Archiwa tagu: Edward Brooke-Hitching

Najciekawsza książka na świecie

Autor: Edward Brooke-Hitching
Wydawnictwo: Wielka Litera

Książka brytyjskiego badacza historii i pisarza, członka Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, to zbiór ciekawostek z różnych dziedzin tematycznych i okresów historycznych. Już na stronie przedtytułowej poznajemy w przypisie jedną z nich. Dotyczy ona historii tejże strony: otóż dawniej nazywano ją po angielsku „bękartem”, a jej główną funkcją było chronienie strony tytułowej przed zabrudzeniem. Do początku XVIII wieku, kiedy książki na półkach ustawiano nie grzbietem, ale blokiem do przodu, „bękart” był wykorzystywany do identyfikacji danego dzieła.

„Najciekawsza książka na świecie” powstała na bazie zawartości pudła, w którym autor od młodych lat gromadził najbardziej fascynujące informacje ze świata. Doskonałą przestrzenią do rozwijania tego typu hobby był antykwariat z rzadkimi książkami, w którym dorastał. Stare księgi były skarbnicą fascynujących faktów i różnego rodzaju kuriozów, które notował w swoich zeszytach. Oprócz stert notatek w pudle znalazły się też kserokopie, wycinki z gazet i artykułów naukowych. Autor tworzy z tych materiałów swego rodzaju miscellanea. We wprowadzeniu określa też swoją książkę jako „papierowy pałac cudów, który można zwiedzać bez końca” czy też „zabazgrane serwetki wypadające z kieszeni maniaka” (s. 7).

W zbiorze ciekawostek znajdziemy dawne przepisy na długowieczność, szokujące dziś rady z poradnika „Wdowi skarbczyk” (1595), historię okrytego zła sławą londyńskiego szarlatana, kilka tytułów publikacji żartownisiów. Zobaczymy, jak wyglądała „Mapa Słońca” z roku 1665, gabinet osobliwości XVI-wiecznego włoskiego aptekarza czy prawosławną ikonę przedstawiającą św. Krzysztofa z psią głową.

Dowiemy się, że jamajski sprinter, Usain Bolt, ubrany w kombinezon windsuit, osiągając swoją maksymalną prędkość, oderwałby się od powierzchni największego księżyca Saturna – Tytana niczym startujący samolot. Prezydent USA Jimmy Carter oddając marynarkę do pralni zapomniał wyjąć jedną z najważniejszych rzeczy – plastikową kartę z kodami do amerykańskiego arsenału nuklearnego. Zwierzęta doświadczalne kojarzą się ludziom przeważnie z myszami lub szczurami, ale jakie stworzenie mogło być testerem pierwszego fotela lotniczego z funkcją katapulty. Aby to sprawdzić, siły lotnicze USA posłużyły się niedźwiedziem o imieniu Yogi, który po ponad siedmiu minutach lotu na spadochronie, wylądował bez uszczerbku. Jednak żeby to ocenić, bohaterskiego misia uśmiercono i przeprowadzono jego sekcję zwłok.

Każda ciekawostka opatrzona jest ikonką tematyczną (dotyczą one: wynalazków i teorii, nauki i medycyny, ciała, geografii, kosmosu, listów i książek, rozrywki, zwierząt i innych stworzeń, miłości i seksu, śmierci i życia pozagrobowego, polityki i władzy, jedzenia i picia, religii, transportu, roślin i sztuki). Napisana z pasją i poczuciem humoru książka, która dostarczy czytelnikom zarówno wszechstronnej wiedzy, jak i rozrywki. Okładka miękka, klejona. Polecam.

Atlas tamtych światów


Autor: Edward Brooke-Hitching

Wydawnictwo: Rebis

 

Autor znany z pasji do map – czy też: „nieuleczalny mapoman” – może być kojarzony przez polskiego czytelnika ze swoich poprzednich, artystycznie wręcz wydanych książek, z których ostatnią był „Atlas lądów niebyłych” (nieco wcześniej ukazała się natomiast najbardziej chyba niezwykła z jego książek, „Biblioteka szaleńca”, w której śledził i prezentował zaiste szaleńcze wymysły w dziejach wydawania książek, jak publikacje spisane krwią, oprawione w ludzką skórę, edycje książek większe od człowieka lub przeciwnie – niewidoczne gołym okiem, a także najdziwniejsze apokryfy, w tym zapis procesu wytoczonego Jezusowi przez Księcia Ciemności). W „Atlasie tamtych światów” nasz przewodnik-Wergiliusz zaprasza w podróż po najrozmaitszych wyobrażeniach tego, czego nie można zobaczyć. Jak sam Brooke-Hitching zachęca do lektury: „to opowieść o mapowaniu [tego], czego nie da się zmapować” (s. 10).
Oprowadzając nas po piekłach, czyśćcach i niebiosach, Edward Brooko-Hitching nie tworzył, co ważne, przewodnika po religiach i duchowościach. Jak zaznacza, nie pytał „jak i dlaczego?”, interesowało go natomiast pytanie „gdzie?”. Znaczy to, że nie jest to książka z przecięcia nauk spod znaku antropologii historycznej i religioznawstwa – jak choćby „Historia raju” znakomitego badacza, śp. Jeana Delumeau – zaś sens duchowy może być tu zaledwie jedną z konsekwencji tej lektury, wcale nie najważniejszą. Paradoksalnie, najważniejsze w tej zaświatowej wędrówce było uchwycenie fizyczności, wskazanie palcem. Jest więc w zacięciu autora coś z najnowszego przekładu „Boskiej komedii”, o którym dawno temu, gdy tłumacz Jarosław Mikołajewski, ledwo zaczynał pracę, Ryszard Kapuściński mówił, że brzmi niczym „reportaż z piekła”.

Autor zaczął pracę nad dziełem w 2011 r., grzebał w antykwariatach, objeżdżał świat poszukując straganów ze starociami, fotografował najprzeróżniejsze zabytki kartografii, książki drukowanej czy mniej znane dzieła malarskie. Reportaż ten – trzymajmy się pomysłu Kapuścińskiego – zawiera rzeczy kojarzone (Michał Anioł, Hieronim Bosch, danse macabre czy William Blake) obok cudów wyobraźni mniej znanych nacji – przykładem fotografia północnoperuwiańskiego naczynia (może liturgicznego) w kształcie trupa z wielkim jak armata szczegółem anatomicznym, co – jak w swym wywodzie wskazuje autor – świadczyć może o aktywności seksualnej umrzyków. Trzeba więc przyznać, że obok grozy jest też pocieszenie w tej piekielnej podróży. Polskiego czytelnika może zasmucić brak elementu słowiańskiego, ale to akurat dziwić nie powinno, danych jest zbyt mało, a te z książek, które oferują wiedzę o słowińskich zaświatach, bazują zwykle na domyśle i fikcji rodem z kiepskiego fantasy.

Zastanowić się jeszcze tylko można, czy ta piękna książka nie jest aby czymś, co lepiej mieć dla siebie na zawsze i czy, w związku z tym, biblioteka powinna ją mieć w swoich zbiorach. Z drugiej strony – książnica to też miejsce na rzeczy ładne, więc czemu nie?
Oczywiście polecam, wspaniale wydana rzecz, gruba, szyta okładka.