oprawa miękka, klejona.
- Oficjalna księga kucharska Westerosprzez Katarzyna Olszewska
Autorki: Cassandra Reeder, Joanne Bourne
Wydawnictwo: Otwarte
Książka kucharska zawierająca siedemdziesiąt siedem przepisów na dania serwowane w krainach z uniwersum Georga R. R. Martina. Prawdziwa gratka dla fanów „Gry o tron” i „Rodu Smoka” stworzona przez – a jakże – miłośniczki tychże seriali, spośród których jedna jest pisarką, a druga autorką bloga z prawdziwymi przepisami na fikcyjne potrawy występujące w popularnych powieściach, grach oraz filmach. To nie mogło się nie udać. Książka stanowi atrakcyjną propozycję zarówno dla tych, którzy o Westeros słyszeli, jak i dla tych, którzy zwyczajnie lubią gotować. Przepisy na dania z fikcyjnego świata zostają dostosowane do tego, co realnie dostępne na sklepowych półkach. Porządek publikacji wyznaczają regiony świata „Gry o tron”: od Królewskiej Przystani, przez Północ, Dorzecze, Dorn i Żelazne Wyspy po świat za Wąskim Morzem a nawet za Murem. Wypieki, mięsiwa, napoje i desery, śniadania, obiady oraz kolacje – autorki dbają o różnorodność przepisów, poza tym wiedzą, że nie tylko mięsem Westeros stoi. Coś dla siebie znajdą tu mięsożercy i czytelnicy na diecie wegańskiej, wegetariańskiej a także bezglutenowej. Wszystko opatrzone informacjami o pochodzeniu potraw, cytatami oraz klimatycznymi fotografiami, które pobudzają apetyt – bardzo pomysłowe. Polecam. Oprawa twarda, szyta. - Sztuka i miłość. Opowieści o namiętnościach, skandalach i obsesjachprzez Edyta Kucharek
Autor: Nick Trend
Wydawnictwo Znak
Bogato ilustrowana publikacja brytyjskiego dziennikarza, historyka sztuki, redaktora naczelnego działu kultury w „The Telegraph” oraz kuratora National Gallery w Londynie.
Autor przedstawia tu historie miłosne artystów, pokazując, jak miłość wpłynęła na ich twórczość. Wybiera z dziejów malarstwa zmysłowe obrazy, pełne seksualnego napięcia akty, intymne sceny oraz erotyczne fotografie, odsłaniając stojące za nimi historie oraz związane z nimi emocje. Mamy tu przykłady zarówno głębokiego oddania, emocjonalnej bliskości i namiętności, jak też destrukcyjnej obsesji, niezaspokojonego pożądania, bólu i cierpienia.
Opisane dzieła dokumentują różnego rodzaju relacje, od małżeństwa i pokrewieństwa dusz przez namiętne romanse i miłosne sekrety po trójkąty miłosne i nieodwzajemnione miłości. Tym właśnie aspektom miłości poświęcone są poszczególne rozdziały. Każdy z nich zawiera kilka krótkich opowieści wzbogaconych kolorowymi reprodukcjami omawianych dzieł.
Przykładem celebracji małżeńskiej miłości jest rodzinny autoportret pędzla flamandzkiego mistrza barokowego malarstwa – Petera Paula Rubensa. Artysta wyraził w tym dziele głębokie uczucie do swojej drugiej żony Heleny. Intymny zapis małżeńskiej relacji odczytujemy również na siedemdziesięciu obrazach hiszpańskiego impresjonisty, Joaquína Sorolli, przedstawiających jego piękną żonę Clotilde. Z kolei holenderski malarz Rembrandt, który był zakochany w służącej (Hendrickje Stoffels), portretując ją, dał wyraz swojej namiętności do młodej kochanki.
Nick Trend opisuje też historie kryjące się za takimi obrazami jak: „Łaźnia turecka” Sylvii Sleigh, „Urodziny” Marca Chagalla, „Diego w moich myślach” Fridy Kahlo, „Chłopiec z koszem owoców” Carravaggia oraz „Piękna Rafaela” Tamary Łempickiej. Auror łączy w swych opowieściach ciekawe, zwięzłe analizy omawianych dzieł sztuki, życie prywatne ich twórców, kontekst historyczny oraz krótkie rozważania dotyczące sfery emocjonalnej. Książka zawiera przypisy końcowe oraz indeks.
Ciekawa lektura nie tylko dla miłośników historii sztuki. Okładka twarda, szyta. Polecam. - Filozofia dla młodychprzez Radosław Pulkowski
Autor: Tahar Ben Jelloun
Ilustrator: Hubert Poirot-Bourdain
Wydawnictwo: No Bell
Uznany marokański pisarz, autor takich powieści jak „Dziecko piasku” i „To oślepiające, nieobecne światło”, a także książki „Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych” tym razem kieruje swoje dzieło ekskluzywnie do młodszych czytelników. Książką „Filozofia dla młodych” chce nauczyć dzieci nie tyle podstaw historii filozofii, ile raczej wyrobić w nich odruch krytycznego myślenia. Nie chodzi mu bynajmniej o przedstawienie młodszym czytelnikom najważniejszych filozofów w dziejach i ich twierdzeń – woli pobudzać do samodzielnych refleksji.
Robi to za pomocą stu pojęć, które w sposób przystępny, ale mądry przedstawia w swojej książce. Są to pojęcia wywodzące się z różnych porządków, jednak łączy je jedno – można się o nie filozoficznie lub światopoglądowo spierać. Autor chce, by dzieci myślały samodzielnie, ale jednocześnie w swoich krótkich notach o pojęciach stara się je wychowywać na inteligentnych i otwartych ludzi – na przykład w rozdziale „Wątpienie” pisze, że wątpienie jest sprawą kluczową dla samodzielnego myślenia, ale wskazuje też, że z drugiej strony nie można wątpić we wszystko, bo to zupełnie bezproduktywne, zaś na przykładzie ludzi, którzy w XXI wieku wierzą, że Ziemia jest płaska pokazuje, że jak najbardziej można wątpić głupio.
Dużą zaletą książki jest dobór pojęć i tematów, o których pisze autor – chodzi o rzeczywiście fundamentalne sprawy, także z perspektywy dorosłych. Tahar Ben Jelloun nie unika tematów trudnych i obok pojęć takich jak „Prawda”, „Miłość”, „Sny”, „Wspaniałomyślność” czy „Rozum” omawia hasła takie jak „Rasizm”, „Homoseksualność”, „Pedofilia”, „Holokaust” czy „Ludobójstwo”. Zawsze w taki sposób, by było to odpowiednie dla dziecka od około dziesiątego roku życia, ale jednocześnie nie szczędząc mu refleksji nad sprawami trudnymi czy z różnych przyczyn nieprzyjemnymi. To po prostu poważne potraktowanie młodego czytelnika i należy się za to wyłącznie pochwała.
Polecam bibliotekom zakup tej książki. Nie dość, że może ona stanowić ciekawą lekturę dla każdego ciekawego świata i lubiącego myśleć młodego czytelnika, to jeszcze bardzo łatwo wyobrazić sobie oparcie o nią interesujących zajęć bibliotecznych, szkolnych czy pozaszkolnych. Dopełniające obrazu całości ilustracje Huberta Poirot-Bourdain nie są może najważniejszą cechą tej publikacji, ale też są jak najbardziej w porządku. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Świątynia i śmietnikprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Grzegorz Piątek
Wydawnictwo: W.A.B.
Zbiór esejów poświęconych miejskiej architekturze. Grzegorz Piątek opisuje w nich przestrzeń, którą dobrze zna, więc główną rolę w książce odgrywa Warszawa. Pojawiają się też inne miasta, jak Sopot czy Gdynia, jednak najbardziej obrywa się w publikacji stolicy a raczej tym, którzy nadali jej obecne oblicze. Autor bierze pod lupę tzw. małą architekturę, nie interesują go wielkie gmachy, pomniki czy muzea. Śmietniki, publiczne toalety i przystanki autobusowe, szkoły i przedszkola odgrywają o wiele większą rolę w życiu ludzi na co dzień zamieszkujących i użytkujących miejską przestrzeń, która zdaniem Piątka powinna być zaprojektowana tak, by nie tylko cieszyć oko, ale też życie ułatwiać i nikogo nie ograniczać. A ograniczanych i więzionych przez architektoniczne bariery jest o wiele więcej, niż może się wydawać. Autor zwraca uwagę na osoby z niepełnosprawnością, matki poruszające się z niemowlęcymi wózkami, ale też rodziców opiekujących się starszym potomstwem, małe dzieci, którym również należy się przyjazna przestrzeń oraz seniorów, którzy mają swoje specyficzne, związane ze zdrowiem oraz stylem życia potrzeby. Miasta mogą być przyjazne dla nich wszystkich, jednak gdy je budowano, mało kto o tym myślał. Grzegorz Piątek, oprócz współczesnych „spacerów”, robi w esejach wycieczki historyczne, omawia dawne projekty, w tym powojenną odbudowę stolicy, wspomina nazwiska architektów, którzy projektując np. warszawskie osiedla mieszkaniowe, nie zapominali o szarym człowieku, dla którego wykonywali swoją pracę.
Książka „Świątynia i śmietnik” to z jednej strony analiza i krytyka dawnego budownictwa oraz dzisiejszej deweloperki, z drugiej nauka oraz manifest architekta, postrzegającego swój zawód jako misję. Publikacja jest pełna ciekawostek i zaskakujących spostrzeżeń nierzadko zabarwionych autobiografizmem. Zebrane w niej eseje czyta się zadziwiająco przyjemnie, dzięki lekkiemu stylowi, bezpośredniości i charyzmie autora. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona. - Kodeks Bałwankaprzez Radosław Pulkowski
Autor: Simon Stephenson
Ilustrator: Reggie Brown
Wydawnictwo: Wilga
Poziom czytelniczy: BD I/II
Blessing ma dziesięć lat, mieszka w Londynie i przeżywa trudny czas. Jej mama cierpi na coś w rodzaju sezonowej depresji. Na tyle poważnej, że kiedy – jak to mówi dziewczynka – „jest smutna”, Blessing trafia na jakiś czas do domów zastępczych (dotąd zdarzyło jej się to już dwa razy). Sytuacji nie polepsza fakt, że właśnie trwa być może najsroższa zima w historii Londynu. Jest marzec, a wciąż nic nie wskazuje, by miała się ona skończyć, a śnieg stopnieć. Na domiar złego Blessing ma własne problemy. Dziewczynka jest dręczona w szkole, pewnie dlatego, że jest zdolną, bardzo dobrą i życzliwą uczennicą. Obecnie na tyle nie potrafi sobie poradzić z prześladowcami, że postanowiła przestać chodzić do szkoły. Według niej to najlepsze wyjście – przecież jeśli opowie o swoich problemach mamie, ta poczuje się jeszcze gorzej, a Blessing będzie musiała ponownie zamieszkać w domu zastępczym. Żeby nie było nieporozumień: domy zastępcze nie są w tej powieści złe i ludzie, którzy je prowadzą starają się, by Blessing czuła się dobrze, ale przecież co mama, to mama, nawet jeśli jest w fatalnym stanie.
