Autorzy: Arkadiusz Karbowiak, Michał Karbowiak Wydawnictwo Libra
Autorzy opowiadają o sześciu przywódcach zbrojnego podziemia, walczących w czasie wojny przeciwko Niemcom i Sowietom, a po jej formalnym zakończeniu przeciwko nowej władzy okupacyjnej w Polsce, wolnej już wprawdzie od hitlerowców, ale za to zajętej przez siły zbrojne Związku Sowieckiego oraz stalinowski, policyjno-partyjny aparat władzy. Przywódcami tymi są: Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, Romuald Rajs „Bury”, Adolf Pilch „Góra”, Marian Gołębiewski „Ster”, Leonard Zub-Zdanowicz „Ząb”, Edward Taraszkiewicz „Żelazny”. Propaganda komunistyczna w czasie PRL-u straszyła nimi obywateli ukazując ich jako „leśnych bandytów” lub „krwawe karły reakcji”, a i po zmianie ustroju epigoni dawnych władców robią co mogą, żeby „żołnierze wyklęci” nadal pozostawali w cieniu zlej legendy. Książka ma formę rozmowy dwóch panów o nazwisku Karbowiak, ojca i syna. Arkadiusz ma ponad 50 lat i określa siebie jako badacza historii, konserwatywnego antykomunistę.
Michał to 30-kilkulatek, liberalny demokrata, pasjonat dziennikarstwa. Te deklaracje wstępne mają zapewne zobrazować ich stosunek do omawianego tematu jako obiektywny. I tak rzeczywiście wydaje się być, bo rozmowy ojca i syna dalekie są od jakiejkolwiek zajadłości, jak i laurkowości, w ocenie bohaterów rozpisanych na dialogi opowieści. Rozmówcy przytaczają fakty i omawiają je. Robią to w kontekście zarówno indywidualnych decyzji danego dowódcy oddziału zbrojnego, jak i ogólnej sytuacji społeczno-politycznej będącej tłem zachodzących wydarzeń. Z rozmów Karbowiaków wyłania się niezwykle skomplikowany obraz pełnego grozy życia na wschodnich terenach Polski, gdzie wszyscy mordowali wszystkich, przy czym inicjatorami krwawych zbrodni oraz ich głównymi wykonawcami byli nacjonaliści ukraińscy.
Polskie ataki na Ukraińców miały charakter obronny oraz odwetowy, przy czy był on niewspółmiernie niski do doznanych krzywd, gdyż Polacy byli zaledwie enklawami w morzu ukraińskiego żywiołu. Po rozwiązaniu Armii Krajowej, jedynymi obrońcami polskiej ludności byli właśnie żołnierze wyklęci spychani coraz bardziej w stronę centrum Polski przez wojska komunistyczne. Tu z kolei, ukryci w lasach i prowadzący walki partyzanckie z siłami policyjnymi sowieckiego reżimu, mogli przetrwać dzięki rekwizycjom i wsparciu miejscowej ludności, przy czym stosunek tej ostatniej do „leśnych” nie zawsze był życzliwy. Usłużne wobec nowej władzy osoby donosiły na żołnierzy wyklętych do polskiej UB lub sowieckich służb specjalnych, a te organizowały pacyfikacje lasów oraz zasadzki. Schwytanych czekał straszliwy los w kazamatach czerwonej władzy. W tej sytuacji ci, którzy przeżyli i mogli jeszcze walczyć mścili się na donosicielach, mordując pojedynczych konfidentów, a także cale grupy cywilów, w tym kobiety, a nawet – rzadko wprawdzie – całe rodziny. Jaka jest odpowiedź na tytułowe pytanie? Czytelnik musi wyrobić sobie samodzielne zdanie, w czym na pewno książka jest pomocna poprzez uczciwe przedstawienie ciągle palącego i przesyconego bólem tematu. Dla mnie przedstawiciele polskiego podziemia byli jednymi i drugimi. Dokonywali czynów heroicznych oraz haniebnych. Bo zachowanie czystych rąk przy walce jakiej się podjęli było po prostu niemożliwe. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz