Archiwa tagu: Wydawnictwo Czarne

Słone łąki, Dorthe Nors

Słone łąki

Słone łąki, Dorthe NorsAutor: Słone łąki
Wydawnictwo: Czarne

Zawiedzie się każdy, kto w „Słonych łąkach” Dorthe Nors będzie chciał znaleźć pełną przygód klasyczną prozę podróżniczą czy też reportaż, który w sposób uporządkowany stara się opowiedzieć czytelnikowi o konkretnym miejscu na Ziemi. Duńska pisarka wprawdzie pisze o wybrzeżu Morza Północnego, jej historia jest jednak na wskroś osobista, medytacyjna, a chwilami wręcz chimeryczna. To nie wada – właśnie taką książkę ta doświadczona prozaiczka, eseistka i tłumaczka chciała napisać. Nieporozumieniem byłoby jednak szukanie w niej podanego wprost zestawu informacji o Półwyspie Jutlandzkim czy Morzu Wattowym (bo pisarka chcąca jak najpełniej doświadczyć wybrzeża Morza Północnego w swojej podróży dociera aż do Holandii).

Co otrzymuje czytelnik zamiast tego? Przede wszystkim oryginalną wrażliwość autorki, która sama postanawia zamieszkać w północnej części Półwyspu Jutlandzkiego, a zatem w miejscu, z którego ludzie raczej wyjeżdżają niż do niego ciągną. Centrum opowieści Dorthe Nors jest surowa przyroda wybrzeża Morza Północnego, która jak żadna inna uruchamia jej wyobraźnię i pozwala poczuć się na swoim miejscu. Półwysep Jutlandzki to ewidentnie jej miejsce na Ziemi, nawet pomimo tego, że kiedy była dzieckiem, niewiele brakowało, by morze zabrało ją ze sobą. Proza Dorthe Nors stanowi także swego rodzaju odę do tego, jej zdaniem najpiękniejszego krajobrazu, a także do ludzi, którzy go zamieszkują – twardych, pozbawionych zbędnych złudzeń, żyjących w bliskim kontakcie z naturą i wciąż nie uznających pisarki za jedną z nich.

„Słone łąki” jak najbardziej można polecić, ale zdecydowanie nie wszystkim czytelnikom. Książka Dorthe Nors to według mnie lektura nie tyle dla osób zainteresowanych Danią czy wybrzeżem Morza Północnego, ile raczej dla miłośników artystycznej prozy, która w większym stopniu opowiada o miejscach niż o ludziach. W książce Nors powinni odnaleźć się także ci czytelnicy, którym podróżowanie nieodłącznie kojarzy się z melancholią. Oprawa miękka, klejona.

Wszystko mam bardziej, Jacek Hołub

Wszystko mam bardziej. Życie w spektrum autyzmu

Wszystko mam bardziej, Jacek HołubAutor: Jacek Hołub
Wydawnictwo: Czarne

Jacek Hołub jest doświadczonym reporterem, wieloletnim dziennikarzem „Gazety Wyborczej” i autorem cenionych książek non-fiction, takich jak m.in. nagrodzona Kryształową Kartą Polskiego Reportażu „Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach”, „Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci” i „Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera”. Tym razem postanowił rozwinąć temat, który poruszał w ostatniej z wymienionych publikacji – „Wszystko mam bardziej” opowiada o osobach w spektrum autyzmu.

„Nie jestem psychologiem ani psychiatrą, terapeutą czy innym specjalistą. Jestem zwyczajnym facetem rozmawiającym z ludźmi i opisującym ich historie. Książka, którą z nieśmiałością i pokorą oddaję w Wasze ręce nie jest poradnikiem, przewodnikiem czy źródłem akademickiej wiedzy o autyzmie. Powstała z chęci oddania głosu osobom neuroróżnorodnym” – pisze autor w rozbudowanym wstępie i tym samym już na początku wyjaśnia, czym jego książka jest i jaki przyświeca jej cel. A jest ni mniej, ni więcej tylko rasowym reportażem, który na chwilę wpuszcza czytelnika do świata osób ze spektrum autyzmu. Bohaterowie książki są różni, tak jak różne bywają osoby mieszczące się w tym spektrum. Czytając „Wszystko mam bardziej” odwiedzamy m.in. żyjącą w Warszawie neuroróżnorodną parę, dojrzałą kobietę, dla której problematyczny jest kontakt z ludźmi, ale która spełnia się w działalności naukowej, potrzebujących codziennej pomocy podopiecznych ośrodka Między Innymi, a także trzydziestodziewięcioletnią Izę, której autyzm pomógł nie reprodukować patologicznych wzorców, wśród których została wychowana. Chociaż nie, tej ostatniej wcale nie odwiedzamy – świadoma swoich ograniczeń kobieta rozmawia z autorem książki tylko za pośrednictwem komunikatora internetowego.

Książka Jacka Hołuba napisana jest z dużą empatią zarówno w stosunku do bohaterów, jak i wszystkich innych osób neuroróżnorodnych. Autor na konkretnych przykładach pokazuje, że mieszczenie się w spektrum autyzmu może w praktyce oznaczać niemal wszystko – w spektrum są w końcu zarówno aktywistka Greta Thunberg czy aktor Anthony Hopkins, jak i wszystkie te anonimowe osoby autystyczne, które nie są w stanie samodzielnie funkcjonować. Podstawowe przesłanie książki mogłoby brzmieć: „jesteśmy różni – akceptujmy siebie nawzajem”, ale unika ona taniego dydaktyzmu. Zamiast tego po prostu pokazuje ludzi w spektrum i ich życia, ułatwiając czytelnikowi wczucie się w ich sytuację. Reportaż Hołuba czyta się bardzo dobrze i można go polecić nie tylko osobom zainteresowanym tematem neuroróżnorodności. Książka wydana w twardej oprawie, szyta.

Z ogniem

Autorka: Miriam Toews
Wydawnictwo Czarne

„Z ogniem” to poruszająca powieść o sile kobiet. Bawi i wzrusza, zachwyca mądrością przekazu i zaskakuje absurdalnym zachowaniem głównych bohaterek. Są nimi kobiety reprezentujące trzy pokolenia. Najmłodsza, Swiv, będąca narratorką powieści jest jeszcze dzieckiem, ma 9 lat, ale jak na swój wiek, dobrze sobie radzi w sprawach dorosłych. Żyje wraz z ciężarną mamą i niezwykle energiczną jak na swój wiek, babcią Elvirą. Kobiety tworzą mieszankę wybuchową – każda z nich lubi pokazać swój zadziorny charakter, a mama i babcia, często wprawiają wnuczkę w zażenowanie. Są bowiem bezkompromisowe, szczere i trochę zbyt szalone, jak na publiczne standardy, nie wstydzą się swoich ciał i głośnych wybuchów śmiechu. I choć wnuczka jeszcze nie nabrała do tego dystansu, to w pewnym momencie przekona się, że życie według własnych zasad  jest dużo ciekawsze. Czytelnik będzie świadkiem fascynującej przemiany dziewięcioletniej Swiv, która zrozumie, na czym polega walka o swój wewnętrzny ogień. Pozna bowiem przeszłość swojej babci i mamy, które musiały walczyć o prawo do bycia sobą, walczyć z depresją, odrzuceniem, śmiercią bliskich. Mimo tych wszystkich tragedii, kobiety przetrwały, okazując swoją siłę i determinację, by żyć zgodnie z własnymi zasadami. Tę siłę odkrywa w sobie młoda narratorka powieści, Swiv w czasie podróży do Kalifornii, którą odbywa wraz z szaloną i lekkomyślną babcią Elvirą, bratającą się ze wszystkimi napotkanymi ludźmi. 

 

Jestem przekonana, że czytelnik szybko polubi bohaterki, które nie wstydzą się być sobą, polubi je wraz z ich radością życia, ciętym językiem i psychicznymi załamaniami, bo wszystko to składa się na pełen obraz wyjątkowych kobiet, które wzajemnie okazują sobie szczerą miłość, akceptację i solidarność. Lektura ma wydźwięk prokobiecy, motywujący do wyrażania siebie w sposób bezkompromisowy i do wiary w swój wewnętrzny, tytułowy ogień.  Łzy i śmiech, głośny jak u babci Elviry gwarantowane! Bardzo polecam. Oprawa miękka, klejona.

Zboże rosło jak las

Autor: Bartosz Panek
Wydawnictwo: Czarne
Wołowiec 2024

Ciekawy reportaż, powstający na przestrzeni trzech lat, wyrastający z archiwalnych kwerend, w trakcie których autor wertuje dokumenty, gazety i książki, słucha nagrań i ogląda materiały wizualne. Najtwardszym fundamentem książki są jednak rozmowy z osobami, które pegeery pamiętają, wspominają z sentymentem lub żalem: „(…) miały być słońcem polskiej wsi – gwiazdą, wokół której krążą planety chłopskich zagród. Miały na zawsze zdjąć klątwę folwarcznej podległości w opozycji do chłopskich porządków i gospodarskiego rozumienia świata” (s. 11). Pojawiają się po II wojnie światowej, jako odpowiedź – lekarstwo na biedę i zagubienie ówczesnych Polaków. Pegeery przynoszą obietnicę lepszego życia tym, którzy pozbawieni edukacji i perspektywy odziedziczenia jakiegokolwiek majątku nie mają nic, tylko siłę własnych rąk. Państwowe gospodarstwa rolne można podzielić na trzy rodzaje: pokazowe, średniaki, które nie przynoszą ani dużych strat ani zysków oraz pegeery generujące koszty z powodu położenia na nieurodzajnych gruntach lub przez niewłaściwe zarządzanie. Ostatecznie wszystkie zostają zamknięte na mocy jednego dekretu, w którym nie uwzględniono tego, co stanie się ze zwolnionymi pracownikami. Autor publikacji dociera do mieszkańców popegeerowskich wsi, by poznać całą prawdę o tym, jak żyło się w pegeerowskich blokach, jak pracowało na państwowej ziemi, wreszcie jak można było sobie poradzić, kiedy transformacja ostatniej dekady XX wieku wywróciła dotychczasowy bezpieczny świat do góry nogami. Dziennikarz próbuje zburzyć krzywdzący stereotyp pracowników pegeerów jako alkoholików nieprzystosowanych do życia, cierpiących z powodu wyuczonej bezradności, zdolnych jedynie do wykonywania poleceń i niepotrafiących podejmować samodzielnych decyzji. Kompleks wsi widać tu bardzo wyraźnie, promieniuje on na kolejne pokolenia i odciska piętno w naszej rzeczywistości – najwyższy czas, by o tym opowiedzieć w sposób uczciwy i rzetelny. Ta sztuka rzeczywiście udaje się Bartoszowi Pankowi, dlatego warto sięgnąć po jego książkę. Oprawa twarda, szyta. Bardzo polecam.

Miasto dzieci świata

Autorka: Beata Chomątowska
Wydawnictwo: Czarne
Wołowiec 2024

Historia jednego z najbardziej znanych, polskich uzdrowisk dla dzieci. Rabka-Zdrój to miejsce, do którego wysyła się najmłodszych pacjentów, cierpiących na choroby płuc a przede wszystkim gruźlicę. Tu, w sprzyjającym klimacie, w pobliżu leczniczych źródeł dziatwa dochodzi do zdrowia (przynajmniej w założeniu) a umiejscowiony w okolicznych willach i państwowych budynkach zespół sanatoriów tworzy tytułowe miasto dzieci. Oficjalny tytuł przyznaje Rabce wspólnie kapituła Orderu Uśmiechu, UNESCO i wojewoda nowosądecki. Kurort przeżywa swój najlepszy okres w dwudziestoleciu międzywojennym, dzięki działaniom rodziny Kadenów, którzy rozsławiają sanatorium na cały kraj, czyniąc z niego miejsce modne i elitarne. II wojna światowa kładzie temu kres, a przemiany społeczno-obyczajowe, które wówczas zachodzą będą jeszcze długo oddziaływać na Podhale, na życie tutejszych mieszkańców oraz przybywających tu gości.

Dziennikarka ukazuje w reportażu dwie strony kultowego uzdrowiska – tą dobrą, kojarzącą się z sielanką i wypoczynkiem, miłą scenerią, zabawą i dziecięcymi teatrzykami, a także tą drugą – złą, przechowaną jedynie w pamięci kuracjuszy. Rabka ma być rajem dla dzieci, lecz dla niektórych z nich staje się koszmarem. Wspomnienia byłych pacjentów, uczestników zdrowotnych kolonii obfitują w przykłady przemocy, strachu, przedmiotowego traktowania czy braku empatii. Nagminnie pojawia się w nich zimno, głód, dziecięcy płacz oraz krzyk. Przeżyta w sanatorium trauma pozostaje na całe życie. Wstrząsająca książka Beaty Chomątowskiej ukazuje karygodny stosunek dorosłych do dzieci, które nie mają żadnych praw. Historia wcale nie tak odległa może zrobić na czytelniku duże wrażenie. Warto zwrócić uwagę na żydowski kontekst opowieści. Książkę można śmiało traktować jako wiarygodne źródło historyczne. Przedstawiona na jej kartach przeszłość jest bardzo dobrze udokumentowana. Autorka przeprowadza rzetelny research sięgający do czasów XIX-wiecznej galicyjskiej wsi, posiłkuje się relacjami, dokumentami i artykułami zebranymi z wielu czasopism. Polecam. Oprawa twarda, szyta, na końcu przypisy i obszerna bibliografia.

Czytaj dalej

Podziemny Muranów

Autor: Jacek Leociak
Wydawnictwo: Czarne
Wołowiec 2024

Kolejna książka znanego, warszawskiego badacza tematyki żydowskiej związanej z II wojną światową. Ostatnio na przeglądzie prezentowaliśmy „Zapraszamy do nieba” (P. 2/23), teraz przenosimy się do dość enigmatycznego kawałka Warszawy, określonego przez autora „Podziemnym Muranowem”, „miejscem-po-getcie”, przykrytym gruzem i zapomnieniem, dziś przekopanym buldożerami i zastawionym nowoczesnymi budynkami oraz osiedlami mieszkalnymi. Muranów to mała ojczyzna badacza – tu spędza dzieciństwo, beztrosko bawi się na osiedlowych podwórkach, odnajdując co jakiś czas tzw. skarby – dla niewtajemniczonych są to nieme artefakty żydowskiego świata, m. in. zagubione sztućce przypominające o ludziach, którzy odeszli. Motywacja do napisania książki zatem może być autobiograficzna, dodatkowo wzmacniająca naukowe zainteresowania.

Autor rozpoczyna swoją opowieść od narodzin dzielnicy, której wygląd na początku nosi znamiona sielskości z bujną roślinnością, wszechobecnymi stawami, rzeczkami i ogrodami obficie rodzącymi owoce na królewskie stoły. Czas przemienia przestrzeń, która z urokliwej staje się pełna brudu, biedy i szarości, ale też hałasu, ruchu i życia tętniącego w kupieckich kramikach czy rzemieślniczych warsztatach, by w końcowej fazie metamorfozy zostać przepełnionym ciszą gettem – miejscem skażonym przemocą, Zagładą oraz cierpieniem. Leociak z dbałością o detale opisuje kolejne etapy życia Muranowa, tworzone przez siebie topograficzne obrazy uzupełnia cytatami ze źródeł historycznych, literackich a także z fragmentów wspomnień. Ważne miejsce w publikacji zajmuje potraktowane dosłownie podziemne życie w getcie: w bunkrach, schowkach oraz piwnicach. Narracja, obok panoramicznego ujęcia przestrzeni, wydobywa z mroku niepamięci ludzi, którzy w przeszłości chodzą tutejszymi ulicami. Zestawienie świata, który zburzono podczas II wojny światowej czy też już po wojnie w imię odbudowy stolicy szokuje, zasmuca i skłania do refleksji nad przemijaniem, memorią a może lepiej upamiętnianiem. „Zgładzono zarówno ludzi, jak i przestrzeń, w której byli” (s. 301) – pisze Leociak i to jest chyba kluczowe, najbardziej przejmujące zdanie w jego opowieści o podziemnym Muranowie. Jeżeli książka może być pomnikiem – to mamy w rękach pomnik, prawdopodobnie jedyny, jaki będą mieli mieszkańcy przedwojennej Gęsiej, Franciszkańskiej, Stawek czy Nalewek. Zachęcam do sięgnięcia po publikację. Oprawa twarda, szyta, wewnątrz fotografie wykonane przez Artura Żmijewskiego, na końcu przypisy i obszerna bibliografia.