Podczas kolejnego dnia wagarów bohaterka poznaje bałwanka Alberta Framlingtona – przypadkiem zwraca się do niego sześć razy i okazuje się, że według Kodeksu Bałwanka wszystkie bałwanki są wtedy zobowiązane odpowiedzieć i tym samym zdradzić się z faktem, że żyją naprawdę. W Kodeksie wyraźnie stoi też, że bałwanki powinny pomagać dzieciom, jeśli te je o to poproszą. Rozpoczyna się więc misja, mająca na celu uporanie się z prześladowcami Blessing. Tylko co z przedłużającą się zimą? Blessing bardzo chciałaby, by ta już się skończyła, a stan jej mamy wrócił do normy, ale z oczywistych względów koniec zimy nie jest na rękę bałwankom…
„Kodeks Bałwanka” to napędzana wartką akcją powieść dla osób w wieku około 8-10 lat. Jej autor wykazuje się wrażliwością i ukazuje prawdziwe problemy, przed którymi stają niektóre dzieci, robiąc to w taki sposób, by ani ich nie bagatelizować, ani dodatkowo nikogo nie dociążać. Fantastyczna fabuła jest obmyślona zręcznie, a atmosfera książki wciąga i pozwala czytelnikowi poczuć się dobrze. Bohaterowie są niejednowymiarowi i dokładnie na tyle skomplikowani, na ile powinni być dla czytelników w tym wieku. Udana powieść, którą czyta się tym lepiej, im więcej śniegu mamy za oknem, choć z drugiej strony zima wcale nie jest tu warunkiem koniecznym. Oprawa miękka, klejona. - Babciu, gdzie jesteś?przez Radosław Pulkowski
Autorka: Cariad Lloyd
Ilustrator: Tom Percival
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Poziom czytelniczy: BD 0/I
Książka Cariad Lloyd i Toma Percivala może pomóc dziecku przejść żałobę po śmierci bliskiej osoby, opowiadając o śmierci babci głównej bohaterki. A w zasadzie nie o śmierci, ale o tym, jak poradzić sobie ze stratą. Główna bohaterka pewnego dnia dowiaduje się, że „babci nie ma już z nami”, więc z całych sił zastanawia się: skoro tutaj jej nie ma, to gdzie właściwie jest? Pyta o to wszystkich dorosłych w zasięgu wzroku i bacznie obserwuje wyrazy współczucia składane przez ludzi jej mamie, ale niewiele z tego wszystkiego rozumie. W końcu zaczyna rozglądać się wszędzie za babcią, jednak nie znajduje jej ani w szopie, ani w łazience, ani w parku, ani w żadnym innym miejscu. Dopiero wtedy mama przekazuje jej prawdę w sposób dosłowny, tak, żeby mogła ją dobrze zrozumieć: to, że babcia odeszła, oznacza tak naprawdę, że umarła. I dopiero teraz bohaterka zaczyna rozumieć co się stało, a co za tym idzie może zadać szereg pytań: na przykład o to, co się dzieje z człowiekiem po śmierci (odpowiedź: ludzie wierzą w różne rzeczy, ale tak naprawdę nikt tego nie wie) i zacząć układać sobie w głowie całą tę sytuację. Najważniejsze przecież, że babcia tu była, kochała ją i mamę i na zawsze pozostanie w ich wspomnieniach.
Publikacja porusza trudny temat, ale przecież taki, o którym warto z dzieckiem rozmawiać. A czasami wręcz trzeba – w przypadku, kiedy faktycznie umiera ktoś bliski dziecku. Robi to w sposób taktowny, mądry i chyba adekwatny. Dobre wrażenie robią barwne pastelowe ilustracje. Widzimy na nich m.in. postaci z dużymi oczami, z których z łatwością możemy odczytać emocje. Sądzę, że książkę można polecić jako zakup biblioteczny. Oprawa twarda, szyta. Duży format. - Co to? Tutu i dźwiękiprzez Radosław Pulkowski
Autor: Piotr Karski
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Poziom czytelniczy: BD 0
Pomysł na kartonikową książeczkę uczącą dzieci jakie dźwięki w określonych sytuacjach wydają poszczególne istoty lub przedmioty nie jest niczym nowym. Mimo to Piotrowi Karskiemu udało się stworzyć publikację, która wyróżnia się pośród podobnych sobie. Po pierwsze, jest w niej bohater, sympatyczny Tutu, który poznaje dźwięki wraz z dzieckiem. Po drugie, ilustracje Karskiego są urocze, mimo że bardzo proste (wyglądają jak stworzone w programie graficznym Paint, ale nie wiem czy rzeczywiście tak było). Po trzecie zaś: proponowane przez niego onomatopeje bywają nieco mniej oczywiste niż to zwykle bywa, a przez to może ciekawsze. Na przykład dinozaur, według autora, robi „rałr”, świeżo puszczane bańki mydlane robią „pok-pok-pok”, a śpiący Tutu – „chrr-fiuuu”. Aha, jeszcze jedno: książka zbudowana jest tak, że najpierw, w prawym dolnym rogu każdej rozkładówki, mamy same onomatopeje z pytaniem „Co to?” i dopiero po przewróceniu strony widzimy, co wydaje dany dźwięk. Ten prosty aktywizujący chwyt daje szanse na nieco dłuższe przytrzymanie uwagi dziecka. Książeczkę można polecić, oczywiście jeśli w danej bibliotece istnieje zapotrzebowanie na podobne publikacje dla najmłodszych dzieci. Co w tym wypadku warte odnotowania: mały, poręczny format. - Niektórzy lubią chłódprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Elle McNicoll
Wydawnictwo: Wilga
Poziom: BD IV
Główna bohaterka powieści, podobnie jak jej autorka, jest osobą w spektrum autyzmu. Autyzm to leitmotiv wszystkich książek Elle McNicol („Iskry w mojej głowie” P. 2/23; „Światło wielu gwiazd” P. 19/25). Pisarka działa na rzecz lepszej reprezentacji ludzi neuroróżnorodnych w kinie i literaturze a „Niektórzy lubią chłód” to jej pierwsza książka z kategorii Young Adult. Autorka opowiada romantyczną historię zbudowaną na motywie enemies to lovers. Elle McNicoll sprytnie wykorzystuje ów motyw, splatając go z głównym problemem utworu, jakim jest niedopasowanie. Główna postać utworu, Jasper, od urodzenia czuje się odmieńcem a zważywszy na to, że żyje na świeczniku w małym miasteczku, gdzie wszyscy wszystkich znają jako córka najbogatszych mieszkańców Lake Pristine, stale musi ukrywać się pod maską. Bohaterka wypracowuje sposoby funkcjonowania w społeczności, która postrzega ją jako osobę niezwykle uczynną, dobrą i życzliwą. Jasper to popularna i szalenie zdolna, niekwestionowana gwiazda szkoły, podziwiana podczas występów na scenie baletowej, udzielająca się społecznie i towarzysko. Całe miasto odczuwa jej brak, gdy wyjeżdża na studia i wszyscy cieszą się, gdy po półtora roku przyjeżdża na ferie zimowe. Przyjazd dziewczyny to jednak nie są zwykłe odwiedziny, wiąże się z nim życiowa rewolucja. Jasper niedawno rzuciła studia psychologiczne, które podjęła ze względu na naciski rodziców i postanowiła żyć na własny rachunek w zgodzie z tym, co czuje i myśli. Nikt jeszcze o tym nie wie. Mleko dopiero się rozleje. Bohaterka żegna się z Lake Pristine, realizując listę zadań do wykonania, ale w międzyczasie jej dawny wróg, Arthur Lancaster zbliża się do niej nieco krzyżując jej plany. Czy ostatecznie Jasper opuści miasteczko? Odpowiedź na to pytanie wydaje się coraz bardziej niejasna z każdą kolejną kartą powieści.
„Niektórzy lubią chłód” to udana książka, którą warto podsunąć młodemu czytelnikowi. Wciągająca romantyczna historia idzie w parze z mądrym przesłaniem o szukaniu własnej drogi oraz akceptacji samego siebie. Pisarka zręcznie ukazuje całe spektrum trudności, z którymi mierzą się neuroróżnorodni, nie eksponując nachalnie zagadnienia a miękko osadzając je w powieściowej fabule. Kreacja głównej bohaterki jest wiarygodna i dopracowana w każdym calu. Świat przedstawiony, skoncentrowany w obrazie małej miejscowości pozwala uwypuklić problem bycia odmieńcem, życia w ukryciu oraz zakłamania i opresyjności zamkniętych społeczności. Dobra propozycja dla młodzieży. Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona. - Szkatułkaprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Emilia Kiereś
Wydawnictwo: BIS
Poziom: BD II
Intrygująca powieść dla dzieci z motywem fantastycznym i II wojną światową w tle. Akcja utworu rozwija się równolegle na dwóch płaszczyznach czasowych (2024 oraz 1942). Chłopiec o imieniu Wojtek przypadkowo znajduje w ogrodzie tajemniczą szkatułkę, w której ukryto biżuterię, kryształy oraz list z zamazanym adresatem. Bohater odkrywa, że znalezisko pochodzi z czasów niemieckiej okupacji a miejsce, do którego miało trafić już dziś nie istnieje. Niestety niecodzienne odkrycie sprowadza na Wojtka kłopoty w postaci groźnego mężczyzny krążącego pod domem oraz dziwnego stworzenia, które kryje się w mroku i od czasu do czasu przemyka za oknami pokoju chłopca. Bohaterowi udaje się dotrzeć do osoby, która próbuje wyjaśnić mu całą tajemnicę, lecz czy można jej ufać? Podobne pytanie zadaje sobie bohaterka drugiego wątku, Halinka. Dziewczynka pewnej nocy otrzymuje wyjątkowo ważne zadanie. Zleca je kuzyn Gustaw, który przygarnia bohaterkę po tym, jak Gestapo aresztuje jej mamę a ojciec wyjeżdża w obawie o życie. Gustaw prowadzi badania nad muzyką sfer czyli muzyką powstającą podczas ruchu planet, który tworzy harmonię świata. Zafascynowany pitagorejską koncepcją chłopak postanawia zapisać kosmiczne dźwięki i zagrać je, by przywrócić ład na ziemi. Praca Gustawa okazuje się niebezpieczna a jej konsekwencje mogą być katastrofalne. Halinka zostaje strażniczką wielkiego sekretu, lecz sekrety mają to do siebie, że często wychodzą na jaw, czasami nawet robią to bardzo efektownie i tak dzieje się to w tej książce. Przedstawiona w niej historia wciąga czytelnika od pierwszej strony. Bohaterowie wplątują się w przygodę, która przekracza ramy czasu i ciąży na losach świata a także zawiera wielką, choć prostą mądrość, której nie dostrzegamy na co dzień.
