
Autor: Łukasz Garbal Wydawnictwo Czarne
Wydawca nazwał tę książkę biografią totalną sławnego reportera, ale ja użyłbym innego określenia. W moim odczuciu jest to bowiem biografia tytaniczna, bo autor z niezwykłą ambicją, jak również imponującą pasją dotarł do wszystkiego, do czego na temat Wańkowicza można było dotrzeć w dniu dzisiejszym. Zapewne jakieś fakty wyjdą jeszcze na jaw, lecz na obecną chwilę Łukasz Garbal wykonał pracę tytaniczną, polegającą na osobistej, śledczej niemal, wyprawie w historię życia swojego bohatera. Dokonał tego w oparciu o listy, dokumenty archiwalne oraz rozmowy z osobami, które znały Wańkowicza. Wykorzystał publikacje książkowe i prasowe, audycje radiowe oraz filmy, a przede wszystkim samą twórczość tego autora, analizując to, co jawne oraz ukryte. Stworzył mega biografię, iście tytaniczną, tym bardziej, że osoba bohatera również była tytaniczna.
Ale i kontrowersyjna. Melchior Wańkowicz, którego obraz odtwarza autor książki był człowiekiem trudnym w odbiorze, tym bardziej że sam mocno komplikował swój wizerunek. Jako pisarz, reporter i dziennikarz, niezwykle płodny i pracowity. Odważny, energiczny, aktywny, sprytny. Potrafił zręcznie promować samego siebie oraz swoje publikacje, jak również zarabiać pieniądze. Miał dobrego nosa, wyczuwając, o czym warto napisać. Co przyniesie dochód oraz innego rodzaju wymierne korzyści. Co się opłaci. Ale kiedy już się za to zabrał, dawał z siebie wszystko, angażując talent, inteligencję, czas i wszelaki trud. Pracując dla Związku Cukrowników otrzymał na początku lat trzydziestych najwyższe honorarium, jakie ktokolwiek dostał w dziejach za napisanie dwóch słów. Brzmiały one: „cukier krzepi” i okazały się mistrzowską manipulacją medialną, gdyż nie chodziło bynajmniej o właściwości zdrowotne białych kryształków, ale o wypromowanie ich dla celów handlowych.
A znał się świetnie na fake newsach, bo wcześniej jako publicysta sam je zwalczał ciętym piórem. Kiedy jednak wyczuł świetny interes, potrafił je tworzyć, a za słowa „cukier krzepi” otrzymał pięć tysięcy przedwojennych złotych czyli o dwa tysiące więcej niż wynosiła miesięczna pensja prezydenta RP. Od razu stał się najwyżej cenionym specjalistą od reklamy, jeździł z wykładami, a nawet założył własną szkołę kształcącą w tym zakresie. Właściwie to tworzeniem chwytliwych sloganów reklamowych zajmował się przez całe życie, a ostatni, również znany, spłodził pod koniec życia czyli na początku lat siedemdziesiątych. Slogan ten powstał na zamówienie linii lotniczych LOT i brzmiał „LOT-em bliżej”. Rzecz jasna Wańkowicz był przede wszystkim pisarzem, autorem książkowych reportaży o wyprawach do dalekich krajów, jak „Kościoły w Meksyku” czy „Opierzona rewolucja”, w której pozytywnie napisał o państwie bolszewików i dzięki której po wojnie mógł wrócić do Polski Ludowej bez narażenia się na represje, chociaż na wszelki wypadek uczynił to dopiero po „odwilży”, w roku 1956. Ale nie dzięki tym książkom, ani sloganom handlowym, przeszedł do historii polskiej literatury.
Stało się to za sprawą publikacji typu „Westerplatte”, „Monte Cassino”, „Ziele na kraterze” czy „Karafka la Fontaine`a”. A zwłaszcza „Na tropach Smętka”, wielkiego dzieła reportażowego z podróży z córką po Prusach Wschodnich i tropieniu śladów polskości, mocno zespolonymi z ziemią wchodzącą niegdyś w skład Rzeczypospolitej. Dzieło to hitlerowcy wpisali na swoją czarną listę i przetłumaczyli na niemiecki, ale nie po to, żeby sprzedawać, lecz szkolić swoich funkcjonariuszy w zakresie zwalczania polskich metod narodowej promocji. A kiedy we wrześniu 1939 roku Wańkowicz uciekał z Polski do Rumunii przez rzekę graniczną trzymając nad głową maszynę do pisania, ścigał go głos polskiego dziennikarza-zdrajcy, który na falach radia wrocławskiego (wówczas Breslau) straszył: „Uciekaj, ale i tak cię dopadniemy, tropami Smętka”. Pozycja bardzo wartościowa. Polecam. Oprawa twarda, szyta. Piotr Kitrasiewicz