Czytaj dalej

Walentynka

Autorka: Elizabeth Wetmore
Wydawnictwo: Czarne
Wołowiec 2024

Późny, ale udany debiut powieściowy amerykańskiej pisarki, która wydaje pierwszą książkę w wieku pięćdziesięciu dwóch lat. Wcześniej w kilku magazynach literackich ukazują się jej opowiadania, krytycy doceniają talent autorki, a „Walentynka” trafia na listę bestsellerów „New York Timesa”.

Akcja utworu toczy się w 1976 roku w Teksasie tuż przy granicy z Meksykiem. Odessa – miasto, w którym mieszkają bohaterowie powieści to zwykła, senna miejscowość, w której pełne codziennego trudu życie toczy się powolnym rytmem, każdy zna każdego, nikt nie ma nadziei na rozwinięcie skrzydeł i spełnienie marzeń, a za rozrywkę musi wystarczyć lokal ze striptizem i bar. Ofiarą marazmu i beznadziei unoszącej się w powietrzu staje się czternastoletnia Gloria – Meksykanka, która pewnego dnia wsiada do furgonetki młodego mężczyzny. Dziewczynka zostaje brutalnie zgwałcona, a jej historia jest powtarzana w każdym domu jako przestroga dla córek i żon tutejszych nafciarzy czy hodowców bydła. Sprawca jest wszystkim znany, jednak tak naprawdę nikt nie chce doprowadzić do jego ukarania z wyjątkiem pewnej młodej kobiety. Czy jej głos w obronie praw ofiary, ale także praw kobiet i praw Meksykanek zostanie usłyszany? Świat przedstawiony w powieści rządzi się własnymi zasadami, kultem męskości i przemocą, jednak w tle rozchodzi się echo niezgody na uprzedmiotowienie, dyskryminację, krzywdę i uwięzienie w ciasnych stereotypach.

„Walentynka” to proza z górnej półki, odważna, bezkompromisowa, zaangażowana a przy tym tak dobrze skomponowana, uderzająca w akordy głęboko poruszające ludzką duszę. Mowa tu o krzywdzie i zadośćuczynieniu, traumie i winie, niemocy i odwadze, którą należy w sobie znaleźć, by przetrwać. Bardzo polecam – ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym. Oprawa miękka, klejona.

Czytaj dalej

Śmiertelnie ciche miasto

Autor: Murong Xuecun
Wydawnictwo Czarne

Reportaż chińskiego pisarza, który postanowił opisać to, jak funkcjonowały Chiny w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19. W tym gorącym i trudnym czasie odważył się przeprowadzić wywiady z kilkoma mieszkańcami Wuhanu. Rozmowy dotyczyły np. tego, jak funkcjonowały szpitale, z jakimi ograniczeniami się mierzyli lekarze i jakie polecenia służbie zdrowia narzucał chiński rząd.

Mimo obaw o wolność, Autor wykonał swoją pracę, choć zdawał sobie sprawę, że opisywanie prawdy może wiązać się nawet z zamknięciem w więzieniu. Taki los spotkał kilku jego kolegów po fachu, których wymienia we wstępie. Z obawy przed represjami, pisarz tuż po obluzowaniu ograniczeń komunikacyjnych opuścił ojczyznę. W swoich tekstach objawia prawdę i kompromituje komunistyczną władzę Chin, która od początku fałszowała liczbę chorych i zbyt późno informowała o powadze sytuacji.

Każdy rozdział książki „Śmiertelnie ciche miasto” opisuje prywatną tragedię mieszkańców Wuhanu. Poznajemy np. perspektywę lekarza, który musiał patrzeć na śmierć swoich pacjentów, ponieważ nie miał jak i czym im pomóc. Wuhan opustoszał, ludzie bali się wyjść, a chorzy byli skazani na docieranie do szpitala pieszo lub rowerem, ponieważ transport miejski był całkowicie wyłączony.

Reportaż wiarygodnie obrazuje absurdalną politykę rządu chińskiego, który wcale nie poczuwał się odpowiedzialny za rozwój pandemii. Redaktor w posłowiu próbuje podsumować działania chińskiego rządu i tego, jak rozwijał się koronawirus na świecie. Zawiera co prawda ogólnikowe informacje, lecz dobrze obrazuje etapy szerzenia się pandemii, która jeszcze nie tak dawno zamknęła w domach niemal cały świat. Oprawa twarda, szyta. Polecam.