Emilia Kiereś tworzy uniwersalną opowieść o fundamentalnych wartościach. Padają pytania o dobro i zło, o stosunek człowieka do świata, o piękno oraz cierpienie, wreszcie o wolną wolę i znaczenie pojedynczych, drobnych gestów. Poruszanym w tekście ważnym problemom towarzyszą trudne emocje. Autorka z właściwą sobie wrażliwością i wyczuciem oswaja małego odbiorcę z trwogą, strachem, rozpaczą, rezygnacją czy poczuciem bezsilności. Pisarka traktuje swojego czytelnika na serio, pisze przystępnie, ale i uczciwie, nie spłyca tematu, lecz także nie podważa poczucia ładu świata tak ważnego w literaturze dla dzieci. Tkwi w tym siła jej utworów obok niebanalnych konceptów i stylu pełnego harmonii, spokoju oraz łagodności. Bardzo polecam „Szkatułkę” – mnie oczarowała. Oprawa miękka, klejona. - Pospieszalscy. Rodzinaprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Marcel Woźniak
Wydawnictwo: Marginesy
Wciągająca opowieść o niezwykłej, wielodzietnej rodzinie, w której nie brakuje wybitnych talentów. Pospieszalscy na stałe zapisują się w historii polskiej muzyki. Jeden z nich grał w Czerwonych Gitarach, inny w Voo Voo, Maanamie i ze Stanisławem Soyką, kolejny współpracował z Zakopower oraz wieloma innymi gwiazdami rodzimej sceny muzycznej. Niebawem – jak co roku w styczniu, usłyszymy hymn skomponowany przez jednego z nich dla najgłośniejszej polskiej orkiestry WOŚP. Komponują piosenki i muzykę do filmów, aranżują, produkują płyty a wszystko zaczyna się w maleńkim, dwupokojowym mieszkaniu przy plebanii w cieniu Jasnej Góry. Marcel Woźniak zaprasza czytelnika na zaskakującą wycieczkę do Częstochowy z drugiej połowy XX wieku, kiedy rodzą się przedstawiciele pierwszego pokolenia sympatycznego klanu muzyków. Młodych Pospieszalskich jest dziewięcioro, razem mieszkają, wspólnie się bawią, rozrabiają i uczą, opiekują się sobą nawzajem a kiedy jeden z nich (Janek) przynosi do domu gitarę, zakładają pierwszy muzyczny zespół. Utalentowane i pracowite rodzeństwo niedługo potem trafia do telewizji, pojawia się na mniejszych i większych scenach, rozwija umiejętności i światopoglądy, by z czasem – jak w każdej rodzinie – dorosnąć i pójść własną drogą. Rodzina pozostaje jednak dla nich największą wartością, pielęgnowaną również przez kolejne pokolenie. Pospieszalskich nadal można zobaczyć na scenie, tyle, że w większym składzie, poszerzonym o małżonków a także o dzieci. Być może to, co urzeka w ich portrecie najbardziej to bliskość, która wciąż ich łączy, mimo wszystkich lat, które upłynęły od dzieciństwa spędzonego w ciasnym, wspólnym pokoju w domu na Barbary.
Marcel Woźniak składa w jedną całość powierzone mu wspomnienia członków barwnej, polskiej rodziny, zadaje pytania, spisuje rozmowy, porządkuje narrację o dorastaniu w szarym PRL-u i dorosłym życiu w wolnym świecie. Okazuje się, że zarówno w pierwszej, jak i drugiej rzeczywistości nie ma granic, wszystko jest możliwe. Pospieszalscy nie boją się marzyć, ale też udaje im się marzenia spełniać. Książka Marcela Woźniaka to świetnie napisana, wzruszająca rodzinna epopeja, a także inspirująca opowieść o wielkiej kreatywności i pasji, o muzyce, życiowych wyborach, rozłąkach a także miłości, która stanowi fundament rodziny, daje siłę oraz szczęście. Bardzo polecam publikację nie tylko fanom muzyki, również poszukiwaczom niezapomnianych, optymistycznie nastrajających historii. Oprawa miękka, klejona. - Czas Morlokówprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Paweł Majcherczyk
Wydawnictwo: JanKa
Paweł Majcherczyk – autor tekstów krytycznoliterackich oraz tomów poezji powraca ze zbiorem krótkich szkiców literackich. Tytułowymi Morlokami za Karolem Irzykowskim Majcherczyk określa osoby, które nie doceniają dokonań intelektualnych swoich poprzedników, ignorują je i odrzucają nie zgłębiwszy uprzednio. Czy mamy do czynienia z diagnozą rzeczywistości i surową oceną współczesnej epoki? „Figura Morloka jest dziś bardzo aktualna. Nieczytanie skazuje (żywych i martwych) autorów na milczenie, czyli literacką śmierć.” (s. 60). Morlokiem na pewno nie jest autor publikacji, który w eseju otwierającym tomik wyznaje, że szuka w bibliotekach książek nieodkrytych oraz zapomnianych. Znaleziska Pawła Majcherczyka trafiają do niniejszej publikacji, dzięki której czytelnik może ujrzeć w nowych odsłonach znane postaci m. in. Michała Choromańskiego, Salvadora Dalego, Grzegorza Ciechowskiego, Michała Kaziowa, Henryka Sienkiewicza czy Władysława Reymonta. „Czas Morloków” to zatem sprzeciw wobec zapominania a także zachęta do odkrycia nowego w starym. Jednocześnie autor nie stroni od komentowania współczesnych propozycji rynku wydawniczego – stąd np. szkic o Elizie Kąckiej i jej poruszającym tekście „Wczoraj byłaś zła na zielono”. Wyraźnie widać w zbiorze Majcherczyka szczerą fascynację sztuką, słowem, muzyką, głęboki namysł nad przyszłością literatury i czytelnictwa, pojawiają się również nuty nostalgii.
Książka zostaje określona przez Janusza Drzewuckiego pochwałą bibliotek, ja podkreślę także podnoszoną w publikacji wyjątkowość samej sytuacji obcowania z książką, odszukiwania w niej kolejnych znaczeń, prowadzenia dialogu z pisarzami. Zachęcam do sięgnięcia po te ożywcze, pełne inwencji i błyskotliwych uwag eseje, zamknięte w skondensowanej, nowoczesnej formie. Krótkie dobrze skrojone teksty mają szansę trafić do dzisiejszego odbiorcy, przykuć jego uwagę na chwilę wystarczającą, by pobudzić myślenie. Czy publikacja sprawdzi się w bibliotece? Bardzo bym sobie i innym tego życzyła – wyzwanie z pewnością warte podjęcia. Polecam. Oprawa miękka, klejona. - Życie na kółkachprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Wojciech Sawicki
Wydawnictwo: WAB
Działalność Wojciecha Sawickiego znamy z popularnego profilu Life on Wheelz, niektórzy mogą również pamiętać portal muzyczny Porcys, którego autor był redaktorem przez kilka lat. Pasja do muzyki, walka o prawa osób z niepełnosprawnością to składowe publicznego wizerunku Wojciecha, którego dopełnieniem jest książkowa autobiografia. Publikacja powstaje ze skrawków pamięci, umiejętnie zszytych w opowieść o życiu pod ciężarem choroby. Wojciech Sawicki cierpi na dystrofię mięśniową Duchenne’a, rzadką chorobę genetyczną, która prowadzi do całkowitego zaniku mięśni. Diagnoza wywraca do góry nogami życie jego i całej rodziny – ta nie poddaje się w walce o zachowanie sprawności najpierw kilkuletniego chłopca, później nastolatka, dziś dorosłego mężczyzny. Autor spogląda wstecz na własne doświadczenie, dzieli się osobistymi przeżyciami, momentami przełomów a także kryzysów. Żmudna walka o zatrzymanie postępu choroby, neutralizowanie wyrządzanych przez nią szkód, dorastanie, funkcjonowanie w szkole i społeczeństwie, samotność i pierwsze przyjaźnie, miłość, strach, nadzieja, ból psychiczny i fizyczny
piękno życia oraz widmo śmierci – o tym wszystkim jest książka, której – trzeba przyznać – autor nie owija w bawełnę. Obrywa się tu nie tylko nam jako społeczeństwu, które nie potrafi wyjść naprzeciw niepełnosprawnym współobywatelom. Wojciech Sawicki z rozbrajająca szczerością rozlicza się również ze sobą, nie ukrywa własnych słabości, przestrzega przed pułapkami, w które wpadał zarówno on, jak i jego bliscy. Surowej krytyce zostaje poddany polski system opieki medycznej pełen luk, niedoborów oraz obojętności. Szpitalna trauma, bezradność i poczucie utraty godności to obok zagadnienia wyrzutów sumienia czy nieznośnego uzależnienia od innych, najmocniejsze akordy tej niecodziennej opowieści o tym, jak brać z życia tak dużo, jak tylko się da.
Inspirująca, podnosząca na duchu, pozytywna, istotna, otwierająca oczy – to moje pierwsze skojarzenia związane z „Życiem na kółkach”. Książka ukazuje kawałek rzeczywistości, której (o ile cieszymy się zdrowiem) kompletnie nie znamy i stanowi ważny głos w dyskusji o prawach ludzi chorych oraz niepełnosprawnych. Szczerze polecam tę publikację każdemu i ostrzegam, że jej lektura może zmienić coś w nas samych na lepsze. Potem może uda się wspólnie trochę zmienić świat? Oprawa twarda, szyta. - Henryk Wspaniały i jego wiekprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Adam Podlewski
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Tytułowy Henryk Wspaniały to Henryk Adam Aleksander Pius Sienkiewicz, noblista, autor „Krzyżaków” oraz „Trylogii” (z tymi dziełami najczęściej kojarzymy postać pisarza). Publikacja w żadnym razie nie jest jego kolejną biografią, raczej podsumowaniem naukowych badań i przemyśleń autora na temat twórczości naszego noblisty. Adam Podlewski wydaje się fanem Litwosa, lecz ceni nie tylko jego talent literacki. Historyk postrzega go jako zjawisko, fenomen kulturowy, który mimo upływu czasu wcale nie staje się passe. Składa się na to kilka czynników, które autor publikacji skrupulatnie analizuje. Z jednej strony, obok niewątpliwego talentu literackiego Sienkiewicza, ważną rolę odgrywa moment dziejowy, w którym pisarz tworzy. Kraj jest pod zaborami, zatem pojawia się duże zapotrzebowanie na książki pielęgnujące wiedzę o naszej historii a także na literaturę pisaną „ku pokrzepieniu serc”. Z drugiej strony, nie bez znaczenia jest rozwój nauki, technik komunikacji oraz transportu i prasy. Wszystko to wynosi Litwosa na sam szczyt kariery, ale nie decyduje o jego dalszym oddziaływaniu na polską kulturę (w tym kulturę popularną). Być może to kwestia talentu, danej tak niewielu iskry bożej? Może czegoś jeszcze? Tak czy inaczej, wpływ dzieł noblisty na polską rzeczywistość okazuje się bardzo silny nawet dziś, co z godną podziwu błyskotliwością wykazuje Adam Podlewski, dostrzegając m. in. związki „Trylogii” z popularną grą komputerową „Wiedźmin. Dziki gon”. Takich porównań w tekście znajdzie się o wiele, wiele więcej. Książce daleko do przewidywalnych opracowań spod znaku „życie i twórczość”. Zdaniem historyka, Henryk Sienkiewicz wpływa nie tylko na rodzimą kulturę i sztukę, także na światopogląd polityczny Polaków, postawy wobec narodu oraz ojczyzny, poza tym jego dzieła to studnia motywów, mitów oraz stereotypów. Publikacja w ciekawy i oryginalny sposób pokazuje jak przeszłość zazębia się z teraźniejszością, oprócz tego przynosi piękną panoramę epoki przełomu XIX i XX wieku. Oczywiście obraz rzeczywistości nie przysłania portretu głównego bohatera opowieści – wybitnego artysty, ale też człowieka ciekawego życia i świata, zaangażowanego w jego problemy, a nawet pełniącego rolę autorytetu moralnego, co kiedyś miało jeszcze jakieś znaczenie. Bardzo polecam „Henryka Wspaniałego” – to dobrze napisana, wciągająca podróż w czasie i spotkanie z artystą wielowymiarowym, ukazanym w całej okazałości. Warto kupić. Oprawa twarda, szyta. - Krymitalia. Zbrodnie pod słońcem Italiiprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Marta K. Banaszek Wydawnictwo APN Promise
Włoskie krajobrazy, klimat, kuchnia i zabytki są dla wielu z nas ucieleśnieniem marzenia o życiu pełnym beztroski, spokoju i wygody. Za tym arkadyjskim wizerunkiem, opisywanym formułą dolce vita lub dolce far niente kryje się jednak drugie, mniej sympatyczne dla oka oblicze, które wnikliwie eksploruje kino sensacyjne i podcasty true crime. Niezrównaną mistrzynią na tym polu jest Marta Banaszek, italianistka, twórczyni podcastu „Krymitalia”, w którym od kilku lat systematycznie opowiada o zbrodniach, podejmowanych w tych idyllicznych okolicznościach, będących dość mocno kontrastowym tłem dla tematyki dotykającej kwestii przestępczości. Na „Krymitalię” składają się historie opowiedziane z dużą precyzją, erudycją, szeroko zakrojonym kontekstem społecznym, kulturowym i psychologicznym. Poprzez wnikliwą analizę spraw kryminalnych autorka pokazuje mechanizmy działania włoskiej policji, wymiaru sprawiedliwości, mediów i społeczeństwa.
Materiały przygotowane przez Martę Banaszek przypominają reportaże literackie, w których fakty są mocno splecione z refleksją, a język ma swój unikatowy charakter. To nie jest sucha rekonstrukcja danych, ale opowieść w równym stopniu angażująca intelekt, jak emocje.Duży talent narracyjny wyczuwalny w podcastowej twórczości Marty Banaszek znalazł swój wyraz w jej kolejnej, tym razem wydawniczej propozycji. „Krymitalia: zbrodnie pod słońcem Italii” to zbiór dwudziestu opowiadań, inspirowanych autentycznymi sprawami kryminalnymi, które autorka rekonstruowała na przestrzeni kilku ostatnich lat. Mamy tu historię młodej matki, podejrzewanej o zabicie swojego synka, choć jej motyw i rzeczywiste sprawstwo pozostają do dziś owiane tajemnicą. Na drugim biegunie znajduje się opowieść o starszej kobiecie, dla odmiany ucieleśniającej stereotyp włoskiej matki, którą cechuje wyjątkowe oddanie dla swoich dzieci, szczególnie synów, oddanie tak wielkie, że w jego imię rodzicielka gotowa jest zabić każdego, kto stanie na drodze szczęścia jej potomka.
Mamy archetypiczne wręcz opowieści o niewiernych włoskich mężach i równie wiarołomnych żonach, których emocje pchają w stronę zbrodni lub też w stronę nieuchronnej tragedii, rzutującej na lokalną społeczność, a przede wszystkim rodziny ofiar i sprawców.Bohaterami tych opowiadań są również krzywdzone przez dorosłych dzieci, ale także dorośli, którzy w dzieciństwie doświadczali rozmaitych traum, skutkujących niezaleczoną raną i niechęcią wobec świata, innych ludzi i siebie samych, co doprowadza ich do nieuniknionego w tym kontekście aktu zbrodni. Pod słońcem Italii znajdziemy więc całą gamę zachowań, emocji i doświadczeń, które tworzą unikatową mozaikę stanowiącą swoiste laboratorium ludzkiej natury, z jednej strony osobliwe, bo nasycone specyfiką miejsca, z drugiej zaś strony uniwersalne, bo w końcu jakoś reprezentatywne dla kryminalnej historii ludzkości.
Marta Banaszek buduje literackie mikroświaty z dużym wyczuciem. Widać w tym rozwinięty zmysł analityczny, jaki chcielibyśmy znaleźć u doświadczonego śledczego, ale także naturalny talent psychologiczny, pozwalający dostrzegać w bohaterach podświadome impulsy, skryte przed okiem zewnętrznych obserwatorów motywacje i z pozoru nieistotne detale, które jednak składają się na finalną opowieść o człowieku i jego wyborach. Książka zaintryguje zarówno fanów tematyki true crime, jak i wielbicieli prozy psychologicznej. Zdecydowanie polecam. Oprawa miękka, klejona. Anna Karczewska - Miss. Zabójstwo Agnieszki Kotlarskiejprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Ewa Wilczyńska Wydawnictwo Agora
Ewa Wilczyńska jest czynną dziennikarką, związaną z wrocławskim oddziałem „Gazety Wyborczej”. Jako autorka publikacji książkowych zasłynęła reportażem „Dziewczyna w czarnej sukience. Historia zbrodni miłoszyckiej” (P. 18/2023). Teraz wzięła na warsztat historię modelki Agnieszki Kotlarskiej – Miss Polski 1991, Miss International 1991. Polka odnosiła kolejne międzynarodowe sukcesy, otworzyły się przed nią bramy amerykańskiego raju, zamieszkała na jakiś czas w Nowym Jorku. Urodziła się jednak we Wrocławiu i we Wrocławiu zginęła w tyleż tragicznych co i absurdalnych okolicznościach pod domem w sierpniu 1996 roku z rąk beznadziejnie zakochanego psychofana, informatyka Jerzego Lisiewskiego. Operowanie jego nazwiskiem nie stanowi problemu prawnego, ponieważ już dawno odbył on zasądzoną karę piętnastu lat więzienia, w którym osadzeni obdarzyli go wdzięcznym przydomkiem „Miss Polonia”.
A jeszcze miesiąc wcześniej Kotlarska cudem uniknęła śmierci w katastrofie powietrznej, rezygnując z lotu z Nowego Jorku do Paryża. Zginęli wtedy wszyscy, czyli 230 osób. Na śmierć kobiety patrzył mąż, Jarosław Świątek. Niemym i nieświadomym świadkiem była ich 2,5-letnia córka, Patrycja. Zanim doszło do wydarzeń rodem z kroniki kryminalnej, bohaterka książki zrobiła zawrotną karierę w modelingu. Dlatego reportaż Wilczyńskiej ma dwa wymiary. Pierwszy to rekonstrukcja życia prywatnego i zawodowego z wyraźną ekspozycją niejednoznacznej roli matki (zmarłej już przed laty Hanny).Drugi wymiar odsłania kulisy morderstwa, proces sądowy i epilog zbudowany wokół tego, co zostało i uformowało nową rzeczywistość bliskich ofiary. Autorka postać Lisiewskiego wprowadza jednak dość wcześnie, ponieważ nachodził on przyszłą ofiarę od początku lat 90.
W kontekście stalkingu w Polsce śmierć Kotlarskiej jest przełomowym przykładem. Pewna forma zlekceważenia sprawy wydaje się decydująca nawet w momencie drastycznego końca – w wiernie odwzorowanej scenie (s. 280-283). Lisiewski wypada w tekście trochę jak duch, choć on sam woli określenie „krasnoludek”. Aż w końcu przestaje być duchem, przyjmuje postać ludzką i wybucha. Konkretne sceny są w prezentowanej pozycji równie istotne jak świetnie skomponowana całość. Zostają z czytelnikiem na dłużej. Nie chodzi bynajmniej tylko o morderstwo, ale też studniówkę widzianą do pewnego stopnia jako punkt zwrotny w życiu osobistym Kotlarskiej przeistaczającej się z dziewczyny z dość małomiasteczkowym, zahukanym usposobieniem w obywatelkę świata. Do tego bardziej pasował jej przyszły, sporo starszy i wspomniany już mąż. Mimo to bohaterka nigdy nie zerwała ostatecznie kontaktów z partnerem z balu maturalnego. Sądzę, że wątek miłosny (literacko ukazany poniekąd jako pojedynek dwóch mężczyzn o względy wybranki) odsłania cząstkę jakiejś tajemnicy, którą nosiła w sobie. Może to poczucie osamotnienia, poszukiwanie egzystencjalnego spełnienia zaspokojonego ostatecznie przez szczęśliwe macierzyństwo.
Niektóre fragmenty, zwłaszcza te dotyczące życia wewnętrznego bohaterki, sprawiają wrażenie lekko metafizycznych, bo i nie do końca ziemska wydawała się sama Kotlarska. Ale do tego wszystkiego garść ciekawostek. Autorka rozmawiała między innymi z Ryszardem Boguckim – sponsorem konkursów piękności, od 8 stycznia bieżącego roku na wolności. Kotlarska z kolei planowała karierę filmową i telewizyjną. Zdążyła nawet spędzić kilka dni zdjęciowych na planie serialu „Pokój 107” o życiu studentów w warszawskim akademiku. To ona dostała pierwotnie rolę studentki anglistyki dorabiającej jako modelka, z którą związuje się chłopak grany przez Jana Wieczorkowskiego. W gotowej produkcji oglądamy w tej roli Annę Mamczur. Ewa Wilczyńska zaspokaja ciekawość czytelników, upamiętnia Agnieszkę Kotlarską, czyni to w sposób wielowarstwowy i wyważony. Dwa kciuki do góry. Oprawa miękka, klejona, wkładka ze zdjęciami.
- Ciemna gwiazdaprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Ida Żmiejewska Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ida Żmiejewska pozwala odpocząć od powieści kryminalnych w stylu współczesnym rozgrywającym się w gazetowej rzeczywistości, którą dobrze znamy. Jej przyjemny, komunikatywny i dobry literacko styl retro odpręża, przypomina sherlockowską klasykę. Jednocześnie otwiera cykl „Sprawy Szustera”. Chodzi o sędziego śledczego, Jerzego Szustera – znanego z poprzedniego cyklu pisarki „Warszawianka”. Autorka tłumaczy w posłowiu, dlaczego z postaci drugoplanowej stał się pierwszoplanową i dostaje szansę w „swoich” powieściach. „Ciemna gwiazda” jest szalenie klimatyczna, akcja gęsta i zawężona do kilku dni między Wigilią a Sylwestrem 1894 roku. Młoda Polska w rozkwicie – może bardziej w Krakowie, ale w końcu skandalizująca wystawa „Szału uniesień” Władysława Podkowińskiego była w Zachęcie. Obyczajowość epoki budzi zainteresowanie Żmiejewskiej.
W końcu jest też znakomitą varsavianistką, a kolejne rozdziały zaczyna od cytatów z „Moralności pani Dulskiej”. Zagadka kryminalna de facto wyrasta z ówczesnych problemów obyczajowo-społecznych, różnic majątkowych i kulturowych między klasami. Warto zwrócić uwagę na obraz stosunków polsko-rosyjskich. Sędzia Szuster z kolei wyrasta z rodziny wieloetnicznej, jego postać poddaje się dzięki temu złożonej analizie. A o co dokładnie chodzi? W niezwykle tajemniczych okolicznościach ginie młody baron Julian Sierawski. Wielkie plany ślubne z córką fabrykanta Melanią Wittmanówną jednak się nie spełnią. Na przykładzie tego aranżowanego poniekąd małżeństwa dobrze widać, że gdyby tak przesunąć czas akcji „Lalki” (1878-1879) o kilkanaście lat do przodu, to Wokulski skończyłby lepiej. Szuster prowadzi śledztwo w sprawie Sierawskiego. Świetnie sprawdza się – znany też z licznych gier detektywistycznych – dziennik śledztwa pisany kursywą. Bohater gromadzi w nim hipotezy robocze, prawdopodobne motywy, elementarne fakty. Na tej podstawie przeprowadza dedukcję. Naprawdę udany, pełen blasku kryminał retro. Idealny na przedłużenie okresu świątecznego we własnej wyobraźni. Oprawa miękka, klejona.
- Lista obecności = Esamojiprzez Paweł Jaskulski
Autorka: Birute Jonuskaite Wydawnictwo Warsztaty Kultury
Jest to zbiór wierszy poetki urodzonej w okolicach polskich Sejn w rodzinie litewskiej i utożsamiającej się z narodowością i kulturą litewską. Swoje utwory pisze po litewsku i nie tłumaczy ich na polski, powierzając to zadanie innym. Przekłada jednak na litewski literaturę polską, mając w dorobku translacje twórczości między innymi Janusza Korczaka, Hanny Krall czy Magdaleny Tulli. „Lista obecności” zawiera utwory mocno feminizujące, ale różniące się od typowego feminizmu brakiem sztandarowości oraz wrażliwością, sprawiającą iż niektóre z wierszy wykazują cechy polemiczne w stosunku do feministycznej ideologii, szczególnie te, w których autorka krytycznie odnosi się do niektórych żeńskich typów i zachowań. Tym niemniej motywem scalającym wiersze w tej książce jest kobieta jako postać umieszczona zarówno na tle współczesności, jak i w scenerii historycznej. Postać ta spełnia swoją rolę w dziejach, niekiedy wiodącą, innym razem na pozór marginalną, ale zawsze istotną. Jest to oczywiście przeciwstawienie się tradycyjnej mentalności, zgodnie z którą to mężczyźni rządzą światem.
Wprawdzie twierdzenie to posiada swoje dopełnienie, brzmiące „…a kobiety mężczyznami”, tym niemniej nie oto chodzi litewskiej poetce, bo w jej ujęciu rola kobiety jest samoistna, autonomiczna, nie wymagająca męskiego pośrednictwa, ani nawet obecności. Co nie znaczy, że przedstawiciele płci brzydkiej nie przewijają się przez utwory Birute Jonuskaite, owszem, są w nich czasem obecni, niekiedy nawet w roli podmiotu lirycznego, innym razem adresata wyznań narratorki. W wierszach tych często występuje również motyw niespełnienia. Miłość prezentuje różne oblicza, często gorzkie, melancholijne, zagubione, zranione, nienasycone. Kobiety są cierpiętnicami i altruistkami. Poświęcają się dla mężczyzn, a tamci nie tylko tego nie doceniają, ale nawet wyszydzają je i przepędzają. „Odchodzisz jak kopnięta suka” zarzuca poetka bohaterce wiersza „Depresyjna”. Ale w jej utworach są również kobiety zaprzeczające temu wizerunkowi.
Jest – na przykład – „Aktywistka”, która „rąbie/ życiem o ścianę” oraz „Dyrektorka”. Ten ostatni wiersz, satyryczny w wymowie, ukazuje siedzącą w pierwszym rzędzie szefową firmy z nogą założoną na nodze, której „przykuwające wzrok buty” kosztują 10% jej miesięcznej pensji, podczas gdy siedzący w dalszych rzędach podwładni mogą za 90% swoich wynagrodzeń kupić sobie „najwyżej odlotowe sznurówki”.Ułożone w kolejności alfabetycznej utwory zawarte w „Liście obecności” (po litewski „Esamoji”) występują w dwóch wersjach językowych: oryginalnej czyli litewskiej oraz w polskiej translacji. Przekładu na nasz język dokonała Agnieszka Rembiałkowska, filolożka bałtycka. Książkę wzbogacają intrygujące, kolorowe ilustracje Daivy Kaireviciute, absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie, znakomicie korespondujące z poetyckim klimatem wytworzonym przez Birute Jonuskaite. Dla koneserów. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Metro Stefana Starzyńskiego?przez Paweł Jaskulski
Autor: Jakub Jastrzębski Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Autor opisuje dzieje przedwojennych przygotowań do budowy warszawskiego metra. W stołecznym ratuszu myślano o tym od dawna, jeszcze w czasach zaboru rosyjskiego, biorąc pod uwagę narastające trudności komunikacyjne wynikające z systematycznego napływu ludności do grodu Warsa i Sawy. Pierwszy projekt budowy kolei podziemnej powstał w roku 1917, kiedy Warszawa znajdowała się pod okupacją kajzerowskich Niemiec, a wykonał go Tadeusz Tołwiński. Plan metra składał się z dwóch linii biegnących na osi północ-południe.
Pierwsza linia miała przebiegać z Mokotowa na Muranów – od ulicy Puławskiej na wysokości Narbutta i Madalińskiego, do placu Muranowskiego. Znajdował się on u zbiegu dzisiejszych ulic Lewartowskiego i Stawki. Linia miała liczyć 12 stacji. Druga linia miała być równoległa do pierwszej i nie miała się z nią przecinać. Koncepcja takiej budowy upadła jeszcze w roku 1918.W latach dwudziestych powrócono do sprawy i sporządzono nowe plany, tym razem zakładające sześć linii. Nie będę w tym miejscu opisywać przebiegu każdej z nich, ograniczę się tylko do pierwszej, której przebieg poprowadzono na papierze od placu Unii Lubelskiej do placu Muranowskiego –przez Marszałkowską, plac Napoleona, plac Teatralny, ulicę Bielańską oraz Nalewki. Miała liczyć 5 km długości, ale w projekcie znajdowały się linie dłuższe. Na przykład, linia oznaczona jako F, w zamyśle będąca obwodnicą dwukrotnie przecinająca Wisłę, miała liczyć 11,5 km. Najwięcej zrobiono z myślą o metrze za prezydentury Zygmunta Słomińskiego, stojącego na czele magistratu w latach 1927-1934.
Ratusz jednak nie mógł liczyć na pieniądze państwowe, bo odnośne resorty rządowe nie były zainteresowane tą inwestycją. A ponieważ fundusze własne skarbu miejskiego były o wiele za małe, szukano kontrahentów za granicą. Sondowano możliwości współpracy ze spółkami francuskimi oraz belgijskimi, ale w konsekwencji z kooperacji nic nie wyszło. Zawiodły także rachuby na wsparcie ze strony Ligii Narodów. Ale władze miasta nie rezygnowały z zamiaru wybudowania kolei podziemnej, zawsze uwzględniając w projektach budżetowych tę inwestycję. Niestety, kryzys światowy zapoczątkowany na nowojorskiej giełdzie u schyłku lat dwudziestych znacznie oddalił te plany. Po Słomińskim, który podał się do dymisji po tym jak władze państwowe nie zatwierdziły budżetu miasta wiosną 1934 roku, wyznaczono prezydenta komisarycznego. Najpierw był nim krótko Zygmunt Zyndram – Kościałkowski, a po nim zagorzały piłsudczyk Stefan Starzyński. Ten ostatni rządził ratuszem twardą ręką i gdyby skupił się od początku na budowie metra być może osiągnąłby cel przed wybuchem wojny. On jednak inwestował w rozwój sieci tramwajowej i kolejek dojazdowych, następnie w sieć autobusową.
Do projektu budowy kolejki podziemnej powrócono w roku 1937, ale do września 1939 roku nie weszła w pierwszą fazę realizacji. Książkę czyta się pasjonująco. Przekazuje ona wiele mało znanych lub w ogóle nie znanych wcześniej faktów związanych z metrem oraz Warszawą jako taką, a także politykę prowadzoną przez włodarzy stolicy, ich konflikty z radnymi oraz władzami państwowymi. Także dwuznaczną rolę Starzyńskiego jako prezydenta, nie tylko w zakresie budowy metra. Ukuto swego czasu legendę, że to właśnie od niego rozpoczęto myślenie o tym przedsięwzięciu, a tymczasem było to dalekie od prawdy. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Było takie miasto… Warszawa na starych zdjęciach i kartach pocztowych z kolekcji Rafała Bielskiego. Tom 3, 1918-1939przez Paweł Jaskulski
Kolekcja Rafała Bielskiego Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Estetyczny i solidnie edytowany, dwujęzyczny – polsko-angielski, album zawiera fotografie oraz karty pocztowe ukazujące widoki przedwojennej Warszawy. Autor podzielił go na trzy części. Pierwsza prezentuje pocztę i pocztówkę w wolnej Polsce, a otwiera ją karta ukazująca demontaż pomnika Iwana Paskiewicza z podpisem: „Nosił wilk – ponieśli i wilka” z 1917 roku. Inne artekfakty przedstawiają między innymi budynek Poczty Głównej i Ministerstwa Poczt i Telegrafów przy placu Napoleona, listonosza z zapałem roznoszącego listy oraz urzędnika pocztowego z determinacją stemplującego na dwie ręce przesyłki pocztowe („Pocztowa maszyna do wszystkiego” głosi napis pod wizerunkiem). W tej pierwszej, najkrótszej w książce, części możemy obejrzeć także Polskie Godło Państwowe czyli białego orła w złotej koronie, pocztówkę prezentującą polską walutę „Złotego”, wprowadzonego do obiegu w 1924 roku, jak również wizerunki Józefa Piłsudskiego oraz Ignacego Jana Paderewskiego. Część druga to fotografia reporterska oraz pocztówka obrazujące najważniejsze wydarzenia społeczne i polityczne II RP.
Wśród nich jest pierwsze posiedzenie sejmu w odrodzonej Polsce, przemówienie Piłsudskiego podczas otwarcia obrad, gmach sejmu z zewnątrz, przyjazd gen. Józefa Hellera i powitanie go na Dworcu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, sceny z wojny polsko-bolszewickiej w roku 1920, obraz „Cud nad Wisłą” JerzegoKossaka czy uroczystość z okazji odsłonięcia pomnika księcia Józefa Poniatowskiego, obrazki uliczne podczas zamachu majowego w 1926 r. Te ostatnie zawierają – przykładowo – widok żołnierzy kryjących się przed ostrzałem za rogiem muru przy pl. Zbawiciela, fragment ofensywy pieszo-konnej na ul. Marszałkowskiej, ciężki karabin maszynowy typu MG08 z obsługą oraz czołg marki renault. Jest również karta pocztowa ze zdjęciem najwybitniejszego fotografa Warszawy okresu międzywojnia, Mariana Fuksa, ukazującym Marszałka na swoim ulubionym koniu, klaczy Kasztance. Najwięcej miejsca w albumie obejmuje jego część trzecia nosząca tytuł: „Przewodnik po Warszawie”, zawierająca głównie fotografie, rzadziej pocztówki,
sporadycznie także druki ulotne. Są w niej widoki ulic, placów, skrzyżowań, obiektów zabytkowych oraz gmachów użyteczności publicznej. Z części tej dowiadujemy się najwięcej o tym, jak wyglądała stolica Polski w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego stulecia. Wiele jest w niej budynków reprezentacyjnych jak Zamek Królewski, Katedra św. Jana, Kościół św. Jacka, Kościół Świętego Krzyża, Pałac na Wodzie w Łazienkach czy pałac Leopolda Kronenberga przy ul. Mazowieckiej. Jest budynek Politechniki, Konserwatorium Muzycznego przy ul. Okólnik, pałacu Kazimierzowskiego na terenie kampusu uniwersyteckiego, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, gimnazjum im. Królowej Jadwigi, kościoła św. Aleksandra przy placu Trzech Krzyży oraz pobliskiego Instytutu Głuchoniemych i Ociemniałych, pałacu Królikarnia.
Urzekają widoki ulic, w tym Nowego Światu, Krakowskiego Przedmieścia, Wierzbowej, Polnej, Puławskiej, skrzyżowania Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi, Bielańskiej, placu Teatralnego, placu Unii Lubelskiej, placu Krasińskich. Większość fotografii wykonano w dzień powszedni, dlatego zawierają ruch uliczny, przechodniów i rozmaite scenki obyczajowe. Zaskakują różnymi ujęciami, nie tylko z poziomu ulicy, ale również ze wzniesień, okien, a nawet dachów, co pozwalało obiektywowi na utrwalenie panoramy ulicy, na przykład Marszałkowskiej czy Krakowskiego Przedmieścia. Książka bardzo ciekawa, istny smaczek historyczny. Polecam – nie tylko varsavianistom. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz
- Nowe zimne wojny. Chiny, Rosja i wyzwanie rzucone Ameryceprzez Paweł Jaskulski
Autorzy: David E. Sanger, Mary K. Brooks Wydawnictwo Prześwity
Jest to książka o wstrząsach politycznych obecnego świata, z wojną rosyjsko-ukraińską na czele. Także o groźbach Chin wobec Tajwanu, konfliktach zbrojnych na Bliskim Wschodzie, podstępnych atakach terrorystów islamskich na całym świecie. Trzonem „Nowych zimnych wojen” jest jednak geneza obecnego stanu oraz charakterystyka powolnego procesu jaki nastąpił od początku tego stulecia – a zarazem tysiąclecia – kiedy wydawało się, że od upadku komunizmu mechanizmy konstruktywnej budowy świata demokratycznego są niezagrożone.
Kiedy w kwietniu 2002 roku prezydent George W. Bush odwiedził Rosję, stosunki pomiędzy obu państwami były w szczytowej fazie rozwoju. Bush oraz prezydent Władimir Putin płynęli luksusowym statkiem tego ostatniego po Newie do Petersburga, gdzie Rosjanin chciał pokazać gościowi z Ameryki artystyczne skarby Ermitażu. Obaj panowie wraz z żonami bawili się znakomicie na pokładzie smakując wykwintne przekąski i popijając je wybornymi trunkami. Zachowywali się niczym starzy kumple, którzy dawno się nie widzieli. Kiedy kilka miesięcy wcześniej, we wrześniu 2001 roku, nastąpił atak terrorystyczny na World Trade Center Putin był pierwszym przywódcą światowym, który zatelefonował do Busha z wyrazami współczucia. Wcześniej Bush dzwonił do Putina, żeby złożyć kondolencje podczas serii zamachów w Moskwie dokonywanych przez separatystów czeczeńskich.
Ale po rejsie po Newie stosunki zaczęły się psuć. Wizyta była udana, lecz polityka bliskowschodnia obu państw zaczęła wykazywać coraz większe rozbieżności, w kwestii na przykład Afganistanu, Syrii czy Egiptu. Nie były one na tyle złożone, żeby nie można było ich pogodzić ku satysfakcji obu stron, ale czegoś zabrakło. Zdaniem autora książki zabrakło wyczucia psychologicznego ze strony Amerykanów. David E. Sanger oraz współautorka Mary K. Brooks upatrują stopniowe ochładzanie się stosunków amerykańsko-rosyjskich w tym, że Amerykanie jakoby odnosili się do Rosjan z góry. Zapraszali wprawdzie delegacje z Kremla na globalne szczyty i międzynarodowe konferencje, ale traktowali ich z rezerwą.
Autorzy są zdania, iż politycy z USA od dawien dawna wykazywali poczucie wyższości w stosunku do groźnego wschodniego partnera. Czuli respekt przed jego siłą militarną, ale pogardzali za to, że nie potrafi uporządkować gospodarki we własnym kraju, a usiłuje narzucić światu swoją wolę. A Putin pragnął jakoby pełnego partnerstwa, a nie zadzierania nosa. Z Chinami Waszyngton liczył się zawsze bardziej niż z Rosją, Putin uważał to niemal za policzek dla swojego kraju, a zwłaszcza dla swojej w nim pozycji. Autorzy twierdzą, że Putin nie jest wcale postkomunistą i nie dąży do odbudowy imperium sowieckiego.
On myśli kategoriami szowinizmu rosyjskiego, a w gabinecie nie trzyma figurki Lenina, lecz cara Piotra Pierwszego. Samego Lenina skrytykował kiedyś ostro w publicznym wystąpieniu za poronione plany stworzenia światowego społeczeństwa zintegrowanego. Apetyt rosyjskiego dyktatora jest więc znacznie większy niż Chruszczowa czy Breżniewa. Sanger i Brooks uważają, że odpowiednie traktowanie Putina mogłoby wiele zmienić. Rzecz jasna autorzy nie skupiają się wyłącznie na elementach psychologicznych w wielkiej polityce, kładąc nacisk nie tylko na nowy wyścig zbrojeń, ale i na dążenie do dominacji pod względem technologicznym, gospodarczym oraz informacyjnym. Ale między wierszami psychologia daje o sobie znać. Dla zainteresowanych tematyką. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Daliśmy radę, chłopaku! Wspomnieniaprzez Paweł Jaskulski
Autor: Anthony Hopkins Wydawnictwo Marginesy
Co tu dużo mówić. Tę książkę czyta się jednym tchem. Autor opisuje swoje życie od lat dziecięcych do stycznia 2025 roku, kiedy w wielkim pożarze Kalifornii spłonął jego dom znajdujący się w okolicach Los Angeles. Ale Hopkins nie prowadzi wątków w sposób chronologiczny, raczej tematyczny. Będąc synem skromnego piekarza, mógł dążyć do celu jakim było zostanie aktorem dzięki uzyskanemu stypendium. Z nizin społecznych dostał się na sam szczyt światowego kina. Przełomem w jego karierze stał się rok 1991, kiedy objął rolę demonicznego psychiatry, psychopatycznego zabójcy Hannibala Lectera. Wcześniej był już wprawdzie znanym aktorem brytyjskim, a co za tym idzie i międzynarodowym, ale daleka była jeszcze droga do największej sławy.
O tym przełomowym okresie sporo dowiadujemy się z książki. Skończył niedawno zdjęcia do swojego pierwszego amerykańskiego filmu, który nie odniósł sukcesu. Był nim dramat sensacyjny z Mickeyem Rourke „Godziny rozpaczy”. Hopkins źle wspominał ten obraz także za sprawą konfliktu z Rourkem, z którym omal się nie pobił. Mickey bowiem w jednej ze scen chwycił go za gardło na tyle mocno, a Anthony odepchnął go i ostrzegł, że jeśli zrobi to ponownie to on, Hopkins, wbije mu twarz w sam środek głowy. Propozycje zagrania Hannibala Lectera otrzymał telefonicznie w teatrze na West Endzie, gdzie występował w kiepskiej sztuce „M.Butterfly”. Dzwonił jego londyński agent przekazując propozycję Jonathana Demme`a, aby zagrał w „Milczeniu owiec”. Początkowo aktor myślał, że jest to film dla dzieci.
Zgodził się przeczytać scenariusz, kiedy dowiedział się, że w głównej roli kobiecej wystąpi ceniona przez niego Jodie Foster. Całego scenariusza jednak nie przeczytał, bo zgodził się jak tylko doszedł do postaci Lectera. Wiedział, że to jest „to”. Od razu poczuł, że ma wiele wspólnego z tym złowrogim bohaterem, ale postanowił zagrać go nie jako potwora, lecz w sposób stonowany. I znakomicie mu się to udało. Za swoją kreację otrzymał Oscara. Kolejna statuetka przypadła mu w roku 2021 za dramat psychologiczny „Ojciec”. Hopkins to nie tylko aktor, ale i producent oraz kompozytor. No i pisarz. Niniejszą książkę napisał stylem żywym, pełnym dialogów i zwrotów wydarzeń. Niewątpliwie, jak wszystkie wspomnienia, ma ona charakter autokreacyjny. Jest w tym snobizm i pewna poza. Bohater przedstawia się w niej jako człowiek o wielkiej wrażliwości, czemu służy częste zamieszczanie cytatów z klasyki literatury angielskiej i nie tylko.
Na końcu książki znajduje się dodatek zawierający wybór ulubionych wierszy Hopkinsa. Są wśród nich utwory Wystana H. Audena, Konstandinosa Kawafisa, Johna Masefielda, Henry W. Longfellowa, Williama Butlera Yeatsa, Thomasa Stearnsa Eliota i oczywiście Szekspira. Jest fragment z Seneki, a także z Księgi Koheleta. Jest również Horacy oraz wiersz niejakiego Gerarda Manleya Hopkinsa, którego Anthony – a raczej sir Anthony, bo za zasługi dla kultury angielska monarchini mianowała go rycerzem – nazywa skromnie swoim dalekim krewnym. Ale nic to, jak już napisałem, książkę czyta się znakomicie. Jest ona także źródłem wiedzy o Hopkinsie jako aktorze oraz o brytyjskim i amerykańskim życiu teatralnym i filmowym, w tym o hollywoodzkim show biznesie. Polecam. Oprawa miękka, klejona. Piotr Kitrasiewicz
- Mazowsze. Księga legend i tajemnicprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Marta H. Milewska
Ilustrator: Marcin Minor
Wydawnictwo: Tatarak
Poziom: BD II
Zdaje się, że na rynku wydawniczym pojawiła się propozycja obowiązkowa dla wszystkich bibliotek Mazowsza. Jej autorka, Marta H. Milewska przemierza region wzdłuż i wszerz, wypytuje, szuka, uważnie słucha a na końcu wybiera i spisuje niesamowite lokalne legendy, podania oraz przekazywane przez wieki z ust do ust sekrety. Dziecięcy czytelnik może dzięki temu wyruszyć w książkową podróż po małych i dużych mazowieckich miastach, zawitać do Płocka, Radomia, Nowego Dworu Mazowieckiego, Węgrowa, Ciechanowa, Potworowa albo Pułtuska. Miejscowe zamki i pałace, lasy oraz rzeki kryją wiele tajemnic. Podobno wciąż żyją tu duchy, syreny i inne fantastyczne istoty, lecz żeby się o tym przekonać, warto zaczytać się w zebranych w publikacji opowieściach a później wyruszyć w drogę. Zachęca do tego autorka książki, opatrując każdą legendę ciekawostkami i adresami wartymi odwiedzenia. „Mazowsze. Księga legend i tajemnic” to nie tylko skarbiec na poły prawdziwych, na poły baśniowych historii, to także prawdziwa kopalnia wiedzy o przeszłości regionu. Teksty rozbudzają poczucie przynależności, lokalny patriotyzm, wspierają budowanie tożsamości, mówią o małych ojczyznach, podkreślając przy tym wagę uniwersalnych wartości a poza tym wszystkim czarują aurą tajemnicy i niedopowiedzenia, wywołując niekiedy dreszcz grozy.
Trzeba przyznać, że Marta H. Milewska wykonuje imponującą pracę, której efekty można mierzyć na wagę złota. Książka ma dużą wartość literacką i silny potencjał edukacyjny, doskonale sprawdzi się podczas bibliotecznych spotkań z dziećmi, choć przyznaję, że i dorosły czytelnik odnajdzie tu coś dla siebie. „Cudze chwalicie, swego nie znacie” brzmi znane powiedzenie, a mieszkańcy Mazowsza od teraz mają wyjątkowo przyjemne narzędzie do tego, by „swoje” poznawać. Nie sposób nie dostrzec, że w tym przypadku wartościowa wiedza zostaje umieszczona w atrakcyjnym opakowaniu. Trochę magiczne, czasem oniryczne, za każdym razem tajemnicze ilustracje Marcina Minora dobrze współgrają z zebranymi w tomie tekstami. Ładne wydanie w dużym formacie i twardej, szytej oprawie. Gorąco polecam. - Mały atlas dinozaurówprzez Edyta Kucharek
Autorzy: Ewa i Paweł Pawlakowie
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ewa i Paweł Pawlakowie, uznani ilustratorzy oraz autorzy książek dla dzieci, powracają na listę z nową częścią serii kartonowych atlasów. Poprzednio: „Mały atlas psów (i szczeniaków) Ewy i Pawła Pawlaków” (p. 21/2023).
Najnowszy atlas prezentuje prehistoryczne stworzenia, wprowadzając małych czytelników w świat paleontologii. Pawlakowie z artystycznym zacięciem i pomysłowością odtwarzają wygląd różnych gatunków dinozaurów, m.in. długiego jak autobus ankylozaura, drapieżnego tyranozaura z głową rozmiarów wanny, roślinożernego olbrzyma – diplodoka, parazaurolofa z pyskiem zakończonym dziobem podobnym do kaczego oraz „zadaszonego jaszczura”, czyli stegozaura.
Mamy tu zachwycające, całostronicowe ilustracje wykonane z barwnych kawałków tkanin, trójwymiarowe modele z masy papierowej, akwarele oraz rysunki dzieci. Portrety dinozaurów uzupełniają krótkie, plastyczne i pełne humoru opisy koncentrujące się na ich wyglądzie, cechach charakterystycznych i zwyczajach. Dodatkowo w książce znajdziemy rozkładówki prezentujące obrazkową oś czasu i ciekawostki o pracy paleontologów, inne gatunki wymarłych zwierząt, koniec ery dinozaurów i zagadki dla czytelników.
Rozbudzająca dziecięcą ciekawość, przemawiająca do wyobraźni i inspirująca do tworzenia własnych prac plastycznych lektura. Bardzo polecam. - Raz, dwa, psy czteryprzez Edyta Kucharek
Autorka: Agnieszka Elbanowska
Ilustratorka: Nika Jaworowska-Duchlińska
Wydawnictwo Bis
Poziom: BD II
Agnieszka Elbanowska, reżyserka filmowa, autorka książki „Rodzice. Instrukcja obsługi dla dzieci” (p. 12/2025) oraz serii rymowanych kartonówek „Cześć i czołem”, tym razem proponuje dzieciom wzruszająco-zabawną opowieść o przygodach czterech psów ze schroniska, które w pewną mroźną noc postanowiły zawalczyć o swoją wolność.
Duży udział w ich brawurowej, choć nie pozbawionej wielu trudności ucieczce miał przeuroczy, żywiołowy jamnik Jupi, który wykopał tunel. Działaniem tym mocno nadwyrężył swój i tak już chory kręgosłup. Oprócz tej fizycznej dolegliwości miał też sercową, był bowiem nieszczęśliwie zakochany. Postanowił zatem wykorzystać ucieczkę do odnalezienia poznanej w schronisku psiej piękności, Szarloty, która jakiś czas temu została adoptowana. Inicjatorem ucieczki z zimnego przytułku był Dżordż, dostojny buldog angielski o przywódczych zdolnościach, który chciał zobaczyć zdjęcie Winstona Churchilla, aby upewnić się, że jest kolejnym wcieleniem słynnego angielskiego premiera.
Ucieczka Jupiego i Dżordża, mimo pewnych postępów, nie powiodłaby się, gdyby nie Kundzia, niezależna i nieco uszczypliwa suczka, która wróciła się, aby pomóc ograniczonym ruchowo kolegom. Wkrótce do trójki uciekinierów dołączyła Szarlota. I tak zaczęła się szalona eskapada psiej ferajny, dzięki której znaleźli swoje miejsce na ziemi.
„Raz, dwa, psy cztery” to porywająca, pełna humoru i wzruszeń opowieść o psiej przyjaźni, współpracy i poszukiwaniu własnej drogi. Psi bohaterowie, ich szalone akcje i zabawne dialogi, wywołują uśmiech na twarzy. Szczególnie ujmujący jest dobroduszny jamnik, niepoprawny optymista, który zaraża swoją energią i radością, bo jak czytamy: „Kiedy długi jamnik o krótkich łapkach idzie przed siebie skocznym krokiem, świat staje się lepszy” (s. 55).
Historie bezdomnych psów są poruszające. Mierzą się oni bowiem z bolesnymi ranami, traumatycznymi przeżyciami i własnymi słabościami (Kundzia w schronisku pogrążona jest w depresji). Książka porusza też ludzkie problemy. Mamy tu wątek bezdomności oraz historię pani Heni, której siostrzenica zajęła dom, a ją wysłała do ośrodka spokojnej starości. Opowieść wzbogacają ołówkowe ilustracje Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej.
Wspaniała lektura. Okładka twarda, szyta. Bardzo polecam. - Callas. Moja rywalkaprzez Katarzyna Olszewska
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak
Najnowsza książka francuskiego mistrza krótkiej formy, który tworzy literacki portret słynnej śpiewaczki Marii Callas. Pisarz w publikacji wyjawia czytelnikowi swoją wielką pasję do opery, której jest nie tylko miłośnikiem, również wybitnym znawcą. Książka przenosi do świata muzyki klasycznej, oddaje klimat pięknych i eleganckich sal koncertowych, odbija emocje towarzyszące występom tenorów i diw. Niestety piękno i wzniosłość nie broni opery przed tym, co małe, ludzkie oraz przyziemne. Śpiewaczka Carlotta Berlumi (postać fikcyjna powołana do życia przez Erica-Emmanuela Schmitta) cierpi na skutek rosnącej sławy wschodzącej gwiazdy Marii Callas. Kobieta obwinia rywalkę o wszystkie niepowodzenia, począwszy od malejącej liczby propozycji zawodowych po życie prywatne. Początkowa niechęć, przeradza się w zazdrość, nienawiść a w końcu w obsesję, która rani nie tylko wroga. Oczywiście można się oburzać na taki stan rzeczy, ale nie dziwić, o czym przekonuje niniejsza książka – ostatecznie wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, targanymi niekiedy przez własne namiętności.
„Callas. Moja rywalka” to perfekcyjnie skonstruowana uniwersalna opowieść o pasji oraz zawiści, rodzącej się pod skrzydłami wielkiego piękna. Czytelnik może ze zgrozą przejrzeć się w niej jak w lustrze, rozpoznać w sobie to, co brudne i złe, przemyśleć, zrozumieć, może nawet wybaczyć bohaterkom albo samemu sobie. Fani prozy francuskiego mistrza na pewno nie będą rozczarowani. Książka zawiera wszystko to, czego można oczekiwać od Erica-Emmanuela Schmitta, który do perfekcji opanował tworzenie zwięzłych fabuł, zna ludzką duszę niczym sam diabeł i operuje słowem nie schodząc na manowce. Zdecydowanie polecam. Oprawa twarda, szyta. - Mój tata mistrz świataprzez Edyta Kucharek
Autorka: Katarzyna Biegańska
Wydawnictwo; Kropka
Poziom: BD O/I
Tata, znany z książki „Kocham cię, tato” (p. 11/2025), powraca jako mistrz świat.
Autorka Katarzyna Biegańska oraz ilustratorka Dorota Prończuk z poczuciem humoru i czułością przedstawiają sceny z życia codziennego ojca i wpatrzonego w niego syna. Chłopiec, narrator tej opowieści, rysuje książkę o tacie. Inspiracji dostarczają mu wspólne chwile i zwykła codzienność. Z perspektywy syna tata jest wyjątkowy i wszechstronnie utalentowany: kiedy buduje wieżę z klocków, jest najlepszym na świecie budowniczym, kiedy serwuje jajko w kieliszku, jest doskonałym kucharzem, kiedy lepi stworka z plasteliny, jest wybitnym artystą, a kiedy puszcza papierowy samolocik, jest świetnym pilotem. Ten przypominający wyglądem wikinga mężczyzna w oczach swojego małego dziecka jest największym bohaterem, mistrzem świata w każdej dziedzinie i oczywiście najwspanialszym tatą.
Pełną dziecięcego zachwytu i dumy opowieść o tacie dopełniają ciepłe ilustracje, z których wyłania się zwyczajne, swojskie oblicze rodzica, któremu nie zawsze wszystko wychodzi, ale cieszy się każdą chwilą spędzoną z dzieckiem.
Piękna, wzruszająca laurka dla taty. Większy, kwadratowy format; okładka twarda, szyta. - Rok wśród kwiatów. Dziennik koreańskiej miłośniczki roślinprzez Edyta Kucharek
Autorka: Kim Keum Hee
Wydawnictwo: WAB
Pierwsza przetłumaczona na język polski książka uznanej południowokoreańskiej pisarki, której pasją jest uprawa roślin.
Autorka w swoim niewielkim, seulskim mieszkaniu z balkonem opiekuje się ponad siedemdziesięcioma roślinami. Przebywając w ich towarzystwie nie tylko wypoczywa, ale też czerpie z płynącego z nich optymizmu oraz odnajduje w nich inspirację do działania. Jak pisze we wstępie, „uprawa roślin uczy, że rozwój każdego żywego organizmu to niepowtarzalna podróż usiana najróżniejszymi (nie zawsze mile widzianymi) przygodami” (s. 12).
W książce Kim Keum Hee opisuje swoją roczną przygodę z ogrodnictwem, dzieląc ją na pory roku. Latem jej domowy ogród tworzy supeorganizm, który ciągle się rozrasta za sprawą zakupów w centrum ogrodniczym. Jesienią przestaje przyjmować nowych lokatorów pod swój dach, gdyż brakuje jej miejsca. W pobliskiej kwiaciarni kupuje bukiet, którym żegna swojego ukochanego psa. Ponurą zimą stara się zapewnić ciepło swoim zaszczepkom filodendrona, planuje też zawieszenie ozdób bożonarodzeniowych na doniczkowej araukarii. Po chłodzie zimy z entuzjazmem obserwuje wiosenny zryw drzew i krzewów do wzrostu.
Autorka w krótkich rozdziałach opisuje swoją roślinną kolekcję, problemy związane z uprawą poszczególnych gatunków, dobroczynny wpływ roślin, sceny z życia codziennego, proces twórczy, dzieli się też swoimi obserwacjami i przemyśleniami na temat życia. W swoich rozważaniach odwołuje się do książek poświęconych ogrodom. Książkę wzbogacają urocze, kolorowe ilustracje. Ciekawy jest też zamieszczony na końcu dodatek prezentujący kilkadziesiąt gatunków roślin.
Okładka miękka, klejona. Polecam miłośnikom roślin. - Opowieści o wartościachprzez Katarzyna Olszewska
Autorka: Zofia Stanecka
Ilustratorka: Aleksandra Krzanowska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Poziom: BD I/II
Zofia Stanecka, autorka znanych chyba wszystkim dzieciom książek o sympatycznej Basi, przygotowała kolejną pożyteczną i wartą uwagi publikację. „Opowieści o wartościach” to zbiór opowiadań, którymi pisarka zaprasza małych czytelników do rozmowy o tym, co w życiu ważne. Każdy tekst jest poświęcony innej wartości a ich lista pozostaje niewyczerpana. Być może doczekamy się kiedyś kontynuacji projektu? Byłaby to dobra wiadomość, bo pomysł napisania takiej książki jest bardzo trafiony, zwłaszcza, że Zofia Stanecka, jak mało kto, potrafi prostymi słowami wytłumaczyć, czym są wartości i do czego mogą się przydać. Każde z zawartych w tomie opowiadań to mała lekcja etyki, zakończona pobudzającym myślenie pytaniem: „(…) za co czujesz wdzięczność?” (s. 26), „Myślisz, że odważni ludzie nigdy się nie boją?” (s. 32), „(…) czy bycie uczciwym jest trudne?” (s. 46), „(…) co może wnieść do twojego życia poznawanie różniących się od ciebie osób?” (s. 63). Wartości, o których mowa w książce należą do kategorii podstawowych (np. odwaga, uczciwość, prawda, empatia), ale też takich nieoczywistych, jak wdzięczność, cierpliwość, życzliwość, dbanie o środowisko, otwartość czy bycie samodzielnym. Ilustrujące wartości historie są wiarygodne, odwołują się do tego, co dziecku bliskie i znane, pokazują błędy, ucząc, że nikt z nas nie jest idealny, ale przede wszystkim promują właściwe postawy. Klimat publikacji przypomina nieco Basię, wiele tu ciepła, czułości i wyrozumiałości dla dziecięcej niewiedzy. Pisarka zna i rozumie sposób myślenia dziecka, wie jak patrzy ono na świat i dzięki temu udaje jej się dotrzeć do małego odbiorcy z przesłaniem, stojącym w kontrze do tego, co modne i wynoszone na piedestał w przekazie płynącym z telewizji czy Internetu. Dodatkowym smaczkiem dla fanów twórczości Zofii Staneckiej są drobne motywy autobiograficzne, które da się odkryć i których chce się poszukać dzięki temu, co autorka pisze we wstępie. Książka doskonale sprawdzi się jako propozycja do wspólnego czytania a także podczas zajęć z grupą słuchaczy. Cenny nabytek biblioteczny – bardzo polecam. Opatrzone zabawnymi ilustracjami, ładne wydanie w twardej i szytej oprawie. - Wilk w białej furgonetceprzez Radosław Pulkowski
Autor: John Darnielle
Wydawnictwo: ArtRage
Rozpoczynając lekturę „Wilka w białej furgonetce” zostajemy wrzuceni w sam środek pierwszoosobowej, nieuporządkowanej i achronologicznej narracji. Musi minąć trochę czasu, byśmy mniej więcej zaczęli się orientować, o co tu właściwie chodzi i w jakiej sytuacji znajduje się bohater. Natomiast na rozwiązanie zagadki trzeba będzie poczekać do końca. Co więcej, nawet wówczas będzie to tylko rozwiązanie połowiczne. Owszem, dowiemy się, co tak naprawdę zaszło, ale nie poznamy motywacji, które za tym stały – tutaj powściągliwy w dokładnym oświetlaniu mroków ludzkiej psychiki autor pozostawia miejsce na domysły. Tym autorem jest John Darnielle, lider znanego w pewnych kręgach zespołu rockowego The Mountain Goats, a także pisarz, którego książki do tej pory nie były przekładane na język polski.
Sytuacja nakreślona w „Wilku w białej furgonetce” jest, delikatnie mówiąc, niecodzienna i przez to ciekawa. Głównemu bohaterowi powieści, Seanowi Phillipsowi, kiedy był nastolatkiem przydarzyło się coś, z czego konsekwencjami musi zmagać się do końca życia. Kiedy go poznajemy, jest już mężczyzną w średnim wieku, który ze względu na stan zdrowia i oszpecenie, niemal nie wychodzi ze swojego mieszkania. Na życie zarabia jako twórca korespondencyjnych gier fabularnych, w które grają ludzie z całych Stanów Zjednoczonych, czyli, krótko mówiąc, wymyślaniem wyobrażonych, niebezpiecznych światów, po których później oprowadza żądnych podobnych przygód graczy. Fabuła jego najpopularniejszej gry, „Trace Italian”, jest osadzona w postapokaliptycznej Ameryce przyszłości, a zadaniem gracza jest po pierwsze przetrwanie, w po drugie – dotarcie do tytułowego hotelu. Niestety pewnego razu dwójka nastoletnich graczy, Lance i Carrie, w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach myli świat gry z prawdziwą rzeczywistością i wydarza się tragedia. Co więcej, rodzice Carrie próbują obciążyć odpowiedzialnością za to co się stało właśnie Seana. To z kolei sprawia, że Sean po raz pierwszy w życiu próbuje przyjrzeć się bliżej własnej tragicznej przeszłości – grę „Trace Italian” wymyślił on w stanie pół-halucynacji, kiedy leżał w szpitalu po wydarzeniach, które naznaczyły go na resztę życia.
W powieści Johna Danielle’a nie ma miejsca na łatwe odpowiedzi, a w pewnej mierze na odpowiedzi w ogóle. Jest za to mnóstwo dobrze postawionych pytań. A także bardzo przekonujący portret człowieka znajdującego się w nadzwyczajnej sytuacji i jeszcze bardziej przekonujący portret nastolatka, w którego duszy buzuje jakaś mroczna siła, która nie wiadomo w zasadzie skąd się wzięła. W obu przypadkach chodzi o głównego bohatera, ale na różnych etapach życia.
Dziś, jakieś trzy miesiące od polskiej premiery „Wilka w białej furgonetce”, można już niestety stwierdzić, że powieść Darnielle’a nie odniosła na naszym rynku wydawniczego sukcesu. Szkoda, bo w pełni na to zasługuje. Ci czytelnicy, którzy nie boją się lekturowych wyzwań, a przy okazji cenią sobie gry fabularne – powinni być wręcz zachwyceni. Serdecznie polecam tę powieść jako zakup biblioteczny. Oprawa miękka, klejona, ze skrzydełkami. - Ciało. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucjiprzez Edyta Kucharek
Autor: Juan Luis Arsuaga
Wydawnictwo: Znak
Juan Luis Arsuaga, paleoantropolog, biolog, profesor uniwersytetu w Madrycie, zaprasza czytelników na wędrówkę po ludzkim ciele.
Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza poświęcona jest anatomii człowieka od pasa w dół, druga opisuje budowę ciała od pasa do szyi, a trzecia poświęcona jest twarzy i głowie. Naukowiec pieczołowicie przedstawia najdrobniejsze elementy budujące nasze ciało, kości, mięśnie i ścięgna. Wyjaśnia ich pochodzenie ewolucyjne oraz ukazuje ograniczenia i wielkie możliwości ludzkiego ciała. Opis anatomiczny współczesnego człowieka często jest konfrontowany z budową naszych przodków oraz obecnie żyjących małp człekokształtnych, co podkreśla ludzką wyjątkowość, przejawiającą się np. w dwunożnym sposobie poruszania, czy wydatnie wysuniętym poza płaszczyznę twarzy nosie.
Autor ukazuje ciało jako fascynujący i precyzyjny mechanizm, budzący zainteresowanie licznych artystów, których dzieła na długo przed naukowym poznaniem oddawały piękno i harmonię ludzkiej budowy. W książce nie umieszczono zbyt wielu rysunków prezentujących szczegóły anatomiczne, bo Arsuaga zachęca czytelników do samodzielnego odkrywania własnej anatomii poprzez wykonywanie zamieszczonych w książce ćwiczeń.
Bardzo obszerna, szczegółowo omawiająca ludzką anatomię, a jednocześnie ciekawie i lekko napisana książka. Pozycja zawiera załączniki anatomiczne, przypisy końcowe oraz ilustracje. Okładka twarda, szyta. Polecam zainteresowanym tematem. - Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantykuprzez Radosław Pulkowski
Autor: Peter Linebaugh, Marcus Rediker
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna
„Wielogłowa hydra” jest jedną z tych publikacji, idących w poprzek wizji historii, której przez stulecia kurczowo trzymali się badacze. Petera Linebaugha i Marcusa Redikera interesują inne dzieje świata niż te opowiadane z perspektywy elit – autorzy chcą widzieć aktywnych twórców historii w ludziach, którym z oficjalną władzą było nie po drodze. W przypadku tej książki chodzi głównie o różnorakie ponadnarodowe wspólnoty zasiedlające obszar Oceanu Atlantyckiego: rozbitków, piratów, marynarzy, zbiegłych niewolników, ludy tubylcze i wszelkiej maści buntowników, którzy w okresie podbojów kolonialnych sprzeciwiali się imperialnym zapędom Europejczyków. Właśnie do nich odnosi się tytuł „Wielogłowa hydra”. Europejscy kolonizatorzy lubili porównywać swoje starania do dwunastu prac Herkulesa, a tych, którzy im przeszkadzali, często porównywali właśnie do hydry – bo jeśli stłumili gdzieś jeden bunt, w innym miejscu natychmiast wybuchały dwa nowe, podobnie jak to było w mitologii z odcinanymi głowami hydry. Niech samo to porównanie przemówi nam do wyobraźni i uprzytomni, jaką polityczną siłą władali ci wszyscy, często bardzo dobrze zorganizowani ludzie z marginesu, skoro dysponując niewielkim nakładem środków materialnych mogli skutecznie przeciwstawiać się globalnemu hegemonowi.
Książka Linebaugha i Redikera jest więc kierowana do tych czytelników, którzy chcieliby szukać w historii przykładów na skuteczną walkę z globalnym kapitalizmem (bo przecież to właśnie o nim, w jego początkach, mówimy, kiedy mówimy podbojach transoceanicznych). Ludzie, którzy z różną skutecznością przeciwstawiali się mu, przez lata byli w historii powszechnej przedstawiani jako siła niszczycielska. Naturalnie autorzy tej książki przedstawiają ich z innej perspektywy – jako wojowników o wolność i godność, którzy niejednokrotnie potrafili tworzyć społeczności egalitarne i bardziej sprawiedliwe, nawet jeśli z różnych przyczyn nieidealne. Oczywiście zaprezentowana w tej książce historia atlantyckich walk z wyzyskiem jest w konieczności niekompletna, bo autorzy mogą przyjrzeć się tylko kilku przykładom takich działań. Robią to jednak w sposób imponujący, i to zarówno pod względem naukowego warsztatu, jak i barwności opowieści. Opowieść snuta przez Linebaugha i Redikera, w całej swojej fragmentaryczności, jest wyjątkowo gęsta – odsyła do ogromnej liczby źródeł, uwzględnia różne perspektywy, nie boi się detalu i ukazuje złożoność wielowymiarowej rzeczywistości. Dla tych, którzy lubią poznawać historię od alternatywnej strony czy miłośników historii o lewicowych poglądach „Wielogłowa hydra” to lektura obowiązkowa. Dla reszty: ciekawa pozycja, której trudno stawiać zarzuty z pozycji innych niż motywowane ideologicznie. Oprawa twarda, szyta.